Waldemar Żyszkiewicz na chłodno: Co wynika z wysłuchania Wojtunika?

Paweł Wojtunik poświęcił wizerunek łebskiego gliniarza, aby tylko zachować „nakaz milczenia” (omerta) i osłaniać osobę głównego Dona.
/ screen YT
Na miejscu obecnego pracodawcy Pawła Wojtunika, jeśli faktycznie chce wypalić żelazem korupcję w Mołdawii, przede wszystkim wysłałbym nieźle opłacanego zagranicznego doradcę na badania w celu wykrycia ewentualnego upośledzenia pamięci w odniesieniu do rzeczy ważnych, bardzo ważnych oraz najważniejszych.

A następnie, ponieważ nie sądzę, aby badanie wykazało jakiekolwiek dysfunkcje, może z wyjątkiem tej, która w sferach zawodowo bliskich policji nosi nazwę „pójścia w zaparte”, skierowałbym wygadanego profesjonalistę na seans z wykrywaczem kłamstw i serią zapytań wzorowanych na pytaniach posłanki Małgorzaty Wassermann.

Rezultaty takiej próby mogłyby, jak sądzę, wzbudzić zainteresowanie nie tylko mołdawskiego, ale zwłaszcza chyba polskiego podatnika.
 
Arbitralne, osobiste rządy Tuska  
Dla młodzieży i osób niezbyt zainteresowanych polityką przypomnę, że w latach 2009–2012, kiedy Marcin P., dawniej Stefański, i jego rezolutna połowica, od której zapożyczył swe aktualne nazwisko, prowadzili działalność nie tylko zagrażającą istnieniu firmy LOT, naszego narodowego przewoźnika, ale skutkującą też uszczupleniem majątku kilkunastu tysięcy Polaków na kwotę blisko miliarda złotych, rządy w III RP sprawowała nominalnie koalicja PO-PSL.

Dlaczego nominalnie? Po pierwsze, PSL - wieczny koalicjant - żadnych rządów nie sprawował, tylko spożywał  frukta władzy, w demokracji tradycyjnie przeznaczone dla ugrupowań, którym bezsprzecznie należą się one za pokazową, sięgającą nieraz 360 stopni obrotowość polityczną. Po drugie, bliższy ogląd sytuacji dowodnie wskazuje, że owo sprawowanie władzy w wykonaniu Platformy Obywatelskiej nosiło również bardzo specyficzny charakter.

Premierem rządu, a przy okazji przypomnę, że w Polsce mamy system gabinetowo-parlamentarny, a nie np. prezydencki, jak w USA, był słusznie już zapomniany w kraju polityk nazwiskiem Donald Tusk. Ówczesny polski premier, podobnie jak specjalista od ostrego tłucznia i pendolino Sławomir Nowak, czy wspomniany wyżej Wojtunik, robi karierę za granicą, konkretnie w Unii Europejskiej, ponadpaństwowym tworze ostatnio przypominającym nieco kameleona.

Charakteryzując kondycję naszego państwa oraz praktykę polityczną premiera Tuska prof. Jadwiga Staniszkis, analityk instytucji, latem 2012 roku mówiła m.in. tak: „(...) żyłowaniu społeczeństwa sprzyja opanowanie administracji państwowej i samorządowej przez klasę polityczną, którą rozumiem szerzej niż tylko Platforma oraz jej zaplecze polityczne. A towarzyszy temu fatalny klimat wokół prawa, stwarzany przez Donalda Tuska i jego otoczenie: bezkarność, nieprzestrzeganie oraz brak procedur. Premier mówił w sejmie, że jego władza jest ograniczana przez prawo. To nieprawda, Tusk rządzi w sposób arbitralny, unikając tworzenia procedur w sprawach tak ważnych, jak relacje z Unią Europejską, czy dokonując wyboru ścieżki smoleńskiego śledztwa bez jakichkolwiek proceduralnych zasad. Podobną dezynwolturę wobec obowiązującego prawa widać na samym dole, w działaniach sądów, prokuratur, kuratorów w sprawie Amber Gold”.
 
Piramida POnziego w platformerskim Gdańsku
Dla znanej uczonej, ale przecież nie tylko dla niej, już wtedy było oczywiste, że zażegnanie poważnego kryzysu, który powinien zmieść rząd Tuska z większą dynamiką niż powódź w roku 1997 spłukała ze sceny politycznej ekipę Cimoszewicza, było możliwe tylko dzięki odstręczeniu ludzi od stawiania państwu jakichkolwiek wymagań czy choćby patrzenia rządzącym na ręce... W obliczu dezindustrializacji, wysokiego pułapu bezrobocia oraz braku perspektyw na krajowym rynku pracy co bardziej dynamiczni i zaradni młodzi ludzie skoncentrowali się na szukaniu indywidualnych strategii przetrwania, najczęściej wybierając po prostu emigrację zarobkową.

Ów stan społecznej apatii sprawił, że aferę Amber Gold, mimo wielu oczywistych form instytucjonalnego, a także ViP-owskiego wsparcia dla praktycznie jawnej piramidy finansowej montowanej przez Marcina i Katarzynę P., zwyczajnie zagadano.

„Zamiast uogólniającej diagnozy, obrazującej fatalny stan państwa, Polacy usłyszeli, że Amber Gold to lokalny problem, dotyczący grupy konkretnych ludzi. Natomiast w wystąpieniu sejmowym, poświęconym tej sprawie, premier Tusk skupił się głównie na ustrojowych abstrakcjach, nie mówiąc nic o państwie jako źle działającej sieci instytucji, i uciekając od politycznego pytania, dlaczego to właśnie Gdańsk, gdzie Platforma ma monopol władzy, ujawnił paraliż wszystkich instytucji. Twierdził również, że ze względu na ustrojową zasadę prawa do ryzyka i wolności nie może ponosić odpowiedzialności jako premier, ale przemilczał kwestię swojej odpowiedzialności w roli szefa partii” – powiedziała Jadwiga Staniszkis w wywiadzie dla „Tygodnika Solidarność”.
 
Synergia w nic-nie-robieniu
Przypominam tę ocenę, sformułowaną na bieżąco, bo koresponduje ona z niedawnym występem (to właściwe określenie) Pawła Wojtunika przed sejmową komisją śledczą ds. Amber Gold. Rzutki niegdyś policjant, nawet z praktyką w Scotland Yardzie, tym razem dzielnie starał się istotę sprawy zagadać, przejawiał też ogromny pociąg do mówienia o kwestiach natury ogólnej, najchętniej regulaminowych oraz formalno-proceduralnych. Szkoda tylko, że w praktyce służby, której szefował, słabo przestrzeganych.

Z tych rozlewnych opowieści zaprezentowanych przed komisją wynika jednak, że kierowane przez Wojtunika CBA w sprawie inicjatyw gospodarczych małżeństwa P. prowadziło w zasadzie strajk włoski. Co więcej, z obiegu ujawnionych przy tej okazji dokumentów, a zwłaszcza z ich treści wynika, że podobną flegmatyczność (to eufemizm) przejawiali w sprawie Amber Gold minister spraw wewnętrznych Jacek Cichocki oraz ówczesny szef resortu sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski.

Skądinąd wiadomo że w listopadzie 2011 roku Jacek Cichocki na mocy rozporządzenia premiera Tuska uzyskał – jako tzw. minister-koordynator służb specjalnych – uprawnienia w zakresie koordynacji działań ABW, AW, SKW, SWW i CBA. Zasadne więc wydaje się pytanie o przyczyny braku koordynacji służb w tej sprawie nawet w krytycznym roku 2012, co mimo próby obchodzenia tematu jasno wynikało z nader oszczędnych wypowiedzi Pawła Wojtunika.
 
Dziś wiemy przecież, że w sprawie gdańskiej piramidy zawiodło również CBŚ i ABW, że nie wywiązały się ze swych ról ani lokalne prokuratura czy skarbówka, ani centralny UOKiK. Nawet gdański sąd rejestrowy nie stanął na wysokości zadania, bo się nie zorientował, że Marcin Stefański zmienił nazwisko na P. Jednym słowem, mieliśmy do czynienia z doskonałą synergią agend państwa w nic-nie-robieniu.

Brak jakichkolwiek prób zapobiegania aferze, mimo że pierwsze sygnały ostrzegawcze pojawiały się już w roku 2010, podobnie jak późniejsze milczenie w kwestii odszkodowań dla ofiar procederu ma jakoby dowodzić, że „teoretyczne państwo” za czasów koalicji PO-PSL nad niczym nie panowało i niczego zrobić nie mogło. Muszę powiedzieć, że nie kupuję tej narracji.
 
Tożsamość tajemniczego zegarmistrza
Ogólnie znane fakty znacznie lepiej porządkuje wykładnia, którą na portalu wPolityce przedstawił Wojciech Biedroń, pisząc m.in.: „Mam już dość tego narracyjnego kołowrotka, który w ruch puszczają niektórzy publicyści, twierdzący, że w kontekście afery Amber Gold Polska była ‘państwem teoretycznym’, służby okazały się nieudolne, a aparat państwowy słaby. Nie! Wszystkie powyższe (i wiele innych) instytucji działało doskonale i nad wyraz sprawnie. Ta szwajcarska precyzja dotyczy jednak państwa mafijnego, gdzie oszuści, bandyci, bezpieka, prokuratura, sądy i rząd żyją w upiornej symbiozie, którą dopiero dziś nazywamy patologią i którą dziś poznajemy od kuchni”.

Podobnie to widzę. Jeśli jednak mówimy A, to dopowiedzmy B, C i jeszcze dalej... Do spodu. Sprawny po szwajcarsku mechanizm, ktoś przecież musiał skonstruować i puścić w ruch. Lub co najmniej dać przyzwolenie. Może warto wreszcie podjąć refleksję nad tożsamością tajemniczego zegarmistrza, zaczynając od kilku pytań pomocniczych.

Na przykład takich: Kto jest w stanie lepiej zapewnić spolegliwość szefów różnych służb niż minister-koordynator? Albo kto jest w stanie wpłynąć tonizująco na aktywność resp. niedziałanie szefów kilku całkiem odmiennych resortów niż ich zwierzchnik? Kto mógłby mieć porównywalny wpływ na centralne instytucje stołeczne i jednocześnie na ich lokalne agendy trójmiejskie? Ot, kilka takich ogólnych kwestii z zakresu technologii rządzenia, które w dziwny sposób umknęły uwadze Pawła Wojtunika.

No, ale ja się tu wyzłośliwiam, zamiast docenić lojalność byłego szefa CBA, w imię której był on gotów poświęcić wizerunek bezstronnego profesjonalisty. Ciekawe jednak, dlaczego eks-szef służby specjalnej powołanej przecież „do zwalczania korupcji w życiu publicznym i gospodarczym, w szczególności w instytucjach państwowych i samorządowych, a także do zwalczania działalności godzącej w interesy ekonomiczne państwa” zamiast lojalności wobec zadań służby, którą kierował, wybrał lojalność wobec ojca Józefa Bąka? 
 
Waldemar Żyszkiewicz     
 
26 stycznia 2018
 
Pierwodruk w Obywatelskiej. Gazecie Kornela Morawieckiego nr 159

 

POLECANE
Politico o wojnie w Brukseli. Kallas miała nazwać von der Leyen „dyktatorem” z ostatniej chwili
Politico o wojnie w Brukseli. Kallas miała nazwać von der Leyen „dyktatorem”

Nieoficjalne doniesienia z Brukseli ujawniają narastające napięcia na samym szczycie Unii Europejskiej. Według ustaleń serwisu „Politico” relacje między szefową unijnej dyplomacji Kają Kallas, a przewodniczącą Komisji Europejskiej Ursulą von der Leyen są wyjątkowo złe. 

Paweł Jędrzejewski: Wielki Kalifat Europy? z ostatniej chwili
Paweł Jędrzejewski: Wielki Kalifat Europy?

Czy Europa stworzy nowe groźne fanatyzmy i mordercze idee? Nie "gabinetowe", jak klimatyzm, czy multikulturalizm, niszczące Europę dzień po dniu, ale prawdziwie "uliczne" - takie, jakimi były komunizm, faszyzm, nazizm - porywające masy i mordujące otwarcie wrogów (klasowych, rasowych, etnicznych). Pamiętamy z kronik tłumy wiwatujące na cześć Hitlera na niemieckich, nazistowskich parteitagach. Tysiące Włochów pod balkonem Mussoliniego. Falujące morze ludzi na bolszewickich wiecach, gdy przemawiał Lenin, Trocki lub Stalin. Do takiego zjednoczenia i wspólnoty zawsze potrzebny jest wspólny wróg i jednocząca nienawiść. Czy pojawią się ich nowe, współczesne odpowiedniki?

Trump stawia Iran pod presją. „Wysłałem do regionu dużą armadę” z ostatniej chwili
Trump stawia Iran pod presją. „Wysłałem do regionu dużą armadę”

Prezydent USA Donald Trump powiedział w poniedziałek portalowi Axios, że sytuacja wokół Iranu „jest zmienna”, bo wysłał na Bliski Wschód „dużą armadę”. Ocenił jednocześnie, że Teheran chciałby zawrzeć porozumienie.

„Wbrew rządowej propagandzie...”. Mariusz Błaszczak studzi emocje ws. pieniędzy z programu SAFE z ostatniej chwili
„Wbrew rządowej propagandzie...”. Mariusz Błaszczak studzi emocje ws. pieniędzy z programu SAFE

W poniedziałek MON poinformował, że Komisja Europejska pozytywnie zaopiniowała dokumenty złożone przez Polskę, które dotyczą pozyskania funduszy w wysokości blisko 44 mld euro z programu SAFE. Narrację rządu krytycznie skomentował były szef MON, Mariusz Błaszczak.

IMGW wydał pilny komunikat. Oto co nas czeka w najbliższych dniach z ostatniej chwili
IMGW wydał pilny komunikat. Oto co nas czeka w najbliższych dniach

Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej przedłużył ostrzeżenia pogodowe dla dużej części kraju. W najbliższych godzinach i dniach Polacy muszą liczyć się z marznącymi opadami, gęstą mgłą, oblodzeniem oraz roztopami. Przed niebezpieczną sytuacją na drogach ostrzega także Rządowe Centrum Bezpieczeństwa.

Jest apel do Rzecznika Praw Obywatelskich ws. Adama Borowskiego z ostatniej chwili
Jest apel do Rzecznika Praw Obywatelskich ws. Adama Borowskiego

Byli działacze opozycji demokratycznej z czasów PRL zwrócili się z pilnym apelem do Rzecznika Praw Obywatelskich w sprawie prawomocnego wyroku sądu wobec Adama Borowskiego. W liście, podpisanym przez blisko sto osób, domagają się interwencji i podnoszą argumenty dotyczące wolności słowa oraz kontrowersyjnego charakteru przepisów, na podstawie których zapadł wyrok.

Karol Nawrocki: Polska nieustannie wspiera Mołdawię w jej drodze do Unii Europejskiej z ostatniej chwili
Karol Nawrocki: Polska nieustannie wspiera Mołdawię w jej drodze do Unii Europejskiej

Polska nieustannie wspiera Mołdawię w jej drodze do członkostwa w UE – powiedział prezydent Karol Nawrocki po spotkaniu z prezydentką Mołdawii. Maia Sandu, dziękując Polsce za bycie adwokatem Kiszyniowa w Europie, podkreśliła zaś, że jej kraj chce m.in. przyciągać więcej polskich inwestycji.

KE podjęła decyzję ws. środków dla Polski z instrumentu SAFE. Kosiniak-Kamysz zabiera głos z ostatniej chwili
KE podjęła decyzję ws. środków dla Polski z instrumentu SAFE. Kosiniak-Kamysz zabiera głos

Jesteśmy coraz bliżej otrzymania prawie 44 mld euro na inwestycje w bezpieczeństwo - przekazał wicepremier, szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz po decyzji KE ws. środków dla Polski z instrumentu SAFE. Jak wskazał, kolejnym krokiem będzie decyzja wykonawcza Rady Europejskiej i finalne podpisanie umów.

Michael Schumacher wreszcie wstał z łóżka! Nowe informacje po 12 latach z ostatniej chwili
Michael Schumacher wreszcie wstał z łóżka! Nowe informacje po 12 latach

Przez lata panowała cisza i ścisła tajemnica. Teraz brytyjskie media ujawniają nowe szczegóły dotyczące zdrowia Michaela Schumachera. Legenda Formuły 1 nie jest już przykuta do łóżka i porusza się na wózku inwalidzkim w swoim domu nad Jeziorem Genewskim. To pierwsze tak konkretne doniesienia od lat.

KRS odpowiada na wtargnięcie służb do siedziby. Będzie zawiadomienie do prokuratury z ostatniej chwili
KRS odpowiada na wtargnięcie służb do siedziby. Będzie zawiadomienie do prokuratury

Prezydium Krajowej Rady Sądownictwa upoważniło szefową KRS do złożenia zażalenia na niedawne przeszukanie biur w siedzibie Rady. Złożone ma zostać też w prokuraturze zawiadomienie w związku z tym, że według prezydium KRS, działania policji i prokuratury uniemożliwiły członkom Rady podjęcie pracy.

REKLAMA

Waldemar Żyszkiewicz na chłodno: Co wynika z wysłuchania Wojtunika?

Paweł Wojtunik poświęcił wizerunek łebskiego gliniarza, aby tylko zachować „nakaz milczenia” (omerta) i osłaniać osobę głównego Dona.
/ screen YT
Na miejscu obecnego pracodawcy Pawła Wojtunika, jeśli faktycznie chce wypalić żelazem korupcję w Mołdawii, przede wszystkim wysłałbym nieźle opłacanego zagranicznego doradcę na badania w celu wykrycia ewentualnego upośledzenia pamięci w odniesieniu do rzeczy ważnych, bardzo ważnych oraz najważniejszych.

A następnie, ponieważ nie sądzę, aby badanie wykazało jakiekolwiek dysfunkcje, może z wyjątkiem tej, która w sferach zawodowo bliskich policji nosi nazwę „pójścia w zaparte”, skierowałbym wygadanego profesjonalistę na seans z wykrywaczem kłamstw i serią zapytań wzorowanych na pytaniach posłanki Małgorzaty Wassermann.

Rezultaty takiej próby mogłyby, jak sądzę, wzbudzić zainteresowanie nie tylko mołdawskiego, ale zwłaszcza chyba polskiego podatnika.
 
Arbitralne, osobiste rządy Tuska  
Dla młodzieży i osób niezbyt zainteresowanych polityką przypomnę, że w latach 2009–2012, kiedy Marcin P., dawniej Stefański, i jego rezolutna połowica, od której zapożyczył swe aktualne nazwisko, prowadzili działalność nie tylko zagrażającą istnieniu firmy LOT, naszego narodowego przewoźnika, ale skutkującą też uszczupleniem majątku kilkunastu tysięcy Polaków na kwotę blisko miliarda złotych, rządy w III RP sprawowała nominalnie koalicja PO-PSL.

Dlaczego nominalnie? Po pierwsze, PSL - wieczny koalicjant - żadnych rządów nie sprawował, tylko spożywał  frukta władzy, w demokracji tradycyjnie przeznaczone dla ugrupowań, którym bezsprzecznie należą się one za pokazową, sięgającą nieraz 360 stopni obrotowość polityczną. Po drugie, bliższy ogląd sytuacji dowodnie wskazuje, że owo sprawowanie władzy w wykonaniu Platformy Obywatelskiej nosiło również bardzo specyficzny charakter.

Premierem rządu, a przy okazji przypomnę, że w Polsce mamy system gabinetowo-parlamentarny, a nie np. prezydencki, jak w USA, był słusznie już zapomniany w kraju polityk nazwiskiem Donald Tusk. Ówczesny polski premier, podobnie jak specjalista od ostrego tłucznia i pendolino Sławomir Nowak, czy wspomniany wyżej Wojtunik, robi karierę za granicą, konkretnie w Unii Europejskiej, ponadpaństwowym tworze ostatnio przypominającym nieco kameleona.

Charakteryzując kondycję naszego państwa oraz praktykę polityczną premiera Tuska prof. Jadwiga Staniszkis, analityk instytucji, latem 2012 roku mówiła m.in. tak: „(...) żyłowaniu społeczeństwa sprzyja opanowanie administracji państwowej i samorządowej przez klasę polityczną, którą rozumiem szerzej niż tylko Platforma oraz jej zaplecze polityczne. A towarzyszy temu fatalny klimat wokół prawa, stwarzany przez Donalda Tuska i jego otoczenie: bezkarność, nieprzestrzeganie oraz brak procedur. Premier mówił w sejmie, że jego władza jest ograniczana przez prawo. To nieprawda, Tusk rządzi w sposób arbitralny, unikając tworzenia procedur w sprawach tak ważnych, jak relacje z Unią Europejską, czy dokonując wyboru ścieżki smoleńskiego śledztwa bez jakichkolwiek proceduralnych zasad. Podobną dezynwolturę wobec obowiązującego prawa widać na samym dole, w działaniach sądów, prokuratur, kuratorów w sprawie Amber Gold”.
 
Piramida POnziego w platformerskim Gdańsku
Dla znanej uczonej, ale przecież nie tylko dla niej, już wtedy było oczywiste, że zażegnanie poważnego kryzysu, który powinien zmieść rząd Tuska z większą dynamiką niż powódź w roku 1997 spłukała ze sceny politycznej ekipę Cimoszewicza, było możliwe tylko dzięki odstręczeniu ludzi od stawiania państwu jakichkolwiek wymagań czy choćby patrzenia rządzącym na ręce... W obliczu dezindustrializacji, wysokiego pułapu bezrobocia oraz braku perspektyw na krajowym rynku pracy co bardziej dynamiczni i zaradni młodzi ludzie skoncentrowali się na szukaniu indywidualnych strategii przetrwania, najczęściej wybierając po prostu emigrację zarobkową.

Ów stan społecznej apatii sprawił, że aferę Amber Gold, mimo wielu oczywistych form instytucjonalnego, a także ViP-owskiego wsparcia dla praktycznie jawnej piramidy finansowej montowanej przez Marcina i Katarzynę P., zwyczajnie zagadano.

„Zamiast uogólniającej diagnozy, obrazującej fatalny stan państwa, Polacy usłyszeli, że Amber Gold to lokalny problem, dotyczący grupy konkretnych ludzi. Natomiast w wystąpieniu sejmowym, poświęconym tej sprawie, premier Tusk skupił się głównie na ustrojowych abstrakcjach, nie mówiąc nic o państwie jako źle działającej sieci instytucji, i uciekając od politycznego pytania, dlaczego to właśnie Gdańsk, gdzie Platforma ma monopol władzy, ujawnił paraliż wszystkich instytucji. Twierdził również, że ze względu na ustrojową zasadę prawa do ryzyka i wolności nie może ponosić odpowiedzialności jako premier, ale przemilczał kwestię swojej odpowiedzialności w roli szefa partii” – powiedziała Jadwiga Staniszkis w wywiadzie dla „Tygodnika Solidarność”.
 
Synergia w nic-nie-robieniu
Przypominam tę ocenę, sformułowaną na bieżąco, bo koresponduje ona z niedawnym występem (to właściwe określenie) Pawła Wojtunika przed sejmową komisją śledczą ds. Amber Gold. Rzutki niegdyś policjant, nawet z praktyką w Scotland Yardzie, tym razem dzielnie starał się istotę sprawy zagadać, przejawiał też ogromny pociąg do mówienia o kwestiach natury ogólnej, najchętniej regulaminowych oraz formalno-proceduralnych. Szkoda tylko, że w praktyce służby, której szefował, słabo przestrzeganych.

Z tych rozlewnych opowieści zaprezentowanych przed komisją wynika jednak, że kierowane przez Wojtunika CBA w sprawie inicjatyw gospodarczych małżeństwa P. prowadziło w zasadzie strajk włoski. Co więcej, z obiegu ujawnionych przy tej okazji dokumentów, a zwłaszcza z ich treści wynika, że podobną flegmatyczność (to eufemizm) przejawiali w sprawie Amber Gold minister spraw wewnętrznych Jacek Cichocki oraz ówczesny szef resortu sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski.

Skądinąd wiadomo że w listopadzie 2011 roku Jacek Cichocki na mocy rozporządzenia premiera Tuska uzyskał – jako tzw. minister-koordynator służb specjalnych – uprawnienia w zakresie koordynacji działań ABW, AW, SKW, SWW i CBA. Zasadne więc wydaje się pytanie o przyczyny braku koordynacji służb w tej sprawie nawet w krytycznym roku 2012, co mimo próby obchodzenia tematu jasno wynikało z nader oszczędnych wypowiedzi Pawła Wojtunika.
 
Dziś wiemy przecież, że w sprawie gdańskiej piramidy zawiodło również CBŚ i ABW, że nie wywiązały się ze swych ról ani lokalne prokuratura czy skarbówka, ani centralny UOKiK. Nawet gdański sąd rejestrowy nie stanął na wysokości zadania, bo się nie zorientował, że Marcin Stefański zmienił nazwisko na P. Jednym słowem, mieliśmy do czynienia z doskonałą synergią agend państwa w nic-nie-robieniu.

Brak jakichkolwiek prób zapobiegania aferze, mimo że pierwsze sygnały ostrzegawcze pojawiały się już w roku 2010, podobnie jak późniejsze milczenie w kwestii odszkodowań dla ofiar procederu ma jakoby dowodzić, że „teoretyczne państwo” za czasów koalicji PO-PSL nad niczym nie panowało i niczego zrobić nie mogło. Muszę powiedzieć, że nie kupuję tej narracji.
 
Tożsamość tajemniczego zegarmistrza
Ogólnie znane fakty znacznie lepiej porządkuje wykładnia, którą na portalu wPolityce przedstawił Wojciech Biedroń, pisząc m.in.: „Mam już dość tego narracyjnego kołowrotka, który w ruch puszczają niektórzy publicyści, twierdzący, że w kontekście afery Amber Gold Polska była ‘państwem teoretycznym’, służby okazały się nieudolne, a aparat państwowy słaby. Nie! Wszystkie powyższe (i wiele innych) instytucji działało doskonale i nad wyraz sprawnie. Ta szwajcarska precyzja dotyczy jednak państwa mafijnego, gdzie oszuści, bandyci, bezpieka, prokuratura, sądy i rząd żyją w upiornej symbiozie, którą dopiero dziś nazywamy patologią i którą dziś poznajemy od kuchni”.

Podobnie to widzę. Jeśli jednak mówimy A, to dopowiedzmy B, C i jeszcze dalej... Do spodu. Sprawny po szwajcarsku mechanizm, ktoś przecież musiał skonstruować i puścić w ruch. Lub co najmniej dać przyzwolenie. Może warto wreszcie podjąć refleksję nad tożsamością tajemniczego zegarmistrza, zaczynając od kilku pytań pomocniczych.

Na przykład takich: Kto jest w stanie lepiej zapewnić spolegliwość szefów różnych służb niż minister-koordynator? Albo kto jest w stanie wpłynąć tonizująco na aktywność resp. niedziałanie szefów kilku całkiem odmiennych resortów niż ich zwierzchnik? Kto mógłby mieć porównywalny wpływ na centralne instytucje stołeczne i jednocześnie na ich lokalne agendy trójmiejskie? Ot, kilka takich ogólnych kwestii z zakresu technologii rządzenia, które w dziwny sposób umknęły uwadze Pawła Wojtunika.

No, ale ja się tu wyzłośliwiam, zamiast docenić lojalność byłego szefa CBA, w imię której był on gotów poświęcić wizerunek bezstronnego profesjonalisty. Ciekawe jednak, dlaczego eks-szef służby specjalnej powołanej przecież „do zwalczania korupcji w życiu publicznym i gospodarczym, w szczególności w instytucjach państwowych i samorządowych, a także do zwalczania działalności godzącej w interesy ekonomiczne państwa” zamiast lojalności wobec zadań służby, którą kierował, wybrał lojalność wobec ojca Józefa Bąka? 
 
Waldemar Żyszkiewicz     
 
26 stycznia 2018
 
Pierwodruk w Obywatelskiej. Gazecie Kornela Morawieckiego nr 159


 

Polecane