Ryszard Czarnecki: Dwa wielkie spory i nowa geografia polityczna UE

Nowa geografia polityczna Europy A. D. 2017 jest jak sensacyjny film z częstymi zmianami akcji. Bardzo wiele rzeczy dzieje się „po raz pierwszy”. A więc po raz pierwszy Rada Europejska, a więc przywódcy państw członkowskich Unii Europejskiej skutecznie oprotestowali wcześniejszą decyzję personalną podjętą przez dwa największe państwa Unii czyli Niemcy i Francję (tradycyjnie poszerzone o „listek figowy” czyli parę kolejnych).
/ źródło: Screen You Tube

Polityczne gry na różnych piętrach

Po raz pierwszy też Parlament Europejski „bryknął” i oprotestował z kolei układankę personalną ułożoną przez Radę Europejską. Tak stało się w przypadku uzgodnionego w Brukseli kandydata na stanowisko przewodniczącego europarlamentu. Rada wskazała byłego premiera Bułgarii Sergeja Staniszewa, a europarlament wybrał też socjalistę, ale przedstawiciela „starej Unii” czyli dawnej „Piętnastki” ,Włocha Davida Marię Sassoli. Po raz pierwszy też odrzucono uzgodnionych wcześniej w ramach demokratycznych reguł gry, parytetów i systemu d’Honte’a polskich kandydatów na wiceprzewodniczącego PE (Zdzisław Krasnodębski)  i przewodniczącą Komisji do Zatrudnienia i Spraw Spolecznych (Beata Szydło). Po raz pierwszy też olbrzymia część lewicy: socjaliści  i komuniści zagłosowali przeciwko  kandydaturze na szefa Komisji Europejskiej (niemal zawsze była ona wynikiem uzgodnień z lewym skrzydłem PE).Wreszcie po raz pierwszy szefem Komisji Europejskiej została Kobieta – Niemka Ursula Gertrud von der Leyen, z domu Albrecht. Skądinąd stało się to w 40-tą rocznicę wyboru pierwszej kobiety na przewodniczącą Parlamentu Europejskiego – w 1979 roku była nią  Francuzka Simone Weil, zresztą w czasie II wojny światowej więzień niemieckich obozów  śmierci. Niemka spotkała się z niemal wszystkimi frakcjami w europarlamencie, przyjmując taktykę: „dla każdego coś miłego”. W Polsce wielu sympatyków prawicy czy szerzej: formacji rządzącej oburzyło się, gdy w swoim wtorkowym wystąpieniu parę godzin przed głosowaniem  ta córka premiera Dolnej Saksonii, przez 14 lat (sic!)  minister w czterech kolejnych rządach Angeli Merkel mówiła kwieciście o ekologii i uczynieniu z Europy terenu „neutralnego klimatycznie”  do 2050 roku, czy też przedstawiała się jako wielki przyjaciel młodocianych imigrantów spoza Europy, czy wreszcie zachwalała wprowadzanie procedur kontroli praworządności w krajach członkowskich Unii. Była to jednak przede wszystkim, przynajmniej na ten moment, gra wyborcza. Frau von der Leyen chodziło z jednej strony o pozyskanie głosów Zielonych, którzy zapowiedzieli wcześniej , że będą głosować przeciwko niej oraz socjalistów. Ci drudzy najpierw głosem swojej nowej przewodniczącej Iratxe Garcíi Pérez ze zwycięskiej w wyborach europejskich Hiszpańskiej Partii Socjalistycznej zapowiedzieli głosowanie przeciwko Niemce, potem najwyraźniej skarceni przez premiera z Madrytu Pedro Sancheza, który uwiarygodnił postanowienia szczytu w Brukseli przed dwoma tygodniami, zapowiedzieli głosowanie „za”, jednak ostatecznie aż siedem delegacji narodowych, w tym najbardziej znaczące: niemiecka i francuska, a także belgijska zapowiedziały głosowanie przeciwko von der Leyen. Godne tu jest podkreślenia, że europosłowie niemieckiej SPD, uwaga, zagłosowali przeciwko kandydaturze wywodzącej się od ich partnera koalicyjnego – CDU. Chwalona przez wielu ,a nawet będąca przedmiotem zazdrości, niemiecka solidarność polityczno-personalna na arenie międzynarodowej, głośno, spektakularnie, legła w gruzach.

Smutek lewicy nie jest naszym smutkiem

Von der Leyen nie wygrałaby, gdyby nie poparcie delegacji polskiej Europejskich Konserwatystów i Reformatorów czyli 26 posłów PiS. Dlaczego tak zagłosowaliśmy? Z kilku powodów. Polska zainicjowała zablokowanie Timmermansa jako kandydata na szefa Komisji Europejskiej. Stworzyliśmy skuteczną koalicję, aby ten cel zrealizować i przy udziale polskiego premiera i polskiego rządu doszło do konsensusu – uznaliśmy, że należy go respektować, pomimo zastrzeżeń, zwłaszcza do wyborczego wystąpienia w Strasburgu minister obrony RFN. Po drugie, ważne było w jakim towarzystwie się znajdziemy. Przeciwko von der Leyen głosowała spora część socjalistów, wszyscy komuniści, część liberałów, wszyscy Zieloni, a także bardzo duża część eurosceptyków (w tym Brytyjczycy z partii „Brexit”, wcześniej krzyczący: „po co wydawać pieniądze na metro w Warszawie?”). Niemal to samo polityczne towarzystwo wzajemnej adoracji (bez części eurosceptyków) obaliło kandydaturę europosła Zdzisława Krasnodębskiego na wiceprzewodniczącego PE. Te same środowiska stały za odrzuceniem kandydatury premier Beaty Szydło na szefa Komisji Zatrudnienia i Spraw Społecznych PE. Ich radość z odrzucenia von der Leyen nie powinna być naszą radością. Ich smutek, gdy tak się nie stało, gdy kandydatka Rady Europejskiej przeszła, nie był  na szczęście naszym smutkiem.

Polityczne europuzzle w europarlamencie w cieniu dwóch konfliktów

Ciekawe polityczne rozdanie jest w samym europarlamencie. Na łamach „Gazety Polskiej Codziennie”, w jej dwóch poniedziałkowych numerach: z 15 lipca („Nowa europejska układanka 2.0”) i 22 lipca („Parlament Europejski: nowe rozdanie, stare numery”) analizowałem skład prezydium większości komisji PE. Nikt jednak szczegółowo nie zanalizował składu prezydium europarlamentu, który jest wykładnią politycznych i narodowych wpływów poszczególnych nacji i frakcji . W poprzednim składzie, który stanowili przewodniczący europarlamentu i 14(!) wiceprzewodniczących było aż trzech Włochów, dwoje Niemców, dwóch Polaków (przez 4 lata piszący te słowa, następnie Zdzisław  Krasnodębski oraz przez ostanie 2,5 roku Bogusław Liberadzki), a także Francuzka, Hiszpan, Czech, Węgierka, Rumun, Irlandka, Grek i Finka. Oznaczało to, że dawna „Piętnastka” miała 2/3 w tym składzie, a „nowa Unia” jedną trzecią. Ciekawe, że proporcje w kadencji 2019-2022 (w styczniu 2022 wybrane będą nowe władze PE na drugą „połówkę” kadencji) pozostały identyczne czyli dwa do jednego. Jednak zmieniła się geografia w tym gronie. W tej chwili Włochy mają nie trzech ,a dwóch przedstawicieli, Niemcy nie dwóch, a trzech, Polska nie dwóch ,a jednego (po odrzuceniu Z. Krasnodębskiego). Stan posiadania zwiększyły Węgry z jednego do dwóch oraz Czechy też z jednego do dwóch. Oznacza to, że oba te kraje niespodziewanie wyprzedziły Polskę. Swój stan posiadania utrzymała Irlandia, Finlandia i Grecja – po jednym. Dwie nowe narodowości, jakie się pojawiły to Austria i Portugalia. Straty poniosła Francja, która nie ma już reprezentacji w 15-sobowym prezydium, którego przedstawiciele mają prawo głosu oraz Rumunia.

Jeszcze krótko o zaledwie pięcioosobowym gronie kwestorów, czyli powiedzmy „skarbników” europarlamentu. W latach 2014-2017 Polska miała tam aż dwóch przedstawicieli: B. Liberadzki, Karol Karski), w latach 2017-2019 został jeden (K. Karski), ale nasz region Europy miał większość, bo zasiadali w tym kolegium również Bułgar i Słowak. Skład uzupełniały Francuzka i Brytyjka będące tam drugą kadencję. W obecnym składzie kwestorów rekordzistą stał się Karol Karski, który zasiada w nim po raz trzeci. Nasz region Europy tym razem ma nie 60,a 40 procent, bo reprezentuje go poza Polakiem tylko Słowaczka, ale „nowa Unia” ma cały czas większość – w miejsce bowiem Bułgara wszedł Maltańczyk. W związku z Brexitem nie ma już Brytyjki (przedstawiciele Zjednoczonego Królestwa nie zostali wybrani do władz PE i komisji europarlamentu), weszło za to dwóch przedstawicieli Francji, która w tej chwili, choć nie ma żadnego wiceprzewodniczącego PE, ma aż dwóch kwestorów.   

Jeżeliby starać się w najkrótszy sposób określić to, co w tej chwili dzieje się w UE-28, to można powiedzieć, że Unia Europejska rozdzierana jest przez dwie osie sporów. Jeden z nich to spór międzyinstytucjonalny, który w sposób spektakularny pojawił się między Radą Europejską a europarlamentem, ale też wcześniej między Europejskim Trybunałem Obrachunkowym a Komisją Europejską (Trybunał w  Luksemburgu zmiażdżył propozycję KE odnośnie powiązania budżetu z praworządnością). Drugi zaś spor narasta w ostatnich latach, a szczególnie w ostatnich tygodniach – to konflikt między „starą Unią”, „Piętnastką”, a „nową Unią”. Jego szczególnie przykre odsłony to odrzucenie uzgodnionych kandydatów z Bułgarii i Polski do władz PE i komisji PE. Niestety, obie te osie sporu będą zapewne wyznaczać unijną przyszłość przez najbliższe lata.

*tekst ukazał się w „Gazecie Polskiej” (24.07.2019)


 

POLECANE
KOD i Fundacja Otwarty Dialog wśród beneficjentów rządowych dotacji Wiadomości
KOD i Fundacja Otwarty Dialog wśród beneficjentów rządowych dotacji

Komitet Obrony Demokracji i Fundacja Otwarty Dialog otrzymały po 300 tys. zł w ramach tegorocznej edycji Rządowego Programu Fundusz Inicjatyw Obywatelskich NOWEFIO. Łącznie do dofinansowania wybrano 277 projektów, a na wsparcie przewidziano około 73 mln zł.

Pogoda na najbliższe dni. IMGW wydał komunikat Wiadomości
Pogoda na najbliższe dni. IMGW wydał komunikat

Jak informuje Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej, wschodnia oraz częściowo północna i południowo-zachodnia Europa znajduje się pod wpływem niżów. Na pozostałym obszarze kontynentu pogodę kształtują układy wysokiego ciśnienia. Polska jest pod wpływem płytkiej zatoki niżu znad Morza Barentsa, która wraz z chłodnym frontem atmosferycznym przemieszcza się z północy na południe. W ciągu dnia, od północnego zachodu zaczniemy dostawać się w zasięg wyżu znad Morza Północnego i Bałtyku. Za frontem zacznie napływać chłodniejsza masa powietrza polarnego morskiego.

NSA zdecydował ws. małżeństw jednopłciowych. Ekspert: W składzie orzekał neosędzia z ostatniej chwili
NSA zdecydował ws. "małżeństw jednopłciowych". Ekspert: W składzie orzekał "neosędzia"

Naczelny Sąd Administracyjny zobowiązał urząd stanu cywilnego do wpisania do polskiego rejestru aktu małżeństwa jednopłciowego zawartego za granicą. Mecenas Bartosz Lewandowski wskazuje jednak, że w składzie orzekał tzw. neosędzia.

Pluton wróci do grona planet? Jest apel NASA Wiadomości
Pluton wróci do grona planet? Jest apel NASA

Czy Pluton powinien znów być planetą? Ten temat od lat budzi emocje i właśnie ponownie wrócił do debaty publicznej.

Atak nożownika w centrum Warszawy. Dramatyczne sceny w tramwaju Wiadomości
Atak nożownika w centrum Warszawy. Dramatyczne sceny w tramwaju

Do niebezpiecznego zdarzenia doszło w poniedziałek wieczorem w jednym z tramwajów w Warszawie. 28-letni mężczyzna zaatakował innego pasażera nożem. Dzięki szybkiej reakcji świadków oraz policji nikt nie odniósł obrażeń.

Karta NSDAP dziadka Merza obiegła sieć. Sprawa była znana już wcześniej z ostatniej chwili
Karta NSDAP dziadka Merza obiegła sieć. Sprawa była znana już wcześniej

Amerykańskie archiwum narodowe opublikowało w sieci akta członków NSDAP. Wśród dokumentów, które znów przyciągnęły uwagę, znalazła się karta dziadka kanclerza Niemiec Friedricha Merza.

Prezydent Niemiec: Ramadan stał się częścią życia religijnego naszego kraju z ostatniej chwili
Prezydent Niemiec: Ramadan stał się częścią życia religijnego naszego kraju

Frank-Walter Steinmeier złożył życzenia muzułmanom z okazji końca ramadanu. Prezydent Niemiec stwierdził, że święto jest już zakorzenione w życiu religijnym Niemiec.

Małżeństwa jednopłciowe w Polsce. Naczelny Sąd Administracyjny zdecydował z ostatniej chwili
"Małżeństwa jednopłciowe" w Polsce. Naczelny Sąd Administracyjny zdecydował

Naczelny Sąd Administracyjny zobowiązał w piątek urząd stanu cywilnego do wpisania do polskiego rejestru aktu małżeństwa jednopłciowego zawartego za granicą.

Cenckiewicz nie odpuścił. Jest sądowy zakaz dla Gazety Wyborczej z ostatniej chwili
Cenckiewicz nie odpuścił. Jest sądowy zakaz dla "Gazety Wyborczej"

Sąd stanął po stronie szefa BBN prof. Sławomira Cenckiewicza. Po kontrowersyjnych publikacjach dotyczących jego stanu zdrowia zapadła decyzja, która może poważnie uderzyć w "Gazetę Wyborczą" i jej dziennikarzy.

Nie żyje znana polska aktorka z ostatniej chwili
Nie żyje znana polska aktorka

Smutne wieści w piątkowy poranek dla fanów kina i teatru. Nie żyje Halina Kowalska-Nowak. Miała 84 lata.

REKLAMA

Ryszard Czarnecki: Dwa wielkie spory i nowa geografia polityczna UE

Nowa geografia polityczna Europy A. D. 2017 jest jak sensacyjny film z częstymi zmianami akcji. Bardzo wiele rzeczy dzieje się „po raz pierwszy”. A więc po raz pierwszy Rada Europejska, a więc przywódcy państw członkowskich Unii Europejskiej skutecznie oprotestowali wcześniejszą decyzję personalną podjętą przez dwa największe państwa Unii czyli Niemcy i Francję (tradycyjnie poszerzone o „listek figowy” czyli parę kolejnych).
/ źródło: Screen You Tube

Polityczne gry na różnych piętrach

Po raz pierwszy też Parlament Europejski „bryknął” i oprotestował z kolei układankę personalną ułożoną przez Radę Europejską. Tak stało się w przypadku uzgodnionego w Brukseli kandydata na stanowisko przewodniczącego europarlamentu. Rada wskazała byłego premiera Bułgarii Sergeja Staniszewa, a europarlament wybrał też socjalistę, ale przedstawiciela „starej Unii” czyli dawnej „Piętnastki” ,Włocha Davida Marię Sassoli. Po raz pierwszy też odrzucono uzgodnionych wcześniej w ramach demokratycznych reguł gry, parytetów i systemu d’Honte’a polskich kandydatów na wiceprzewodniczącego PE (Zdzisław Krasnodębski)  i przewodniczącą Komisji do Zatrudnienia i Spraw Spolecznych (Beata Szydło). Po raz pierwszy też olbrzymia część lewicy: socjaliści  i komuniści zagłosowali przeciwko  kandydaturze na szefa Komisji Europejskiej (niemal zawsze była ona wynikiem uzgodnień z lewym skrzydłem PE).Wreszcie po raz pierwszy szefem Komisji Europejskiej została Kobieta – Niemka Ursula Gertrud von der Leyen, z domu Albrecht. Skądinąd stało się to w 40-tą rocznicę wyboru pierwszej kobiety na przewodniczącą Parlamentu Europejskiego – w 1979 roku była nią  Francuzka Simone Weil, zresztą w czasie II wojny światowej więzień niemieckich obozów  śmierci. Niemka spotkała się z niemal wszystkimi frakcjami w europarlamencie, przyjmując taktykę: „dla każdego coś miłego”. W Polsce wielu sympatyków prawicy czy szerzej: formacji rządzącej oburzyło się, gdy w swoim wtorkowym wystąpieniu parę godzin przed głosowaniem  ta córka premiera Dolnej Saksonii, przez 14 lat (sic!)  minister w czterech kolejnych rządach Angeli Merkel mówiła kwieciście o ekologii i uczynieniu z Europy terenu „neutralnego klimatycznie”  do 2050 roku, czy też przedstawiała się jako wielki przyjaciel młodocianych imigrantów spoza Europy, czy wreszcie zachwalała wprowadzanie procedur kontroli praworządności w krajach członkowskich Unii. Była to jednak przede wszystkim, przynajmniej na ten moment, gra wyborcza. Frau von der Leyen chodziło z jednej strony o pozyskanie głosów Zielonych, którzy zapowiedzieli wcześniej , że będą głosować przeciwko niej oraz socjalistów. Ci drudzy najpierw głosem swojej nowej przewodniczącej Iratxe Garcíi Pérez ze zwycięskiej w wyborach europejskich Hiszpańskiej Partii Socjalistycznej zapowiedzieli głosowanie przeciwko Niemce, potem najwyraźniej skarceni przez premiera z Madrytu Pedro Sancheza, który uwiarygodnił postanowienia szczytu w Brukseli przed dwoma tygodniami, zapowiedzieli głosowanie „za”, jednak ostatecznie aż siedem delegacji narodowych, w tym najbardziej znaczące: niemiecka i francuska, a także belgijska zapowiedziały głosowanie przeciwko von der Leyen. Godne tu jest podkreślenia, że europosłowie niemieckiej SPD, uwaga, zagłosowali przeciwko kandydaturze wywodzącej się od ich partnera koalicyjnego – CDU. Chwalona przez wielu ,a nawet będąca przedmiotem zazdrości, niemiecka solidarność polityczno-personalna na arenie międzynarodowej, głośno, spektakularnie, legła w gruzach.

Smutek lewicy nie jest naszym smutkiem

Von der Leyen nie wygrałaby, gdyby nie poparcie delegacji polskiej Europejskich Konserwatystów i Reformatorów czyli 26 posłów PiS. Dlaczego tak zagłosowaliśmy? Z kilku powodów. Polska zainicjowała zablokowanie Timmermansa jako kandydata na szefa Komisji Europejskiej. Stworzyliśmy skuteczną koalicję, aby ten cel zrealizować i przy udziale polskiego premiera i polskiego rządu doszło do konsensusu – uznaliśmy, że należy go respektować, pomimo zastrzeżeń, zwłaszcza do wyborczego wystąpienia w Strasburgu minister obrony RFN. Po drugie, ważne było w jakim towarzystwie się znajdziemy. Przeciwko von der Leyen głosowała spora część socjalistów, wszyscy komuniści, część liberałów, wszyscy Zieloni, a także bardzo duża część eurosceptyków (w tym Brytyjczycy z partii „Brexit”, wcześniej krzyczący: „po co wydawać pieniądze na metro w Warszawie?”). Niemal to samo polityczne towarzystwo wzajemnej adoracji (bez części eurosceptyków) obaliło kandydaturę europosła Zdzisława Krasnodębskiego na wiceprzewodniczącego PE. Te same środowiska stały za odrzuceniem kandydatury premier Beaty Szydło na szefa Komisji Zatrudnienia i Spraw Społecznych PE. Ich radość z odrzucenia von der Leyen nie powinna być naszą radością. Ich smutek, gdy tak się nie stało, gdy kandydatka Rady Europejskiej przeszła, nie był  na szczęście naszym smutkiem.

Polityczne europuzzle w europarlamencie w cieniu dwóch konfliktów

Ciekawe polityczne rozdanie jest w samym europarlamencie. Na łamach „Gazety Polskiej Codziennie”, w jej dwóch poniedziałkowych numerach: z 15 lipca („Nowa europejska układanka 2.0”) i 22 lipca („Parlament Europejski: nowe rozdanie, stare numery”) analizowałem skład prezydium większości komisji PE. Nikt jednak szczegółowo nie zanalizował składu prezydium europarlamentu, który jest wykładnią politycznych i narodowych wpływów poszczególnych nacji i frakcji . W poprzednim składzie, który stanowili przewodniczący europarlamentu i 14(!) wiceprzewodniczących było aż trzech Włochów, dwoje Niemców, dwóch Polaków (przez 4 lata piszący te słowa, następnie Zdzisław  Krasnodębski oraz przez ostanie 2,5 roku Bogusław Liberadzki), a także Francuzka, Hiszpan, Czech, Węgierka, Rumun, Irlandka, Grek i Finka. Oznaczało to, że dawna „Piętnastka” miała 2/3 w tym składzie, a „nowa Unia” jedną trzecią. Ciekawe, że proporcje w kadencji 2019-2022 (w styczniu 2022 wybrane będą nowe władze PE na drugą „połówkę” kadencji) pozostały identyczne czyli dwa do jednego. Jednak zmieniła się geografia w tym gronie. W tej chwili Włochy mają nie trzech ,a dwóch przedstawicieli, Niemcy nie dwóch, a trzech, Polska nie dwóch ,a jednego (po odrzuceniu Z. Krasnodębskiego). Stan posiadania zwiększyły Węgry z jednego do dwóch oraz Czechy też z jednego do dwóch. Oznacza to, że oba te kraje niespodziewanie wyprzedziły Polskę. Swój stan posiadania utrzymała Irlandia, Finlandia i Grecja – po jednym. Dwie nowe narodowości, jakie się pojawiły to Austria i Portugalia. Straty poniosła Francja, która nie ma już reprezentacji w 15-sobowym prezydium, którego przedstawiciele mają prawo głosu oraz Rumunia.

Jeszcze krótko o zaledwie pięcioosobowym gronie kwestorów, czyli powiedzmy „skarbników” europarlamentu. W latach 2014-2017 Polska miała tam aż dwóch przedstawicieli: B. Liberadzki, Karol Karski), w latach 2017-2019 został jeden (K. Karski), ale nasz region Europy miał większość, bo zasiadali w tym kolegium również Bułgar i Słowak. Skład uzupełniały Francuzka i Brytyjka będące tam drugą kadencję. W obecnym składzie kwestorów rekordzistą stał się Karol Karski, który zasiada w nim po raz trzeci. Nasz region Europy tym razem ma nie 60,a 40 procent, bo reprezentuje go poza Polakiem tylko Słowaczka, ale „nowa Unia” ma cały czas większość – w miejsce bowiem Bułgara wszedł Maltańczyk. W związku z Brexitem nie ma już Brytyjki (przedstawiciele Zjednoczonego Królestwa nie zostali wybrani do władz PE i komisji europarlamentu), weszło za to dwóch przedstawicieli Francji, która w tej chwili, choć nie ma żadnego wiceprzewodniczącego PE, ma aż dwóch kwestorów.   

Jeżeliby starać się w najkrótszy sposób określić to, co w tej chwili dzieje się w UE-28, to można powiedzieć, że Unia Europejska rozdzierana jest przez dwie osie sporów. Jeden z nich to spór międzyinstytucjonalny, który w sposób spektakularny pojawił się między Radą Europejską a europarlamentem, ale też wcześniej między Europejskim Trybunałem Obrachunkowym a Komisją Europejską (Trybunał w  Luksemburgu zmiażdżył propozycję KE odnośnie powiązania budżetu z praworządnością). Drugi zaś spor narasta w ostatnich latach, a szczególnie w ostatnich tygodniach – to konflikt między „starą Unią”, „Piętnastką”, a „nową Unią”. Jego szczególnie przykre odsłony to odrzucenie uzgodnionych kandydatów z Bułgarii i Polski do władz PE i komisji PE. Niestety, obie te osie sporu będą zapewne wyznaczać unijną przyszłość przez najbliższe lata.

*tekst ukazał się w „Gazecie Polskiej” (24.07.2019)



 

Polecane