Tylko Solidarność powstrzyma dryf ku zamordyzmowi

Demokracja liberalna wchodzi dziś w fazę coraz twardszej kontroli, bo traci to, co było jej największą siłą – społeczną wiarę. Odpowiedzią na jej kryzys nie stało się jednak prawdziwe przebudzenie, lecz jeszcze głębsza atomizacja i bunt wyrażany językiem tego samego indywidualizmu. Na szczęście nie jesteśmy skazani na wybór między systemem, który się usztywnia, a fałszywym buntem, który go tylko wzmacnia.
Zielona roślina, mur, drut kolczasty
Zielona roślina, mur, drut kolczasty / Pixabay

Co musisz wiedzieć:

  • Tekst stawia tezę, że demokracja liberalna traci społeczną wiarę w swoje zasady i w reakcji na narastający sprzeciw zaczyna sięgać po coraz silniejsze mechanizmy kontroli i ograniczania demokracji.
  • Zdaniem autora społeczny bunt wobec wad systemu często przybiera formę fałszywej reakcji, która nadal opiera się na tym samym skrajnym indywidualizmie.
  • Jedyną realną alternatywą dla dryfu ku autorytaryzmowi autor widzi w odbudowie wspólnoty opartej na solidarności, zwłaszcza poprzez większą rolę ruchu Solidarność w życiu publicznym.

 

Kiedy ludzie naprawdę wierzą w panujący ustrój, może on funkcjonować bez nadmiernego przymusu, kontroli czy przemocy ze strony władzy. Gdy jednak ta wiara słabnie i w społeczeństwie pojawia się pragnienie zmiany, ci, którzy na ustroju najbardziej korzystają, zaczynają bronić go siłą. Proces ten mogliśmy obserwować wielokrotnie – w przypadku Polski ostatni raz zaistniał podczas zmierzchu realnego socjalizmu. Teraz, na półmetku czwartej dekady demokracji liberalnej w III RP, wiele wskazuje na to, że historia się powtarza. Liczne wady demoliberalizmu stały się widoczne gołym okiem i narasta społeczny sprzeciw, który system próbuje udaremnić, wprowadzając miękki zamordyzm. Zarówno ze strony ciał unijnych, jak i rządów krajowych pojawiają się prawne uzurpacje, uderzenia w niezależne media, eliminowanie niewygodnych rywali, polityczne represje i postępujący zanik demokracji. A jeszcze niedawno te wszystkie środki nie były przecież potrzebne.

 

Wyczerpanie formuły

Zasady demoliberalne, jak: forsowanie pluralizmu, specjalna ochrona mniejszości czy neoliberalny model ekonomiczny, do tej pory wydawały się oczywiste, a wszystko, co od nich odstawało, uchodziło za niebezpieczny radykalizm. Jednak z czasem idee te przyniosły groźne dla społeczeństw konsekwencje i zaczęto rozważać, czy aby na pewno są one słuszne i niezastąpione. Opisaniu ich skutków można by poświęcić osobną rozległą publikację; tutaj przedstawmy je w telegraficznym skrócie.

Zawiodły polityki multikulturalizmu i migracjonizmu. To przez nie spadło poczucie bezpieczeństwa obywateli, a wiele historycznych miast, niegdyś pięknych i spokojnych, zostało oszpeconych i popadło w chaos.

Zbankrutowała polityka praw mniejszości. Zamiast harmonijnego życia społecznego przyniosła ona nachalną propagandę, powszechne zastraszenie i absurdy poprawności politycznej. Jednocześnie znajdujące się pod specjalną ochroną grupy często zaczęły koncentrować się wyłącznie na swojej odrębności, co osłabiło więzi społeczne.

Swoją nędzę odsłoniła idea „tolerancjonizmu”. Szybko okazało się, że nie wynika ona ze szlachetnych pobudek, a jest zakamuflowaną obojętnością na życiowe wybory innych, a także prowadzi do relatywizacji wzorców niezbędnych dla przetrwania społeczeństwa.

Zawiódł dogmat polityki ekologicznej. Zbyt często pod presją moralnego szantażu służył on wielkiemu biznesowi, a także wprowadzaniu ideologicznych projektów, ignorujących koszty, jakie na ich skutek ponoszą najsłabsi.

We własną karykaturę przerodził się wynoszony pod niebiosa „pluralizm opinii”. Zamiast ułatwiać rozsądne dyskusje, otworzył on drogę dla irracjonalnych pomysłów i szkodliwych bzdur domagających się traktowania na równi z myślą wypracowaną przez naszą cywilizację przez całe tysiąclecia.

Oczekiwań ludzi nie spełniają już instytucje publiczne. Przesiąknięte ideologią przestały budzić zaufanie i straciły autorytet, który jeszcze niedawno wydawał się niepodważalny.

Przegrał natarczywy laicyzm. Okazało się, że ideały postępowego humanizmu nie wystarczają, by dać ludziom poczucie sensu. Wciąż szukają oni czegoś większego: metafizyki, duchowości i ucieczki od osaczającego materializmu.

I wreszcie – straciły wiarygodność wciąż powtarzane slogany o równości. Demokracja liberalna pokazała, że służy głównie silnym i bogatym, a troska o pojedynczych wykluczonych była tylko zasłoną dla ekonomicznego wykorzystywania większości społeczeństwa.

 

Fałszywe przebudzenie

Jeśli ktoś spodziewał się, że reakcje społeczne na kolejne porażki systemu będą spokojne i rozsądne, musiał się rozczarować. Często okazywały one prostym odwróceniem idei demoliberalnych – i to odwróceniem równie, a czasem jeszcze bardziej destruktywnym. Na poprawność polityczną odpowiedziano ostentacyjną niepoprawnością. Nie miało już znaczenia, czy ktoś uderzał w nią Hitlerem, Stalinem czy negacją Holocaustu; jeśli coś godziło w poprawność, uznawano to za dobre z samej zasady.

Histeryczne oskarżenia wobec przeciwników przywilejów dla mniejszości społecznych stały się samospełniającą się przepowiednią. Wielu ludzi wyzywanych od rasistów, antysemitów czy mizoginów zaczęło dobrowolnie przyjmować te etykiety, a wręcz nosić je z dumą.

Rozczarowanie instytucjami publicznymi nie doprowadziło do prób ich naprawy. Zamiast tego pojawiło się szukanie instytucji alternatywnych, często jeszcze bardziej zindoktrynowanych i oderwanych od rzeczywistości. Przykładowo: skoro nie można ufać WHO czy „Big Pharmie”, część ludzi zwróciła się ku paramedycynie, znachorstwu i metodom leczenia bliższym magii niż nauce. Podobnie stało się z organizacjami międzynarodowymi. Skoro wskutek wprowadzenia do nich agendy ideologicznej, to według niektórych najlepiej w ogóle je porzucić i pozostać osamotnionym.

Niszczący kryzys

Przykłady można mnożyć. Gdyby jednak spróbować ująć je możliwie krótko: spora część społeczeństwa dostrzegła słabości systemu, ale to odkrycie nie stało się prawdziwym przebudzeniem, a raczej pogłębiło zamęt.

W pierwszym odruchu można to zrozumieć: wstępna odpowiedź na frustrującą sytuację często bywa nadmiarowa, gniewna i emocjonalna. Zaskakuje jednak coś innego – w całym tym „odwróceniu” liberalnej demokracji nie zakwestionowano idei skrajnego indywidualizmu. Można było się spodziewać, że w skład opisywanej reakcji wejdzie zwrot ku wspólnocie i solidarności. Tak się jednak nie stało. Na pierwszy plan wysunęło się żądanie jeszcze większej „niezależności”, wolności rozumianej jako brak zobowiązań wobec innych, a także przyzwolenie na chciwość i izolację. I można postawić prawdopodobną tezę, że właśnie brak wymiany tego kluczowego czynnika sprawił, że odpowiedź na kryzys demokracji liberalnej przybrała tak niszczącą formę.

 

Nowa antyutopia

Dlaczego jednak z „pożogi” demoliberalnych wartości ocalał właśnie skrajny indywidualizm? Przyczyn może być wiele, ale jedna wydaje się szczególnie warta wspomnienia: wpływ obowiązującego modelu gospodarczego na sposób myślenia ludzi. Jeśli system nagradza koncentrację na własnych potrzebach konsumpcyjnych, propaguje bezwzględną konkurencję i traktowanie relacji międzyludzkich jako handlowych transakcji, to trudno oczekiwać, że będzie rodził postawy wspólnotowe. Gdy wartość człowieka mierzy się jego rynkowym sukcesem, wspólnota staje się balastem, a nie punktem odniesienia. Z czasem myślenie w kategoriach dobra wspólnego zostaje wypłukane, a nawet zaczyna budzić podejrzenia. Dawne antyutopie straszyły wizją świata, w którym jednostka roztapia się w bezosobowym kolektywie. Dziś bardziej prawdopodobna wydaje się inna dystopia: taka, w której to wspólnota roztapia się w egoizmie jednostek. Samotne, rywalizujące ze sobą jednostki nie tworzą społeczeństwa, tworzą rynek. A rynek mimo usilnych prób nie daje ani sensu, ani bezpieczeństwa, ani trwałych więzi.

W tym kontekście dziwi, że środowiska określające się jako „antysystemowe” próbują walczyć z obecnym porządkiem jego własnymi narzędziami. Oferują jeszcze więcej tzw. wolności gospodarczej, jeszcze większą swawolę jednostki i jeszcze mniej wspólnych reguł. To nie jest realna alternatywa. To raczej przyspieszenie procesów, które już doprowadziły do kryzysu. Nie da się pokonać systemu opartego na skrajnym indywidualizmie przez jeszcze większy indywidualizm. Taka droga prowadzi jedynie do dalszej atomizacji, a atomizacja zawsze wzmacnia silniejszych. Rozproszone jednostki, skupione wyłącznie na własnych interesach, nie są w stanie przeciwstawić się dominującym strukturom politycznym i ekonomicznym.

 

Solidarność jest odpowiedzią

Odpowiedzią może być tylko idea solidarności. To ona stanowi realną przeciwwagę dla tego, co dziś nam najbardziej doskwiera: samotności, braku wpływu i poczucia bezsilności. Solidarność nie oznacza zniesienia różnic ani podporządkowania jednostki zbiorowości. Oznacza uznanie, że nasze interesy w wielu sprawach są wspólne, i że tylko działając razem, możemy je obronić. Jeśli liberalizm przechodzi w fazę coraz twardszej kontroli, to dlatego, że napotyka społeczeństwo rozbite i niespójne. Osamotnione jednostki, nawet jeśli głośno domagają się swoich praw, nie są w stanie zmienić układu sił. Może to zrobić jedynie wspólnota zbudowana na solidarności i łącząca ludzi różnych środowisk i poglądów wokół podstawowych spraw: godności pracy, bezpieczeństwa, sprawiedliwego podziału kosztów i realnego wpływu na decyzje. Bez takiej idei każdy bunt pozostanie tylko chwilowym wybuchem.

Dlatego dziś potrzeba nie tylko hasła „solidarności”, lecz jeszcze większej obecności Solidarności (tej pisanej z wielkiej litery) w życiu publicznym. Właśnie to środowisko, z doświadczeniem wspólnotowego działania, obrony pracy i godności zwykłych ludzi jest najbardziej naturalnym nosicielem tej idei. Bez jego silniejszego wpływu społecznego solidarność pozostanie pięknym słowem; z nim może stać się siłą zdolną zatrzymać dryf systemu ku zamordyzmowi.

[Śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]


 

POLECANE
Dwa lata leżała w łazience. Wstrząsająca historia matki chrzestnej Tomasza Komendy Wiadomości
Dwa lata leżała w łazience. Wstrząsająca historia matki chrzestnej Tomasza Komendy

Dramatyczne okoliczności odkrycia ciała matki chrzestnej Tomasza Komendy wstrząsnęły opinią publiczną. Kobieta przez długi czas nie była widziana, a jej mieszkanie we Wrocławiu sprawdzono dopiero po wielu miesiącach.

Doniesienia z Iranu: Modżtaba Chamenei ranny i ukryty w silnie strzeżonym miejscu pilne
Doniesienia z Iranu: Modżtaba Chamenei ranny i ukryty w silnie strzeżonym miejscu

Nowe doniesienia wskazują, że Modżtaba Chamenei - syn zabitego przywódcy Iranu Alego Chameneiego i obecny najwyższy lider państwa - został ranny na początku wojny. Według źródeł przebywa w silnie strzeżonym miejscu z ograniczoną łącznością.

Sondaż przed wyborami na Węgrzech. Przewaga opozycji nad partią Orbana topnieje Wiadomości
Sondaż przed wyborami na Węgrzech. Przewaga opozycji nad partią Orbana topnieje

Najnowsze badanie opinii publicznej wskazuje, że opozycyjna partia TISZA wciąż wyprzedza Fidesz Viktora Orbana. Różnica między ugrupowaniami jednak spada.

Niemcy uwalniają część rezerw ropy naftowej z ostatniej chwili
Niemcy uwalniają część rezerw ropy naftowej

Z powodu wojny na Bliskim Wschodzie Niemcy uwalniają część swoich rezerw ropy naftowej – poinformowała w środę agencja dpa. Niemcy spodziewają się, że wzrost cen paliw zwiększy inflację w Niemczech w 2026 roku o 0,4 pkt proc.

„My nie jesteśmy nienormalni”. Kaczyński o projekcie SAFE 0 proc. z ostatniej chwili
„My nie jesteśmy nienormalni”. Kaczyński o projekcie SAFE 0 proc.

Prezes PiS Jarosław Kaczyński odniósł się do inicjatywy prezydenta Karola Nawrockiego SAFE 0 proc. dla Polski. Podczas konferencji prasowej w Sejmie podkreślał, że propozycja głowy państwa to korzystniejsze rozwiązanie niż projekt unijny dotyczący finansowania zbrojeń.

Pudzian nie wytrzymał w środku nocy. Zagroził celebrycie z ostatniej chwili
Pudzian nie wytrzymał w środku nocy. Zagroził celebrycie

Mariusz Pudzianowski opublikował w środku nocy wpis, w którym nie szczędził ostrych słów pod adresem Natana Marconia. Co spowodowało taką wściekłość u legendy Strongman?

Warszawa: Budynek liceum ostrzelany z broni pneumatycznej z ostatniej chwili
Warszawa: Budynek liceum ostrzelany z broni pneumatycznej

Nieznani sprawcy ostrzelali, najprawdopodobniej z wiatrówki, budynek liceum w centrum Warszawy. Na miejscu pracuje policja.

Czarzasty ogłosił kandydatów do TK. Na liście były prezes Iustitii pilne
Czarzasty ogłosił kandydatów do TK. Na liście były prezes Iustitii

Prezydium Sejmu wskazało sześć osób, które mają być rozpatrywane jako kandydaci na sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Wśród nazwisk znalazł się m.in. były prezes stowarzyszenia Iustitia, co już wywołało duże poruszenie.

Dramatyczny wypadek w Pruszczu Gdańskim. Samochód dachował i potrącił pieszą z ostatniej chwili
Dramatyczny wypadek w Pruszczu Gdańskim. Samochód dachował i potrącił pieszą

Do poważnego wypadku doszło w środowy poranek w Pruszczu Gdańskim. Samochód osobowy dachował, uszkodził kilka pojazdów i potrącił pieszą. Kierowca był reanimowany na miejscu, a następnie w ciężkim stanie trafił do szpitala.

Niemiecki gigant w tarapatach. Porsche notuje potężne tąpnięcie z ostatniej chwili
Niemiecki gigant w tarapatach. Porsche notuje potężne tąpnięcie

Porsche zanotowało w 2025 roku gwałtowny spadek zysku netto o ponad 90 proc. Wyniki obciążyły koszty zmiany strategii, słabość rynku w Chinach, amerykańskie cła i niższy popyt na auta elektryczne.

REKLAMA

Tylko Solidarność powstrzyma dryf ku zamordyzmowi

Demokracja liberalna wchodzi dziś w fazę coraz twardszej kontroli, bo traci to, co było jej największą siłą – społeczną wiarę. Odpowiedzią na jej kryzys nie stało się jednak prawdziwe przebudzenie, lecz jeszcze głębsza atomizacja i bunt wyrażany językiem tego samego indywidualizmu. Na szczęście nie jesteśmy skazani na wybór między systemem, który się usztywnia, a fałszywym buntem, który go tylko wzmacnia.
Zielona roślina, mur, drut kolczasty
Zielona roślina, mur, drut kolczasty / Pixabay

Co musisz wiedzieć:

  • Tekst stawia tezę, że demokracja liberalna traci społeczną wiarę w swoje zasady i w reakcji na narastający sprzeciw zaczyna sięgać po coraz silniejsze mechanizmy kontroli i ograniczania demokracji.
  • Zdaniem autora społeczny bunt wobec wad systemu często przybiera formę fałszywej reakcji, która nadal opiera się na tym samym skrajnym indywidualizmie.
  • Jedyną realną alternatywą dla dryfu ku autorytaryzmowi autor widzi w odbudowie wspólnoty opartej na solidarności, zwłaszcza poprzez większą rolę ruchu Solidarność w życiu publicznym.

 

Kiedy ludzie naprawdę wierzą w panujący ustrój, może on funkcjonować bez nadmiernego przymusu, kontroli czy przemocy ze strony władzy. Gdy jednak ta wiara słabnie i w społeczeństwie pojawia się pragnienie zmiany, ci, którzy na ustroju najbardziej korzystają, zaczynają bronić go siłą. Proces ten mogliśmy obserwować wielokrotnie – w przypadku Polski ostatni raz zaistniał podczas zmierzchu realnego socjalizmu. Teraz, na półmetku czwartej dekady demokracji liberalnej w III RP, wiele wskazuje na to, że historia się powtarza. Liczne wady demoliberalizmu stały się widoczne gołym okiem i narasta społeczny sprzeciw, który system próbuje udaremnić, wprowadzając miękki zamordyzm. Zarówno ze strony ciał unijnych, jak i rządów krajowych pojawiają się prawne uzurpacje, uderzenia w niezależne media, eliminowanie niewygodnych rywali, polityczne represje i postępujący zanik demokracji. A jeszcze niedawno te wszystkie środki nie były przecież potrzebne.

 

Wyczerpanie formuły

Zasady demoliberalne, jak: forsowanie pluralizmu, specjalna ochrona mniejszości czy neoliberalny model ekonomiczny, do tej pory wydawały się oczywiste, a wszystko, co od nich odstawało, uchodziło za niebezpieczny radykalizm. Jednak z czasem idee te przyniosły groźne dla społeczeństw konsekwencje i zaczęto rozważać, czy aby na pewno są one słuszne i niezastąpione. Opisaniu ich skutków można by poświęcić osobną rozległą publikację; tutaj przedstawmy je w telegraficznym skrócie.

Zawiodły polityki multikulturalizmu i migracjonizmu. To przez nie spadło poczucie bezpieczeństwa obywateli, a wiele historycznych miast, niegdyś pięknych i spokojnych, zostało oszpeconych i popadło w chaos.

Zbankrutowała polityka praw mniejszości. Zamiast harmonijnego życia społecznego przyniosła ona nachalną propagandę, powszechne zastraszenie i absurdy poprawności politycznej. Jednocześnie znajdujące się pod specjalną ochroną grupy często zaczęły koncentrować się wyłącznie na swojej odrębności, co osłabiło więzi społeczne.

Swoją nędzę odsłoniła idea „tolerancjonizmu”. Szybko okazało się, że nie wynika ona ze szlachetnych pobudek, a jest zakamuflowaną obojętnością na życiowe wybory innych, a także prowadzi do relatywizacji wzorców niezbędnych dla przetrwania społeczeństwa.

Zawiódł dogmat polityki ekologicznej. Zbyt często pod presją moralnego szantażu służył on wielkiemu biznesowi, a także wprowadzaniu ideologicznych projektów, ignorujących koszty, jakie na ich skutek ponoszą najsłabsi.

We własną karykaturę przerodził się wynoszony pod niebiosa „pluralizm opinii”. Zamiast ułatwiać rozsądne dyskusje, otworzył on drogę dla irracjonalnych pomysłów i szkodliwych bzdur domagających się traktowania na równi z myślą wypracowaną przez naszą cywilizację przez całe tysiąclecia.

Oczekiwań ludzi nie spełniają już instytucje publiczne. Przesiąknięte ideologią przestały budzić zaufanie i straciły autorytet, który jeszcze niedawno wydawał się niepodważalny.

Przegrał natarczywy laicyzm. Okazało się, że ideały postępowego humanizmu nie wystarczają, by dać ludziom poczucie sensu. Wciąż szukają oni czegoś większego: metafizyki, duchowości i ucieczki od osaczającego materializmu.

I wreszcie – straciły wiarygodność wciąż powtarzane slogany o równości. Demokracja liberalna pokazała, że służy głównie silnym i bogatym, a troska o pojedynczych wykluczonych była tylko zasłoną dla ekonomicznego wykorzystywania większości społeczeństwa.

 

Fałszywe przebudzenie

Jeśli ktoś spodziewał się, że reakcje społeczne na kolejne porażki systemu będą spokojne i rozsądne, musiał się rozczarować. Często okazywały one prostym odwróceniem idei demoliberalnych – i to odwróceniem równie, a czasem jeszcze bardziej destruktywnym. Na poprawność polityczną odpowiedziano ostentacyjną niepoprawnością. Nie miało już znaczenia, czy ktoś uderzał w nią Hitlerem, Stalinem czy negacją Holocaustu; jeśli coś godziło w poprawność, uznawano to za dobre z samej zasady.

Histeryczne oskarżenia wobec przeciwników przywilejów dla mniejszości społecznych stały się samospełniającą się przepowiednią. Wielu ludzi wyzywanych od rasistów, antysemitów czy mizoginów zaczęło dobrowolnie przyjmować te etykiety, a wręcz nosić je z dumą.

Rozczarowanie instytucjami publicznymi nie doprowadziło do prób ich naprawy. Zamiast tego pojawiło się szukanie instytucji alternatywnych, często jeszcze bardziej zindoktrynowanych i oderwanych od rzeczywistości. Przykładowo: skoro nie można ufać WHO czy „Big Pharmie”, część ludzi zwróciła się ku paramedycynie, znachorstwu i metodom leczenia bliższym magii niż nauce. Podobnie stało się z organizacjami międzynarodowymi. Skoro wskutek wprowadzenia do nich agendy ideologicznej, to według niektórych najlepiej w ogóle je porzucić i pozostać osamotnionym.

Niszczący kryzys

Przykłady można mnożyć. Gdyby jednak spróbować ująć je możliwie krótko: spora część społeczeństwa dostrzegła słabości systemu, ale to odkrycie nie stało się prawdziwym przebudzeniem, a raczej pogłębiło zamęt.

W pierwszym odruchu można to zrozumieć: wstępna odpowiedź na frustrującą sytuację często bywa nadmiarowa, gniewna i emocjonalna. Zaskakuje jednak coś innego – w całym tym „odwróceniu” liberalnej demokracji nie zakwestionowano idei skrajnego indywidualizmu. Można było się spodziewać, że w skład opisywanej reakcji wejdzie zwrot ku wspólnocie i solidarności. Tak się jednak nie stało. Na pierwszy plan wysunęło się żądanie jeszcze większej „niezależności”, wolności rozumianej jako brak zobowiązań wobec innych, a także przyzwolenie na chciwość i izolację. I można postawić prawdopodobną tezę, że właśnie brak wymiany tego kluczowego czynnika sprawił, że odpowiedź na kryzys demokracji liberalnej przybrała tak niszczącą formę.

 

Nowa antyutopia

Dlaczego jednak z „pożogi” demoliberalnych wartości ocalał właśnie skrajny indywidualizm? Przyczyn może być wiele, ale jedna wydaje się szczególnie warta wspomnienia: wpływ obowiązującego modelu gospodarczego na sposób myślenia ludzi. Jeśli system nagradza koncentrację na własnych potrzebach konsumpcyjnych, propaguje bezwzględną konkurencję i traktowanie relacji międzyludzkich jako handlowych transakcji, to trudno oczekiwać, że będzie rodził postawy wspólnotowe. Gdy wartość człowieka mierzy się jego rynkowym sukcesem, wspólnota staje się balastem, a nie punktem odniesienia. Z czasem myślenie w kategoriach dobra wspólnego zostaje wypłukane, a nawet zaczyna budzić podejrzenia. Dawne antyutopie straszyły wizją świata, w którym jednostka roztapia się w bezosobowym kolektywie. Dziś bardziej prawdopodobna wydaje się inna dystopia: taka, w której to wspólnota roztapia się w egoizmie jednostek. Samotne, rywalizujące ze sobą jednostki nie tworzą społeczeństwa, tworzą rynek. A rynek mimo usilnych prób nie daje ani sensu, ani bezpieczeństwa, ani trwałych więzi.

W tym kontekście dziwi, że środowiska określające się jako „antysystemowe” próbują walczyć z obecnym porządkiem jego własnymi narzędziami. Oferują jeszcze więcej tzw. wolności gospodarczej, jeszcze większą swawolę jednostki i jeszcze mniej wspólnych reguł. To nie jest realna alternatywa. To raczej przyspieszenie procesów, które już doprowadziły do kryzysu. Nie da się pokonać systemu opartego na skrajnym indywidualizmie przez jeszcze większy indywidualizm. Taka droga prowadzi jedynie do dalszej atomizacji, a atomizacja zawsze wzmacnia silniejszych. Rozproszone jednostki, skupione wyłącznie na własnych interesach, nie są w stanie przeciwstawić się dominującym strukturom politycznym i ekonomicznym.

 

Solidarność jest odpowiedzią

Odpowiedzią może być tylko idea solidarności. To ona stanowi realną przeciwwagę dla tego, co dziś nam najbardziej doskwiera: samotności, braku wpływu i poczucia bezsilności. Solidarność nie oznacza zniesienia różnic ani podporządkowania jednostki zbiorowości. Oznacza uznanie, że nasze interesy w wielu sprawach są wspólne, i że tylko działając razem, możemy je obronić. Jeśli liberalizm przechodzi w fazę coraz twardszej kontroli, to dlatego, że napotyka społeczeństwo rozbite i niespójne. Osamotnione jednostki, nawet jeśli głośno domagają się swoich praw, nie są w stanie zmienić układu sił. Może to zrobić jedynie wspólnota zbudowana na solidarności i łącząca ludzi różnych środowisk i poglądów wokół podstawowych spraw: godności pracy, bezpieczeństwa, sprawiedliwego podziału kosztów i realnego wpływu na decyzje. Bez takiej idei każdy bunt pozostanie tylko chwilowym wybuchem.

Dlatego dziś potrzeba nie tylko hasła „solidarności”, lecz jeszcze większej obecności Solidarności (tej pisanej z wielkiej litery) w życiu publicznym. Właśnie to środowisko, z doświadczeniem wspólnotowego działania, obrony pracy i godności zwykłych ludzi jest najbardziej naturalnym nosicielem tej idei. Bez jego silniejszego wpływu społecznego solidarność pozostanie pięknym słowem; z nim może stać się siłą zdolną zatrzymać dryf systemu ku zamordyzmowi.

[Śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]



 

Polecane