Groźny pomysł unijnego komisarza da Niemcom militarną kontrolę nad całą UE
Co musisz wiedzieć:
- W założeniach eurokratów wspólna europejska armia pilnowałaby porządku wewnątrz UE, a nie broniła granic kraju.
- 100 tys. żołnierzy do dostateczna liczba dla pacyfikacji protestów obywateli, a zbyt mała dla obrony przed Rosją.
- Zagrożenia rosyjskiego eurokraci używają instrumentalnie do wprowadzania projektu unijnego superpaństwa.
Są to niezwykle groźne pomysły, które de facto zlikwidują suwerenność i niepodległość państw członkowskich w tym również Polski. Szeroko rozumiany obszar siłowy, do którego zalicza się wojsko – jest gwarantem tego, że nikt z zewnątrz nie będzie narzucał swojej polityki w drodze przemocy. Przekazując wojsko w ręce centrali w Brukseli uznalibyśmy jej zwierzchność nad Polską. Nie mielibyśmy żadnej kontroli nad tym, jak owo wojsko mogłoby zostać użyte, w obronie czyich interesów. Bo nie ma czegoś takiego jak „wspólne interesy” wszystkich państw członkowskich. Owszem, są pewne obszary wspólne, ale jest też brutalna konkurencja, o czym wielokrotnie się przekonywaliśmy. Bez Wojska Polskiego nie ma polskiego państwa, i z tego należy zdać sobie sprawę.
- Komunikat Straży Granicznej. Pilne doniesienia z granicy
- Carrefour zamyka sklepy i zwalnia. Pracę straci nawet 250 osób
- Komunikat dla mieszkańców Warszawy
- Ogromne złoża na Bałtyku. „Nie ma cienia wątpliwości”
- Ten sędzia uchylił ENA wobec Romanowskiego. Teraz został wyłączony ze sprawy
- Sąd zdecydował o areszcie dla rolnika, który rozlał gnojówkę pod domem ministra
- Nowa edycja „Tańca z Gwiazdami”. W mediach wrze przez jedno nazwisko
Europejska armia
Poza tym wcale nie jest powiedziane, że obrona terytorium Polski będzie wysoko uplasowana na liście priorytetów Brukseli. Szczególnie, że zgodnie z Manifestem z Ventotene Altiero Spinellego i Ernesto Rossiego, będącym trzonem ideowym Białej księgi ws. przyszłości Europy europejska armia nie zajmowałaby się ochroną i obroną granic, ale tłumieniem wewnętrznych protestów po tym, jak „władza rewolucyjna” odbierze ludziom ich prywatną własność. Zagrożenie Rosją to zasłona dymna dla realizacji projektu unijnego superpaństwa pod egidą Niemiec – wykorzystywana przez eurokratów w sposób tym bardziej cyniczny, że owo zagrożenie jest realne i nie wolno go lekceważyć.
100 tys. wystarczy do pacyfikacji
O tym, że właśnie taki plan ma być wprowadzany w życie, świadczy zaproponowana przez Kubiliusa liczebność owej unijnej armii. 100 tys. żołnierzy to zbyt mało, aby bronić granic przed rosyjskim zagrożeniem, wystarczająco natomiast do pacyfikacji protestujących obywateli.
Niemcy wzmocniłyby się militarnie
Zgrozę budzi również wysunięta przez unijnego komisarza ds. obrony propozycja likwidacji 27 polityk obronnych i budżetów obronnych na rzecz jednej federalnej polityki i budżetu obronnego. Sterowanie obronnością z centrali w Brukseli czy w Berlinie skończyłoby się tym, że nie mielibyśmy jako obywatele żadnych gwarancji, że zakupiony jest właściwy dla polskich potrzeb sprzęt wojskowy i że zostanie on użyty w naszej obronie.
Jedna federalna polityka obronna i jeden budżet obronny stanowiłyby świetną okazję dla Niemiec, aby wzmocnić się militarnie kosztem pozostałych państw członkowskich, które łożyłyby na utrzymanie wspólnej armii. Zresztą Niemcy nie ukrywają swoich aspiracji. Podczas swojego niedawnego wywiadu dla „FAZ” kanclerz Friedrich Merz zapowiedział, że celem Niemiec powinno być stworzenie najsilniejszej armii w Europie. Pomysł Niemiec jest taki, że to Bundeswehra byłaby tymi „wspólnymi siłami zbrojnymi” i to Niemcy sprawowaliby militarną kontrolę nad całą Unią Europejską. Do czegoś takiego absolutnie nie wolno dopuścić.
Osłona kontrwywiadowcza
Jest jeszcze jedna niepokojąca kwestia, a mianowicie to, że osoby decyzyjne w dziedzinie obronności powinny mieć osłonę kontrwywiadowczą. Żadna z unijnych instytucji takowej nie posiada. Tymczasem Kubilius chce powołać kolejną unijną instytucję, Europejską Radę Bezpieczeństwa, która miałaby decydować o polityce obronnej Unii Europejskiej. Jest to pomysł, który mógł się zrodzić jedynie w oderwanym od rzeczywistości umyśle człowieka, który komisarzem do spraw obrony nie został bynajmniej powołany ze względu na swoje kompetencje w tej dziedzinie – tych zwyczajnie nie posiada.
Pomysły Andriusa Kubiliusa, które zresztą miały być poruszone również przez prezydenta Francji Emmanuela Macrona, to pomysły jednocześnie na centralizację Unii Europejskiej, jak i jej poważne osłabienie. Liczne europejskie armie miałyby zostać zastąpione jedną, wątłą armią, przy pomocy której Berlin dokonałby pokojowej aneksji państw członkowskich. Czego Hitler nie zrobił zbrojnie, to Merz zrobiłby drogą pokojową.




