Galeria czarnych charakterów propagandy III RP

Propaganda od zawsze ma swoich negatywnych bohaterów. Kreatorzy społecznych nastrojów potrzebują wrogów, kozłów ofiarnych i wentyli bezpieczeństwa. Gdy coś nie działa – a, nie oszukujmy się, nie działa prawie zawsze – odbiorcom naszego przekazu trzeba wskazać winnego. Trzeba też sprawić, by poczuli się od kogoś lepsi, najlepiej poprzez mocną afiliację emocjonalną z tymi, którzy sączą ten jad do uszu. Czy będzie to totalitaryzm, autorytaryzm, czy nawet liberalna demokracja.
Telefon komórkowy i wąż
Telefon komórkowy i wąż / Tygodnik Solidarność / Krzysztof Karnkowski

Co musisz wiedzieć:

  • Autor zauważa, że propaganda w każdym ustroju działa przez tworzenie wrogów i kozłów ofiarnych, przenosząc winę za systemowe porażki na wybrane grupy i osoby.
  • Odnotowuje również, że klisze i mechanizmy propagandy PRL przetrwały i są dziś używane przez elity medialne i polityczne wobec nowych „czarnych charakterów”.
  • W III RP tę rolę przejmują kolejno przegrani transformacji, niewygodni politycy i ich wyborcy, co tworzy trwały „przemysł pogardy” niszczący solidarność społeczną.

 

Propaganda PRL, zwłaszcza zaś jego pierwszego, najbardziej zamordystycznego okresu, w początkach III RP stała się obiektem badań, ale i przedmiotem żartów. Zbyt stara i zbyt toporna, by być przedmiotem nostalgii, zapisała się jednak na nowo w świadomości społecznej. Jednak pewne jej klisze powracały już zupełnie na poważnie i w naszych czasach, pokazując korzenie myślenia dzisiejszych elit, dysponentów prestiżu i pogardy.

 

Drugie życie propagandy

W 20212 roku kierowany przez Tomasza Lisa „Newsweek” opublikował zdjęcie prof. Zbigniewa Brzezińskiego, obskakiwanego przez chmarę karykaturalnych, zminiaturyzowanych polityków Prawa i Sprawiedliwości. W pakiecie z tytułem „Big Zbig i liliputy” nawiązanie do znanego plakatu z czasów stalinowskich, na których komunistyczny żołnierz przedstawiony jako „olbrzym” górował nad „zaplutym karłem reakcji”, było oczywiste i bezdyskusyjne. I, jak można przypuszczać, zupełnie naturalne dla środowiska, które kilkanaście lat później ustami swej czołowej prokurator porównywało rozliczanie PiS z walką z oddziałami żołnierzy wyklętych. Czy to szokuje? Powinno, ale przecież później niektórym zdarzało się iść jeszcze dalej.

W 2014 roku młody polityk ówczesnego SLD organizował akcję „utopienia księdza w Wiśle”, co miało symbolizować walkę z przywilejami Kościoła. Kilka lat później ówczesny poseł PO Grzegorz Furgo rozpowszechniał plakat z czasów Trzeciej Rzeszy, minimalnie tylko zmieniony: figury Żydów i innych upiornych postaci atakujących spokojny, wiejski dom, zastąpiły twarze polityków Prawa i Sprawiedliwości. A gdy wybuchły proaborcyjne protesty, jedna z aktywistek użyła plakatu reklamującego w czasie II wojny światowej wyjazdy Polek na roboty do Rzeszy jako zachęty do wybrania się na demonstrację Strajku Kobiet. Inspiracje grafika Maksa Skorwidera, który po jednych z wygranych przez PiS wyborach namalował Polskę, która na obszarze zwycięstwa prawicy była obleziona przez robactwo, też są nad wyraz czytelne.

 

Spekulanci i bikiniarze

Największym źródłem wiedzy na temat propagandy, nie tylko zresztą wczesnego, PRL są zachowane i dość szeroko dziś dostępne materiały Polskiej Kroniki Filmowej. PKF była oficjalnym, przygotowywanym zgodnie z wytycznymi bieżącej propagandy przeglądem najważniejszych wydarzeń i moralizujących felietonów, wyświetlanych w kinach od 1944 roku, w późniejszych latach również w Telewizji Polskiej. Jako relikt PRL trwała jeszcze do 1994 roku, upadając z braku chętnych do jej wyświetlania kin. Może trochę szkoda, zważywszy na jej potężną wartość historyczną, socjologiczną, choć niekoniecznie informacyjną.

W kronikach z lat 40. i 50. mamy wrogów zewnętrznych i wewnętrznych. Zacznijmy od tych drugich. Gdy kraj podnosi się z ruin, a ludzie próbują żyć jak ludzie właśnie, przeszkadzają spekulanci, sprzedawcy bimbru i bikiniarze noszący krawaty z gołymi babami. Choć na pozór to zabawne, tak naprawdę widzimy w tych materiałach atmosferę linczu. Nawet jeśli jest to lincz bezkrwawy. ZMS-owcy niczym z filmu „Kabaret” i ich ofiara, człowiek pozbawiony przynajmniej części praw tylko za to, że nie poddał się obowiązującej modzie na szarość. Kamera, śledząca młodych ludzi jak przestępców, narrator chwali grupę radosnych sportowców komunistów napadających na chłopaka. Anonimowemu tancerzowi historia oddała jednak dług, po latach jego taniec ubarwił teledysk Kultu „Piosenka młodych wioślarzy” i tak faceta poznało, już bez fatalnego kontekstu, kolejne pokolenie. Braki na rynku tłumaczy obecność spekulantów, na których milicja urządza naloty, podobnie jak na bimbrowników. Gdyby nie oni, wszystko działałoby, jak trzeba.

 

Oto Ameryka

Jak jednak wspomniałem, najgorsi byli w tym wszystkim Amerykanie. „«Oto Ameryka». Wystawę pod takim tytułem zwiedzają w Warszawie dziesiątki tysięcy osób. W cieniu posągu wolności policyjna pałka. W kraju wolności miliony ludzi poza prawem. Co czeka tego obywatela wolnego kraju? Widmo Ku Klux Klanu. Stryczek założony ręką amerykańskich faszystów”. Przysłowiowe „A u was Murzynów biją” nie wzięło się przecież znikąd, co udowadnia jedna ze starszych kronik. Inna, w materiale pod jednoznacznym tytułem „Go home”, pokazuje amerykańskich żołnierzy jako nowych okupantów państw Europy Zachodniej, wprost zrównując ich z Niemcami sprzed kilku lat.

„W Paryżu, który jak wiadomo jest stolicą Francji, język francuski znalazł się na drugim miejscu po angielskim. Pamiętamy, jak to było u nas pod okupacją esesmanów”

– czytał w 1953 roku Andrzej Łapicki. Z dłuższego monologu o Amerykanach w Europie wyłowić można sporo tez, które pobrzmiewają i dziś. Pogardliwe słowa o „handlarzach bydła z amerykańskich prerii” czy zderzenia amerykańskiego kryzysu z kolejnym rokiem sukcesów, wówczas w ZSRR, dziś w Unii Europejskiej. Słyszymy te zapewnienia o sile, samowystarczalności, Unii jako potędze militarnej i gospodarczej. Mamy wreszcie to jedno najmocniejsze porównanie, które przecież jeszcze mocniej brzmieć musiało zaledwie 8 lat po wojnie w uszach ludzi, którzy dopiero co wyszli, nieraz mocno poobijani, z jej koszmaru.

„Musimy iść naprzód, ufni w powodzenie naszej misji, którą powierzyła nam boska opatrzność. Tak mówił Hitler. Tak mówi Truman”. „Trump mówi jak Hitler, Stalin i Mussolini”

– to już Anne Applebaum, żona Radosława Sikorskiego, na niedługo przed wyborami, które przyniosły obecnemu prezydentowi USA reelekcję po czteroletniej przerwie. Ikonografii porównujących Donalda Trumpa do Hitlera znajdziemy mnóstwo, w internecie, na okładkach pism (szczególnie niemieckich) i w karykaturze. Dalej poszedł chyba tylko autor horrorów Graham Masterton, który wydaną jeszcze we wczesnych latach 80. książkę „Piekielny kandydat” o prezydencie Stanów, który okazuje się Antychrystem, na fali antytrumpowskiej histerii sprzedał po raz drugi jako spełniające się właśnie proroctwo.

 

Żart jak wyrok

W kolejnych latach zmieniała się atmosfera, a wrogami stali się przede wszystkim nienadążający za rytmem społecznej inżynierii. Błędy systemowe zwalano na jednostki, za których wady odpowiadał głównie sam system. Piętnowano więc kiepskich pracowników, nieżyczliwych urzędników, niemiłych sprzedawców, tak jakby PRL takich postaw nie promował i nie uświęcał wszechobecną bylejakością. Oczywiście klimat nagonek wracał w chwilach kolejnych wzmożeń, gdy propaganda musiała wziąć ma celownik Kościół, syjonistów, wichrzycieli, ekstremistów czy warchołów. I znów – niektóre elementy tego przekazu przetrwały do dziś, a najgroźniejsza okazała się propaganda szeptana.

Przez lata popularne dowcipy o Wąchocku były zemstą za aktywność antykomunistycznej partyzantki w tym rejonie, a pokutujące do dziś przekonanie o wyjątkowej biedzie, bylejakości i zacofaniu Radomia to efekt psychologicznej operacji Służby Bezpieczeństwa, rozłożonej na pokolenia karze za wystąpienie robotników w 1976 r. Odkąd pojawiła się Solidarność, w propagandę wpleciono straszliwych ekstremistów, którzy później stali się niekonstruktywną opozycją. Z tą konstruktywną udało się dogadać. Nim to się stało, propagandą zawładnął Jerzy Urban, który za komuny mógł dawać esbecki sygnał do mordu na ks. Jerzym Popiełuszce za pomocą felietonu, by w III RP wykreować poczucie, że wszyscy są świniami, wszyscy kradną, a polska demokracja to tania prostytutka. Zresztą postkomuniści i ich nowi koledzy z niedawnej konstruktywnej opozycji zadbali o to, by wszystkie te opinie miały całkiem solidne podstawy.

 

Przegrywy transformacji

W nowej Polsce wrogów kreowano w bardzo podobny sposób. Znów gardzić mieliśmy tymi, którzy nie włączyli się w radosny nurt przemian i wypadli gdzieś na pobocza i bezdroża transformacji. Kabarety wyśmiewały bezrobotnych jako cwaniaków (ileż tej pogardy znajdziemy w odcinkach kolejnych programów satyrycznych Wojciecha Manna i Krzysztofa Materny), podczas gdy cwaniaków pisma, takie jak „Sukces” czy nawrócone na kapitalizm „Wprost”, lansowały na bohaterów.

Pierwszym obiektem nagonki personalnej niemal wszystkich mediów stał się Lech Wałęsa, gdy tylko ogłosił wojnę na górze. Cham, prostak, zamordysta, kupa mięsa – zjednoczyli się subtelni inteligenci z „Wyborczej” i odreagowująca historyczną porażkę napisami na murach wczorajsza esbecja. Czy nie pisali prawdy? Cóż, gdy historia wyjątkowo przyznała im całkiem sporo racji, zdążyli już pokochać Wałęsę po tym, jak obalił rząd Jana Olszewskiego przerażony perspektywą ujawnienia swojej teczki. Kolejny raz wrogiem stał się po drodze Kościół, który nagle w wielu przekazach zastąpił komunę. Nowi i starzy szefowie mediów nie chcieli żadnej konkurencji do rządu dusz. Z tych, którzy nie weszli do tej poszerzonej brudnej wspólnoty, zrobiono najpierw „homo sovieticus”, oszołomów i zoologicznych antykomunistów, później moherowe berety, na koniec wrogów Europy i fanów Putina, choć ¾ tych ostatnich chwilę wcześniej była dla salonu rusofobami.

Nagonki doświadczył Stanisław Tymiński, egzotyczny i wciąż tajemniczy kandydat z pierwszych wyborów prezydenckich, później wyśmiewano Jana Olszewskiego, z Gabriela Janowskiego zrobiono wariata z pomocą fałszywych przyjaciół i przygotowanych pod media obrazków, a na Andrzeju Lepperze medialnie egzekucję przeprowadzono u Tomasza Sekielskiego i Andrzeja Morozowskiego, nim dokonano na nim egzekucji już całkowicie i nieodwołalnie prawdziwej, opakowanej na użytek mediów i śledztwa w szaty samobójstwa. Wcześniej wylano na niego i jego otoczenie więcej medialnej gnojowicy, niż on sam rozlał na wszystkich protestach rolniczych w całym swoim życiu. Córka jednej z posłanek została poddana takiej presji, że próbowała targnąć się na swoje życie, co stało się okazją nie do refleksji, a kolejnych kpin na jej temat.

 

O nas, ale bez nas

Wtedy trwała już w najlepsze inna medialna operacja, mająca uderzyć w braci Lecha i Jarosława Kaczyńskich. Lecha szczególnie upodobał sobie Janusz Palikot, chcący „uderzyć w godnościowe aspekty prezydentury”, w czym do Smoleńska pomagały mu wszystkie media. Co spotykało i spotyka Jarosława, wie każdy, kto obserwuje polską politykę. W ostatnich dniach, gdy prezes PiS trafił do szpitala, praca mediów i polityków zaowocowała kolejną falą życzeń śmierci. Przemysł pogardy dotknął również Andrzeja Dudę, któremu tak skutecznie przyklejano łatkę „Adriana”, że aż sam w niektórych swych decyzjach zdawał się jej ulegać ku rozczarowaniu swoich zawiedzionych wyborców.

Dziś ta sama brudna fala próbuje zalać Karola Nawrockiego, który jednak przyswoił sobie lekcje poprzedników. Oskarżenia z kampanii wyborczej, nazywanie „Alfonsem” lub „Batyrem” (choć to ostatnie to żaden wstyd, o czym jednak używający tego słowa jako obelgi nie wiedzą) czy kwestionowanie mandatu na Nawrockim nie robią wrażenia, co prowokuje ataki na pierwszą damę i małą córkę prezydenta. Reżim III RP znalazł sobie w nich przeciwników na swoje siły. W tle cały czas trwają te same ataki na ludzi, którym III RP dała w kość, tym ostrzejsze, im bardziej rządy PiS dały im trochę ulgi. Rodziny z dziećmi, biorący 500+, chłopi, związkowcy, robotnicy – wrogiem będzie każdy, kogo upatrzy sobie władza i jej elity. Najpełniej wyrażają to kolejne monologi prof. Radosława Markowskiego uważającego, że to jego wkład w PKB utrzymuje połowę lub 2/3 Polaków. Ta historia prędko się nie skończy i dla każdego z nas znajdzie się w niej wcześniej czy później miejsce. Chyba że zaśpiewamy w końcu w jednym chórze z tymi, których stać na opłacanie tej medialnej orkiestry. Tyle że w tej melodii nie ma miejsca na solidarność, pisaną czy to z wielkiej, czy z małej litery.

[Tytuł i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]


 

POLECANE
Jak Polacy uratowali Wielki Zderzacz Hadronów z ostatniej chwili
Jak Polacy uratowali Wielki Zderzacz Hadronów

Wyłączenie jednego z poddetektorów systemu FIT mogło sparaliżować eksperyment ALICE w CERN. Po zakończeniu współpracy z Rosją i jej sprzętem zabrakło dokumentacji i wsparcia technicznego dla kluczowego urządzenia. Odpowiedzialność przejęli polscy inżynierowie i naukowcy.

Komunikat dla mieszkańców woj. śląskiego z ostatniej chwili
Komunikat dla mieszkańców woj. śląskiego

Ferie za złotówkę z Kolejami Śląskimi! Od 13 lutego do 1 marca dzieci i młodzież w wieku 4-18 lat będą podróżować pociągami Kolei Śląskich za 1 zł – informuje Województwo Śląskie.

Jest wyrok TSUE w sprawie WIBOR. Ważna decyzja dla milionów Polaków z ostatniej chwili
Jest wyrok TSUE w sprawie WIBOR. Ważna decyzja dla milionów Polaków

Trybunał Sprawiedliwości UE orzekł w czwartek, że klauzula umowy na kredyt mieszkaniowy, zawierająca wskaźnik taki jak WIBOR, nie powoduje znaczącej nierównowagi między stronami na niekorzyść konsumenta. Według TSUE bank nie musi przekazywać konsumentowi szczegółowych informacji na temat metodologii tego wskaźnika.

Wiadomości
Amerykańska Kongresmenka: Czas przywrócić suwerenność narodom Europy

Kongresmenka Anna Paulina Luna – konserwatywna polityczka Partii Republikańskiej i członkini Izby Reprezentantów USA – wezwała w mediach społecznościowych do „przywrócenia suwerenności narodom Europy” oraz do odejścia od scentralizowanych struktur politycznych, takich jak Unia Europejska. Jej słowa wywołały szeroką dyskusję na temat roli instytucji ponadnarodowych i prawa państw do decydowania o własnej polityce.

Co w przypadku ataku Rosji na przesmyk suwalski? Szef NATO odpowiada gorące
Co w przypadku ataku Rosji na przesmyk suwalski? Szef NATO odpowiada

Przesmyk suwalski znów znalazł się w centrum uwagi. Szef NATO Mark Rutte jasno zadeklarował, że jakakolwiek próba jego zablokowania przez Rosję spotka się z natychmiastową i zdecydowaną reakcją całego Sojuszu.

Pilne doniesienia z granicy. Jest komunikat Straży Granicznej z ostatniej chwili
Pilne doniesienia z granicy. Jest komunikat Straży Granicznej

Straż Graniczna publikuje raporty dotyczące wydarzeń na polskiej granicy z Białorusią. Ponadto zaraportowano także o sytuacji na granicy z Litwą i Niemcami w związku z przywróceniem na nich tymczasowych kontroli.

Gwiazda TVN przeszła do TVP. Będzie miała własny program z ostatniej chwili
Gwiazda TVN przeszła do TVP. Będzie miała własny program

Była dziennikarka TVN Gabi Drzewiecka, która od roku związana jest z Telewizją Polską, będzie miała własny program. W TVP2 wiosną wystartuje "Gabi Drzewiecka zaprasza".

Rozpoczął się strajk Lufthansy. Odwołano setki lotów z ostatniej chwili
Rozpoczął się strajk Lufthansy. Odwołano setki lotów

Całodniowy strajk pilotów i personelu pokładowego Lufthansy sparaliżował ruch lotniczy w Niemczech. Przewoźnik odwołał niemal wszystkie wyloty, w tym rejsy do Polski. Utrudnienia objęły dziesiątki tysięcy pasażerów.

WhatsApp i YouTube już niedostępne w Rosji. Zaostrza się kontrola informacji Wiadomości
WhatsApp i YouTube już niedostępne w Rosji. Zaostrza się kontrola informacji

Rosyjskie władze rozszerzyły internetową blokadę na całe usługi WhatsApp i YouTube. Decyzja weszła w życie 11 lutego i oznacza faktyczne odcięcie milionów użytkowników od popularnych platform komunikacyjnych i wideo.

„Rz”: Konflikt Lewicy z prezydentem jest celowy. Chodzi o pompowanie Czarzastego polityka
„Rz”: Konflikt Lewicy z prezydentem jest celowy. Chodzi o pompowanie Czarzastego

Nowa Lewica ma świadomie eskalować spór z Karolem Nawrockim, by wzmocnić swoją pozycję polityczną – informuje „Rzeczpospolita”. Według dziennika strategia została oparta na badaniach i ma być realizowana przez wiele miesięcy i ma służyć wykreowaniu Czarzastego na polityka równego Tuskowi.

REKLAMA

Galeria czarnych charakterów propagandy III RP

Propaganda od zawsze ma swoich negatywnych bohaterów. Kreatorzy społecznych nastrojów potrzebują wrogów, kozłów ofiarnych i wentyli bezpieczeństwa. Gdy coś nie działa – a, nie oszukujmy się, nie działa prawie zawsze – odbiorcom naszego przekazu trzeba wskazać winnego. Trzeba też sprawić, by poczuli się od kogoś lepsi, najlepiej poprzez mocną afiliację emocjonalną z tymi, którzy sączą ten jad do uszu. Czy będzie to totalitaryzm, autorytaryzm, czy nawet liberalna demokracja.
Telefon komórkowy i wąż
Telefon komórkowy i wąż / Tygodnik Solidarność / Krzysztof Karnkowski

Co musisz wiedzieć:

  • Autor zauważa, że propaganda w każdym ustroju działa przez tworzenie wrogów i kozłów ofiarnych, przenosząc winę za systemowe porażki na wybrane grupy i osoby.
  • Odnotowuje również, że klisze i mechanizmy propagandy PRL przetrwały i są dziś używane przez elity medialne i polityczne wobec nowych „czarnych charakterów”.
  • W III RP tę rolę przejmują kolejno przegrani transformacji, niewygodni politycy i ich wyborcy, co tworzy trwały „przemysł pogardy” niszczący solidarność społeczną.

 

Propaganda PRL, zwłaszcza zaś jego pierwszego, najbardziej zamordystycznego okresu, w początkach III RP stała się obiektem badań, ale i przedmiotem żartów. Zbyt stara i zbyt toporna, by być przedmiotem nostalgii, zapisała się jednak na nowo w świadomości społecznej. Jednak pewne jej klisze powracały już zupełnie na poważnie i w naszych czasach, pokazując korzenie myślenia dzisiejszych elit, dysponentów prestiżu i pogardy.

 

Drugie życie propagandy

W 20212 roku kierowany przez Tomasza Lisa „Newsweek” opublikował zdjęcie prof. Zbigniewa Brzezińskiego, obskakiwanego przez chmarę karykaturalnych, zminiaturyzowanych polityków Prawa i Sprawiedliwości. W pakiecie z tytułem „Big Zbig i liliputy” nawiązanie do znanego plakatu z czasów stalinowskich, na których komunistyczny żołnierz przedstawiony jako „olbrzym” górował nad „zaplutym karłem reakcji”, było oczywiste i bezdyskusyjne. I, jak można przypuszczać, zupełnie naturalne dla środowiska, które kilkanaście lat później ustami swej czołowej prokurator porównywało rozliczanie PiS z walką z oddziałami żołnierzy wyklętych. Czy to szokuje? Powinno, ale przecież później niektórym zdarzało się iść jeszcze dalej.

W 2014 roku młody polityk ówczesnego SLD organizował akcję „utopienia księdza w Wiśle”, co miało symbolizować walkę z przywilejami Kościoła. Kilka lat później ówczesny poseł PO Grzegorz Furgo rozpowszechniał plakat z czasów Trzeciej Rzeszy, minimalnie tylko zmieniony: figury Żydów i innych upiornych postaci atakujących spokojny, wiejski dom, zastąpiły twarze polityków Prawa i Sprawiedliwości. A gdy wybuchły proaborcyjne protesty, jedna z aktywistek użyła plakatu reklamującego w czasie II wojny światowej wyjazdy Polek na roboty do Rzeszy jako zachęty do wybrania się na demonstrację Strajku Kobiet. Inspiracje grafika Maksa Skorwidera, który po jednych z wygranych przez PiS wyborach namalował Polskę, która na obszarze zwycięstwa prawicy była obleziona przez robactwo, też są nad wyraz czytelne.

 

Spekulanci i bikiniarze

Największym źródłem wiedzy na temat propagandy, nie tylko zresztą wczesnego, PRL są zachowane i dość szeroko dziś dostępne materiały Polskiej Kroniki Filmowej. PKF była oficjalnym, przygotowywanym zgodnie z wytycznymi bieżącej propagandy przeglądem najważniejszych wydarzeń i moralizujących felietonów, wyświetlanych w kinach od 1944 roku, w późniejszych latach również w Telewizji Polskiej. Jako relikt PRL trwała jeszcze do 1994 roku, upadając z braku chętnych do jej wyświetlania kin. Może trochę szkoda, zważywszy na jej potężną wartość historyczną, socjologiczną, choć niekoniecznie informacyjną.

W kronikach z lat 40. i 50. mamy wrogów zewnętrznych i wewnętrznych. Zacznijmy od tych drugich. Gdy kraj podnosi się z ruin, a ludzie próbują żyć jak ludzie właśnie, przeszkadzają spekulanci, sprzedawcy bimbru i bikiniarze noszący krawaty z gołymi babami. Choć na pozór to zabawne, tak naprawdę widzimy w tych materiałach atmosferę linczu. Nawet jeśli jest to lincz bezkrwawy. ZMS-owcy niczym z filmu „Kabaret” i ich ofiara, człowiek pozbawiony przynajmniej części praw tylko za to, że nie poddał się obowiązującej modzie na szarość. Kamera, śledząca młodych ludzi jak przestępców, narrator chwali grupę radosnych sportowców komunistów napadających na chłopaka. Anonimowemu tancerzowi historia oddała jednak dług, po latach jego taniec ubarwił teledysk Kultu „Piosenka młodych wioślarzy” i tak faceta poznało, już bez fatalnego kontekstu, kolejne pokolenie. Braki na rynku tłumaczy obecność spekulantów, na których milicja urządza naloty, podobnie jak na bimbrowników. Gdyby nie oni, wszystko działałoby, jak trzeba.

 

Oto Ameryka

Jak jednak wspomniałem, najgorsi byli w tym wszystkim Amerykanie. „«Oto Ameryka». Wystawę pod takim tytułem zwiedzają w Warszawie dziesiątki tysięcy osób. W cieniu posągu wolności policyjna pałka. W kraju wolności miliony ludzi poza prawem. Co czeka tego obywatela wolnego kraju? Widmo Ku Klux Klanu. Stryczek założony ręką amerykańskich faszystów”. Przysłowiowe „A u was Murzynów biją” nie wzięło się przecież znikąd, co udowadnia jedna ze starszych kronik. Inna, w materiale pod jednoznacznym tytułem „Go home”, pokazuje amerykańskich żołnierzy jako nowych okupantów państw Europy Zachodniej, wprost zrównując ich z Niemcami sprzed kilku lat.

„W Paryżu, który jak wiadomo jest stolicą Francji, język francuski znalazł się na drugim miejscu po angielskim. Pamiętamy, jak to było u nas pod okupacją esesmanów”

– czytał w 1953 roku Andrzej Łapicki. Z dłuższego monologu o Amerykanach w Europie wyłowić można sporo tez, które pobrzmiewają i dziś. Pogardliwe słowa o „handlarzach bydła z amerykańskich prerii” czy zderzenia amerykańskiego kryzysu z kolejnym rokiem sukcesów, wówczas w ZSRR, dziś w Unii Europejskiej. Słyszymy te zapewnienia o sile, samowystarczalności, Unii jako potędze militarnej i gospodarczej. Mamy wreszcie to jedno najmocniejsze porównanie, które przecież jeszcze mocniej brzmieć musiało zaledwie 8 lat po wojnie w uszach ludzi, którzy dopiero co wyszli, nieraz mocno poobijani, z jej koszmaru.

„Musimy iść naprzód, ufni w powodzenie naszej misji, którą powierzyła nam boska opatrzność. Tak mówił Hitler. Tak mówi Truman”. „Trump mówi jak Hitler, Stalin i Mussolini”

– to już Anne Applebaum, żona Radosława Sikorskiego, na niedługo przed wyborami, które przyniosły obecnemu prezydentowi USA reelekcję po czteroletniej przerwie. Ikonografii porównujących Donalda Trumpa do Hitlera znajdziemy mnóstwo, w internecie, na okładkach pism (szczególnie niemieckich) i w karykaturze. Dalej poszedł chyba tylko autor horrorów Graham Masterton, który wydaną jeszcze we wczesnych latach 80. książkę „Piekielny kandydat” o prezydencie Stanów, który okazuje się Antychrystem, na fali antytrumpowskiej histerii sprzedał po raz drugi jako spełniające się właśnie proroctwo.

 

Żart jak wyrok

W kolejnych latach zmieniała się atmosfera, a wrogami stali się przede wszystkim nienadążający za rytmem społecznej inżynierii. Błędy systemowe zwalano na jednostki, za których wady odpowiadał głównie sam system. Piętnowano więc kiepskich pracowników, nieżyczliwych urzędników, niemiłych sprzedawców, tak jakby PRL takich postaw nie promował i nie uświęcał wszechobecną bylejakością. Oczywiście klimat nagonek wracał w chwilach kolejnych wzmożeń, gdy propaganda musiała wziąć ma celownik Kościół, syjonistów, wichrzycieli, ekstremistów czy warchołów. I znów – niektóre elementy tego przekazu przetrwały do dziś, a najgroźniejsza okazała się propaganda szeptana.

Przez lata popularne dowcipy o Wąchocku były zemstą za aktywność antykomunistycznej partyzantki w tym rejonie, a pokutujące do dziś przekonanie o wyjątkowej biedzie, bylejakości i zacofaniu Radomia to efekt psychologicznej operacji Służby Bezpieczeństwa, rozłożonej na pokolenia karze za wystąpienie robotników w 1976 r. Odkąd pojawiła się Solidarność, w propagandę wpleciono straszliwych ekstremistów, którzy później stali się niekonstruktywną opozycją. Z tą konstruktywną udało się dogadać. Nim to się stało, propagandą zawładnął Jerzy Urban, który za komuny mógł dawać esbecki sygnał do mordu na ks. Jerzym Popiełuszce za pomocą felietonu, by w III RP wykreować poczucie, że wszyscy są świniami, wszyscy kradną, a polska demokracja to tania prostytutka. Zresztą postkomuniści i ich nowi koledzy z niedawnej konstruktywnej opozycji zadbali o to, by wszystkie te opinie miały całkiem solidne podstawy.

 

Przegrywy transformacji

W nowej Polsce wrogów kreowano w bardzo podobny sposób. Znów gardzić mieliśmy tymi, którzy nie włączyli się w radosny nurt przemian i wypadli gdzieś na pobocza i bezdroża transformacji. Kabarety wyśmiewały bezrobotnych jako cwaniaków (ileż tej pogardy znajdziemy w odcinkach kolejnych programów satyrycznych Wojciecha Manna i Krzysztofa Materny), podczas gdy cwaniaków pisma, takie jak „Sukces” czy nawrócone na kapitalizm „Wprost”, lansowały na bohaterów.

Pierwszym obiektem nagonki personalnej niemal wszystkich mediów stał się Lech Wałęsa, gdy tylko ogłosił wojnę na górze. Cham, prostak, zamordysta, kupa mięsa – zjednoczyli się subtelni inteligenci z „Wyborczej” i odreagowująca historyczną porażkę napisami na murach wczorajsza esbecja. Czy nie pisali prawdy? Cóż, gdy historia wyjątkowo przyznała im całkiem sporo racji, zdążyli już pokochać Wałęsę po tym, jak obalił rząd Jana Olszewskiego przerażony perspektywą ujawnienia swojej teczki. Kolejny raz wrogiem stał się po drodze Kościół, który nagle w wielu przekazach zastąpił komunę. Nowi i starzy szefowie mediów nie chcieli żadnej konkurencji do rządu dusz. Z tych, którzy nie weszli do tej poszerzonej brudnej wspólnoty, zrobiono najpierw „homo sovieticus”, oszołomów i zoologicznych antykomunistów, później moherowe berety, na koniec wrogów Europy i fanów Putina, choć ¾ tych ostatnich chwilę wcześniej była dla salonu rusofobami.

Nagonki doświadczył Stanisław Tymiński, egzotyczny i wciąż tajemniczy kandydat z pierwszych wyborów prezydenckich, później wyśmiewano Jana Olszewskiego, z Gabriela Janowskiego zrobiono wariata z pomocą fałszywych przyjaciół i przygotowanych pod media obrazków, a na Andrzeju Lepperze medialnie egzekucję przeprowadzono u Tomasza Sekielskiego i Andrzeja Morozowskiego, nim dokonano na nim egzekucji już całkowicie i nieodwołalnie prawdziwej, opakowanej na użytek mediów i śledztwa w szaty samobójstwa. Wcześniej wylano na niego i jego otoczenie więcej medialnej gnojowicy, niż on sam rozlał na wszystkich protestach rolniczych w całym swoim życiu. Córka jednej z posłanek została poddana takiej presji, że próbowała targnąć się na swoje życie, co stało się okazją nie do refleksji, a kolejnych kpin na jej temat.

 

O nas, ale bez nas

Wtedy trwała już w najlepsze inna medialna operacja, mająca uderzyć w braci Lecha i Jarosława Kaczyńskich. Lecha szczególnie upodobał sobie Janusz Palikot, chcący „uderzyć w godnościowe aspekty prezydentury”, w czym do Smoleńska pomagały mu wszystkie media. Co spotykało i spotyka Jarosława, wie każdy, kto obserwuje polską politykę. W ostatnich dniach, gdy prezes PiS trafił do szpitala, praca mediów i polityków zaowocowała kolejną falą życzeń śmierci. Przemysł pogardy dotknął również Andrzeja Dudę, któremu tak skutecznie przyklejano łatkę „Adriana”, że aż sam w niektórych swych decyzjach zdawał się jej ulegać ku rozczarowaniu swoich zawiedzionych wyborców.

Dziś ta sama brudna fala próbuje zalać Karola Nawrockiego, który jednak przyswoił sobie lekcje poprzedników. Oskarżenia z kampanii wyborczej, nazywanie „Alfonsem” lub „Batyrem” (choć to ostatnie to żaden wstyd, o czym jednak używający tego słowa jako obelgi nie wiedzą) czy kwestionowanie mandatu na Nawrockim nie robią wrażenia, co prowokuje ataki na pierwszą damę i małą córkę prezydenta. Reżim III RP znalazł sobie w nich przeciwników na swoje siły. W tle cały czas trwają te same ataki na ludzi, którym III RP dała w kość, tym ostrzejsze, im bardziej rządy PiS dały im trochę ulgi. Rodziny z dziećmi, biorący 500+, chłopi, związkowcy, robotnicy – wrogiem będzie każdy, kogo upatrzy sobie władza i jej elity. Najpełniej wyrażają to kolejne monologi prof. Radosława Markowskiego uważającego, że to jego wkład w PKB utrzymuje połowę lub 2/3 Polaków. Ta historia prędko się nie skończy i dla każdego z nas znajdzie się w niej wcześniej czy później miejsce. Chyba że zaśpiewamy w końcu w jednym chórze z tymi, których stać na opłacanie tej medialnej orkiestry. Tyle że w tej melodii nie ma miejsca na solidarność, pisaną czy to z wielkiej, czy z małej litery.

[Tytuł i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]



 

Polecane