Krzysztof Karnkowski: Dziurawa granica

Kryzys imigracyjny, którego unikaliśmy od 2015 roku, dotarł do nas z pełną mocą i z błogosławieństwem władz. Los, którego uniknęliśmy 10 lat temu, przypieczętowali polscy obywatele masowo odmawiający przyjmowania kart referendalnych w październiku 2023 roku. Łatwowierność wyborców poprzedziła arogancję polityków, a ci, obojętni na obawy ludzi, za których los odpowiadają, tłumaczą, że nic się nie dzieje.
Most graniczny w Słubicach
Most graniczny w Słubicach / fot. PAP / Lech Muszyński

Co musisz wiedzieć:

  • Migranci po odmowie wjazdu na teren Niemiec są zawracani do Polski. Obcokrajowcy są również przekazywani z Niemiec do Polski w ramach readmisji co reguluje rozporządzenie Dublin III
  • W czerwcu zeszłego roku prawicowe media odkryły przypadki nielegalnego przerzucania do Polski migrantów z Niemiec
  • Wstrząs wywołała informacja o zakwaterowaniu dwóch nieznanych służbom z nazwiska mężczyzn w domu dziecka, w którym zaczęli oni narzucać wychowankom prawo szariatu
  • Przestaje wystarczać opowieść, że zmiana na polskich ulicach to efekt rzekomych nadużyć PiS w tzw. „aferze wizowej” – twierdzi autor tekstu

Kontrola granicy

Jeszcze w 2023 roku Niemcy przywrócili kontrole graniczne, tłumacząc to wzrostem liczby nielegalnych imigrantów. Zaostrzenie polityki Berlina miało związek z pogorszeniem się nastrojów społecznych i wzrostem poparcia dla najbardziej w tych kwestiach radykalnej Alternatywy dla Niemiec. Widmo zwycięstwa antysystemowej partii w nadchodzących wyborach było na tyle groźne, że nie wystarczyły tylko deklaracje polityków. Partie mainstreamu musiały wprowadzić w czyn niektóre z postulatów znacząco zmieniających politykę otwartych drzwi prowadzoną przez kanclerz Angelę Merkel i częściowo kontynuowaną przez Olafa Scholza. Już w 2023 roku na mocy art. 6 kodeksu granicznego Schengen niemiecka policja federalna zaczęła odmawiać wjazdu i zawracać na granicy osoby niespełniające warunków, co nie wymagało formalnej procedury przekazania polskim służbom. Było ich sporo, jednak dość długo wydawało się, że wszystko mieści się przynajmniej w unijnym porządku prawnym. Do czasu.

Niemieckie push backi

W czerwcu zeszłego roku prawicowe media odkryły przypadki nielegalnego przerzucania do Polski migrantów z Niemiec. Olbrzymi udział w nagłaśnianiu tego faktu miała i ma nadal współpracująca z Tysol.pl Aleksandra Fedorska. Rząd wydał oczywiście ostre stanowisko, strona niemiecka przeprosiła, po czym… sytuacja zaczęła się powtarzać. Kluczowe jest w tym współdziałanie strony polskiej i pełna współpraca służb państwa, które zdają się całkowicie ignorować problem i przyjmować na wiarę wszelkie deklaracje Niemców. A ci są na miejscu i pilnują własnych interesów, co sprawia wrażenie nadrzędności policji niemieckiej nad polskimi mundurowymi, co dodatkowo zaognia sytuację.

Na początku tego roku Fedorska opisywała działania administracji niemieckiej, mające ułatwić jej odsyłanie do Polski niechcianych na miejscu, kłopotliwych gości. Równocześnie ten wątek pojawiał się coraz częściej w wypowiedziach polityków niemieckiej chadecji. Polscy internauci pisali o potrzebie zamknięcia granicy lub przynajmniej wzmocnienia kontroli, jednak władze miały inne plany. Oficjalnie przekaz pozostawał ten sam, był zbieżny z programem poprzedników i oczekiwaniami społecznymi – żadnej nielegalnej imigracji. Tyle że praktyka nie miała polegać, jak wcześniej, na selekcji (i tak według wielu zbyt łagodnej) i przyjmowaniu jedynie legalnych imigrantów zarobkowych i faktycznych uciekinierów z krajów sąsiadujących z Polską, tylko na… legalizacji wszystkich.

I tak też to wygląda na początku lipca. Niemcy pakują kolejnych uchodźców w auta naszej Straży Granicznej, by ta bez szemrania odstawiła ich do Polski. Osoby te maja często tę samą datę urodzenia, czyli 1 stycznia, a nasz kraj widzą na oczy po raz pierwszy, a jednak oficjalnie to właśnie stąd dostały się do Niemiec. Wyróżniający się wyglądem i zachowaniem goście zaczynają być widoczni w całej Polsce. Prawicowe telewizje nagrywają kolejne reportaże, pełne wypowiedzi przestraszonych mieszkańców. Przybysze przesiadują gromadnie na przystankach, czasem jednak, ku przerażeniu miejscowych, upatrują sobie pozycje w pobliżu szkół.

Atmosfera zagęściła się, zanim jeszcze na granice wyruszył Ruch Obrony Granic, organizowany przez Roberta Bąkiewicza. I zanim doszło do przerażającej tragedii w Toruniu, gdy przebywający w Polsce obywatel Wenezueli zgwałcił i oślepił Klaudię, młodą mieszkankę tego miasta, która wkrótce potem zmarła. Wcześniej oddziałujące na wyobraźnię sceny przesączały się przez media społecznościowe: widok czarnoskórego mężczyzny załatwiającego swoje potrzeby fizjologiczne w stawie (choć ponoć, jak mówił mi znajomy mieszkający w tej okolicy, w tym akurat nie był wcale pierwszy ani wyjątkowy – jednak obraz wywrócił polski internet do góry nogami) czy Afrykanina skaczącego po samochodach na warszawskim Gocławiu. Kilkanaście dni temu wstrząs wywołała informacja o zakwaterowaniu dwóch nieznanych służbom z nazwiska mężczyzn w domu dziecka, w którym zaczęli oni narzucać wychowankom prawo szariatu.

Syryjskie sieroty

Od lat polskie liberalne elity chciały przekonać nas do zachodnioeuropejskiego modelu pełnej otwartości, choć w czasie rzeczywistym widzieliśmy jego negatywne skutki, a dziś obserwujemy upadek całej stojącej za nim koncepcji inżynierii społecznej. Okazuje się jednak, że to my mamy zapłacić za ten kryzys, który zafundowali sobie wcześniej bogatsi od nas. Wszyscy pamiętają jeszcze, jaką histerię wzbudziły słowa Jarosława Kaczyńskiego o szwedzkich „no-go zones”. – Pan prezes mówił o wielkiej miłości do narodu… PiS pokazało prawdziwą twarz: partii antyeuropejskiej i ksenofobicznej – komentowała Ewa Kopacz, ale wówczas i rząd, i media mówili w tej sprawie jednym głosem. I to właśnie stało się jedną z przyczyn rychłego wyborczego sukcesu Prawa i Sprawiedliwości. Elita zlekceważyła społeczne obawy, Kaczyński je wypowiedział. Polska szykowała się wówczas na udział w imigranckim torcie, co powstrzymała na lata zmiana władzy w 2015 roku. – Przyjęcie imigrantów, którzy uciekają ze swoich ojczyzn w obawie o życie, jest naszym obowiązkiem – mówiła Kopacz jeszcze przed wyborami. Wtórował jej Ryszard Petru, powtarzający, że: – Naszym obowiązkiem jest przyjmowanie uchodźców. […] Nie możemy pozostawić samych sobie ludzi, którzy przez wojnę i prześladowania muszą uciekać z domów.

Gdy PiS wyłamywało się z unijnego dyktatu, przyjmowanie uchodźców deklarowały zbuntowane samorządy i egzaltowane internautki. Szwecja powróciła w 2019 roku, gdy odbierając Nagrodę Nobla, Olga Tokarczuk mówiła m.in.: – Pomyślałam, jakie bogactwo Szwecja sobie przygarnęła wraz z imigrantami. Jaki to jest potencjał wrażliwości, różnych sposobów myślenia… Zawsze w takich momentach jest mi wstyd za ten straszny 2014 rok, kiedy Polska nie przyjęła imigrantów. Nigdy nie będę potrafiła tego zrozumieć.

Kilka lat później bogactwo to przyniesie naszym zamorskim sąsiadom wyborczy sukces antyimigranckich Szwedzkich Demokratów, to już jednak inna historia.

Wschód i Zachód

Kolejna odsłona naszej historii, wielokrotnie już na tych łamach opowiedziana, to hybrydowy atak na naszą wschodnią granicę. Medialne szantaże moralne, niestworzone opowieści, szarpanie sumieniami, a w tle współpraca rosyjskich i białoruskich służb, przemyt i handel ludźmi, wreszcie zwykła, cyniczna polityczna gra. I wielkie pieniądze, choćby na film Agnieszki Holland „Zielona granica”. Gdy zmieniła się władza, to Platforma podjęła narrację o wojnie hybrydowej, budząc niedowierzanie i sprzeciw części aktywistów. Władza cierpi tu na rozdwojenie jaźni, kontynuując w pewnym stopniu politykę PiS, ale promując histeryczny film Holland w państwowych instytucjach kulturalnych. I godząc się w miastach na zachodzie kraju na to, z czym walczy się wciąż przy granicy z Białorusią. I tak wracamy do głównego tematu. – Bezpieczeństwo nie wyklucza człowieczeństwa. […] Polska jest na tyle dużym i dumnym krajem, że nie musi się bać kobiet w ciąży, niemowląt albo starszych i chorych osób, które […] szukają po prostu humanitarnego wsparcia. My jesteśmy krajem solidarności, a nie krajem agresji przeciwko potrzebującym – mówił jeszcze w tym roku Szymon Hołownia. Jednak w kwestii kryzysu na granicy zachodniej przekaz oparty jest na trochę innych akcentach. Przestaje wystarczać opowieść, że zmiana na polskich ulicach to efekt rzekomych nadużyć PiS w tzw. „aferze wizowej”. Następuje ona zbyt późno, zbyt gwałtownie i na zbyt wielką skalę, by spiąć ją z zaniedbaniami poprzedników. To już nowi ludzie i nowe władze. Stare są natomiast nawyki.

Z kim walczy elita?

„Najlepsza jest wieczna pycha inteligentów, że w takich sprawach jak migracja będzie tak, jak sobie zażyczymy” – pisze na portalu X publicysta „Gazety Polskiej” Maciej Kożuszek, a pisząca w „Rzeczpospolitej” Estera Flieger zauważa, że „liberałowie, może bardziej lewica, oddali też temat migracji w taki sposób, że negowali prawo do obaw, lęku. Nie było nic poza etykietą rasisty”. I taka też jest reakcja władzy na grupy obywateli, którzy próbują działać tam, gdzie państwo najwyraźniej nie działa. Pospolite ruszenie jest już na granicach, legitymizuje, nagrywa, wypytuje i wzywa służby. Jednak elita, tak kochająca „społeczeństwo obywatelskie”, tu widzi odbicie swoich lęków i kompleksów, a nie ucieleśnienie ideału społecznej partycypacji. – Banda oszołomów legitymuje na granicy ludzi i decyduje, kto może wjechać do Polski, a kto nie. Panie Ministrze Siemoniak, czy podległe Panu formacje mogą zrobić z tym porządek? – pyta najbogatszy poseł tej kadencji Artur Łącki. 1 lipca dowiedzieliśmy się nie tylko o tym, że Sąd Najwyższy potwierdził wybór Karola Nawrockiego na prezydenta RP. Z wielkim zdziwieniem internauci odkryli tego dnia fakt istnienia Ministerstwa ds. Społeczeństwa Obywatelskiego, którego szefowa Adriana Porowska mocno wypowiedziała się o Ruchu Obrony Granic. – Jako minister ds. społeczeństwa obywatelskiego wyrażam głęboki niepokój ws. nielegalnych „patroli obywatelskich” organizowanych przy granicy PL – DE. To nie troska o bezpieczeństwo, lecz cyniczne działania oparte na fake newsach i straszeniu migrantami. Granic pilnują służby, a nie samozwańcze grupy”. Pojawia się i wątek dezinformacji, którą według wielu bliskich rządowi komentatorów mają być zdjęcia i filmy, dokumentujące zmiany struktury etnicznej napotykanych w polskich miastach ludzi. Trudno jednak wyobrazić sobie, by dziś ktokolwiek jeszcze dał się na to nabrać. Tak, jak wcześniej nabrano się niestety na zapewnienia o nieobjęciu Polski faktycznymi skutkami Paktu migracyjnego (mieliśmy być z niego zwolnieni z racji przyjęcia Ukraińców, tyle że poza polskimi ministrami nikt w Europie tego nigdy nie potwierdził) czy na apele o bojkot referendum, które według polityków ówczesnej opozycji miało być bezprzedmiotowe. A że nie było, coraz częściej przekonują się ci, którzy w październiku 2023 roku z obrzydzeniem odmawiali przyjmowania karty z jego pytaniami.

Pozory kontroli

Kryzys na granicy będzie zapewne narastał pomimo deklaracji. Legalizacja, „jak leci” pobytu wszystkich migrantów – w oparciu wyłącznie o deklaracje niemieckich służb mających w tym polityczny interes – żadnego problemu przecież nie rozwiąże. Kończą się cierpliwość i moce przerobowe przypisanych do obsługi tego tematu instytucji. Nic więc dziwnego, że prawica dostrzega tu swoją szansę, a liberałowie widmo porażki. Donald Tusk mówi o ultraprawicowych bojówkach na granicy i oczekuje, że to tym problemem zajmą się polskie służby. Prezydent elekt przyjmuje postawę odwrotną i dostrzegając zagrożenie na granicy, dziękuje Robertowi Bąkiewiczowi i innym społecznikom, a premier potępia przyszłego prezydenta za te słowa. Do potępień działań Bąkiewicza dołączają oczywiście kolejni celebryci i samozwańczy eksperci od spraw bezpieczeństwa, czasem widząc powtórkę z działań Rosjan w oddolnej próbie kontroli granic w separatystycznych obwodach Ukrainy. Niektórzy, choćby publicysta Tomasz Terlikowski, wzywają wręcz do działań siłowych – nie wobec imigrantów, a ludzi, którzy poczuli się zaniepokojeni biernością państwa wobec zagrażającej im sytuacji. Premier ogłosił co prawda, że na granice wracają kontrole, jednak nie zmienia to niczego, ponieważ dotyczą one wyłącznie tych osób, które państwo uznałoby za nielegalne, a po drugie szybko okazało się, że mają one dotyczyć raczej wyjeżdżających, a nie wjeżdżających do Polski. Naszego premiera wsypał jak zwykle kanclerz Friedrich Merz, znajdujący w tym ewidentnie upodobanie. Czy te wydarzenia spowodują oczekiwane przez wielu trzęsienie ziemi w polskiej polityce? Jest to bardzo prawdopodobne, niestety jednak nim do tego dojdzie, czeka nas jeszcze wiele niepokojących wieści z granicy.


 

POLECANE
Biały Dom: Trump nie weźmie udziału w tegorocznej konferencji CPAC z ostatniej chwili
Biały Dom: Trump nie weźmie udziału w tegorocznej konferencji CPAC

Prezydent USA Donald Trump nie weźmie udziału w tegorocznej konferencji środowisk konserwatywnych CPAC w Teksasie – przekazał w środę Biały Dom. Oznacza to, że Trump nie spotka się w Dallas z prezydentem RP Karolem Nawrockim, który w sobotę wystąpi na konferencji.

Samuel Pereira: Ten proces, to Wasz proces, Koalicjo Obywatelska tylko u nas
Samuel Pereira: Ten proces, to Wasz proces, Koalicjo Obywatelska

Mężczyzna spotykał się z dziewczynkami pod pretekstem badań nad wadami postawy. Miał im kazać się rozbierać, dotykać je oraz fotografować. Twierdził, że zdjęcia są po prostu elementem dokumentacji medycznej. Śledczy zajęli się sprawą po tym, jak matka jednej z ofiar złożyła zawiadomienie. Szefa złotowskiej Platformy Obywatelskiej i działacza sportowego Piotra P. zatrzymano pod zarzutem pedofilii 1 grudnia 2023 roku.

Copa-Cogeca: Ustępstwa poczynione przez KE wobec Australii są nie do przyjęcia z ostatniej chwili
Copa-Cogeca: Ustępstwa poczynione przez KE wobec Australii są nie do przyjęcia

„Ogłoszenie zawarcia umowy o wolnym handlu między UE a Australią w Canberze przez przewodniczącą Komisji Europejskiej von der Leyen i premiera Australii Albanese budzi liczne i poważne obawy dotyczące europejskiego rolnictwa, które jest wyraźnie i po raz kolejny kartą przetargową strategii UE mającej na celu zabezpieczenie szerszych celów handlowych i politycznych” – stwierdzają Copa-Cogeca.

Uzależniła się od mediów internetowych. Meta i YouTube mają jej wypłacić 3 mln dol. z ostatniej chwili
Uzależniła się od mediów internetowych. Meta i YouTube mają jej wypłacić 3 mln dol.

Ława przysięgłych w sądzie w Los Angeles uznała, że Meta i YouTube są odpowiedzialne za szkody dla zdrowia psychicznego 20-letniej kobiety, która oskarżyła je o przyczynienie się do uzależnienia, kiedy była dzieckiem. Firmy mają wypłacić kobiecie 3 mln dol. odszkodowania.

Biały Dom: Trump rozpęta piekło, jeśli Iran nie zawrze porozumienia z ostatniej chwili
Biały Dom: Trump "rozpęta piekło", jeśli Iran nie zawrze porozumienia

– Jeśli Iran nie zawrze porozumienia i nie zrozumie, że został pokonany, prezydent Donald Trump gotowy jest rozpętać piekło – zapowiedziała rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt. Potwierdziła, że doniesienia o 15-punktowej propozycji USA są tylko częściowo prawdziwe.

Warszawa przegrała konkurs na siedzibę Urzędu Celnego UE z ostatniej chwili
Warszawa przegrała konkurs na siedzibę Urzędu Celnego UE

W środę Parlament Europejski i Rada UE podjęły decyzję o utworzeniu przyszłego Urzędu Celnego UE w Lille we Francji. O lokalizację unijnej instytucji ubiegała się Warszawa.

Nawrocki odpowiedział Tuskowi zdjęciem. W sieci zawrzało z ostatniej chwili
Nawrocki odpowiedział Tuskowi zdjęciem. W sieci zawrzało

Węgry zapowiadają zakręcanie kurka z gazem dla Ukrainy. Donald Tusk postanowił powiązać tę decyzję z niedawną wizytą Karola Nawrockiego na Węgrzech. Polski prezydent odpowiedział mu zdjęciem.

Sławomir Nowak złożył zawiadomienie na prokuratora, który wcześniej stawiał mu zarzuty z ostatniej chwili
Sławomir Nowak złożył zawiadomienie na prokuratora, który wcześniej stawiał mu zarzuty

Jak poinformował TVN24, Sławomir Nowak złożył zawiadomienie o możliwości popełnienia serii przestępstw przez prokuratora Jana Drelewskiego, który prowadził śledztwa przeciwko niemu.

ZUS wydał pilny komunikat z ostatniej chwili
ZUS wydał pilny komunikat

ZUS zapowiada poradnik dla kobiet w ciąży i uruchamia specjalny adres mailowy dla przyszłych mam. Instytucja podkreśla też, że nadal prowadzi kontrole zgodnie z obowiązującymi przepisami.

ONZ: Konflikt USA i Izraela z Iranem wymyka się spod kontroli z ostatniej chwili
ONZ: Konflikt USA i Izraela z Iranem wymyka się spod kontroli

Sekretarz generalny ONZ Antonio Guterres oświadczył w środę, że konflikt na Bliskim Wschodzie wymyka się spod kontroli i może się rozwinąć w jeszcze większą wojnę. Wezwał też USA i Izrael do zakończenia tego konfliktu zbrojnego, a Iran - do zaprzestania ataków na inne kraje.

REKLAMA

Krzysztof Karnkowski: Dziurawa granica

Kryzys imigracyjny, którego unikaliśmy od 2015 roku, dotarł do nas z pełną mocą i z błogosławieństwem władz. Los, którego uniknęliśmy 10 lat temu, przypieczętowali polscy obywatele masowo odmawiający przyjmowania kart referendalnych w październiku 2023 roku. Łatwowierność wyborców poprzedziła arogancję polityków, a ci, obojętni na obawy ludzi, za których los odpowiadają, tłumaczą, że nic się nie dzieje.
Most graniczny w Słubicach
Most graniczny w Słubicach / fot. PAP / Lech Muszyński

Co musisz wiedzieć:

  • Migranci po odmowie wjazdu na teren Niemiec są zawracani do Polski. Obcokrajowcy są również przekazywani z Niemiec do Polski w ramach readmisji co reguluje rozporządzenie Dublin III
  • W czerwcu zeszłego roku prawicowe media odkryły przypadki nielegalnego przerzucania do Polski migrantów z Niemiec
  • Wstrząs wywołała informacja o zakwaterowaniu dwóch nieznanych służbom z nazwiska mężczyzn w domu dziecka, w którym zaczęli oni narzucać wychowankom prawo szariatu
  • Przestaje wystarczać opowieść, że zmiana na polskich ulicach to efekt rzekomych nadużyć PiS w tzw. „aferze wizowej” – twierdzi autor tekstu

Kontrola granicy

Jeszcze w 2023 roku Niemcy przywrócili kontrole graniczne, tłumacząc to wzrostem liczby nielegalnych imigrantów. Zaostrzenie polityki Berlina miało związek z pogorszeniem się nastrojów społecznych i wzrostem poparcia dla najbardziej w tych kwestiach radykalnej Alternatywy dla Niemiec. Widmo zwycięstwa antysystemowej partii w nadchodzących wyborach było na tyle groźne, że nie wystarczyły tylko deklaracje polityków. Partie mainstreamu musiały wprowadzić w czyn niektóre z postulatów znacząco zmieniających politykę otwartych drzwi prowadzoną przez kanclerz Angelę Merkel i częściowo kontynuowaną przez Olafa Scholza. Już w 2023 roku na mocy art. 6 kodeksu granicznego Schengen niemiecka policja federalna zaczęła odmawiać wjazdu i zawracać na granicy osoby niespełniające warunków, co nie wymagało formalnej procedury przekazania polskim służbom. Było ich sporo, jednak dość długo wydawało się, że wszystko mieści się przynajmniej w unijnym porządku prawnym. Do czasu.

Niemieckie push backi

W czerwcu zeszłego roku prawicowe media odkryły przypadki nielegalnego przerzucania do Polski migrantów z Niemiec. Olbrzymi udział w nagłaśnianiu tego faktu miała i ma nadal współpracująca z Tysol.pl Aleksandra Fedorska. Rząd wydał oczywiście ostre stanowisko, strona niemiecka przeprosiła, po czym… sytuacja zaczęła się powtarzać. Kluczowe jest w tym współdziałanie strony polskiej i pełna współpraca służb państwa, które zdają się całkowicie ignorować problem i przyjmować na wiarę wszelkie deklaracje Niemców. A ci są na miejscu i pilnują własnych interesów, co sprawia wrażenie nadrzędności policji niemieckiej nad polskimi mundurowymi, co dodatkowo zaognia sytuację.

Na początku tego roku Fedorska opisywała działania administracji niemieckiej, mające ułatwić jej odsyłanie do Polski niechcianych na miejscu, kłopotliwych gości. Równocześnie ten wątek pojawiał się coraz częściej w wypowiedziach polityków niemieckiej chadecji. Polscy internauci pisali o potrzebie zamknięcia granicy lub przynajmniej wzmocnienia kontroli, jednak władze miały inne plany. Oficjalnie przekaz pozostawał ten sam, był zbieżny z programem poprzedników i oczekiwaniami społecznymi – żadnej nielegalnej imigracji. Tyle że praktyka nie miała polegać, jak wcześniej, na selekcji (i tak według wielu zbyt łagodnej) i przyjmowaniu jedynie legalnych imigrantów zarobkowych i faktycznych uciekinierów z krajów sąsiadujących z Polską, tylko na… legalizacji wszystkich.

I tak też to wygląda na początku lipca. Niemcy pakują kolejnych uchodźców w auta naszej Straży Granicznej, by ta bez szemrania odstawiła ich do Polski. Osoby te maja często tę samą datę urodzenia, czyli 1 stycznia, a nasz kraj widzą na oczy po raz pierwszy, a jednak oficjalnie to właśnie stąd dostały się do Niemiec. Wyróżniający się wyglądem i zachowaniem goście zaczynają być widoczni w całej Polsce. Prawicowe telewizje nagrywają kolejne reportaże, pełne wypowiedzi przestraszonych mieszkańców. Przybysze przesiadują gromadnie na przystankach, czasem jednak, ku przerażeniu miejscowych, upatrują sobie pozycje w pobliżu szkół.

Atmosfera zagęściła się, zanim jeszcze na granice wyruszył Ruch Obrony Granic, organizowany przez Roberta Bąkiewicza. I zanim doszło do przerażającej tragedii w Toruniu, gdy przebywający w Polsce obywatel Wenezueli zgwałcił i oślepił Klaudię, młodą mieszkankę tego miasta, która wkrótce potem zmarła. Wcześniej oddziałujące na wyobraźnię sceny przesączały się przez media społecznościowe: widok czarnoskórego mężczyzny załatwiającego swoje potrzeby fizjologiczne w stawie (choć ponoć, jak mówił mi znajomy mieszkający w tej okolicy, w tym akurat nie był wcale pierwszy ani wyjątkowy – jednak obraz wywrócił polski internet do góry nogami) czy Afrykanina skaczącego po samochodach na warszawskim Gocławiu. Kilkanaście dni temu wstrząs wywołała informacja o zakwaterowaniu dwóch nieznanych służbom z nazwiska mężczyzn w domu dziecka, w którym zaczęli oni narzucać wychowankom prawo szariatu.

Syryjskie sieroty

Od lat polskie liberalne elity chciały przekonać nas do zachodnioeuropejskiego modelu pełnej otwartości, choć w czasie rzeczywistym widzieliśmy jego negatywne skutki, a dziś obserwujemy upadek całej stojącej za nim koncepcji inżynierii społecznej. Okazuje się jednak, że to my mamy zapłacić za ten kryzys, który zafundowali sobie wcześniej bogatsi od nas. Wszyscy pamiętają jeszcze, jaką histerię wzbudziły słowa Jarosława Kaczyńskiego o szwedzkich „no-go zones”. – Pan prezes mówił o wielkiej miłości do narodu… PiS pokazało prawdziwą twarz: partii antyeuropejskiej i ksenofobicznej – komentowała Ewa Kopacz, ale wówczas i rząd, i media mówili w tej sprawie jednym głosem. I to właśnie stało się jedną z przyczyn rychłego wyborczego sukcesu Prawa i Sprawiedliwości. Elita zlekceważyła społeczne obawy, Kaczyński je wypowiedział. Polska szykowała się wówczas na udział w imigranckim torcie, co powstrzymała na lata zmiana władzy w 2015 roku. – Przyjęcie imigrantów, którzy uciekają ze swoich ojczyzn w obawie o życie, jest naszym obowiązkiem – mówiła Kopacz jeszcze przed wyborami. Wtórował jej Ryszard Petru, powtarzający, że: – Naszym obowiązkiem jest przyjmowanie uchodźców. […] Nie możemy pozostawić samych sobie ludzi, którzy przez wojnę i prześladowania muszą uciekać z domów.

Gdy PiS wyłamywało się z unijnego dyktatu, przyjmowanie uchodźców deklarowały zbuntowane samorządy i egzaltowane internautki. Szwecja powróciła w 2019 roku, gdy odbierając Nagrodę Nobla, Olga Tokarczuk mówiła m.in.: – Pomyślałam, jakie bogactwo Szwecja sobie przygarnęła wraz z imigrantami. Jaki to jest potencjał wrażliwości, różnych sposobów myślenia… Zawsze w takich momentach jest mi wstyd za ten straszny 2014 rok, kiedy Polska nie przyjęła imigrantów. Nigdy nie będę potrafiła tego zrozumieć.

Kilka lat później bogactwo to przyniesie naszym zamorskim sąsiadom wyborczy sukces antyimigranckich Szwedzkich Demokratów, to już jednak inna historia.

Wschód i Zachód

Kolejna odsłona naszej historii, wielokrotnie już na tych łamach opowiedziana, to hybrydowy atak na naszą wschodnią granicę. Medialne szantaże moralne, niestworzone opowieści, szarpanie sumieniami, a w tle współpraca rosyjskich i białoruskich służb, przemyt i handel ludźmi, wreszcie zwykła, cyniczna polityczna gra. I wielkie pieniądze, choćby na film Agnieszki Holland „Zielona granica”. Gdy zmieniła się władza, to Platforma podjęła narrację o wojnie hybrydowej, budząc niedowierzanie i sprzeciw części aktywistów. Władza cierpi tu na rozdwojenie jaźni, kontynuując w pewnym stopniu politykę PiS, ale promując histeryczny film Holland w państwowych instytucjach kulturalnych. I godząc się w miastach na zachodzie kraju na to, z czym walczy się wciąż przy granicy z Białorusią. I tak wracamy do głównego tematu. – Bezpieczeństwo nie wyklucza człowieczeństwa. […] Polska jest na tyle dużym i dumnym krajem, że nie musi się bać kobiet w ciąży, niemowląt albo starszych i chorych osób, które […] szukają po prostu humanitarnego wsparcia. My jesteśmy krajem solidarności, a nie krajem agresji przeciwko potrzebującym – mówił jeszcze w tym roku Szymon Hołownia. Jednak w kwestii kryzysu na granicy zachodniej przekaz oparty jest na trochę innych akcentach. Przestaje wystarczać opowieść, że zmiana na polskich ulicach to efekt rzekomych nadużyć PiS w tzw. „aferze wizowej”. Następuje ona zbyt późno, zbyt gwałtownie i na zbyt wielką skalę, by spiąć ją z zaniedbaniami poprzedników. To już nowi ludzie i nowe władze. Stare są natomiast nawyki.

Z kim walczy elita?

„Najlepsza jest wieczna pycha inteligentów, że w takich sprawach jak migracja będzie tak, jak sobie zażyczymy” – pisze na portalu X publicysta „Gazety Polskiej” Maciej Kożuszek, a pisząca w „Rzeczpospolitej” Estera Flieger zauważa, że „liberałowie, może bardziej lewica, oddali też temat migracji w taki sposób, że negowali prawo do obaw, lęku. Nie było nic poza etykietą rasisty”. I taka też jest reakcja władzy na grupy obywateli, którzy próbują działać tam, gdzie państwo najwyraźniej nie działa. Pospolite ruszenie jest już na granicach, legitymizuje, nagrywa, wypytuje i wzywa służby. Jednak elita, tak kochająca „społeczeństwo obywatelskie”, tu widzi odbicie swoich lęków i kompleksów, a nie ucieleśnienie ideału społecznej partycypacji. – Banda oszołomów legitymuje na granicy ludzi i decyduje, kto może wjechać do Polski, a kto nie. Panie Ministrze Siemoniak, czy podległe Panu formacje mogą zrobić z tym porządek? – pyta najbogatszy poseł tej kadencji Artur Łącki. 1 lipca dowiedzieliśmy się nie tylko o tym, że Sąd Najwyższy potwierdził wybór Karola Nawrockiego na prezydenta RP. Z wielkim zdziwieniem internauci odkryli tego dnia fakt istnienia Ministerstwa ds. Społeczeństwa Obywatelskiego, którego szefowa Adriana Porowska mocno wypowiedziała się o Ruchu Obrony Granic. – Jako minister ds. społeczeństwa obywatelskiego wyrażam głęboki niepokój ws. nielegalnych „patroli obywatelskich” organizowanych przy granicy PL – DE. To nie troska o bezpieczeństwo, lecz cyniczne działania oparte na fake newsach i straszeniu migrantami. Granic pilnują służby, a nie samozwańcze grupy”. Pojawia się i wątek dezinformacji, którą według wielu bliskich rządowi komentatorów mają być zdjęcia i filmy, dokumentujące zmiany struktury etnicznej napotykanych w polskich miastach ludzi. Trudno jednak wyobrazić sobie, by dziś ktokolwiek jeszcze dał się na to nabrać. Tak, jak wcześniej nabrano się niestety na zapewnienia o nieobjęciu Polski faktycznymi skutkami Paktu migracyjnego (mieliśmy być z niego zwolnieni z racji przyjęcia Ukraińców, tyle że poza polskimi ministrami nikt w Europie tego nigdy nie potwierdził) czy na apele o bojkot referendum, które według polityków ówczesnej opozycji miało być bezprzedmiotowe. A że nie było, coraz częściej przekonują się ci, którzy w październiku 2023 roku z obrzydzeniem odmawiali przyjmowania karty z jego pytaniami.

Pozory kontroli

Kryzys na granicy będzie zapewne narastał pomimo deklaracji. Legalizacja, „jak leci” pobytu wszystkich migrantów – w oparciu wyłącznie o deklaracje niemieckich służb mających w tym polityczny interes – żadnego problemu przecież nie rozwiąże. Kończą się cierpliwość i moce przerobowe przypisanych do obsługi tego tematu instytucji. Nic więc dziwnego, że prawica dostrzega tu swoją szansę, a liberałowie widmo porażki. Donald Tusk mówi o ultraprawicowych bojówkach na granicy i oczekuje, że to tym problemem zajmą się polskie służby. Prezydent elekt przyjmuje postawę odwrotną i dostrzegając zagrożenie na granicy, dziękuje Robertowi Bąkiewiczowi i innym społecznikom, a premier potępia przyszłego prezydenta za te słowa. Do potępień działań Bąkiewicza dołączają oczywiście kolejni celebryci i samozwańczy eksperci od spraw bezpieczeństwa, czasem widząc powtórkę z działań Rosjan w oddolnej próbie kontroli granic w separatystycznych obwodach Ukrainy. Niektórzy, choćby publicysta Tomasz Terlikowski, wzywają wręcz do działań siłowych – nie wobec imigrantów, a ludzi, którzy poczuli się zaniepokojeni biernością państwa wobec zagrażającej im sytuacji. Premier ogłosił co prawda, że na granice wracają kontrole, jednak nie zmienia to niczego, ponieważ dotyczą one wyłącznie tych osób, które państwo uznałoby za nielegalne, a po drugie szybko okazało się, że mają one dotyczyć raczej wyjeżdżających, a nie wjeżdżających do Polski. Naszego premiera wsypał jak zwykle kanclerz Friedrich Merz, znajdujący w tym ewidentnie upodobanie. Czy te wydarzenia spowodują oczekiwane przez wielu trzęsienie ziemi w polskiej polityce? Jest to bardzo prawdopodobne, niestety jednak nim do tego dojdzie, czeka nas jeszcze wiele niepokojących wieści z granicy.



 

Polecane