W Polsce powstanie nowa superpolicja. Czy będzie inwigilować krytyków władzy?
Co musisz wiedzieć:
- Utworzenie Narodowego Biura Śledczego przedstawiane jest jako odpowiedź na realne zagrożenia (przemyt broni, przestępczość), ale budzi obawy o rozszerzenie kontroli państwa nad społeczeństwem.
- W narracji wokół NBŚ silnie eksponowany jest wątek pseudokibiców, co według autora może służyć politycznemu budowaniu obrazu zagrożenia i uderzeniu w środowiska krytyczne wobec władzy.
- Istnieje ryzyko, że nowe struktury zostaną wykorzystane nie tylko do walki z przestępczością, lecz także do infiltracji i osłabiania opozycji społecznej oraz politycznej.
Czemu ma służyć Narodowe Biuro Śledcze?
Polska Policja zapowiedziała utworzenie nowej jednostki w ramach swojej struktury organizacyjnej, czyli Narodowego Biura Śledczego (NBŚ). Jednym z jej celów ma być zapobieganie napływowi do Polski ukraińskich weteranów poszukujących „zbrojnego” zajęcia po zakończeniu lub zamrożeniu wojny na wschodzie Europy. Innym zadaniem będzie przechwytywanie przemytu broni, która z wygaszonego konfliktu może trafiać do Polski. Biuro to powstaje rzecz jasna przy współpracy z Ministerstwem Spraw Wewnętrznych, którym kieruje przyboczny Donalda Tuska, czyli Marcin Kierwiński.
Wszystko to wygląda na pierwszy rzut oka dobrze, jednak jest pewne „ale”. Czy można wierzyć deklaracjom starych liberałów – którzy zjedli zęby na politycznym cwaniactwie, a nawet – mówiąc wprost: łajdactwie – że zamierzają teraz dla dobra ogółu wzmocnić struktury polskiego państwa? Medialne publikacje dotyczące NBŚ muszą budzić pewne wątpliwości.
- Komunikat Straży Granicznej. Pilne doniesienia z granicy
- "Kompromitacja Żurkowców". Sąd zwrócił prokuraturze akt oskarżenia w sprawie Dworczyka
- IMGW wydał nowy komunikat. Oto co nas czeka
- Nie żyje Tadeusz Surdy. Małopolskie władze wydały komunikat
- USA otworzyły archiwa z pełnymi kartotekami członków NSDAP
- Ogromny meteoryt eksplodował nad Ohio. Nagrania obiegły sieć
- Przewodniczący "S" w Solinie dla Tysol.pl: Protest głodowy trwa, morale jest wysokie
Po co liberałom państwo?
Nawet gdyby sprawa nie dotyczyła postliberalnej (a właściwie „post”, bo wyzutej już ze wszelkich idei, nawet kiepskich) partii władzy, którą jest Koalicja Obywatelska, powinniśmy zdawać sobie sprawę, że każde wzmocnienie służb – szczególnie wewnętrznych – nawet jeśli rzeczywiście podnosi poziom społecznego bezpieczeństwa, zwiększa także zakres kontroli nad nami tych, którzy sprawują władzę.
Doświadczenie uczy, że gdy o wzmacnianiu państwa mówią liberałowie – szczególnie polscy – ich celem jest przede wszystkim realizacja i zabezpieczenie własnych interesów politycznych. W praktyce sprowadza się to do poszerzenia możliwości działania przeciwko społeczeństwu, które postrzegane jest w tej optyce najczęściej jako „zasób ludzki”, a na pewno nie jako „naród” czy choćby „wspólnota polityczna”. Tak czy inaczej liberalne rządy nie troszczą się o dobro wspólne. Bliskie otoczenie Tuska odczuwa wspólnotę raczej z arystokracją brukselskiego establishmentu niż z nami, polską klasą pracującą, prekariuszami, ludźmi, dla których kondycja państwa ma największe znaczenie.
Co mówi generał?
Zanim jednak powiemy coś więcej o wątpliwościach, przyjrzyjmy się deklaracjom gen. insp. Marka Boronia, komendanta głównego Policji. W krótkim czasie w lutym ukazały się podobne, jeśli chodzi o treść materiały prasowe, w których generał poinformował o powodach zintegrowania Centralnego Biura Śledczego Policji oraz Centralnego Biura Zwalczania Cyberprzestępczości.
„Nowa formacja ma rozwiązywać problemy zarówno te w sieci, jak i w realu, związane z przestępczością zorganizowaną. Żeby dobrze rozpoznawać te grupy [przestępcze] i skutecznie je zwalczać, trzeba mieć pełne kompendium wiedzy w zakresie ich funkcjonowania i działalności na terenie całego świata. Sieć jest więc dobrym miejscem do tego, by prowadzić takie rozpoznanie. Konieczne jest zbudowanie komponentu zwalczającego akty terroru, które występują już dzisiaj, bo mieliśmy do czynienia z aktami sabotażu w 2024 r. i z aktem dywersji w 2025 r. Dzisiaj doświadczamy tego jako państwo i musimy być gotowi na inne zagrożenia, które są przed nami”
– mówił szef Policji w tekście opublikowanym przez portal Onet.pl 17 lutego br.
W wywiadzie dla „Gazety Wyborczej”, w którym pojawiło się wiele różnych wątków, można było przeczytać m.in. o zagrożeniach związanych z przemytem broni z Ukrainy.
„Pojawi się na nią zapotrzebowanie ze strony środowisk przestępczych. Podobne historie – choć na mniejszą skalę – obserwowaliśmy w latach 90. przy okazji wojny domowej na Bałkanach”
– mówił „Wyborczej” szef polskiej Policji. W obu tekstach zasygnalizowany został też wątek potencjalnego wzrostu przestępczości spowodowanej nie tylko przez weteranów gotowych do udziału w „grupach zbrojnych”, ale także tych z nich, którzy odnieśli na polu bitwy rany psychiczne przekładające się na ich dalszą zdolność do życia w społeczeństwie.
Państwo z kartonu
Co innego jest jednak tu interesujące. Według generała Boronia wojna na Ukrainie zakończy się szybko – zapewne do lata, ponieważ takie jest życzenie Amerykanów. Ta prognoza, której optymizm na dziś jest trudny do uzasadnienia na podstawie dostępnych źródeł analitycznych, ma wspierać pewnego rodzaju pośpiech w działaniach MSWiA oraz Policji. Jest on nieco zastanawiający, działania reorganizacyjne w polskich służbach wewnętrznych czy też wywiadowczych i kontrwywiadowczych powinny trwać w zasadzie od dnia rosyjskiej inwazji z lutego 2022 roku. To samo dotyczy ich dofinansowania. To, że teraz następuje przebudzenie, może wskazywać, że Polska to ewidentnie zaniedbała.
Prof. Tomasz Safjański, były oficer CBŚP, a obecnie nauczyciel akademicki krytyczny wobec obecnych władz Policji, w wywiadzie dla tego samego portalu Onet.pl mówił 19 lutego br.:
„Badałem ten temat [przemytu broni – przyp. aut.] na bazie statystyk obejmujących okres do 2023 r., czyli rok po wybuchu wojny. Okazało się, że w tym czasie nie zabezpieczyliśmy żadnej sztuki broni z Ukrainy. A przecież skoro ta broń znalazła się we Francji czy w Szwecji, to oznacza z dużą dozą prawdopodobieństwa, że przechodziła przez Polskę”.
Oczywiście obecna aktywność Policji, a szerzej MSWiA, może być spowodowana relacjami ze służbami innych krajów, jak choćby wspomnianej przez Boronia Wielkiej Brytanii, i presji, która jest wywierana na nasze instytucje przez sojuszników. To nieco uwiarygadnia narrację o końcu wojny – być może mamy tu do czynienia z podawaną nam opowieścią sojuszniczą.
Policja goni pseudokibiców
Co jednak jeśliby przyjąć na poważnie wyjściową hipotezę, według której Tusk niczego nie robi dla państwa i narodu, a wszystko robi dla siebie, ewentualnie swojego obozu politycznego? Wtedy ogłoszony „bliski koniec wojny” może się okazać – nawet i prawdziwym – wyzwalaczem zupełnie innych procesów na potrzeby wewnętrznej polityki w Polsce.
Zarówno w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej”, jak i w opracowanych przez dziennikarzy Onetu słowach gen. Marka Boronia zasadnicze miejsce zajmuje problem kibiców, kiboli, pseudokibiców i ich zaangażowania w tworzenie struktur zorganizowanej przestępczości. Słowo klucz pojawia się już w pierwszym pytaniu dziennikarza „GW” o to, czy Polska jest przygotowana na falę przestępczości idącą do nas ze Wschodu:
„ABW rozbiła szajkę kibiców-dywersantów pracujących zarówno dla rosyjskiego wywiadu, jak i dla polskich gangsterów”.
Materiał Onetu, będący omówieniem spotkania generała Boronia z dziennikarzami, które odbyło się we wtorek, 17 lutego, kończy się także wątkiem pseudo-kibicowskim.
„Od 2024 r. funkcjonariusze zabezpieczyli również blisko 20 mln zł w gotówce. W tym czasie policjanci przeprowadzili 1,1 tys. realizacji operacyjnych wymierzonych w grupy przestępcze, związane ze środowiskami pseudokibiców. Zapobiegli 300 ustawkom, czyli planowanym, siłowym konfrontacjom tych grup. Postawiono 5 tys. zarzutów karnych”
– czytamy.
„Policja zauważa, że pseudokibice przenikają się z różnymi grupami przestępczymi, które produkują narkotyki i handlują nimi, popełniają przestępstwa gospodarcze, dokonują rozbojów, wymuszeń, zajmują się przemytem. Multiprzestępcy często działają pod flagami barw klubów piłkarskich”
– informuje nas kolejny akapit artykułu.
Tekst kończy się słowami: „Przykładem są choćby wydarzenia w Kościerzynie, gdzie pseudokibice Lechii Gdańsk napadli na trening MMA kiboli Kaszubii Kościerzyna, związanej z wrogą Lechii Arką Gdynia. Interweniujące służby zastosowały blokadę okolicznych dróg, by uniemożliwić sprawcom ucieczkę z miejsca zdarzenia. Ponad 30 osób zostało zatrzymanych”.
Pytanie o prezydenta Nawrockiego
Wątki kibicowskie w ogóle nie pojawiły się w relacji ze spotkania, które opublikował specjalistyczny portal infosecurity24.pl z grupy Defence24. Jednak czytelnik masowego medium pozostaje z przekonaniem, że to zorganizowane grupy pseudokibicowskie, a nie znacznie od nich potężniejsze międzynarodowe gangi, pozostają największym zagrożeniem dla polskiego bezpieczeństwa. Nie da się zaprzeczyć, że wiele grup działających pod klubowymi herbami uległo społecznej degeneracji, jednak nawet zacytowany powyżej przykład przestępczości – ustawka kiboli z Pomorza Gdańskiego – w zasadzie ogranicza się do typowych problemów z kibicowską przemocą.
Jeśli można było podać mocniejsze przykłady przekształcania się tych grup w mafie, dlaczego tego nie zrobiono? Trudno też jest znaleźć jasną linię rozumowania, która łączyłaby zagrożenie przestępczością związaną z wojną ze znanymi dobrze kłopotami, które państwu przysparzają pseudokibice. Być może one istnieją, ale nie przedstawiono ich czytelnikowi. W zamian za to otrzymaliśmy zestaw sugestii wyglądający na próbę utożsamienia spraw niekoniecznie ściśle ze sobą związanych.
Sprawa puentuje się w pewien sposób w wywiadzie z „Gazety Wyborczej”, w którym do sprawy wciągnięty zostaje prezydent Karol Nawrocki, który jest przecież znany właśnie jako kibic Lechii. Dziennikarz gazety Adama Michnika podsunął Markowi Boroniowi do skomentowania myśl, że urząd prezydenta sprawuje dziś człowiek, który w przeszłości był związany ze środowiskiem kibiców piłkarskich i określał tzw. ustawki mianem „szlachetnej walki na pięści”. Komendant został zapytany, czy obecnie funkcjonariusze Policji spotykają się z sytuacjami, w których chuligani próbują wywierać presję, powołując się na głowę państwa.
„My robimy swoje. I nasza determinacja w zwalczaniu grup przestępczych związanych ze środowiskiem pseudokibiców jest taka sama. Niezależnie od tego, czy ktoś próbuje do tego dorobić teraz ideologię, że mają prezydenta, który w jakiś sposób w tych środowiskach wcześniej uczestniczył i wspierał je, to nas nie spowalnia”
– odpowiedział komendant główny Policji. Nie musimy być miłośnikami ustawek, by widzieć, że pleciona jest tu dość sugestywna opowieść.
Uciszanie krytyków
Czy mamy do czynienia z narracyjną „sklejką”, która jest stałą polityczną bronią przeciwko prezydentowi? Czy może widzimy tu coś innego – próbę społecznego ugruntowania opinii, że środowiska kibicowskie są w każdym wypadku groźne dla Polski, a jeszcze w dodatku mają teraz swojego prezydenta gotowego osłaniać ich mafijne interesy? Wygląda to na dobrze już znane podkopywanie pozycji Nawrockiego. Trzeba jednak zauważyć rzecz być może najważniejszą. Kibice, w całej ich różnorodności, są dziś dobrze zorganizowaną grupą społecznej opozycji wobec rządu Donalda Tuska, a stadiony znów stały się miejscami antyrządowych demonstracji. Wielu kibiców to ludzie o prostym i bezpośrednim rozumieniu patriotyzmu, w którym nie ma miejsca na niedomówienia. Są dosadni w wyrażaniu swoich sądów i to denerwuje obóz władzy.
Chciałbym się mylić, ale taki głos musi być podniesiony wobec dotychczasowych metod działania rządu Koalicji 13 grudnia. Stygmatyzacja środowisk kibicowskich przez podkreślanie roli przestępczego segmentu tego środowiska i rozkręcenie nastrojów społecznych wrogich wobec nich mogą okazać się przykrywką dla politycznej infiltracji i uciszania nie tylko grup przestępczych, ale przede wszystkim tych, które nie zgadzają się na trwanie w Polsce liberalnego reżimu. Wiele grup kibicowskich przenika się z organizacjami o charakterze patriotycznym. Tego rodzaju akcja mogłaby się okazać bardzo łatwa do przeprowadzenia wobec potencjalnego społecznego strachu przed prawdziwymi lub wyimaginowanymi siepaczami idącymi nad Wisłę z ukraińskiego frontu. Byłyby to zresztą konsekwentne przejawy autorytarnego wykorzystywania aparatu państwa przez rząd Donalda Tuska, co obserwowaliśmy od 2023 roku już wielokrotnie.




