Chaos w Kościele. O duchowym głodzie i fałszywych przewodnikach
Co musisz wiedzieć:
- Autorka stawia diagnozę, że współczesny Kościół jest głęboko podzielony ideowo i językowo, co rodzi chaos, osłabia jedność i rozmywa przekaz wiary.
- Z drugiej strony zwraca uwagę, że mimo własnych kryzysów, pozostaje „zahartowany” dzięki historii, tradycyjnej pobożności i silnemu zakorzenieniu katolicyzmu w kulturze.
- Jako prawdziwą odpowiedź na kryzys proponuje nie medialne strategie ani „zbieranie lajków”, lecz powrót do modlitwy, ascezy, pokory i duchowej głębi.
Bóg daje wzrost
„Jeżeli bowiem jest między wami zawiść i niezgoda, to czyż nie jesteście cieleśni i nie postępujecie tylko po ludzku? Skoro jeden mówi: «Ja jestem Pawła», a drugi: «Ja jestem Apollosa», to czyż nie postępujecie tylko po ludzku? Kimże jest Apollos? Albo kim jest Paweł? Sługami, przez których uwierzyliście według tego, co każdemu dał Pan. Ja siałem, Apollos podlewał, lecz Bóg dał wzrost. Otóż nic nie znaczy ten, który sieje, ani ten, który podlewa, tylko Ten, który daje wzrost – Bóg”
– pisze święty Paweł w Liście do Koryntian.
Apostoł opisuje w tym fragmencie problem, z którym Kościół zmaga się także i dziś. Mamy Kościół „modernistyczny” i „tradycyjny”, „łagiewnicki” i „toruński”, „otwarty” i „zamknięty” etc. A przecież katolickie wyznanie wiary głosi:
„Wierzę w jeden, święty, powszechny i apostolski Kościół”.
Pięknie brzmi to w teorii, jednak praktyka często zawodzi, i to mimo najlepszych chęci wiernych. W odnalezieniu prawdy pośród gąszczu często sprzecznych pojęć nie pomaga chaos znaczeniowy, który zapanował na szczytach Kościoła po śmierci Benedykta XVI. Wraz z nadejściem ery papieża Franciszka do istniejącego już pojęcia „nowej ewangelizacji” doszły nowe terminy w rodzaju chociażby „nawrócenia ekologicznego”, a dokumenty kościelne zaczęły stylistyką przypominać bardziej opracowania publikowane przez ONZ czy WHO niż pisma o charakterze duchowym.
- Wyłączenia prądu. Ważny komunikat dla mieszkańców Dolnego Śląska
- Pogoda na najbliższe dni. IMGW wydał komunikat
- Pilne doniesienia z granicy. Jest komunikat Straży Granicznej
- Ziobro zadzwonił na numer z listu gończego. Tego nikt się nie spodziewał
- Wyłączenia prądu. Ważny komunikat dla mieszkańców Małopolski
- Komunikat dla mieszkańców Warszawy
- Komunikat dla mieszkańców woj. kujawsko-pomorskiego
- Burza w sieci po ceremonii otwarcia igrzysk. Tak TVP potraktowała Karola Nawrockiego
Utopia pojednania
W uzyskaniu jednoznaczności przekazu nie pomagają rozmaite zabiegi na rzecz osiągnięcia utopii międzyreligijnego pojednania, które w efekcie raczej rozmywają przekaz katolicki, niż budują realny dialog międzyreligijny. Właśnie, dialog. Słowo odmieniane przez wszystkie przypadki nie tylko w Kościele, ale również w świecie polityki. Słowo to stało się tak pojemne znaczeniowo, że stało się wytrychem do dowolnego właściwie działania. Słowo „dialog” u jednych budzi odrazę i skojarzenia z herezją modernizmu, u innych zachwyt na myśl o otwieraniu się na kolejne grupy „wykluczonych”.
W polskim Kościele coraz większą rolę odgrywa postać gorącego orędownika dialogu nie tylko międzywyznaniowego, ale również i tego ze światem pogańskim – ks. kard. Grzegorza Rysia, który objął niedawno metropolię krakowską, dotychczas kojarzoną raczej z konserwatyzmem reprezentowanym przez abp. Marka Jędraszewskiego. Brak jedności ideowej polskiego Kościoła nie jest jedynym źródłem jego rozbicia. Ma ono bowiem także charakter strukturalny i wiąże się ze stopniowym degradowaniem roli prymasa Polski z funkcji „interrexa” do de facto administracyjnego zarządcy Kościoła.
Ma to szczególne znaczenie dla Polaków, tradycyjnie ogniskujących swoją uwagę wokół postaci silnych duchowych przywódców. W czasach komunistycznych był to Prymas Tysiąclecia, a następnie – papież Jan Paweł II. Obecnie z braku wystarczająco silnego autorytetu lidera w obrębie Kościoła niektórzy ulegają pokusie poszukiwania przewodników w liderach politycznych. Jak niebezpieczna i krótkowzroczna jest to ścieżka, przestrzegał już prorok Jeremiasz, głosząc:
„Przeklęty mąż, który pokłada nadzieję w człowieku i który w ciele upatruje swą siłę, a od Pana odwraca swe serce. Jest on podobny do dzikiego krzaka na stepie, nie dostrzega, gdy przychodzi szczęście: wybiera miejsca spalone na pustyni, ziemię słoną i bezludną”.
Ewangelizacja a zbieranie lajków
Poszukiwanie przez Polaków figury ojca może wynikać z naszych cech narodowych: naiwności, niedojrzałości, braku pewności siebie, ale i z naszych cech pozytywnych, takich jak pokora i skromność. Brak pewności siebie to po części skutek naszej trudnej historii, kiedy to raz po raz realizowanie przez nas pragnienia wolności było brutalnie tłumione przez kolejnych okupantów. Ta sama historia, która przysporzyła nam tylu cierpień, w dużym stopniu nas jednak zahartowała.
Dotyczy to także polskiego Kościoła, który w okresach licznych prześladowań budował siłę wewnętrzną, opartą przede wszystkim na wierze i modlitwie, nie zaś na wartościach materialnych i zewnętrznych. Dzięki licznym próbom Polska może szczycić się wieloma wielkimi świętymi, takimi jak św. Maksymilian Kolbe czy bł. ks. Jerzy Popiełuszko. Kapłani ci są drogowskazami dla czasów współczesnych, przesyconych grą pozorów, PR-em, reklamą i materializmem.
Nowa rzeczywistość, nowe zagrożenia
Wraz z odzyskaniem niepodległości Kościół w Polsce przestał być poddawany jawnym szykanom komunistów, co jednak nie oznaczało dla niego nadejścia czasów „prosperity”. Przeciwnie, społeczna rola Kościoła zaczęła maleć, ponieważ stracił on swoisty monopol na bycie ostoją wolności i niezależności od totalitarnych władz, a także musiał on zacząć „konkurować” z kolorowymi rozrywkami kapitalistycznego świata. Do tego doszły zagrożenia wewnętrzne, jak choćby brak lustracji, przed którego skutkami ostrzegał śp. ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, a także zwyczajne, ludzkie słabości kapłanów ulegających iluzjom łatwiejszego życia w świecie materialistyczno-narcystycznych pokus. Wreszcie – media społecznościowe. Broń obosieczna. Mogą one bowiem zarazem stanowić świetne narzędzie ewangelizacji, jak i miejsce ulegania manii „nabijania odsłon” czy „zbierania lajków”.
Przed duchowymi zagrożeniami nowoczesności wielokrotnie ostrzegał profetycznie św. Jan Paweł II, zarazem jednak podkreślając, że niesie ona także wiele dobrodziejstw i otwiera przestrzenie do pozytywnego działania.
„Nie wszystko w świecie współczesnym jest negatywne – i nie może być inaczej, ponieważ Opatrzność Ojca Niebieskiego z miłością czuwa nawet nad naszymi codziennymi troskami. Co więcej – wspominane wyżej wartości pozytywne świadczą o nowej trosce moralnej, nade wszystko w porządku wielkich problemów ludzkości, jakimi są rozwój i pokój”
– pisał w encyklice „Sollicitudo rei socialis”.
Katolicyzm „zahartowany”
Kryzys, który dotknął Kościoły państw europejskich, nie ominął wprawdzie Polski, ale wydaje się, iż nie osiągnął u nas (jeszcze?) takich rozmiarów, jak na Zachodzie. Po części stało się to zapewne za sprawą wspomnianego już „zahartowania” naszego narodu w czasach komunizmu, po części za sprawą niższego niż we Francji, Irlandii czy Hiszpanii odsetka imigrantów islamskich w polskim społeczeństwie, a po części dzięki mocnemu zakorzenieniu katolicyzmu w polskim DNA, w narodowej obyczajowości, obrzędowości, kulturze i zwyczajach.
Jak mówił w swoim świadectwie Lech Dokowicz, Polska wiele zawdzięcza „armii” cichych, skromnych ludzi modlących się codziennie wytrwale na różańcu, bez wielkiego rozgłosu, w duchu pokuty i ascezy. Być może dzięki tradycyjnej polskiej maryjności kojarzonej nie tylko z Modlitwą Różańcową, ale także z ruchem pielgrzymkowym do maryjnych sanktuariów, nasz kraj uniknął zalewu emocjonalnej, a nieraz histerycznej wręcz „duchowości stadionowej”, która wypaczyła religijność nie tylko części amerykańskich chrześcijan, ale także zachodnich Europejczyków, zmieniając wiarę w ukrzyżowanego Chrystusa w „ewangelię sukcesu”. Pielęgnowanie tradycyjnych form pobożności stało się w Polsce możliwe m.in. za sprawą projektów takich jak Teobańkologia, Męski Różaniec, Wielka Pokuta, Różaniec do Granic, Ekstremalna Droga Krzyżowa, Krucjata Wyzwolenia Człowieka, a także ruchów pielgrzymkowych.
To swoją drogą ciekawe, że właśnie te inicjatywy i ich duchowi opiekunowie byli i są zaciekle atakowani przez środowiska niechętne Kościołowi, z „Gazetą Wyborczą” na czele. Oczywiście, jeśli istnieją racjonalne przesłanki do tego, aby konkretne sprawy dziejące się w środowiskach kapłańskich czy zakonnych wyjaśniać – należy to robić. Zasadne wydaje się jednak zadawanie pytań o intencje podejmowania tego rodzaju działań oraz o uczciwość postępowania zainteresowanych osób.
Prawdziwa odpowiedź
„Widzimy współcześnie odnawiający się głód ludzi prawdziwych. To znaczy żyjących w prawdzie i miłości; ludzi jasnych, przejrzystych, którzy mają oblicza prawdziwe, a nie zniekształcone kłamstwem”
– pisał ks. kard. Stefan Wyszyński. Wydaje się, że polski Kościół nie musi de facto robić wiele, aby uniknąć duchowym pułapek Zachodu. Powinien – tylko i aż – pozostać sobą, sięgnąć po duchowe dziedzictwo swoich wielkich synów, mistrzów życia duchowego, po ascezę, modlitwę, pokorę, spokojną pracę. Mniej znaczy więcej. Spragnionym ciszy, przebodźcowanym ludziom XXI wieku nie oferujmy kolejnej porcji stadionowej ekscytacji tudzież przefilozofowanej ekwilibrystyki intelektualnej. Dajmy im to, czego człowiek potrzebuje od tysięcy lat – miłość, prawdę, głębię i poczucie sensu.
[Tytuł, niektóre śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]




