Jeśli prawica chce wygrać, musi budować wokół Nawrockiego
Co musisz wiedzieć
- Prawica nie wygra osobno. Ani Prawo i Sprawiedliwość, ani Konfederacja nie mają dziś potencjału do samodzielnego przejęcia władzy – konieczna byłaby współpraca i wspólny projekt polityczny.
- Kluczową postacią ma być Karol Nawrocki. Konrad Wernicki argumentuje, że to właśnie wokół prezydenta należy budować przyszły obóz władzy i strategię wyborczą na 2027 rok.
- Rząd podporządkowany wizji prezydenta. W praktyce miałoby to oznaczać model polityczny zbliżony do systemu prezydenckiego, w którym rząd realizuje program i kierunek wyznaczany przez głowę państwa.
W Prawie i Sprawiedliwości od dłuższego czasu trwa walka o „talon” na bycie premierem i sprawowanie kierunkowej roli w partii. Ten koleżeński spór trwał już na tyle długo i często przybierał dziecinną formę, że Jarosław Kaczyński postanowił ukrócić przepychanki, namaszczając Przemysława Czarnka na przyszłego lidera rządu Prawa i Sprawiedliwości.
Ruch ten ma zapewne na celu uporządkowanie życia partyjnego i wytyczenie wspólnego kierunku dla wszystkich frakcji wewnątrz partii. I dobrze – w tym sensie jest to decyzja sensowna i potrzebna. Nie oznacza to jednak, że były minister edukacji zostanie premierem z ramienia PiS-u. Na razie takie fantazjowanie – w sytuacji, gdy partia notuje w sondażach najniższe wyniki od dekady – jest zwyczajnie nie na miejscu. Równie dobrze Konfederacja mogłaby dziś ogłosić, że ich premierem zostanie Sławomir Mentzen. Tylko kto potraktowałby taką zapowiedź poważnie?
Zarówno PiS-owi, jak i Konfederacji potrzebny jest wspólny front zamiast wzajemnego zwalczania się. Zamiast rywalizować o ten sam elektorat, obie partie powinny zastanowić się – najlepiej wspólnie – jak go poszerzyć.
Szef już jest
Prawica odniosła już duży sukces i pokazała, że potrafi przekonać do siebie ponad połowę wyborców. Zrobiła to w postaci Karola Nawrockiego. Dziś nikt nie ma lepszych notowań i większego autorytetu niż prezydent RP, dlatego prawica powinna budować swoją siłę właśnie wokół niego. Nie traktować go jedynie jako sojusznika, który może pomóc w kampanii, lecz oprzeć kampanię na nim, dając mu i jego gabinetowi legitymację do sprawowania rządów w pełni.
Karol Nawrocki już po zaprzysiężeniu na prezydenta RP rozpoczął bardzo aktywne budowanie swoich struktur i organów pomocniczych. Zespoły doradców, rady, niezwykle silna kancelaria – nie przypominam sobie, by jakikolwiek inny prezydent tak szybko i tak konsekwentnie tworzył podobne struktury, budując de facto departamenty „małego pałacu”.
Widać, że Karol Nawrocki chce maksymalnie wykorzystać potencjał i konstytucyjne kompetencje głowy państwa. Idzie mu to wyjątkowo sprawnie, co pokazuje, że przyszły prawicowy rząd mógłby być przedłużeniem jego władzy, a nie odrębnym ośrodkiem politycznym.
Ustrój prezydencki
Dlatego przyszłym premierem prawicy powinien zostać człowiek „od” prezydenta. Naturalnie przychodzi tu na myśl Zbigniew Bogucki, ale równie dobrze może to być ktoś inny – osoba, której prezydent zaufa i powierzy tę funkcję.
Chodzi o to, by pogodzić wszystkie prawicowe środowiska pod przywództwem faktycznego lidera prawicy – człowieka, który prowadzi w rankingach zaufania i który już teraz zaczął tworzyć swój gabinet w kontrze do rządu Donalda Tuska.
W praktyce prowadziłoby to do modelu zbliżonego do ustroju prezydenckiego, w którym rząd składa się z polityków i ekspertów desygnowanych przez środowisko prezydenta i ściśle z nim współpracujących.
Oczywiście wszystko w ramach obecnie obowiązującej konstytucji, która daje w tym zakresie spore pole manewru.
W poprzednich latach prezydent był postrzegany głównie jako osoba, która może prace rządu albo blokować, albo im nie przeszkadzać. Dzięki potencjałowi Karola Nawrockiego ten utarty schemat można przełamać – i to w sposób dość rewolucyjny. To prezydent może kreować politykę państwa, wykorzystując do tego rząd i podległe mu ministerstwa, które staną się narzędziami realizacji zadań wyznaczonych przez głowę państwa.
Do tego dochodzą inne ciała doradcze, jak choćby NSZZ „Solidarność”, z którą prezydent współpracuje w zakresie spraw pracowniczych i społecznych.
Czy jest to przepis na sukces? Być może. Z pewnością jednak jest to koncepcja warta rozważenia – przede wszystkim dlatego, że daje szansę na pogodzenie interesów różnych środowisk polskiej prawicy.




