Kieszonkowy Atlas Świata. Śladami warszawskiej mikromanii

To nie będzie typowy spacer po Warszawie. Poszczególne jego elementy można zaliczyć za jednym razem, ale będzie to wyzwanie dość karkołomne. Trasę można zrobić na piechotę, ale można też zadowolić się komunikacją miejską. Można wreszcie odbyć go tylko symbolicznie, bo i o symbolikę tym razem będzie chodziło – to spacer śladami kluczowych warszawskich inwestycji, które stały się elementami polskiej wojny kulturowej, a zarazem narzędziami przemocy symbolicznej w ręku jednej ze stron tej wojny. Ale nie tylko to łączy kładkę, muzeum i tramwaj, o których dziś będzie mowa.
Mapa trasy
Mapa trasy / grafika M. Lewicka-Koniak

Pieszo-rowerowa kładka nad Wisłą otwarta została w kwietniu tego roku. Okrzyknięta przez media wielkim sukcesem władz miasta niemal dosłownie stała się celem pielgrzymek osób, których ogólny profil wskazywałby na sympatyzowanie z obecnymi władzami zarówno stolicy, jak i kraju.

Pielgrzymki na kładce

„Hitowy punkt na mapie Warszawy. Nowa kładka na Wiśle bije rekordy” – z dumą donosił serwis Polskiej Agencji Prasowej, według którego mostek w pierwszym tygodniu odwiedziło 200 tysięcy osób. Piesza przeprawa łącząca śródmieście z Pragą na wysokości ulic Karowej i Okrzei była oczywiście potrzebna, niemniej ekstaza sporej części dziennikarzy wywołała reakcję w postaci krytyki. Przede wszystkim dotyczącej umiejscowienia inwestycji, oddania jej w stanie częściowo niedokończonym, wreszcie finansowania, które mogło być wykorzystane na bardziej palące potrzeby mieszkańców. Ponieważ jednak zastrzeżenia zgłaszała głównie prawicowa lub socjalna opozycja, dla strony liberalnej zachwyt nad kładką stał się wręcz wyznaniem wiary. Każdy zgłaszający choćby najbardziej zasadne wątpliwości (ot, choćby do tego, że niektóre rozwiązania nie służą bezpieczeństwu uczestników ruchu), stawał się w najlepszym razie populistą. Tak jak Jan Śpiewak, który po stwierdzeniu faktu, że „Kładka kończy się po obu stronach ruchliwą drogą bez żadnej (!) integracji z miastem, a ruch rowerowy nie jest odseparowany w żaden sposób od pieszego” spotkał się z mocnym odzewem sympatyków PO zarzucających mu nieudacznictwo i inne, dużo gorsze rzeczy. Dość przeciętny i banalny obiekt dla salonu okazał się tak istotny, że w „Rzeczpospolitej” ukazał się nawet sondaż, w którym Polacy oceniali jego przydatność. Tyle, że dla 44% ankietowanych inwestycja okazała się obojętna lub w ogóle o niej nie słyszeli. Spacerując po kładce, która dziś przestała już chyba budzić tak silne emocje, nie zapominajmy, że ten wielki w oczach sympatyków sukces był efektem dużo dłuższego, niż mogłoby się wydawać, procesu decyzyjnego i inwestycyjnego. Kładka miała pierwotnie zostać oddana do użytku 5 lat wcześniej, tyle że jak zwykle w Warszawie zaczęły piętrzyć się przeszkody. I – powiedzmy sobie szczerze – gdyby nie fakt, że w kwietniu odbywały się wybory samorządowe, zapewne jeszcze trochę byśmy na tę możliwość spaceru przez Wisłę poczekali.

Sztuka w kostce

Kolejny punkt na naszej mapie to Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Choć istnieje od prawie 20 lat, od początku było wiadomo, że jego wcześniejsze lokalizacje są jedynie tymczasowe. Docelowym miejscem dla tej placówki miała być wschodnia strona placu Defilad, potężnej przestrzeni u podnóża Pałacu Kultury i Nauki. Na początku obecnego stulecia większą część tego terenu zajmowały Kupieckie Domy Towarowe. Choć miasto było współwłaścicielem obiektu, urzędującym tam kupcom i ich pracownikom w 2009 roku zafundowano eksmisję, będącą jednym z brutalniejszych działań Platformy Obywatelskiej. Wobec pozostających w obiekcie ludzi użyto przemocy z wykorzystaniem związanej z dawnymi służbami firmy ochroniarskiej. W zamkniętym pomieszczeniu, w którym znajdowali się ludzie, w tym wiele kobiet, wypuszczono nawet gaz. Wszystko przy aprobacie większości mediów od lewa do prawa. Część wspierających pisała o egzekwowaniu prawa własności, inni cieszyli się, że z reprezentacyjnego miejsca stolicy znikną mało estetyczne pawilony. Zamiast nich pojawić się miało właśnie Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Nim się to stało, pod Pałacem Kultury na długo zagościł chaos, obskurne ogrodzenia i baraki, stanowiące zaplecze budowy muzeum, które w międzyczasie tułało się pod innymi adresami. Tyle że gdy w końcu, 15 lat później, zostało oddane do użytku, dla wielu osób efekt był co najmniej rozczarowujący. Dostaliśmy bowiem nad wyraz prostą budowlę, białe pudełko kojarzące się lekko ze stylem bauhaus, ale w bardzo minimalistycznej formie. Według mnie miałoby to sens, gdyby potraktować dzieło jako tworzywo, urozmaicić narzucanymi na nie obrazami, światłami lub obsadzić elementami roślinnymi. Nic takiego się jednak nie stało, w efekcie reprezentacyjne muzeum przypomina raczej biedny hangar na zapyziałym lotnisku, magazyn lub wręcz kontener. Okazuje się jednak, że znów wszelka krytyka stała się sprawą polityczną, uderzeniem w aksjomaty liberalnej mikromanii, która wielkie projekty topi, a liche każe czcić z entuzjazmem. Przyznam, że w środku jeszcze nie byłem. Wciąż łudzę się, że to jakiś piętrowy żart, w którym każdy wchodzący do środka znajduje ekipę z kamerą, która śmieje się, że kolejny naiwniak dał się wkręcić. I wymusza na nim milczenie groźbą ośmieszenia, tak, by na ten wygłup złapały się kolejne setki osób. Bo czy mogę traktować poważnie placówkę kultury, niechby i nowoczesnej, której jedynym znanym mi z mediów eksponatem jest zdjęcie obrobionego drewnianego pnia z napisem „człowiek ku..s” (w oryginale bez cenzury)?

Gra kompleksami

Aura wokół obiektu, według twórców mającego celebrować i wykorzystywać światło, jest jednak nieznośna z innych powodów. Oto bowiem każdy, kto pozwoli sobie na krytykę lub tylko danie wyrazu rozczarowaniu, natychmiast zakrzykiwany jest przez znawców, ekspertów i arbitrów elegancji. Biały klocek okazuje się być dla nich orężem w walce z ciemną, zacofaną i nierozumiejącą nowości Polską. Kto nie z nami, ten przeciw nam – i to w ponurym, mrocznym i bardzo nieprzyjemnie pachnącym miejscu. Jako kluczowy argument w tych polemikach pojawiały się liczne zdjęcia będących umiarkowanymi sukcesami architektury sakralnej kościołów. Elity uznały bowiem, że ci, którzy w ich mniemaniu nie mogliby jako katolicy skrytykować wyglądu świątyń (choć przecież robią to bardzo często), lub wręcz za niego odpowiadają, nie mają prawa wypowiadać się krytycznie o budyneczku muzeum. O architekturze zaczęto więc rozmawiać z nami za pomocą werbalnych pał, argumentów z zawstydzania i autorytetu. I znów – każe nam się bić pokłony przed przeciętnością i uwierzyć, że jest to szczyt naszych możliwości. Co gorsza, być może za obecnej ekipy rządzącej tak właśnie jest, to jednak temat na oddzielne rozważania.

Tramwaj zwany rozgrzebaniem

Gdy już obejrzymy muzeum, możemy wsiąść w tramwaj 16 (do Wilanowa) lub dojechać 4 lub 18 do pl. Unii Lubelskiej i tam przesiąść się bądź w 11, jadącą na Sielce, bądź 14 i 16, które zawiozą nas do Miasteczka Wilanów. To największa z opisanych dziś inwestycji, niebędąca wbrew częstym opiniom odbudową zamkniętej jeszcze w 1973 roku trasy prowadzącej Wisłostradą do pętli w pobliżu znanego pałacu. Tramwaj do Wilanowa w obecnej formie to projekt dyskutowany od wczesnych lat dwutysięcznych, sfinalizowany jednak dopiero w ostatnich miesiącach (nie licząc wciąż budowanej odnogi na Stegny, która powinna być gotowa w przyszłym roku). W ramach inwestycji najpierw oddano jej krótszy fragment, prowadzący przez ulicę Spacerową, z odnogą w ciągu ul. Gagarina, który wiosną będzie zapewne całkiem miłą trasą spacerową, wiodącą wzdłuż zieleni (w tym Łazienek) i delikatnych spadków wzniesień terenu. Pod koniec października tramwaje w końcu pojawiły się w ciągu ulic Sobieskiego – al. Rzeczpospolitej. Być może i tam kiedyś będę mógł zaprosić Czytelników na piękny spacer z powrotem którymś z tramwajów, na trasie mamy bowiem i połacie ogrodów działkowych, i posowiecki „szpiegowiec”, w którym mimo zapowiedzi nic kolejny rok się nie dzieje, stare i nowe osiedla, a na końcu trasy Świątynię Opatrzności Bożej. Na razie jednak łatwo tu się potknąć i coś sobie zrobić, większość trasy jest bowiem rozgrzebana, prowadzi przez wertepy i wykopy, a do tego spory odcinek zachodniej jezdni Sobieskiego pozbawiony jest oświetlenia. Tramwaj, choć potrzeby, zamiast wzbogacić ofertę dla mieszkańców, pozbawił ich wielu połączeń autobusowych, a źle prowadzona budowa spowodowała szereg utrudnień dla pieszych i kierowców, które mimo otwarcia linii trwać będą jeszcze przez wiele miesięcy. Niestety i tu wchodzi polityczna wojna. Tramwaju nie da się ani pochwalić, ani skrytykować, choćby i racjonalnie, okoliczności jego powstania. Jedno i drugie skutkuje bowiem wejściem w sam środek pola bitwy ratusza, jego pracowników i przeciwników. Skutkiem ubocznym może być niestety zniechęcenie ludzi do rozbudowy sieci tramwajowej w Warszawie. Poprzez specyficzny harmonogram zakładana zmiana na lepsze będzie odczuwalna za jakiś czas. Być może jednak ważniejsze od niej jest tych kilka zdjęć, które udało się zrobił Rafałowi Trzaskowskiemu w komunikacji miejskiej.

CZYTAJ TAKŻE:


 

POLECANE
26 państw UE wydało wspólne oświadczenie ws. Wenezueli z ostatniej chwili
26 państw UE wydało wspólne oświadczenie ws. Wenezueli

Poszanowanie woli narodu wenezuelskiego pozostaje jedynym sposobem na rozwiązanie kryzysu w Wenezueli - podkreślono w wydanym w niedzielę oświadczeniu, które poparło 26 państw członkowskich Unii Europejskiej, bez Węgier. UE wezwała w nim do przestrzegania prawa międzynarodowego.

Jak wypadli Polacy w Innsbrucku? Tomasiak znów w czołówce Wiadomości
Jak wypadli Polacy w Innsbrucku? Tomasiak znów w czołówce

Kacper Tomasiak był ósmy, Dawid Kubacki - 30., Maciej Kot - 38., a Kamil Stoch - 41. w trzecim konkursie narciarskiego Turnieju Czterech Skoczni w Innsbrucku. Wygrał Japończyk Ren Nikaido. Drugie miejsce zajął prowadzący w imprezie i Pucharze Świata Słoweniec Domen Prevc.

Znana wokalistka przekazała niepokojące wieści. Fani nie będą zachwyceni Wiadomości
Znana wokalistka przekazała niepokojące wieści. Fani nie będą zachwyceni

Polska wokalistka rockowa Urszula musiała w ostatniej chwili odwołać zaplanowany na 5 stycznia 2026 koncert kolędowy we Wrzesińskim Ośrodku Kultury. Powodem okazały się problemy zdrowotne po intensywnym sylwestrze. Artystka, która niedawno wystąpiła w Sylwestrowej Mocy Przebojów w Polsacie, poinformowała o tym fanów na swoim profilu na Facebooku.

Rekordowo niska punktualność. Deutsche Bahn w kryzysie Wiadomości
Rekordowo niska punktualność. Deutsche Bahn w kryzysie

Niemieckie koleje Deutsche Bahn zakończyły 2025 rok kolejnym pogorszeniem punktualności w segmencie dalekobieżnym, osiągając historycznie niski poziom.

IMGW wydał komunikat. Oto co nas czeka w najbliższym czasie Wiadomości
IMGW wydał komunikat. Oto co nas czeka w najbliższym czasie

Jak informuje Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej, niemal cała Europa będzie w zasięgu niżów znad Morza Północnego i Tyrreńskiego. Wyże będą kształtować pogodę nad Skandynawią i w Europie Wschodniej. Północna Polska będzie pod wpływem rozległego układu niżowego znad Morza Północnego, zaś pogodę nad południową częścią kraju będzie kształtować klin wyżu znad Ukrainy. Będzie napływać powietrze pochodzenia arktycznego.

Joan Garcia bohaterem Barcelony. Szczęsny nie krył uznania Wiadomości
Joan Garcia bohaterem Barcelony. Szczęsny nie krył uznania

Barcelona wygrała sobotni mecz z Espanyolem, a jednym z bohaterów spotkania był Joan Garcia. 24-letni bramkarz kilkukrotnie uratował swój zespół przed stratą gola i miał ogromny udział w zwycięstwie.

Zderzenie z policyjnym radiowozem w Kaliszu. Pięć osób rannych Wiadomości
Zderzenie z policyjnym radiowozem w Kaliszu. Pięć osób rannych

W sobotni wieczór, 3 stycznia, po godzinie 20.00 na ulicy Wrocławskiej w Kaliszu doszło do groźnego wypadku drogowego. W zdarzeniu rannych zostało pięć osób, w tym dwóch funkcjonariuszy Wydziału Ruchu Drogowego. Zniszczony policyjny samochód to nowa Cupra warta blisko 400 tys. zł.

MSZ Francji: Maduro był dyktatorem bez skrupułów i uzurpatorem pilne
MSZ Francji: Maduro był dyktatorem bez skrupułów i uzurpatorem

Francja przygotowuje się na coraz bardziej brutalny porządek międzynarodowy – zapowiedział szef MSZ Jean-Noel Barrot. Odnosząc się do sytuacji w Wenezueli, jednoznacznie ocenił Nicolasa Maduro jako dyktatora, którego odejście jest dobrą wiadomością dla obywateli tego kraju.

Bulwersujące sceny w podstawówce. Nauczycielka miała wyrzucić krzyż do kosza pilne
Bulwersujące sceny w podstawówce. Nauczycielka miała wyrzucić krzyż do kosza

W jednej z pomorskich szkół podstawowych miało dojść do zdarzenia, które wywołało falę oburzenia wśród rodziców i mieszkańców. Według relacji świadków nauczycielka miała demonstracyjnie zdjąć krzyż z sali lekcyjnej i wyrzucić go do kosza. Sprawą zajęła się poseł Prawa i Sprawiedliwości.

Duch Akcji T4 nad Niemcami. Lekarz nawołuje do debaty nt. wręcz przymusowej eutanazji Wiadomości
Duch Akcji T4 nad Niemcami. Lekarz nawołuje do debaty nt. wręcz przymusowej eutanazji

Coraz głośniej w Niemczech wybrzmiewa pytanie o "granice medycyny". Szef zrzeszenia lekarzy kas chorych Andreas Gassen ostrzega przed "bezrefleksyjnym sięganiem po wszystkie dostępne procedury" u pacjentów terminalnie chorych i apeluje o "uczciwą, wrażliwą debatę".

REKLAMA

Kieszonkowy Atlas Świata. Śladami warszawskiej mikromanii

To nie będzie typowy spacer po Warszawie. Poszczególne jego elementy można zaliczyć za jednym razem, ale będzie to wyzwanie dość karkołomne. Trasę można zrobić na piechotę, ale można też zadowolić się komunikacją miejską. Można wreszcie odbyć go tylko symbolicznie, bo i o symbolikę tym razem będzie chodziło – to spacer śladami kluczowych warszawskich inwestycji, które stały się elementami polskiej wojny kulturowej, a zarazem narzędziami przemocy symbolicznej w ręku jednej ze stron tej wojny. Ale nie tylko to łączy kładkę, muzeum i tramwaj, o których dziś będzie mowa.
Mapa trasy
Mapa trasy / grafika M. Lewicka-Koniak

Pieszo-rowerowa kładka nad Wisłą otwarta została w kwietniu tego roku. Okrzyknięta przez media wielkim sukcesem władz miasta niemal dosłownie stała się celem pielgrzymek osób, których ogólny profil wskazywałby na sympatyzowanie z obecnymi władzami zarówno stolicy, jak i kraju.

Pielgrzymki na kładce

„Hitowy punkt na mapie Warszawy. Nowa kładka na Wiśle bije rekordy” – z dumą donosił serwis Polskiej Agencji Prasowej, według którego mostek w pierwszym tygodniu odwiedziło 200 tysięcy osób. Piesza przeprawa łącząca śródmieście z Pragą na wysokości ulic Karowej i Okrzei była oczywiście potrzebna, niemniej ekstaza sporej części dziennikarzy wywołała reakcję w postaci krytyki. Przede wszystkim dotyczącej umiejscowienia inwestycji, oddania jej w stanie częściowo niedokończonym, wreszcie finansowania, które mogło być wykorzystane na bardziej palące potrzeby mieszkańców. Ponieważ jednak zastrzeżenia zgłaszała głównie prawicowa lub socjalna opozycja, dla strony liberalnej zachwyt nad kładką stał się wręcz wyznaniem wiary. Każdy zgłaszający choćby najbardziej zasadne wątpliwości (ot, choćby do tego, że niektóre rozwiązania nie służą bezpieczeństwu uczestników ruchu), stawał się w najlepszym razie populistą. Tak jak Jan Śpiewak, który po stwierdzeniu faktu, że „Kładka kończy się po obu stronach ruchliwą drogą bez żadnej (!) integracji z miastem, a ruch rowerowy nie jest odseparowany w żaden sposób od pieszego” spotkał się z mocnym odzewem sympatyków PO zarzucających mu nieudacznictwo i inne, dużo gorsze rzeczy. Dość przeciętny i banalny obiekt dla salonu okazał się tak istotny, że w „Rzeczpospolitej” ukazał się nawet sondaż, w którym Polacy oceniali jego przydatność. Tyle, że dla 44% ankietowanych inwestycja okazała się obojętna lub w ogóle o niej nie słyszeli. Spacerując po kładce, która dziś przestała już chyba budzić tak silne emocje, nie zapominajmy, że ten wielki w oczach sympatyków sukces był efektem dużo dłuższego, niż mogłoby się wydawać, procesu decyzyjnego i inwestycyjnego. Kładka miała pierwotnie zostać oddana do użytku 5 lat wcześniej, tyle że jak zwykle w Warszawie zaczęły piętrzyć się przeszkody. I – powiedzmy sobie szczerze – gdyby nie fakt, że w kwietniu odbywały się wybory samorządowe, zapewne jeszcze trochę byśmy na tę możliwość spaceru przez Wisłę poczekali.

Sztuka w kostce

Kolejny punkt na naszej mapie to Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Choć istnieje od prawie 20 lat, od początku było wiadomo, że jego wcześniejsze lokalizacje są jedynie tymczasowe. Docelowym miejscem dla tej placówki miała być wschodnia strona placu Defilad, potężnej przestrzeni u podnóża Pałacu Kultury i Nauki. Na początku obecnego stulecia większą część tego terenu zajmowały Kupieckie Domy Towarowe. Choć miasto było współwłaścicielem obiektu, urzędującym tam kupcom i ich pracownikom w 2009 roku zafundowano eksmisję, będącą jednym z brutalniejszych działań Platformy Obywatelskiej. Wobec pozostających w obiekcie ludzi użyto przemocy z wykorzystaniem związanej z dawnymi służbami firmy ochroniarskiej. W zamkniętym pomieszczeniu, w którym znajdowali się ludzie, w tym wiele kobiet, wypuszczono nawet gaz. Wszystko przy aprobacie większości mediów od lewa do prawa. Część wspierających pisała o egzekwowaniu prawa własności, inni cieszyli się, że z reprezentacyjnego miejsca stolicy znikną mało estetyczne pawilony. Zamiast nich pojawić się miało właśnie Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Nim się to stało, pod Pałacem Kultury na długo zagościł chaos, obskurne ogrodzenia i baraki, stanowiące zaplecze budowy muzeum, które w międzyczasie tułało się pod innymi adresami. Tyle że gdy w końcu, 15 lat później, zostało oddane do użytku, dla wielu osób efekt był co najmniej rozczarowujący. Dostaliśmy bowiem nad wyraz prostą budowlę, białe pudełko kojarzące się lekko ze stylem bauhaus, ale w bardzo minimalistycznej formie. Według mnie miałoby to sens, gdyby potraktować dzieło jako tworzywo, urozmaicić narzucanymi na nie obrazami, światłami lub obsadzić elementami roślinnymi. Nic takiego się jednak nie stało, w efekcie reprezentacyjne muzeum przypomina raczej biedny hangar na zapyziałym lotnisku, magazyn lub wręcz kontener. Okazuje się jednak, że znów wszelka krytyka stała się sprawą polityczną, uderzeniem w aksjomaty liberalnej mikromanii, która wielkie projekty topi, a liche każe czcić z entuzjazmem. Przyznam, że w środku jeszcze nie byłem. Wciąż łudzę się, że to jakiś piętrowy żart, w którym każdy wchodzący do środka znajduje ekipę z kamerą, która śmieje się, że kolejny naiwniak dał się wkręcić. I wymusza na nim milczenie groźbą ośmieszenia, tak, by na ten wygłup złapały się kolejne setki osób. Bo czy mogę traktować poważnie placówkę kultury, niechby i nowoczesnej, której jedynym znanym mi z mediów eksponatem jest zdjęcie obrobionego drewnianego pnia z napisem „człowiek ku..s” (w oryginale bez cenzury)?

Gra kompleksami

Aura wokół obiektu, według twórców mającego celebrować i wykorzystywać światło, jest jednak nieznośna z innych powodów. Oto bowiem każdy, kto pozwoli sobie na krytykę lub tylko danie wyrazu rozczarowaniu, natychmiast zakrzykiwany jest przez znawców, ekspertów i arbitrów elegancji. Biały klocek okazuje się być dla nich orężem w walce z ciemną, zacofaną i nierozumiejącą nowości Polską. Kto nie z nami, ten przeciw nam – i to w ponurym, mrocznym i bardzo nieprzyjemnie pachnącym miejscu. Jako kluczowy argument w tych polemikach pojawiały się liczne zdjęcia będących umiarkowanymi sukcesami architektury sakralnej kościołów. Elity uznały bowiem, że ci, którzy w ich mniemaniu nie mogliby jako katolicy skrytykować wyglądu świątyń (choć przecież robią to bardzo często), lub wręcz za niego odpowiadają, nie mają prawa wypowiadać się krytycznie o budyneczku muzeum. O architekturze zaczęto więc rozmawiać z nami za pomocą werbalnych pał, argumentów z zawstydzania i autorytetu. I znów – każe nam się bić pokłony przed przeciętnością i uwierzyć, że jest to szczyt naszych możliwości. Co gorsza, być może za obecnej ekipy rządzącej tak właśnie jest, to jednak temat na oddzielne rozważania.

Tramwaj zwany rozgrzebaniem

Gdy już obejrzymy muzeum, możemy wsiąść w tramwaj 16 (do Wilanowa) lub dojechać 4 lub 18 do pl. Unii Lubelskiej i tam przesiąść się bądź w 11, jadącą na Sielce, bądź 14 i 16, które zawiozą nas do Miasteczka Wilanów. To największa z opisanych dziś inwestycji, niebędąca wbrew częstym opiniom odbudową zamkniętej jeszcze w 1973 roku trasy prowadzącej Wisłostradą do pętli w pobliżu znanego pałacu. Tramwaj do Wilanowa w obecnej formie to projekt dyskutowany od wczesnych lat dwutysięcznych, sfinalizowany jednak dopiero w ostatnich miesiącach (nie licząc wciąż budowanej odnogi na Stegny, która powinna być gotowa w przyszłym roku). W ramach inwestycji najpierw oddano jej krótszy fragment, prowadzący przez ulicę Spacerową, z odnogą w ciągu ul. Gagarina, który wiosną będzie zapewne całkiem miłą trasą spacerową, wiodącą wzdłuż zieleni (w tym Łazienek) i delikatnych spadków wzniesień terenu. Pod koniec października tramwaje w końcu pojawiły się w ciągu ulic Sobieskiego – al. Rzeczpospolitej. Być może i tam kiedyś będę mógł zaprosić Czytelników na piękny spacer z powrotem którymś z tramwajów, na trasie mamy bowiem i połacie ogrodów działkowych, i posowiecki „szpiegowiec”, w którym mimo zapowiedzi nic kolejny rok się nie dzieje, stare i nowe osiedla, a na końcu trasy Świątynię Opatrzności Bożej. Na razie jednak łatwo tu się potknąć i coś sobie zrobić, większość trasy jest bowiem rozgrzebana, prowadzi przez wertepy i wykopy, a do tego spory odcinek zachodniej jezdni Sobieskiego pozbawiony jest oświetlenia. Tramwaj, choć potrzeby, zamiast wzbogacić ofertę dla mieszkańców, pozbawił ich wielu połączeń autobusowych, a źle prowadzona budowa spowodowała szereg utrudnień dla pieszych i kierowców, które mimo otwarcia linii trwać będą jeszcze przez wiele miesięcy. Niestety i tu wchodzi polityczna wojna. Tramwaju nie da się ani pochwalić, ani skrytykować, choćby i racjonalnie, okoliczności jego powstania. Jedno i drugie skutkuje bowiem wejściem w sam środek pola bitwy ratusza, jego pracowników i przeciwników. Skutkiem ubocznym może być niestety zniechęcenie ludzi do rozbudowy sieci tramwajowej w Warszawie. Poprzez specyficzny harmonogram zakładana zmiana na lepsze będzie odczuwalna za jakiś czas. Być może jednak ważniejsze od niej jest tych kilka zdjęć, które udało się zrobił Rafałowi Trzaskowskiemu w komunikacji miejskiej.

CZYTAJ TAKŻE:



 

Polecane