2026 r. głupszy niż poprzedni? O neutralnych płciowo ogłoszeniach, feminatywach i "kryminalistach termicznych"

Co przyniesie nowy rok? Z pewnością jak zawsze nas zaskoczy, bo zdarzeń losowych ani klęsk żywiołowych nie potrafimy przewidzieć. Ale to, co szykujemy sobie sami, w wielu przypadkach nie napawa optymizmem.
Mężczyzna przeskakujący z jednej krawędzi na drugą
Mężczyzna przeskakujący z jednej krawędzi na drugą / Pixabay

Co musisz wiedzieć:

  • W 2026 roku ma obowiązywać neutralność płciowa w formułowaniu ogłoszeń o pracę.
  • Autorka zwraca uwagę na problematyczność stosowania feminatywów w życiu społecznym i zawodowym.
  • Zwraca również uwagę, że ustawodawstwo dotyczące norm termicznych w domach jest ingerencją w prywatność i odbieraniem ludziom wolności.

 

2026 r. rozumu nam nie podaruje

Podwyżki cen energii elektrycznej, dalsza inflacja czy podatek katastralny, który bez wątpienia jest sprawą rozwojową. A także zmiana przepisów prawa pracy. Najbardziej kontrowersyjny jest punkt dotyczący obowiązku stosowania neutralności płciowej w nazwach stanowisk i formułowaniu ogłoszeń o pracę. Do lamusa odchodzą modne feminatywy. Ich miejsce powinny zająć anonimowe „osoby” dyrektorskie, nauczające, pielęgniarskie itp. To próba wzbudzenia dodatkowego szacunku wobec stanowiska czy zatarcie naturalnych granic? Czy będzie można jeszcze wybrać pomiędzy korepetytorem dla dziecka a korepetytorką? Czy to już dyskryminacja płciowa? Czy musimy oddzielać się nową szybą od siebie samych, tworzyć kolejny przepis do egzekwowania i pole, w którym będziemy się poruszać napędzani strachem przed karą?

To jednak nie wszystko, co nas będzie czekać i z dużym stopniem prawdopodobieństwa – może. Komisja Europejska w swoich rozważaniach na rzecz klimatu wróciła do narzucania norm termicznych w domach wbrew uspokajającym komunikatom w wielu mediach. Tym razem to już nie tylko zalecenie dla krajów członkowskich nieprzekraczania 19 stopni C, ale groźba nałożenia wysokich grzywien. Kraje europejskie spoza UE idą dalej i proponują osadzenie w więzieniu za łamanie tego przepisu.

Powiedzenie „Obyś żył w ciekawych czasach” może być logo europejskiego świata.

 

Problematyczne feminatywy

Ministra czy ministerka? Nad tą formą głowił się niejeden redaktor w ciągu ostatniej dekady. Jak nazwać osobę sprawującą tak ważną funkcję, by idąc z duchem czasu, nie narazić jej jednocześnie na śmieszność? Lekarka, nauczycielka, dyrektorka, kelnerka, plastyczka – z tymi feminatywami jesteśmy oswojeni od pokoleń. Niektórzy, chcąc nadać wartość stanowisku, przynajmniej w potocznym mniemaniu, stosowali bezpieczny dodatek do męskiej formy, a mianowicie: „pani”. Bo pani historyk czy pani polityk brzmiało tak jakoś poważniej, bardziej godnie niż historyczka czy polityczka. W powszechnym przeświadczeniu końcówka „-ka” kojarzy się ze zdrobnieniem, zatem umniejsza rangę profesji. Im bardziej prestiżowy zawód, tym więcej ostrożności. Ale feminatywy używane w XXI w. dotyczą praktycznie każdej dziedziny życia, w której uczestniczą kobiety. Większość z nas przyzwyczaiła się już do piłkarki, kierowczyni, psycholożki, ekspertki czy prezeski, choć w kręgach bardziej konserwatywnych żeńskie formy – zwłaszcza przez lata zarezerwowane dla funkcji męskich – nadal budzą sprzeczne emocje i nie są traktowane neutralnie. Tym bardziej, gdy mamy problem z ich wymową, jak chociażby w przypadku adiunktki. Nawet najbardziej zagorzały orędownik współczesnych feminatywów musi przyznać z pokorą, że z dużym stopniem prawdopodobieństwa przejęzyczył się, przedstawiając panią adiunkt według nowego wzorca językowego. Lecz czy faktycznie jest on taki nowy? Temu zjawisku przyjrzymy się za chwilę…

O tym, jak bardzo żywym i dynamicznym tworem jest ludzki język, możemy przekonać się, śledząc stanowiska Rady Języka Polskiego. W 2012 r. językoznawcy zwracali uwagę na fakt, że żeńska forma „inżynierka” jest dopuszczalna, ale niektóre z żeńskich nazw zawodów nie są powszechnie używane, ponieważ „budzą negatywne reakcje większości osób mówiących po polsku”. Sugerowano przekonanie społeczeństwa do skorygowania myślenia w tym obszarze. Wszak żeńskie nazwy zawodów świadczą o równouprawnieniu kobiet. Za to już w 2019 r. Rada Języka Polskiego zaapelowała o więcej symetrii w kwestii nazewnictwa osobowego mężczyzn i kobiet. Swoje stanowisko argumentowała potrzebą zwiększenia widoczności kobiet w języku i tekstach.

 

Feminatywy stare jak świat?

Takiego dylematu nie mieli nasi prapradziadkowie i nasze praprababki. Wprawdzie nieliczni z nich umieli pisać i czytać, zatem kwestia tekstu dotyczyła ich tylko naskórkowo, ale żeńskie formy językowe stanowiły wtedy codzienność. Gdy swego czasu miałam możliwość wglądu do XVII-wiecznych materiałów źródłowych, uderzyła mnie ogromna ilość feminatywów w dawnym języku polskim. Nie dość, że spotkałam słowa całkowicie anachroniczne, których znaczenia musiałam domyślać się lub je poszukać, to jeszcze niektóre rzeczowniki wprawiły mnie w osłupienie, jak np. zgwałciciel i zgwałcicielka. Nawet tak negatywnie nacechowane wyrazy domagały się setki lat temu posegregowania na męskie i żeńskie.

Dziś w podobnym kontekście nawet najbardziej zapalone feministyczne aktywistki zachowałyby chyba powściągliwość. Inny przykład to „zrzędlnica”, czyli kobieta, która ma skłonność do częstego marudzenia. Słowa w żeńskiej formie stanowiły ówczesną codzienność, pokazując wyraźne rozgraniczenie płciowe w relacjach społeczno-obyczajowych. Kwestie gender były obce naszym prababkom i pradziadkom. Ale to okres międzywojenny przyniósł prawdziwy rozkwit feminatywów, co łączyło się z emancypacją kobiet.

„Magistrę farmacji poszukuje apteka w Radziechowie”

– pisał w 1918 r. „Kurier Lwowski” („Kuryer Lwowski”) i była to językowa norma, a nie aberracja. Prasa z tamtej epoki jest najlepszym nośnikiem codziennych treści, ukazując naturalne, społeczne potrzeby.

Współczesne feministki nie wynalazły koła. Za to nasz dysonans w zetknięciu z tymi – jak się okazuje – wcale nie nowymi formami, jest pokłosiem epoki PRL-u. To wtedy zaczęto wprowadzać męskoosobowe formy dla obu płci, co miało nobilitować kobiety na poszczególnych stanowiskach. Jednocześnie ta nowomowa zdominowała dokumenty różnej rangi. Dzieci miały w tornistrach zeszyt i dzienniczek ucznia, dorośli zaś składali podpis użytkownika i klienta, choć to oczywiście tylko kilka przykładów będących znakiem czasu.

 

Zakazana płeć

Zdawać się mogło, że wszystko jest jasne. Kobiety, chcąc mieć pełnoprawny udział w życiu społecznym i zawodowym, zaakcentowały swoją obecność w języku. W różnych epokach miało to szerszy lub węższy zakres. Zwłaszcza w kwestii zawodowej łączyło się to w dużym stopniu z potrzebą bycia postrzeganą na danym stanowisku jako osoba ściśle określonej płci. I chyba właśnie ten ostatni czynnik zaniepokoił decydentów nowelizujących Kodeks pracy.

Wśród zmian, które weszły w życie 24 grudnia 2025 r., znalazła się i taka, która nakłada na pracodawcę obowiązek zachowania neutralności płciowej w zamieszczanych ogłoszeniach o pracę. O ile zmiany wynikające z unijnej Dyrektywy o transparentności wynagrodzeń (UE 2023/970) wprowadzające m.in. obowiązek jawności płac w ofertach pracy ucieszą niemal wszystkich kandydatów aplikujących na różne stanowiska, o tyle wymagana neutralność płciowa – już nie. Bo jak to z unijnymi przepisami bywa, nie wystarczy pouczenie tego, kto się nie zastosuje. Przedsiębiorca, który nie spełni nowych wymagań odnośnie do nazewnictwa stanowisk w ogłoszeniu, otrzyma mandat od inspektora pracy w kwocie 2000 zł. Jeśli ponowi błąd, grozi mu kara do 5000 zł. Wobec powyższych konsekwencji aż strach prowadzić rekrutację. W internetowych poradnikach adresowanych do pracodawców możemy przeczytać, że należy wyraźnie wskazać, iż oferta jest adresowana do osób niezależnie od ich płci. Tu nasuwa się dość oczywiste spostrzeżenie: Oferty pracy w społeczności ludzi zawsze były adresowane do osób – no bo kto inny, jak nie osoba, miałby być ich odbiorcą? Pies, kot, drzewo, a może krewetka? Na stronie poświęconej rachunkowości czytamy:

„Jednocześnie osoby rekrutujące powinny posiadać łatwość w posługiwaniu się zawiłościami języka polskiego”.

Słowo klucz: powinny. A co, jeśli nie mają takiej łatwości? Powinny zlecić przygotowanie ogłoszenia nauczycielowi czy AI? Zresztą nauczyciela też już nie wolno wyszczególnić w ogłoszeniu; zamiast niego będzie osoba nauczająca. A czy ja mam prawo skorzystać z usług dentystki, skoro tak wolę, czy muszę zdać się na los i dopiero po wejściu do gabinetu przekonam się, kim jest osoba dentystyczna, bo podczas rejestracji telefonicznej płeć nie zostanie ujawniona? Jak łatwo wobec tak określonych regulacji prawnych sprowadzić codzienność do absurdu, a przy tym indukować nowe lęki i podziały pod pretekstem społecznej symetrii.

 

Kryminalista termiczny

Komfort termiczny to z definicji stan, w którym nasz organizm nie odczuwa ani chłodu, ani nadmiernego ciepła. Nie istnieje jedna temperatura dopasowana do każdego organizmu. Przyjęło się uważać, że najlepszą temperaturą dla mózgu jest ta od 18 do 24 stopni C, choć Państwowa Inspekcja Sanitarna podaje węższy zakres 20–22 stopnie. A jednak nad temperaturami w naszych domach i miejscach pracy od lat toczą się burzliwe dyskusje, w których prym wiedzie Komisja Europejska, apelując o ochronę zasobów przed skutkami kryzysu energetycznego. Fakt, że jesteśmy przyzwyczajani do coraz niższych temperatur, daje się powszechnie zauważyć w miesiącach letnich, kiedy to bez względu na warunki panujące za oknem mamy w sklepach i komunikacji miejskiej tak ustawioną klimatyzację, że bez bluzy z kapturem czasem ciężko jest wytrzymać.

W 2022 r. Komisja Europejska zalecała obniżenie temperatury ogrzewania i podwyższenie temperatury chłodzenia w naszych domach o kilka stopni. Państwa członkowskie miały kierować do konsumentów indywidualne kampanie prowadzące do zmniejszenia temperatury ogrzewania do 19 stopni. Obiektywnie należy dodać, że nie jest to tylko wymysł unijny. W Szwajcarii nie tylko nakazami, ale i karami straszono mieszkańców, którzy chcieliby mieć we własnym domu powyżej 19 stopni. Ciepłolubnych opozycjonistów, zarówno przedsiębiorców, jak też prywatnych właścicieli domów i mieszkań, miały czekać grzywny, a nawet 3 lata pozbawienia wolności. Ostatecznie drakońskie przepisy nie weszły w życie, ale jest prawdopodobne, że skoro już przedstawiono je społeczeństwu, zostaną wprowadzone w czyn, gdy sytuacja ulegnie zmianie. Dla odmiany we Włoszech za przekroczenie temperatury powyżej 19 stopni miał grozić mandat w wysokości od 516 do 2582 euro. I jeśli ktoś zapyta, o co tyle hałasu, skoro nikt jeszcze nie odsiaduje wyroku za przestępstwo termiczne, należy mieć świadomość, że nie po to władze poświęcają energię na ustalanie przepisów, by ich z czasem nie wprowadzić.

Ingerencja w prywatność

Sam pomysł, by ingerować w coś tak prywatnego, jak temperatura w mieszkaniu, jest i niedorzeczny, i zatrważający. Przecież jeden będzie miał 18 stopni, drugi 20, bo tak jest dla niego korzystnie i tak sobie wybrał. Nie można zakazać trzeciemu, żeby mieszkał w pomieszczeniu z temperaturą 23 stopni, bo naprawdę zasoby energetyczne od tego nie stopnieją. Chciałoby się zapytać: To faktyczna troska o dobra ziemskie czy kolejny przykład odebrania obywatelom decyzyjności i samostanowienia o własnej codzienności? Właśnie kwestia wyboru może być tutaj języczkiem u wagi. Bo wybór daje sprawczość i buduje poczucie godności. Czyni człowieka wolnym. A to nie każdemu może się podobać… Oba wątki łączy 2026 r., ale też groźny trend ingerencji w sprawy zgodne z prawami natury, prywatności człowieka oraz realizacji jego potrzeb. Czy dzięki powyższym inicjatywom świat w 2026 r. będzie dla nas lepszy? I czy faktycznie chodzi o to, by był lepszy?

[Tytuł, niektóre śródtytuły, sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]


 

POLECANE
KE udzieli Polsce pożyczki mimo weta Karola Nawrockiego z ostatniej chwili
KE udzieli Polsce pożyczki mimo weta Karola Nawrockiego

Komisja Europejska finalizuje obecnie umowę pożyczkową w ramach SAFE, aby móc podpisać ją z polskimi władzami i wypłacić zaliczkę już w kwietniu - oświadczył w piątek rzecznik KE Thomas Regnier. Czas jest najważniejszy, jesteśmy zobowiązani do niezwłocznego wdrożenia planu – podkreślił.

Uchwała ws. SAFE. Mec. Lewandowski: Ryzykowne. Odpowiedzą karnie tylko u nas
Uchwała ws. SAFE. Mec. Lewandowski: Ryzykowne. Odpowiedzą karnie

Rząd przyjął uchwałę w sprawie Programu Polska Zbrojna, a ministrowie obrony i finansów zostali upoważnieni do podpisania umowy dotyczącej SAFE. „Na pewno w sytuacji, w której rząd w Polsce się zmieni, zdecydowanie będzie miał argument prawny do tego, żeby odmówić płatności ewentualnych rat” - stwierdza mec. Bartosz Lewandowski w rozmowie z portalem Tysol.pl.

Likwidacja CBA. Nawrocki może zablokować plan Tuska z ostatniej chwili
Likwidacja CBA. Nawrocki może zablokować plan Tuska

W piątek Sejm przegłosował ustawę o likwidacji Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Dokument trafi teraz do Senatu, a następnie na biurko prezydenta. Szef Kancelarii Prezydenta zasugerował weto Karola Nawrockiego.

Likwidacja CBA. Jest decyzja Sejmu z ostatniej chwili
Likwidacja CBA. Jest decyzja Sejmu

Sejm uchwalił ustawę likwidującą 1 października Centralne Biuro Antykorupcyjne.

NFZ wydał pilny komunikat z ostatniej chwili
NFZ wydał pilny komunikat

Od 5 marca 2026 r. wygasły uprawniania w dostępie do publicznej ochrony zdrowia w Polsce dla obywateli Ukrainy, którzy byli do tej pory objęci tzw. specustawą – informuje w komunikacie NFZ.

Rządowa uchwała ws. SAFE. Mocne słowa Kaczyńskiego z ostatniej chwili
Rządowa uchwała ws. SAFE. Mocne słowa Kaczyńskiego

Prezes PiS Jarosław Kaczyński ocenił w piątek, że działania rządu i uchwała ws. programu Polska Zbrojna są sprzeczne z konstytucją. Dodał, że nie sądzi, by „jakiś bank dawał nabierać się na tego rodzaju nadużycie”. – Nie ma żadnej gwarancji, że w przyszłości jakiś przyzwoity polski rząd w ogóle będzie to uznawał – dodał.

Prof. Ryszard Piotrowski: Unijna pożyczka SAFE jest niezgodna z konstytucją z ostatniej chwili
Prof. Ryszard Piotrowski: Unijna pożyczka SAFE jest niezgodna z konstytucją

Konstytucjonalista prof. Ryszard Piotrowski zabrał głos w sprawie unijnej pożyczki SAFE. Jego zdaniem ustawa narusza konstytucję i nie mieści się w polskim porządku prawnym.

Pieniądze na zbrojenia. Czarnek: Tu nie ma miękkiej gry wideo
Pieniądze na zbrojenia. Czarnek: Tu nie ma miękkiej gry

– Tu miękkiej gry nie ma, bo tu chodzi o bezpieczeństwo Polaków – powiedział podczas piątkowej konferencji prasowej kandydat PiS na premiera, poseł prof. Przemysław Czarnek, grożąc rządowi odpowiedzialnością karną, gdyby ten zdecydował się na nielegalne przyjęcie unijnej pożyczki SAFE.

Unijna pożyczka SAFE zawetowana. Tusk ujawnił plan rządu z ostatniej chwili
Unijna pożyczka SAFE zawetowana. Tusk ujawnił plan rządu

– Rząd przyjmie uchwałę, na podstawie której zostanie zrealizowany program Polska Zbrojna. (…) Weto prezydenta pod ustawą wdrażającą program SAFE nas nie zatrzyma – stwierdził w piątek, tuż przed nadzwyczajnym posiedzeniem rządu, premier Donald Tusk.

Grecy zatrzymali Polaka podejrzanego o szpiegostwo z ostatniej chwili
Grecy zatrzymali Polaka podejrzanego o szpiegostwo

Greckie władze zatrzymały mężczyznę w pobliżu strategicznie ważnych obiektów marynarki wojennej w zatoce Suda na Krecie – poinformowała w piątek agencja AFP. Mężczyzna legitymujący się polskim paszportem jest podejrzewany o szpiegostwo – przekazał portal dziennika "Kathimerini".

REKLAMA

2026 r. głupszy niż poprzedni? O neutralnych płciowo ogłoszeniach, feminatywach i "kryminalistach termicznych"

Co przyniesie nowy rok? Z pewnością jak zawsze nas zaskoczy, bo zdarzeń losowych ani klęsk żywiołowych nie potrafimy przewidzieć. Ale to, co szykujemy sobie sami, w wielu przypadkach nie napawa optymizmem.
Mężczyzna przeskakujący z jednej krawędzi na drugą
Mężczyzna przeskakujący z jednej krawędzi na drugą / Pixabay

Co musisz wiedzieć:

  • W 2026 roku ma obowiązywać neutralność płciowa w formułowaniu ogłoszeń o pracę.
  • Autorka zwraca uwagę na problematyczność stosowania feminatywów w życiu społecznym i zawodowym.
  • Zwraca również uwagę, że ustawodawstwo dotyczące norm termicznych w domach jest ingerencją w prywatność i odbieraniem ludziom wolności.

 

2026 r. rozumu nam nie podaruje

Podwyżki cen energii elektrycznej, dalsza inflacja czy podatek katastralny, który bez wątpienia jest sprawą rozwojową. A także zmiana przepisów prawa pracy. Najbardziej kontrowersyjny jest punkt dotyczący obowiązku stosowania neutralności płciowej w nazwach stanowisk i formułowaniu ogłoszeń o pracę. Do lamusa odchodzą modne feminatywy. Ich miejsce powinny zająć anonimowe „osoby” dyrektorskie, nauczające, pielęgniarskie itp. To próba wzbudzenia dodatkowego szacunku wobec stanowiska czy zatarcie naturalnych granic? Czy będzie można jeszcze wybrać pomiędzy korepetytorem dla dziecka a korepetytorką? Czy to już dyskryminacja płciowa? Czy musimy oddzielać się nową szybą od siebie samych, tworzyć kolejny przepis do egzekwowania i pole, w którym będziemy się poruszać napędzani strachem przed karą?

To jednak nie wszystko, co nas będzie czekać i z dużym stopniem prawdopodobieństwa – może. Komisja Europejska w swoich rozważaniach na rzecz klimatu wróciła do narzucania norm termicznych w domach wbrew uspokajającym komunikatom w wielu mediach. Tym razem to już nie tylko zalecenie dla krajów członkowskich nieprzekraczania 19 stopni C, ale groźba nałożenia wysokich grzywien. Kraje europejskie spoza UE idą dalej i proponują osadzenie w więzieniu za łamanie tego przepisu.

Powiedzenie „Obyś żył w ciekawych czasach” może być logo europejskiego świata.

 

Problematyczne feminatywy

Ministra czy ministerka? Nad tą formą głowił się niejeden redaktor w ciągu ostatniej dekady. Jak nazwać osobę sprawującą tak ważną funkcję, by idąc z duchem czasu, nie narazić jej jednocześnie na śmieszność? Lekarka, nauczycielka, dyrektorka, kelnerka, plastyczka – z tymi feminatywami jesteśmy oswojeni od pokoleń. Niektórzy, chcąc nadać wartość stanowisku, przynajmniej w potocznym mniemaniu, stosowali bezpieczny dodatek do męskiej formy, a mianowicie: „pani”. Bo pani historyk czy pani polityk brzmiało tak jakoś poważniej, bardziej godnie niż historyczka czy polityczka. W powszechnym przeświadczeniu końcówka „-ka” kojarzy się ze zdrobnieniem, zatem umniejsza rangę profesji. Im bardziej prestiżowy zawód, tym więcej ostrożności. Ale feminatywy używane w XXI w. dotyczą praktycznie każdej dziedziny życia, w której uczestniczą kobiety. Większość z nas przyzwyczaiła się już do piłkarki, kierowczyni, psycholożki, ekspertki czy prezeski, choć w kręgach bardziej konserwatywnych żeńskie formy – zwłaszcza przez lata zarezerwowane dla funkcji męskich – nadal budzą sprzeczne emocje i nie są traktowane neutralnie. Tym bardziej, gdy mamy problem z ich wymową, jak chociażby w przypadku adiunktki. Nawet najbardziej zagorzały orędownik współczesnych feminatywów musi przyznać z pokorą, że z dużym stopniem prawdopodobieństwa przejęzyczył się, przedstawiając panią adiunkt według nowego wzorca językowego. Lecz czy faktycznie jest on taki nowy? Temu zjawisku przyjrzymy się za chwilę…

O tym, jak bardzo żywym i dynamicznym tworem jest ludzki język, możemy przekonać się, śledząc stanowiska Rady Języka Polskiego. W 2012 r. językoznawcy zwracali uwagę na fakt, że żeńska forma „inżynierka” jest dopuszczalna, ale niektóre z żeńskich nazw zawodów nie są powszechnie używane, ponieważ „budzą negatywne reakcje większości osób mówiących po polsku”. Sugerowano przekonanie społeczeństwa do skorygowania myślenia w tym obszarze. Wszak żeńskie nazwy zawodów świadczą o równouprawnieniu kobiet. Za to już w 2019 r. Rada Języka Polskiego zaapelowała o więcej symetrii w kwestii nazewnictwa osobowego mężczyzn i kobiet. Swoje stanowisko argumentowała potrzebą zwiększenia widoczności kobiet w języku i tekstach.

 

Feminatywy stare jak świat?

Takiego dylematu nie mieli nasi prapradziadkowie i nasze praprababki. Wprawdzie nieliczni z nich umieli pisać i czytać, zatem kwestia tekstu dotyczyła ich tylko naskórkowo, ale żeńskie formy językowe stanowiły wtedy codzienność. Gdy swego czasu miałam możliwość wglądu do XVII-wiecznych materiałów źródłowych, uderzyła mnie ogromna ilość feminatywów w dawnym języku polskim. Nie dość, że spotkałam słowa całkowicie anachroniczne, których znaczenia musiałam domyślać się lub je poszukać, to jeszcze niektóre rzeczowniki wprawiły mnie w osłupienie, jak np. zgwałciciel i zgwałcicielka. Nawet tak negatywnie nacechowane wyrazy domagały się setki lat temu posegregowania na męskie i żeńskie.

Dziś w podobnym kontekście nawet najbardziej zapalone feministyczne aktywistki zachowałyby chyba powściągliwość. Inny przykład to „zrzędlnica”, czyli kobieta, która ma skłonność do częstego marudzenia. Słowa w żeńskiej formie stanowiły ówczesną codzienność, pokazując wyraźne rozgraniczenie płciowe w relacjach społeczno-obyczajowych. Kwestie gender były obce naszym prababkom i pradziadkom. Ale to okres międzywojenny przyniósł prawdziwy rozkwit feminatywów, co łączyło się z emancypacją kobiet.

„Magistrę farmacji poszukuje apteka w Radziechowie”

– pisał w 1918 r. „Kurier Lwowski” („Kuryer Lwowski”) i była to językowa norma, a nie aberracja. Prasa z tamtej epoki jest najlepszym nośnikiem codziennych treści, ukazując naturalne, społeczne potrzeby.

Współczesne feministki nie wynalazły koła. Za to nasz dysonans w zetknięciu z tymi – jak się okazuje – wcale nie nowymi formami, jest pokłosiem epoki PRL-u. To wtedy zaczęto wprowadzać męskoosobowe formy dla obu płci, co miało nobilitować kobiety na poszczególnych stanowiskach. Jednocześnie ta nowomowa zdominowała dokumenty różnej rangi. Dzieci miały w tornistrach zeszyt i dzienniczek ucznia, dorośli zaś składali podpis użytkownika i klienta, choć to oczywiście tylko kilka przykładów będących znakiem czasu.

 

Zakazana płeć

Zdawać się mogło, że wszystko jest jasne. Kobiety, chcąc mieć pełnoprawny udział w życiu społecznym i zawodowym, zaakcentowały swoją obecność w języku. W różnych epokach miało to szerszy lub węższy zakres. Zwłaszcza w kwestii zawodowej łączyło się to w dużym stopniu z potrzebą bycia postrzeganą na danym stanowisku jako osoba ściśle określonej płci. I chyba właśnie ten ostatni czynnik zaniepokoił decydentów nowelizujących Kodeks pracy.

Wśród zmian, które weszły w życie 24 grudnia 2025 r., znalazła się i taka, która nakłada na pracodawcę obowiązek zachowania neutralności płciowej w zamieszczanych ogłoszeniach o pracę. O ile zmiany wynikające z unijnej Dyrektywy o transparentności wynagrodzeń (UE 2023/970) wprowadzające m.in. obowiązek jawności płac w ofertach pracy ucieszą niemal wszystkich kandydatów aplikujących na różne stanowiska, o tyle wymagana neutralność płciowa – już nie. Bo jak to z unijnymi przepisami bywa, nie wystarczy pouczenie tego, kto się nie zastosuje. Przedsiębiorca, który nie spełni nowych wymagań odnośnie do nazewnictwa stanowisk w ogłoszeniu, otrzyma mandat od inspektora pracy w kwocie 2000 zł. Jeśli ponowi błąd, grozi mu kara do 5000 zł. Wobec powyższych konsekwencji aż strach prowadzić rekrutację. W internetowych poradnikach adresowanych do pracodawców możemy przeczytać, że należy wyraźnie wskazać, iż oferta jest adresowana do osób niezależnie od ich płci. Tu nasuwa się dość oczywiste spostrzeżenie: Oferty pracy w społeczności ludzi zawsze były adresowane do osób – no bo kto inny, jak nie osoba, miałby być ich odbiorcą? Pies, kot, drzewo, a może krewetka? Na stronie poświęconej rachunkowości czytamy:

„Jednocześnie osoby rekrutujące powinny posiadać łatwość w posługiwaniu się zawiłościami języka polskiego”.

Słowo klucz: powinny. A co, jeśli nie mają takiej łatwości? Powinny zlecić przygotowanie ogłoszenia nauczycielowi czy AI? Zresztą nauczyciela też już nie wolno wyszczególnić w ogłoszeniu; zamiast niego będzie osoba nauczająca. A czy ja mam prawo skorzystać z usług dentystki, skoro tak wolę, czy muszę zdać się na los i dopiero po wejściu do gabinetu przekonam się, kim jest osoba dentystyczna, bo podczas rejestracji telefonicznej płeć nie zostanie ujawniona? Jak łatwo wobec tak określonych regulacji prawnych sprowadzić codzienność do absurdu, a przy tym indukować nowe lęki i podziały pod pretekstem społecznej symetrii.

 

Kryminalista termiczny

Komfort termiczny to z definicji stan, w którym nasz organizm nie odczuwa ani chłodu, ani nadmiernego ciepła. Nie istnieje jedna temperatura dopasowana do każdego organizmu. Przyjęło się uważać, że najlepszą temperaturą dla mózgu jest ta od 18 do 24 stopni C, choć Państwowa Inspekcja Sanitarna podaje węższy zakres 20–22 stopnie. A jednak nad temperaturami w naszych domach i miejscach pracy od lat toczą się burzliwe dyskusje, w których prym wiedzie Komisja Europejska, apelując o ochronę zasobów przed skutkami kryzysu energetycznego. Fakt, że jesteśmy przyzwyczajani do coraz niższych temperatur, daje się powszechnie zauważyć w miesiącach letnich, kiedy to bez względu na warunki panujące za oknem mamy w sklepach i komunikacji miejskiej tak ustawioną klimatyzację, że bez bluzy z kapturem czasem ciężko jest wytrzymać.

W 2022 r. Komisja Europejska zalecała obniżenie temperatury ogrzewania i podwyższenie temperatury chłodzenia w naszych domach o kilka stopni. Państwa członkowskie miały kierować do konsumentów indywidualne kampanie prowadzące do zmniejszenia temperatury ogrzewania do 19 stopni. Obiektywnie należy dodać, że nie jest to tylko wymysł unijny. W Szwajcarii nie tylko nakazami, ale i karami straszono mieszkańców, którzy chcieliby mieć we własnym domu powyżej 19 stopni. Ciepłolubnych opozycjonistów, zarówno przedsiębiorców, jak też prywatnych właścicieli domów i mieszkań, miały czekać grzywny, a nawet 3 lata pozbawienia wolności. Ostatecznie drakońskie przepisy nie weszły w życie, ale jest prawdopodobne, że skoro już przedstawiono je społeczeństwu, zostaną wprowadzone w czyn, gdy sytuacja ulegnie zmianie. Dla odmiany we Włoszech za przekroczenie temperatury powyżej 19 stopni miał grozić mandat w wysokości od 516 do 2582 euro. I jeśli ktoś zapyta, o co tyle hałasu, skoro nikt jeszcze nie odsiaduje wyroku za przestępstwo termiczne, należy mieć świadomość, że nie po to władze poświęcają energię na ustalanie przepisów, by ich z czasem nie wprowadzić.

Ingerencja w prywatność

Sam pomysł, by ingerować w coś tak prywatnego, jak temperatura w mieszkaniu, jest i niedorzeczny, i zatrważający. Przecież jeden będzie miał 18 stopni, drugi 20, bo tak jest dla niego korzystnie i tak sobie wybrał. Nie można zakazać trzeciemu, żeby mieszkał w pomieszczeniu z temperaturą 23 stopni, bo naprawdę zasoby energetyczne od tego nie stopnieją. Chciałoby się zapytać: To faktyczna troska o dobra ziemskie czy kolejny przykład odebrania obywatelom decyzyjności i samostanowienia o własnej codzienności? Właśnie kwestia wyboru może być tutaj języczkiem u wagi. Bo wybór daje sprawczość i buduje poczucie godności. Czyni człowieka wolnym. A to nie każdemu może się podobać… Oba wątki łączy 2026 r., ale też groźny trend ingerencji w sprawy zgodne z prawami natury, prywatności człowieka oraz realizacji jego potrzeb. Czy dzięki powyższym inicjatywom świat w 2026 r. będzie dla nas lepszy? I czy faktycznie chodzi o to, by był lepszy?

[Tytuł, niektóre śródtytuły, sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]



 

Polecane