Chaos w Kościele. O duchowym głodzie i fałszywych przewodnikach

Trudności, które przechodzi obecnie Kościół, nie są chyba dla nikogo tajemnicą, a analizie przyczyn tego kryzysu można poświęcić tomy. Jak na tle Kościoła powszechnego wypada Kościół polski? Myślę, że mimo wszystko nienajgorzej (choć nie znaczy to, że jest dobrze!) i że – paradoksalnie – „zawdzięczamy” to trudnej historii naszego kraju.
Ksiądz
Ksiądz / Pixabay

Co musisz wiedzieć:

  • Autorka stawia diagnozę, że współczesny Kościół jest głęboko podzielony ideowo i językowo, co rodzi chaos, osłabia jedność i rozmywa przekaz wiary.
  • Z drugiej strony zwraca uwagę, że mimo własnych kryzysów, pozostaje „zahartowany” dzięki historii, tradycyjnej pobożności i silnemu zakorzenieniu katolicyzmu w kulturze.
  • Jako prawdziwą odpowiedź na kryzys proponuje nie medialne strategie ani „zbieranie lajków”, lecz powrót do modlitwy, ascezy, pokory i duchowej głębi.

 

Bóg daje wzrost

„Jeżeli bowiem jest między wami zawiść i niezgoda, to czyż nie jesteście cieleśni i nie postępujecie tylko po ludzku? Skoro jeden mówi: «Ja jestem Pawła», a drugi: «Ja jestem Apollosa», to czyż nie postępujecie tylko po ludzku? Kimże jest Apollos? Albo kim jest Paweł? Sługami, przez których uwierzyliście według tego, co każdemu dał Pan. Ja siałem, Apollos podlewał, lecz Bóg dał wzrost. Otóż nic nie znaczy ten, który sieje, ani ten, który podlewa, tylko Ten, który daje wzrost – Bóg”

– pisze święty Paweł w Liście do Koryntian.

Apostoł opisuje w tym fragmencie problem, z którym Kościół zmaga się także i dziś. Mamy Kościół „modernistyczny” i „tradycyjny”, „łagiewnicki” i „toruński”, „otwarty” i „zamknięty” etc. A przecież katolickie wyznanie wiary głosi:

„Wierzę w jeden, święty, powszechny i apostolski Kościół”.

Pięknie brzmi to w teorii, jednak praktyka często zawodzi, i to mimo najlepszych chęci wiernych. W odnalezieniu prawdy pośród gąszczu często sprzecznych pojęć nie pomaga chaos znaczeniowy, który zapanował na szczytach Kościoła po śmierci Benedykta XVI. Wraz z nadejściem ery papieża Franciszka do istniejącego już pojęcia „nowej ewangelizacji” doszły nowe terminy w rodzaju chociażby „nawrócenia ekologicznego”, a dokumenty kościelne zaczęły stylistyką przypominać bardziej opracowania publikowane przez ONZ czy WHO niż pisma o charakterze duchowym.

 

Utopia pojednania

W uzyskaniu jednoznaczności przekazu nie pomagają rozmaite zabiegi na rzecz osiągnięcia utopii międzyreligijnego pojednania, które w efekcie raczej rozmywają przekaz katolicki, niż budują realny dialog międzyreligijny. Właśnie, dialog. Słowo odmieniane przez wszystkie przypadki nie tylko w Kościele, ale również w świecie polityki. Słowo to stało się tak pojemne znaczeniowo, że stało się wytrychem do dowolnego właściwie działania. Słowo „dialog” u jednych budzi odrazę i skojarzenia z herezją modernizmu, u innych zachwyt na myśl o otwieraniu się na kolejne grupy „wykluczonych”.

W polskim Kościele coraz większą rolę odgrywa postać gorącego orędownika dialogu nie tylko międzywyznaniowego, ale również i tego ze światem pogańskim – ks. kard. Grzegorza Rysia, który objął niedawno metropolię krakowską, dotychczas kojarzoną raczej z konserwatyzmem reprezentowanym przez abp. Marka Jędraszewskiego. Brak jedności ideowej polskiego Kościoła nie jest jedynym źródłem jego rozbicia. Ma ono bowiem także charakter strukturalny i wiąże się ze stopniowym degradowaniem roli prymasa Polski z funkcji „interrexa” do de facto administracyjnego zarządcy Kościoła.

Ma to szczególne znaczenie dla Polaków, tradycyjnie ogniskujących swoją uwagę wokół postaci silnych duchowych przywódców. W czasach komunistycznych był to Prymas Tysiąclecia, a następnie – papież Jan Paweł II. Obecnie z braku wystarczająco silnego autorytetu lidera w obrębie Kościoła niektórzy ulegają pokusie poszukiwania przewodników w liderach politycznych. Jak niebezpieczna i krótkowzroczna jest to ścieżka, przestrzegał już prorok Jeremiasz, głosząc:

„Przeklęty mąż, który pokłada nadzieję w człowieku i który w ciele upatruje swą siłę, a od Pana odwraca swe serce. Jest on podobny do dzikiego krzaka na stepie, nie dostrzega, gdy przychodzi szczęście: wybiera miejsca spalone na pustyni, ziemię słoną i bezludną”.

 

Ewangelizacja a zbieranie lajków

Poszukiwanie przez Polaków figury ojca może wynikać z naszych cech narodowych: naiwności, niedojrzałości, braku pewności siebie, ale i z naszych cech pozytywnych, takich jak pokora i skromność. Brak pewności siebie to po części skutek naszej trudnej historii, kiedy to raz po raz realizowanie przez nas pragnienia wolności było brutalnie tłumione przez kolejnych okupantów. Ta sama historia, która przysporzyła nam tylu cierpień, w dużym stopniu nas jednak zahartowała.

Dotyczy to także polskiego Kościoła, który w okresach licznych prześladowań budował siłę wewnętrzną, opartą przede wszystkim na wierze i modlitwie, nie zaś na wartościach materialnych i zewnętrznych. Dzięki licznym próbom Polska może szczycić się wieloma wielkimi świętymi, takimi jak św. Maksymilian Kolbe czy bł. ks. Jerzy Popiełuszko. Kapłani ci są drogowskazami dla czasów współczesnych, przesyconych grą pozorów, PR-em, reklamą i materializmem.

 

Nowa rzeczywistość, nowe zagrożenia

Wraz z odzyskaniem niepodległości Kościół w Polsce przestał być poddawany jawnym szykanom komunistów, co jednak nie oznaczało dla niego nadejścia czasów „prosperity”. Przeciwnie, społeczna rola Kościoła zaczęła maleć, ponieważ stracił on swoisty monopol na bycie ostoją wolności i niezależności od totalitarnych władz, a także musiał on zacząć „konkurować” z kolorowymi rozrywkami kapitalistycznego świata. Do tego doszły zagrożenia wewnętrzne, jak choćby brak lustracji, przed którego skutkami ostrzegał śp. ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, a także zwyczajne, ludzkie słabości kapłanów ulegających iluzjom łatwiejszego życia w świecie materialistyczno-narcystycznych pokus. Wreszcie – media społecznościowe. Broń obosieczna. Mogą one bowiem zarazem stanowić świetne narzędzie ewangelizacji, jak i miejsce ulegania manii „nabijania odsłon” czy „zbierania lajków”.

Przed duchowymi zagrożeniami nowoczesności wielokrotnie ostrzegał profetycznie św. Jan Paweł II, zarazem jednak podkreślając, że niesie ona także wiele dobrodziejstw i otwiera przestrzenie do pozytywnego działania.

„Nie wszystko w świecie współczesnym jest negatywne – i nie może być inaczej, ponieważ Opatrzność Ojca Niebieskiego z miłością czuwa nawet nad naszymi codziennymi troskami. Co więcej – wspominane wyżej wartości pozytywne świadczą o nowej trosce moralnej, nade wszystko w porządku wielkich problemów ludzkości, jakimi są rozwój i pokój”

– pisał w encyklice „Sollicitudo rei socialis”.

 

Katolicyzm „zahartowany”

Kryzys, który dotknął Kościoły państw europejskich, nie ominął wprawdzie Polski, ale wydaje się, iż nie osiągnął u nas (jeszcze?) takich rozmiarów, jak na Zachodzie. Po części stało się to zapewne za sprawą wspomnianego już „zahartowania” naszego narodu w czasach komunizmu, po części za sprawą niższego niż we Francji, Irlandii czy Hiszpanii odsetka imigrantów islamskich w polskim społeczeństwie, a po części dzięki mocnemu zakorzenieniu katolicyzmu w polskim DNA, w narodowej obyczajowości, obrzędowości, kulturze i zwyczajach.

Jak mówił w swoim świadectwie Lech Dokowicz, Polska wiele zawdzięcza „armii” cichych, skromnych ludzi modlących się codziennie wytrwale na różańcu, bez wielkiego rozgłosu, w duchu pokuty i ascezy. Być może dzięki tradycyjnej polskiej maryjności kojarzonej nie tylko z Modlitwą Różańcową, ale także z ruchem pielgrzymkowym do maryjnych sanktuariów, nasz kraj uniknął zalewu emocjonalnej, a nieraz histerycznej wręcz „duchowości stadionowej”, która wypaczyła religijność nie tylko części amerykańskich chrześcijan, ale także zachodnich Europejczyków, zmieniając wiarę w ukrzyżowanego Chrystusa w „ewangelię sukcesu”. Pielęgnowanie tradycyjnych form pobożności stało się w Polsce możliwe m.in. za sprawą projektów takich jak Teobańkologia, Męski Różaniec, Wielka Pokuta, Różaniec do Granic, Ekstremalna Droga Krzyżowa, Krucjata Wyzwolenia Człowieka, a także ruchów pielgrzymkowych.

To swoją drogą ciekawe, że właśnie te inicjatywy i ich duchowi opiekunowie byli i są zaciekle atakowani przez środowiska niechętne Kościołowi, z „Gazetą Wyborczą” na czele. Oczywiście, jeśli istnieją racjonalne przesłanki do tego, aby konkretne sprawy dziejące się w środowiskach kapłańskich czy zakonnych wyjaśniać – należy to robić. Zasadne wydaje się jednak zadawanie pytań o intencje podejmowania tego rodzaju działań oraz o uczciwość postępowania zainteresowanych osób.

 

Prawdziwa odpowiedź

„Widzimy współcześnie odnawiający się głód ludzi prawdziwych. To znaczy żyjących w prawdzie i miłości; ludzi jasnych, przejrzystych, którzy mają oblicza prawdziwe, a nie zniekształcone kłamstwem”

– pisał ks. kard. Stefan Wyszyński. Wydaje się, że polski Kościół nie musi de facto robić wiele, aby uniknąć duchowym pułapek Zachodu. Powinien – tylko i aż – pozostać sobą, sięgnąć po duchowe dziedzictwo swoich wielkich synów, mistrzów życia duchowego, po ascezę, modlitwę, pokorę, spokojną pracę. Mniej znaczy więcej. Spragnionym ciszy, przebodźcowanym ludziom XXI wieku nie oferujmy kolejnej porcji stadionowej ekscytacji tudzież przefilozofowanej ekwilibrystyki intelektualnej. Dajmy im to, czego człowiek potrzebuje od tysięcy lat – miłość, prawdę, głębię i poczucie sensu.

[Tytuł, niektóre śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]


 

POLECANE
Za pieniądze z SAFE sprzedamy naszą niepodległość tylko u nas
Za pieniądze z SAFE sprzedamy naszą niepodległość

W kwestii SAFE nie chodzi jedynie o horrendalną pożyczkę, którą spłacać będą przez ponad 40 lat kolejne pokolenia, ale o istnienie państwa polskiego jako samodzielnego, suwerennego podmiotu.

Iran uderzył w arabskie monarchie. Region może stworzyć nową koalicję przeciw Teheranowi tylko u nas
Iran uderzył w arabskie monarchie. Region może stworzyć nową koalicję przeciw Teheranowi

Relacje szyickiego Iranu z sunnickimi monarchiami arabskimi leżącymi po drugiej stronie Zatoki Perskiej nigdy do najlepszych nie należały. Jednak w ostatnich latach – przy mediacji Chin- doszło do pewnego resetu tych stosunków. Obecna wojna wszystko zaprzepaściła. Reżim ajatollahów walczy o życie i na ołtarzu tej walki o przetrwanie złożył relacje z Rijadem, Abu Zabi i innymi. Dlaczego podjął takie ryzyko?

Węgierski parlament odrzucił członkostwo Ukrainy w UE z ostatniej chwili
Węgierski parlament odrzucił członkostwo Ukrainy w UE

Węgierskie Zgromadzenie Narodowe przyjęło uchwałę odrzucającą członkostwo Ukrainy w UE, dalsze finansowanie wojny i wysiłki na rzecz przekształcenia Unii Europejskiej w sojusz wojskowy. Ustawa została przyjęta 142 głosami za, przy 28 głosach przeciw i 4 wstrzymujących się – poinformował na platformie X Zoltan Kovacs, rzecznik prasowy premiera Viktora Orbana.

Ekonomiści w szoku - potężny spadek w niemieckim przemyśle tylko u nas
Ekonomiści w szoku - potężny spadek w niemieckim przemyśle

W styczniu 2026 roku niemiecki przemysł doświadczył dramatycznego spadku zamówień, co zaskoczyło ekspertów i wzbudziło obawy o kondycję gospodarki. Według danych Federalnego Urzędu Statystycznego (Destatis), nowe zamówienia w sektorze przetwórczym spadły o 11,1% w porównaniu do grudnia 2025 roku.

Bogucki: Tusk chce spłacić 365 mld zł, czyli aż 180 mld zł kosztów unijnego SAFE z ostatniej chwili
Bogucki: Tusk chce spłacić 365 mld zł, czyli aż 180 mld zł kosztów unijnego SAFE

Tusk chce spłacić 365 miliardów zł, czyli aż 180 miliardów zł kosztów unijnego SAFE – napisał na platformie X szef Kancelarii Prezydenta Zbigniew Bogucki odnosząc się do planów Donalda Tuska zapożyczenia Polski w ramach SAFE.

Tusk chce przyjąć unijny SAFE w drodze uchwały gorące
Tusk chce przyjąć unijny SAFE w drodze uchwały

„Jeżeli pojawi się weto prezydenta, będziemy gotowi z projektem uchwały ws. SAFE” - zapowiedział premier Donald Tusk.

Kancelaria Prezydenta ujawnia ramy programu „Polski SAFE 0%” gorące
Kancelaria Prezydenta ujawnia ramy programu „Polski SAFE 0%”

Kancelaria Prezydenta przedstawiła we wtorek ramy programu „Polski SAFE 0%”.

Jeden z najwyższych urzędników Iranu grozi Trumpowi „wyeliminowaniem” z ostatniej chwili
Jeden z najwyższych urzędników Iranu grozi Trumpowi „wyeliminowaniem”

Jeden z najwyższych urzędników Iranu ostrzegł prezydenta Donalda Trumpa, aby “uważał, aby nie zostać wyeliminowanym” podczas operacji Epic Fury, amerykańskiego zaangażowania wojskowego mającego na celu zneutralizowanie najbardziej płodnego państwa terrorystycznego na świecie – poinformował portal Breitbart.

Komunikat dla mieszkańców woj. świętokrzyskiego z ostatniej chwili
Komunikat dla mieszkańców woj. świętokrzyskiego

Ostrzeżenie w województwie świętokrzyskim. Oszuści znów polują na osoby starsze metodami "na wnuczka", "na policjanta" lub "na pracownika banku".

Wypadek z udziałem minister kultury. Prokuratura chce umorzyć sprawę z ostatniej chwili
Wypadek z udziałem minister kultury. Prokuratura chce umorzyć sprawę

Prokuratura Rejonowa Warszawa Śródmieście w Warszawie skierowała w dniu 9 marca 2026 roku do Sądu Rejonowego dla Warszawy Śródmieścia w Warszawie wniosek o warunkowe umorzenie postępowania ws. wymuszenia pierwszeństwa przejazdu przez Martę Cienkowską i potrącenia przez nią motocyklisty.

REKLAMA

Chaos w Kościele. O duchowym głodzie i fałszywych przewodnikach

Trudności, które przechodzi obecnie Kościół, nie są chyba dla nikogo tajemnicą, a analizie przyczyn tego kryzysu można poświęcić tomy. Jak na tle Kościoła powszechnego wypada Kościół polski? Myślę, że mimo wszystko nienajgorzej (choć nie znaczy to, że jest dobrze!) i że – paradoksalnie – „zawdzięczamy” to trudnej historii naszego kraju.
Ksiądz
Ksiądz / Pixabay

Co musisz wiedzieć:

  • Autorka stawia diagnozę, że współczesny Kościół jest głęboko podzielony ideowo i językowo, co rodzi chaos, osłabia jedność i rozmywa przekaz wiary.
  • Z drugiej strony zwraca uwagę, że mimo własnych kryzysów, pozostaje „zahartowany” dzięki historii, tradycyjnej pobożności i silnemu zakorzenieniu katolicyzmu w kulturze.
  • Jako prawdziwą odpowiedź na kryzys proponuje nie medialne strategie ani „zbieranie lajków”, lecz powrót do modlitwy, ascezy, pokory i duchowej głębi.

 

Bóg daje wzrost

„Jeżeli bowiem jest między wami zawiść i niezgoda, to czyż nie jesteście cieleśni i nie postępujecie tylko po ludzku? Skoro jeden mówi: «Ja jestem Pawła», a drugi: «Ja jestem Apollosa», to czyż nie postępujecie tylko po ludzku? Kimże jest Apollos? Albo kim jest Paweł? Sługami, przez których uwierzyliście według tego, co każdemu dał Pan. Ja siałem, Apollos podlewał, lecz Bóg dał wzrost. Otóż nic nie znaczy ten, który sieje, ani ten, który podlewa, tylko Ten, który daje wzrost – Bóg”

– pisze święty Paweł w Liście do Koryntian.

Apostoł opisuje w tym fragmencie problem, z którym Kościół zmaga się także i dziś. Mamy Kościół „modernistyczny” i „tradycyjny”, „łagiewnicki” i „toruński”, „otwarty” i „zamknięty” etc. A przecież katolickie wyznanie wiary głosi:

„Wierzę w jeden, święty, powszechny i apostolski Kościół”.

Pięknie brzmi to w teorii, jednak praktyka często zawodzi, i to mimo najlepszych chęci wiernych. W odnalezieniu prawdy pośród gąszczu często sprzecznych pojęć nie pomaga chaos znaczeniowy, który zapanował na szczytach Kościoła po śmierci Benedykta XVI. Wraz z nadejściem ery papieża Franciszka do istniejącego już pojęcia „nowej ewangelizacji” doszły nowe terminy w rodzaju chociażby „nawrócenia ekologicznego”, a dokumenty kościelne zaczęły stylistyką przypominać bardziej opracowania publikowane przez ONZ czy WHO niż pisma o charakterze duchowym.

 

Utopia pojednania

W uzyskaniu jednoznaczności przekazu nie pomagają rozmaite zabiegi na rzecz osiągnięcia utopii międzyreligijnego pojednania, które w efekcie raczej rozmywają przekaz katolicki, niż budują realny dialog międzyreligijny. Właśnie, dialog. Słowo odmieniane przez wszystkie przypadki nie tylko w Kościele, ale również w świecie polityki. Słowo to stało się tak pojemne znaczeniowo, że stało się wytrychem do dowolnego właściwie działania. Słowo „dialog” u jednych budzi odrazę i skojarzenia z herezją modernizmu, u innych zachwyt na myśl o otwieraniu się na kolejne grupy „wykluczonych”.

W polskim Kościele coraz większą rolę odgrywa postać gorącego orędownika dialogu nie tylko międzywyznaniowego, ale również i tego ze światem pogańskim – ks. kard. Grzegorza Rysia, który objął niedawno metropolię krakowską, dotychczas kojarzoną raczej z konserwatyzmem reprezentowanym przez abp. Marka Jędraszewskiego. Brak jedności ideowej polskiego Kościoła nie jest jedynym źródłem jego rozbicia. Ma ono bowiem także charakter strukturalny i wiąże się ze stopniowym degradowaniem roli prymasa Polski z funkcji „interrexa” do de facto administracyjnego zarządcy Kościoła.

Ma to szczególne znaczenie dla Polaków, tradycyjnie ogniskujących swoją uwagę wokół postaci silnych duchowych przywódców. W czasach komunistycznych był to Prymas Tysiąclecia, a następnie – papież Jan Paweł II. Obecnie z braku wystarczająco silnego autorytetu lidera w obrębie Kościoła niektórzy ulegają pokusie poszukiwania przewodników w liderach politycznych. Jak niebezpieczna i krótkowzroczna jest to ścieżka, przestrzegał już prorok Jeremiasz, głosząc:

„Przeklęty mąż, który pokłada nadzieję w człowieku i który w ciele upatruje swą siłę, a od Pana odwraca swe serce. Jest on podobny do dzikiego krzaka na stepie, nie dostrzega, gdy przychodzi szczęście: wybiera miejsca spalone na pustyni, ziemię słoną i bezludną”.

 

Ewangelizacja a zbieranie lajków

Poszukiwanie przez Polaków figury ojca może wynikać z naszych cech narodowych: naiwności, niedojrzałości, braku pewności siebie, ale i z naszych cech pozytywnych, takich jak pokora i skromność. Brak pewności siebie to po części skutek naszej trudnej historii, kiedy to raz po raz realizowanie przez nas pragnienia wolności było brutalnie tłumione przez kolejnych okupantów. Ta sama historia, która przysporzyła nam tylu cierpień, w dużym stopniu nas jednak zahartowała.

Dotyczy to także polskiego Kościoła, który w okresach licznych prześladowań budował siłę wewnętrzną, opartą przede wszystkim na wierze i modlitwie, nie zaś na wartościach materialnych i zewnętrznych. Dzięki licznym próbom Polska może szczycić się wieloma wielkimi świętymi, takimi jak św. Maksymilian Kolbe czy bł. ks. Jerzy Popiełuszko. Kapłani ci są drogowskazami dla czasów współczesnych, przesyconych grą pozorów, PR-em, reklamą i materializmem.

 

Nowa rzeczywistość, nowe zagrożenia

Wraz z odzyskaniem niepodległości Kościół w Polsce przestał być poddawany jawnym szykanom komunistów, co jednak nie oznaczało dla niego nadejścia czasów „prosperity”. Przeciwnie, społeczna rola Kościoła zaczęła maleć, ponieważ stracił on swoisty monopol na bycie ostoją wolności i niezależności od totalitarnych władz, a także musiał on zacząć „konkurować” z kolorowymi rozrywkami kapitalistycznego świata. Do tego doszły zagrożenia wewnętrzne, jak choćby brak lustracji, przed którego skutkami ostrzegał śp. ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, a także zwyczajne, ludzkie słabości kapłanów ulegających iluzjom łatwiejszego życia w świecie materialistyczno-narcystycznych pokus. Wreszcie – media społecznościowe. Broń obosieczna. Mogą one bowiem zarazem stanowić świetne narzędzie ewangelizacji, jak i miejsce ulegania manii „nabijania odsłon” czy „zbierania lajków”.

Przed duchowymi zagrożeniami nowoczesności wielokrotnie ostrzegał profetycznie św. Jan Paweł II, zarazem jednak podkreślając, że niesie ona także wiele dobrodziejstw i otwiera przestrzenie do pozytywnego działania.

„Nie wszystko w świecie współczesnym jest negatywne – i nie może być inaczej, ponieważ Opatrzność Ojca Niebieskiego z miłością czuwa nawet nad naszymi codziennymi troskami. Co więcej – wspominane wyżej wartości pozytywne świadczą o nowej trosce moralnej, nade wszystko w porządku wielkich problemów ludzkości, jakimi są rozwój i pokój”

– pisał w encyklice „Sollicitudo rei socialis”.

 

Katolicyzm „zahartowany”

Kryzys, który dotknął Kościoły państw europejskich, nie ominął wprawdzie Polski, ale wydaje się, iż nie osiągnął u nas (jeszcze?) takich rozmiarów, jak na Zachodzie. Po części stało się to zapewne za sprawą wspomnianego już „zahartowania” naszego narodu w czasach komunizmu, po części za sprawą niższego niż we Francji, Irlandii czy Hiszpanii odsetka imigrantów islamskich w polskim społeczeństwie, a po części dzięki mocnemu zakorzenieniu katolicyzmu w polskim DNA, w narodowej obyczajowości, obrzędowości, kulturze i zwyczajach.

Jak mówił w swoim świadectwie Lech Dokowicz, Polska wiele zawdzięcza „armii” cichych, skromnych ludzi modlących się codziennie wytrwale na różańcu, bez wielkiego rozgłosu, w duchu pokuty i ascezy. Być może dzięki tradycyjnej polskiej maryjności kojarzonej nie tylko z Modlitwą Różańcową, ale także z ruchem pielgrzymkowym do maryjnych sanktuariów, nasz kraj uniknął zalewu emocjonalnej, a nieraz histerycznej wręcz „duchowości stadionowej”, która wypaczyła religijność nie tylko części amerykańskich chrześcijan, ale także zachodnich Europejczyków, zmieniając wiarę w ukrzyżowanego Chrystusa w „ewangelię sukcesu”. Pielęgnowanie tradycyjnych form pobożności stało się w Polsce możliwe m.in. za sprawą projektów takich jak Teobańkologia, Męski Różaniec, Wielka Pokuta, Różaniec do Granic, Ekstremalna Droga Krzyżowa, Krucjata Wyzwolenia Człowieka, a także ruchów pielgrzymkowych.

To swoją drogą ciekawe, że właśnie te inicjatywy i ich duchowi opiekunowie byli i są zaciekle atakowani przez środowiska niechętne Kościołowi, z „Gazetą Wyborczą” na czele. Oczywiście, jeśli istnieją racjonalne przesłanki do tego, aby konkretne sprawy dziejące się w środowiskach kapłańskich czy zakonnych wyjaśniać – należy to robić. Zasadne wydaje się jednak zadawanie pytań o intencje podejmowania tego rodzaju działań oraz o uczciwość postępowania zainteresowanych osób.

 

Prawdziwa odpowiedź

„Widzimy współcześnie odnawiający się głód ludzi prawdziwych. To znaczy żyjących w prawdzie i miłości; ludzi jasnych, przejrzystych, którzy mają oblicza prawdziwe, a nie zniekształcone kłamstwem”

– pisał ks. kard. Stefan Wyszyński. Wydaje się, że polski Kościół nie musi de facto robić wiele, aby uniknąć duchowym pułapek Zachodu. Powinien – tylko i aż – pozostać sobą, sięgnąć po duchowe dziedzictwo swoich wielkich synów, mistrzów życia duchowego, po ascezę, modlitwę, pokorę, spokojną pracę. Mniej znaczy więcej. Spragnionym ciszy, przebodźcowanym ludziom XXI wieku nie oferujmy kolejnej porcji stadionowej ekscytacji tudzież przefilozofowanej ekwilibrystyki intelektualnej. Dajmy im to, czego człowiek potrzebuje od tysięcy lat – miłość, prawdę, głębię i poczucie sensu.

[Tytuł, niektóre śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]



 

Polecane