Protest we Władysławowie

– Sytuacja, w której się znaleźliśmy, i brak jakichkolwiek rozwiązań dla sektora rybołówstwa zmusił nas do akcji protestacyjnej. Liczyliśmy na zrozumienie, ale rząd nie zadbał o zabezpieczenie naszych warsztatów pracy, z których utrzymywaliśmy swoje rodziny – napisali związkowcy, którzy 15 czerwca przeprowadzili akcję protestacyjną, polegającą na blokowaniu przez kilka godzin we Władysławowie drogi prowadzącej na Półwysep Helski .
/ fot. Małgorzata Kuźma

Demonstranci przemieszczali się przez poszczególne przejścia dla pieszych i nie przepuszczali aut. Przejechać mogły jedynie pojazdy uprzywilejowane z włączonymi sygnałami świetlnymi i dźwiękowymi. Na miejsce ściągnięte zostały spore siły policyjne.

Pracownicy Morza Bałtyckiego domagają się godnych warunków odejścia z zawodu rybaka; godziwego odszkodowania, które umożliwi im stworzenie nowych miejsc pracy oraz spłatę zaciągniętych kredytów. Skarżą się, że ze strony rządu nie ma recepty na trwałe odebranie im łowisk, ani programu rekompensat za brak możliwości prowadzenia działalności.

– Od kilku lat dobijamy się o program pomocowy, a przynajmniej o rzeczowy dialog. Odbijamy się od drzwi – relacjonuje przewodniczący Komisji Międzyzakładowej Michał Niedźwiecki.

Komisja Międzyzakładowa NSZZ „Solidarność” Pracowników Morza Bałtyckiego zrzesza rybaków, armatorów i pracowników od Gdańska i Gdyni, przez Hel, Władysławowo, Ustkę, Łebę, Darłowo po Kołobrzeg.

Chaos kompetencyjny wokół rybołówstwa sprawił, że raz rybacy są w gestii ministra odpowiedzialnego za rolnictwo, a w innych aspektach są „przydzielani” do Ministerstwa Infrastruktury (transport). Tymczasem Rządowe Centrum Legislacji wyraźnie określa i wskazuje ministra rolnictwa jako odpowiedzialnego za rybołówstwo.

W tej wędrówce po gabinetach i w prowadzonych negocjacjach towarzyszy im od kilku tygodni Krzysztof Dośla, przewodniczący Zarządu Regionu Gdańskiego NSZZ „Solidarność”, który w meandrach rozmów z ludźmi władzy nabrał doświadczenia przez lata związkowej pracy. Dośla, który 20 lat przepracował na statkach dalekomorskich, musiał przypominać sekretarzom stanu na ministerialnym spotkaniu, że na połów organizmów morskich dla organizatora zawodów na prowadzenie połowów z brzegu, jak i armatora statku pozwolenia wydaje Główny Inspektorat Rybołówstwa Morskiego, jednostka organizacyjna Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi.

O co idzie spór? Rybacy i armatorzy kutrów pracujący na Bałtyku domagają się odszkodowań za rezygnację z połowów, za likwidację oraz trwałe wycofanie jednostek rybołówstwa rekreacyjnego i komercyjnego, gdyż wprowadzono zakaz połowu dorszy (od stycznia 2020 r.) i łososia (2022 r.). Chcą rekompensaty dla załóg za utratę miejsc pracy.

– Uciekliśmy się do „Solidarności”, związku zawodowego o znaczącej sile i historii. Traktowano nas dotąd jak intruzów, naprzykrzających się kolejnym ministrom i podsekretarzom stanu – komentuje z ironią Niedźwiecki.

Piszą petycje, uczestniczą w kolejnych sejmowych komisjach. Następne pismo wysłali 25 maja br. do Krzysztofa Ciecióry, wiceministra rolnictwa i rozwoju wsi, wyrażając zniecierpliwienie biernością urzędników i brakiem rozwiązań dla sektora rybołówstwa rekreacyjnego i komercyjnego. Na dodatek opóźniają się wypłaty dla armatorów z pomocy koniecznej w trakcie lockdownów związanych z COVID-19. Czy pieniądze zostaną wypłacone? – Nie wiadomo, mimo że środki te można przekazywać 12 miesięcy po odwołaniu stanu epidemii. Tymczasem trzydziestu armatorów nie dostało ani pomocy COVID-owej, ani odszkodowania. 

Z kolei Ministerstwo Rolnictwa nie chce się wywiązać z zapisów zawartego przed trzema laty porozumienia podpisanego przez Marka Gróbarczyka, który był wówczas szefem nieistniejącego już Ministerstwa Żeglugi, i wypłacić pieniędzy za embargo na połów dorsza. Na dodatek, najdalej za rok dojdzie do zajęcia łowisk przez inwestycje strategiczne dla energetyki, czyli przez gigantyczne morskie farmy wiatrowe stawiane w polskiej strefie ekonomicznej Bałtyku. 

– Sytuacja, w której się znaleźliśmy, i brak jakichkolwiek rozwiązań dla sektora rybołówstwa zmusza nas do rozpoczęcia przygotowań do akcji protestacyjnej. Liczyliśmy na zrozumienie naszej tragicznej sytuacji. Kilka tysięcy rodzin z dziada pradziada żyło z pracy na morzu. Rząd nie zadbał o zabezpieczenie naszych warsztatów pracy, z których utrzymywaliśmy swoje rodziny – apelują związkowcy do ministra rolnictwa, wskazując na odpowiedzialność rządu za rozwiązanie ich problemów.

Jednostki rybackie, warte kilkaset tysięcy złotych i więcej, zbudowane lub kupione z kredytów, które są jeszcze niespłacone, zamiast zarabiać, niosą koszty utrzymania oraz opłat portowych.

Unia Europejska zezwala na wykorzystywanie środków krajowych, żeby łagodzić skutki ekonomiczne wprowadzenia zakazu połowu dorszy. Gdy rybołówstwo komercyjne odchodzi od prowadzenia działalności – państwo wypłaca pieniądze pochodzące z budżetu Unii. Z rybołówstwem rekreacyjnym nie zrobiono niczego. Sytuację komplikuje fakt, że polskie rybołówstwo rekreacyjne nie jest uwzględnione w Europejskim Funduszu Morskim i Rybackim, stworzonym na rzecz unijnej polityki morskiej i rybołówstwa. Dlaczego? Ministerstwa milczą. Czyżby urzędnicy zaniedbali temat i po prostu deklaracji polskiej nie wysłali?

– Unia Europejska nas nie uwzględniła. Czyja to jest wina? Nasza czy wasza? Odpowiedzmy sobie na to pytanie – pytają związkowcy w ministerstwach.

– Kiedy minister  Gróbarczyk podpisywał z nami porozumienie, to nie było jedno spotkanie, spotkań było kilkanaście. Mówiliśmy, że jest problem i minister zgodził się, że problem jest. Nie musimy się zezłomować. Możemy oddać nasze statki, możemy je podarować. Tyle że trwale odchodzimy od prowadzonej działalności. Unia Europejska, za zgodą polskiego rządu, zamknęła nam łowiska dorszy, z których się utrzymywaliśmy. Do rybołówstwa rekreacyjnego już nie wrócimy – zauważa Niedźwiecki.

Związkowcy – armatorzy i rybacy – oczekują odpowiedzi, kiedy będzie zrealizowane porozumienie. Wyliczają: wcześniej był minister Gróbarczyk, jest minister Kowalczyk, za chwilę będzie inny minister, potem jeszcze inny i jeszcze inny.

– Nas naprawdę nie interesuje, że którykolwiek z ministrów jest na nas obrażony. Nas interesuje nasze życie, nasze rodziny oraz załogi, które zostały bez środków do życia. Jeszcze przez kilkanaście lat mieliśmy prowadzić naszą działalność. Morskie farmy wiatrowe wchodzą na łowiska. Nie mamy, gdzie wrócić. Władysławowo, Łeba, Ustka czy Darłowo to są porty rybackie, które na tym stracą – mówił Niedźwiecki podczas posiedzenia sejmowej Komisji Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej w grudniu ub.r., apelując do Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi.

Morze Bałtyckie jest morzem śródlądowym, z Morzem Północnym łączy go kilka wąskich i płytkich cieśnin. W Morzu Bałtyckim łowią floty Polski, Niemiec, Danii, Szwecji, Finlandii, Estonii, Łotwy, Litwy oraz Rosji, czyli głównie podlegają pod Wspólną Politykę Rybołówstwa. Efekt połowów zależy od dorsza, śledzia, szprota i ryb płaskich.

W Bałtyku łowi się rocznie blisko 500 tys. ton ryb. Połowy są limitowane  (ang. TAC – Total allowable catch). Komisja Europejska przygotowuje propozycję limitów połowów. O tym, ile maksymalnie mogą wyłowić w danym roku rybacy, decyduje Rada Ministrów ds. Rybołówstwa. Limity są rozdzielane pomiędzy państwa członkowskie UE jako kwoty krajowe. Największe połowy osiągają Finlandia (ok 130 tys. ton, głównie śledzie i łososie), Polska (ok 110 tys. ton, głównie szproty, śledzie i ryby płaskie) i Szwecja (ok 100 tys. ton, głównie śledzie i łososie).

Komercyjne połowy obejmują głównie szproty, śledzie i stornie. Gatunkami ryb o lokalnym znaczeniu gospodarczym są: dorsz (z przyłowu), turbot, sandacz, sielawa, sieja, łosoś, węgorz i troć.Na Bałtyku operuje ok. 5,6 tys. kutrów i statków rybackich. Największą flotą rybacką łodzi i kutrów dysponują Estonia (1587) i Finlandia (1469), najmniejszą Litwa (84) i Rosja (53).

Polskie rybołówstwo dzieli się na rybołówstwo bałtyckie (825 jednostek) oraz rybołówstwo dalekomorskie, operujące na Atlantyku i na południowym Pacyfiku (trawler Polonus i Annelies Ilena, jednostka uważana za największy w swojej klasie statek na świecie, oba port macierzysty Gdynia). Dorsz był przez dekady kluczowym gatunkiem w Bałtyku i stanowił podstawę rybołówstwa. Na początku lat 80. Ubiegłego wieku polscy rybacy wyciągali po 120 tys. ton tej ryby rocznie. Intensywna eksploatacja spowodowała przełowienie. Pod koniec lat 90. łowiono nieco ponad 25 tysięcy ton, dziś połowy są wstrzymane.


 

POLECANE
Córka polityka PSL wiceprezesem KGHM. Minister: Nie widzę upolitycznienia spółek skarbu państwa z ostatniej chwili
Córka polityka PSL wiceprezesem KGHM. Minister: Nie widzę upolitycznienia spółek skarbu państwa

Minister aktywów państwowych Wojciech Balczun uważa, że w tej chwili spółki skarbu państwa nie są upolitycznione. – Córka polityka PSL wiceprezesem KGHM. To już jest nieaktualne? – zapytał szefa resortu MAP prowadzący rozmowę Bogdan Rymanowski.

Braun nie usłyszał zarzutów za incydent w Oleśnicy. Sprawdź dlaczego z ostatniej chwili
Braun nie usłyszał zarzutów za incydent w Oleśnicy. Sprawdź dlaczego

Europoseł Grzegorz Braun nie usłyszał we wtorek w Prokuraturze Okręgowej we Wrocławiu zarzutów w sprawie incydentu w szpitalu Oleśnicy. Złożył wniosek o wyłączenie ze śledztwa prokurator prowadzącej, który najpierw zostanie rozpatrzony.

Polak z zarzutami szpiegostwa na rzecz Rosji z ostatniej chwili
Polak z zarzutami szpiegostwa na rzecz Rosji

„Dzięki funkcjonariuszom Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego kolejny szpieg pracujący na rzecz wywiadu Federacji Rosyjskiej za swoją działalność przeciwko Polsce odpowie przed sądem” - poinformował na platformie X Jacek Dobrzyński, rzecznik prasowy ministra koordynatora służb specjalnych.

Wilki zaatakowały dziecko na dworcu kolejowym. Nastolatka ledwo uszła z życiem z ostatniej chwili
Wilki zaatakowały dziecko na dworcu kolejowym. Nastolatka ledwo uszła z życiem

Do dramatycznego zdarzenia doszło 15 lutego na dworcu PKP Laliki w województwie śląskim. Nastolatka została otoczona, a następnie zaatakowana przez watahę wilków.

Polski autokar spłonął na Słowacji. Nie żyje jedna osoba z ostatniej chwili
Polski autokar spłonął na Słowacji. Nie żyje jedna osoba

Na drodze pomiędzy miejscowościami Rużomberk i Donovaly na Słowacji doszło do tragicznego w skutkach wypadku z udziałem polskiego autokaru. Jedna osoba nie żyje.

Wiadomości
Skuteczne metody ochrony psa przed kleszczami i pchłami - przegląd

Aktywność kleszczy i pcheł w Polsce, szczególnie latem, stanowi coraz poważniejsze zagrożenie dla domowych zwierząt. Pasożyty te nie tylko wywołują dokuczliwy świąd, lecz mogą też przenosić groźne choroby – dlatego każdy opiekun powinien znać najskuteczniejsze metody ochrony. Dowiedz się, jaki sposoby pomogą zabezpieczyć Twojego psa przed pasożytami zewnętrznymi, zarówno latem, jak i zimą.

Polska przestrzeń powietrzna została naruszona. Komunikat DORSZ pilne
Polska przestrzeń powietrzna została naruszona. Komunikat DORSZ

„Operowanie wojskowego lotnictwa w polskiej przestrzeni powietrznej, związane z uderzeniami Federacji Rosyjskiej na Ukrainę, zostało zakończone. Uruchomione naziemne systemy obrony powietrznej oraz rozpoznania radiolokacyjnego powróciły do standardowej działalności operacyjnej” – poinformowało Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych w specjalnie wydanym komunikacie.

„Rząd Tuska wydał 10,9 mln zł na leczenie migrantów” gorące
„Rząd Tuska wydał 10,9 mln zł na leczenie migrantów”

„Ponad 10 906 461,28 zł – dokładnie tyle wyniosły koszty świadczeń zdrowotnych udzielonych cudzoziemcom pozostającym w dyspozycji Straży Granicznej w okresie od 13 grudnia 2023 r. do 9 stycznia 2026 r. Dane te nie pochodzą z medialnych przecieków ani szacunków organizacji pozarządowych. To oficjalne informacje przekazane w odpowiedzi na interpelacje poselskie” – poinformowała na Facebooku Suwerenna Polska, powołując się na ustalenia posła Dariusza Mateckiego.

Pilny komunikat DORSZ z ostatniej chwili
Pilny komunikat DORSZ

Rozpoczęło się operowanie lotnictwa wojskowego w polskiej przestrzeni powietrznej.

Matecki: Rząd nie kontroluje, czy płynąca przez Polskę do Niemiec ropa nie pochodzi z Rosji gorące
Matecki: Rząd nie kontroluje, czy płynąca przez Polskę do Niemiec ropa nie pochodzi z Rosji

„Problem polega na tym, czy to, co na papierze jest KEBCO, nie jest w praktyce ropą rosyjską «przepuszczoną» przez system i opisaną inaczej, a do tego tłoczoną przez infrastrukturę, nad którą Rosja trzyma rękę” – napisał poseł PiS Dariusz Matecki, relacjonując odpowiedź rządu na złożone przez siebie zapytanie poselskie w tej sprawie.

REKLAMA

Protest we Władysławowie

– Sytuacja, w której się znaleźliśmy, i brak jakichkolwiek rozwiązań dla sektora rybołówstwa zmusił nas do akcji protestacyjnej. Liczyliśmy na zrozumienie, ale rząd nie zadbał o zabezpieczenie naszych warsztatów pracy, z których utrzymywaliśmy swoje rodziny – napisali związkowcy, którzy 15 czerwca przeprowadzili akcję protestacyjną, polegającą na blokowaniu przez kilka godzin we Władysławowie drogi prowadzącej na Półwysep Helski .
/ fot. Małgorzata Kuźma

Demonstranci przemieszczali się przez poszczególne przejścia dla pieszych i nie przepuszczali aut. Przejechać mogły jedynie pojazdy uprzywilejowane z włączonymi sygnałami świetlnymi i dźwiękowymi. Na miejsce ściągnięte zostały spore siły policyjne.

Pracownicy Morza Bałtyckiego domagają się godnych warunków odejścia z zawodu rybaka; godziwego odszkodowania, które umożliwi im stworzenie nowych miejsc pracy oraz spłatę zaciągniętych kredytów. Skarżą się, że ze strony rządu nie ma recepty na trwałe odebranie im łowisk, ani programu rekompensat za brak możliwości prowadzenia działalności.

– Od kilku lat dobijamy się o program pomocowy, a przynajmniej o rzeczowy dialog. Odbijamy się od drzwi – relacjonuje przewodniczący Komisji Międzyzakładowej Michał Niedźwiecki.

Komisja Międzyzakładowa NSZZ „Solidarność” Pracowników Morza Bałtyckiego zrzesza rybaków, armatorów i pracowników od Gdańska i Gdyni, przez Hel, Władysławowo, Ustkę, Łebę, Darłowo po Kołobrzeg.

Chaos kompetencyjny wokół rybołówstwa sprawił, że raz rybacy są w gestii ministra odpowiedzialnego za rolnictwo, a w innych aspektach są „przydzielani” do Ministerstwa Infrastruktury (transport). Tymczasem Rządowe Centrum Legislacji wyraźnie określa i wskazuje ministra rolnictwa jako odpowiedzialnego za rybołówstwo.

W tej wędrówce po gabinetach i w prowadzonych negocjacjach towarzyszy im od kilku tygodni Krzysztof Dośla, przewodniczący Zarządu Regionu Gdańskiego NSZZ „Solidarność”, który w meandrach rozmów z ludźmi władzy nabrał doświadczenia przez lata związkowej pracy. Dośla, który 20 lat przepracował na statkach dalekomorskich, musiał przypominać sekretarzom stanu na ministerialnym spotkaniu, że na połów organizmów morskich dla organizatora zawodów na prowadzenie połowów z brzegu, jak i armatora statku pozwolenia wydaje Główny Inspektorat Rybołówstwa Morskiego, jednostka organizacyjna Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi.

O co idzie spór? Rybacy i armatorzy kutrów pracujący na Bałtyku domagają się odszkodowań za rezygnację z połowów, za likwidację oraz trwałe wycofanie jednostek rybołówstwa rekreacyjnego i komercyjnego, gdyż wprowadzono zakaz połowu dorszy (od stycznia 2020 r.) i łososia (2022 r.). Chcą rekompensaty dla załóg za utratę miejsc pracy.

– Uciekliśmy się do „Solidarności”, związku zawodowego o znaczącej sile i historii. Traktowano nas dotąd jak intruzów, naprzykrzających się kolejnym ministrom i podsekretarzom stanu – komentuje z ironią Niedźwiecki.

Piszą petycje, uczestniczą w kolejnych sejmowych komisjach. Następne pismo wysłali 25 maja br. do Krzysztofa Ciecióry, wiceministra rolnictwa i rozwoju wsi, wyrażając zniecierpliwienie biernością urzędników i brakiem rozwiązań dla sektora rybołówstwa rekreacyjnego i komercyjnego. Na dodatek opóźniają się wypłaty dla armatorów z pomocy koniecznej w trakcie lockdownów związanych z COVID-19. Czy pieniądze zostaną wypłacone? – Nie wiadomo, mimo że środki te można przekazywać 12 miesięcy po odwołaniu stanu epidemii. Tymczasem trzydziestu armatorów nie dostało ani pomocy COVID-owej, ani odszkodowania. 

Z kolei Ministerstwo Rolnictwa nie chce się wywiązać z zapisów zawartego przed trzema laty porozumienia podpisanego przez Marka Gróbarczyka, który był wówczas szefem nieistniejącego już Ministerstwa Żeglugi, i wypłacić pieniędzy za embargo na połów dorsza. Na dodatek, najdalej za rok dojdzie do zajęcia łowisk przez inwestycje strategiczne dla energetyki, czyli przez gigantyczne morskie farmy wiatrowe stawiane w polskiej strefie ekonomicznej Bałtyku. 

– Sytuacja, w której się znaleźliśmy, i brak jakichkolwiek rozwiązań dla sektora rybołówstwa zmusza nas do rozpoczęcia przygotowań do akcji protestacyjnej. Liczyliśmy na zrozumienie naszej tragicznej sytuacji. Kilka tysięcy rodzin z dziada pradziada żyło z pracy na morzu. Rząd nie zadbał o zabezpieczenie naszych warsztatów pracy, z których utrzymywaliśmy swoje rodziny – apelują związkowcy do ministra rolnictwa, wskazując na odpowiedzialność rządu za rozwiązanie ich problemów.

Jednostki rybackie, warte kilkaset tysięcy złotych i więcej, zbudowane lub kupione z kredytów, które są jeszcze niespłacone, zamiast zarabiać, niosą koszty utrzymania oraz opłat portowych.

Unia Europejska zezwala na wykorzystywanie środków krajowych, żeby łagodzić skutki ekonomiczne wprowadzenia zakazu połowu dorszy. Gdy rybołówstwo komercyjne odchodzi od prowadzenia działalności – państwo wypłaca pieniądze pochodzące z budżetu Unii. Z rybołówstwem rekreacyjnym nie zrobiono niczego. Sytuację komplikuje fakt, że polskie rybołówstwo rekreacyjne nie jest uwzględnione w Europejskim Funduszu Morskim i Rybackim, stworzonym na rzecz unijnej polityki morskiej i rybołówstwa. Dlaczego? Ministerstwa milczą. Czyżby urzędnicy zaniedbali temat i po prostu deklaracji polskiej nie wysłali?

– Unia Europejska nas nie uwzględniła. Czyja to jest wina? Nasza czy wasza? Odpowiedzmy sobie na to pytanie – pytają związkowcy w ministerstwach.

– Kiedy minister  Gróbarczyk podpisywał z nami porozumienie, to nie było jedno spotkanie, spotkań było kilkanaście. Mówiliśmy, że jest problem i minister zgodził się, że problem jest. Nie musimy się zezłomować. Możemy oddać nasze statki, możemy je podarować. Tyle że trwale odchodzimy od prowadzonej działalności. Unia Europejska, za zgodą polskiego rządu, zamknęła nam łowiska dorszy, z których się utrzymywaliśmy. Do rybołówstwa rekreacyjnego już nie wrócimy – zauważa Niedźwiecki.

Związkowcy – armatorzy i rybacy – oczekują odpowiedzi, kiedy będzie zrealizowane porozumienie. Wyliczają: wcześniej był minister Gróbarczyk, jest minister Kowalczyk, za chwilę będzie inny minister, potem jeszcze inny i jeszcze inny.

– Nas naprawdę nie interesuje, że którykolwiek z ministrów jest na nas obrażony. Nas interesuje nasze życie, nasze rodziny oraz załogi, które zostały bez środków do życia. Jeszcze przez kilkanaście lat mieliśmy prowadzić naszą działalność. Morskie farmy wiatrowe wchodzą na łowiska. Nie mamy, gdzie wrócić. Władysławowo, Łeba, Ustka czy Darłowo to są porty rybackie, które na tym stracą – mówił Niedźwiecki podczas posiedzenia sejmowej Komisji Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej w grudniu ub.r., apelując do Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi.

Morze Bałtyckie jest morzem śródlądowym, z Morzem Północnym łączy go kilka wąskich i płytkich cieśnin. W Morzu Bałtyckim łowią floty Polski, Niemiec, Danii, Szwecji, Finlandii, Estonii, Łotwy, Litwy oraz Rosji, czyli głównie podlegają pod Wspólną Politykę Rybołówstwa. Efekt połowów zależy od dorsza, śledzia, szprota i ryb płaskich.

W Bałtyku łowi się rocznie blisko 500 tys. ton ryb. Połowy są limitowane  (ang. TAC – Total allowable catch). Komisja Europejska przygotowuje propozycję limitów połowów. O tym, ile maksymalnie mogą wyłowić w danym roku rybacy, decyduje Rada Ministrów ds. Rybołówstwa. Limity są rozdzielane pomiędzy państwa członkowskie UE jako kwoty krajowe. Największe połowy osiągają Finlandia (ok 130 tys. ton, głównie śledzie i łososie), Polska (ok 110 tys. ton, głównie szproty, śledzie i ryby płaskie) i Szwecja (ok 100 tys. ton, głównie śledzie i łososie).

Komercyjne połowy obejmują głównie szproty, śledzie i stornie. Gatunkami ryb o lokalnym znaczeniu gospodarczym są: dorsz (z przyłowu), turbot, sandacz, sielawa, sieja, łosoś, węgorz i troć.Na Bałtyku operuje ok. 5,6 tys. kutrów i statków rybackich. Największą flotą rybacką łodzi i kutrów dysponują Estonia (1587) i Finlandia (1469), najmniejszą Litwa (84) i Rosja (53).

Polskie rybołówstwo dzieli się na rybołówstwo bałtyckie (825 jednostek) oraz rybołówstwo dalekomorskie, operujące na Atlantyku i na południowym Pacyfiku (trawler Polonus i Annelies Ilena, jednostka uważana za największy w swojej klasie statek na świecie, oba port macierzysty Gdynia). Dorsz był przez dekady kluczowym gatunkiem w Bałtyku i stanowił podstawę rybołówstwa. Na początku lat 80. Ubiegłego wieku polscy rybacy wyciągali po 120 tys. ton tej ryby rocznie. Intensywna eksploatacja spowodowała przełowienie. Pod koniec lat 90. łowiono nieco ponad 25 tysięcy ton, dziś połowy są wstrzymane.



 

Polecane