Tȟašúŋke Witkó: Edukacja społeczeństwa
Dla porządku i z kronikarskiej powinności dodam, że Keir Starmer, brytyjski premier po raz pierwszy użył owego terminu 2 marca 2025 roku, czyli ponad dziesięć miesięcy temu. Od tamtego czasu, nazwa ta była w mediach odmieniana przez wszystkie przypadki, jednak żadnych większych namacalnych dowodów jej działalności nie stwierdzono. Kolejna, rozpaczliwa próba zaistnienia na arenie międzynarodowej, podjęta przez przywódców krajów Starego Kontynentu, czyli ostatnie, styczniowe spotkanie „chętnych” w Paryżu zapewne również zaowocuje wyłącznie podpisaniem jakiegoś bezwartościowego papieru, albowiem nikt – a już na pewno nie Rosja – nie rozmawia poważnie z oficjelami, za którymi nie stoją silnie uzbrojone korpusy pancerne. Jest jednak rzecz, która silnie przykuła moją uwagę oraz zmusiła do przemyśleń i to właśnie nimi pragnę podzielić się z moimi Czytelnikami.
„Z terrorystami się nie negocjuje! Ale…”
Ileż razy słyszeliśmy hasło: „Z terrorystami się nie negocjuje!”? Zapewne setki, szczególnie oglądając filmy o uprowadzeniach samolotów, bowiem wtedy slogan ów wypowiada najczęściej dowódca grupy szturmowej, jednocześnie nonszalancko poprawiając kolta w olstrach. A teraz pomyślmy, czy takie zdanie padłoby z ust matki, której dziecko znajduje się na pokładzie opanowanego przez fanatyków religijnych Boeinga? Matką nie jestem, ale nie sądzę, by takowa kwestia została przez czyjąkolwiek rodzicielkę wyartykułowana. A teraz o rzeczy, która – jak napisałem wyżej – mocno mnie zafrapowała. Otóż, Pedro Sánchez Pérez-Castejón, premier Hiszpanii matką raczej też nie jest, ale 6 stycznia 2025 roku, na paryskim zjeździe „koalicji chętnych” jasno stwierdził, że Madryt jest gotów na wysłać swoje oddziały na Ukrainę. Pomijam fakt, czy rzecz owa faktycznie dojdzie do skutku, ale zawracam uwagę na diametralną zmianę narracji, jaka nastąpiła na Półwyspie Iberyjskim. Niemalże 22 lata temu, 11 marca 2004 roku, w Madrycie dokonano serii ataków bombowych w pociągach dowożących ludzi do pracy. Śmierć poniosło wówczas ponad 190 osób, a prawie 1 900 zostało rannych. Po owej hekatombie, nastroje społeczne zmieniły się tak biegunowo, że kolejne wybory, które odbyły się trzy dni później – 14 marca 2004 roku – wygrał socjalista José Luis Rodríguez Zapatero, głównie dzięki temu, iż obiecał wycofanie wojska hiszpańskiego z Iraku. Zapatero, już jako premier, słowa dotrzymał i Hiszpanie umknęli z pustyni z podkulonymi ogonami, a ostatecznego dzieła upokorzenia dokonali partyzanci Muktady as-Sadra, w biały dzień ostrzeliwując ciężarówki z wycofującymi się żołnierzami.
Przebywałem wówczas w Karbali i, wespół z kolegami, bardzo krytycznie wypowiadałem się o decyzji socjalisty twierdząc, że jego ruch jedynie spotęguje akty terroru, gdyż ich reżyserzy dostrzegą skuteczność swoich działań. W tym miejscu dodam, że w tamtym czasie, kiedy przebywałem w Iraku, zabici i ranni w Madrycie byli dla mnie jedynie „zbiorem cyfr”, toteż niezwykle łatwo było mi wygłaszać twarde i zdecydowane osądy. Dziś, kiedy z wiekiem przestałem być buńczuczny i nadzwyczajnie pewny siebie oraz po tragicznych wypadkach choćby w Przewodowie, już nie jestem taki radykalny w ocenach. Obecnie, mnie osobiście najbliższa jest zła i szkodliwa teza głosząca, że: „Z terrorystami się nie negocjuje! Ale…”. Dlatego nie ukrywam, że deklaracja Sáncheza o wysłaniu wojska na Ukrainę bardzo mnie zaskoczyła, gdyż jestem pewien, iż wśród jego rodaków tragedia sprzed dwóch dekad jest wciąż żywa.
Przygotowanie społeczeństwa
Przejrzałem liczące się na Półwyspie Iberyjskim tytuły prasowe i, ku memu zdumieniu, nie znalazłem w nich większego społecznego oburzenia na deklarację premiera. Smaczku całej sprawie dodaje fakt, że Pedro Sánchez Pérez-Castejón jest wiodącym politykiem Hiszpańskiej Socjalistycznej Partii Robotniczej, czyli tego samego ugrupowania, którego sekretarzem generalnym w 2004 roku był José Luis Rodríguez Zapatero. Podejrzewam, że oficjele z hiszpańskiej opozycji podskórnie czują, iż „koalicja chętnych” jest jedynie papierowym tworem, ożywianym wyłącznie podczas czczych debat, dlatego nie wydali z siebie głosu sprzeciwu.
Na przykładzie Hiszpanii zacząłem zastanawiać się nad koniecznością psychicznego przygotowania Polaków, by wyrazili masową akceptację dla bezwzględnego zwalczania jakichkolwiek aktów przemocy i sprzeciwiania się ewentualnym żądaniom terrorystów. Szczęśliwe dla wszystkich, koszmary podobne do tych z Madrytu w 2004 roku, czy Londynu w roku 2005 ominęły nasz kraj. Jestem jednak ciekaw, czy ktokolwiek nad Wisłą, szczególnie w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji, ma na podorędziu materiały informacyjno-edukacyjne i proceduralne, mówiące o tym, jak przekonać społeczeństwo, że rząd Polski pod żadnym pozorem nie może ugiąć się i spełnić żądań terrorystów? Przecież w razie uruchomienia przez Rosjan na terenie naszego kraju jakichś wyszkolonych islamskich ekstremistów, choćby z Czeczenii, władza błyskawicznie musiałby wytłumaczyć obywatelom konieczność poniesienia ofiar cywilnych w imię „dobra wyższego rzędu”, czyli fizycznego wyeliminowania zagrożenia i odstraszenia ewentualnych następców.
Jak widać na przykładzie Madrytu, możliwe jest przepracowanie traumy masowej i przekonanie ludzi, że bierne chowanie się w skorupie podczas zagrożenia jest wyjściem najgorszym z możliwych. Naturalnie, nie spodziewam się podjęcia takich działań w resorcie dyrygowanym batutą Marcina Kierwińskiego, bowiem oceniam, że człek ów nie jest w stanie pojąć rangi problemu, ale ten felieton dedykuję politykom szeroko rozumianej prawicy, bo przecież nawet oni kiedyś zmądrzeją, przestaną zajmować się wyłącznie sobą i stworzą koalicję zdolną przejąć odpowiedzialność za państwo. W naszej części Europy spokoju długo nie będzie, gdyż Rosja podejmie długotrwałe działania destabilizacyjne w regionie, dlatego widzę konieczność podjęcia edukacji Polaków. Z bezpiecznych budynków rządowych łatwo jest krzyknąć „Z terrorystami się nie negocjuje!”, jednak przeciętny zagrożony Kowalski zawsze szepnie: „Ale…”.
Howgh!
Tȟašúŋke Witkó, 16 stycznia 2026 r.
[Autor jest emerytowanym oficerem wojsk powietrznodesantowych. Miłośnik kawy w dużym kubku ceramicznym – takiej czarnej, parzonej, słodzonej i ze śmietanką. Samotnik, cynik, szyderca i czytacz politycznych informacji. Dawniej nerwus, a obecnie już nie nerwus]




