Czarzasty zyska, Polska straci
Co musisz wiedzieć:
- Komentarz Włodzimierza Czarzastego dotyczący propozycji poparcia Donalda Trumpa do Pokojowej Nagrody Nobla wywołał reakcję ambasadora USA i stał się tematem dyplomatycznej dyskusji.
- Dla USA spór nie ma dużych kosztów, ale pokazuje, że wypowiedzi polityków drugiego szeregu mogą być używane jako sygnał lub „test” relacji z Polską.
- Autor tekstu ocenia, że krótkoterminowy zysk polityczny Czarzastego może przełożyć się na długofalowe straty dla polskiej pozycji w relacjach transatlantyckich.
Czarzasty zyska, Polska straci
Ponieważ Bóg nie dał mi daru prorokowania - zaiste nie wiem dlaczego marszałek Czarzasty zdecydował się na taki a nie inny komentarz wobec propozycji by polski Sejm poparł kandydaturę Donalda Trumpa do Pokojowej Nagrody Nobla. Pojawiają się już teorie spiskowe w których jest on zarówno politycznym narzędziem w ręku Donalda Tuska ale i machiawellicznym kreatorem własnego wyniesienia. W polityce wiele się dzieje i jeszcze więcej jest przed nami zakryte ale to co odkryte można oceniać. Włodzimierz Czarzasty korzysta ze swoich historycznych „pięciu minut” jako druga osoba w państwie i uległ swoim post-politycznym pragnieniom a także podszeptom swoich piarowców i postanowił zaistnieć w krajowej polityce jeszcze mocniej.
Po lewej stronie narasta anty-trumpowski sentyment i Czarzasty chciał na nim politycznie zyskać. I pewnie zyska ale Polska na tym stanowczo straci.
Świeżo upieczeni "suwereniści"
Żyjemy w czasie kiedy przywódca Stanów Zjednoczonych jest człowiek nadwrażliwy i nie zdystansowany wobec siebie. Przyznać to muszą i powinni również ci, którym do Trumpa bliżej niż dalej. Nic nie zmienia również prawdy najważniejszej. Transatlantyckie relacje bezpieczeństwa są fundamentem naszego istnienia jako państwa. Sojusz z Ameryka był także i pozostanie asymetryczny. Nie oznacza to oczywiście że nie mamy budować innych relacji, grać w Europie na ‚wielu fortepianach” czy ulegać Amerykanom we wszystkim. Niemniej trzeba pamiętać, że nawet najbliższym sojusznikom pokazuje się czasem gdzie jest ich miejsce i uderza się tam gdzie przynosi to najmniejsze koszty.
Nikt w administracji Trumpa nie wpada na pomysł by krytykować prezydenta Nawrockiego i jego środowisko będące dla nich ważnym partnerem. Ambasador Rose wyraźnie ominął też i omija w swojej krytyce najważniejszych przywódców koalicji rządowej a zwłaszcza premiera Tuska i ministra Sikorskiego. „Kopnięcie” Czarzastego i lewicy jednak nic Amerykanów nie kosztuje a i ilość spraw które z nim mieliby załatwiać jest raczej znikoma. Postanowili więc wykonać rękami ambasadora Rose’a „sprawdzam”. `I mimo uroczystych naburmuszeń świeżo upieczonych „suwerenistów”, kosztów nie ponieśli, a reakcja polskich władz była dość delikatna.
Odwrócone role
Jest za to dużo dyskusji wewnątrz Polski niemających realnego znaczenia. Oburzają się na ambasadora ci, którzy kiedyś takie interwencje jego poprzednika popierali. Ostry i wzywający kiedyś do MSZ ambasadora Brzezińskiego PiS (sam w tym uczestniczyłem) z kolei jest w tej sprawie cichy i punktuje Czarzastego.
Faktem jest jednak to, że za kolejnym razem takie myślenie o post-polityce może nam zaszkodzić naprawdę. Nie zaszkodziłoby by o tym podumali czasem również politycy schodzący tacy jak Włodzimierz Czarzasty.




