Serial "Ołowiane dzieci" - "zielona" propaganda przeciw przemysłowi ciężkiemu
Co musisz wiedzieć:
- Serial Ołowiane dzieci według autorki jest produkcją ideologiczną, która ma wzmacniać współczesną narrację przeciw przemysłowi ciężkiemu i pośrednio wspierać politykę klimatyczną UE.
- Historia zatrucia ołowiem w Szopienicach i działalność lekarki Jolanty Wadowskiej-Król została w serialu zdaniem autora uproszczona i podkręcona dramatycznie.
- Autorka sugeruje, że wokół likwidacji huty z Szopienice mogły istnieć silne interesy gospodarcze.
Kto zyska
Sceneria serialu jak z horroru: od razu wiadomo, że w powietrzu wisi katastrofa. Reżyser Maciej Pieprzyca tak kameruje plenery i sceny we wnętrzach „Ołowianych dzieci”, by słońce nigdy tam nie zagościło. Ma być dołująco. Na tym tle pojawiają się paskudne typy: ograniczeni lokalsi, tępi partyjniacy, usłużne zakapiory. Kontrastuje z nimi „Matka Boska Szopienicka”, doktórka (w tej roli Joanna Kulig), którą chyba niebo zesłało do Katowic. Siłaczka. Romantyczka, wierząca w zwycięstwo. Dobra. Piękna postać, ale dlaczego przypomniana akurat teraz?
Otóż miniserial Netflixa inspirowany wydarzeniami z lat 70. staje się memento dla współczesnych eksploratorów źródeł kopalnianych. Odstąpcie od dawnych metod, bo trujecie! Zobaczcie, na co narażacie dzieciaki i w ogóle cały ekosystem. Żeby nie było: to nie tylko obecna perspektywa, ale i diagnoza światłej lekarki sprzed półwiecza. Jasne, wtedy nie było mowy o Zielonym Ładzie ani ETS, ale serial nie pozostawia wątpliwości, że pani Jolanta Wadowska-Król na pewno przyklasnęłaby tej koncepcji. Cóż więc szkodzi podkręcić aktualne trendy historią „opartą na faktach” i pokazać, jak straszne następstwa ma przemysł ciężki.
Potrzeba ideologiczna
Krytycy filmowi porównują serial z innymi produkcjami o zatruwaniu środowiska. Moim zdaniem tych analogii nie ma z racji zupełnie innych okoliczności skutkowo-przyczynowych. Ale choćby rozbieżności czasowo-geograficzne. A więc – katastrofa w Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej z wiosny 1986 r., którą przypomniał obraz z 2021 r.; heroiczna walka Erin Brockovich o kasę dla wielu poszkodowanych przez firmę Pacific Gas and Electric Company, który to bój znalazł pozytywny finał w 1996 r., a już cztery lata później historię zekranizował Steven Soderbergh.
Akcja „ołowików” dzieje się na Śląsku A.D. 1974. Dlaczego nasze ołowiane trucie odleżało się ponad pół wieku? Bo wcześniej ten temat nie był ideologicznie ani politycznie potrzebny. Tym razem w tle jest system ETS i handel emisjami CO2. Bo za wygaszaniem polskiego hutnictwa i górnictwa (o czym wielokrotnie pisaliśmy w „TS”) stoją zielonoładowa histeria oraz napędzające ją interesy.
- Przemysław Czarnek: Żadne OZE-srOZE. My mamy nasz węgiel
- Komunikat dla mieszkańców woj. śląskiego
- Przemysław Czarnek kandydatem PiS na premiera. Lawina komentarzy
- Lewandowski w czołówce najlepszych napastników XXI wieku według BBC
- Wyłączenia prądu. Ważny komunikat dla mieszkańców Dolnego Śląska
- Serwis mObywatel wydał ważny komunikat
- Przemysław Czarnek: Mam być maszynistą, a prezes Kaczyński kierownikiem pociągu
Dawno temu w Szopienicach
Żeby pojąć skalę potransformacyjnych przekrętów w szopienickiej hucie, trzeba zdać sobie sprawę z finansowego potencjału przedsiębiorstwa. W 1834 r. Towarzystwo Górnicze Spadkobierców Georga von Gieschego uruchomiło w Szopienicach hutę cynku. Ponad ćwierć wieku później firma przejęła Hutę Paweł, a w 1880 r. – Hutę Norma. Potem jak po sznurku przedsiębiorstwo skupowało wiele innych hut cynku, aż w 1912 r. koncern Gieschego stał się największym na Śląsku producentem metali nieżelaznych i największym ośrodkiem kadmu na świecie. Z tego bogactwa skorzystali robotnicy, którym wybudowano osiedla w pobliżu firmy. Familoki oraz zabudowania huty cynku zostały zaprojektowane przez kuzynów Zillmannów, tych samych, co budowali istniejący do dziś Nikiszowiec.
Przechodząc do czasów powojennych: w 1946 r. koncern został upaństwowiony, a w 1947 r. przyjął nazwę Zakłady Cynkowe Szopienice. Od 1972 r. zakład (wzbogacony o wiele innych hut i rafinerii) używał nazwy Huta Metali Nieżelaznych Szopienice. Tak, z pewnością firma truła, jak wiele innych kiedyś i teraz. Z tego powodu w czerwcu 1976 r. zakończono produkcję cynku w Hucie Uthemann. Dwa lata później zamknięto najnowocześniejszą na świecie walcownię. Po transformacji 1989 r. szopienickie przedsiębiorstwo zostało skomercjalizowane.
Krzywdy i wyciszenia
Wieloetapowe i wieloletnie konanie Huty Metali Nieżelaznych Szopienice odbywało się w ciszy i przynosiło fortuny tym, którym na tej ciszy zależało. Doktor Jolanta Wadowska-Król, heroini walki o zdrowie szopienickich dzieci, na pewno nie należała do beneficjentów. A ponieważ rozstała się z doczesnością w wieku 83 lat niecałe trzy lata temu, o prawdę o niej walczą potomkowie.
Odezwał się też wnuk profesor Bożeny Hager-Małeckiej (granej przez Agatę Kuleszę), który stanął w obronie wizerunku swej babki, postaci wyjątkowo skrzywdzonej w serialowej wersji. To pod jej nadzorem prowadzone były badania tysięcy dzieci, które wykazały masowe zatrucie środowiskowe, to ona pierwsza zdiagnozowała ołowicę; ona też odważyła się sporządzić w 1974 r. ściśle tajny raport, który trafił do aparatu partyjnego i choć nie został ujawniony opinii publicznej, spowodował przesiedlenie ludzi mieszkających najbliżej huty. W 1975 r. zdecydowano o wyburzeniu familoków z Targowiska, tj. budynków położonych najbliżej zakładowych kominów.
Prywatny biznes w Szopienicach
Z dniem 1 lipca 1998 r. huta została przekształcona w spółkę akcyjną. W 2000 r. spółka weszła do grupy kapitałowej Impexmetal SA, zaś w 2005 r. – w struktury grupy kapitałowej Boryszew. We wrześniu 2008 r. zdecydowano, że spółka akcyjna zostanie rozwiązana i zacznie się proces likwidacji huty. Ale pojawiła się komplikacja – w listopadzie tegoż roku sąd wstrzymał likwidację spółki na wniosek skarbu państwa, mniejszościowego (32%) udziałowca, co… nic nie dało. W 2010 r. Huta Metali Nieżelaznych Szopienice, w której większościowy pakiet (62%) posiadał Hutmen, zawarła z brazylijską firmą Paranapanema umowę zbycia linii produkcyjnej walcowni taśm z miedzi i stopów za 4,2 mln euro. I co za zbieg okoliczności: 13 listopada 2011 r. częściowo spłonął zabytkowy budynek dawnej Huty Uthemann.
Około 2016 r. zakończono prace obejmujące wywóz odpadów i zabezpieczające grunty, co umożliwiło nowym właścicielom zagospodarowanie terenu. Zrekultywowane tereny w Katowicach-Szopienicach stały się gruntami inwestycyjnymi gotowymi pod działalność przemysłową, usługową lub rekreacyjną. No i mamy! Na miejscu najbardziej skażonych familoków na Burowcu obecnie mieści się Skwer Hilarego Krzysztofiaka i Basen Burowiec. W 2025 r. spółka PFR Nieruchomości SA oferowała 524 mieszkania na wynajem na nowym osiedlu katowickiej dzielnicy Szopienice. Ta sama firma wybudowała 513 mieszkań na osiedlu Nikiszowiec. Widziałam, naprawdę niebrzydkie, z użyciem cegły i „kolorystyki związanej z lokalnym krajobrazem”. Tylko… na pewno nie na robotniczą kieszeń, jak kiedyś były familoki.
Serial da zarobić
Od co najmniej 2008 r. trwa proceder uruchamiania zagranicznych zakładów produkujących gaz cieplarniany HFC-23 wyłącznie w celu zamknięcia i uzyskania w ten sposób pakietów uprawnień do emisji o znaczniej wartości rynkowej. Zatem w Polsce jest presja na wygaszanie kopalni i hut. Co więcej, wdrukowano ludziom do głów, że aby „ratować planetę”, muszą zapłacić więcej za energię, która pochodzi ze źródeł odnawialnych, takich jak słońce, wiatr, woda, biomasa czy biogaz. A że u nas znalazło się wielu sceptyków tej koncepcji, trzeba było zadziałać socjotechnicznie.
Co najbardziej bierze odbiorcę? Chore dzieci! I oto pojawia się duszoszczypatielny serial o truciu maluchów ołowiem. Na finalnej planszy po ostatnim odcinku czytamy:
„Najnowsze badania wykazują, że mimo zamknięcia huty w 2008 stężenie ołowiu wokół zakładu nadal przekracza wartości dopuszczalne przez Światową Organizację Zdrowia”.
Konsekwencją promowania działań i postaci bohaterki serialu jest Centrum Badań nad Środowiskiem Poprzemysłowym im. Jolanty Wadowskiej-Król, zainagurowane 19 stycznia tego roku. Czujecie to? Będą dłubać w temacie i w terenie, które choć prawie jałowe, są wciąż dochodowe. „Ołowiane dzieci” dodadzą skrzydeł.
Podkręcenie dramatu
Historię lekarki z Szopienic przedstawiali wcześniej w książkach Marta Fox, Magdalena Majcher i Michał Jędryka. Ba, w 2013 r. na YouTubie pojawił się film „Matka Boska szopienicka”, ze scenariuszem i w reżyserii Małgorzaty Król, wnuczki lekarki. Był to reportaż przygotowany na szkolny konkurs „Szukamy bohaterów”, z udziałem „doktórki” i jej męża – a więc najbliższy prawdzie. Prawie dekadę później (w 2022 r.) powstał spektakl teatralny „Matka Boska Szopienicka” w reżyserii Agnieszki Cygan, także wnuczki Jolanty Wadowskiej-Król. Było jeszcze w 2023 r. słuchowisko przygotowane na podstawie książki Marty Fox „Kanarek umiera pierwszy”. To jednak wciąż „nie żarło” jako materiał na serial. „Ołowiane dzieci” kręcono, zanim pojawiły się wątpliwości wokół ETS. Dlatego eskalowano emocje. Prawdziwa „doktórka od familoków” wcale nie przyjechała z Polski Centralnej. Pochodziła z Katowic, znała tamtejsze realia i nie działała w osamotnieniu. Nie miała też tak dramatycznych przeżyć, jak pokazano w serialu. Żadnych wywożeń do lasu w torbie na głowie, przystawianych pistoletów do głowy, spaleń samochodu (prywatnego państwa Królów). Żadnych zachorowań na ołowicę lekarki ani rodzenia dziecka w trakcie choroby.
Widownia przyjęła serial z mieszanymi uczuciami. Od aplauzu po ostrą krytykę. Szczególnie dotknięci poczuli się mieszkańcy Szopienic.
„Ten serial to jedno wielkie rozczarowanie, w którym ludzi przedstawia się jak skrajnych, prymitywnych idiotów”,
zauważa jedna z oglądających. Ktoś inny dorzuca:
„Zamiast oddać tę historię taką, jaką była, twórcy poszli w kierunku jakiejś sensacji”.
No właśnie – chodziło o wywołanie szumu, a jednocześnie o przykrycie geszeftów związanych z terenami po hucie i familokach. Tak, wiem, to zupełnie inna historia, ale obie opowieści są ze sobą splecione.




