Krzysztof Bosak zdecyduje o przyszłości polskiej prawicy

Na Grzegorza Brauna szlaban, ze Sławomirem Mentzenem raczej nie, z Krzysztofem Bosakiem można rozmawiać – takie perspektywy koalicyjne zarysował na ostatnich spotkaniach Jarosław Kaczyński. Następny ruch należy do lidera narodowców. Czy Krzysztof Bosak może pozwolić sobie na odtrącenie dłoni wyciągniętej przez prezesa Prawa i Sprawiedliwości? I czy nie byłaby to rezygnacja z jedynej realnej szansy na współrządzenie Polską?
Krzysztof Bosak
Krzysztof Bosak / Tygodnik Solidarność / fot. Marcin Żegliński

Co musisz wiedzieć:

  • W tekście zostaje postawiona teza, że Konfederacja (a zwłaszcza Ruch Narodowy) zderzyła się z „sufitem” poparcia i musi wybrać między jałową opozycją a ryzykowną, lecz realną perspektywą współrządzenia z PiS.
  • Autor pokazuje, że sojusz z Nową Nadzieją prowadzi do ideowego wypłukiwania nacjonalizmu Ruchu Narodowego przez liberalizm, co w oczach części "szeregowych" narodowców staje się większym zagrożeniem niż wejście w orbitę Jarosława Kaczyńskiego.
  • Dylemat Krzysztofa Bosaka i RN nie polega na wyborze między bezpieczeństwem a ryzykiem, lecz między dwoma rodzajami ryzyka: utratą tożsamości w Konfederacji albo utratą samodzielności w potencjalnej koalicji z PiS.

 

Jak dotąd wszelkie próby przeciwstawiania Ruchu Narodowego Nowej Nadziei były w środowiskach konfederackich odczytywane jako chęć skłócenia obu partii. Czujność na próby zasiania niezgody sprawiła, że zabiegi te przynosiły skutek odwrotny do zamierzonego: różnice między nacjonalistami a konserwatywnymi liberałami blakły; obie strony otrzymywały bowiem potwierdzenie, że idąc razem, stanowią realne zagrożenie dla rywali. Jednak tym razem sytuacja jest bardziej złożona. Słowa Jarosława Kaczyńskiego (niezależnie od intencji, w jakich zostały wypowiedziane) padają w zupełnie nowym kontekście. Kontekście, w którym wcześniejsze nadzieje i kalkulacje narodowców uległy urealnieniu, dzięki czemu wreszcie można wyodrębnić najbardziej prawdopodobne scenariusze dalszego rozwoju sytuacji partii.

 

Zderzenie z sufitem

Przed wyborami parlamentarnymi w 2023 roku Konfederacja próbowała trzymać równy dystans zarówno do Koalicji Obywatelskiej, jak i do Prawa i Sprawiedliwości. Był to w znacznej mierze element politycznego teatru. O ile jeszcze stawiający na czele swojej agendy „proste i niskie podatki” mentzenowcy mogli wyobrażać sobie pewne pole porozumienia z Donaldem Tuskiem, o tyle trudno byłoby wyobrazić sobie koalicję Platformy z Ruchem Narodowym. Władze Ruchu, które podjęłyby taką decyzję, musiałyby liczyć się z uznaniem jej przez wielu szeregowych członków za zdradę, co mogłoby doprowadzić wręcz do rozpadu partii. Systematyczne prześladowanie środowisk narodowych w czasach rządów PO oraz fundamentalne różnice w podejściu do suwerenności kraju sprawiają, że jakiekolwiek deklaracje o potencjalnej współpracy z Tuskiem brzmiałyby w ustach narodowców niewiarygodnie. Dlatego też zwykle one z ich strony nie padały. Krzysztof Bosak, wielokrotnie pytany o odległość dzielącą Konfederację od poszczególnych członów tzw. duopolu, odpowiadał sprytnie, że nie mamy do czynienia z „jednym złem”, lecz z „różnymi rodzajami zła”; pozwalało mu to zachować krytyczny dystans wobec PiS-u, a jednocześnie nie podpisywać się pod hasłem „PiS – PO jedno zło”. Tego typu dylematów nie mieli już Sławomir Mentzen czy choćby Przemysław Wipler.

Jeszcze niedawno w dużej części Konfederacji panowało przekonanie, że PiS znajduje się w fazie „schyłkowej”. Starzejący się elektorat tej partii miał naturalnie wymierać, a domyślnym wyborem kolejnych pokoleń prawicy byłaby w tej optyce Konfederacja. To przekonanie pozwalało żywić nadzieję, że to właśnie partia Mentzena i Bosaka zastąpi kiedyś partię Kaczyńskiego w roli hegemona prawicy. Rzeczywistość okazała się jednak mniej łaskawa. Okresowe wzrosty Konfederacji, jak w lecie 2023 roku czy na początku 2025, miały charakter efemeryczny. Formacja utknęła na poziomie 12–13 procent, co w realiach polskiej polityki pachnie politycznym sufitem. Dodatkowo z czasem ujawniły się rozmaite słabości Sławomira Mentzena odbierające nadzieje na przebicie tego sufitu. Pojawia się więc pytanie: czy narodowcy mają czekać do „świętego nigdy” na perspektywę samodzielnego objęcia władzy, czy jednak rozważyć współrządzenie z Kaczyńskim? Tym bardziej że ryzyko wchłonięcia przez PiS, choć realne, wcale nie jest dziś większe niż ideologiczne zdominowanie przez środowisko „wolnościowców” Mentzena, które dokonuje się już od paru lat.

 

Narodowcy między Scyllą a Charybdą?

Choć duża część kierownictwa Ruchu Narodowego taktycznie deklaruje dziś poglądy skręcające w stronę liberalizmu gospodarczego, nie znajduje to pełnego odzwierciedlenia w nastrojach szeregowych działaczy. Taktyka ustępstw, polegająca na rezygnacji z narodowego solidaryzmu gospodarczego na rzecz (chcąc nie chcąc – transnarodowego) kapitalizmu, w wielu środowiskach RN budzi rosnący opór. Dla znacznej części narodowców współczesny wolny rynek nie jest bowiem neutralnym mechanizmem wymiany, lecz potężnym nośnikiem globalnej uniformizacji. Swobodny przepływ towarów, kapitału i (zwłaszcza) treści kulturowych oznacza w praktyce erozję tego, co dla nich najważniejsze, czyli narodowej tożsamości Polaków. Z perspektywy nacjonalisty „niewidzialna ręka rynku”, tak chętnie sławiona przez politycznych spadkobierców Janusza Korwin-Mikkego, nie „reguluje”, lecz po prostu skręca kark polskości. Między innymi z tego powodu coraz więcej członków Ruchu otwarcie irytuje się strategicznymi decyzjami „góry”; podobnie jak liberalnym sposobem myślenia o wartościach i programową niechęcią do regulacji, które w szeregach Nowej Nadziei przybrały niemal dogmatyczną postać. Spotkanie narodowca, dla którego wolnościowa filozofia Mentzena to zakamuflowane owsiakowe „róbta, co chceta”, naprawdę nie jest zbyt trudne.

Kierownictwo RN zdawało sobie sprawę, że na rzecz sojuszu z mentzenistami poświęca istotną część własnego kośćca ideowego, lecz zakładało, że w razie potrzeby będzie mogło ten kurs łatwo skorygować. Tymczasem infekcja ideologiczna okazała się znacznie trudniejsza do zatrzymania. Od pierwszej połowy 2023 roku, wraz z kolejnymi kongresami i konwencjami partyjnymi, coraz wyraźniejsza stała się dominacja retoryki wolnorynkowej nad narodową. Doszło wręcz do tego, że narodowcy zaczęli publicznie autocenzurować się ze swoimi poglądami dla dobra Konfederacji. Wbrew kreśleniu przez konserwatywnych liberałów możliwości syntezy nacjonalizmu i liberalizmu w praktyce potwierdziła się stara mądrość, że „kto liberalizmu dotyka, ten znika”.

Narodowcy znaleźli się więc w potrzasku. Z jednej strony dostrzegali polityczne korzyści płynące z trwania w jednym bloku z mentzenistami, z drugiej – nie chcieli płacić za nie utratą własnej tożsamości. W prywatnych rozmowach wielu z nich, krytykując Jarosława Kaczyńskiego, jeszcze mocniej pomstowało na Sławomira Mentzena. Prawo i Sprawiedliwość, choć oskarżane o zbytnią uległość wobec Brukseli (choćby w sprawie „kamieni milowych” czy Traktatu lizbońskiego), raziło ich raczej stylem i praktyką rządzenia, a nie ideową gotowością do złożenia narodowej tożsamości na ołtarzu wolności gospodarczej.

 

Strażnicy PiS-u

Nie ulega wątpliwości, że samodzielne rządy Konfederacji nie wchodzą w grę w żadnym dającym się przewidzieć horyzoncie czasowym. Nawet hipotetyczna koalicja z nieprzewidywalnym (i niestabilnym) środowiskiem Grzegorza Brauna nie przynosi większości. Scenariusze wydają się więc brutalnie ograniczone. Pierwszy: niekończące się trwanie w opozycji u boku Mentzena, który zamiast budować wspólną tożsamość, systematycznie przesłania pierwiastek nacjonalistyczny. Drugi: rozpad Konfederacji w wyniku politycznego „skoku w bok” Nowej Nadziei (mało prawdopodobnego, lecz wciąż możliwego) w stronę porozumienia z Donaldem Tuskiem. Trzeci: próba dogadania się z Jarosławem Kaczyńskim przy sprzyjającej koniunkturze po kolejnych wyborach.

Istnieje jeszcze wariant czwarty: przekonanie Mentzena do wspólnej koalicji z PiS-em. To jednak scenariusz skrajnie trudny. Oznaczałby bowiem, że partia Kaczyńskiego musiałaby radykalnie ustąpić w kwestiach socjalnych, tracąc dużą część swojego żelaznego elektoratu, dla którego państwo opiekuńcze nie jest „fanaberią” czy „rozdawnictwem”, jak to widzą mentzeniści, lecz warunkiem godnego życia. Działa to również w drugą stronę – Mentzen ustępujący Kaczyńskiemu w sprawach gospodarczych utraciłby lwią część swojego poparcia. Jak by nie patrzeć: Prawo i Sprawiedliwość i Nowa Nadzieja są w tych kwestiach jak ogień i woda. Ruch Narodowy znajduje się tu w zupełnie innym położeniu. Zarówno doktryna nacjonalistyczna, jak i katolicka nauka społeczna nie tylko nie patrzą niechętnie na regulacje państwowe, ale w wielu obszarach uznają je za pożyteczne. To czyni RN znacznie bardziej kompatybilnym z PiS niż libertariańskie zaplecze Mentzena.

Nieprzypadkowo jeszcze kilka lat temu wśród narodowców krążyła koncepcja Konfederacji jako „lodołamacza PiS-u”, którą dziś można przeformułować na „strażnika PiS-u”. Jej sens był prosty: wejść do rządu i pilnować, by z jednej strony nie dryfowało ono w stronę centrum, a z drugiej – by nie ustępowało Brukseli nawet pod groźbą politycznego szantażu. W sytuacji, gdy eurocentryczne elity prowadzą coraz bardziej agresywną politykę wobec Polski, taka rola Ruchu Narodowego mogłaby okazać się dla suwerenności strategicznie bezcenna. Koszt takiej koncepcji wydaje się jednak trudny do zaakceptowania: w razie niemożności pogodzenia Kaczyńskiego z Mentzenem byłoby to rozstanie z Nową Nadzieją. Ale czy Ruch Narodowy ma zrezygnować z realnego wpływu, ministerstw i wzięcia współodpowiedzialności za państwo w imię sojuszu, który już dawno przestał być partnerski? Choć Bosak nie ma na to ochoty, wielu narodowców może myśleć, że odrzucając propozycję współpracy z PiS-em po przyszłych wyborach (nawet bez Mentzena), traci raz na zawsze możliwość utworzenia rządu. Wiele wskazuje więc na to, że nastąpi podział na frakcję konsekwentnie antypisowską i koncyliacyjną.

 

Dwa rodzaje ryzyka

Najpoważniejszą przeszkodą na drodze do ewentualnego porozumienia z Prawem i Sprawiedliwością pozostaje wśród narodowców lęk przed losem „przystawki” Jarosława Kaczyńskiego. I nie jest to obawa wydumana. Historia polskiej polityki dostarcza aż nadto przykładów ugrupowań, które po wejściu w orbitę silniejszego partnera utraciły samodzielność. Ryzyko więc istnieje i nikt rozsądny nie powinien go lekceważyć.

Problem polega jednak na tym, że alternatywa wcale nie jest wolna od zagrożeń. Trwanie w jednym bloku z Nową Nadzieją oznacza powolne, lecz systematyczne wypłukiwanie nacjonalistycznej agendy przez dominującą narrację liberalną. To proces mniej widowiskowy niż polityczne „wchłonięcie”, ale być może groźniejszy, bo dokonujący się bez jednego spektakularnego momentu zerwania. Partia może pozostać formalnie ta sama, lecz stopniowo przestanie być sobą. W tym sensie dylemat, przed którym stoją Krzysztof Bosak i kierownictwo Ruchu Narodowego, nie sprowadza się do wyboru między bezpieczeństwem a ryzykiem, lecz (parafrazując samego Bosaka) między dwoma różnymi rodzajami ryzyka. Jedno z nich polega na wejściu do gry o realny wpływ z pełną świadomością zagrożeń, ale i możliwości. Drugie – na pozostaniu w wygodnej, lecz jałowej roli, w której cudze priorytety coraz mocniej definiują własną tożsamość.

Z tego punktu widzenia obecna strategia „niepalenia mostów”, prowadzona zarówno przez Kaczyńskiego, jak i Bosaka, wydaje się racjonalna. Pozwala zachować podmiotowość, testować granice, dyskretnie budować pozycję negocjacyjną – zamiast zamykać się w retorycznych deklaracjach, które po wyborach i tak zostaną zweryfikowane przez bezlitosną arytmetykę sejmową. Ostatecznie bowiem nie chodzi o to, by do kogoś dołączyć, lecz o to, by wejść do gry jako partner, a nie petent. A o tym, czy taka rola będzie możliwa, zdecydują nie hasła, lecz wynik wyborów i polityczna odwaga liderów.

[Sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzi od redakcji]


 

POLECANE
Premier Węgier: Ukraina i UE chcą obalić nasz rząd gorące
Premier Węgier: Ukraina i UE chcą obalić nasz rząd

Premier Węgier Viktor Orbán ostro skrytykował plany przyspieszonego członkostwa Ukrainy w UE. Według niego, dokument opublikowany przez Politico to „plan wojenny Brukseli i Kijowa”, który ignoruje wolę Węgrów i stawia pod znakiem zapytania suwerenność Budapesztu

Makabra w Wielkopolsce. Zgłosił na komendzie, że zabił kobietę z ostatniej chwili
Makabra w Wielkopolsce. Zgłosił na komendzie, że zabił kobietę

W środę nad ranem do Komendy Powiatowej Policji w Słupcy zgłosił się 49-letni mężczyzna, który oświadczył, że w nocy zabił kobietę. Policjanci odwiedzili wskazany lokal, gdzie znaleźli ciało 41-latki – poinformował w środę przed godz. 10 serwis Głos Wielkopolski.

Sprawa ENA Ziobry u nieodpowiedniego sędziego. Nerwowo w resorcie z ostatniej chwili
Sprawa ENA Ziobry u "nieodpowiedniego" sędziego. Nerwowo w resorcie

Wniosek o Europejski Nakaz Aresztowania wobec Zbigniewa Ziobry został zarejestrowany w Sądzie Okręgowym w Warszawie i przydzielony sędziemu Dariuszowi Łubowskiemu. "Co teraz - bezprawne odebranie sprawy? Nowe losowanie? Kolejna farsa „kryprodykatury”? — zapytał na X Michał Woś, poseł PiS.

Dziś spotkanie liderów koalicji. O czym będą rozmawiać? z ostatniej chwili
Dziś spotkanie liderów koalicji. O czym będą rozmawiać?

W środę wieczorem odbędzie się spotkanie liderów koalicji rządzącej – poinformował PAP szef klubu parlamentarnego Polski 2050 Paweł Śliz. Gdy są ważne tematy do omówienia, to liderzy się spotykają, a dzisiaj dużo się dzieje w temacie bezpieczeństwa – powiedział PAP Jakub Stefaniak z KPRM.

Komunikat Straży Granicznej. Pilne doniesienia z granicy z ostatniej chwili
Komunikat Straży Granicznej. Pilne doniesienia z granicy

Straż Graniczna publikuje raporty dotyczące wydarzeń na polskiej granicy z Białorusią. Ponadto zaraportowano także o sytuacji na granicy z Litwą i Niemcami w związku z przywróceniem na nich tymczasowych kontroli.

Jeden rynek kapitałowy dla całej UE. Nowy pomysł Ursuli von der Leyen gorące
Jeden rynek kapitałowy dla całej UE. Nowy pomysł Ursuli von der Leyen

Szefowa Komisji Europejskiej w Strasburgu wezwała do stworzenia jednego, wspólnego rynku kapitałowego w UE. Jak przekonywała, obecna struktura to „fragmentacja na sterydach”, która osłabia konkurencyjność Europy wobec USA i Chin.

Wyłączenia prądu w Wielkopolsce. Ważny komunikat dla mieszkańców z ostatniej chwili
Wyłączenia prądu w Wielkopolsce. Ważny komunikat dla mieszkańców

Mieszkańcy województwa wielkopolskiego muszą przygotować się na planowane przerwy w dostawie energii elektrycznej. Operator sieci dystrybucyjnej Enea opublikował harmonogram wyłączeń na najbliższe dni. Przerwy obejmą m.in. Poznań, Chodzież, Gniezno czy Wrześnię. Poniżej szczegółowy wykaz – sprawdź gdzie, kiedy i na jakich ulicach nie będzie prądu.

PiS zdecydowało. Śliwka zastąpi Kaczyńskiego z ostatniej chwili
PiS zdecydowało. Śliwka zastąpi Kaczyńskiego

Prezydent Karol Nawrocki zwołał na środę posiedzenie RBN. Jarosław Kaczyński nie pojawi się w Pałacu Prezydenckim. Według mediów zastąpi go Andrzej Śliwka.

Mandat dla ministra. Żurek: „Prawnicy mówili, że wygramy to przed sądem” z ostatniej chwili
Mandat dla ministra. Żurek: „Prawnicy mówili, że wygramy to przed sądem”

Po publikacji nagrania z jazdy Fiatem 126p krakowska policja wszczęła postępowanie, które zakończyło się mandatem dla ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego Waldemara Żurka. – Prawnicy mi powiedzieli, "80 proc., że wygramy to przed sądem". Ja powiedziałem "nie" – powiedział dzisiaj w Radiu ZET Żurek.

Stal z Niemiec zalewa Polskę Wiadomości
Stal z Niemiec zalewa Polskę

Tańsza stal zza Odry coraz śmielej wchodzi na polski rynek. Krajowi producenci wskazują na wysokie ceny energii jako główną przyczynę utraty konkurencyjności i apelują o pilne decyzje rządu.

REKLAMA

Krzysztof Bosak zdecyduje o przyszłości polskiej prawicy

Na Grzegorza Brauna szlaban, ze Sławomirem Mentzenem raczej nie, z Krzysztofem Bosakiem można rozmawiać – takie perspektywy koalicyjne zarysował na ostatnich spotkaniach Jarosław Kaczyński. Następny ruch należy do lidera narodowców. Czy Krzysztof Bosak może pozwolić sobie na odtrącenie dłoni wyciągniętej przez prezesa Prawa i Sprawiedliwości? I czy nie byłaby to rezygnacja z jedynej realnej szansy na współrządzenie Polską?
Krzysztof Bosak
Krzysztof Bosak / Tygodnik Solidarność / fot. Marcin Żegliński

Co musisz wiedzieć:

  • W tekście zostaje postawiona teza, że Konfederacja (a zwłaszcza Ruch Narodowy) zderzyła się z „sufitem” poparcia i musi wybrać między jałową opozycją a ryzykowną, lecz realną perspektywą współrządzenia z PiS.
  • Autor pokazuje, że sojusz z Nową Nadzieją prowadzi do ideowego wypłukiwania nacjonalizmu Ruchu Narodowego przez liberalizm, co w oczach części "szeregowych" narodowców staje się większym zagrożeniem niż wejście w orbitę Jarosława Kaczyńskiego.
  • Dylemat Krzysztofa Bosaka i RN nie polega na wyborze między bezpieczeństwem a ryzykiem, lecz między dwoma rodzajami ryzyka: utratą tożsamości w Konfederacji albo utratą samodzielności w potencjalnej koalicji z PiS.

 

Jak dotąd wszelkie próby przeciwstawiania Ruchu Narodowego Nowej Nadziei były w środowiskach konfederackich odczytywane jako chęć skłócenia obu partii. Czujność na próby zasiania niezgody sprawiła, że zabiegi te przynosiły skutek odwrotny do zamierzonego: różnice między nacjonalistami a konserwatywnymi liberałami blakły; obie strony otrzymywały bowiem potwierdzenie, że idąc razem, stanowią realne zagrożenie dla rywali. Jednak tym razem sytuacja jest bardziej złożona. Słowa Jarosława Kaczyńskiego (niezależnie od intencji, w jakich zostały wypowiedziane) padają w zupełnie nowym kontekście. Kontekście, w którym wcześniejsze nadzieje i kalkulacje narodowców uległy urealnieniu, dzięki czemu wreszcie można wyodrębnić najbardziej prawdopodobne scenariusze dalszego rozwoju sytuacji partii.

 

Zderzenie z sufitem

Przed wyborami parlamentarnymi w 2023 roku Konfederacja próbowała trzymać równy dystans zarówno do Koalicji Obywatelskiej, jak i do Prawa i Sprawiedliwości. Był to w znacznej mierze element politycznego teatru. O ile jeszcze stawiający na czele swojej agendy „proste i niskie podatki” mentzenowcy mogli wyobrażać sobie pewne pole porozumienia z Donaldem Tuskiem, o tyle trudno byłoby wyobrazić sobie koalicję Platformy z Ruchem Narodowym. Władze Ruchu, które podjęłyby taką decyzję, musiałyby liczyć się z uznaniem jej przez wielu szeregowych członków za zdradę, co mogłoby doprowadzić wręcz do rozpadu partii. Systematyczne prześladowanie środowisk narodowych w czasach rządów PO oraz fundamentalne różnice w podejściu do suwerenności kraju sprawiają, że jakiekolwiek deklaracje o potencjalnej współpracy z Tuskiem brzmiałyby w ustach narodowców niewiarygodnie. Dlatego też zwykle one z ich strony nie padały. Krzysztof Bosak, wielokrotnie pytany o odległość dzielącą Konfederację od poszczególnych członów tzw. duopolu, odpowiadał sprytnie, że nie mamy do czynienia z „jednym złem”, lecz z „różnymi rodzajami zła”; pozwalało mu to zachować krytyczny dystans wobec PiS-u, a jednocześnie nie podpisywać się pod hasłem „PiS – PO jedno zło”. Tego typu dylematów nie mieli już Sławomir Mentzen czy choćby Przemysław Wipler.

Jeszcze niedawno w dużej części Konfederacji panowało przekonanie, że PiS znajduje się w fazie „schyłkowej”. Starzejący się elektorat tej partii miał naturalnie wymierać, a domyślnym wyborem kolejnych pokoleń prawicy byłaby w tej optyce Konfederacja. To przekonanie pozwalało żywić nadzieję, że to właśnie partia Mentzena i Bosaka zastąpi kiedyś partię Kaczyńskiego w roli hegemona prawicy. Rzeczywistość okazała się jednak mniej łaskawa. Okresowe wzrosty Konfederacji, jak w lecie 2023 roku czy na początku 2025, miały charakter efemeryczny. Formacja utknęła na poziomie 12–13 procent, co w realiach polskiej polityki pachnie politycznym sufitem. Dodatkowo z czasem ujawniły się rozmaite słabości Sławomira Mentzena odbierające nadzieje na przebicie tego sufitu. Pojawia się więc pytanie: czy narodowcy mają czekać do „świętego nigdy” na perspektywę samodzielnego objęcia władzy, czy jednak rozważyć współrządzenie z Kaczyńskim? Tym bardziej że ryzyko wchłonięcia przez PiS, choć realne, wcale nie jest dziś większe niż ideologiczne zdominowanie przez środowisko „wolnościowców” Mentzena, które dokonuje się już od paru lat.

 

Narodowcy między Scyllą a Charybdą?

Choć duża część kierownictwa Ruchu Narodowego taktycznie deklaruje dziś poglądy skręcające w stronę liberalizmu gospodarczego, nie znajduje to pełnego odzwierciedlenia w nastrojach szeregowych działaczy. Taktyka ustępstw, polegająca na rezygnacji z narodowego solidaryzmu gospodarczego na rzecz (chcąc nie chcąc – transnarodowego) kapitalizmu, w wielu środowiskach RN budzi rosnący opór. Dla znacznej części narodowców współczesny wolny rynek nie jest bowiem neutralnym mechanizmem wymiany, lecz potężnym nośnikiem globalnej uniformizacji. Swobodny przepływ towarów, kapitału i (zwłaszcza) treści kulturowych oznacza w praktyce erozję tego, co dla nich najważniejsze, czyli narodowej tożsamości Polaków. Z perspektywy nacjonalisty „niewidzialna ręka rynku”, tak chętnie sławiona przez politycznych spadkobierców Janusza Korwin-Mikkego, nie „reguluje”, lecz po prostu skręca kark polskości. Między innymi z tego powodu coraz więcej członków Ruchu otwarcie irytuje się strategicznymi decyzjami „góry”; podobnie jak liberalnym sposobem myślenia o wartościach i programową niechęcią do regulacji, które w szeregach Nowej Nadziei przybrały niemal dogmatyczną postać. Spotkanie narodowca, dla którego wolnościowa filozofia Mentzena to zakamuflowane owsiakowe „róbta, co chceta”, naprawdę nie jest zbyt trudne.

Kierownictwo RN zdawało sobie sprawę, że na rzecz sojuszu z mentzenistami poświęca istotną część własnego kośćca ideowego, lecz zakładało, że w razie potrzeby będzie mogło ten kurs łatwo skorygować. Tymczasem infekcja ideologiczna okazała się znacznie trudniejsza do zatrzymania. Od pierwszej połowy 2023 roku, wraz z kolejnymi kongresami i konwencjami partyjnymi, coraz wyraźniejsza stała się dominacja retoryki wolnorynkowej nad narodową. Doszło wręcz do tego, że narodowcy zaczęli publicznie autocenzurować się ze swoimi poglądami dla dobra Konfederacji. Wbrew kreśleniu przez konserwatywnych liberałów możliwości syntezy nacjonalizmu i liberalizmu w praktyce potwierdziła się stara mądrość, że „kto liberalizmu dotyka, ten znika”.

Narodowcy znaleźli się więc w potrzasku. Z jednej strony dostrzegali polityczne korzyści płynące z trwania w jednym bloku z mentzenistami, z drugiej – nie chcieli płacić za nie utratą własnej tożsamości. W prywatnych rozmowach wielu z nich, krytykując Jarosława Kaczyńskiego, jeszcze mocniej pomstowało na Sławomira Mentzena. Prawo i Sprawiedliwość, choć oskarżane o zbytnią uległość wobec Brukseli (choćby w sprawie „kamieni milowych” czy Traktatu lizbońskiego), raziło ich raczej stylem i praktyką rządzenia, a nie ideową gotowością do złożenia narodowej tożsamości na ołtarzu wolności gospodarczej.

 

Strażnicy PiS-u

Nie ulega wątpliwości, że samodzielne rządy Konfederacji nie wchodzą w grę w żadnym dającym się przewidzieć horyzoncie czasowym. Nawet hipotetyczna koalicja z nieprzewidywalnym (i niestabilnym) środowiskiem Grzegorza Brauna nie przynosi większości. Scenariusze wydają się więc brutalnie ograniczone. Pierwszy: niekończące się trwanie w opozycji u boku Mentzena, który zamiast budować wspólną tożsamość, systematycznie przesłania pierwiastek nacjonalistyczny. Drugi: rozpad Konfederacji w wyniku politycznego „skoku w bok” Nowej Nadziei (mało prawdopodobnego, lecz wciąż możliwego) w stronę porozumienia z Donaldem Tuskiem. Trzeci: próba dogadania się z Jarosławem Kaczyńskim przy sprzyjającej koniunkturze po kolejnych wyborach.

Istnieje jeszcze wariant czwarty: przekonanie Mentzena do wspólnej koalicji z PiS-em. To jednak scenariusz skrajnie trudny. Oznaczałby bowiem, że partia Kaczyńskiego musiałaby radykalnie ustąpić w kwestiach socjalnych, tracąc dużą część swojego żelaznego elektoratu, dla którego państwo opiekuńcze nie jest „fanaberią” czy „rozdawnictwem”, jak to widzą mentzeniści, lecz warunkiem godnego życia. Działa to również w drugą stronę – Mentzen ustępujący Kaczyńskiemu w sprawach gospodarczych utraciłby lwią część swojego poparcia. Jak by nie patrzeć: Prawo i Sprawiedliwość i Nowa Nadzieja są w tych kwestiach jak ogień i woda. Ruch Narodowy znajduje się tu w zupełnie innym położeniu. Zarówno doktryna nacjonalistyczna, jak i katolicka nauka społeczna nie tylko nie patrzą niechętnie na regulacje państwowe, ale w wielu obszarach uznają je za pożyteczne. To czyni RN znacznie bardziej kompatybilnym z PiS niż libertariańskie zaplecze Mentzena.

Nieprzypadkowo jeszcze kilka lat temu wśród narodowców krążyła koncepcja Konfederacji jako „lodołamacza PiS-u”, którą dziś można przeformułować na „strażnika PiS-u”. Jej sens był prosty: wejść do rządu i pilnować, by z jednej strony nie dryfowało ono w stronę centrum, a z drugiej – by nie ustępowało Brukseli nawet pod groźbą politycznego szantażu. W sytuacji, gdy eurocentryczne elity prowadzą coraz bardziej agresywną politykę wobec Polski, taka rola Ruchu Narodowego mogłaby okazać się dla suwerenności strategicznie bezcenna. Koszt takiej koncepcji wydaje się jednak trudny do zaakceptowania: w razie niemożności pogodzenia Kaczyńskiego z Mentzenem byłoby to rozstanie z Nową Nadzieją. Ale czy Ruch Narodowy ma zrezygnować z realnego wpływu, ministerstw i wzięcia współodpowiedzialności za państwo w imię sojuszu, który już dawno przestał być partnerski? Choć Bosak nie ma na to ochoty, wielu narodowców może myśleć, że odrzucając propozycję współpracy z PiS-em po przyszłych wyborach (nawet bez Mentzena), traci raz na zawsze możliwość utworzenia rządu. Wiele wskazuje więc na to, że nastąpi podział na frakcję konsekwentnie antypisowską i koncyliacyjną.

 

Dwa rodzaje ryzyka

Najpoważniejszą przeszkodą na drodze do ewentualnego porozumienia z Prawem i Sprawiedliwością pozostaje wśród narodowców lęk przed losem „przystawki” Jarosława Kaczyńskiego. I nie jest to obawa wydumana. Historia polskiej polityki dostarcza aż nadto przykładów ugrupowań, które po wejściu w orbitę silniejszego partnera utraciły samodzielność. Ryzyko więc istnieje i nikt rozsądny nie powinien go lekceważyć.

Problem polega jednak na tym, że alternatywa wcale nie jest wolna od zagrożeń. Trwanie w jednym bloku z Nową Nadzieją oznacza powolne, lecz systematyczne wypłukiwanie nacjonalistycznej agendy przez dominującą narrację liberalną. To proces mniej widowiskowy niż polityczne „wchłonięcie”, ale być może groźniejszy, bo dokonujący się bez jednego spektakularnego momentu zerwania. Partia może pozostać formalnie ta sama, lecz stopniowo przestanie być sobą. W tym sensie dylemat, przed którym stoją Krzysztof Bosak i kierownictwo Ruchu Narodowego, nie sprowadza się do wyboru między bezpieczeństwem a ryzykiem, lecz (parafrazując samego Bosaka) między dwoma różnymi rodzajami ryzyka. Jedno z nich polega na wejściu do gry o realny wpływ z pełną świadomością zagrożeń, ale i możliwości. Drugie – na pozostaniu w wygodnej, lecz jałowej roli, w której cudze priorytety coraz mocniej definiują własną tożsamość.

Z tego punktu widzenia obecna strategia „niepalenia mostów”, prowadzona zarówno przez Kaczyńskiego, jak i Bosaka, wydaje się racjonalna. Pozwala zachować podmiotowość, testować granice, dyskretnie budować pozycję negocjacyjną – zamiast zamykać się w retorycznych deklaracjach, które po wyborach i tak zostaną zweryfikowane przez bezlitosną arytmetykę sejmową. Ostatecznie bowiem nie chodzi o to, by do kogoś dołączyć, lecz o to, by wejść do gry jako partner, a nie petent. A o tym, czy taka rola będzie możliwa, zdecydują nie hasła, lecz wynik wyborów i polityczna odwaga liderów.

[Sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzi od redakcji]



 

Polecane