Polskie szkoły muszą zaakceptować ideologię gender. Jest wyrok sądu
Co musisz wiedzieć:
Sąd uznał naruszenie dóbr osobistych ucznia – Sąd Apelacyjny w Rzeszowie orzekł, że odmowa używania wskazanego imienia i formy zwracania się mogła naruszać godność i dobro ucznia.
Wyrok nie zmienia procedury prawnej zmiany płci – orzeczenie dotyczy sposobu traktowania ucznia w szkole, a nie formalnej zmiany danych w dokumentach.
Decyzja może wpłynąć na praktykę szkół – placówki oświatowe mogą być zobowiązane do uwzględniania preferowanego imienia ucznia, aby uniknąć zarzutów naruszenia dóbr osobistych.
Ideologia gender
Skrajna lewica ma obecnie powody do radości. Przypadek nastolatka, który identyfikuje się jako transseksualna Wiktoria, skończył się bowiem decyzją, która – zdaniem wielu obserwatorów – sieje zamęt i podważa podstawy biologicznej rzeczywistości. Nastolatek pozwał swoją szkołę za odmowę używania jego nowego, żeńskiego imienia i genderowych zaimków. Nikt chyba nie spodziewał się jednak, że sąd faktycznie stanie po stronie skrajnie lewicowej ideologii!
Cała afera ruszyła w 2023 roku. Nastolatek, którego pierwotne imię nie zostało potwierdzone, zaczął wtedy proces „tranzycji medycznej”, czyli „zmiany płci”. Chłopak zwrócił się o pomoc do Stowarzyszenia Tęczówka, grupy wspierającej środowiska LGBT, i zażądał od dyrekcji publicznej szkoły, by nauczyciele zwracali się do niego jak do dziewczyny. Szkoła powiedziała "nie", tłumacząc, że bez sądowego potwierdzenia zmiany płci musi trzymać się oficjalnych danych.
W rezultacie pedagodzy podobno albo omijali bezpośrednie zwroty, albo używali form neutralnych. Uczeń uznał to za "misgendering" i "deadnaming" – pojęcia prosto z genderowej nowomowy, oznaczające rzekome krzywdzenie kogoś przez niewłaściwe słowa czy imiona. Misgendering ma oznaczać błędne (sic!) określanie czyjejś płci. Deadnaming to natomiast używanie „martwego imienia”, nekronimu transseksualisty.
Winna szkoła
Fakt, że szkoła nie dopasowała się do żądań, miał pogorszyć stan młodego mężczyzny. Z relacji sądowych wynika, że chłopak zaczął wagarować, unikać szkolnych wyjazdów, a w końcu przeniósł się do innej placówki i powtórzył klasę. Uczeń twierdził też, że postawa szkoły zrujnowała mu psychikę, wywołując depresję i lęki. Stowarzyszenie Tęczówka, z prawnikiem Damianem Ruhmem na czele, wytoczyła więc proces cywilny o naruszenie dóbr osobistych – godności, zdrowia, prywatności, domagając się publicznych przeprosin na profilach szkoły w social mediach.
Sąd Okręgowy w pierwszym procesie oddalił najpierw sprawę, uznając, że nastolatek nielegalnie nagrał rozmowę z dyrekcją, a jego publiczne ataki na szkołę w mediach były niesprawiedliwe. Sąd Apelacyjny wywrócił jednak wszystko do góry nogami i nakazał przeprosiny oraz zwrot kosztów. W uzasadnieniu, które aktywiści cytują dzisiaj w mediach jak mantrę, czytamy: "Prawo polskie nie zabrania zwracać się do ucznia innym imieniem niż metrykalne, jeśli on o to prosi, nawet jeśli jest nieletni": "Nauczyciele i dyrekcja nie wykazali zrozumienia, wrażliwości ani empatii" – dowiadujemy się teraz z mediów.
Podczas procesu prawnicy ucznia powołali się na art. 30 Konstytucji o godności i art. 5 ustawy oświatowej o dobru ucznia, odrzucając obronę szkoły, i stwierdzając, że brak zmian w dokumentach nie daje prawa do odmowy. Celowe "misgenderowanie" i „deadnaming” to niby atak na dobra osobiste osoby trans.
Lewicowa radość
Jest to narracja spójna z ideologią gender, w której nazywanie faktycznej płci transseksualistów uważane jest za przemoc. Aktywiści gender są też często zdania, że użycie prawdziwego imienia transseksualisty może popchnąć go do samobójstwa. W wielu krajach (np. w Niemczech) grożą za deadnaming i misgendering surowe kary.
Dyrekcja szkoły odczytywała postawę powódki jako wymuszającą na nich określone zachowanie, podczas gdy powódka walczyła o prawo do godności, do poszanowania jej tożsamości płciowej. […] Cała ta sytuacja wiązała się z wielkim cierpieniem powódki. Nauczyciele to widzieli, mimo to nie zmienili swojego postępowania.
czytamy więc teraz w wyroku Sądu Apelacyjnego w Rzeszowie.
- To daje jasność innym szkołom. Teraz placówka nie będzie mogła odrzucić prośby transpłciowego ucznia, by zwracać się do niego innym imieniem.
– dodaje w „Rzeczpospolitej” Łukasz Korzeniowski, specjalista prawa oświatowego, pochwalając wyrok sądu.
Chaos w szkołach
Wyrok ten będzie miał prawdopodobnie realnie szkodliwy wpływ na wiele polskich szkół. Po pierwsze, oznacza on administracyjny chaos: dyrektorzy będą musieli wprowadzać nowe procedury, by radzić sobie z podobnymi żądaniami. Bez jasnych wytycznych z Ministerstwa Edukacji, każda placówka stanie przed dylematem – jak weryfikować "tożsamość płciową" bez dokumentów? Ta nie ma przecież żadnego związku z mierzalnymi danymi.
Dalej: nauczyciele, zmuszeni do używania preferowanych imion i zaimków pod groźbą procesów, mogą czuć się skrępowani, co podważy ich autorytet w klasie. Wyobraźmy sobie lekcję biologii, gdzie dyskusja o płci zderzy się z subiektywnymi odczuciami ucznia – to recepta na konflikty. Jak funkcjonować ma uczenie, skoro nie liczą się fakty?
Rzeszowski wyrok to też potencjalne obciążenie finansowe i prawne dla szkół. Decyzja sądu otwiera bowiem drzwi do fali pozwów: każdy uczeń, czujący się "niewłaściwie zaadresowanym", może teraz żądać przeprosin czy odszkodowań. Szkoły, już zmagające się z niedoborami budżetowymi, będą musiały przeznaczać środki na szkolenia antydyskryminacyjne, prawników czy ubezpieczenia od takich roszczeń. W mniejszych placówkach, zwłaszcza na prowincji, może to oznaczać cięcia w inwestycjach edukacyjnych – mniej pieniędzy na pomoce dydaktyczne, więcej na obronę przed ideologicznymi bataliami.
Jak mają postępować szkoły?
I na koniec: po której stronie mają stanąć nauczyciele, jeżeli opinia dziecka na temat własnej płci będzie się różniła nie tylko od biologicznych faktów, ale też od życzeń rodziców? Czy szkoły będą teraz zmuszone afirmować genderową tożsamość dziecka, którego rodzice sobie tego nie życzą?
[Waldemar Krysiak jest byłym aktywistą LGBT, który dziś krytykuje patologie ideologii gender]
[Tytuł, sekcje "Co musisz wiedzieć" i "Co to oznacza w praktyce" od Redakcji]
Co to oznacza w praktyce:
- Szkoły mogą być zmuszone uwzględniać preferowane imię i zaumki ucznia – nawet bez formalnej zmiany danych w dokumentach placówki mogą decydować się na używanie wskazanego imienia i form gramatycznych, aby uniknąć zarzutów naruszenia dóbr osobistych.
- Możliwe kolejne spory sądowe – wyrok Sąd Apelacyjny w Rzeszowie może zostać przywoływany w podobnych sprawach, co zwiększa znaczenie ostrożności prawnej po stronie placówek oświatowych.




