[Tylko u nas] Prof. Marek Jan Chodakiewicz: Gene Poteat: szpieg dżentelmen

Gene Poteat (1930–2022) był moim kolegą z pracy w The Institute of World Politics (IWP). Ale przede wszystkim był dżentelmenem z amerykańskiego Południa. Zawsze elegancko ubrany, bez bycia ostentacyjnym, mierzył nas i innych swoimi twardymi, lecz dobrymi niebieskimi oczyma.
/ Foto T. Gutry

Gene to również „Q”. Tak przynajmniej lubiłem go przedstawiać. Tak jak w filmie o Jamesie Bondzie, z tym, że nasz „Q” był szefem nowych technologii w CIA. Tak jak większość jego środowiska sprawy wywiadu i kontrwywiadu traktował jako powołanie. Służył sprawie większej niż my sami. Chyba najważniejszą cechą rzucającą się zaraz w oczy była odruchowa dyskrecja charakteryzująca tego wywiadowcę.

Miał nieskazitelne maniery. Nie był gadatliwy. Nauczył się sztuki wymieniania uprzejmości bez widocznego wysiłku, w niewymuszony sposób, który był zupełnie autentyczny, niezakłamany. Nawet wśród bliskich osób, u przyjaciół, którzy zaskarbili sobie jego zaufanie, Gene nie popisywał się gadatliwością. Naturalnie dzielił się rozmaitymi wiadomościami, choćby opowiadał o swoich dzieciach z dumą. Jedna z córek była ekspertką od kontrterroryzmu w Departamencie Sprawiedliwości. Szczególnie lubił uśmiechać się, wspominając o jednej z córek, która była pilotem jak on. Gene uwielbiał latać, tak zresztą jak jego zmarła wcześniej żona, z którą przeżyli w małżeństwie ponad 50 lat.

Skrywał wiele tajemnic swojego fachu, ale właściwie niczym się nie dzielił. Był bardzo dyskretny. Na przykład na temat działalności CIA w Skandynawii w połowie lat siedemdziesiątych opowiedział mi taką historię: „Gdy wracałem samolotem z Norwegii, wylądowałem na fotelu obok Jimmy’ego Cartera. I mu powiedziałem: «Gdy zostanie Pan prezydentem...». Zapamiętał to sobie. Potem mi przypomniał, że nie powiedziałem: «Jeśli zostanie Pan prezydentem», tylko «Gdy zostanie Pan prezydentem»”. „Bardzo intrygujące” – odparłem, ale Gene nigdy nie podzielił się ze mną historią, dlaczego był w Norwegii (oprócz tego, że zrobił malutką aluzję, że była to operacja). Ani nie wspomniał, dlaczego prezydent Carter go potem odszukał. Uważał, że takich rzeczy po prostu się nie mówi. Tajemnica obowiązywała go na zawsze.

Pamiętam, jak rozmawiałem z nim o zdrajcy Edwardzie Snowdenie. Ja uważałem (i dalej tak uważam), że powinniśmy go porwać i postawić przed sądem. Można by poprosić Czeczeńców, aby go porwali z Moskwy do Krakowa, ale nie ma gwarancji, że przeżyje serdeczność kaukaskich górali po drodze do ciepłych uścisków ze strony FBI. Jednak w tym wypadku postanowiłem zagrać adwokata diabła. Przywołałem obronę libertariańską. Snowden chciał tylko wolności i transparentności. Chciał nas ocalić od wszędobylskiego państwa. Gene był całkiem niezadowolony. „Istnieją odpowiednie kanały, aby ostrzec społeczeństwo” (whistleblowing). To się spytałem: „A co robić, gdy potworni biurokraci zablokują wszystkie istniejące kanały?”. Gene odparł: „Wtedy musisz honorowo zrezygnować z pracy. Nie chodzi się do mediów, nie sprzedaje się tajemnic ościennemu państwu”.

Profesor Poteat doskonale o tym wiedział. Dekady temu „Q” odegrał rolę osoby informującej na temat bardzo ważnej sprawy wywiadowczej, której korzenie ukryto. Wtedy to, w połowie lat sześćdziesiątych, powiedział władzy prawdę. Chodziło o sprawę okrętu wojennego amerykańskiego USS Maddox w 1964 r., który miał być rzekomo zaatakowany przez wietnamskich komunistów w Zatoce Tonkińskiej. Gene ocenił, że ten atak nigdy nie nastąpił. Biały Dom odmówił uznania tego werdyktu i wymusił na Kongresie rezolucję Tonkin Gulf, która oficjalnie doprowadziła do eskalacji wojny w Wietnamie.

Ostatnią krucjatą naszego przyjaciela była sprawa smoleńska dotycząca tragedii polskiego samolotu prezydenckiego w kwietniu 2010 r. Zginął w nim prezydent Lech Kaczyński i jego ekipa. Lecieli do Katynia. Gene zgadzał się z innym naszym profesorem, a swoim kolegą, Kenem deGraffenreidem, który zawsze podkreślał, że „czekiści są winni, dopóki nie udowodnią, że są niewinni”. Profesor Poteat działał pro bono na tym polu z wielkim oddaniem, dzięki niemu posiadamy techniczną analizę katastrofy na najwyższym poziomie. Kilku Polaków, którzy to wiedzieli, dziękowali mu wylewnie. Gene działał zwykle bardzo dyskretnie. Rzadko zgadzał się na wywiad prasowy czy pisał coś o Smoleńsku. Jednak czynił tak, mimo że było to niezgodne z jego zwykłym stylem. Naciskał, że w sprawie Smoleńska należy dojść do prawdy. Sprawiedliwość musi być, nawet za cenę wyjścia z cienia przez Gene’a.

Raz Gene Poteat współorganizował w Langley konferencję czy też uroczystość upamiętniającą płk. Ryszarda Kuklińskiego, który właśnie zmarł na Florydzie. Zbigniew Brzeziński nazwał go „pierwszym polskim oficerem w NATO”. CIA chciała zaprosić ambasadora RP, ale dyplomata ten, wywodzący się z komuny, się wymigiwał. Napisałem prywatny e-mail do ministra spraw zagranicznych Radka Sikorskiego, który nakazał dyplomacie obecność. Przybył ze swoją eskortą do Langley. Podczas akademii zwróciłem się do Gene’a i powiedziałem: „Kukliński musiał być najwspanialszym oficerem wywiadu w historii. Ukradł przynajmniej 40 000 stron tajnych sowieckich dokumentów”.

Inny nasz profesor z IWP, śp. generał Walter Jajko z wywiadu wojskowego (DIA) powiedział mi, że zdobycz zawierała plany czołgów krasnoarmiejskich, co pozwoliło USA na opracowanie technologii niszczenia tanków, które były niezbędne do zwycięstwa nad bronią pancerną wywodzącą się z Sowdepii w obu wojnach irackich.
Gene przyznał, że płk Kukliński był świetny. Ale dodał chochlikowato: „Był on naszym najlepszym szpiegiem, o którym publiczność wie”. Czyli, że USA ma jeszcze inne, znacznie bardziej poważne sukcesy i penetracje, ale pozostają one wciąż tajemnicą. A profesor Poteat nie zamierzał o tym mówić. Jak zwykle.


Innym razem rozmawialiśmy o sztuce obserwacji i tzw. martwych podrzutkach („dead drops”) – tajnych miejscach, gdzie zostawia się wartościowe przedmioty czy raporty. Czasami mogą przypominać kamienie czy skamieliny wydrążone w środku, świetne na mikrofilmy czy diamenty. Zostawia się je tam, a inny szpieg odbiera te przedmioty po jakimś czasie. „Są też inne ich zastosowania – stwierdził Gene z tajemniczym uśmiechem. – Wiem o kamieniach w pewnym moskiewskim parku, które wysyłają wciąż do mnie sygnały, po tylu latach! A w Estonii istniały drzewa, które robiły to samo. Sam sprawdziłem to miejsce, gdy państwa bałtyckie odzyskały niepodległość”. Gene powiedział w ten sposób, że sprzęt, który jego sekcja zainstalowała podczas zimnej wojny w Sowdepii, działał jeszcze w latach dziewięćdziesiątych. Był to wielki sukces inżynierii i kunsztu szpiegowskiego. Ale proszę nie pytać mnie o szczegóły, bo ich nie znam.


Samuel Eugene Poteat („Gene”) był oficerem wywiadowcą oraz wykładowcą w IWP. Zresztą ukończył naszą uczelnię z trzema stopniami magistra. I został, aby uczyć (techint – techniczny wywiad; SIGINT – wywiad sygnałowy; oraz o kobietach w służbach wywiadowczych) – zamiast wylegiwać się na plażach Florydy czy grać w golfa w Arizonie. Otrzymał honorowy stopień doktorski w IWP. I bawił się z nami tak długo, jak mu na to pozwoliło zdrowie. Gene Poteat urodził się i wychował w Karolinie Północnej i Południowej. Służył w wojsku podczas II wojny światowej w Europe. Potem wrócił do domu, studiował w Citadel, gdzie otrzymał stopień bakałarza (licencjat) w inżynierii elektrycznej. Pracował w Bell Labs, gdzie skoncentrował się na systemach naprowadzających rakiet. Stamtąd został zrekrutowany do CIA. Zajmował się m.in. U-2 samolotem szpiegowskim oraz samolotem Lockheed Martin S-71, do którego skonstruował system kamuflujący (cloaking device). Skoncentrował się następnie na systemach rekonesansu kosmicznego i morskiego. Doglądał system monitorujący na całym świecie dla CIA. Pełnił służbę m.in. w Wielkiej Brytanii, Skandynawii, Azji oraz na Bliskim Wschodzie. W rezultacie CIA odznaczyła go Medalem Zasługi, a Narodowe Biuro Rozpoznania – Odznaką Zasług Cywilnych.
Po oficjalnym odejściu na emeryturę (ludzie tacy jak on nigdy nie przechodzą na emeryturę w rzeczywistości) Gene nadal uczył w IWP, szefował organizacji byłych oficerów wywiadu – The Association of Former Intelligence Officers (AFIO), oraz służył w zarządzie Międzynarodowego Muzeum Szpiegostwa w Waszyngtonie.
Dżentelmen z Południa Gene Poteat odszedł od nas, prawdopodobnie tańczy przed naszym Panem, co było jego drugim najbardziej ulubionym hobby po lataniu samolotami.

Marek Jan Chodakiewicz
Waszyngton, DC, 9 listopada 2022 r.
Intel z DC

 

 

 

 


 

POLECANE
Upadek polskiego skoczka. Tomasiak zniesiony ze skoczni w Norwegii z ostatniej chwili
Upadek polskiego skoczka. Tomasiak zniesiony ze skoczni w Norwegii

Kacper Tomasiak, który jako pierwszy skakał w kwalifikacjach do niedzielnego konkursu Pucharu Świata na mamucim obiekcie w norweskim Vikersund, miał po lądowaniu upadek. Polak nie podniósł się samodzielnie, został zniesiony ze skoczni przez służby medyczne.

Ceny paliw ostro w górę. Czarnek apeluje do rządzących z ostatniej chwili
Ceny paliw ostro w górę. Czarnek apeluje do rządzących

– Moja ustawa, projekt ustawy Prawa i Sprawiedliwości od prawie dwóch tygodni leży w Sejmie. Trzymany jest przez Tuska i Czarzastego w jakichś konsultacjach jeszcze do 8 kwietnia. A ludzie dziś potrzebują obniżki cen paliw – mówi na nagraniu opublikowanym w mediach społecznościowych poseł PiS Przemysław Czarnek.

Jest petycja do prezydenta Stargardu ws. referendum dot. Centrum Integracji Cudzoziemców Wiadomości
Jest petycja do prezydenta Stargardu ws. referendum dot. Centrum Integracji Cudzoziemców

Do władz Stargardu trafiła petycja w sprawie przeprowadzenia lokalnego referendum dotyczącego lokowania migrantów oraz utworzenia Centrum Integracji Cudzoziemców. Jej autorem jest Dariusz Matecki, poseł na Sejm RP.

Problemy z wodą w Zamościu. Trwa usuwanie awarii Wiadomości
Problemy z wodą w Zamościu. Trwa usuwanie awarii

W niedzielę mieszkańcy Zamościa musieli zmierzyć się z poważnymi utrudnieniami. W wyniku awarii magistrali wodociągowej w wielu częściach miasta zabrakło wody lub pojawiły się problemy z jej ciśnieniem.

Awaryjne lądowanie na A1. Duże utrudnienia z ostatniej chwili
Awaryjne lądowanie na A1. Duże utrudnienia

Awaryjne lądowanie awionetki na autostradzie A1 wywołało utrudnienia w kierunku Łodzi. Na pokładzie było dwóch pilotów, nikt nie ucierpiał – informuje w niedzielę Polsat News.

Niemcy w kłopocie. Małe i średnie sklepy znikają na potęgę Wiadomości
Niemcy w kłopocie. Małe i średnie sklepy znikają na potęgę

Handel w Niemczech przeżywa trudny moment - i widać to gołym okiem na ulicach miast. Coraz więcej lokali stoi pustych, a liczba tradycyjnych sklepów szybko się kurczy.

Ceny paliw powyżej 10 zł. Ekspert ostrzega z ostatniej chwili
Ceny paliw powyżej 10 zł. Ekspert ostrzega

Ropa po 150, a nawet 200 dolarów za baryłkę i paliwo kosztujące grubo ponad 10 zł za litr? – Nie mówię o 10 zł, tylko niestety więcej – twierdzi analityk surowcowy Michał Staniak w rozmowie z RMF FM.

Iran chce zaatakować Europę? Wielka Brytania zabrała głos z ostatniej chwili
Iran chce zaatakować Europę? Wielka Brytania zabrała głos

– Nie ma żadnych raportów potwierdzających doniesienia, że Iran planuje zaatakować Europę rakietami balistycznymi, ani że w ogóle ma ku temu możliwości – powiedział w niedzielę w rozmowie ze stacją BBC Steve Reed, minister ds. mieszkalnictwa Wielkiej Brytanii.

Łukasz Jasina: Żarcik o Pearl Harbor tylko u nas
Łukasz Jasina: Żarcik o Pearl Harbor

Wizyta premier Japonii w Białym Domu pokazuje, jak ważny pozostaje sojusz USA–Japonia – mimo zmieniającej się polityki globalnej i rosnącej roli Chin.

Jak panu nie wstyd?. Bogucki puścił nagranie i przypomniał słowa polityka KO z ostatniej chwili
"Jak panu nie wstyd?". Bogucki puścił nagranie i przypomniał słowa polityka KO

Emocje w niedzielnym programie Bogdana Rymanowskiego sięgnęły zenitu. Zbigniew Bogucki zarzucił Bartoszowi Arłukowiczowi okłamywanie wyborców w sprawie limitów w NFZ.

REKLAMA

[Tylko u nas] Prof. Marek Jan Chodakiewicz: Gene Poteat: szpieg dżentelmen

Gene Poteat (1930–2022) był moim kolegą z pracy w The Institute of World Politics (IWP). Ale przede wszystkim był dżentelmenem z amerykańskiego Południa. Zawsze elegancko ubrany, bez bycia ostentacyjnym, mierzył nas i innych swoimi twardymi, lecz dobrymi niebieskimi oczyma.
/ Foto T. Gutry

Gene to również „Q”. Tak przynajmniej lubiłem go przedstawiać. Tak jak w filmie o Jamesie Bondzie, z tym, że nasz „Q” był szefem nowych technologii w CIA. Tak jak większość jego środowiska sprawy wywiadu i kontrwywiadu traktował jako powołanie. Służył sprawie większej niż my sami. Chyba najważniejszą cechą rzucającą się zaraz w oczy była odruchowa dyskrecja charakteryzująca tego wywiadowcę.

Miał nieskazitelne maniery. Nie był gadatliwy. Nauczył się sztuki wymieniania uprzejmości bez widocznego wysiłku, w niewymuszony sposób, który był zupełnie autentyczny, niezakłamany. Nawet wśród bliskich osób, u przyjaciół, którzy zaskarbili sobie jego zaufanie, Gene nie popisywał się gadatliwością. Naturalnie dzielił się rozmaitymi wiadomościami, choćby opowiadał o swoich dzieciach z dumą. Jedna z córek była ekspertką od kontrterroryzmu w Departamencie Sprawiedliwości. Szczególnie lubił uśmiechać się, wspominając o jednej z córek, która była pilotem jak on. Gene uwielbiał latać, tak zresztą jak jego zmarła wcześniej żona, z którą przeżyli w małżeństwie ponad 50 lat.

Skrywał wiele tajemnic swojego fachu, ale właściwie niczym się nie dzielił. Był bardzo dyskretny. Na przykład na temat działalności CIA w Skandynawii w połowie lat siedemdziesiątych opowiedział mi taką historię: „Gdy wracałem samolotem z Norwegii, wylądowałem na fotelu obok Jimmy’ego Cartera. I mu powiedziałem: «Gdy zostanie Pan prezydentem...». Zapamiętał to sobie. Potem mi przypomniał, że nie powiedziałem: «Jeśli zostanie Pan prezydentem», tylko «Gdy zostanie Pan prezydentem»”. „Bardzo intrygujące” – odparłem, ale Gene nigdy nie podzielił się ze mną historią, dlaczego był w Norwegii (oprócz tego, że zrobił malutką aluzję, że była to operacja). Ani nie wspomniał, dlaczego prezydent Carter go potem odszukał. Uważał, że takich rzeczy po prostu się nie mówi. Tajemnica obowiązywała go na zawsze.

Pamiętam, jak rozmawiałem z nim o zdrajcy Edwardzie Snowdenie. Ja uważałem (i dalej tak uważam), że powinniśmy go porwać i postawić przed sądem. Można by poprosić Czeczeńców, aby go porwali z Moskwy do Krakowa, ale nie ma gwarancji, że przeżyje serdeczność kaukaskich górali po drodze do ciepłych uścisków ze strony FBI. Jednak w tym wypadku postanowiłem zagrać adwokata diabła. Przywołałem obronę libertariańską. Snowden chciał tylko wolności i transparentności. Chciał nas ocalić od wszędobylskiego państwa. Gene był całkiem niezadowolony. „Istnieją odpowiednie kanały, aby ostrzec społeczeństwo” (whistleblowing). To się spytałem: „A co robić, gdy potworni biurokraci zablokują wszystkie istniejące kanały?”. Gene odparł: „Wtedy musisz honorowo zrezygnować z pracy. Nie chodzi się do mediów, nie sprzedaje się tajemnic ościennemu państwu”.

Profesor Poteat doskonale o tym wiedział. Dekady temu „Q” odegrał rolę osoby informującej na temat bardzo ważnej sprawy wywiadowczej, której korzenie ukryto. Wtedy to, w połowie lat sześćdziesiątych, powiedział władzy prawdę. Chodziło o sprawę okrętu wojennego amerykańskiego USS Maddox w 1964 r., który miał być rzekomo zaatakowany przez wietnamskich komunistów w Zatoce Tonkińskiej. Gene ocenił, że ten atak nigdy nie nastąpił. Biały Dom odmówił uznania tego werdyktu i wymusił na Kongresie rezolucję Tonkin Gulf, która oficjalnie doprowadziła do eskalacji wojny w Wietnamie.

Ostatnią krucjatą naszego przyjaciela była sprawa smoleńska dotycząca tragedii polskiego samolotu prezydenckiego w kwietniu 2010 r. Zginął w nim prezydent Lech Kaczyński i jego ekipa. Lecieli do Katynia. Gene zgadzał się z innym naszym profesorem, a swoim kolegą, Kenem deGraffenreidem, który zawsze podkreślał, że „czekiści są winni, dopóki nie udowodnią, że są niewinni”. Profesor Poteat działał pro bono na tym polu z wielkim oddaniem, dzięki niemu posiadamy techniczną analizę katastrofy na najwyższym poziomie. Kilku Polaków, którzy to wiedzieli, dziękowali mu wylewnie. Gene działał zwykle bardzo dyskretnie. Rzadko zgadzał się na wywiad prasowy czy pisał coś o Smoleńsku. Jednak czynił tak, mimo że było to niezgodne z jego zwykłym stylem. Naciskał, że w sprawie Smoleńska należy dojść do prawdy. Sprawiedliwość musi być, nawet za cenę wyjścia z cienia przez Gene’a.

Raz Gene Poteat współorganizował w Langley konferencję czy też uroczystość upamiętniającą płk. Ryszarda Kuklińskiego, który właśnie zmarł na Florydzie. Zbigniew Brzeziński nazwał go „pierwszym polskim oficerem w NATO”. CIA chciała zaprosić ambasadora RP, ale dyplomata ten, wywodzący się z komuny, się wymigiwał. Napisałem prywatny e-mail do ministra spraw zagranicznych Radka Sikorskiego, który nakazał dyplomacie obecność. Przybył ze swoją eskortą do Langley. Podczas akademii zwróciłem się do Gene’a i powiedziałem: „Kukliński musiał być najwspanialszym oficerem wywiadu w historii. Ukradł przynajmniej 40 000 stron tajnych sowieckich dokumentów”.

Inny nasz profesor z IWP, śp. generał Walter Jajko z wywiadu wojskowego (DIA) powiedział mi, że zdobycz zawierała plany czołgów krasnoarmiejskich, co pozwoliło USA na opracowanie technologii niszczenia tanków, które były niezbędne do zwycięstwa nad bronią pancerną wywodzącą się z Sowdepii w obu wojnach irackich.
Gene przyznał, że płk Kukliński był świetny. Ale dodał chochlikowato: „Był on naszym najlepszym szpiegiem, o którym publiczność wie”. Czyli, że USA ma jeszcze inne, znacznie bardziej poważne sukcesy i penetracje, ale pozostają one wciąż tajemnicą. A profesor Poteat nie zamierzał o tym mówić. Jak zwykle.


Innym razem rozmawialiśmy o sztuce obserwacji i tzw. martwych podrzutkach („dead drops”) – tajnych miejscach, gdzie zostawia się wartościowe przedmioty czy raporty. Czasami mogą przypominać kamienie czy skamieliny wydrążone w środku, świetne na mikrofilmy czy diamenty. Zostawia się je tam, a inny szpieg odbiera te przedmioty po jakimś czasie. „Są też inne ich zastosowania – stwierdził Gene z tajemniczym uśmiechem. – Wiem o kamieniach w pewnym moskiewskim parku, które wysyłają wciąż do mnie sygnały, po tylu latach! A w Estonii istniały drzewa, które robiły to samo. Sam sprawdziłem to miejsce, gdy państwa bałtyckie odzyskały niepodległość”. Gene powiedział w ten sposób, że sprzęt, który jego sekcja zainstalowała podczas zimnej wojny w Sowdepii, działał jeszcze w latach dziewięćdziesiątych. Był to wielki sukces inżynierii i kunsztu szpiegowskiego. Ale proszę nie pytać mnie o szczegóły, bo ich nie znam.


Samuel Eugene Poteat („Gene”) był oficerem wywiadowcą oraz wykładowcą w IWP. Zresztą ukończył naszą uczelnię z trzema stopniami magistra. I został, aby uczyć (techint – techniczny wywiad; SIGINT – wywiad sygnałowy; oraz o kobietach w służbach wywiadowczych) – zamiast wylegiwać się na plażach Florydy czy grać w golfa w Arizonie. Otrzymał honorowy stopień doktorski w IWP. I bawił się z nami tak długo, jak mu na to pozwoliło zdrowie. Gene Poteat urodził się i wychował w Karolinie Północnej i Południowej. Służył w wojsku podczas II wojny światowej w Europe. Potem wrócił do domu, studiował w Citadel, gdzie otrzymał stopień bakałarza (licencjat) w inżynierii elektrycznej. Pracował w Bell Labs, gdzie skoncentrował się na systemach naprowadzających rakiet. Stamtąd został zrekrutowany do CIA. Zajmował się m.in. U-2 samolotem szpiegowskim oraz samolotem Lockheed Martin S-71, do którego skonstruował system kamuflujący (cloaking device). Skoncentrował się następnie na systemach rekonesansu kosmicznego i morskiego. Doglądał system monitorujący na całym świecie dla CIA. Pełnił służbę m.in. w Wielkiej Brytanii, Skandynawii, Azji oraz na Bliskim Wschodzie. W rezultacie CIA odznaczyła go Medalem Zasługi, a Narodowe Biuro Rozpoznania – Odznaką Zasług Cywilnych.
Po oficjalnym odejściu na emeryturę (ludzie tacy jak on nigdy nie przechodzą na emeryturę w rzeczywistości) Gene nadal uczył w IWP, szefował organizacji byłych oficerów wywiadu – The Association of Former Intelligence Officers (AFIO), oraz służył w zarządzie Międzynarodowego Muzeum Szpiegostwa w Waszyngtonie.
Dżentelmen z Południa Gene Poteat odszedł od nas, prawdopodobnie tańczy przed naszym Panem, co było jego drugim najbardziej ulubionym hobby po lataniu samolotami.

Marek Jan Chodakiewicz
Waszyngton, DC, 9 listopada 2022 r.
Intel z DC

 

 

 

 



 

Polecane