[Tylko u nas] Marek Budzisz: Wybory w Rosji. Jedna Rosja traci pomimo niedopuszczenia kandydatów opozycji

Wczoraj w wielu rosyjskich miastach i guberniach odbyły się wybory. Gdyby na sprawę spojrzeć ze statystycznego punktu widzenia to wybierano gubernatorów w 16 regionach, 4 przedstawicieli do rosyjskiego parlamentu (wakaty), radę miejską w Moskwie, oraz szereg rad regionalnych i lokalnych. Z politycznego punktu widzenia wyniki są dość niejednoznaczne, choć nie brak sensacji, co oznacza, że tak władza jak i opozycja będzie mówić o sukcesie. Wydaje się jednak, że to co się w Rosji wczoraj stało pokazuje, iż wydolność systemu kontroli politycznej zachowania wyborczego Rosjan już osiągnęła swe maksimum i w perspektywie dalszego pogarszania się nastrojów władze, o ile nie nastąpią zmiany, czekać mogą nieoczekiwane i nieprzyjemne niespodzianki.
/ pixabay.com
Póki co system jest nadal stabilny. Ostatnie wyniki wskazują, że wszyscy (16) kandydaci wysunięci przez obóz władzy na stanowiska gubernatorskie wygrali już w pierwszej turze. Jest to wynik lepszy niźli w roku ubiegłym, kiedy to miało miejsce kilka drugich tur, które w efekcie przyniosły sukces konkurentom Jednej Rosji. Teraz tak nie będzie, choć w najbardziej prestiżowej guberni petersburskiej wynik p.o. gubernatora Biegłowa daleki jest od takiego, który uznać można za triumfalny sukces. Agencja RIA Novosti informowała, że po przeliczeniu 93 % biuletynów ma on niemal 65 % głosów. Tylko, że należy pamiętać w tym kontekście o kilku kwestiach. Po pierwsze w północnej stolicy Rosji władze nie dopuściły do uczestnictwa w wyborach gubernatorskich żadnego liczącego się kontrkandydata. Nie mówię o przedstawicielach opozycji, ci nie mieli szans od samego początku, ale nawet co bardziej popularni politycy z partii opozycji systemowej albo zostali zniechęceni do startu, albo po prostu niedopuszczeni. Ostatnich z nich, który mógł zdobyć głosy, komunista Bortko zrezygnował ze startu w tygodniu poprzedzającym głosowanie w dość niejasnych okolicznościach po spotkaniu z Siergiejem Kirijenko, zastępcą szefa administracji prezydenta Putina, który „czuwa” nad wyborami w Rosji. Już obecnie rosyjska opozycja argumentuje, i że gdyby Biegłow miał jakiegokolwiek realnego konkurenta, to władze wyborów w Petersburgu nie wygrałyby. I mają rację. Na prowincji jednak obóz władzy trzyma się nadal dość mocno. Po drugie, wyborom w Petersburgu towarzyszyła rekordowa liczba informacji o naruszeniach procedur, dziwnych zachowaniach członków komisji, wypraszaniu obserwatorów etc. Innymi słowy mieliśmy do czynienia z używaniem resursu administracyjnego na masową skalę i z dość bezwstydnym fałszowaniem ich wyników w wielu miejscach. Niezależne kanały internetowe informowały nawet o wielu przypadkach, kiedy członkowie komisji, często mówiąc, że „nie będą w tym uczestniczyć” opuszczali lokale do głosowania.

Zastanawiająco późno zaczęły się pojawiać wyniki w systemie on – line, co też skłoniło wielu obserwatorów do formułowania hipotez, że władze „zastanawiają się” w jaki sposób pomóc Biegłowowi. W efekcie, jak uważa wielu obserwatorów wybrano „wariant Nowosybirski”, kiedy to w podobnych wyborach rok wcześniej sfałszowano wyniki głosowania. Wówczas na tyle nieudolnie, że wybory unieważniono, teraz najprawdopodobniej nic takiego nie będzie miało miejsca, choć legitymacja gubernatora Biegłowa jest bardzo słaba. I po trzecie warto zwrócić uwagę na dwie jeszcze sprawy. Otóż frekwencja w Petersburgu nie była imponująca – 23,69 % (wg. danych z godziny 18), pięć lat wcześniej w 2014 roku wynosiła ona 36,3 %. To pokazuje, że ludzie w coraz mniejszym stopniu chcą na wybory chodzić, które w gruncie rzeczy są teatrem i czysta formą. I wreszcie należy przypomnieć, że władza wydała przed petersburskim głosowaniem rekordowo dużo, zapowiedziała też znaczące inwestycje z koleją wielkich prędkości włącznie. A nie doprowadziło to do triumfu kandydata Jednej Rosji, a jedynie do dość dyskusyjnego zwycięstwa. To też istotna zmiana.

Z oczywistych względów najwięcej uwagi wzbudzały wybory do moskiewskiej Dumy, choć politycznie jest to ciało niewiele znaczące, ale ranga stolicy nadała toczącej się kampanii swój wymiar polityczny. I tu mamy sensację, choć raczej niewielkich rozmiarów. Kandydaci niezależni, a naprawdę przedstawiciele władzy, bo w Moskwie Jedna Rosja zrezygnowała z politycznych szyldów według informacji oficjalnych zdobyli 25 miejsc w 45 osobowym parlamencie rosyjskiej stolicy (w 2014 – 38). Inne informacje wskazują, że grupa szeroko rozumianej opozycji może być większa, byli nawet tacy, którzy twierdzili, że w jej zasięgu jest większość. Władza poniosła przynajmniej dwie bolesne prestiżowe porażki – według ostatnich informacji przegrał szef moskiewskich struktur Jednej Rosji Andriej Metelski oraz Waleria Kasamara, rektor Wyższej Szkoły Gospodarki, na wyborze której miało szczególnie zależeć merowi Sobianinowi. Liubow Sobol ze Sztabu Nawalnego napisała komentując wyniki wyborów w Moskwie, że łatwo sobie wyobrazić z jak ogromną przewagą wygraliby w swych okręgach wszyscy ci przedstawiciele opozycji, których w liczbie kilkunastu, władza nie dopuściła do uczestnictwa.

Moskiewskie wybory pokazują też skuteczność, choć ograniczoną, strategii Nawalnego, który wzywał do rozsądnego głosowania polegającego na oddaniu głosu przeciw obozowi władzy a jego ludzie zbudowali specjalny system elektroniczny, który rozsyłał wszystkim, którzy się zarejestrowali, wskazówki jak głosować. Strategia ta, choć krytykowana przez innych przedstawicieli opozycji, przyniosła sukces komunistom, bo oni zostali w wielu okręgach jedynymi kontrkandydatami wobec wysuniętych przez władzę, ale nie na tyle duży, że można byłoby uzyskać większość. Frekwencja była też niewielka, podobnie jak 5 lat temu w okolicach 20 %.

Najciekawsze jednak wybory przebiegły w kraju Chabarowskim w którym w ubiegłym roku wybory gubernatora wygrał Sergiej Furgal z partii Żyrinowskiego. Obecnie miały tam miejsce wybory do lokalnego parlamentu oraz uzupełniające do rosyjskiej Dumy Państwowej, na zwolnione przez Furgala miejsce. I te wybory pokazują prawdziwą naturę demokracji w Rosji, której kośćcem jest władza i zaangażowanie administracji. Piszę tak, bo ludzie Furgala zdominowali region, jego formacja zdobyła większość w lokalnym parlamencie, a do Dumy Państwowej wejdzie popierany przez gubernatora polityk z LDPR.

Profesor Grigori Gołosow, socjolog z Europejskiego Uniwersytetu w Petersburgu porównał głosy, które Jedna Rosja zdobyła w 2014 roku, z tymi, które padły na partię władzy obecnie. Są regiony (Tuwa, Tatarstan, Kabardyno- Bałkaria), gdzie obóz władzy nawet zyskał, ale w skali całego kraju strata jest pokaźna, bo wynosi 15,95 %, choć obóz władzy nadal ma 52,28 % średnio we wszystkim regionach gdzie odbywały się wybory. Szczególnie ciekawa sytuacja jest na Krymie, pokazuje ona zresztą też jakie zmiany, jeśli w ogóle, nastąpią w rosyjskiej polityce w najbliższych miesiącach. W Sewastopolu Jedna Rosja zdobyła 38,47 % głosów, komuniści niemal 19 %, partia Żyrinowskiego 18,46 %, eserzy 8,84 %. W pozostałej części półwyspu obóz władzy zdobył nieco więcej głosów, ale też nie przekroczył 50 %. Przypomnijmy, że wybory przeprowadzone po aneksji dały rosyjskiej partii władzy wynik na poziomie niemal 80 %. To najlepiej pokazuje jak szybko wyparował „rewolucyjny zapał i entuzjazm” w zderzeniu z realiami rosyjskiej biurokracji, ale też jak na osłabienie Jednej Rosji wpłynęły podziały w lokalnych elitach. W Sewastopolu „ludowy” mer miasta z 2014 roku Czełyj (ten który w swetrze podpisywał akt inkorporacji półwyspu na Kremlu) skonfliktował się z obecnie rządzącymi i wezwał do głosowania na inne opcje.

Warto jeszcze odnotować, co zostało już dostrzeżone, przez niektórych obserwatorów rosyjskiej sceny politycznej, że liberalne Jabłoko, w tym głosowaniu ma lepsze wyniki niźli we wcześniejszych wyborach. Oznacza to, że wieszczony przez wielu kres formacji Grigorija Jawlińskiego jeszcze zapewne nie nastąpi. Drugim elementem, na które zwraca się uwagę jest wyraźny napływ do Jabłoka nowego pokolenia rosyjskich liberałów, co zdaniem obserwatorów w najbliższym czasie oznaczać będzie zaostrzenie sporu o przywództwo w partii.

Gdyby chcieć podsumować polityczny wymiar zakończonym właśnie w Rosji wyborów, to można byłoby napisać, że władza nadal kontroluje sytuację. Co prawda „dokręciła śrubę” do maksimum, wyrzucając z uczestnictwa w rywalizacji wszystkich, którzy mogliby realnie zagrozić popieranym przez nią kandydatom, ale realnej władzy nie oddaje nigdzie. Na prowincji, tak jak w Chabarowsku, czy na Krymie, sytuacja się komplikuje, bo lokalne elity dzielą się, konfliktują i szukają nowych aliantów a ludzie na tle ogólnego niezadowolenia z sytuacji w kraju są skłonni poprzeć nowe układy. Czy będą one lepsze od obecnych to nie jest wcale powiedziane. Z punktu widzenia Kremla, system władzy nadal trzyma się nieźle, opozycja jest słaba i nie stanowi politycznego (raczej symboliczne) zagrożenia. To wszystko  nie oznacza jednak, że w administracji rosyjskiego prezydenta mogą otwierać szampana, bo sytuacja robi się coraz bardziej złożona, resurs administracyjny, który jeszcze działał w tych wyborach nie wiadomo czy będzie skuteczny w następnych, których skala będzie zresztą większa, a problemy są nadal nierozwiązane. Opozycja zdobyła punkty, przede wszystkim będąc w stanie narzucić swą narrację na temat powodów dla których władza uniemożliwiła jej udział w wyborach. Teraz o rozwoju wewnętrznej sytuacji w Rosji w najbliższych miesiącach będzie decydowała gospodarka i gry w obrębie obozu władzy. Na obydwu tych polach będzie się wiele działo, szczególnie uważnie warto obserwować, ten drugi obszar.

Marek Budzisz
 

 

POLECANE
Norwegia ogranicza przywileje dla Ukraińców w wieku poborowym Wiadomości
Norwegia ogranicza przywileje dla Ukraińców w wieku poborowym

Norweski parlament zdecydował o zmianie zasad dotyczących uchodźców z Ukrainy. Nowe przepisy ograniczają możliwość korzystania z ochrony zbiorowej przez mężczyzn w wieku poborowym.

Tusk zwołał posiedzenie rządu. Swoją obecność zapowiedział szef KPRP z ostatniej chwili
Tusk zwołał posiedzenie rządu. Swoją obecność zapowiedział szef KPRP

Po decyzji prezydenta o zawetowaniu ustawy dotyczącej programu SAFE premier Donald Tusk zwołał nadzwyczajne posiedzenie Rady Ministrów. W spotkaniu będzie uczestniczył także przedstawiciel głowy państwa.

Weto ws. SAFE. Interesy polskie - interesy niemieckie 1:0 tylko u nas
Weto ws. SAFE. Interesy polskie - interesy niemieckie 1:0

Prezydent Karol Nawrocki zapowiedział weto wobec ustawy wdrażającej program SAFE – unijny mechanizm finansowania obronności. Decyzja wywołała spór polityczny z rządem Donald Tusk oraz debatę o tym, czy Polska powinna korzystać z kredytu UE, czy szukać własnych źródeł finansowania armii.

Jarosław Kaczyński komentuje weto prezydenta ws. SAFE: „Suwerenności nie sprzedaje się za kredyt” gorące
Jarosław Kaczyński komentuje weto prezydenta ws. SAFE: „Suwerenności nie sprzedaje się za kredyt”

Prezes PiS Jarosław Kaczyński poparł decyzję prezydenta Karola Nawrockiego o zawetowaniu ustawy dotyczącej programu SAFE. Karol Nawrocki wskazał na ryzyko wieloletniego zadłużenia i ograniczenia suwerenności Polski.

Po wecie prezydenta Tusk grzmi w sieci: „Stracił szansę, aby zachować się jak patriota” z ostatniej chwili
Po wecie prezydenta Tusk grzmi w sieci: „Stracił szansę, aby zachować się jak patriota”

Premier Donald Tusk ostro skomentował decyzję prezydenta o zawetowaniu ustawy dotyczącej unijnego programu SAFE. Szef rządu zarzucił głowie państwa niewłaściwą postawę i zapowiedział pilną reakcję gabinetu.

Karol Nawrocki wetuje ustawę SAFE: Nigdy nie podpiszę ustawy, która uderza w naszą suwerenność z ostatniej chwili
Karol Nawrocki wetuje ustawę SAFE: "Nigdy nie podpiszę ustawy, która uderza w naszą suwerenność"

Prezydent zapowiedział, że nie podpisze ustawy dotyczącej europejskiego mechanizmu SAFE. W specjalnym orędziu ostrzegł, że rozwiązanie to oznacza wieloletnie zadłużenie Polski i może prowadzić do ograniczenia suwerenności w kwestiach bezpieczeństwa.

Specjalny kamuflaż ukryje żołnierzy przed dronami. USA testują innowacyjne rozwiązanie Wiadomości
Specjalny kamuflaż ukryje żołnierzy przed dronami. USA testują innowacyjne rozwiązanie

Korpus Piechoty Morskiej USA pracuje nad nowym systemem kamuflażu, który ma utrudnić wykrywanie żołnierzy przez drony bojowe. Projekt powstaje w oparciu o doświadczenia z wojny na Ukrainie, gdzie bezzałogowce stały się jednym z najważniejszych narzędzi walki.

KO chce obsadzić TK tylko swoimi ludźmi. Mają być jedynym gwarantem odpolitycznienia TK polityka
KO chce obsadzić TK tylko swoimi ludźmi. Mają być "jedynym gwarantem odpolitycznienia" TK

Sejm ma zdecydować o wyborze sześciu nowych sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Koalicja rządowa zapowiada poparcie wyłącznie dla kandydatów zgłoszonych przez własne kluby, przekonując, że tylko oni gwarantują „odpolitycznienie” Trybunału.

Iran zwrócił się o pomoc do Rosji. Moskwa zapowiada wsparcie z ostatniej chwili
Iran zwrócił się o pomoc do Rosji. Moskwa zapowiada wsparcie

Iran zwrócił się do zaprzyjaźnionych państw z prośbą o pomoc humanitarną po zniszczeniu części infrastruktury medycznej i rosnącej liczbie rannych. Rosja poinformowała, że na polecenie Władimira Putina organizowane jest przekazanie wsparcia dla władz w Teheranie.

Dr Jacek Saryusz-Wolski: Głos rozsądku z Niemiec ws. SAFE z ostatniej chwili
Dr Jacek Saryusz-Wolski: "Głos rozsądku z Niemiec ws. SAFE"

„Podczas gdy Bruksela chce poprawić europejską obronę za pomocą wielomiliardowych programów pożyczkowych, polski prezydent Karol Nawrocki blokuje unijny program zbrojeniowy SAFE i zamiast tego polega na rozwiązaniach krajowych” - pisze niemiecki portal kettner-edelmetalle.de.

REKLAMA

[Tylko u nas] Marek Budzisz: Wybory w Rosji. Jedna Rosja traci pomimo niedopuszczenia kandydatów opozycji

Wczoraj w wielu rosyjskich miastach i guberniach odbyły się wybory. Gdyby na sprawę spojrzeć ze statystycznego punktu widzenia to wybierano gubernatorów w 16 regionach, 4 przedstawicieli do rosyjskiego parlamentu (wakaty), radę miejską w Moskwie, oraz szereg rad regionalnych i lokalnych. Z politycznego punktu widzenia wyniki są dość niejednoznaczne, choć nie brak sensacji, co oznacza, że tak władza jak i opozycja będzie mówić o sukcesie. Wydaje się jednak, że to co się w Rosji wczoraj stało pokazuje, iż wydolność systemu kontroli politycznej zachowania wyborczego Rosjan już osiągnęła swe maksimum i w perspektywie dalszego pogarszania się nastrojów władze, o ile nie nastąpią zmiany, czekać mogą nieoczekiwane i nieprzyjemne niespodzianki.
/ pixabay.com
Póki co system jest nadal stabilny. Ostatnie wyniki wskazują, że wszyscy (16) kandydaci wysunięci przez obóz władzy na stanowiska gubernatorskie wygrali już w pierwszej turze. Jest to wynik lepszy niźli w roku ubiegłym, kiedy to miało miejsce kilka drugich tur, które w efekcie przyniosły sukces konkurentom Jednej Rosji. Teraz tak nie będzie, choć w najbardziej prestiżowej guberni petersburskiej wynik p.o. gubernatora Biegłowa daleki jest od takiego, który uznać można za triumfalny sukces. Agencja RIA Novosti informowała, że po przeliczeniu 93 % biuletynów ma on niemal 65 % głosów. Tylko, że należy pamiętać w tym kontekście o kilku kwestiach. Po pierwsze w północnej stolicy Rosji władze nie dopuściły do uczestnictwa w wyborach gubernatorskich żadnego liczącego się kontrkandydata. Nie mówię o przedstawicielach opozycji, ci nie mieli szans od samego początku, ale nawet co bardziej popularni politycy z partii opozycji systemowej albo zostali zniechęceni do startu, albo po prostu niedopuszczeni. Ostatnich z nich, który mógł zdobyć głosy, komunista Bortko zrezygnował ze startu w tygodniu poprzedzającym głosowanie w dość niejasnych okolicznościach po spotkaniu z Siergiejem Kirijenko, zastępcą szefa administracji prezydenta Putina, który „czuwa” nad wyborami w Rosji. Już obecnie rosyjska opozycja argumentuje, i że gdyby Biegłow miał jakiegokolwiek realnego konkurenta, to władze wyborów w Petersburgu nie wygrałyby. I mają rację. Na prowincji jednak obóz władzy trzyma się nadal dość mocno. Po drugie, wyborom w Petersburgu towarzyszyła rekordowa liczba informacji o naruszeniach procedur, dziwnych zachowaniach członków komisji, wypraszaniu obserwatorów etc. Innymi słowy mieliśmy do czynienia z używaniem resursu administracyjnego na masową skalę i z dość bezwstydnym fałszowaniem ich wyników w wielu miejscach. Niezależne kanały internetowe informowały nawet o wielu przypadkach, kiedy członkowie komisji, często mówiąc, że „nie będą w tym uczestniczyć” opuszczali lokale do głosowania.

Zastanawiająco późno zaczęły się pojawiać wyniki w systemie on – line, co też skłoniło wielu obserwatorów do formułowania hipotez, że władze „zastanawiają się” w jaki sposób pomóc Biegłowowi. W efekcie, jak uważa wielu obserwatorów wybrano „wariant Nowosybirski”, kiedy to w podobnych wyborach rok wcześniej sfałszowano wyniki głosowania. Wówczas na tyle nieudolnie, że wybory unieważniono, teraz najprawdopodobniej nic takiego nie będzie miało miejsca, choć legitymacja gubernatora Biegłowa jest bardzo słaba. I po trzecie warto zwrócić uwagę na dwie jeszcze sprawy. Otóż frekwencja w Petersburgu nie była imponująca – 23,69 % (wg. danych z godziny 18), pięć lat wcześniej w 2014 roku wynosiła ona 36,3 %. To pokazuje, że ludzie w coraz mniejszym stopniu chcą na wybory chodzić, które w gruncie rzeczy są teatrem i czysta formą. I wreszcie należy przypomnieć, że władza wydała przed petersburskim głosowaniem rekordowo dużo, zapowiedziała też znaczące inwestycje z koleją wielkich prędkości włącznie. A nie doprowadziło to do triumfu kandydata Jednej Rosji, a jedynie do dość dyskusyjnego zwycięstwa. To też istotna zmiana.

Z oczywistych względów najwięcej uwagi wzbudzały wybory do moskiewskiej Dumy, choć politycznie jest to ciało niewiele znaczące, ale ranga stolicy nadała toczącej się kampanii swój wymiar polityczny. I tu mamy sensację, choć raczej niewielkich rozmiarów. Kandydaci niezależni, a naprawdę przedstawiciele władzy, bo w Moskwie Jedna Rosja zrezygnowała z politycznych szyldów według informacji oficjalnych zdobyli 25 miejsc w 45 osobowym parlamencie rosyjskiej stolicy (w 2014 – 38). Inne informacje wskazują, że grupa szeroko rozumianej opozycji może być większa, byli nawet tacy, którzy twierdzili, że w jej zasięgu jest większość. Władza poniosła przynajmniej dwie bolesne prestiżowe porażki – według ostatnich informacji przegrał szef moskiewskich struktur Jednej Rosji Andriej Metelski oraz Waleria Kasamara, rektor Wyższej Szkoły Gospodarki, na wyborze której miało szczególnie zależeć merowi Sobianinowi. Liubow Sobol ze Sztabu Nawalnego napisała komentując wyniki wyborów w Moskwie, że łatwo sobie wyobrazić z jak ogromną przewagą wygraliby w swych okręgach wszyscy ci przedstawiciele opozycji, których w liczbie kilkunastu, władza nie dopuściła do uczestnictwa.

Moskiewskie wybory pokazują też skuteczność, choć ograniczoną, strategii Nawalnego, który wzywał do rozsądnego głosowania polegającego na oddaniu głosu przeciw obozowi władzy a jego ludzie zbudowali specjalny system elektroniczny, który rozsyłał wszystkim, którzy się zarejestrowali, wskazówki jak głosować. Strategia ta, choć krytykowana przez innych przedstawicieli opozycji, przyniosła sukces komunistom, bo oni zostali w wielu okręgach jedynymi kontrkandydatami wobec wysuniętych przez władzę, ale nie na tyle duży, że można byłoby uzyskać większość. Frekwencja była też niewielka, podobnie jak 5 lat temu w okolicach 20 %.

Najciekawsze jednak wybory przebiegły w kraju Chabarowskim w którym w ubiegłym roku wybory gubernatora wygrał Sergiej Furgal z partii Żyrinowskiego. Obecnie miały tam miejsce wybory do lokalnego parlamentu oraz uzupełniające do rosyjskiej Dumy Państwowej, na zwolnione przez Furgala miejsce. I te wybory pokazują prawdziwą naturę demokracji w Rosji, której kośćcem jest władza i zaangażowanie administracji. Piszę tak, bo ludzie Furgala zdominowali region, jego formacja zdobyła większość w lokalnym parlamencie, a do Dumy Państwowej wejdzie popierany przez gubernatora polityk z LDPR.

Profesor Grigori Gołosow, socjolog z Europejskiego Uniwersytetu w Petersburgu porównał głosy, które Jedna Rosja zdobyła w 2014 roku, z tymi, które padły na partię władzy obecnie. Są regiony (Tuwa, Tatarstan, Kabardyno- Bałkaria), gdzie obóz władzy nawet zyskał, ale w skali całego kraju strata jest pokaźna, bo wynosi 15,95 %, choć obóz władzy nadal ma 52,28 % średnio we wszystkim regionach gdzie odbywały się wybory. Szczególnie ciekawa sytuacja jest na Krymie, pokazuje ona zresztą też jakie zmiany, jeśli w ogóle, nastąpią w rosyjskiej polityce w najbliższych miesiącach. W Sewastopolu Jedna Rosja zdobyła 38,47 % głosów, komuniści niemal 19 %, partia Żyrinowskiego 18,46 %, eserzy 8,84 %. W pozostałej części półwyspu obóz władzy zdobył nieco więcej głosów, ale też nie przekroczył 50 %. Przypomnijmy, że wybory przeprowadzone po aneksji dały rosyjskiej partii władzy wynik na poziomie niemal 80 %. To najlepiej pokazuje jak szybko wyparował „rewolucyjny zapał i entuzjazm” w zderzeniu z realiami rosyjskiej biurokracji, ale też jak na osłabienie Jednej Rosji wpłynęły podziały w lokalnych elitach. W Sewastopolu „ludowy” mer miasta z 2014 roku Czełyj (ten który w swetrze podpisywał akt inkorporacji półwyspu na Kremlu) skonfliktował się z obecnie rządzącymi i wezwał do głosowania na inne opcje.

Warto jeszcze odnotować, co zostało już dostrzeżone, przez niektórych obserwatorów rosyjskiej sceny politycznej, że liberalne Jabłoko, w tym głosowaniu ma lepsze wyniki niźli we wcześniejszych wyborach. Oznacza to, że wieszczony przez wielu kres formacji Grigorija Jawlińskiego jeszcze zapewne nie nastąpi. Drugim elementem, na które zwraca się uwagę jest wyraźny napływ do Jabłoka nowego pokolenia rosyjskich liberałów, co zdaniem obserwatorów w najbliższym czasie oznaczać będzie zaostrzenie sporu o przywództwo w partii.

Gdyby chcieć podsumować polityczny wymiar zakończonym właśnie w Rosji wyborów, to można byłoby napisać, że władza nadal kontroluje sytuację. Co prawda „dokręciła śrubę” do maksimum, wyrzucając z uczestnictwa w rywalizacji wszystkich, którzy mogliby realnie zagrozić popieranym przez nią kandydatom, ale realnej władzy nie oddaje nigdzie. Na prowincji, tak jak w Chabarowsku, czy na Krymie, sytuacja się komplikuje, bo lokalne elity dzielą się, konfliktują i szukają nowych aliantów a ludzie na tle ogólnego niezadowolenia z sytuacji w kraju są skłonni poprzeć nowe układy. Czy będą one lepsze od obecnych to nie jest wcale powiedziane. Z punktu widzenia Kremla, system władzy nadal trzyma się nieźle, opozycja jest słaba i nie stanowi politycznego (raczej symboliczne) zagrożenia. To wszystko  nie oznacza jednak, że w administracji rosyjskiego prezydenta mogą otwierać szampana, bo sytuacja robi się coraz bardziej złożona, resurs administracyjny, który jeszcze działał w tych wyborach nie wiadomo czy będzie skuteczny w następnych, których skala będzie zresztą większa, a problemy są nadal nierozwiązane. Opozycja zdobyła punkty, przede wszystkim będąc w stanie narzucić swą narrację na temat powodów dla których władza uniemożliwiła jej udział w wyborach. Teraz o rozwoju wewnętrznej sytuacji w Rosji w najbliższych miesiącach będzie decydowała gospodarka i gry w obrębie obozu władzy. Na obydwu tych polach będzie się wiele działo, szczególnie uważnie warto obserwować, ten drugi obszar.

Marek Budzisz
 


 

Polecane