Michał Rachoń stanie przed sądem. Policja zarzuca mu wykroczenia po relacji na żywo
Co musisz wiedzieć?
- Sprawa dotyczy zdarzenia z 31 stycznia 2025 roku w Warszawie.
- Michał Rachoń relacjonował na żywo przewiezienie Zbigniewa Ziobry na przesłuchanie.
- Policja zarzuca mu dwa wykroczenia: chodzenie po jezdni oraz korzystanie z telefonu podczas przechodzenia przez ulicę.
- Oba czyny zakwalifikowano z art. 97 Kodeksu wykroczeń.
Michał Rachoń stanie przed sądem
Michałowi Rachoniowi grozi grzywna do 3000 zł lub kara nagany. Sprawa trafiła już do sądu po tym, jak Komenda Stołeczna Policji złożyła wniosek o jego ukaranie.
Chodzi o zdarzenie z 31 stycznia 2025 roku w Warszawie. Tego dnia dziennikarz TV Republika relacjonował przewiezienie Zbigniewa Ziobry na przesłuchanie przed komisją śledczą. Podczas transmisji na żywo poruszał się za policyjnym radiowozem, nagrywając sytuację telefonem.
- Komunikat dla mieszkańców Lublina
- Francja przechwyciła tankowiec rosyjskiej floty cieni na Morzu Śródziemnym
- Komunikat dla mieszkańców woj. kujawsko-pomorskiego
- Sprawa Iwony Wieczorek wciąż budzi emocje. Prokuratura zabiera głos
- IMGW wydał komunikat. Oto co nas czeka w najbliższych dniach
- Coś pękło w Niemczech. Przełomowy raport Fundacji Adenauera ws. multikulturalizmu
- Wyłączenia prądu. Ważny komunikat dla mieszkańców woj. pomorskiego
- Komunikat Straży Granicznej. Pilne doniesienia z granicy
- Zwróciła się od transseksualisty per "pan". Pielęgniarka zawieszona po incydencie w szpitalu
Policja zarzuca mu wykroczenia po relacji na żywo
Według policji w trakcie relacji doszło do dwóch wykroczeń. Funkcjonariusze uznali, że Rachoń poruszał się po jezdni mimo dostępnego chodnika oraz korzystał z telefonu podczas przechodzenia przez ulicę. Oba zarzuty zakwalifikowano z art. 97 Kodeksu wykroczeń.
Z akt sprawy wynika również, że dziennikarz nie został przesłuchany na etapie postępowania. Jak zapisano w policyjnym piśmie, funkcjonariusze „odstąpili od przesłuchania”, ponieważ „dokonywanie tej czynności połączone było ze znacznymi trudnościami”.
W efekcie Komenda Stołeczna Policji zdecydowała się skierować sprawę bezpośrednio do sądu.




