Igor Zalewski: (Nie)łatwo być dziadersem

Z niejakim zdziwieniem zauważyłem, że gdy oglądam seriale familijne, to identyfikuję się z dziadkami. Złapałem się na tym przy seansie „Współczesnej rodziny” (zdecydowanie polecam! Szalenie zabawne), gdzie głową rodziny jest Jay Pritchett.
uśmiechnięty mężczyzna/ zdjęcie poglądowe
uśmiechnięty mężczyzna/ zdjęcie poglądowe / AdobeStock

Co musisz wiedzieć?

 

  • Współczesna kultura i styl życia oparte na kulcie młodości nie sprzyjają starości i seniorom
  • Współczesność jest niby życzliwa dla tak zwanych seniorów. Wszędzie, gdzie tylko można, wykuto w deklaracjach i zasadach, że ich głos ma być ważny, a życie maksymalnie ułatwiane.
  •  

To zrzędliwy starszy pan, który narzeka na nadopiekuńczość i delikatność współczesności, ma problemy z obsługą fikuśnych kranów w ekskluzywnych toaletach i z rozrzewnieniem wspomina epokę Ronalda Reagana – oczywiście ze szklaneczką szkockiej w ręku. Jay ma pewne problemy z nowoczesnymi technologiami – na przykład nie widzi różnicy między podwójnym kliknięciem a dwoma oddzielnymi kliknięciami. Ma też dorosłego syna w gejowskim związku, który próbuje – z sukcesami, ale nie bez problemów – zaakceptować. Od czasu do czasu zadaje pytanie, dlaczego nikogo nie interesuje jego samopoczucie wynikające z tej sytuacji. No i wreszcie ma znacznie młodszą żonę, niebywałej atrakcyjności Kolumbijkę, która dość szybko zaczyna nim rządzić. Złośliwi twierdzą, że moja słabość do Jaya to tak naprawdę słabość do Glorii. Niniejszych chciałbym to zdementować.

 

Stan umysłu

Nie jest może tak, że z radością wziąłbym udział w przeglądzie filmów z Charlesem Bronsonem czy Lee Marvinem, ale Jay Pritchett to postać jakoś mi bliska. Nie ze względu na wiek, bo mam 55 lat i wojny w Wietnamie nie pamiętam. Mój Wietnam to zaledwie stan wojenny. Nieszczególnie też marzę o wnukach, bo raz, że wychowuję nadal syna, a dwa – wiem, co się przydarzyło Aleksandrowi Kwaśniewskiemu, gdy w TVN24 ośmielił się bąknąć, że nie może się już doczekać dziadkowania. Postępowy dziennikarz zrugał byłego prezydenta za niestosowne zachowanie polegające na wywieraniu presji na córkę. Co, jak wiadomo, jest zagraniem rodem ze średniowiecza albo i gorszych czasów, jeśli tylko takie istniały (a istniały: lata 2015–2023 w Rzeczpospolitej Polskiej).

Ale wyrażana przez Jaya lekka tęsknota za dawnym kształtem świata zakiełkowała we mnie już jakiś czas temu. Zrozumiałem, że nie tylko jestem mentalnym dziadkiem, ale po prostu dziadersem. Muszę przyznać, że lubię ten neologizm – rozumiem, że z założenia miał być pogardliwy, ale ja uważam go za całkiem celny i dowcipny. Skądinąd i na marginesie: dopiero co wpychano mnie w mediach do środowiska pampersów (określenie też miało być złośliwe i też się przyjęło), a już jestem dziadersem. Czas szybko leci, panie dzieju.

 

Tęsknota za białkowym interfejsem

Współczesność jest niby życzliwa dla tak zwanych seniorów. Wszędzie, gdzie tylko można, wykuto w deklaracjach i zasadach, że ich głos ma być ważny, a życie maksymalnie ułatwiane. Najczęściej to jednak tylko frazesy, o czym przekonuje się nieustannie moja mama, która jest cyfrowo wykluczona i z niejakim lękiem przechodzi przez kontakty z wirtualnymi asystentami i rozmaitymi elektronicznymi utrudniaczami, którzy de facto mają jedno zadanie: obrzydzić albo najlepiej uniemożliwić kontakt z realnym człowiekiem. Tak zwany interfejs białkowy (inaczej homo sapiens) jest znacznie droższy niż algorytm, więc oszczędza się go nam, ile się da. Efekt jest prozaiczny, ale jednak smutny – starsi ludzie, tacy jak moja mama, są przerażeni kontaktem z nibyludźmi i czują się obco w niby przychylnej im rzeczywistości. A zresztą: załatwianie sprawy z logarytmem jest wkurzające dla człowieka w każdym wieku (no, może z wyjątkiem zetek – dla nich wkurzający jest kontakt z ludźmi).

 

Bąk w salonie

Gorzej jest jeszcze, gdy w jakiejkolwiek sprawie zajmuje się staroświecki punkt widzenia. Przekonał się o tym nawet Aleksander Kwaśniewski, gdy zająknął się o wnukach. Współczesny świat jest niesamowicie zainteresowany dobrostanem właściwie wszystkich. Ich emocje, uczucia, potrzeby są ważne. No chyba że to starsi ludzie, którzy myślą po staremu. I ośmielają się artykułować swoje emocje i oczekiwania. Wtedy jest tak, jakby puścili bąka w salonie. Nagle z grupy, o którą trzeba dbać, zamieniają się w czarnego bohatera socjologicznych opowieści, które snuje profesor Radosław Markowski – człowiek, który skądinąd opłaca ich emerytury, co jednoznacznie wynika z jego niezrównanych wywodów. Jay Prtichett bardzo stara się zaakceptować partnera swojego syna i ich adoptowane dziecko, ale kiedy tylko wspomina o tym, że ta walka nie jest łatwa i pewnymi rzeczami trudno mu się zachwycić od razu (na przykład gejowskim ślubem i weselem), „współczesna rodzina” natychmiast kręci z dezaprobatą głową. Innych oceniać nie wolno. Jego – jak najbardziej.

 

Dobry senior – młody senior

Kolejny problem jest taki, że współczesność kocha seniorów i nieba by im przychyliła, ale sam akt starzenia się i wynikające z niego konsekwencje są według niej (współczesności) raczej obrzydliwe. Dobry senior to młody senior. To senior, którego nic nie boli, więc skacze ze spadochronem, pływa na desce surfingowej, uprawia triatlon albo przynajmniej jest DJ-em czy DJ-ką na imprezach techno. Trudno nie zauważyć, że popkultura – ze szczególnym uwzględnieniem reklam i pism kobiecych – wmawia nam taką dziarską, nie do końca realistyczną wizję jesieni życia. Sześćdziesiątka to nowa pięćdziesiątka, siedemdziesiątka to nowa sześćdziesiątka. Czy może na odwrót, ale gubię się nieco w coachingowych tytułach z miesięczników dla pań. Starość to stan świadomości plus lata zaniedbań polegających na zbyt rzadkim chodzeniu na siłownię. Wystarczy więc mieć silną psychikę i dobry karnet do klubu fitness.

Dobry senior to młody senior. To senior, którego nic nie boli, więc skacze ze spadochronem, pływa na desce surfingowej, uprawia triatlon albo przynajmniej jest DJ-em czy DJ-ką na imprezach techno.

 

Tych superaktywnych seniorów nie dotyczy już prastare powiedzenie, że jeśli po czterdziestce budzisz się i nic cię nie boli, to znaczy, że nie żyjesz. Ich, cholera, nigdy nie boli, a na śniadanie zdobywają Mount Everest. Ci nadludzie karmią się sportami ekstremalnymi i hałasem z koncertów niczym Frankenstein piorunami. Cóż, pewnie tacy herosi istnieją, ale jednak nie każdy może być Mickiem Jaggerem, o czym boleśnie przekonał się ostatnio Kazik Staszewski, którego ogromnie lubię i poważam. Ale kiedy po zmieszaniu leków i wódki bełkotał na scenie w Zielonej Górze, publiczność nie miała dla niego litości. Sam Kazik słusznie i samokrytycznie zauważył, że zamienił się we własną karykaturę. To przykre, ale na jednego Jaggera przypadają setki, a może i tysiące Kazików.

 

Uwaga! Są też pułapki

No właśnie. Jeśli jako początkujący, ale dumny dziaders miałbym wymienić pułapki, jakie zastawia na nas nowoczesny świat, to owa presja nieulegania entropii jest najgłębsza. To zdecydowanie utrudnia godne starzenie się, czego najlepszym przykładem są aktorki i dziennikarki, które tocząc rozpaczliwą walkę z procesem – z góry skazaną na przegraną – przestają być podobne do samych siebie. Na przykład Sandra Bullock to była ładna kobieta, ale w bezlitosnym boju o zachowanie swej urody uczyniła z siebie jakieś plastikowe monstrum. To szaleństwo zresztą dotarło do Polski i każdy zapewne przyzna mi rację, gdy przypomni sobie pewną wiekową już dziennikarkę, która tak bardzo stara się być młoda i ponętna, że wygrałaby dziś casting do filmu Felliniego o przerysowanej burdel mamie.

Sandra Bullock to była ładna kobieta, ale w bezlitosnym boju o zachowanie swej urody uczyniła z siebie jakieś plastikowe monstrum.

 

Najtrudniejsza ze sztuk

Tę obsesję na punkcie wieku i wyglądu mistrzowsko pokazał Terry Gilliam (autor animacji z trupy Monty Pythona) w tyleż wybitnym, co niedocenianym filmie „Brazil”. W tej naprawdę dotkliwej antyutopii pojawia się motyw dwóch pań, które przechodzą kuracje odmładzające. Pierwsza – matka głównego bohatera – wybiera swego rodzaju masaż skóry (ta scena zostaje w pamięci) i staje się coraz piękniejsza, lat jej ubywa, aż wreszcie wygląda znacznie młodziej od swego syna, a gęstniejący tłum jej adoratorów agresywnie odgradza go od matki. Jej koleżanka idzie inną drogą: wybiera skalpel. Na jej twarzy i ciele pojawia się coraz więcej bandaży, ale ona się nie poddaje, aż wreszcie dosłownie rozsypuje się w proch. Trudno powiedzieć, która wizja jest bardziej przerażająca.

Trzeba zarazem przyznać, że głos rozsądku przychodzi z nieoczekiwanej strony. Być może kojarzycie seksbombę przełomu wieków Pamelę Anderson. Otóż ona ostatnimi czasy zupełnie zmieniła image. Porzuciła wyzywające stroje i ostry makijaż, przestała układać włosy i – szczerze mówiąc – nigdy wcześniej nie wyglądała tak atrakcyjnie. To dziwne, ale to właśnie ona opanowała sztukę godnego starzenia się. Najtrudniejszą ze sztuk.

 

Zdrowy gen egoizmu

Nie chciałbym nikomu dyktować, jak wypada, a jak nie wypada się starzeć. Ale chciałbym być głosem tych, którzy są zbyt obolali po trudach życia, żeby skakać na bungee, i wybierają siedzenie na fotelu z wnukiem na kolanach. Czasy się zmieniły i jak przyjdzie co do czego, na pewno nie dam się wmanewrować w dziadkowanie na cały etat. Nowoczesność wszczepiła we mnie gen egoizmu i nic na to nie poradzę. Jednak rolę dziadka w wielopokoleniowej rodzinie – może być nawet współczesna – chętnie zagram. Z radością dołożę swoją cegiełkę do kształtowania młodego człowieka. Z mojego doświadczenia wynika, że nie ma nic bardziej ekscytującego. A przynajmniej ja się w tym spełniam znacznie bardziej niż w bieganiu maratonów.

Zatem, Panie Prezydencie! Trzymajmy kciuki za to, że kiedyś, może w niezbyt odległej przyszłości, spotkamy się w parku na spacerze z wnukami. I niech nikt nie zabrania Panu o tym marzyć!


 

POLECANE
Państwa narodowe są podstawą wolności tylko u nas
Państwa narodowe są podstawą wolności

Państwo narodowe, wolność słowa i niezależność energetyczna – to trzy filary, które zdominowały dyskusję podczas konferencji Alliance of Sovereign Nations 2026 w Waszyngtonie. Wystąpienia amerykańskiej kongresmen Anny Pauliny Luny oraz rumuńskiego lidera prawicy George Simiona pokazały rosnące znaczenie debat o suwerenności państw w świecie Zachodu.

Uszkodzono kilkadziesiąt nagrobków. Policja szuka sprawców Wiadomości
Uszkodzono kilkadziesiąt nagrobków. Policja szuka sprawców

Policja wyjaśnia okoliczności dewastacji nagrobków, do której doszło w nocy z czwartku na piątek na cmentarzu parafialnym w Niestępowie w gminie Żukowo (woj. pomorskie). Lokalna społeczność apeluje o pomoc w odnalezieniu sprawców.

Tȟašúŋke Witkó: Friedrich Merz – europejski Judasz tylko u nas
Tȟašúŋke Witkó: Friedrich Merz – europejski Judasz

3 marca 2026 roku Friedrich Merz został przyjęty w Białym Domu przez Donalda Trumpa. Dziś mało kto o tym pamięta, ale pierwotnym celem wizyty kanclerza Niemiec w Waszyngtonie była jego debata z prezydentem USA o ogólnoświatowych cłach w wysokości 10 procent, nałożonych na podmioty eksportujące swoje produkty na rynek amerykański.

Prezydent: Decyzje dotyczące bezpieczeństwa są decyzjami Polski, a nie Brukseli Wiadomości
Prezydent: Decyzje dotyczące bezpieczeństwa są decyzjami Polski, a nie Brukseli

Decyzje dotyczące polskiej suwerenności, bezpieczeństwa czy sił zbrojnych są decyzjami zwierzchnika sił zbrojnych, a nie Brukseli - powiedział prezydent Karol Nawrocki podczas spotkania z sympatykami w Chmielniku (woj. świętokrzyskie). Są granice centralizacji UE; wyznacza je polski ustrój - dodał.

System ETS niezgodny z Konstytucją? Jest wniosek do TK Wiadomości
System ETS niezgodny z Konstytucją? Jest wniosek do TK

Podczas zorganizowanej dziś w Sejmie konferencji prasowej posłowie PiS przekazali, że skierowali do Trybunału Konstytucyjnego wniosek dotyczący przepisów ustawy o systemie handlu uprawnieniami do emisji (ETS). Jak napisał w mediach społecznościowych Michał Moskal, przepisy mogą doprowadzić do destabilizacji polskiego przemysłu energochłonnego i ciepłownictwa oraz drastycznego wzrostu kosztów ogrzewania i energii dla milionów Polaków.

Rzadkie zjawisko na niebie. W Polsce też będzie widoczne Wiadomości
Rzadkie zjawisko na niebie. W Polsce też będzie widoczne

12 sierpnia 2026 roku nad Europą pojawi się całkowite zaćmienie Słońca. To rzadkie zjawisko, które od lat fascynuje obserwatorów na całym świecie.

Prace techniczne w bankach. Klienci muszą przygotować się na utrudnienia Wiadomości
Prace techniczne w bankach. Klienci muszą przygotować się na utrudnienia

W najbliższy weekend część usług bankowych może być czasowo niedostępna. O planowanych pracach technicznych poinformowały trzy duże instytucje finansowe: mBank, PKO Bank Polski oraz ING Bank Śląski. Banki apelują do klientów, aby ważne operacje finansowe wykonali wcześniej.

Komunikat dla mieszkańców Zielonej Góry Wiadomości
Komunikat dla mieszkańców Zielonej Góry

Na ponad 66,2 mln zł opiewa podpisana w piątek umowa na budowę trzeciego odcinka zachodniej obwodnicy Zielonej Góry. Droga ta wraz z mostem na Odrze w Pomorsku i nowym fragmentem DW281 będzie elementem „Odrzańskiego Układu Komunikacyjnego" – poinformował Urząd Miasta Zielona Góra.

Krychowiak żegna się z lokalnym klubem po trzech meczach Wiadomości
Krychowiak żegna się z lokalnym klubem po trzech meczach

Grzegorz Krychowiak kończy grę w Mazurze Radzymin. Były reprezentant Polski i zawodnik takich klubów jak Sevilla czy Paris Saint-Germain nie będzie już grał w lokalnej lidze piłkarskiej.

Prezydent zawetował nowelizację prawa karnego z ostatniej chwili
Prezydent zawetował nowelizację prawa karnego

Prezydent Karol Nawrocki podjął decyzję o zawetowaniu nowelizacji Kodeksu postępowania karnego z 27 lutego br. - poinformował rzecznik prezydenta Rafał Leśkiewicz. To obszerna reforma procedury karnej dotycząca m.in. zakazu korzystania z nielegalnych dowodów oraz ograniczenia tymczasowych aresztów.

REKLAMA

Igor Zalewski: (Nie)łatwo być dziadersem

Z niejakim zdziwieniem zauważyłem, że gdy oglądam seriale familijne, to identyfikuję się z dziadkami. Złapałem się na tym przy seansie „Współczesnej rodziny” (zdecydowanie polecam! Szalenie zabawne), gdzie głową rodziny jest Jay Pritchett.
uśmiechnięty mężczyzna/ zdjęcie poglądowe
uśmiechnięty mężczyzna/ zdjęcie poglądowe / AdobeStock

Co musisz wiedzieć?

 

  • Współczesna kultura i styl życia oparte na kulcie młodości nie sprzyjają starości i seniorom
  • Współczesność jest niby życzliwa dla tak zwanych seniorów. Wszędzie, gdzie tylko można, wykuto w deklaracjach i zasadach, że ich głos ma być ważny, a życie maksymalnie ułatwiane.
  •  

To zrzędliwy starszy pan, który narzeka na nadopiekuńczość i delikatność współczesności, ma problemy z obsługą fikuśnych kranów w ekskluzywnych toaletach i z rozrzewnieniem wspomina epokę Ronalda Reagana – oczywiście ze szklaneczką szkockiej w ręku. Jay ma pewne problemy z nowoczesnymi technologiami – na przykład nie widzi różnicy między podwójnym kliknięciem a dwoma oddzielnymi kliknięciami. Ma też dorosłego syna w gejowskim związku, który próbuje – z sukcesami, ale nie bez problemów – zaakceptować. Od czasu do czasu zadaje pytanie, dlaczego nikogo nie interesuje jego samopoczucie wynikające z tej sytuacji. No i wreszcie ma znacznie młodszą żonę, niebywałej atrakcyjności Kolumbijkę, która dość szybko zaczyna nim rządzić. Złośliwi twierdzą, że moja słabość do Jaya to tak naprawdę słabość do Glorii. Niniejszych chciałbym to zdementować.

 

Stan umysłu

Nie jest może tak, że z radością wziąłbym udział w przeglądzie filmów z Charlesem Bronsonem czy Lee Marvinem, ale Jay Pritchett to postać jakoś mi bliska. Nie ze względu na wiek, bo mam 55 lat i wojny w Wietnamie nie pamiętam. Mój Wietnam to zaledwie stan wojenny. Nieszczególnie też marzę o wnukach, bo raz, że wychowuję nadal syna, a dwa – wiem, co się przydarzyło Aleksandrowi Kwaśniewskiemu, gdy w TVN24 ośmielił się bąknąć, że nie może się już doczekać dziadkowania. Postępowy dziennikarz zrugał byłego prezydenta za niestosowne zachowanie polegające na wywieraniu presji na córkę. Co, jak wiadomo, jest zagraniem rodem ze średniowiecza albo i gorszych czasów, jeśli tylko takie istniały (a istniały: lata 2015–2023 w Rzeczpospolitej Polskiej).

Ale wyrażana przez Jaya lekka tęsknota za dawnym kształtem świata zakiełkowała we mnie już jakiś czas temu. Zrozumiałem, że nie tylko jestem mentalnym dziadkiem, ale po prostu dziadersem. Muszę przyznać, że lubię ten neologizm – rozumiem, że z założenia miał być pogardliwy, ale ja uważam go za całkiem celny i dowcipny. Skądinąd i na marginesie: dopiero co wpychano mnie w mediach do środowiska pampersów (określenie też miało być złośliwe i też się przyjęło), a już jestem dziadersem. Czas szybko leci, panie dzieju.

 

Tęsknota za białkowym interfejsem

Współczesność jest niby życzliwa dla tak zwanych seniorów. Wszędzie, gdzie tylko można, wykuto w deklaracjach i zasadach, że ich głos ma być ważny, a życie maksymalnie ułatwiane. Najczęściej to jednak tylko frazesy, o czym przekonuje się nieustannie moja mama, która jest cyfrowo wykluczona i z niejakim lękiem przechodzi przez kontakty z wirtualnymi asystentami i rozmaitymi elektronicznymi utrudniaczami, którzy de facto mają jedno zadanie: obrzydzić albo najlepiej uniemożliwić kontakt z realnym człowiekiem. Tak zwany interfejs białkowy (inaczej homo sapiens) jest znacznie droższy niż algorytm, więc oszczędza się go nam, ile się da. Efekt jest prozaiczny, ale jednak smutny – starsi ludzie, tacy jak moja mama, są przerażeni kontaktem z nibyludźmi i czują się obco w niby przychylnej im rzeczywistości. A zresztą: załatwianie sprawy z logarytmem jest wkurzające dla człowieka w każdym wieku (no, może z wyjątkiem zetek – dla nich wkurzający jest kontakt z ludźmi).

 

Bąk w salonie

Gorzej jest jeszcze, gdy w jakiejkolwiek sprawie zajmuje się staroświecki punkt widzenia. Przekonał się o tym nawet Aleksander Kwaśniewski, gdy zająknął się o wnukach. Współczesny świat jest niesamowicie zainteresowany dobrostanem właściwie wszystkich. Ich emocje, uczucia, potrzeby są ważne. No chyba że to starsi ludzie, którzy myślą po staremu. I ośmielają się artykułować swoje emocje i oczekiwania. Wtedy jest tak, jakby puścili bąka w salonie. Nagle z grupy, o którą trzeba dbać, zamieniają się w czarnego bohatera socjologicznych opowieści, które snuje profesor Radosław Markowski – człowiek, który skądinąd opłaca ich emerytury, co jednoznacznie wynika z jego niezrównanych wywodów. Jay Prtichett bardzo stara się zaakceptować partnera swojego syna i ich adoptowane dziecko, ale kiedy tylko wspomina o tym, że ta walka nie jest łatwa i pewnymi rzeczami trudno mu się zachwycić od razu (na przykład gejowskim ślubem i weselem), „współczesna rodzina” natychmiast kręci z dezaprobatą głową. Innych oceniać nie wolno. Jego – jak najbardziej.

 

Dobry senior – młody senior

Kolejny problem jest taki, że współczesność kocha seniorów i nieba by im przychyliła, ale sam akt starzenia się i wynikające z niego konsekwencje są według niej (współczesności) raczej obrzydliwe. Dobry senior to młody senior. To senior, którego nic nie boli, więc skacze ze spadochronem, pływa na desce surfingowej, uprawia triatlon albo przynajmniej jest DJ-em czy DJ-ką na imprezach techno. Trudno nie zauważyć, że popkultura – ze szczególnym uwzględnieniem reklam i pism kobiecych – wmawia nam taką dziarską, nie do końca realistyczną wizję jesieni życia. Sześćdziesiątka to nowa pięćdziesiątka, siedemdziesiątka to nowa sześćdziesiątka. Czy może na odwrót, ale gubię się nieco w coachingowych tytułach z miesięczników dla pań. Starość to stan świadomości plus lata zaniedbań polegających na zbyt rzadkim chodzeniu na siłownię. Wystarczy więc mieć silną psychikę i dobry karnet do klubu fitness.

Dobry senior to młody senior. To senior, którego nic nie boli, więc skacze ze spadochronem, pływa na desce surfingowej, uprawia triatlon albo przynajmniej jest DJ-em czy DJ-ką na imprezach techno.

 

Tych superaktywnych seniorów nie dotyczy już prastare powiedzenie, że jeśli po czterdziestce budzisz się i nic cię nie boli, to znaczy, że nie żyjesz. Ich, cholera, nigdy nie boli, a na śniadanie zdobywają Mount Everest. Ci nadludzie karmią się sportami ekstremalnymi i hałasem z koncertów niczym Frankenstein piorunami. Cóż, pewnie tacy herosi istnieją, ale jednak nie każdy może być Mickiem Jaggerem, o czym boleśnie przekonał się ostatnio Kazik Staszewski, którego ogromnie lubię i poważam. Ale kiedy po zmieszaniu leków i wódki bełkotał na scenie w Zielonej Górze, publiczność nie miała dla niego litości. Sam Kazik słusznie i samokrytycznie zauważył, że zamienił się we własną karykaturę. To przykre, ale na jednego Jaggera przypadają setki, a może i tysiące Kazików.

 

Uwaga! Są też pułapki

No właśnie. Jeśli jako początkujący, ale dumny dziaders miałbym wymienić pułapki, jakie zastawia na nas nowoczesny świat, to owa presja nieulegania entropii jest najgłębsza. To zdecydowanie utrudnia godne starzenie się, czego najlepszym przykładem są aktorki i dziennikarki, które tocząc rozpaczliwą walkę z procesem – z góry skazaną na przegraną – przestają być podobne do samych siebie. Na przykład Sandra Bullock to była ładna kobieta, ale w bezlitosnym boju o zachowanie swej urody uczyniła z siebie jakieś plastikowe monstrum. To szaleństwo zresztą dotarło do Polski i każdy zapewne przyzna mi rację, gdy przypomni sobie pewną wiekową już dziennikarkę, która tak bardzo stara się być młoda i ponętna, że wygrałaby dziś casting do filmu Felliniego o przerysowanej burdel mamie.

Sandra Bullock to była ładna kobieta, ale w bezlitosnym boju o zachowanie swej urody uczyniła z siebie jakieś plastikowe monstrum.

 

Najtrudniejsza ze sztuk

Tę obsesję na punkcie wieku i wyglądu mistrzowsko pokazał Terry Gilliam (autor animacji z trupy Monty Pythona) w tyleż wybitnym, co niedocenianym filmie „Brazil”. W tej naprawdę dotkliwej antyutopii pojawia się motyw dwóch pań, które przechodzą kuracje odmładzające. Pierwsza – matka głównego bohatera – wybiera swego rodzaju masaż skóry (ta scena zostaje w pamięci) i staje się coraz piękniejsza, lat jej ubywa, aż wreszcie wygląda znacznie młodziej od swego syna, a gęstniejący tłum jej adoratorów agresywnie odgradza go od matki. Jej koleżanka idzie inną drogą: wybiera skalpel. Na jej twarzy i ciele pojawia się coraz więcej bandaży, ale ona się nie poddaje, aż wreszcie dosłownie rozsypuje się w proch. Trudno powiedzieć, która wizja jest bardziej przerażająca.

Trzeba zarazem przyznać, że głos rozsądku przychodzi z nieoczekiwanej strony. Być może kojarzycie seksbombę przełomu wieków Pamelę Anderson. Otóż ona ostatnimi czasy zupełnie zmieniła image. Porzuciła wyzywające stroje i ostry makijaż, przestała układać włosy i – szczerze mówiąc – nigdy wcześniej nie wyglądała tak atrakcyjnie. To dziwne, ale to właśnie ona opanowała sztukę godnego starzenia się. Najtrudniejszą ze sztuk.

 

Zdrowy gen egoizmu

Nie chciałbym nikomu dyktować, jak wypada, a jak nie wypada się starzeć. Ale chciałbym być głosem tych, którzy są zbyt obolali po trudach życia, żeby skakać na bungee, i wybierają siedzenie na fotelu z wnukiem na kolanach. Czasy się zmieniły i jak przyjdzie co do czego, na pewno nie dam się wmanewrować w dziadkowanie na cały etat. Nowoczesność wszczepiła we mnie gen egoizmu i nic na to nie poradzę. Jednak rolę dziadka w wielopokoleniowej rodzinie – może być nawet współczesna – chętnie zagram. Z radością dołożę swoją cegiełkę do kształtowania młodego człowieka. Z mojego doświadczenia wynika, że nie ma nic bardziej ekscytującego. A przynajmniej ja się w tym spełniam znacznie bardziej niż w bieganiu maratonów.

Zatem, Panie Prezydencie! Trzymajmy kciuki za to, że kiedyś, może w niezbyt odległej przyszłości, spotkamy się w parku na spacerze z wnukami. I niech nikt nie zabrania Panu o tym marzyć!



 

Polecane