Serbia wybiera Europę – a nie Rosję!

Przed laty w periodyku Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych domagałem się większego zaangażowania na Bałkanach – zwłaszcza w tych krajach, które dopiero mają wejść do UE. Teraz się cieszę, że w ramach tzw. „Konferencji Belgradzkiej” Polska w dwustronnym, eksperckim, formacie przygotowuje Serbię merytorycznie do akcesu na europejskie salony, zwłaszcza w obszarach sprawiedliwości, spraw wewnętrznych i rolnictwa.nTrochę to przypomina Konferencję Utrechcką, w której to Holandia przygotowywała Polskę do wstąpienia do Unii. Teraz my się rewanżujemy, nie tylko Serbii, ale wcześniej już Macedonii i Gruzji. Pierwsza edycja Konferencji Belgradzkiej miała miejsce rok temu w Warszawie, a w 2018 w Belgradzie współotwierał ją ze wspomnianym ministrem Dačiciem szef polskiego MSZ Jacek Czaputowicz. W tym roku ponownie odbędzie się ona w Polsce.nAle to nie Czaputowicz, ale jego poprzednik Witold Waszczykowski miał podobno usłyszeć od swojego serbskiego odpowiednika, że Macedonia to część Serbii. Gdy obecny przy tym ówczesny premier, a dzisiaj prezydent Aleksandar Vučić przestraszył się i przerwał tyradę swojego ministra spraw zagranicznych, Polak miał odpowiedzieć dyplomatycznie: „ależ ja rozumiem, rozumiem.”. nArogancja Zachodu i „bałkański kocioł”nZachód wobec Bałkanów w ogóle, a teraz w szczególności Bałkanów Zachodnich, wykazuje konsekwentną arogancję. Świadczy o tym upowszechnione pojęcie „kotła bałkańskiego” i przeświadczenie, że narody w tym regionie irracjonalnie i źle się same rządzą. Ta sama arogancja, choć nie w takiej skali ma miejsce wobec naszej Europy Środkowo-Wschodniej.nGłównym kamieniem niezgody, utrudniającym szybkie poruszanie się Belgradu na drodze do Brukseli jest oczywiście Kosowo, będące kolebką serbskiej państwowości i mające szczególną rolę historyczną. Staram się zrozumieć Serbów – myśląc, że Polacy też nie wyobrażaliby sobie oddania komukolwiek pierwszych polskich stolic: Gniezna i Poznania. nnCzy w grę wchodzi, jak mówi się w belgradzkich, dyplomatycznych, kuluarach salomonowe rozwiązanie polegające na wymianie terytorialnej: do Serbii miały być włączone ziemie stanowiące część Kosowa, na których 95% mieszkańców to Serbowie, a do Kosowa miałby trafić zamieszkany w zdecydowanej większości przez Kosowarów skraweczek Serbii Południowej? Tyle, że historyczne i święte dla Serbów miejsca, jak Graczanin, Kosowe Pole czy Pecz ta wymiana by nie objęła.
Belgrad, Serbia. Ostatnie dni lutego 2019. Pięcioosobowa delegacja Komisji Spraw Zagranicznych Parlamentu Europejskiego – w której jestem jedynym Polakiem – przyjeżdża na Bałkany Zachodnie (także do Kosowa), aby rozmawiać miedzy innymi  o stanie przygotowań państwa, które wejdzie do Unii Europejskiej  jako pierwsze lub jako jedno z pierwszych. Nie Kijów, ale Belgrad właśnie, Podgorica, może Skopje, może Tirana. Nieprędko. Za dziesięć, jedenaście lat – ale wejdzie.
Serbia, Kosowo, problem…
W typowo serbskiej restauracji, w której nie obowiązują unijne zakazy palenia papierosów w miejscach publicznych słychać, paradoksalnie hiszpańską, muzykę. Restauracja nazywa się, jak dzielnica – czyli Savski Vienac (Sawski Wieniec). Siedzimy i rozmawiamy o Serbii, Polsce, Rosji, europejskiej drodze Belgradu. Z knajpy wszędzie blisko. Polska ambasada po drugiej stronie ulicy, do MSZ rzut kamieniem, do Kancelarii Premiera niewiele dalej, w pobliżu sporo ambasad: poza naszą także włoska, kanadyjska, bułgarska czy chorwacka. Popijając „Svetlo Pivo” czyli jasne piwo popularnej tu marki „Nikšićko”, słyszę, że mój dzisiejszy rozmówca, nie znający angielskiego minister spraw zagranicznych Ivica Dačić nie tylko ma mocną pozycję w rządzie, ale też jest skuteczny. Za jego urzędowania już 13 państw wycofało uznanie Kosowa. Nawet jeśli są to kraje egzotyczne, jak Burundi czy Dominika na Morzu Karaibskim (nie mylić z Dominikaną!), to jak w ONZ: jedno państwo – jeden głos. Celem Dačicia jest, jak sam nieoficjalnie deklaruje, zmniejszenie liczby krajów uznających państwowość Kosowa do mniej niż połowy członków ONZ.
Polski most z Belgradu do Unii
Już za niespełna pięć miesięcy w Poznaniu odbędzie się trzeci szczyt UE – Bałkany Zachodnie. Poprzednie były w Berlinie i Londynie. Serbia tam będzie, choć po cichu się obawia, czy aby inwestowanie politycznej Europy w taką inicjatywę nie jest formą pretekstu do odsunięcia w czasie akcesji Belgradu do Unii. Ale tak nie jest. Na razie w naszych rozmowach dwustronnych poznański Szczyt Zachodniobałkański ma mniejsze znaczenie – z punktu widzenia Serbów – niż prośby Belgradu, aby zablokować formalne wejście Prisztiny do Interpolu.
Przed laty w periodyku Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych domagałem się większego zaangażowania na Bałkanach – zwłaszcza w tych krajach, które dopiero mają wejść do UE. Teraz się cieszę, że w ramach tzw. „Konferencji Belgradzkiej” Polska w dwustronnym, eksperckim, formacie przygotowuje Serbię merytorycznie do akcesu na europejskie salony, zwłaszcza w obszarach sprawiedliwości, spraw wewnętrznych i rolnictwa.
Trochę to przypomina Konferencję Utrechcką, w której to Holandia przygotowywała Polskę do wstąpienia do Unii. Teraz my się rewanżujemy, nie tylko Serbii, ale wcześniej już Macedonii i Gruzji. Pierwsza edycja Konferencji Belgradzkiej miała miejsce rok temu w Warszawie, a w 2018  w Belgradzie współotwierał ją ze wspomnianym ministrem Dačiciem szef polskiego MSZ Jacek Czaputowicz. W tym roku ponownie odbędzie się ona w Polsce.
Ale to nie Czaputowicz, ale jego poprzednik Witold Waszczykowski miał podobno usłyszeć od swojego serbskiego odpowiednika, że Macedonia to część Serbii. Gdy obecny przy tym ówczesny premier, a dzisiaj prezydent Aleksandar Vučić przestraszył się i przerwał tyradę swojego ministra spraw zagranicznych, Polak miał odpowiedzieć dyplomatycznie: „ależ ja rozumiem, rozumiem.”. 
Arogancja Zachodu i „bałkański kocioł”
Zachód wobec Bałkanów w ogóle, a teraz w szczególności Bałkanów Zachodnich, wykazuje konsekwentną arogancję. Świadczy o tym upowszechnione pojęcie „kotła bałkańskiego” i przeświadczenie, że narody w tym regionie irracjonalnie i źle się same rządzą. Ta sama arogancja, choć nie w takiej skali ma miejsce wobec naszej Europy Środkowo-Wschodniej.
Głównym kamieniem niezgody, utrudniającym szybkie poruszanie się Belgradu na drodze do Brukseli jest oczywiście Kosowo, będące kolebką serbskiej państwowości i mające szczególną rolę historyczną. Staram się zrozumieć Serbów – myśląc, że Polacy też nie wyobrażaliby sobie oddania komukolwiek  pierwszych polskich stolic: Gniezna i Poznania. Czy w grę wchodzi, jak mówi się w belgradzkich, dyplomatycznych,  kuluarach salomonowe rozwiązanie polegające na wymianie terytorialnej: do Serbii miały być włączone ziemie stanowiące część Kosowa, na których 95% mieszkańców to Serbowie, a do Kosowa miałby trafić zamieszkany w zdecydowanej większości przez Kosowarów skraweczek Serbii Południowej? Tyle, że historyczne i święte dla Serbów  miejsca, jak Graczanin, Kosowe Pole czy Pecz ta wymiana by nie objęła.
Polacy w Serbii
Serbski brzmi swojsko, bardzo wiele wyrazów jest podobnych do naszych i tylko specjaliści pokazują, jak wieki tureckiej okupacji przyczyniły się do zapożyczeń z języka Turków do mowy ojczystej kniazia Miłosza.
Serbskie sporty narodowe to, poza oczywiście piłka  nożna, piłka wodna oraz siatkówka. W tej ostatniej Serbki zdobyły ostatnio tytuł mistrzyń świata. Zostało to bardzo finansowo docenione przez władze. Wyjątkowi są natomiast serbscy kibice. Rywalizacja między dawną milicyjną Cverną Zvezdą („Czerwoną Gwiazdą”) a wojskowym „Paritzanem” Belgrad jest słynna w Europie. Skądinąd kibice z Belgradu trzymają  się z kibicami warszawskiej Legii, którzy przyjeżdżają na coroczną demonstrację w rocznicę zaboru Kosowa. Na obu stadionach rywalizujących klubów położonych zresztą niedaleko, niczym Wisła i Cracovia, rozdzielone krakowskimi Błoniami, co rusz pojawiają się patriotyczne hasła i transparenty, słyszymy narodowe pieśni, a także antyalbańskie i antychorwackie hasła. Stadion „Cvernej Zvezdy”, choć nosi imię piłkarza Rajko Miticia, powszechnie nazywany jest „Maracaną”, na wzór tej brazylijskiej – i rzeczywiście jest podobnie gorący…
W naszej ambasadzie pracuje 21 ludzi, co wydaje się sporo przy ośmiu zatrudnionych w Bośni i Hercegowinie i sześciu w Czarnogórze. Ale to chyba i tak za mało wobec potrzeb i w porównaniu z olbrzymią aktywnością Czechów i Węgrów. Skądinąd spada liczba Madziarów zamieszkałych w serbskiej Vojvodinie, choć Węgrzy dalej są tu największą mniejszością narodową. Niemal wszyscy oni mają już węgierskie paszporty, co umożliwia osiedlenie się na Węgrzech lub emigrację zarobkową do Europy Zachodniej.
A skoro o mniejszościach już mowa, to dopiero co, pierwszy raz w historii uznano tutejszych Polaków za mniejszość narodową. Stało się to w listopadzie 2018 roku, gdy zgodnie z serbskim systemem, wybrano Polską Radę Narodowościową. Jej przewodniczącą została pani Anita Szalbot. Na polską diasporę w Serbii składają się dwie grupy: pierwsza to potomkowie XIX-wiecznej emigracji ze Śląska Cieszyńskiego, a druga to Polki, żony Serbów, które przyjechały tu w latach 1970.i 1980. Zresztą ta „emigracja małżeńska” dotyczy terenów całej Jugosławii, od Słowenii do Kosowa. Polaków jest tu około tysiąca, ale to i tak wiele razy więcej niż Serbów w Polsce…
*tekst ukazał się w „Gazecie Polskiej Codziennie” (04.03.2019)
 
 

 

POLECANE
Komunikat dla mieszkańców Katowic Wiadomości
Komunikat dla mieszkańców Katowic

Katowicki magistrat zamierza kupić budynek usługowo-biurowy dawnego banku przy ul. Powstańców za 37 mln zł. Według miasta obiekt przy ul. Francuskiej, z którego zostanie tam przeniesione osiem wydziałów, nie spełnia wymagań, a zakup będzie korzystniejszy niż wynajem powierzchni.

Pewny awans Barcelony. Dwie bramki Lewandowskiego w Lidze Mistrzów Wiadomości
Pewny awans Barcelony. Dwie bramki Lewandowskiego w Lidze Mistrzów

Barcelona pokonała przed własną publicznością Newcastle United 7:2 w rewanżowym meczu 1/8 finału piłkarskiej Ligi Mistrzów i awansowała do kolejnej rundy. Dwie bramki uzyskał Robert Lewandowski. W ubiegłym tygodniu w Anglii był remis 1:1.

Trwa zbiórka na rzecz Tomasza Duklanowskiego i wolności prasy w Polsce Wiadomości
Trwa zbiórka na rzecz Tomasza Duklanowskiego i wolności prasy w Polsce

Na platformie Fundatorres ruszyła zbiórka pieniędzy dla Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP. Organizacja od lat pomaga dziennikarzom w obronie ich praw i niezależności. Obecna kampania skupia się na wsparciu Tomasza Duklanowskiego, który w ostatnich latach stał się celem licznych działań prawnych po ujawnianiu trudnych spraw publicznych.

Pożar na Białołęce opanowany. Strażacy zakończyli akcję ratunkową z ostatniej chwili
Pożar na Białołęce opanowany. Strażacy zakończyli akcję ratunkową

Strażacy dogasili pożar na warszawskiej Białołęce. Zapaliła się tam elewacja nowo powstającego budynku. W wyniku pożaru uszkodzona została konstrukcja dźwigu. Jego operator trafił do szpitala. Ewakuowano także mieszkańców pobliskiego bloku i trzech budynków jednorodzinnych.

Samuel Pereira: Wtedy żądali żeby Prezydent nie przyjmował ślubowania od sędziów, teraz twierdzą, że ma obowiązek przyjąć tylko u nas
Samuel Pereira: Wtedy żądali żeby Prezydent nie przyjmował ślubowania od sędziów, teraz twierdzą, że ma obowiązek przyjąć

Prezydent może odmówić przyjęcia ślubowania od sędziów Trybunału Konstytucyjnego – twierdzi Samuel Pereira. Publicysta przekonuje, że w sporze o prerogatywy głowy państwa dochodzi do politycznych podwójnych standardów i wskazuje na kontrowersje wokół działań obozu Donalda Tuska.

Jechał hulajnogą po S8. Tłumaczenie 28-latka zaskakuje Wiadomości
Jechał hulajnogą po S8. Tłumaczenie 28-latka zaskakuje

Do zaskakującej sytuacji doszło we wtorkowy poranek w województwie łódzkim. Policjanci zatrzymali mężczyznę, który… poruszał się hulajnogą elektryczną po drodze ekspresowej S8.

Barcelona chce zatrzymać Lewandowskiego? Jest jasny sygnał Wiadomości
Barcelona chce zatrzymać Lewandowskiego? Jest jasny sygnał

Wybór Joana Laporty na prezesa FC Barcelona na kolejną kadencję daje szansę na przedłużenie kontraktu Roberta Lewandowskiego. Sam działacz przyznaje, że chciałby, aby Polak, który pomógł klubowi w trudnym momencie, dalej nosił koszulkę „Dumy Katalonii”.

IMGW wydał nowy komunikat. Prognoza pogody na najbliższe dni Wiadomości
IMGW wydał nowy komunikat. Prognoza pogody na najbliższe dni

Jak informuje Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej, w czwartek w Polsce zachmurzenie umiarkowane i duże, a miejscami również rozpogodzenia. Lokalnie na wschodzie i południowym wschodzie przelotne opady deszczu, a wysoko w Karpatach deszczu ze śniegiem i śniegu. Rano miejscami silne zamglenia i mgły ograniczające widzialność do 200-400 m (lokalnie do 100 m), które miejscami w rejonie Wybrzeża mogą się utrzymywać do godzin popołudniowych.

Alarmujące dane. Coraz więcej uczniów w Niemczech doświadcza mobbingu Wiadomości
Alarmujące dane. Coraz więcej uczniów w Niemczech doświadcza mobbingu

Coraz więcej młodych ludzi w Niemczech zmaga się z problemami psychicznymi – wynika z najnowszego badania. Po okresie poprawy po pandemii sytuacja znów zaczyna się pogarszać. Badanie zostało przeprowadzone w 2025 roku wśród około 1500 uczniów oraz ich rodziców.

Rzeczniczka MSZ Rosji: Wzywamy wszystkich do opamiętania z ostatniej chwili
Rzeczniczka MSZ Rosji: "Wzywamy wszystkich do opamiętania"

Rosyjskie MSZ apeluje o natychmiastowe wstrzymanie walk na Bliskim Wschodzie i rozpoczęcie negocjacji. W tle mają być obawy o globalne bezpieczeństwo energetyczne oraz sytuację wokół cieśniny Ormuz.

REKLAMA

Serbia wybiera Europę – a nie Rosję!

Przed laty w periodyku Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych domagałem się większego zaangażowania na Bałkanach – zwłaszcza w tych krajach, które dopiero mają wejść do UE. Teraz się cieszę, że w ramach tzw. „Konferencji Belgradzkiej” Polska w dwustronnym, eksperckim, formacie przygotowuje Serbię merytorycznie do akcesu na europejskie salony, zwłaszcza w obszarach sprawiedliwości, spraw wewnętrznych i rolnictwa.nTrochę to przypomina Konferencję Utrechcką, w której to Holandia przygotowywała Polskę do wstąpienia do Unii. Teraz my się rewanżujemy, nie tylko Serbii, ale wcześniej już Macedonii i Gruzji. Pierwsza edycja Konferencji Belgradzkiej miała miejsce rok temu w Warszawie, a w 2018 w Belgradzie współotwierał ją ze wspomnianym ministrem Dačiciem szef polskiego MSZ Jacek Czaputowicz. W tym roku ponownie odbędzie się ona w Polsce.nAle to nie Czaputowicz, ale jego poprzednik Witold Waszczykowski miał podobno usłyszeć od swojego serbskiego odpowiednika, że Macedonia to część Serbii. Gdy obecny przy tym ówczesny premier, a dzisiaj prezydent Aleksandar Vučić przestraszył się i przerwał tyradę swojego ministra spraw zagranicznych, Polak miał odpowiedzieć dyplomatycznie: „ależ ja rozumiem, rozumiem.”. nArogancja Zachodu i „bałkański kocioł”nZachód wobec Bałkanów w ogóle, a teraz w szczególności Bałkanów Zachodnich, wykazuje konsekwentną arogancję. Świadczy o tym upowszechnione pojęcie „kotła bałkańskiego” i przeświadczenie, że narody w tym regionie irracjonalnie i źle się same rządzą. Ta sama arogancja, choć nie w takiej skali ma miejsce wobec naszej Europy Środkowo-Wschodniej.nGłównym kamieniem niezgody, utrudniającym szybkie poruszanie się Belgradu na drodze do Brukseli jest oczywiście Kosowo, będące kolebką serbskiej państwowości i mające szczególną rolę historyczną. Staram się zrozumieć Serbów – myśląc, że Polacy też nie wyobrażaliby sobie oddania komukolwiek pierwszych polskich stolic: Gniezna i Poznania. nnCzy w grę wchodzi, jak mówi się w belgradzkich, dyplomatycznych, kuluarach salomonowe rozwiązanie polegające na wymianie terytorialnej: do Serbii miały być włączone ziemie stanowiące część Kosowa, na których 95% mieszkańców to Serbowie, a do Kosowa miałby trafić zamieszkany w zdecydowanej większości przez Kosowarów skraweczek Serbii Południowej? Tyle, że historyczne i święte dla Serbów miejsca, jak Graczanin, Kosowe Pole czy Pecz ta wymiana by nie objęła.
Belgrad, Serbia. Ostatnie dni lutego 2019. Pięcioosobowa delegacja Komisji Spraw Zagranicznych Parlamentu Europejskiego – w której jestem jedynym Polakiem – przyjeżdża na Bałkany Zachodnie (także do Kosowa), aby rozmawiać miedzy innymi  o stanie przygotowań państwa, które wejdzie do Unii Europejskiej  jako pierwsze lub jako jedno z pierwszych. Nie Kijów, ale Belgrad właśnie, Podgorica, może Skopje, może Tirana. Nieprędko. Za dziesięć, jedenaście lat – ale wejdzie.
Serbia, Kosowo, problem…
W typowo serbskiej restauracji, w której nie obowiązują unijne zakazy palenia papierosów w miejscach publicznych słychać, paradoksalnie hiszpańską, muzykę. Restauracja nazywa się, jak dzielnica – czyli Savski Vienac (Sawski Wieniec). Siedzimy i rozmawiamy o Serbii, Polsce, Rosji, europejskiej drodze Belgradu. Z knajpy wszędzie blisko. Polska ambasada po drugiej stronie ulicy, do MSZ rzut kamieniem, do Kancelarii Premiera niewiele dalej, w pobliżu sporo ambasad: poza naszą także włoska, kanadyjska, bułgarska czy chorwacka. Popijając „Svetlo Pivo” czyli jasne piwo popularnej tu marki „Nikšićko”, słyszę, że mój dzisiejszy rozmówca, nie znający angielskiego minister spraw zagranicznych Ivica Dačić nie tylko ma mocną pozycję w rządzie, ale też jest skuteczny. Za jego urzędowania już 13 państw wycofało uznanie Kosowa. Nawet jeśli są to kraje egzotyczne, jak Burundi czy Dominika na Morzu Karaibskim (nie mylić z Dominikaną!), to jak w ONZ: jedno państwo – jeden głos. Celem Dačicia jest, jak sam nieoficjalnie deklaruje, zmniejszenie liczby krajów uznających państwowość Kosowa do mniej niż połowy członków ONZ.
Polski most z Belgradu do Unii
Już za niespełna pięć miesięcy w Poznaniu odbędzie się trzeci szczyt UE – Bałkany Zachodnie. Poprzednie były w Berlinie i Londynie. Serbia tam będzie, choć po cichu się obawia, czy aby inwestowanie politycznej Europy w taką inicjatywę nie jest formą pretekstu do odsunięcia w czasie akcesji Belgradu do Unii. Ale tak nie jest. Na razie w naszych rozmowach dwustronnych poznański Szczyt Zachodniobałkański ma mniejsze znaczenie – z punktu widzenia Serbów – niż prośby Belgradu, aby zablokować formalne wejście Prisztiny do Interpolu.
Przed laty w periodyku Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych domagałem się większego zaangażowania na Bałkanach – zwłaszcza w tych krajach, które dopiero mają wejść do UE. Teraz się cieszę, że w ramach tzw. „Konferencji Belgradzkiej” Polska w dwustronnym, eksperckim, formacie przygotowuje Serbię merytorycznie do akcesu na europejskie salony, zwłaszcza w obszarach sprawiedliwości, spraw wewnętrznych i rolnictwa.
Trochę to przypomina Konferencję Utrechcką, w której to Holandia przygotowywała Polskę do wstąpienia do Unii. Teraz my się rewanżujemy, nie tylko Serbii, ale wcześniej już Macedonii i Gruzji. Pierwsza edycja Konferencji Belgradzkiej miała miejsce rok temu w Warszawie, a w 2018  w Belgradzie współotwierał ją ze wspomnianym ministrem Dačiciem szef polskiego MSZ Jacek Czaputowicz. W tym roku ponownie odbędzie się ona w Polsce.
Ale to nie Czaputowicz, ale jego poprzednik Witold Waszczykowski miał podobno usłyszeć od swojego serbskiego odpowiednika, że Macedonia to część Serbii. Gdy obecny przy tym ówczesny premier, a dzisiaj prezydent Aleksandar Vučić przestraszył się i przerwał tyradę swojego ministra spraw zagranicznych, Polak miał odpowiedzieć dyplomatycznie: „ależ ja rozumiem, rozumiem.”. 
Arogancja Zachodu i „bałkański kocioł”
Zachód wobec Bałkanów w ogóle, a teraz w szczególności Bałkanów Zachodnich, wykazuje konsekwentną arogancję. Świadczy o tym upowszechnione pojęcie „kotła bałkańskiego” i przeświadczenie, że narody w tym regionie irracjonalnie i źle się same rządzą. Ta sama arogancja, choć nie w takiej skali ma miejsce wobec naszej Europy Środkowo-Wschodniej.
Głównym kamieniem niezgody, utrudniającym szybkie poruszanie się Belgradu na drodze do Brukseli jest oczywiście Kosowo, będące kolebką serbskiej państwowości i mające szczególną rolę historyczną. Staram się zrozumieć Serbów – myśląc, że Polacy też nie wyobrażaliby sobie oddania komukolwiek  pierwszych polskich stolic: Gniezna i Poznania. Czy w grę wchodzi, jak mówi się w belgradzkich, dyplomatycznych,  kuluarach salomonowe rozwiązanie polegające na wymianie terytorialnej: do Serbii miały być włączone ziemie stanowiące część Kosowa, na których 95% mieszkańców to Serbowie, a do Kosowa miałby trafić zamieszkany w zdecydowanej większości przez Kosowarów skraweczek Serbii Południowej? Tyle, że historyczne i święte dla Serbów  miejsca, jak Graczanin, Kosowe Pole czy Pecz ta wymiana by nie objęła.
Polacy w Serbii
Serbski brzmi swojsko, bardzo wiele wyrazów jest podobnych do naszych i tylko specjaliści pokazują, jak wieki tureckiej okupacji przyczyniły się do zapożyczeń z języka Turków do mowy ojczystej kniazia Miłosza.
Serbskie sporty narodowe to, poza oczywiście piłka  nożna, piłka wodna oraz siatkówka. W tej ostatniej Serbki zdobyły ostatnio tytuł mistrzyń świata. Zostało to bardzo finansowo docenione przez władze. Wyjątkowi są natomiast serbscy kibice. Rywalizacja między dawną milicyjną Cverną Zvezdą („Czerwoną Gwiazdą”) a wojskowym „Paritzanem” Belgrad jest słynna w Europie. Skądinąd kibice z Belgradu trzymają  się z kibicami warszawskiej Legii, którzy przyjeżdżają na coroczną demonstrację w rocznicę zaboru Kosowa. Na obu stadionach rywalizujących klubów położonych zresztą niedaleko, niczym Wisła i Cracovia, rozdzielone krakowskimi Błoniami, co rusz pojawiają się patriotyczne hasła i transparenty, słyszymy narodowe pieśni, a także antyalbańskie i antychorwackie hasła. Stadion „Cvernej Zvezdy”, choć nosi imię piłkarza Rajko Miticia, powszechnie nazywany jest „Maracaną”, na wzór tej brazylijskiej – i rzeczywiście jest podobnie gorący…
W naszej ambasadzie pracuje 21 ludzi, co wydaje się sporo przy ośmiu zatrudnionych w Bośni i Hercegowinie i sześciu w Czarnogórze. Ale to chyba i tak za mało wobec potrzeb i w porównaniu z olbrzymią aktywnością Czechów i Węgrów. Skądinąd spada liczba Madziarów zamieszkałych w serbskiej Vojvodinie, choć Węgrzy dalej są tu największą mniejszością narodową. Niemal wszyscy oni mają już węgierskie paszporty, co umożliwia osiedlenie się na Węgrzech lub emigrację zarobkową do Europy Zachodniej.
A skoro o mniejszościach już mowa, to dopiero co, pierwszy raz w historii uznano tutejszych Polaków za mniejszość narodową. Stało się to w listopadzie 2018 roku, gdy zgodnie z serbskim systemem, wybrano Polską Radę Narodowościową. Jej przewodniczącą została pani Anita Szalbot. Na polską diasporę w Serbii składają się dwie grupy: pierwsza to potomkowie XIX-wiecznej emigracji ze Śląska Cieszyńskiego, a druga to Polki, żony Serbów, które przyjechały tu w latach 1970.i 1980. Zresztą ta „emigracja małżeńska” dotyczy terenów całej Jugosławii, od Słowenii do Kosowa. Polaków jest tu około tysiąca, ale to i tak wiele razy więcej niż Serbów w Polsce…
*tekst ukazał się w „Gazecie Polskiej Codziennie” (04.03.2019)
 
 


 

Polecane