Mercosur trzeba i można zawrócić
Co musisz wiedzieć:
- Porozumienie pomiędzy UE, a krajami Mercosur negocjowano od ponad 25 lat
- Rolnictwo UE podlega znacznie wyższym normom środowiskowym, sanitarnym, dobrostanu zwierząt i klimatycznym niż w Ameryce Połudnowej.
- Przez Mercosur rynki ulegają destabilizacji, dochody europejskich producentów spadają, a UE staje się zależna od importu żywności.
Porozumienie z krajami Mercosur negocjowane jest od ponad 25 lat. Sama grupa, zrzeszająca na początku cztery państwa Ameryki Południowej: Argentynę, Brazylię, Paragwaj i Urugwaj, powstała jako międzynarodowa organizacja gospodarcza w 1991 roku. W 2024 dołączyła do niej również Boliwia. Niejasna jest sytuacja Wenezueli przyjętej do Mercosur w 2012 roku, lecz cztery lata później zawieszonej. Dodatkowo sześć krajów funkcjonuje jako państwa stowarzyszone, które korzystają ze strefy wolnego handlu, lecz nie należą do unii celnej. Organizacja wzorowana jest na Unii Europejskiej i daje podobne prawa swoim mieszkańcom mogącym swobodnie przemieszczać się po jej obszarze, zamieszkiwać i pracować na nim. UE liczy sobie ok. 448 mln mieszkańców, Mercosur – w zaokrągleniu ok. 282 mln. Nominalne PKB Unii to ok. 16–17 bln USD, a państw Mercosur 2,8–3,0 bln USD, więc gospodarka unijna jest około sześciokrotnie większa. Na głowę wypada 37–38 tys. USD w Europie, a tylko 10–11 tys. USD w południowoamerykańskiej piątce. Mercosur, głównie dzięki potężnym połaciom Brazylii, wygrywa z nami, jeśli chodzi o zajmowany obszar – to 13 mln km² przy zaledwie 4,23 mln km² Unii. Tyle że gęstość zaludnienia jest u nas prawie pięciokrotnie większa.
Dopychanie kolanem
W idealnej wizji, do której próbuje się przykrawać rzeczywistość, Ameryka Południowa ma być spiżarnią, a Europa fabryką. Unia ma dawać produkcję przemysłową, usługi i inwestycje, a Mercosur – żywność i surowce. Kto na tym zyskuje? Właściciele europejskiego, głównie niemieckiego, przemysłu, czego zresztą publicyści zza naszej zachodniej granicy nawet nie kryją. Nie kryją też tego, że inni, zwłaszcza rolnicy, na tym stracą. Mówi się trudno. „Jeśli negocjuje się z partnerem na równych prawach, nie można mu po prostu dyktować warunków. Obowiązuje zasada: musisz coś dać, aby coś innego otrzymać. Bez tańszej argentyńskiej wołowiny w UE w Brazylii nie będą jeździć tańsze niemieckie samochody” – tłumaczy cytowany przez polską stronę Deutsche Welle dziennik „Südwest Presse”. No właśnie. Dla rolników w tej nowej układance szybko zabraknąć może miejsca. I na nic zdają się tu zapewnienia o dodatkowych zabezpieczeniach wpisanych w towarzyszące umowie protokoły, skoro politycy z Ameryki Południowej mówią wprost, że dla nich istotny jest tylko podstawowy dokument.
- Solidarność ogłasza pogotowie strajkowe w PG "Silesia"!
- Merz w Bundestagu: „Europa musi stać się mocarstwem”
- Szef EPL chce fuzji najwyższych stanowisk w UE i powołania unijnego prezydenta
- Duże zmiany w 800 plus. ZUS wydał komunikat
- Mercosur: Większe ziarna i tańsze kurczaki
Umowa negocjowana była z przerwami od ponad 25 lat. Na przeszkodzie, by ją sfinalizować, z reguły stawały obawy rolników wyrażane przez te władze państwowe, które z rolnikami musiały się liczyć. Jednak w tej kadencji PE i KE prace zdecydowanie przyspieszyły, zaczęto też szukać sposobów, by umowę przepchnąć choćby i z pogwałceniem dotychczasowych obyczajów, marginalizując Parlament Europejski. Jak najdalej od demokracji przedstawicielskiej, nawet w jej rachitycznej, unijnej formie. Część handlowa ma charakter tymczasowy, została niejako wyjęta z szerszej umowy partnerskiej, która musi być procedowana również na poziomie państw i zostanie przez nią zastąpiona w chwili jej przyjęcia. Źródeł pośpiechu upatrywać należy w kryzysie europejskiej, a przede wszystkim niemieckiej gospodarki. Tyle że tym samym fundujemy sobie kolejne kryzysy. Dotkną one również Niemcy, jak jednak nietrudno się dziwić, lobbing wielkich koncernów ma większą moc przekonywania niż rolnicze protesty.
Ryzyko dla rolnika i dla konsumenta
Spróbujmy spojrzeć na najważniejsze zagrożenia związane z przyjęciem porozumienia. Na nasz rynek trafia żywność, która nie jest objęta surowymi normami unijnymi, a więc zarazem tańsza w wytworzeniu i bardziej ryzykowna dla konsumentów. Latynoscy wytwórcy obficie korzystają z nawozów, również takich, które zostały wycofane w UE, lub – to dodatkowa komplikacja – produkowanych w objętych w Europie sankcjami krajach, przede wszystkim Rosji i Białorusi. Dochodzą do tego rozmaite hormony wzrostu czy leki. Nawet pomimo zapisania w umowie pewnych obostrzeń realnie rzecz będzie nie do skontrolowania. Rolnictwo UE podlega znacznie wyższym normom środowiskowym, sanitarnym, dobrostanu zwierząt i klimatycznym, za chwilę dojdą do tego zwiększone koszty energii spowodowane wejściem w życie ETS2. Producenci z Mercosur nie muszą spełniać porównywalnych wymogów, a mimo to otrzymują dostęp do rynku UE. Konsekwencje wychodzą poza obszar rolnictwa i dotykają również dziedzin, które nawet dla biurokratów Brukseli i Strasburga są we wszystkich innych sytuacjach święte: konsekwencjami umowy może być zwiększenie emisji (pomyślmy, jaki ślad węglowy wygeneruje zwiększony transport z drugiego końca świata dóbr, które kiedyś Europejczycy mieli praktycznie pod nosem), wycinka lasów pod uprawy i hodowlę, zanieczyszczenie środowiska i żywności. Choć umowa zawiera pewne zastrzeżenia dotyczące środowiska naturalnego, brak jest w niej mechanizmów ich egzekwowania czy możliwości zawieszenia lub zerwania porozumienia w wyniku ich naruszeń.
Na nasz rynek trafia żywność, która nie jest objęta surowymi normami unijnymi, a więc zarazem tańsza w wytworzeniu i bardziej ryzykowna dla konsumentów.
W krajach Unii nowa sytuacja grozi poważnymi kłopotami dla rolników, lecz również wszystkich konsumentów żywności, którzy w dzisiejszej, niestabilnej sytuacji na świecie staną się dużo bardziej zależni od wydłużonych łańcuchów dostaw tam, gdzie dotąd były one najkrótsze. Konsekwencje jakościowe i zdrowotne wynikają wprost z braku reguł, o których pisaliśmy powyżej. Lecz również dla naszych partnerów umowa budzi nie tylko korzystne konsekwencje społeczne. Wzrost produkcji oznaczać może też większy popyt na pracę, której warunki często odbiegają od cywilizowanych standardów, a zmiany sytuacji ekologicznej prowadzić mogą do pogorszenia jakości życia.
Dla większości obserwatorów jest też jasne, że występuje tu podobny mechanizm do zaobserwowanego wcześniej na Ukrainie. Na umowach czy ułatwieniach w handlu i eksporcie miejscowi indywidualni rolnicy nie zyskują lub zyskują nieznacznie, ponieważ ich udział w całym sektorze jest niewielki, a w nowych warunkach zapewne będzie zmniejszał się nadal. Zarówno w Brazylii, jak i w Argentynie własność rolna opiera się na ostrym podziale między wielkimi latyfundiami i bardzo małymi, słabymi gospodarstwami indywidualnymi. W Brazylii niemal 43% gruntów zajmują gospodarstwa powyżej 1000 hektarów. Wielkie korporacje kontrolują rynek towarów, które będą kluczowe dla eksportu do UE, w tym soi, zbóż czy wołowiny. Uprawa i przetwórstwo Argentyny i Brazylii oparte jest na kilku wielkich firmach, rynek Paragwaju i Urugwaju jest trochę bardziej mieszany, lecz i tam wielcy gracze (przede wszystkim z Brazylii) zaznaczają mocno swoją obecność w starciu z firmami rodzinnymi. Nierówności te jeszcze bardziej widać w zdominowanym przez gigantów sektorze eksportu. Tym samym beneficjentami handlu po stronie Mercosur będą w największym stopniu przedsiębiorstwa o dużej skali działania, często z międzynarodowymi powiązaniami, a nie drobni rolnicy.
Wbrew ludziom i traktatom
Wobec porozumienia handlowego z państwami Mercosur sformułować można wiele zarzutów. Zanim przejdziemy do tych związanych bezpośrednio z polską konstytucją, podsumujmy te najbardziej ogólne. Umowa jest niespójna z innymi politykami UE, do czego Unia jest zobowiązana traktatowo. Art. 7 TFUE nakłada obowiązek zapewnienia spójności między politykami UE. Forsowana umowa wchodzi na kurs kolizyjny z Zielonym Ładem, polityką klimatyczną i Wspólną Polityką Rolną, ponieważ w sytuacji, gdy Unia zaostrza normy środowiskowe i produkcyjne dla własnych rolników, jednocześnie liberalizuje import produktów wytwarzanych poza tym reżimem, co prowadzi do wewnętrznej sprzeczności normatywnej. Oczywiście obok tej prawniczej nowomowy mamy cały czas kwestie ludzkie i gospodarcze – utratę konkurencyjności unijnego rolnictwa czy wzrost niepewności konsumenckiej co do pochodzenia i jakości nabywanej żywności, o czym pisałem wyżej. Rolnicy i producenci z UE są pośrednio dyskryminowani regulacyjnie. Jak już wiemy, producenci działający na terenie UE ponoszą koszty norm środowiskowych, sanitarnych, dobrostanu zwierząt, podczas gdy importerzy z Mercosur nie podlegają porównywalnym obowiązkom, a mimo to korzystają z dostępu do rynku. Wreszcie umowa działa wyraźnie wbrew celom Wspólnej Polityki Rolnej, które UE ma obowiązek realizować. Art. 39 Traktatu o Funkcjonowaniu Unii Europejskiej (TFUE) opisujący cele WPR mówi o stabilizacji rynków, zapewnieniu godziwego poziomu życia ludności wiejskiej i bezpieczeństwie dostaw żywności. Wszystkie te punkty przez umowę z Mercosur są wręcz demolowane. Rynki ulegają destabilizacji, dochody europejskich producentów spadają, a UE staje się zależna od importu żywności w sytuacji, w której światowe bezpieczeństwo jest najmniej pewne od dekad. Cele traktatowe okazują się być mniej ważne od tego, by sprzedać Brazylijczykom niemieckie auta.
Co więcej, obszary wątpliwe z punktu widzenia WPR stać też mogą w sprzeczności z polską konstytucją. „Rzeczpospolita strzeże niepodległości i nienaruszalności terytorium, zapewnia wolności i prawa człowieka i obywatela oraz bezpieczeństwo obywateli” – cytuje na antenie telewizji wpolsce24 prof. Ryszard Piotrowski i komentuje: „I teraz to bezpieczeństwo obywateli będzie tutaj narażone w różnych wymiarach, także i w tym wymiarze, który dotyczy stabilności i trwałości tych dostaw, dlatego że one będą się przecież odbywały drogą morską, a to jest dotknięte różnego rodzaju kategoriami ryzyk. Z tego punktu widzenia takie rozwiązanie, które nieco degraduje krajowe zasoby żywnościowe i możliwości właśnie bezpieczeństwa żywnościowego, jest konstytucyjnie wątpliwe i moim zdaniem jest niezgodne z konstytucją, ale to kwestia do dyskusji”. Można więc założyć, że odpowiednio asertywny rząd mógłby na tej podstawie umowę w przyszłości kwestionować lub wręcz nas z niej wypisać. Tu jednak warto pamiętać, że gdy już taki gabinet miałby szansę objąć władzę, może nie mieć oparcia w Trybunale Konstytucyjnym, w którym, jeśli będziemy trzymać się kalendarza, większość mogą mieć wtedy „zwolennicy ugody” – wyznaczeni przez dzisiejszą koalicję sędziowie, którzy nie zdobędą się na zakwestionowanie działań UE. Nie wiadomo też jednak, jak będzie się za kilka lat kształtować układ sił w samej Unii. Być może po kolejnych wyborach ugrupowania konserwatywne i tożsamościowe będą już na tyle silne, by wymusić korzystne dla rolników i bezpieczeństwa wspólnoty zmiany w umowie. Stać się to może choćby w trakcie procedowania całego porozumienia, którego obecna umowa handlowa jest, jak już pisałem, tylko pospiesznie przyjmowaną częścią. Kolejne wątpliwości prawne budzi sam sposób procedowania handlowej części umowy. Jej podział na część handlową i odłożoną na później umowę stowarzyszeniową jest według wielu ekspertów instrumentalnym obejściem konstytucyjnych procedur państw członkowskich.
Wiele obszarów regulowanych w części handlowej ma skutki społeczne, dotyka kompetencji dzielonych, a mimo to KE próbuje je „przemycić” wyłącznie przez Radę i Parlament Europejski, co można uznać za nadużycie kompetencji proceduralnych.
Pomija się parlamenty lokalne i ogranicza debatę publiczną. Wszystko to sprawia, że należy spodziewać się nie tylko ulicznych protestów wymierzonych w szkodliwą dla niemal wszystkich mieszkańców umowę, lecz również licznych działań prawnych, a także kwestionowania umowy na poziomie państw narodowych obecnie lub w bliskiej przyszłości. Przeciwnicy umowy właśnie odnieśli duży sukces: na wniosek grupy europarlamentarzystów związanych m.in. z polską opozycją, umowa została odesłana przez PE do TSUE, co według europosła Patryka Jakiego powinno opóźnić jej ratyfikację co najmniej o rok.




