Kieszonkowy Atlas Świata. Śladami warszawskiej mikromanii

To nie będzie typowy spacer po Warszawie. Poszczególne jego elementy można zaliczyć za jednym razem, ale będzie to wyzwanie dość karkołomne. Trasę można zrobić na piechotę, ale można też zadowolić się komunikacją miejską. Można wreszcie odbyć go tylko symbolicznie, bo i o symbolikę tym razem będzie chodziło – to spacer śladami kluczowych warszawskich inwestycji, które stały się elementami polskiej wojny kulturowej, a zarazem narzędziami przemocy symbolicznej w ręku jednej ze stron tej wojny. Ale nie tylko to łączy kładkę, muzeum i tramwaj, o których dziś będzie mowa.
Mapa trasy
Mapa trasy / grafika M. Lewicka-Koniak

Pieszo-rowerowa kładka nad Wisłą otwarta została w kwietniu tego roku. Okrzyknięta przez media wielkim sukcesem władz miasta niemal dosłownie stała się celem pielgrzymek osób, których ogólny profil wskazywałby na sympatyzowanie z obecnymi władzami zarówno stolicy, jak i kraju.

Pielgrzymki na kładce

„Hitowy punkt na mapie Warszawy. Nowa kładka na Wiśle bije rekordy” – z dumą donosił serwis Polskiej Agencji Prasowej, według którego mostek w pierwszym tygodniu odwiedziło 200 tysięcy osób. Piesza przeprawa łącząca śródmieście z Pragą na wysokości ulic Karowej i Okrzei była oczywiście potrzebna, niemniej ekstaza sporej części dziennikarzy wywołała reakcję w postaci krytyki. Przede wszystkim dotyczącej umiejscowienia inwestycji, oddania jej w stanie częściowo niedokończonym, wreszcie finansowania, które mogło być wykorzystane na bardziej palące potrzeby mieszkańców. Ponieważ jednak zastrzeżenia zgłaszała głównie prawicowa lub socjalna opozycja, dla strony liberalnej zachwyt nad kładką stał się wręcz wyznaniem wiary. Każdy zgłaszający choćby najbardziej zasadne wątpliwości (ot, choćby do tego, że niektóre rozwiązania nie służą bezpieczeństwu uczestników ruchu), stawał się w najlepszym razie populistą. Tak jak Jan Śpiewak, który po stwierdzeniu faktu, że „Kładka kończy się po obu stronach ruchliwą drogą bez żadnej (!) integracji z miastem, a ruch rowerowy nie jest odseparowany w żaden sposób od pieszego” spotkał się z mocnym odzewem sympatyków PO zarzucających mu nieudacznictwo i inne, dużo gorsze rzeczy. Dość przeciętny i banalny obiekt dla salonu okazał się tak istotny, że w „Rzeczpospolitej” ukazał się nawet sondaż, w którym Polacy oceniali jego przydatność. Tyle, że dla 44% ankietowanych inwestycja okazała się obojętna lub w ogóle o niej nie słyszeli. Spacerując po kładce, która dziś przestała już chyba budzić tak silne emocje, nie zapominajmy, że ten wielki w oczach sympatyków sukces był efektem dużo dłuższego, niż mogłoby się wydawać, procesu decyzyjnego i inwestycyjnego. Kładka miała pierwotnie zostać oddana do użytku 5 lat wcześniej, tyle że jak zwykle w Warszawie zaczęły piętrzyć się przeszkody. I – powiedzmy sobie szczerze – gdyby nie fakt, że w kwietniu odbywały się wybory samorządowe, zapewne jeszcze trochę byśmy na tę możliwość spaceru przez Wisłę poczekali.

Sztuka w kostce

Kolejny punkt na naszej mapie to Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Choć istnieje od prawie 20 lat, od początku było wiadomo, że jego wcześniejsze lokalizacje są jedynie tymczasowe. Docelowym miejscem dla tej placówki miała być wschodnia strona placu Defilad, potężnej przestrzeni u podnóża Pałacu Kultury i Nauki. Na początku obecnego stulecia większą część tego terenu zajmowały Kupieckie Domy Towarowe. Choć miasto było współwłaścicielem obiektu, urzędującym tam kupcom i ich pracownikom w 2009 roku zafundowano eksmisję, będącą jednym z brutalniejszych działań Platformy Obywatelskiej. Wobec pozostających w obiekcie ludzi użyto przemocy z wykorzystaniem związanej z dawnymi służbami firmy ochroniarskiej. W zamkniętym pomieszczeniu, w którym znajdowali się ludzie, w tym wiele kobiet, wypuszczono nawet gaz. Wszystko przy aprobacie większości mediów od lewa do prawa. Część wspierających pisała o egzekwowaniu prawa własności, inni cieszyli się, że z reprezentacyjnego miejsca stolicy znikną mało estetyczne pawilony. Zamiast nich pojawić się miało właśnie Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Nim się to stało, pod Pałacem Kultury na długo zagościł chaos, obskurne ogrodzenia i baraki, stanowiące zaplecze budowy muzeum, które w międzyczasie tułało się pod innymi adresami. Tyle że gdy w końcu, 15 lat później, zostało oddane do użytku, dla wielu osób efekt był co najmniej rozczarowujący. Dostaliśmy bowiem nad wyraz prostą budowlę, białe pudełko kojarzące się lekko ze stylem bauhaus, ale w bardzo minimalistycznej formie. Według mnie miałoby to sens, gdyby potraktować dzieło jako tworzywo, urozmaicić narzucanymi na nie obrazami, światłami lub obsadzić elementami roślinnymi. Nic takiego się jednak nie stało, w efekcie reprezentacyjne muzeum przypomina raczej biedny hangar na zapyziałym lotnisku, magazyn lub wręcz kontener. Okazuje się jednak, że znów wszelka krytyka stała się sprawą polityczną, uderzeniem w aksjomaty liberalnej mikromanii, która wielkie projekty topi, a liche każe czcić z entuzjazmem. Przyznam, że w środku jeszcze nie byłem. Wciąż łudzę się, że to jakiś piętrowy żart, w którym każdy wchodzący do środka znajduje ekipę z kamerą, która śmieje się, że kolejny naiwniak dał się wkręcić. I wymusza na nim milczenie groźbą ośmieszenia, tak, by na ten wygłup złapały się kolejne setki osób. Bo czy mogę traktować poważnie placówkę kultury, niechby i nowoczesnej, której jedynym znanym mi z mediów eksponatem jest zdjęcie obrobionego drewnianego pnia z napisem „człowiek ku..s” (w oryginale bez cenzury)?

Gra kompleksami

Aura wokół obiektu, według twórców mającego celebrować i wykorzystywać światło, jest jednak nieznośna z innych powodów. Oto bowiem każdy, kto pozwoli sobie na krytykę lub tylko danie wyrazu rozczarowaniu, natychmiast zakrzykiwany jest przez znawców, ekspertów i arbitrów elegancji. Biały klocek okazuje się być dla nich orężem w walce z ciemną, zacofaną i nierozumiejącą nowości Polską. Kto nie z nami, ten przeciw nam – i to w ponurym, mrocznym i bardzo nieprzyjemnie pachnącym miejscu. Jako kluczowy argument w tych polemikach pojawiały się liczne zdjęcia będących umiarkowanymi sukcesami architektury sakralnej kościołów. Elity uznały bowiem, że ci, którzy w ich mniemaniu nie mogliby jako katolicy skrytykować wyglądu świątyń (choć przecież robią to bardzo często), lub wręcz za niego odpowiadają, nie mają prawa wypowiadać się krytycznie o budyneczku muzeum. O architekturze zaczęto więc rozmawiać z nami za pomocą werbalnych pał, argumentów z zawstydzania i autorytetu. I znów – każe nam się bić pokłony przed przeciętnością i uwierzyć, że jest to szczyt naszych możliwości. Co gorsza, być może za obecnej ekipy rządzącej tak właśnie jest, to jednak temat na oddzielne rozważania.

Tramwaj zwany rozgrzebaniem

Gdy już obejrzymy muzeum, możemy wsiąść w tramwaj 16 (do Wilanowa) lub dojechać 4 lub 18 do pl. Unii Lubelskiej i tam przesiąść się bądź w 11, jadącą na Sielce, bądź 14 i 16, które zawiozą nas do Miasteczka Wilanów. To największa z opisanych dziś inwestycji, niebędąca wbrew częstym opiniom odbudową zamkniętej jeszcze w 1973 roku trasy prowadzącej Wisłostradą do pętli w pobliżu znanego pałacu. Tramwaj do Wilanowa w obecnej formie to projekt dyskutowany od wczesnych lat dwutysięcznych, sfinalizowany jednak dopiero w ostatnich miesiącach (nie licząc wciąż budowanej odnogi na Stegny, która powinna być gotowa w przyszłym roku). W ramach inwestycji najpierw oddano jej krótszy fragment, prowadzący przez ulicę Spacerową, z odnogą w ciągu ul. Gagarina, który wiosną będzie zapewne całkiem miłą trasą spacerową, wiodącą wzdłuż zieleni (w tym Łazienek) i delikatnych spadków wzniesień terenu. Pod koniec października tramwaje w końcu pojawiły się w ciągu ulic Sobieskiego – al. Rzeczpospolitej. Być może i tam kiedyś będę mógł zaprosić Czytelników na piękny spacer z powrotem którymś z tramwajów, na trasie mamy bowiem i połacie ogrodów działkowych, i posowiecki „szpiegowiec”, w którym mimo zapowiedzi nic kolejny rok się nie dzieje, stare i nowe osiedla, a na końcu trasy Świątynię Opatrzności Bożej. Na razie jednak łatwo tu się potknąć i coś sobie zrobić, większość trasy jest bowiem rozgrzebana, prowadzi przez wertepy i wykopy, a do tego spory odcinek zachodniej jezdni Sobieskiego pozbawiony jest oświetlenia. Tramwaj, choć potrzeby, zamiast wzbogacić ofertę dla mieszkańców, pozbawił ich wielu połączeń autobusowych, a źle prowadzona budowa spowodowała szereg utrudnień dla pieszych i kierowców, które mimo otwarcia linii trwać będą jeszcze przez wiele miesięcy. Niestety i tu wchodzi polityczna wojna. Tramwaju nie da się ani pochwalić, ani skrytykować, choćby i racjonalnie, okoliczności jego powstania. Jedno i drugie skutkuje bowiem wejściem w sam środek pola bitwy ratusza, jego pracowników i przeciwników. Skutkiem ubocznym może być niestety zniechęcenie ludzi do rozbudowy sieci tramwajowej w Warszawie. Poprzez specyficzny harmonogram zakładana zmiana na lepsze będzie odczuwalna za jakiś czas. Być może jednak ważniejsze od niej jest tych kilka zdjęć, które udało się zrobił Rafałowi Trzaskowskiemu w komunikacji miejskiej.

CZYTAJ TAKŻE:


 

POLECANE
Ukraina: 710 tys. mieszkańców Kijowa wciąż bez prądu po rosyjskich atakach. z ostatniej chwili
Ukraina: 710 tys. mieszkańców Kijowa wciąż bez prądu po rosyjskich atakach.

710 tys. mieszkańców Kijowa w dalszym ciągu nie ma prądu po ubiegłotygodniowych atakach rosyjskich na obiekty energetyczne – poinformował we wtorek pierwszy wicepremier, minister energetyki Ukrainy Denys Szmyhal na platformach społecznościowych.

Ostre spięcie Olejnik z Hołownią. „Nie czuje pan, że ośmiesza tę partię?” z ostatniej chwili
Ostre spięcie Olejnik z Hołownią. „Nie czuje pan, że ośmiesza tę partię?”

W programie Kropka nad i doszło do spięcia między Szymonem Hołownią a Moniką Olejnik. Iskrą okazało się zerwane posiedzenie Rady Krajowej Polski 2050 oraz zarzuty o „obrażanie się” i „ośmieszanie partii”.

Rosja traci bazę w Syrii. Putin oberwał amerykańskim odłamkiem z ostatniej chwili
Rosja traci bazę w Syrii. Putin oberwał amerykańskim odłamkiem

Rosja znów traci pozycje na Bliskim Wschodzie, i to pośrednio za sprawą USA. Ofensywa syryjskich sił rządowych przeciwko Kurdom (aprobowana przez sprzymierzonych dotąd z Kurdami Amerykanów) zmusiła Rosjan do ewakuacji ich jedynej bazy wojskowej w północno-wschodniej Syrii.

Karol Nawrocki zaprosił na rozmowy przedstawicieli klubów i kół parlamentarnych. Jest odpowiedź KO z ostatniej chwili
Karol Nawrocki zaprosił na rozmowy przedstawicieli klubów i kół parlamentarnych. Jest odpowiedź KO

Rzecznik rządu Adam Szłapka poinformował, że przewodniczący klubu KO Zbigniew Konwiński nie będzie uczestniczył w spotkaniu prezydenta Karola Nawrockiego z przedstawicielami klubów i kół parlamentarnych.

Organizacje pro-life alarmują po decyzji PE. Chodzi o finansowanie aborcji z budżetu UE z ostatniej chwili
Organizacje pro-life alarmują po decyzji PE. Chodzi o finansowanie aborcji z budżetu UE

„Zmierza ona do narzucenia krajom członkowskim prawa legalizującego zabójstwo dziecka w okresie prenatalnym poprzez utworzenie dobrowolnego, solidarnościowego mechanizmu finansowego (pokrywanego z budżetu Unii Europejskiej). Ma on umożliwiać państwom członkowskim, które wyrażą na to zgodę, zapewnienie dostępu do aborcji dla tych osób, które taki dostęp mają ograniczony lub niemożliwy (bez harmonizacji prawa krajowego)” – jednoznaczną dezaprobatę wobec rezolucji Parlamentu Europejskiego z 17 grudnia 2025 r. „My Voice, My Choice: For Safe and Accessible Abortion” („Mój głos, mój wybór: za bezpieczną i dostępną aborcją”) wyrazili przedstawiciele Europejskiej Federacji dla Życia i Godności ONE OF US i Polskiej Federacji Ruchów Obrony Życia.

Była oficer ABW alarmuje: Białoruś masowo wysyła agentów do Polski z ostatniej chwili
Była oficer ABW alarmuje: Białoruś masowo wysyła agentów do Polski

Władze Białorusi masowo werbują agentów i wysyłają ich do Polski, ale nie jest to dla naszego kraju poważne zagrożenie – oceniła w wywiadzie dla Biełsatu była funkcjonariuszka kontrwywiadu ABW, wykładowczyni Wydziału Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu w Białymstoku mjr dr Anna Grabowska-Siwiec.

Ważny komunikat dla mieszkańców Łodzi z ostatniej chwili
Ważny komunikat dla mieszkańców Łodzi

Ważny komunikat dla mieszkańców Łodzi. Miasto wchodzi w kluczową fazę przygotowań do budowy tunelu Kolei Dużych Prędkości. To inwestycja, która ma całkowicie zmienić sposób podróżowania z Łodzi, ale wcześniej przyniesie poważne utrudnienia w ruchu i codziennym funkcjonowaniu miasta. Urząd apeluje o cierpliwość i zapowiada spotkania z mieszkańcami.

Sąd podjął decyzję ws. Jarosława Kaczyńskiego z oskarżenia Krzysztofa Brejzy z ostatniej chwili
Sąd podjął decyzję ws. Jarosława Kaczyńskiego z oskarżenia Krzysztofa Brejzy

Stołeczny sąd rejonowy umorzył we wtorek sprawę prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego z oskarżenia europosła KO Krzysztofa Brejzy ze względu na znikomą społeczną szkodliwość czynu. „Dla mnie ten wyrok jest wewnętrznie sprzeczny i niezrozumiały” - ocenił Brejza i zapowiedział złożenie apelacji.

Wylał gnojowicę przed posesją Krajewskiego. Sąd podtrzymał postanowienie o areszcie z ostatniej chwili
Wylał gnojowicę przed posesją Krajewskiego. Sąd podtrzymał postanowienie o areszcie

„Sąd Okręgowy w Łomży utrzymał postanowienie o zastosowaniu tymczasowego aresztu dla rolnika, który wylał gnojowicę przed domem Ministra Rolnictwa” - poinformowała na platformie X mec. Magdalena Majkowska, pełnomocnik oskarżonego.

Szokujące doniesienia z Iranu. W protestach mogło zginąć 36,5 tys. osób z ostatniej chwili
Szokujące doniesienia z Iranu. W protestach mogło zginąć 36,5 tys. osób

W irańskich protestach mogło zginąć 36,5 tys. ludzi; to najkrwawszy od lat konflikt w regionie - napisał we wtorek portal Iran International, jeden z ośrodków starających się ustalić liczbę ofiar. Iran jest objęty blokadą informacyjną, co utrudnia zdobycie pełnych informacji.

REKLAMA

Kieszonkowy Atlas Świata. Śladami warszawskiej mikromanii

To nie będzie typowy spacer po Warszawie. Poszczególne jego elementy można zaliczyć za jednym razem, ale będzie to wyzwanie dość karkołomne. Trasę można zrobić na piechotę, ale można też zadowolić się komunikacją miejską. Można wreszcie odbyć go tylko symbolicznie, bo i o symbolikę tym razem będzie chodziło – to spacer śladami kluczowych warszawskich inwestycji, które stały się elementami polskiej wojny kulturowej, a zarazem narzędziami przemocy symbolicznej w ręku jednej ze stron tej wojny. Ale nie tylko to łączy kładkę, muzeum i tramwaj, o których dziś będzie mowa.
Mapa trasy
Mapa trasy / grafika M. Lewicka-Koniak

Pieszo-rowerowa kładka nad Wisłą otwarta została w kwietniu tego roku. Okrzyknięta przez media wielkim sukcesem władz miasta niemal dosłownie stała się celem pielgrzymek osób, których ogólny profil wskazywałby na sympatyzowanie z obecnymi władzami zarówno stolicy, jak i kraju.

Pielgrzymki na kładce

„Hitowy punkt na mapie Warszawy. Nowa kładka na Wiśle bije rekordy” – z dumą donosił serwis Polskiej Agencji Prasowej, według którego mostek w pierwszym tygodniu odwiedziło 200 tysięcy osób. Piesza przeprawa łącząca śródmieście z Pragą na wysokości ulic Karowej i Okrzei była oczywiście potrzebna, niemniej ekstaza sporej części dziennikarzy wywołała reakcję w postaci krytyki. Przede wszystkim dotyczącej umiejscowienia inwestycji, oddania jej w stanie częściowo niedokończonym, wreszcie finansowania, które mogło być wykorzystane na bardziej palące potrzeby mieszkańców. Ponieważ jednak zastrzeżenia zgłaszała głównie prawicowa lub socjalna opozycja, dla strony liberalnej zachwyt nad kładką stał się wręcz wyznaniem wiary. Każdy zgłaszający choćby najbardziej zasadne wątpliwości (ot, choćby do tego, że niektóre rozwiązania nie służą bezpieczeństwu uczestników ruchu), stawał się w najlepszym razie populistą. Tak jak Jan Śpiewak, który po stwierdzeniu faktu, że „Kładka kończy się po obu stronach ruchliwą drogą bez żadnej (!) integracji z miastem, a ruch rowerowy nie jest odseparowany w żaden sposób od pieszego” spotkał się z mocnym odzewem sympatyków PO zarzucających mu nieudacznictwo i inne, dużo gorsze rzeczy. Dość przeciętny i banalny obiekt dla salonu okazał się tak istotny, że w „Rzeczpospolitej” ukazał się nawet sondaż, w którym Polacy oceniali jego przydatność. Tyle, że dla 44% ankietowanych inwestycja okazała się obojętna lub w ogóle o niej nie słyszeli. Spacerując po kładce, która dziś przestała już chyba budzić tak silne emocje, nie zapominajmy, że ten wielki w oczach sympatyków sukces był efektem dużo dłuższego, niż mogłoby się wydawać, procesu decyzyjnego i inwestycyjnego. Kładka miała pierwotnie zostać oddana do użytku 5 lat wcześniej, tyle że jak zwykle w Warszawie zaczęły piętrzyć się przeszkody. I – powiedzmy sobie szczerze – gdyby nie fakt, że w kwietniu odbywały się wybory samorządowe, zapewne jeszcze trochę byśmy na tę możliwość spaceru przez Wisłę poczekali.

Sztuka w kostce

Kolejny punkt na naszej mapie to Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Choć istnieje od prawie 20 lat, od początku było wiadomo, że jego wcześniejsze lokalizacje są jedynie tymczasowe. Docelowym miejscem dla tej placówki miała być wschodnia strona placu Defilad, potężnej przestrzeni u podnóża Pałacu Kultury i Nauki. Na początku obecnego stulecia większą część tego terenu zajmowały Kupieckie Domy Towarowe. Choć miasto było współwłaścicielem obiektu, urzędującym tam kupcom i ich pracownikom w 2009 roku zafundowano eksmisję, będącą jednym z brutalniejszych działań Platformy Obywatelskiej. Wobec pozostających w obiekcie ludzi użyto przemocy z wykorzystaniem związanej z dawnymi służbami firmy ochroniarskiej. W zamkniętym pomieszczeniu, w którym znajdowali się ludzie, w tym wiele kobiet, wypuszczono nawet gaz. Wszystko przy aprobacie większości mediów od lewa do prawa. Część wspierających pisała o egzekwowaniu prawa własności, inni cieszyli się, że z reprezentacyjnego miejsca stolicy znikną mało estetyczne pawilony. Zamiast nich pojawić się miało właśnie Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Nim się to stało, pod Pałacem Kultury na długo zagościł chaos, obskurne ogrodzenia i baraki, stanowiące zaplecze budowy muzeum, które w międzyczasie tułało się pod innymi adresami. Tyle że gdy w końcu, 15 lat później, zostało oddane do użytku, dla wielu osób efekt był co najmniej rozczarowujący. Dostaliśmy bowiem nad wyraz prostą budowlę, białe pudełko kojarzące się lekko ze stylem bauhaus, ale w bardzo minimalistycznej formie. Według mnie miałoby to sens, gdyby potraktować dzieło jako tworzywo, urozmaicić narzucanymi na nie obrazami, światłami lub obsadzić elementami roślinnymi. Nic takiego się jednak nie stało, w efekcie reprezentacyjne muzeum przypomina raczej biedny hangar na zapyziałym lotnisku, magazyn lub wręcz kontener. Okazuje się jednak, że znów wszelka krytyka stała się sprawą polityczną, uderzeniem w aksjomaty liberalnej mikromanii, która wielkie projekty topi, a liche każe czcić z entuzjazmem. Przyznam, że w środku jeszcze nie byłem. Wciąż łudzę się, że to jakiś piętrowy żart, w którym każdy wchodzący do środka znajduje ekipę z kamerą, która śmieje się, że kolejny naiwniak dał się wkręcić. I wymusza na nim milczenie groźbą ośmieszenia, tak, by na ten wygłup złapały się kolejne setki osób. Bo czy mogę traktować poważnie placówkę kultury, niechby i nowoczesnej, której jedynym znanym mi z mediów eksponatem jest zdjęcie obrobionego drewnianego pnia z napisem „człowiek ku..s” (w oryginale bez cenzury)?

Gra kompleksami

Aura wokół obiektu, według twórców mającego celebrować i wykorzystywać światło, jest jednak nieznośna z innych powodów. Oto bowiem każdy, kto pozwoli sobie na krytykę lub tylko danie wyrazu rozczarowaniu, natychmiast zakrzykiwany jest przez znawców, ekspertów i arbitrów elegancji. Biały klocek okazuje się być dla nich orężem w walce z ciemną, zacofaną i nierozumiejącą nowości Polską. Kto nie z nami, ten przeciw nam – i to w ponurym, mrocznym i bardzo nieprzyjemnie pachnącym miejscu. Jako kluczowy argument w tych polemikach pojawiały się liczne zdjęcia będących umiarkowanymi sukcesami architektury sakralnej kościołów. Elity uznały bowiem, że ci, którzy w ich mniemaniu nie mogliby jako katolicy skrytykować wyglądu świątyń (choć przecież robią to bardzo często), lub wręcz za niego odpowiadają, nie mają prawa wypowiadać się krytycznie o budyneczku muzeum. O architekturze zaczęto więc rozmawiać z nami za pomocą werbalnych pał, argumentów z zawstydzania i autorytetu. I znów – każe nam się bić pokłony przed przeciętnością i uwierzyć, że jest to szczyt naszych możliwości. Co gorsza, być może za obecnej ekipy rządzącej tak właśnie jest, to jednak temat na oddzielne rozważania.

Tramwaj zwany rozgrzebaniem

Gdy już obejrzymy muzeum, możemy wsiąść w tramwaj 16 (do Wilanowa) lub dojechać 4 lub 18 do pl. Unii Lubelskiej i tam przesiąść się bądź w 11, jadącą na Sielce, bądź 14 i 16, które zawiozą nas do Miasteczka Wilanów. To największa z opisanych dziś inwestycji, niebędąca wbrew częstym opiniom odbudową zamkniętej jeszcze w 1973 roku trasy prowadzącej Wisłostradą do pętli w pobliżu znanego pałacu. Tramwaj do Wilanowa w obecnej formie to projekt dyskutowany od wczesnych lat dwutysięcznych, sfinalizowany jednak dopiero w ostatnich miesiącach (nie licząc wciąż budowanej odnogi na Stegny, która powinna być gotowa w przyszłym roku). W ramach inwestycji najpierw oddano jej krótszy fragment, prowadzący przez ulicę Spacerową, z odnogą w ciągu ul. Gagarina, który wiosną będzie zapewne całkiem miłą trasą spacerową, wiodącą wzdłuż zieleni (w tym Łazienek) i delikatnych spadków wzniesień terenu. Pod koniec października tramwaje w końcu pojawiły się w ciągu ulic Sobieskiego – al. Rzeczpospolitej. Być może i tam kiedyś będę mógł zaprosić Czytelników na piękny spacer z powrotem którymś z tramwajów, na trasie mamy bowiem i połacie ogrodów działkowych, i posowiecki „szpiegowiec”, w którym mimo zapowiedzi nic kolejny rok się nie dzieje, stare i nowe osiedla, a na końcu trasy Świątynię Opatrzności Bożej. Na razie jednak łatwo tu się potknąć i coś sobie zrobić, większość trasy jest bowiem rozgrzebana, prowadzi przez wertepy i wykopy, a do tego spory odcinek zachodniej jezdni Sobieskiego pozbawiony jest oświetlenia. Tramwaj, choć potrzeby, zamiast wzbogacić ofertę dla mieszkańców, pozbawił ich wielu połączeń autobusowych, a źle prowadzona budowa spowodowała szereg utrudnień dla pieszych i kierowców, które mimo otwarcia linii trwać będą jeszcze przez wiele miesięcy. Niestety i tu wchodzi polityczna wojna. Tramwaju nie da się ani pochwalić, ani skrytykować, choćby i racjonalnie, okoliczności jego powstania. Jedno i drugie skutkuje bowiem wejściem w sam środek pola bitwy ratusza, jego pracowników i przeciwników. Skutkiem ubocznym może być niestety zniechęcenie ludzi do rozbudowy sieci tramwajowej w Warszawie. Poprzez specyficzny harmonogram zakładana zmiana na lepsze będzie odczuwalna za jakiś czas. Być może jednak ważniejsze od niej jest tych kilka zdjęć, które udało się zrobił Rafałowi Trzaskowskiemu w komunikacji miejskiej.

CZYTAJ TAKŻE:



 

Polecane