Internet zniósł podział na miasto i prowincję
Co musisz wiedzieć:
- Dzięki internetowi i globalizacji zatarły się dawne różnice kulturowe między dużymi miastami a prowincją.
- Tradycyjny model awansu społecznego oparty na wyjeździe „do wielkiego miasta” stracił znaczenie, a nowe trendy są dostępne niemal jednocześnie dla wszystkich.
- Mimo wyrównania poziomu życia i aspiracji prowincja nadal się wyludnia, głównie z powodu ograniczonego rynku pracy i oferty kulturalnej dużych ośrodków.
Daleko od szosy z laptopem pod pachą
– Ej, panie Dyzma, po próżnicy pan tu bruki zbija, mówiłam panu. Na wsi, na prowincji, o chleb łatwiej
– usłyszał bohater znanej książki Tadeusza Dołęgi-Mostowicza od gospodyni, od której wynajmował pokoik w Warszawie. To zdanie pokazywało, jak bardzo bohater-prowincjusz był bezradny i nieprzystosowany do życia w wielkim mieście. Z kolei lew dziennikarskich lewicowych salonów Tomasz Lis miał powiedzieć o latach 90.:
„Trudniej mi było wyjechać z Zielonej Góry do Warszawy niż potem z Warszawy do Nowego Jorku”.
Migracje i kompleksy
Przez lata faktycznie opuszczenie swojej małej ojczyzny i zamieszkanie w wielkim mieście odbierane było jako przekroczenie pewnego rubikonu, ogromny awans społeczny. Człowieka, który powracał potem w odwiedziny w rodzinne strony, otaczał pewien nimb wybraństwa i przekonanie, że mu się udało. Mentalnie rozdźwięk między prowincją a dużym miastem był ogromny.
Dziwne to tym bardziej, że większość polskiego społeczeństwa pochodzi ze wsi, a miasta tworzą ludzie, których rodzice lub dziadkowie często pochodzili ze wsi. Przed wojną ok. 80% społeczeństwa żyło na wsi. Po wojnie, w czasie industrializacji Polski, nastąpiła masowa migracja zarobkowa do dużych miast. – Tu wszyscy się znają, bo na tym osiedlu są cztery wsie z Mazowsza. Ściągali ich tutaj w latach 70., jak był przemysł i budowali Warszawę – usłyszałem kiedyś od rodowitego Warszawiaka o jednym z osiedli na Mokotowie niedaleko dawnej Galerii Mokotów.
Mimo ogromnego przemieszania mieszkańców wsi, miasteczek i miast trwającego już od zakończenia wojny, co było zresztą zjawiskiem na skalę europejską, słowo „prowincja” wciąż gnieździło się w naszych głowach i stanowiło pewną hermeneutykę tworzącą podział na kogoś lepszego z dużego miasta i gorszego z prowincji.
- KRUS wydał komunikat dla rolników
- Pilne doniesienia z granicy. Komunikat Straży Granicznej
- Pilne doniesienia z granicy. Straż graniczna wydała komunikat
- IMGW wydał komunikat. Oto co nas czeka
- Rolnicy oszukani? Mercosur kwestionuje zabezpieczenia obiecane przez Brukselę
- Rząd się przeliczył? Emerytury mogą wzrosnąć inaczej, niż zapowiadano. GUS podał nowe dane
- Wyłączenia prądu w Warszawie. Komunikat dla mieszkańców
- Wyłączenia prądu. Ważny komunikat dla mieszkańców Pomorza
- Ważny komunikat dla mieszkańców Warszawy
- Karol Nawrocki: Polska powinna stanąć na czele obozu reformy Unii Europejskiej
Przed globalizacją
Ten podział miał się jeszcze dobrze po 2000 roku. Powszechność internetu i nowe technologie zmieniły jednak wszystko, a rewolucja informacyjna dokonała się na polu nie tylko technologicznym, lecz także w zakresie kulturowym. Globalne wpływy zmieniły lokalne realia. Mieszkańcy mniejszych miejscowości, choć mają ograniczenia w dostępie do wysokich czy specjalistycznych dóbr kultury bądź usług edukacyjnych, uczestniczą w tych samych cyfrowych dobrach co mieszkańcy dużych miast i to nie tylko takich jak Kraków czy Warszawa, lecz także w takim samym stopniu jak Nowy Jork czy Madryt. YouTube, TikTok, Instagram, Facebook, aplikacje zakupowe nie tylko dostarczają rozrywki, lecz także są potężnymi narzędziami skracającymi dystans przestrzenny, czasowy, kulturowy i mentalny między ludźmi.
W epoce przedglobalizacyjnej różnice w zasobach kulturowych i możliwościach awansu między mieszkańcem prowincji i metropolii były duże. Wystarczy porównać dwóch młodych ludzi po szkole średniej, którzy wybierali się na studia. Mieszkaniec Warszawy, Krakowa czy Poznania, a więc człowiek z miasta akademickiego, który być może od dziecka co dzień mijał wyższe uczelnie lub może ktoś z jego otoczenia w nich pracował i w różnych formach był z nimi związany, szedł na tę uczelnię niejako w sposób naturalny, „z marszu”. Dla takiego człowieka uczelnia była konsekwentnym przedłużeniem edukacji. Owszem, wymagało to nakładu pracy i pilności, lecz nie było czymś niezwykłym. A jeśli jeszcze rodzice byli po studiach, to wybór tej drogi wydawał się jeszcze bardziej naturalny. Dla osoby z prowincji wyjazd do dużego miasta na studia to była wyprawa po złote runo. Taki człowiek wyższą uczelnię widział często pierwszy raz w życiu, kiedy zdawał na nią egzaminy. Już sam wyjazd na egzamin to była zazwyczaj wyprawa z noclegiem.
Mieszkańców miast różniły od mieszkańców prowincji styl życia, sposób spędzania wolnego czasu, percepcja rzeczywistości. Wśród warszawskich cwaniaków krążyły dowcipy, jak oszukali „frajera” z prowincji. Owe problemy z przestawianiem się na życie w dużym mieście i trudy przystosowania się do nowych warunków dobrze pokazuje serial „Daleko od szosy” z 1976 roku.
Internet zmienia reguły
To już jednak przeszłość. Internet i masowość informacji powodują, że różne mody i nowe trendy w stylu życia nie przemieszczają się według orientacji wertykalnej – z wielkich metropolii do mniejszych miejscowości – lecz horyzontalnie. Nowe trendy podane są natychmiast wszystkim, wszyscy mają do nich dostęp i wszyscy z nich korzystają, różnicą jest tylko zasobność kieszeni. Pattai w Tajlandii w równym stopniu odwiedza rolnik zajmujący się hodowlą trzody chlewnej, co adiunkt uniwersytecki, a jeśli ktoś ma ochotę na naukę japońskiego czy indonezyjskiego, to w równym stopniu może to robić on-line zarówno z Bieszczadów, jak i Katowic. Socjologowie od dawna udowadniają, że konsumpcja tych samych dóbr stała się sposobem wyrażania tożsamości społecznej, także w małych miejscowościach. Marki, technologie i style życia, które niegdyś wydawały się zarezerwowane dla wielkich miast, dziś są obecne w garderobach, domach i umysłach mieszkańców małych miejscowości.
Media społecznościowe sprawiły też, że model awansu społecznego, czynniki psychograficzne, czyli te dotyczące sposobu spędzania wolnego czasu, hobby, wyrażania siebie, realizowania własnych pasji i ambicji, stały się bardzo podobne, niezależnie od miejsca zamieszkania. Wrzucamy selfie z tych samych Tatr, chwalimy się udziałem w tych samych maratonach lub w Marszu Niepodległości. Teraz w czasie zimy mieszkańcy żyjący bliżej natury mają nawet lepiej, ponieważ mają dostęp do miejsc, gdzie mogą morsować lub jeździć na nartach biegowych. Jak bardzo poziom życia w mieście zrównał się z poziomem życia w interiorze, świadczy liczba klubów, klubików, sal sportowych, które w ostatnich latach powstały jak grzyby po deszczu, jak Polska długa i szeroka.
Zmienia się także model rodziny w małych miejscowościach. Dzisiaj w Polsce nie ma już miejsc, w których dominowałyby wspólnoty żyjące według wzorców przedglobalistycznych, opartych na uświęconej tradycji. Od dawna jesteśmy w 100% zeuropeizowani – podobnie jest z naszym katolicyzmem – i czasem wyłaniają się z tego zaskakujące zjawiska. Na pewno problemem nie są już osoby po rozwodach czy żyjący w kolejnych związkach. Pewne formy konserwatywne na prowincji przeważają, lecz są to już raczej świadome wybory. Ludzie chcący żyć według tradycyjnych wartości decydują się na to nie dlatego, że nie załapali się na nowoczesność, ale pomimo niej, a ich wybory w równym stopniu dotyczą mieszkańców miasteczek, jak i miast wojewódzkich.
Postępowa prowincja
Bywa nawet tak, że parafie w małych miejscowościach sekularyzują się szybciej niż te w dużych miastach, ponieważ Kościół w mieście musi ciągle się starać o atrakcyjność i uwagę wiernych i pielęgnuje różne inicjatywy ożywiające parafię, czego nie widać często na prowincji. Ale znowu – katolik mający większe wymagania doskonale zna popularnych kaznodziejów mających status gwiazdy na kanale YouTube.
Mimo wszystko mniejsze ośrodki się wyludniają, a młodzi po studiach często już nie wracają. Związane jest to nie tylko z coraz bardziej wyrafinowanymi potrzebami konsumpcyjnymi. Udogodnienia, jakie dzisiaj oferuje prowincja, często są o niebo lepsze od tego, co w ofercie miało pokolenie czy dwa w tył, jednak nie jest to satysfakcjonujące w stosunku do tego, co oferują duże miasta – choćby restauracje z kuchnią z całego świata czy koncerty wielkich gwiazd.
Jest jeszcze coś – dla dużej grupy ludzi po studiach, którzy nie mogą pracować zdalnie, rynek pracy na prowincji jest jednak ograniczony. Niektórzy młodzi znaleźli na to rozwiązanie i mieszkają między rodzinną miejscowością a dużym miastem. Zdarza się też, że mieszkają pomiędzy swoją rodzinną miejscowością a Londynem czy Madrytem. Młode pokolenia nie mają już żadnych kompleksów wobec swoich rówieśników, często też studiowali w ramach wymiany studenckiej za granicą.
[Tytuł, niektóre śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]




