Premier z Lublina. Czy Przemysław Czarnek poprowadzi PiS do zwycięstwa?

Tym razem wszystko potoczyło się dużo szybciej niż w przypadku ogłoszonego w tym samym miejscu, w krakowskiej hali Sokoła, kandydata na prezydenta. Karol Nawrocki wygrał – tak samo jak 10 lat wcześniej zaczynający marsz w tym samym miejscu Andrzej Duda. Tym razem krakowska lokalizacja ma przynieść szczęście Przemysławowi Czarnkowi, bo to on ma według prezesa Jarosława Kaczyńskiego stanąć na czele przyszłego, tworzonego przez PiS rządu. Ta decyzja przeciąć ma nie tylko spekulacje, lecz i frakcyjne spory w partii.
Przemysław Czarnek
Przemysław Czarnek / Fotoserwis PAP/Art Service

Co musisz wiedzieć:

  • Zdaniem autora wskazanie Przemysława Czarnka jako przyszłego premiera ma zjednoczyć podzielone Prawo i Sprawiedliwość i odzyskać wyborców odpływających na prawo.
  • Pisze też, że kandydatura wywołała silne reakcje przeciwników i konkurencji, co paradoksalnie może wzmocnić jego pozycję i zmobilizować elektorat.
  • Choć Czarnek budzi obawy autora (m.in. o kierunek polityki społecznej), jego przekaz tożsamościowy i krytyka polityki UE mogą okazać się kluczowe w walce o władzę.

 

Lista nazwisk również była krótsza niż w kampanii prezydenckiej, częściowo zresztą się z tamtą pokrywała. W kontekście Belwederu mowa była przecież nie tylko o Nawrockim, lecz również jego dzisiejszym bliskim współpracowniku Zbigniewie Boguckim i o byłym wojewodzie lubelskim i ministrze edukacji, prof. Przemysławie Czarnku. Tym razem listę uzupełniło kilku wywodzących się z PiS prezydentów miast, z których największe szanse dawano rządzącemu od 2014 roku Stalową Wolą Lucjuszowi Nadbereżnemu. Tym razem nie zdecydowano się jednak na nową twarz spoza ogólnokrajowej polityki.

Przemysław Czarnek, który w przypadku wyborów prezydenckich miał zostać uznany za postać zbyt kontrowersyjną, by zdobyć niezbędne 51% głosów, okazał się dla władz PiS postacią odpowiednią, by poprawić nastroje w partii, skupić wokół siebie kłócące się frakcje i ponownie zdobyć dla PiS zaufanie wyborców, którzy po latach popierania tego ugrupowania zaczęli szukać swej reprezentacji na prawo od niego. Do tego ostatniego celu Czarnek wydaje się wręcz stworzony, mówiąc językiem twardego, tożsamościowo-konserwatywnego elektoratu, z którym dodatkowo łączy go często pochodzenie z tego samego, południowo-wschodniego obszaru Polski.

Wybory parlamentarne i wcześniejsza kampania rządzą się innymi prawami niż te prezydenckie. Dowodem na to, że brak popularności do zdobycia fotela głowy państwa nie musi przekreślać szans na zwycięskie poprowadzenie ugrupowania do wyborów, zwłaszcza w formule poszerzonej, koalicyjnej, jest chyba najodleglejszy od byłego ministra edukacji polityk – Donald Tusk. Warto pamiętać, że zanim Tusk poprowadził zjednoczoną antypisowską opozycję do wygranej w październiku 2023 roku, trzy lata wcześniej nawet jego własne środowisko nie widziało w nim mającego szansę kandydata prezydenckiego i postawiło na Małgorzatę Kidawę-Błońską i Rafała Trzaskowskiego.

 

Z energią i z obawą

Czarnek na Tuska się oczywiście nie powołuje, ale zauważa, że wybory parlamentarne mają zupełnie inną specyfikę i wierzy, że tym razem społecznej sympatii i mobilizacji zwolenników wokół jego osoby wystarczy, by wygrać i rozdawać karty w kolejnym Sejmie. I nie jest to przekonanie całkowicie bezpodstawne. Już pierwsze dni po ogłoszeniu jego nazwiska pokazują w mediach społecznościowych dwa zjawiska: przypływ energii sporej części elektoratu PiS (z jednym, jednakże ważnym wyjątkiem, o którym za chwilę) i raczej nerwowe reakcje zarówno przeciwników z koalicji rządzącej, jak i konkurencji z Konfederacji.

Charakterystyczna jest tu postawa Sławomira Mentzena, który od Przemysława Czarnka natychmiast zażądał nie rozmowy programowej o przyszłości, a odniesienia się do przeszłości i samokrytyki za kilka istotnych decyzji i działań rządów Prawa i Sprawiedliwości. Dawna Platforma na Czarnka zareagowała po swojemu, wypuszczając w internecie całą serię utrzymanych w bardzo ponurej konwencji grafik, na których posępne twarze polityków PiS uzupełnione są zarzutami, jakie przez lata formułowali wobec nich przedstawiciele tej partii, a także podległe im służby. Warto jednak zauważyć, że aktywność ta wzbudziła sporą wściekłość części ich własnych sympatyków, którzy zaczęli zauważać, że po dwóch latach spektakl rozliczeń w przypadku ich prawdziwości powinien być już w zupełnie innym miejscu.

Oznaki pewnego kryzysu poparcia Koalicji Obywatelskiej są bardziej widoczne w mediach społecznościowych niż w sondażach. Lewica spod sztandarów Razem ogłasza natomiast koniec „prospołecznego PiS”, zapominając, że już raz zrobiła to, piórem Macieja Koniecznego, gdy Beatę Szydło zastępował Mateusz Morawiecki. Teraz to słabnąca pozycja Morawieckiego ma być powodem obaw, tymczasem Czarnek zapowiada, że dla Beaty Szydło widzi w swojej ekipie miejsce.

 

Nie tylko OZE

Nie znaczy to jednak, że tego typu obawy nie są do końca uzasadnione. Przemysław Czarnek znany jest z dość liberalnych poglądów. Ostatnio dały one o sobie znać, gdy wbrew stanowisku PiS podziękował (!) premierowi Tuskowi za zatrzymanie prac nad nową ustawą o Państwowej Inspekcji Pracy regulującej kwestie praw pracowniczych i umów śmieciowych. Z drugiej strony jednak, polityk ten znany jest z pozytywnej oceny skutków programu 500+, nie będzie też działał w próżni, a jego polityczne zaplecze pozostaje w dobrych relacjach z Solidarnością. Ze Związkiem blisko współpracuje też prezydent Karol Nawrocki, wobec którego w początkowym okresie kampanii formułowano nieraz podobne obawy, które – jak dotąd – jednak się nie potwierdziły.

Dziś Czarnek krytykuje ograniczenie dostępu Polek do porodówek, a z drugiej strony wraca do kwestii poprawy dostępu zainteresowanych do wydziałów medycznych, które wciąż są dość zazdrośnie reglamentowane przez środowisko lekarskie. Jednak kluczowe dla polityki społecznej i propracowniczej Przemysława Czarnka mogą być te wątki, które w jego narracji mają dziś wydźwięk bardziej eurosceptyczny i tożsamościowy niż socjalny, a więc elementy krytyki polityki energetycznej Unii Europejskiej. Media podchwyciły z nich głównie ludyczny przekaz o „OZE- sroze”, tymczasem całość zapowiedzi zerwania z ETS-ami i Zielonym Ładem jest kluczowa dla energetycznego, ale i socjalnego bezpieczeństwa Polaków z powodów wielokrotnie na naszych łamach omawianych. Nowe unijne daniny już teraz dławią kolejne branże przemysłu nie tylko w Polsce, a w swoich kolejnych, drastycznie rozszerzonych formach, będą oznaczać nie tylko zagrożenie miejsc pracy, lecz również realizacji potrzeb życiowych (ogrzewania, przygotowywania posiłków, przemieszczania się) i w tym aspekcie przekaz zaproponowany przez Czarnka można uznać za bardzo prosocjalny – trzeba jednak go również odpowiednio przedstawić.

 

Wszystko już było

Na koniec odpowiedzmy sobie na pytanie, czy faktycznie Prawo i Sprawiedliwość zrobiło coś wyjątkowego i zaskakującego, kandydata na premiera przedstawiając na półtora roku przed konstytucyjnym terminem wyborów? Moim zdaniem dla wyborów jest to cenna wskazówka w nietypowej sytuacji, w której jest niemal oczywiste, że lider, czyli najbardziej oczywisty kandydat, nie będzie ubiegał się o tę funkcję. Co więcej, nie mamy do czynienia z niczym nowym i bynajmniej nie chodzi tu o zgłoszenie prof. Piotra Glińskiego jako kandydata na premiera w ramach wotum nieufności – to zupełnie inna sytuacja. Owszem, Gliński był wówczas patronem organizowanych przez PiS dyskusji programowych i ważną postacią wyborczej prekampanii, jednak jako premier został przedstawiony Sejmowi i tam też przegrał głosowanie. Gdy do wyborów było bliżej, na szefową rządu typowano już Beatę Szydło.

Dlaczego jednak media nie sięgają po dużo bardziej oczywiste analogie? Platforma w wyborach 2005 roku lansowała Jana Rokitę jako „premiera Krakowa”, czym jednak Polaków nie porwała na tyle, by Rokita dostał swoją szansę. Już 13 stycznia 2006 roku Rokita został jednak szefem platformerskiego gabinetu cieni, zapomnianej dziś przeciwwagi dla rządu Kazimierza Marcinkiewicza. Odnotujmy, że w skład tego ciała wchodził niemal cały pierwszy garnitur PO, w tym Bronisław Komorowski, Ewa Kopacz, Adam Szejnfeld czy Jacek Saryusz-Wolski. Dziesięć lat później Platforma również stworzyła gabinet cieni, którym tym razem pokierować miał Grzegorz Schetyna, a w jego skład weszło kilkudziesięciu szefów i wiceszefów gabinetów, które miały być odpowiednikami resortów. Ciało to jednak nie było przesadnie aktywne i dość szybko trafiło do dużego zbioru szumnie ogłaszanych inicjatyw, o których po kilku miesiącach pamiętali już tylko wyjątkowo złośliwi dziennikarze. Wskazanie więc Przemysława Czarnka jako przyszłego premiera w połowie kadencji nie jest więc żadną ekstrawagancją, wręcz przeciwnie – jak na standardy polskiej opozycji to wręcz działanie dość oszczędne.

 

Przeciwnicy pomogą

Pierwsze dni Czarnka w nowej roli pokazują, że udało się osiągnąć PiS-owi pewien efekt. Debata medialna znów skupiła się wokół tej partii, nie koncentrując się jednak, jak dotąd, wyłącznie na trapiących ją sporach. Polityk z Lubelszczyzny znów okazuje się być postrachem dla środowisk lewicowych i liberalnych, jednak sposób formułowania wobec niego krytyki prędzej zbuduje go w oczach tych, do których chce dotrzeć, niż ich od niego odsunie. Jeśli do medialnego obrazu dojdzie jeszcze typowy dla tego środowiska element klasowej pogardy (podobnie jak Karol Nawrocki Przemysław Czarnek rodzinnie wywodzi się ze środowiska ludzi ciężkiej pracy, nie uczelnianej ani politycznej elity), to przeciwnicy najlepiej wypromują kandydata PiS na premiera do planowanej dla niego roli. Tak jak Nawrockiego.

[Tytuł i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]


 

POLECANE
Biały Dom: Trump nie weźmie udziału w tegorocznej konferencji CPAC z ostatniej chwili
Biały Dom: Trump nie weźmie udziału w tegorocznej konferencji CPAC

Prezydent USA Donald Trump nie weźmie udziału w tegorocznej konferencji środowisk konserwatywnych CPAC w Teksasie – przekazał w środę Biały Dom. Oznacza to, że Trump nie spotka się w Dallas z prezydentem RP Karolem Nawrockim, który w sobotę wystąpi na konferencji.

Samuel Pereira: Ten proces, to Wasz proces, Koalicjo Obywatelska tylko u nas
Samuel Pereira: Ten proces, to Wasz proces, Koalicjo Obywatelska

Mężczyzna spotykał się z dziewczynkami pod pretekstem badań nad wadami postawy. Miał im kazać się rozbierać, dotykać je oraz fotografować. Twierdził, że zdjęcia są po prostu elementem dokumentacji medycznej. Śledczy zajęli się sprawą po tym, jak matka jednej z ofiar złożyła zawiadomienie. Szefa złotowskiej Platformy Obywatelskiej i działacza sportowego Piotra P. zatrzymano pod zarzutem pedofilii 1 grudnia 2023 roku.

Copa-Cogeca: Ustępstwa poczynione przez KE wobec Australii są nie do przyjęcia z ostatniej chwili
Copa-Cogeca: Ustępstwa poczynione przez KE wobec Australii są nie do przyjęcia

„Ogłoszenie zawarcia umowy o wolnym handlu między UE a Australią w Canberze przez przewodniczącą Komisji Europejskiej von der Leyen i premiera Australii Albanese budzi liczne i poważne obawy dotyczące europejskiego rolnictwa, które jest wyraźnie i po raz kolejny kartą przetargową strategii UE mającej na celu zabezpieczenie szerszych celów handlowych i politycznych” – stwierdzają Copa-Cogeca.

Uzależniła się od mediów internetowych. Meta i YouTube mają jej wypłacić 3 mln dol. z ostatniej chwili
Uzależniła się od mediów internetowych. Meta i YouTube mają jej wypłacić 3 mln dol.

Ława przysięgłych w sądzie w Los Angeles uznała, że Meta i YouTube są odpowiedzialne za szkody dla zdrowia psychicznego 20-letniej kobiety, która oskarżyła je o przyczynienie się do uzależnienia, kiedy była dzieckiem. Firmy mają wypłacić kobiecie 3 mln dol. odszkodowania.

Biały Dom: Trump rozpęta piekło, jeśli Iran nie zawrze porozumienia z ostatniej chwili
Biały Dom: Trump "rozpęta piekło", jeśli Iran nie zawrze porozumienia

– Jeśli Iran nie zawrze porozumienia i nie zrozumie, że został pokonany, prezydent Donald Trump gotowy jest rozpętać piekło – zapowiedziała rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt. Potwierdziła, że doniesienia o 15-punktowej propozycji USA są tylko częściowo prawdziwe.

Warszawa przegrała konkurs na siedzibę Urzędu Celnego UE z ostatniej chwili
Warszawa przegrała konkurs na siedzibę Urzędu Celnego UE

W środę Parlament Europejski i Rada UE podjęły decyzję o utworzeniu przyszłego Urzędu Celnego UE w Lille we Francji. O lokalizację unijnej instytucji ubiegała się Warszawa.

Nawrocki odpowiedział Tuskowi zdjęciem. W sieci zawrzało z ostatniej chwili
Nawrocki odpowiedział Tuskowi zdjęciem. W sieci zawrzało

Węgry zapowiadają zakręcanie kurka z gazem dla Ukrainy. Donald Tusk postanowił powiązać tę decyzję z niedawną wizytą Karola Nawrockiego na Węgrzech. Polski prezydent odpowiedział mu zdjęciem.

Sławomir Nowak złożył zawiadomienie na prokuratora, który wcześniej stawiał mu zarzuty z ostatniej chwili
Sławomir Nowak złożył zawiadomienie na prokuratora, który wcześniej stawiał mu zarzuty

Jak poinformował TVN24, Sławomir Nowak złożył zawiadomienie o możliwości popełnienia serii przestępstw przez prokuratora Jana Drelewskiego, który prowadził śledztwa przeciwko niemu.

ZUS wydał pilny komunikat z ostatniej chwili
ZUS wydał pilny komunikat

ZUS zapowiada poradnik dla kobiet w ciąży i uruchamia specjalny adres mailowy dla przyszłych mam. Instytucja podkreśla też, że nadal prowadzi kontrole zgodnie z obowiązującymi przepisami.

ONZ: Konflikt USA i Izraela z Iranem wymyka się spod kontroli z ostatniej chwili
ONZ: Konflikt USA i Izraela z Iranem wymyka się spod kontroli

Sekretarz generalny ONZ Antonio Guterres oświadczył w środę, że konflikt na Bliskim Wschodzie wymyka się spod kontroli i może się rozwinąć w jeszcze większą wojnę. Wezwał też USA i Izrael do zakończenia tego konfliktu zbrojnego, a Iran - do zaprzestania ataków na inne kraje.

REKLAMA

Premier z Lublina. Czy Przemysław Czarnek poprowadzi PiS do zwycięstwa?

Tym razem wszystko potoczyło się dużo szybciej niż w przypadku ogłoszonego w tym samym miejscu, w krakowskiej hali Sokoła, kandydata na prezydenta. Karol Nawrocki wygrał – tak samo jak 10 lat wcześniej zaczynający marsz w tym samym miejscu Andrzej Duda. Tym razem krakowska lokalizacja ma przynieść szczęście Przemysławowi Czarnkowi, bo to on ma według prezesa Jarosława Kaczyńskiego stanąć na czele przyszłego, tworzonego przez PiS rządu. Ta decyzja przeciąć ma nie tylko spekulacje, lecz i frakcyjne spory w partii.
Przemysław Czarnek
Przemysław Czarnek / Fotoserwis PAP/Art Service

Co musisz wiedzieć:

  • Zdaniem autora wskazanie Przemysława Czarnka jako przyszłego premiera ma zjednoczyć podzielone Prawo i Sprawiedliwość i odzyskać wyborców odpływających na prawo.
  • Pisze też, że kandydatura wywołała silne reakcje przeciwników i konkurencji, co paradoksalnie może wzmocnić jego pozycję i zmobilizować elektorat.
  • Choć Czarnek budzi obawy autora (m.in. o kierunek polityki społecznej), jego przekaz tożsamościowy i krytyka polityki UE mogą okazać się kluczowe w walce o władzę.

 

Lista nazwisk również była krótsza niż w kampanii prezydenckiej, częściowo zresztą się z tamtą pokrywała. W kontekście Belwederu mowa była przecież nie tylko o Nawrockim, lecz również jego dzisiejszym bliskim współpracowniku Zbigniewie Boguckim i o byłym wojewodzie lubelskim i ministrze edukacji, prof. Przemysławie Czarnku. Tym razem listę uzupełniło kilku wywodzących się z PiS prezydentów miast, z których największe szanse dawano rządzącemu od 2014 roku Stalową Wolą Lucjuszowi Nadbereżnemu. Tym razem nie zdecydowano się jednak na nową twarz spoza ogólnokrajowej polityki.

Przemysław Czarnek, który w przypadku wyborów prezydenckich miał zostać uznany za postać zbyt kontrowersyjną, by zdobyć niezbędne 51% głosów, okazał się dla władz PiS postacią odpowiednią, by poprawić nastroje w partii, skupić wokół siebie kłócące się frakcje i ponownie zdobyć dla PiS zaufanie wyborców, którzy po latach popierania tego ugrupowania zaczęli szukać swej reprezentacji na prawo od niego. Do tego ostatniego celu Czarnek wydaje się wręcz stworzony, mówiąc językiem twardego, tożsamościowo-konserwatywnego elektoratu, z którym dodatkowo łączy go często pochodzenie z tego samego, południowo-wschodniego obszaru Polski.

Wybory parlamentarne i wcześniejsza kampania rządzą się innymi prawami niż te prezydenckie. Dowodem na to, że brak popularności do zdobycia fotela głowy państwa nie musi przekreślać szans na zwycięskie poprowadzenie ugrupowania do wyborów, zwłaszcza w formule poszerzonej, koalicyjnej, jest chyba najodleglejszy od byłego ministra edukacji polityk – Donald Tusk. Warto pamiętać, że zanim Tusk poprowadził zjednoczoną antypisowską opozycję do wygranej w październiku 2023 roku, trzy lata wcześniej nawet jego własne środowisko nie widziało w nim mającego szansę kandydata prezydenckiego i postawiło na Małgorzatę Kidawę-Błońską i Rafała Trzaskowskiego.

 

Z energią i z obawą

Czarnek na Tuska się oczywiście nie powołuje, ale zauważa, że wybory parlamentarne mają zupełnie inną specyfikę i wierzy, że tym razem społecznej sympatii i mobilizacji zwolenników wokół jego osoby wystarczy, by wygrać i rozdawać karty w kolejnym Sejmie. I nie jest to przekonanie całkowicie bezpodstawne. Już pierwsze dni po ogłoszeniu jego nazwiska pokazują w mediach społecznościowych dwa zjawiska: przypływ energii sporej części elektoratu PiS (z jednym, jednakże ważnym wyjątkiem, o którym za chwilę) i raczej nerwowe reakcje zarówno przeciwników z koalicji rządzącej, jak i konkurencji z Konfederacji.

Charakterystyczna jest tu postawa Sławomira Mentzena, który od Przemysława Czarnka natychmiast zażądał nie rozmowy programowej o przyszłości, a odniesienia się do przeszłości i samokrytyki za kilka istotnych decyzji i działań rządów Prawa i Sprawiedliwości. Dawna Platforma na Czarnka zareagowała po swojemu, wypuszczając w internecie całą serię utrzymanych w bardzo ponurej konwencji grafik, na których posępne twarze polityków PiS uzupełnione są zarzutami, jakie przez lata formułowali wobec nich przedstawiciele tej partii, a także podległe im służby. Warto jednak zauważyć, że aktywność ta wzbudziła sporą wściekłość części ich własnych sympatyków, którzy zaczęli zauważać, że po dwóch latach spektakl rozliczeń w przypadku ich prawdziwości powinien być już w zupełnie innym miejscu.

Oznaki pewnego kryzysu poparcia Koalicji Obywatelskiej są bardziej widoczne w mediach społecznościowych niż w sondażach. Lewica spod sztandarów Razem ogłasza natomiast koniec „prospołecznego PiS”, zapominając, że już raz zrobiła to, piórem Macieja Koniecznego, gdy Beatę Szydło zastępował Mateusz Morawiecki. Teraz to słabnąca pozycja Morawieckiego ma być powodem obaw, tymczasem Czarnek zapowiada, że dla Beaty Szydło widzi w swojej ekipie miejsce.

 

Nie tylko OZE

Nie znaczy to jednak, że tego typu obawy nie są do końca uzasadnione. Przemysław Czarnek znany jest z dość liberalnych poglądów. Ostatnio dały one o sobie znać, gdy wbrew stanowisku PiS podziękował (!) premierowi Tuskowi za zatrzymanie prac nad nową ustawą o Państwowej Inspekcji Pracy regulującej kwestie praw pracowniczych i umów śmieciowych. Z drugiej strony jednak, polityk ten znany jest z pozytywnej oceny skutków programu 500+, nie będzie też działał w próżni, a jego polityczne zaplecze pozostaje w dobrych relacjach z Solidarnością. Ze Związkiem blisko współpracuje też prezydent Karol Nawrocki, wobec którego w początkowym okresie kampanii formułowano nieraz podobne obawy, które – jak dotąd – jednak się nie potwierdziły.

Dziś Czarnek krytykuje ograniczenie dostępu Polek do porodówek, a z drugiej strony wraca do kwestii poprawy dostępu zainteresowanych do wydziałów medycznych, które wciąż są dość zazdrośnie reglamentowane przez środowisko lekarskie. Jednak kluczowe dla polityki społecznej i propracowniczej Przemysława Czarnka mogą być te wątki, które w jego narracji mają dziś wydźwięk bardziej eurosceptyczny i tożsamościowy niż socjalny, a więc elementy krytyki polityki energetycznej Unii Europejskiej. Media podchwyciły z nich głównie ludyczny przekaz o „OZE- sroze”, tymczasem całość zapowiedzi zerwania z ETS-ami i Zielonym Ładem jest kluczowa dla energetycznego, ale i socjalnego bezpieczeństwa Polaków z powodów wielokrotnie na naszych łamach omawianych. Nowe unijne daniny już teraz dławią kolejne branże przemysłu nie tylko w Polsce, a w swoich kolejnych, drastycznie rozszerzonych formach, będą oznaczać nie tylko zagrożenie miejsc pracy, lecz również realizacji potrzeb życiowych (ogrzewania, przygotowywania posiłków, przemieszczania się) i w tym aspekcie przekaz zaproponowany przez Czarnka można uznać za bardzo prosocjalny – trzeba jednak go również odpowiednio przedstawić.

 

Wszystko już było

Na koniec odpowiedzmy sobie na pytanie, czy faktycznie Prawo i Sprawiedliwość zrobiło coś wyjątkowego i zaskakującego, kandydata na premiera przedstawiając na półtora roku przed konstytucyjnym terminem wyborów? Moim zdaniem dla wyborów jest to cenna wskazówka w nietypowej sytuacji, w której jest niemal oczywiste, że lider, czyli najbardziej oczywisty kandydat, nie będzie ubiegał się o tę funkcję. Co więcej, nie mamy do czynienia z niczym nowym i bynajmniej nie chodzi tu o zgłoszenie prof. Piotra Glińskiego jako kandydata na premiera w ramach wotum nieufności – to zupełnie inna sytuacja. Owszem, Gliński był wówczas patronem organizowanych przez PiS dyskusji programowych i ważną postacią wyborczej prekampanii, jednak jako premier został przedstawiony Sejmowi i tam też przegrał głosowanie. Gdy do wyborów było bliżej, na szefową rządu typowano już Beatę Szydło.

Dlaczego jednak media nie sięgają po dużo bardziej oczywiste analogie? Platforma w wyborach 2005 roku lansowała Jana Rokitę jako „premiera Krakowa”, czym jednak Polaków nie porwała na tyle, by Rokita dostał swoją szansę. Już 13 stycznia 2006 roku Rokita został jednak szefem platformerskiego gabinetu cieni, zapomnianej dziś przeciwwagi dla rządu Kazimierza Marcinkiewicza. Odnotujmy, że w skład tego ciała wchodził niemal cały pierwszy garnitur PO, w tym Bronisław Komorowski, Ewa Kopacz, Adam Szejnfeld czy Jacek Saryusz-Wolski. Dziesięć lat później Platforma również stworzyła gabinet cieni, którym tym razem pokierować miał Grzegorz Schetyna, a w jego skład weszło kilkudziesięciu szefów i wiceszefów gabinetów, które miały być odpowiednikami resortów. Ciało to jednak nie było przesadnie aktywne i dość szybko trafiło do dużego zbioru szumnie ogłaszanych inicjatyw, o których po kilku miesiącach pamiętali już tylko wyjątkowo złośliwi dziennikarze. Wskazanie więc Przemysława Czarnka jako przyszłego premiera w połowie kadencji nie jest więc żadną ekstrawagancją, wręcz przeciwnie – jak na standardy polskiej opozycji to wręcz działanie dość oszczędne.

 

Przeciwnicy pomogą

Pierwsze dni Czarnka w nowej roli pokazują, że udało się osiągnąć PiS-owi pewien efekt. Debata medialna znów skupiła się wokół tej partii, nie koncentrując się jednak, jak dotąd, wyłącznie na trapiących ją sporach. Polityk z Lubelszczyzny znów okazuje się być postrachem dla środowisk lewicowych i liberalnych, jednak sposób formułowania wobec niego krytyki prędzej zbuduje go w oczach tych, do których chce dotrzeć, niż ich od niego odsunie. Jeśli do medialnego obrazu dojdzie jeszcze typowy dla tego środowiska element klasowej pogardy (podobnie jak Karol Nawrocki Przemysław Czarnek rodzinnie wywodzi się ze środowiska ludzi ciężkiej pracy, nie uczelnianej ani politycznej elity), to przeciwnicy najlepiej wypromują kandydata PiS na premiera do planowanej dla niego roli. Tak jak Nawrockiego.

[Tytuł i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]



 

Polecane