Marek Budzisz: Bez realnych zmian Ukraina, Mołdawia i Gruzja nigdy nie staną się częścią Zachodu.

Wiele wskazuje na to, że fala pokojowych demonstracji, która doprowadziła już do zmiany rządów w Armenii i w Gruzji dotrze i do innych post sowieckich państw. Zaczynają się protesty w Mołdawii oraz na Ukrainie. Pisałem już wcześniej, iż są tacy analitycy, którzy dopatrują się w tym „ręki Moskwy” i tego rodzaju inspiracji nie można wykluczyć, jednak trzeba też bezstronnie stwierdzić, że tamtejsze elity, najczęściej deklaratywnie prozachodnie, dołożyły niemało starań, aby doprowadzić do zaognienia sytuacji wewnętrznej.
/ screen yt
Zacznijmy od sytuacji w Mołdawii. Tam wczoraj, lokalny sąd w Kiszyniowie rozpatrywał protest wyborczy, zgłoszony przez partię socjalistów, której kandydat przegrał niedawne wybory na mera stolicy. Trzeba dodać, że przegrał w drugiej turze, dość nieoczekiwanie. A socjaliści bardzo liczyli na sukces. Wystawili kandydaturę Iona Czebana, sekretarza prasowego urzędującego prezydenta Dodona, polityka, jeśli nie popularnego to przynajmniej znanego i mającego z racji swej funkcji możliwość stałego pokazywania się w mediach. Kiszyniów jest ważny w mołdawskiej polityce nie tylko, dlatego, że to stolica, choć to też, ale również z tego powodu, że panujące tam nastroje mogą mieć istotny wpływ na wynik przyszłorocznych wyborów parlamentarnych. Mieszkańcy Kiszyniowa, w którym znajduje się 11 okręgów wyborczych (w wyborach parlamentarnych) zawsze byli bardziej, niźli prowincja nastawieni proeuropejsko i jeśli socjalistom udałoby się tu wygrać, to mogło to być dobrym zwiastunem na przyszłość, zwłaszcza, że dysponując kasą miejską sporo można jeszcze przed wyborami zrobić. Ale socjaliści srogo się zawiedli, bo drugą turę wygrał Andrej Nastase. Jego kandydaturę popierała formacja Mai Sandu, która kandydowała w niedawnych wyborach prezydenckich, zajęła w nich drugie miejsce, oddając pole zwycięzcy – Igorowi Dodonowi. Sandu uznawana jest za polityka o orientacji wyraźnie prozachodniej, pracowała w Banku Światowym i jest skonfliktowana z elitami rządzącej Mołdawią, acz niepopularnej Partii Demokratycznej. Do tej pory Nastase i Sandu nie współpracowali ze sobą, ale wyborczy alians i sukces, zdaniem obserwatorów mogą świadczyć o tym, że teraz sytuacja się zmieni i co istotniejsze, że wyborcy tego rodzaju porozumienie dobrze przyjmują. Obydwoje, występując na powyborczej konferencji prasowej powiedzieli, że sukces w Kiszyniowie jest de facto pierwszym zwycięstwem nad oligarchami, którzy zawłaszczyli kraj. Chodzi o jednego oligarchę, Vlada Płachotniuka, kontrolującego obóz rządzący. Jak informują mołdawskie media mimo publicznych sporów i słownych konfliktów prozachodni Demokraci (Płachotniuk) oraz prorosyjscy socjaliści (Dodon) w istocie „po cichu się dogadali” i współpracują ze sobą. Tak było przy okazji reformy prawa wyborczego i wprowadzenia systemu mieszanego, w którym połowa mandatów pochodzi z list partyjnych a połowa z okręgów jednomandatowych. Socjaliści zgodzili się na taki układ, bo liczyli na zwycięstwo, ale teraz po klęsce w Kiszyniowie i przegraniu również wyborów w drugim, co do wielkości mieście Mołdawii (Biełcach) niczego nie mogą być już pewni. Bo, jak dowodzą obserwatorzy, ludzie widzą układy i porozumienia i część niechęci wobec Demokratów zaczyna być przenoszona na Socjalistów. Przestają na nich głosować ci, którzy chcą zmian. I w takiej sytuacji, po wyborach, do pracy przystąpił „resurs administracyjny” kontrolowany przez obóz władzy. A dokładnie sądy. Socjaliści kilka dni po wyborach milczeli, nawet publicznie gratulowali zwycięzcy, ale potem wnieśli szereg protestów, dopatrując się naruszeń i niedopuszczalnego poparcia, jakie miał ponoć dostać Nastase z sąsiedniej Rumunii. I posłuszni władzy sędziowie wydali postanowienie o unieważnieniu wyborów w Kiszyniowie. Co ciekawe wcale nie uznali, że zwycięzcą został kandydat socjalistów, na co ci bardzo liczyli, nawet nie podjęli decyzji o powtórce głosowania, ale po prostu stwierdzili, że wybory są nieważne i teraz stolicą Mołdawii przez najbliższy rok rządził będzie mianowany przez władze komisarz. Nastase, co zrozumiałe, nie jest zadowolony z tego werdyktu i wezwał swoich zwolenników do rozpoczęcia antyrządowych protestów. Już wcześniej w 2015 i 2016 roku był on jednym ze współorganizatorów ulicznych demonstracji. Wówczas chodziło o wielkie afery bankowe, w których obywatele Mołdawii stracili, jak się oblicza nawet miliard dolarów. A pamiętajmy, że Modławia jest krajem, który rywalizuje z Ukrainą o miano najbiedniejszego w Europie. Wówczas demonstracje wstrząsnęły systemem politycznym i spowodowały, że przywrócone zostały bezpośrednie wybory prezydenckie, które wygrał socjalista Dodon, bo ludzie jego formację postrzegali, jako siłę polityczną walczącą z oligarchami. Teraz ten wizerunek się zmienia. To formacja Nastase – Sandu (oczywiście o ile się nie skonfliktują) może być czarnym koniem nadchodzących wyborów i odebrać socjalistom część głosów. Są takie głosy w Mołdawii, trzeba to odnotować, które wieszczą, że na końcu drogi, czyli po wyborach dojdzie do zawarcia wielkiej prozachodniej koalicji, która z jednej strony składać się będzie z deputowanych, których do parlamentu wprowadzi tandem Nastase – Sandu, a z drugiej wejdą doń kontrolowani przez Płachotniuka demokraci. Gdyby brać pod uwagę wyłącznie układy geopolityczne, to tego rodzaju rozwiązanie wydaje się najlepszym, jednak może ono nie doprowadzić do rozwiązania zasadniczego problemu – władzy oligarchów, a właściwie jednego, i sprowadzenia wszystkich instytucji państwa, do roli fasad, skrywających realne układy.
W gruncie rzeczy podobna sytuacja jest na Ukrainie. Tam też, wydaje się, zasadniczym problemem jest przezwyciężenie oligarchizacji państwa i tam też demokracja przekształcona została w fasadę skrywającą rywalizację klanów biznesowych o władzę. Tylko, że podobnie jak w Mołdawii, a wcześniej w Armenii i Gruzji, i tam nie bierze się pod uwagę tego, że ludzie mogą mieć dość życia w tak skonstruowanym państwie. Na Ukrainie mamy jeszcze do czynienia z wpływem na nastroje ludzi, masowej emigracji zarobkowej. Ludzie jeżdżą na Zachód, głownie do Polski, ale też i dalej. Pracują tam, studiują i wracając dzieląc się wrażeniami i obserwacjami z tymi, którzy pozostali na miejscu. Zmieniają się oczekiwania, zmienia się też klimat społeczny. O tym, że zmiany mają miejsce świadczą nasilające się na Ukrainie protesty. Wczoraj przed Radą Najwyższą demonstrowali weterani – zarówno ci, którzy przeszli przez Afganistan, jak i walczący na Wschodzie, ale również walczący ze skutkami awarii w Czernobylu. Demonstracji nie organizowała, ani jej nie patronowała, żadna ukraińska siła polityczna i spodziewano się, że w związku z tym nie będzie ona zbyt liczna. Ale przyszło, jak dowodzą organizatorzy 10 tys. ludzi, którzy domagali się poprawy sytuacji ekonomicznej – przede wszystkim wyższych rent, bo te, które otrzymują nie starczają już na nic, a za gaz trzeba płacić coraz wyższe rachunki. Oczywiście można we wszystkim widzieć rękę Moskwy i ona niewątpliwie działa, ale takie uproszczenia nie rozwiążą realnych problemów i władza w Kijowie niedługo będzie musiała się z nimi zmierzyć. Na demonstracji skandowane były też hasła przeciw zawłaszczeniu państwa przez oligarchów.
Protesty w Gruzji, o których pisałem, już doprowadziły do zmiany premiera i upadku rządu. Nowym premierem został były minister finansów Mamuk Bachtadze, który zapowiedział kontynuowanie polityki zmierzającej do integracji z Unią Europejska i NATO. Tylko, że nie o to chodzi. Protestujący i opozycja domagali się dymisji minister sprawiedliwości oraz gruntownych zmian w resortach siłowych. Ale na nic takiego się nie zanosi i nowy rząd, na tych polach, póki, co nie planuje zmian. Do gruzińskich mediów przeciekły tez nagrania z posiedzenia rządzącej partii, podczas którego oligarcha Iwaniszwili, kontrolujący władzę w Gruzji, delikatnie rzecz nazywając, strofował byłego już premiera za nieudolność i doprowadzenie do tego, że ludzie zaczęli wychodzić na ulice. Trudno w takiej sytuacji uwierzyć, zwłaszcza, że zaraz po tym posiedzeniu premier podał się do dymisji, mimo, iż wcześniej mówił, że nie widzi powodów do ustąpienia, że przyczyną zmian jest chęć zmiany polityki. Raczej upatruje się w tym manewru władzy, która pozorując zmiany działa tak, aby w praktyce wszystko pozostało „po staremu”. W Armenii, też na początku wszystko szło w ten sam sposób, ale ostatecznie rządzący Republikanie musieli pod presja ulicy ustąpić na całej linii. I na to zdaje się liczyć opozycja w Gruzji, bo zapowiada kontynuowanie protestów. Protesty mają miejsce nie tylko w stolicy. Wczoraj poinformowano, że w tradycyjnie niespokojnym Wąwozie Pankisijskim mieszkańcy rozpoczęli „bezterminowy wiec”. Chodzi o przeprowadzoną w grudniu ubiegłego przez gruzińskie siły bezpieczeństwa akcję a, w trakcie, której zastrzelony został 19 – latek, oskarżony o udział w grupie terrorystycznej. Jego ojciec argumentuje, że chłopak był niewinną ofiarą i domaga się śledztwa oraz osądzenia winnych.
Można oczywiście zrzucać wszystko na „knowania Moskwy”. I miejscowe elity tak czynią. Co nie znaczy, że Moskwa nie działa, nie chce destabilizacji sytuacji w skonfliktowanych ze sobą państwach. Tylko, że nad wyraz często ten argument jest nadużywany, po to, aby przysłonić korupcję, władzę układów i układzików, pozorowanie reform. Póki na tym polu nie rozpoczną się realne zmiany, póty integracja z Zachodem pozostanie pustym hasłem, nie ziści się. Unia, wcale niechętna i mająca wystarczająco wiele własnych problemów nie zaryzykuje przyjęcia nowych państw, zwłaszcza w takiej kondycji. Jest to oczywiście na rękę Moskwie, ale trzeba też uczciwie spojrzeć jak się sprawy mają na miejscu – tamtejsze elity wiele robią, aby reformy niczego nie zreformowały i wszystko „pozostało po staremu”.
 

 

POLECANE
Norwegia ogranicza przywileje dla Ukraińców w wieku poborowym Wiadomości
Norwegia ogranicza przywileje dla Ukraińców w wieku poborowym

Norweski parlament zdecydował o zmianie zasad dotyczących uchodźców z Ukrainy. Nowe przepisy ograniczają możliwość korzystania z ochrony zbiorowej przez mężczyzn w wieku poborowym.

Tusk zwołał posiedzenie rządu. Swoją obecność zapowiedział szef KPRP z ostatniej chwili
Tusk zwołał posiedzenie rządu. Swoją obecność zapowiedział szef KPRP

Po decyzji prezydenta o zawetowaniu ustawy dotyczącej programu SAFE premier Donald Tusk zwołał nadzwyczajne posiedzenie Rady Ministrów. W spotkaniu będzie uczestniczył także przedstawiciel głowy państwa.

Weto ws. SAFE. Interesy polskie - interesy niemieckie 1:0 tylko u nas
Weto ws. SAFE. Interesy polskie - interesy niemieckie 1:0

Prezydent Karol Nawrocki zapowiedział weto wobec ustawy wdrażającej program SAFE – unijny mechanizm finansowania obronności. Decyzja wywołała spór polityczny z rządem Donald Tusk oraz debatę o tym, czy Polska powinna korzystać z kredytu UE, czy szukać własnych źródeł finansowania armii.

Jarosław Kaczyński komentuje weto prezydenta ws. SAFE: „Suwerenności nie sprzedaje się za kredyt” gorące
Jarosław Kaczyński komentuje weto prezydenta ws. SAFE: „Suwerenności nie sprzedaje się za kredyt”

Prezes PiS Jarosław Kaczyński poparł decyzję prezydenta Karola Nawrockiego o zawetowaniu ustawy dotyczącej programu SAFE. Karol Nawrocki wskazał na ryzyko wieloletniego zadłużenia i ograniczenia suwerenności Polski.

Po wecie prezydenta Tusk grzmi w sieci: „Stracił szansę, aby zachować się jak patriota” z ostatniej chwili
Po wecie prezydenta Tusk grzmi w sieci: „Stracił szansę, aby zachować się jak patriota”

Premier Donald Tusk ostro skomentował decyzję prezydenta o zawetowaniu ustawy dotyczącej unijnego programu SAFE. Szef rządu zarzucił głowie państwa niewłaściwą postawę i zapowiedział pilną reakcję gabinetu.

Karol Nawrocki wetuje ustawę SAFE: Nigdy nie podpiszę ustawy, która uderza w naszą suwerenność z ostatniej chwili
Karol Nawrocki wetuje ustawę SAFE: "Nigdy nie podpiszę ustawy, która uderza w naszą suwerenność"

Prezydent zapowiedział, że nie podpisze ustawy dotyczącej europejskiego mechanizmu SAFE. W specjalnym orędziu ostrzegł, że rozwiązanie to oznacza wieloletnie zadłużenie Polski i może prowadzić do ograniczenia suwerenności w kwestiach bezpieczeństwa.

Specjalny kamuflaż ukryje żołnierzy przed dronami. USA testują innowacyjne rozwiązanie Wiadomości
Specjalny kamuflaż ukryje żołnierzy przed dronami. USA testują innowacyjne rozwiązanie

Korpus Piechoty Morskiej USA pracuje nad nowym systemem kamuflażu, który ma utrudnić wykrywanie żołnierzy przez drony bojowe. Projekt powstaje w oparciu o doświadczenia z wojny na Ukrainie, gdzie bezzałogowce stały się jednym z najważniejszych narzędzi walki.

KO chce obsadzić TK tylko swoimi ludźmi. Mają być jedynym gwarantem odpolitycznienia TK polityka
KO chce obsadzić TK tylko swoimi ludźmi. Mają być "jedynym gwarantem odpolitycznienia" TK

Sejm ma zdecydować o wyborze sześciu nowych sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Koalicja rządowa zapowiada poparcie wyłącznie dla kandydatów zgłoszonych przez własne kluby, przekonując, że tylko oni gwarantują „odpolitycznienie” Trybunału.

Iran zwrócił się o pomoc do Rosji. Moskwa zapowiada wsparcie z ostatniej chwili
Iran zwrócił się o pomoc do Rosji. Moskwa zapowiada wsparcie

Iran zwrócił się do zaprzyjaźnionych państw z prośbą o pomoc humanitarną po zniszczeniu części infrastruktury medycznej i rosnącej liczbie rannych. Rosja poinformowała, że na polecenie Władimira Putina organizowane jest przekazanie wsparcia dla władz w Teheranie.

Dr Jacek Saryusz-Wolski: Głos rozsądku z Niemiec ws. SAFE z ostatniej chwili
Dr Jacek Saryusz-Wolski: "Głos rozsądku z Niemiec ws. SAFE"

„Podczas gdy Bruksela chce poprawić europejską obronę za pomocą wielomiliardowych programów pożyczkowych, polski prezydent Karol Nawrocki blokuje unijny program zbrojeniowy SAFE i zamiast tego polega na rozwiązaniach krajowych” - pisze niemiecki portal kettner-edelmetalle.de.

REKLAMA

Marek Budzisz: Bez realnych zmian Ukraina, Mołdawia i Gruzja nigdy nie staną się częścią Zachodu.

Wiele wskazuje na to, że fala pokojowych demonstracji, która doprowadziła już do zmiany rządów w Armenii i w Gruzji dotrze i do innych post sowieckich państw. Zaczynają się protesty w Mołdawii oraz na Ukrainie. Pisałem już wcześniej, iż są tacy analitycy, którzy dopatrują się w tym „ręki Moskwy” i tego rodzaju inspiracji nie można wykluczyć, jednak trzeba też bezstronnie stwierdzić, że tamtejsze elity, najczęściej deklaratywnie prozachodnie, dołożyły niemało starań, aby doprowadzić do zaognienia sytuacji wewnętrznej.
/ screen yt
Zacznijmy od sytuacji w Mołdawii. Tam wczoraj, lokalny sąd w Kiszyniowie rozpatrywał protest wyborczy, zgłoszony przez partię socjalistów, której kandydat przegrał niedawne wybory na mera stolicy. Trzeba dodać, że przegrał w drugiej turze, dość nieoczekiwanie. A socjaliści bardzo liczyli na sukces. Wystawili kandydaturę Iona Czebana, sekretarza prasowego urzędującego prezydenta Dodona, polityka, jeśli nie popularnego to przynajmniej znanego i mającego z racji swej funkcji możliwość stałego pokazywania się w mediach. Kiszyniów jest ważny w mołdawskiej polityce nie tylko, dlatego, że to stolica, choć to też, ale również z tego powodu, że panujące tam nastroje mogą mieć istotny wpływ na wynik przyszłorocznych wyborów parlamentarnych. Mieszkańcy Kiszyniowa, w którym znajduje się 11 okręgów wyborczych (w wyborach parlamentarnych) zawsze byli bardziej, niźli prowincja nastawieni proeuropejsko i jeśli socjalistom udałoby się tu wygrać, to mogło to być dobrym zwiastunem na przyszłość, zwłaszcza, że dysponując kasą miejską sporo można jeszcze przed wyborami zrobić. Ale socjaliści srogo się zawiedli, bo drugą turę wygrał Andrej Nastase. Jego kandydaturę popierała formacja Mai Sandu, która kandydowała w niedawnych wyborach prezydenckich, zajęła w nich drugie miejsce, oddając pole zwycięzcy – Igorowi Dodonowi. Sandu uznawana jest za polityka o orientacji wyraźnie prozachodniej, pracowała w Banku Światowym i jest skonfliktowana z elitami rządzącej Mołdawią, acz niepopularnej Partii Demokratycznej. Do tej pory Nastase i Sandu nie współpracowali ze sobą, ale wyborczy alians i sukces, zdaniem obserwatorów mogą świadczyć o tym, że teraz sytuacja się zmieni i co istotniejsze, że wyborcy tego rodzaju porozumienie dobrze przyjmują. Obydwoje, występując na powyborczej konferencji prasowej powiedzieli, że sukces w Kiszyniowie jest de facto pierwszym zwycięstwem nad oligarchami, którzy zawłaszczyli kraj. Chodzi o jednego oligarchę, Vlada Płachotniuka, kontrolującego obóz rządzący. Jak informują mołdawskie media mimo publicznych sporów i słownych konfliktów prozachodni Demokraci (Płachotniuk) oraz prorosyjscy socjaliści (Dodon) w istocie „po cichu się dogadali” i współpracują ze sobą. Tak było przy okazji reformy prawa wyborczego i wprowadzenia systemu mieszanego, w którym połowa mandatów pochodzi z list partyjnych a połowa z okręgów jednomandatowych. Socjaliści zgodzili się na taki układ, bo liczyli na zwycięstwo, ale teraz po klęsce w Kiszyniowie i przegraniu również wyborów w drugim, co do wielkości mieście Mołdawii (Biełcach) niczego nie mogą być już pewni. Bo, jak dowodzą obserwatorzy, ludzie widzą układy i porozumienia i część niechęci wobec Demokratów zaczyna być przenoszona na Socjalistów. Przestają na nich głosować ci, którzy chcą zmian. I w takiej sytuacji, po wyborach, do pracy przystąpił „resurs administracyjny” kontrolowany przez obóz władzy. A dokładnie sądy. Socjaliści kilka dni po wyborach milczeli, nawet publicznie gratulowali zwycięzcy, ale potem wnieśli szereg protestów, dopatrując się naruszeń i niedopuszczalnego poparcia, jakie miał ponoć dostać Nastase z sąsiedniej Rumunii. I posłuszni władzy sędziowie wydali postanowienie o unieważnieniu wyborów w Kiszyniowie. Co ciekawe wcale nie uznali, że zwycięzcą został kandydat socjalistów, na co ci bardzo liczyli, nawet nie podjęli decyzji o powtórce głosowania, ale po prostu stwierdzili, że wybory są nieważne i teraz stolicą Mołdawii przez najbliższy rok rządził będzie mianowany przez władze komisarz. Nastase, co zrozumiałe, nie jest zadowolony z tego werdyktu i wezwał swoich zwolenników do rozpoczęcia antyrządowych protestów. Już wcześniej w 2015 i 2016 roku był on jednym ze współorganizatorów ulicznych demonstracji. Wówczas chodziło o wielkie afery bankowe, w których obywatele Mołdawii stracili, jak się oblicza nawet miliard dolarów. A pamiętajmy, że Modławia jest krajem, który rywalizuje z Ukrainą o miano najbiedniejszego w Europie. Wówczas demonstracje wstrząsnęły systemem politycznym i spowodowały, że przywrócone zostały bezpośrednie wybory prezydenckie, które wygrał socjalista Dodon, bo ludzie jego formację postrzegali, jako siłę polityczną walczącą z oligarchami. Teraz ten wizerunek się zmienia. To formacja Nastase – Sandu (oczywiście o ile się nie skonfliktują) może być czarnym koniem nadchodzących wyborów i odebrać socjalistom część głosów. Są takie głosy w Mołdawii, trzeba to odnotować, które wieszczą, że na końcu drogi, czyli po wyborach dojdzie do zawarcia wielkiej prozachodniej koalicji, która z jednej strony składać się będzie z deputowanych, których do parlamentu wprowadzi tandem Nastase – Sandu, a z drugiej wejdą doń kontrolowani przez Płachotniuka demokraci. Gdyby brać pod uwagę wyłącznie układy geopolityczne, to tego rodzaju rozwiązanie wydaje się najlepszym, jednak może ono nie doprowadzić do rozwiązania zasadniczego problemu – władzy oligarchów, a właściwie jednego, i sprowadzenia wszystkich instytucji państwa, do roli fasad, skrywających realne układy.
W gruncie rzeczy podobna sytuacja jest na Ukrainie. Tam też, wydaje się, zasadniczym problemem jest przezwyciężenie oligarchizacji państwa i tam też demokracja przekształcona została w fasadę skrywającą rywalizację klanów biznesowych o władzę. Tylko, że podobnie jak w Mołdawii, a wcześniej w Armenii i Gruzji, i tam nie bierze się pod uwagę tego, że ludzie mogą mieć dość życia w tak skonstruowanym państwie. Na Ukrainie mamy jeszcze do czynienia z wpływem na nastroje ludzi, masowej emigracji zarobkowej. Ludzie jeżdżą na Zachód, głownie do Polski, ale też i dalej. Pracują tam, studiują i wracając dzieląc się wrażeniami i obserwacjami z tymi, którzy pozostali na miejscu. Zmieniają się oczekiwania, zmienia się też klimat społeczny. O tym, że zmiany mają miejsce świadczą nasilające się na Ukrainie protesty. Wczoraj przed Radą Najwyższą demonstrowali weterani – zarówno ci, którzy przeszli przez Afganistan, jak i walczący na Wschodzie, ale również walczący ze skutkami awarii w Czernobylu. Demonstracji nie organizowała, ani jej nie patronowała, żadna ukraińska siła polityczna i spodziewano się, że w związku z tym nie będzie ona zbyt liczna. Ale przyszło, jak dowodzą organizatorzy 10 tys. ludzi, którzy domagali się poprawy sytuacji ekonomicznej – przede wszystkim wyższych rent, bo te, które otrzymują nie starczają już na nic, a za gaz trzeba płacić coraz wyższe rachunki. Oczywiście można we wszystkim widzieć rękę Moskwy i ona niewątpliwie działa, ale takie uproszczenia nie rozwiążą realnych problemów i władza w Kijowie niedługo będzie musiała się z nimi zmierzyć. Na demonstracji skandowane były też hasła przeciw zawłaszczeniu państwa przez oligarchów.
Protesty w Gruzji, o których pisałem, już doprowadziły do zmiany premiera i upadku rządu. Nowym premierem został były minister finansów Mamuk Bachtadze, który zapowiedział kontynuowanie polityki zmierzającej do integracji z Unią Europejska i NATO. Tylko, że nie o to chodzi. Protestujący i opozycja domagali się dymisji minister sprawiedliwości oraz gruntownych zmian w resortach siłowych. Ale na nic takiego się nie zanosi i nowy rząd, na tych polach, póki, co nie planuje zmian. Do gruzińskich mediów przeciekły tez nagrania z posiedzenia rządzącej partii, podczas którego oligarcha Iwaniszwili, kontrolujący władzę w Gruzji, delikatnie rzecz nazywając, strofował byłego już premiera za nieudolność i doprowadzenie do tego, że ludzie zaczęli wychodzić na ulice. Trudno w takiej sytuacji uwierzyć, zwłaszcza, że zaraz po tym posiedzeniu premier podał się do dymisji, mimo, iż wcześniej mówił, że nie widzi powodów do ustąpienia, że przyczyną zmian jest chęć zmiany polityki. Raczej upatruje się w tym manewru władzy, która pozorując zmiany działa tak, aby w praktyce wszystko pozostało „po staremu”. W Armenii, też na początku wszystko szło w ten sam sposób, ale ostatecznie rządzący Republikanie musieli pod presja ulicy ustąpić na całej linii. I na to zdaje się liczyć opozycja w Gruzji, bo zapowiada kontynuowanie protestów. Protesty mają miejsce nie tylko w stolicy. Wczoraj poinformowano, że w tradycyjnie niespokojnym Wąwozie Pankisijskim mieszkańcy rozpoczęli „bezterminowy wiec”. Chodzi o przeprowadzoną w grudniu ubiegłego przez gruzińskie siły bezpieczeństwa akcję a, w trakcie, której zastrzelony został 19 – latek, oskarżony o udział w grupie terrorystycznej. Jego ojciec argumentuje, że chłopak był niewinną ofiarą i domaga się śledztwa oraz osądzenia winnych.
Można oczywiście zrzucać wszystko na „knowania Moskwy”. I miejscowe elity tak czynią. Co nie znaczy, że Moskwa nie działa, nie chce destabilizacji sytuacji w skonfliktowanych ze sobą państwach. Tylko, że nad wyraz często ten argument jest nadużywany, po to, aby przysłonić korupcję, władzę układów i układzików, pozorowanie reform. Póki na tym polu nie rozpoczną się realne zmiany, póty integracja z Zachodem pozostanie pustym hasłem, nie ziści się. Unia, wcale niechętna i mająca wystarczająco wiele własnych problemów nie zaryzykuje przyjęcia nowych państw, zwłaszcza w takiej kondycji. Jest to oczywiście na rękę Moskwie, ale trzeba też uczciwie spojrzeć jak się sprawy mają na miejscu – tamtejsze elity wiele robią, aby reformy niczego nie zreformowały i wszystko „pozostało po staremu”.
 


 

Polecane