Marcin Królik: Dziadki na ostatniej akcji, czyli „Psy 3”

Znając pierwszą część, obawiałem się, że "Psy 3 - w imię zasad" to będzie festiwal publicystycznego jęczenia na los ludzi honoru gnojonych w tej przeklętej pisowskiej Polsce. Czy tak jest rzeczywiście?
/ plakat do filmu "Psy 3. W imię zasad"

Owszem, należę do pokolenia, w oczach którego pierwsze "Psy" urosły do miana pozycji kultowej. Nie wyłapywaliśmy politycznych niuansów. A nawet jeśli trochę, to i tak woleliśmy skupiać się na rzucaniu mięchem i scenach przemocy. Słyszałem o tym filmie legendy i kiedy wreszcie pokazali go w telewizji, z ulgą stwierdziłem, że rzeczywistość wygląda jeszcze lepiej. Z dwójką było zresztą bardzo podobnie. Pamiętam, że piracka kaseta z nią krążyła u mnie w budzie jak relikwia. Dostałem ją na jeden wieczór i zaraz następnego dnia musiałem oddać, bo inni czekali. Ech, takie tam kombatanckie wspomnienia. Trochę w sumie śmieszne z dzisiejszej perspektywy.

Byłem szczylem, ale prawie rozumiałem, że w pierwszych "Psach" chodzi o przysłowiowe coś więcej. Że to nie tylko strzelanie, ruchanie i bluzganie, lecz także portret przemian ustrojowych. Że jest jakaś ubecja, która nie za bardzo może się odnaleźć w nowych realiach. Że niektórzy się przez to skundlili i zostali kryminalistami. No i takie tam. Wydaje mi się też - choć nie daję głowy, bo być może działa tu mitotwórczy filtr wspomnień - że nieźle kumałem, iż wykreowany w tym filmie obraz funkcjonariuszy komunistycznych służb, ale i odrodzonej Trzeciej Najjaśniejszej, nie do końca licuje z tym, co należało wówczas o tych sprawach myśleć. Oj, ktoś tutaj nielicho relatywizował, zrównywał jednych z drugimi.

No tak, oczywiście nie wiedziałem, co to znaczy relatywizować, jednak domyślałem się, że sytuacja, w której ubek Maurer zostaje pierwszoplanowym pozytywnym bohaterem, jest… no, co najmniej dosyć osobliwa. Dużo później przeczytałem gdzieś, że jego moralna dwuznaczność stanowi niezwykle trafną metaforę aksjologicznej schizofrenii tamtych lat, i bez oporów się z tym zgodziłem. Nadgorliwy Nowy, który najpierw, niczym pełnokrwisty solidaruch, ciska Maurerowi tą jego ubecją w twarz, a potem się z nim pojednuje, też przecież coś oznaczał. Coś wówczas bardzo czytelnego.

Z dwójką sprawa przedstawiała się już o wiele prościej. Od początku było wiadomo, że chodzi przede wszystkim o krwistą sensację, o rozrywkę dla dużych chłopców, którzy z jedynki zapamiętali głównie twardziela Franca. Niby w tle przewija się wojna bałkańska, niby mruga nam gdzieś wątek korupcji na szczytach władzy, niby są jacyś ruscy mafiosi i ich dyplomatyczne powiązania, pozwalające im obracać grubymi milionami dolców i handlować bronią, ale rozumiemy, że to już tylko dekorum, które ma dać widzowi złudzenie obcowania z rzeczywistością. Mnie w dwójce do gustu nie przypadło jedynie to, co Pasikowski zrobił z Nowym. W jedynce był tylko trochę śmieszny, tu stał się postacią wręcz komiczną z tymi swoimi panewkami.

Jedynkę i dwójkę dzielą zaledwie dwa lata, ale w historii ówczesnej Polski to istna przepaść i oba filmy wyraźnie to rejestrują. W '94 jedynie słuszna wykładnia myślenia o transformacji była raz na zawsze ustalona przy magdalenkowych toaścikach i skrzętnie pilnowana przez politruków z Wyborczej. No a zwykli ludzie - cóż, oni mieli już dość rozliczeń z przeszłością, kłótni o palenie akt i dyskusji o tym, kto był dobry, a kto zły. Oni pragnęli szybkich bryk, łatwych panienek i dużych pieniędzy. A przynajmniej chcieli sobie na to wszystko popatrzeć w kinie lub telewizji. I Pasikowski im to dał.

I też trochę w takich kategoriach podchodziłem do trójki. Byłem ciekaw, co te nowe "Psy" mają mi do powiedzenia o rzeczywistości. Chociaż nie do końca, bo ciekawość mieszała się z obawą, czy spodoba mi się to, co zobaczę. Obawa nasiliła się, kiedy poznałem slogan filmu. W imię zasad - no no, o jakież to zasady mogło chodzić? Znając pierwotny, zaburzony nieco w dwójce, zamysł Pasikowskiego na tę opowieść, przypuszczałem, że mogę otrzymać festiwal publicystycznego jęczenia na los ludzi honoru gnojonych w tej przeklętej pisowskiej Polsce, w której odbiera się im emerytury i podważa ich zasługi dla bezpieczeństwa kraju.

No i już sobie wyobrażałem, jak rozgoryczony Nowy chodzi na antyrządowe demonstracje, bijąc się w pierś, że kiedyś nazwał Franca pierdolonym ubekiem, i opłakując dawnych kumpli, na których doniósł, że urządzają sobie nocne ogniska. A Wolf? Może politykiem został? Nie, on raczej został przy biznesie. Na polityka bardziej pasowałby mi kapitan Stopczyk - na przykład na marszałka senatu prawiącego o praworządności. Tylko Franc pozostawał zagadką. Wypieprzył do tej Nowej Zelandii i co dalej? Niby co miałoby go skłonić do powrotu? Jaki psi zew z dawnych lat go przyzwał? Jakie porachunki, a może interesy?

A tu bach - niespodzianka. Franc jakimś niepojętym zrządzeniem scenariuszowych kaprysów skończył w pierdlu, gdzie odsiaduje dożywocie zamienione na ćwiarę, a o łagodnym szumie Pacyfiku może se co najwyżej śnić. Nowy na rencie przez ten odrąbany kciuk. Ciekawe, czy w końcu nauczył się trzepać lewą ręką. Ale zaraz, zaraz, przecież po resekcji kacapską łopatą jeszcze robił w psiarni. Franca jeszcze puścił po tym, jak ten ubił Sawczuka. No tak, pewnie za to go zdjęli. A może miał na telefonie pluskwę i wypieprzyli go za kontakty z kryminalistą, co wyjaśniałoby też, jakim cudem Franc jednak wylądował w mamrze. No i, kurde, zero polityki, bo postarzały Nowy piastuje stanowisko prezesa stowarzyszenia działkowców - społecznie.

I cóż tam mamy dalej? Walenda nie żyje, Stopczyk dogorywa, Wolf zadekowany w jakiejś sielankowej chałupie. Złomem już nie handluje - przynajmniej oficjalnie - ale za to ożenił się z… Angelą? O, fuck! O Nadii też coś niecoś wiadomo - po zapuszkowaniu Franca przygarnął ją jego dawny TW i trochę się nią opiekował. Podobno zupełnie platonicznie, żadnego pierdolenia. Francem zresztą również próbuje się zaopiekować, udowadniając tym samym, że związki TW i oficera prowadzącego są w stanie przetrwać każdą dziejową zawieruchę. Robotę mu łatwi u takiego jednego bandziora, co to u niego za ścierkę w klopie jest, ale niestety - a może stety - bezskutecznie.

I w sumie tym w sporej mierze ten film dla mnie był - takim jakby włażeniem na fejsa i sprawdzaniem, co tam słychać u starych znajomych. Ucieszył mnie zwłaszcza Nowy, który choć - jak to on - odrobinkę nadekspresyjny, to jednak zerwał z wizerunkiem slapstickowego komedianta od popsutych panewek z dwójki. Właściwie to stał się wręcz postacią tragiczną, gdyż kołem zamachowym całej sensacyjnej intrygi jest zaginięcie jego dorosłego syna, który nie wraca do domu po tym, jak na mieście zgarnęły go psy. W imię jego odnalezienia ponownie jednoczy siły z Francem, który podejrzewa, że zniknięcie może mieć związek ze sprawami z przeszłości. Od razu uspokajam - nie ma. A między nami mówiąc, cholerna szkoda.

Szkoda, bo właśnie ten motyw, który aż się prosi, żeby go wykorzystać, obnaża największą wadę tego filmu - potworne luki w logice scenariusza. Cienie przeszłości niby powracają, ale nijak nie spinają się z resztą akcji. Nie wiadomo, jak Franc koniec końców znalazł się za kratkami. Sedno intrygi, przez które zaginął syn Nowego, też na dobrą sprawę jakieś takie trochę mętne, a w najlepszym razie ciut naciągane. No ale okej, wiadomo przecież, że w sumie nie w tym rzecz. Chodzi o to, żeby postrzelać, powygłaszać kilka twardych męskich tekstów i pokazać, jaki świat jest brudny i zły. Ach, no i jeszcze wprowadzić na scenę uwspółcześnionego psa, który będzie miał sporo zgryzot z naszymi dziadkami.

Politykowania w "Psach 3" nie uświadczymy. I na szczęście. Pasikowski niektóre mogące ją zawierać elementy znów wykorzystuje jako dekorację.  W pewnym sensie nawet trochę demoluje wizerunek Franca, ujawniając niechlubny epizod jeszcze z czasów jego służby w resorcie. Jeden z recenzentów, komentując to, zastanawiał się nawet, czy po czymś takim Polacy wciąż będą Maurera uwielbiać. W wymiarze politycznym, jeśli już na siłę go szukać, można się co najwyżej dopatrzeć pewnego triumfu prawicowej narracji o tym, że niektórzy ludzie z dawnej nomenklatury żyją sobie jak pączki w maśle i nikt ich nie tknie. I w zasadzie tylko tyle.

Klimatem trójka przypomina "Pitbulla" - i to bynajmniej nie tylko za sprawą Marcina Dorocińskiego w roli ostatniego sprawiedliwego gliny w mieście. Po prostu… takie czasy. Z kina wyszedłem przyjemnie połechtany oraz z myślą, że pewnie jeszcze kiedyś będę chciał urządzić sobie powtórkę. Ale nic poza. Ogólnie im więcej czasu mija, tym słabiej oceniam ten film. To już chyba tylko moda na retro. Do tego w nienajlepszym wydaniu, bo Lindzie chyba za bardzo nie chce się grać. Było, minęło. A kto umarł, ten nie żyje.

Marcin Królik

 

POLECANE
KGP: Pijany funkcjonariusz KGP zatrzymany w Warszawie z ostatniej chwili
KGP: Pijany funkcjonariusz KGP zatrzymany w Warszawie

Funkcjonariusz Komendy Głównej Policji został zatrzymany w Warszawie za kierowanie samochodem pod wpływem alkoholu – poinformowała KGP. Policjant został zawieszony. Wszczęto postępowanie dyscyplinarne i administracyjne zmierzające do zwolnienia go ze służby.

Tȟašúŋke Witkó: Edukacja społeczeństwa tylko u nas
Tȟašúŋke Witkó: Edukacja społeczeństwa

Politycy – swą głupotą, bufonadą i niewzruszonym przeświadczeniem o własnej nadzwyczajności – potrafią zaskoczyć nawet takiego starego szydercę i cynika, jak indywiduum klecące niniejszy felieton. Tak, Państwo słusznie domyślają się, że napomykam o odgrzaniu starego, chyba już nawet zzieleniałego od upływu czasu kotleta, jakim jest odrestaurowanie europejskiej „koalicji chętnych”, czyli tabunu głów państw bezproduktywnie ględzących o wysłaniu sił rozjemczych pomiędzy walczące wojska rosyjskie i ukraińskie.

Zbigniew Ziobro: Szykanują sędziego bo okazał się niezawisły z ostatniej chwili
Zbigniew Ziobro: Szykanują sędziego bo okazał się niezawisły

„Tylko zaufani sędziowie tej władzy mogą rozstrzygać sprawy, w których Tusk chce zniszczyć swoich przeciwników politycznych” - napisał na platformie X Zbigniew Ziobro odnosząc się do informacji podanej przez przewodniczącą KRS Dagmarę Pawełczyk-Woicką odnośnie do sędziego Dariusza Łubowskiego.

Prezydent Karol Nawrocki weźmie udział w Światowym Forum Ekonomicznym w Davos z ostatniej chwili
Prezydent Karol Nawrocki weźmie udział w Światowym Forum Ekonomicznym w Davos

Prezydent Karol Nawrocki w dniach 20-22 stycznia weźmie udział w Światowym Forum Ekonomicznym w Davos. Program wizyty - przekazany przez KPRP - obejmuje m.in. sesję z prezydentem USA Donaldem Trumpem, spotkanie z prezesem Banku Światowego Ajayem Bangą, a także wystąpienie poświęcone Inicjatywie Trójmorza.

Dagmara Pawełczyk-Woicka: Sędzia Łubowski ma mieć zmieniony podział czynności w Sądzie gorące
Dagmara Pawełczyk-Woicka: Sędzia Łubowski ma mieć zmieniony podział czynności w Sądzie

"Sędzia Dariusz Łubowski, który odmówił wydania Niemcom podejrzewanego obywatela Ukrainy o wysadzenie NORD STREAM oraz uchylił ENA wobec posła Marcina Romanowskiego ma mieć zmieniony podział czynności w Sądzie!!!” - napisała na platformie X Dagmara Pawełczyk-Woicka, Przewodnicząca Krajowej Rady Sądownictwa.

Umowa UE-Mercosur ma ułatwić Niemcom dostęp do brazylijskich metali ziem rzadkich. KE: Wkrótce porozumienie z ostatniej chwili
Umowa UE-Mercosur ma ułatwić Niemcom dostęp do brazylijskich metali ziem rzadkich. KE: Wkrótce porozumienie

„Europa i Brazylia zmierzają w kierunku bardzo ważnego porozumienia politycznego w sprawie kluczowych surowców” - powiedziała Ursula von der Leyen, która przyjechała do Brazylii podpisać umowę UE-Mercosur, podczas konferencji prasowej z prezydentem tego kraju Luizem Inácio da Silvą. Umowa UE-Mercosur ma ułatwić Niemcom dostęp do brazylijskich zasobów metali ziem rzadkich.

TOPR ostrzega. W Tatrach wzrosło zagrożenie lawinowe Wiadomości
TOPR ostrzega. W Tatrach wzrosło zagrożenie lawinowe

Trzeci, znaczny stopień zagrożenia lawinowego w Tatrach ogłosili w piątek wieczorem ratownicy TOPR-u. Należy spodziewać się samoczynnych lawin.

Zaginął naukowiec z Rzeszowa. Trwają intensywne poszukiwania Wiadomości
Zaginął naukowiec z Rzeszowa. Trwają intensywne poszukiwania

Policja w Rzeszowie prowadzi poszukiwania dr. Kacpra Świerka, 49-letniego naukowca i etnologa, który od kilku dni nie daje znaku życia. Mężczyzna wyszedł z domu 13 stycznia i od tamtej pory nie wrócił ani nie skontaktował się z bliskimi.

Ekspert: Nie udało się wybrać tęczowego prezydenta, więc tęczową rewolucję chcą wprowadzać na poziomie rozporządzenia gorące
Ekspert: Nie udało się wybrać tęczowego prezydenta, więc tęczową rewolucję chcą wprowadzać na poziomie rozporządzenia

„Rząd Donalda Tuska pod pretekstem „wdrażania prawa Unii Europejskiej” chce USUNĄĆ ze WSZYSTKICH aktów stanu cywilnego słowa „mężczyzna” i „kobieta”! W 2025 nie udało się wybrać tęczowego prezydenta,więc tęczową rewolucję chcą wprowadzać na poziomie rozporządzenia!” - napisał na platformie X Nikodem Bernaciak, analityk Instytutu na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris.

Tragedia w Wielkopolsce. Nie żyje 11-letni chłopiec z ostatniej chwili
Tragedia w Wielkopolsce. Nie żyje 11-letni chłopiec

W Myjomicach k. Kępna 11-letni chłopiec zmarł z powodu zatrucia się gazami pożarowymi, a jego matka trafiła do szpitala. Ojciec zdołał uratować roczne i czteroletnie dzieci.

REKLAMA

Marcin Królik: Dziadki na ostatniej akcji, czyli „Psy 3”

Znając pierwszą część, obawiałem się, że "Psy 3 - w imię zasad" to będzie festiwal publicystycznego jęczenia na los ludzi honoru gnojonych w tej przeklętej pisowskiej Polsce. Czy tak jest rzeczywiście?
/ plakat do filmu "Psy 3. W imię zasad"

Owszem, należę do pokolenia, w oczach którego pierwsze "Psy" urosły do miana pozycji kultowej. Nie wyłapywaliśmy politycznych niuansów. A nawet jeśli trochę, to i tak woleliśmy skupiać się na rzucaniu mięchem i scenach przemocy. Słyszałem o tym filmie legendy i kiedy wreszcie pokazali go w telewizji, z ulgą stwierdziłem, że rzeczywistość wygląda jeszcze lepiej. Z dwójką było zresztą bardzo podobnie. Pamiętam, że piracka kaseta z nią krążyła u mnie w budzie jak relikwia. Dostałem ją na jeden wieczór i zaraz następnego dnia musiałem oddać, bo inni czekali. Ech, takie tam kombatanckie wspomnienia. Trochę w sumie śmieszne z dzisiejszej perspektywy.

Byłem szczylem, ale prawie rozumiałem, że w pierwszych "Psach" chodzi o przysłowiowe coś więcej. Że to nie tylko strzelanie, ruchanie i bluzganie, lecz także portret przemian ustrojowych. Że jest jakaś ubecja, która nie za bardzo może się odnaleźć w nowych realiach. Że niektórzy się przez to skundlili i zostali kryminalistami. No i takie tam. Wydaje mi się też - choć nie daję głowy, bo być może działa tu mitotwórczy filtr wspomnień - że nieźle kumałem, iż wykreowany w tym filmie obraz funkcjonariuszy komunistycznych służb, ale i odrodzonej Trzeciej Najjaśniejszej, nie do końca licuje z tym, co należało wówczas o tych sprawach myśleć. Oj, ktoś tutaj nielicho relatywizował, zrównywał jednych z drugimi.

No tak, oczywiście nie wiedziałem, co to znaczy relatywizować, jednak domyślałem się, że sytuacja, w której ubek Maurer zostaje pierwszoplanowym pozytywnym bohaterem, jest… no, co najmniej dosyć osobliwa. Dużo później przeczytałem gdzieś, że jego moralna dwuznaczność stanowi niezwykle trafną metaforę aksjologicznej schizofrenii tamtych lat, i bez oporów się z tym zgodziłem. Nadgorliwy Nowy, który najpierw, niczym pełnokrwisty solidaruch, ciska Maurerowi tą jego ubecją w twarz, a potem się z nim pojednuje, też przecież coś oznaczał. Coś wówczas bardzo czytelnego.

Z dwójką sprawa przedstawiała się już o wiele prościej. Od początku było wiadomo, że chodzi przede wszystkim o krwistą sensację, o rozrywkę dla dużych chłopców, którzy z jedynki zapamiętali głównie twardziela Franca. Niby w tle przewija się wojna bałkańska, niby mruga nam gdzieś wątek korupcji na szczytach władzy, niby są jacyś ruscy mafiosi i ich dyplomatyczne powiązania, pozwalające im obracać grubymi milionami dolców i handlować bronią, ale rozumiemy, że to już tylko dekorum, które ma dać widzowi złudzenie obcowania z rzeczywistością. Mnie w dwójce do gustu nie przypadło jedynie to, co Pasikowski zrobił z Nowym. W jedynce był tylko trochę śmieszny, tu stał się postacią wręcz komiczną z tymi swoimi panewkami.

Jedynkę i dwójkę dzielą zaledwie dwa lata, ale w historii ówczesnej Polski to istna przepaść i oba filmy wyraźnie to rejestrują. W '94 jedynie słuszna wykładnia myślenia o transformacji była raz na zawsze ustalona przy magdalenkowych toaścikach i skrzętnie pilnowana przez politruków z Wyborczej. No a zwykli ludzie - cóż, oni mieli już dość rozliczeń z przeszłością, kłótni o palenie akt i dyskusji o tym, kto był dobry, a kto zły. Oni pragnęli szybkich bryk, łatwych panienek i dużych pieniędzy. A przynajmniej chcieli sobie na to wszystko popatrzeć w kinie lub telewizji. I Pasikowski im to dał.

I też trochę w takich kategoriach podchodziłem do trójki. Byłem ciekaw, co te nowe "Psy" mają mi do powiedzenia o rzeczywistości. Chociaż nie do końca, bo ciekawość mieszała się z obawą, czy spodoba mi się to, co zobaczę. Obawa nasiliła się, kiedy poznałem slogan filmu. W imię zasad - no no, o jakież to zasady mogło chodzić? Znając pierwotny, zaburzony nieco w dwójce, zamysł Pasikowskiego na tę opowieść, przypuszczałem, że mogę otrzymać festiwal publicystycznego jęczenia na los ludzi honoru gnojonych w tej przeklętej pisowskiej Polsce, w której odbiera się im emerytury i podważa ich zasługi dla bezpieczeństwa kraju.

No i już sobie wyobrażałem, jak rozgoryczony Nowy chodzi na antyrządowe demonstracje, bijąc się w pierś, że kiedyś nazwał Franca pierdolonym ubekiem, i opłakując dawnych kumpli, na których doniósł, że urządzają sobie nocne ogniska. A Wolf? Może politykiem został? Nie, on raczej został przy biznesie. Na polityka bardziej pasowałby mi kapitan Stopczyk - na przykład na marszałka senatu prawiącego o praworządności. Tylko Franc pozostawał zagadką. Wypieprzył do tej Nowej Zelandii i co dalej? Niby co miałoby go skłonić do powrotu? Jaki psi zew z dawnych lat go przyzwał? Jakie porachunki, a może interesy?

A tu bach - niespodzianka. Franc jakimś niepojętym zrządzeniem scenariuszowych kaprysów skończył w pierdlu, gdzie odsiaduje dożywocie zamienione na ćwiarę, a o łagodnym szumie Pacyfiku może se co najwyżej śnić. Nowy na rencie przez ten odrąbany kciuk. Ciekawe, czy w końcu nauczył się trzepać lewą ręką. Ale zaraz, zaraz, przecież po resekcji kacapską łopatą jeszcze robił w psiarni. Franca jeszcze puścił po tym, jak ten ubił Sawczuka. No tak, pewnie za to go zdjęli. A może miał na telefonie pluskwę i wypieprzyli go za kontakty z kryminalistą, co wyjaśniałoby też, jakim cudem Franc jednak wylądował w mamrze. No i, kurde, zero polityki, bo postarzały Nowy piastuje stanowisko prezesa stowarzyszenia działkowców - społecznie.

I cóż tam mamy dalej? Walenda nie żyje, Stopczyk dogorywa, Wolf zadekowany w jakiejś sielankowej chałupie. Złomem już nie handluje - przynajmniej oficjalnie - ale za to ożenił się z… Angelą? O, fuck! O Nadii też coś niecoś wiadomo - po zapuszkowaniu Franca przygarnął ją jego dawny TW i trochę się nią opiekował. Podobno zupełnie platonicznie, żadnego pierdolenia. Francem zresztą również próbuje się zaopiekować, udowadniając tym samym, że związki TW i oficera prowadzącego są w stanie przetrwać każdą dziejową zawieruchę. Robotę mu łatwi u takiego jednego bandziora, co to u niego za ścierkę w klopie jest, ale niestety - a może stety - bezskutecznie.

I w sumie tym w sporej mierze ten film dla mnie był - takim jakby włażeniem na fejsa i sprawdzaniem, co tam słychać u starych znajomych. Ucieszył mnie zwłaszcza Nowy, który choć - jak to on - odrobinkę nadekspresyjny, to jednak zerwał z wizerunkiem slapstickowego komedianta od popsutych panewek z dwójki. Właściwie to stał się wręcz postacią tragiczną, gdyż kołem zamachowym całej sensacyjnej intrygi jest zaginięcie jego dorosłego syna, który nie wraca do domu po tym, jak na mieście zgarnęły go psy. W imię jego odnalezienia ponownie jednoczy siły z Francem, który podejrzewa, że zniknięcie może mieć związek ze sprawami z przeszłości. Od razu uspokajam - nie ma. A między nami mówiąc, cholerna szkoda.

Szkoda, bo właśnie ten motyw, który aż się prosi, żeby go wykorzystać, obnaża największą wadę tego filmu - potworne luki w logice scenariusza. Cienie przeszłości niby powracają, ale nijak nie spinają się z resztą akcji. Nie wiadomo, jak Franc koniec końców znalazł się za kratkami. Sedno intrygi, przez które zaginął syn Nowego, też na dobrą sprawę jakieś takie trochę mętne, a w najlepszym razie ciut naciągane. No ale okej, wiadomo przecież, że w sumie nie w tym rzecz. Chodzi o to, żeby postrzelać, powygłaszać kilka twardych męskich tekstów i pokazać, jaki świat jest brudny i zły. Ach, no i jeszcze wprowadzić na scenę uwspółcześnionego psa, który będzie miał sporo zgryzot z naszymi dziadkami.

Politykowania w "Psach 3" nie uświadczymy. I na szczęście. Pasikowski niektóre mogące ją zawierać elementy znów wykorzystuje jako dekorację.  W pewnym sensie nawet trochę demoluje wizerunek Franca, ujawniając niechlubny epizod jeszcze z czasów jego służby w resorcie. Jeden z recenzentów, komentując to, zastanawiał się nawet, czy po czymś takim Polacy wciąż będą Maurera uwielbiać. W wymiarze politycznym, jeśli już na siłę go szukać, można się co najwyżej dopatrzeć pewnego triumfu prawicowej narracji o tym, że niektórzy ludzie z dawnej nomenklatury żyją sobie jak pączki w maśle i nikt ich nie tknie. I w zasadzie tylko tyle.

Klimatem trójka przypomina "Pitbulla" - i to bynajmniej nie tylko za sprawą Marcina Dorocińskiego w roli ostatniego sprawiedliwego gliny w mieście. Po prostu… takie czasy. Z kina wyszedłem przyjemnie połechtany oraz z myślą, że pewnie jeszcze kiedyś będę chciał urządzić sobie powtórkę. Ale nic poza. Ogólnie im więcej czasu mija, tym słabiej oceniam ten film. To już chyba tylko moda na retro. Do tego w nienajlepszym wydaniu, bo Lindzie chyba za bardzo nie chce się grać. Było, minęło. A kto umarł, ten nie żyje.

Marcin Królik


 

Polecane