[Tylko u nas] Marcin Bąk: Rząd musi „coś” robić

Jednym z ważniejszych problemów tak zwanej demokracji przedstawicielskiej jest to, że władza musi kierować się w swoich działaniach przede wszystkim chęcią przypodobania opinii wyborców. Z tego też powodu rządzący podejmują często działania, co do których absurdalności sami mają pełną świadomość.
polityk
polityk / Pixabay.com

Podobno święty papież Pius IX mawiał, że to nie chwiejne wahania mas lecz prawda i rozum winny kierować nawą państwa. Ten postulat jest dzisiaj bardzo trudny do realizacji. Mechanizm wyłaniania władzy przypomina trochę konkurs piękności, podczas którego partie polityczne starają się przekonać do siebie możliwe jak największą liczbę wyborców. Tak zwane programy wyborcze to rodzaj gry pomiędzy partiami a elektoratem, podobny do tego, w co grają uczestniczki konkursu o tytuł miss. Wygrywa ten obóz polityczny, który w sposób najbardziej przekonujący zdoła „zaczarować” odpowiednią liczbę głosujących. Żarliwi zwolennicy demokracji przekonują, że jest w tym głęboki sens zakładający istnienie jakiejś zbiorowej mądrości narodu. Wyborcy, czyli hydraulicy, cieśle, rolnicy, bezrobotni, panie domu, historycy sztuki wprawdzie nie znają się pojedynczo na skomplikowanych mechanizmach działania państwa ale w masie będą potrafili odróżnić dobry program polityczny od programu złego. Czy tak jest w istocie? Ciężko to jednoznacznie potwierdzić, tym bardziej ale zwolennicy systemu demokratycznego wymieniają najczęściej drugi ważny argument za skutecznością tej formy władzy. Jest nim system demokratycznej kontroli rządzących. Jeżeli w wyniku jakiegoś błędu przy wyborach naród wybrał niewłaściwą władzę, która nie radzi sobie z problemami, może ją zmienić na inną przy najbliższych wyborach.

Tu leży właśnie jeden z głównych problemów systemu. Wyborcy, przy całym dla nich szacunku, w swej masie nie posiadają ani odpowiedniej wiedzy ani kwalifikacji do prawidłowej oceny rządu. By móc rzetelnie wypowiadać się na temat stanu państwa i polityki człowiek powinien być specjalistą z dziedziny ekonomii, prawa, dyplomacji, wojskowości. Dobrze, by nieobce mu były też problemy ochrony zdrowia i rolnictwa a także wiele, wiele innych. Zamiast tego kierujemy się iluzjami, powstającymi w wyniku politycznego marketingu partii. Czarowanie wyborców nie kończy się więc wraz z ogłoszeniem wyniku wyborów lecz trwa cały czas. Czaruje rząd, by utrzymywać odpowiednio wysokie poparcie, czaruje opozycja by wyrobić sobie dobry start w najbliższych wyborach. Wybory parlamentarne, najważniejsze w skali kraju, poprzedzane są najczęściej wyborami samorządowymi, prezydenckimi i europarlamentarnymi, tak jak to miało miejsce w naszym kraju w ostatnich trzech latach. Czarowanie wyborców trwa nieprzerwanie, rząd nie może sobie pozwolić na słabszy wynik w wyborach samorządowych wypadających na przykład w połowie kadencji parlamentu.

Bądźmy szczerzy – większość z nas nie posiada odpowiednich kwalifikacji do rządzenia państwem. Okazując sympatię lub antypatię jakiejś partii nie kierujemy się rzetelną analizą stanu państwa ale tym, co dany polityk powiedział a nawet – jak powiedział. Słowa wypowiadane w restauracji „Sowa i Przyjaciele” okazały się kluczowe dla wygranej PiS w 2015 roku choć nie były jakoś specjalnie istotne merytorycznie. Dla odmiany, przywoływane przez obecną opozycję, wypowiedziane przez prezesa Kaczyńskiego słowa o „zdradzieckich mordach” chociaż są bez znaczenia z punktu widzenia realnej polityki, wzbudzają silne emocje i używane bywają jako argument natury politycznej.

Rządy w państwach z systemem demokracji parlamentarnej mają trudne zadanie. Podejmując jakąkolwiek decyzję znajdują się od razu pod czujnym okiem opinii wyborców, kształtowanej dodatkowo przez media. Liczy się tylko natychmiastowy efekt wzrostu lub spadku poparcia. Dlatego mało która partia zdecyduje się na podjęcie decyzji, która wprawdzie przynieść mogłaby wymierne korzyści za 10 lat ale w chwili jej podejmowania oznacza pogorszenie realnej sytuacji wyborców czy nawet tylko groźbę jej pogorszenia. 

Widać to dość dobrze teraz, w czasie trwania epidemii koronawirusa. Wyborcy poddawani są od wiosny tego roku niesamowitej presji strachu ze strony mediów. W powszechnym przekonaniu epidemia stanowi największy problem na całym świecie. Rządy większości państw, nie tylko Polski, poddane są z kolei presji wyborców, opozycji i mediów, żeby „wreszcie zrobili coś z tą epidemią”.  No i rządy muszą robić „coś”, bo media i opozycja czekają na okazję, by wskazać oskarżycielskim palcem – „widzicie, to przez nich umierają tysiące Polaków (Włochów, Francuzów, Belgów, Żydów…)”. To „coś” bywa czasem kompletnie absurdalne – jak zamykanie wstępu do lasów. Bywa też zupełnie nieskuteczne o czym przyznają w rozmowach poza kamerą sami przedstawiciele rządu. Niemniej jakieś działania musza być podjęte, bo w przeciwnym wypadku odbije się to natychmiast na poparciu społecznym.  Takie powiązanie władzy ze słupkami poparcia powoduje swoisty paraliż decyzji. Nawet jeśli w rządzie są osoby rozsądne, które mają dobry plan na działanie w sytuacji kryzysowej, ich głos nie będzie miał siły przebicia, gdyż specjaliści od wizerunku natychmiast pokażą wykresy i symulacje, pokazujące jak dana decyzja może wpłynąć ujemnie na sondaże.   

Od wielu dni dostępna jest tak zwana Deklaracja z Great Barrington. Autorzy tego dokumentu, będący autorytetami z dziedziny medycznej, nie należą o czym warto wspomnieć, do stronnictwa zaprzeczającego istnieniu epidemii koronawirusa. Dostrzegają problem, lecz twierdzą, że rządy większości państw na świecie podjęły całkiem błędną strategię walki z wirusem. Wedle autorów Deklaracji lockdown to ślepa uliczka, przesuwanie problemu w czasie, bo od zamykania szkół i restauracji wirus nie znika. Należy natomiast zabezpieczyć, możliwie jak najlepiej, osoby najbardziej narażone na ciężki przebieg choroby czyli seniorów i przewlekle chorych a pozostała część społeczeństwa, szczególnie młodzież, winna jak najszybciej przejść przez zarażenie.  Koszty takiego działania, zarówno ludzkie jak i gospodarcze, będą zdaniem autorów Deklaracji mniejsze niż obecnie stosowana taktyka. Propozycja ta nie jest jednak, o ile mi wiadomo, rozważana na poważnie przez żaden rząd, gdyż wymagało by to radykalnego zerwania z dotychczasową narracją i przyznania, że większość podjętych dotąd działań nie miała na celu kompleksowego rozwiązania problemu. Było to tylko robienie przez rządy „czegoś”, by przekonać wyborców, że rząd przecież robi „coś” .


 

POLECANE
Nocny atak na Dubaj. Loty wstrzymane do odwołania z ostatniej chwili
Nocny atak na Dubaj. Loty wstrzymane do odwołania

Pożar w pobliżu międzynarodowego lotniska w Dubaju wywołał incydent z udziałem drona. Ogień objął jeden ze zbiorników z paliwem. Władze zapewniają, że służby natychmiast rozpoczęły akcję gaśniczą, a w zdarzeniu nikt nie ucierpiał.

Oscary 2026 rozdane. Ten film zdeklasował konkurencję pilne
Oscary 2026 rozdane. Ten film zdeklasował konkurencję

Najważniejsze filmowe nagrody świata zostały rozdane. Podczas 98. gali Oscarów największym triumfatorem okazał się film „Jedna bitwa po drugiej” w reżyserii Paula Thomasa Andersona, który zdobył aż sześć statuetek i zwyciężył w kluczowych kategoriach.

Pogoda na najbliższe dni. IMGW wydał komunikat Wiadomości
Pogoda na najbliższe dni. IMGW wydał komunikat

Jak informuje Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej, Europa północna oraz południowa będzie pod wpływem odziaływania niżów, pozostała część kontynentu pozostanie w zasięgu wyżu: Atlantyckiego oraz znad Rosji. Polska będzie pod wpływem pofalowanego frontu atmosferycznego, powoli przemieszczającego się z zachodu na wschód kraju. W ciągu dnia na zachodzie zaznaczy się wpływ zatoki niżu znad Morza Norweskiego z frontem okluzji. Napływać będzie chłodna masa powietrza polarnego morskiego, jedynie krańce wschodnie kraju pozostaną w nieco cieplejszej i suchszej masie powietrza polarnego. Na wschodzie kraju ciśnienie będzie się wahać, na zachodzie w nocy spadać, w ciągu dnia rosnąć.

Groźny wypadek w centrum Poznania. Kobieta ciężko ranna Wiadomości
Groźny wypadek w centrum Poznania. Kobieta ciężko ranna

W niedzielne popołudnie (15 marca) w centrum Poznania doszło do poważnego wypadku drogowego. Samochód osobowy wjechał w przystanek tramwajowy Bałtyk przy ul. Bukowskiej. 25-letnia pasażerka wiaty została ciężko ranna i trafiła do szpitala.

Napięcie na Bliskim Wschodzie. USA apelują o otwarcie cieśniny Ormuz Wiadomości
Napięcie na Bliskim Wschodzie. USA apelują o otwarcie cieśniny Ormuz

Ambasador USA przy ONZ Michael Waltz oświadczył w niedzielę, że Stany Zjednoczone „zachęcają, a nawet żądają” udziału innych państw w otwarciu cieśniny Ormuz, której blokada przez Iran skutkuje gwałtownym wzrostem cen paliw na świecie. Z podobnym apelem wystąpił w sobotę prezydent USA Donald Trump.

Serial „Klan” zaskoczy widzów. Nowe wyzwania dla głównej postaci Wiadomości
Serial „Klan” zaskoczy widzów. Nowe wyzwania dla głównej postaci

W najnowszym odcinku serialu „Klan” bohaterowie zmierzą się z kilkoma trudnymi sytuacjami. Bożenka nadal jest zła na Tomka po zdarzeniu przed kinem. Chłopak nie chciał pomóc potrzebującemu i od razu uznał go za oszusta. Dodatkowo tłumaczył się swoimi „zasadami”, co jeszcze bardziej zdenerwowało Bożenkę. Kamila uważa jednak, że jej siostra reaguje zbyt ostro.

Grafzero: Book Haul zima 2026 z ostatniej chwili
Grafzero: Book Haul zima 2026

Co trafiło na półkę Grafzero vlog literacki zimą 2026 roku - są książki o kotach, są stare powieści historyczne, dwie książki naukowe i trochę literackich nowości. Nie mogło zabraknąć też noblisty!

Niepokojące wieści dla kadry. Polski bramkarz z urazem Wiadomości
Niepokojące wieści dla kadry. Polski bramkarz z urazem

Podstawowy bramkarz piłkarskiej reprezentacji Polski Łukasz Skorupski doznał kolejnej kontuzji. W wyjazdowym meczu 29. kolejki włoskiej ekstraklasy z Sassuolo (1:0) miał w końcówce problem z mięśniem uda, ale nie mógł zejść z boiska, bo jego zespół wykorzystał już limit zmian.

Poruszające wyznanie przed występem w „Tańcu z gwiazdami” Wiadomości
Poruszające wyznanie przed występem w „Tańcu z gwiazdami”

Przygotowania do kolejnego odcinka programu „Taniec z gwiazdami” przyniosły nie tylko taneczne wyzwania, ale też bardzo osobiste wyznania. Paulina Gałązka, która w show występuje z Michałem Bartkiewiczem, podczas treningów wróciła pamięcią do trudnego momentu ze swojej młodości.

Konkurs w Oslo kończy się po pierwszej serii. Polacy poza czołówką Wiadomości
Konkurs w Oslo kończy się po pierwszej serii. Polacy poza czołówką

Paweł Wąsek zajął 21. miejsce, Kacper Tomasiak 24., Kamil Stoch 28., a Maciej Kot 29. w jednoseryjnym konkursie Pucharu Świata w skokach narciarskich w Oslo. Wygrał Japończyk Tomofumi Naito. Drugą serię odwołano z powodu zbyt silnego wiatru.

REKLAMA

[Tylko u nas] Marcin Bąk: Rząd musi „coś” robić

Jednym z ważniejszych problemów tak zwanej demokracji przedstawicielskiej jest to, że władza musi kierować się w swoich działaniach przede wszystkim chęcią przypodobania opinii wyborców. Z tego też powodu rządzący podejmują często działania, co do których absurdalności sami mają pełną świadomość.
polityk
polityk / Pixabay.com

Podobno święty papież Pius IX mawiał, że to nie chwiejne wahania mas lecz prawda i rozum winny kierować nawą państwa. Ten postulat jest dzisiaj bardzo trudny do realizacji. Mechanizm wyłaniania władzy przypomina trochę konkurs piękności, podczas którego partie polityczne starają się przekonać do siebie możliwe jak największą liczbę wyborców. Tak zwane programy wyborcze to rodzaj gry pomiędzy partiami a elektoratem, podobny do tego, w co grają uczestniczki konkursu o tytuł miss. Wygrywa ten obóz polityczny, który w sposób najbardziej przekonujący zdoła „zaczarować” odpowiednią liczbę głosujących. Żarliwi zwolennicy demokracji przekonują, że jest w tym głęboki sens zakładający istnienie jakiejś zbiorowej mądrości narodu. Wyborcy, czyli hydraulicy, cieśle, rolnicy, bezrobotni, panie domu, historycy sztuki wprawdzie nie znają się pojedynczo na skomplikowanych mechanizmach działania państwa ale w masie będą potrafili odróżnić dobry program polityczny od programu złego. Czy tak jest w istocie? Ciężko to jednoznacznie potwierdzić, tym bardziej ale zwolennicy systemu demokratycznego wymieniają najczęściej drugi ważny argument za skutecznością tej formy władzy. Jest nim system demokratycznej kontroli rządzących. Jeżeli w wyniku jakiegoś błędu przy wyborach naród wybrał niewłaściwą władzę, która nie radzi sobie z problemami, może ją zmienić na inną przy najbliższych wyborach.

Tu leży właśnie jeden z głównych problemów systemu. Wyborcy, przy całym dla nich szacunku, w swej masie nie posiadają ani odpowiedniej wiedzy ani kwalifikacji do prawidłowej oceny rządu. By móc rzetelnie wypowiadać się na temat stanu państwa i polityki człowiek powinien być specjalistą z dziedziny ekonomii, prawa, dyplomacji, wojskowości. Dobrze, by nieobce mu były też problemy ochrony zdrowia i rolnictwa a także wiele, wiele innych. Zamiast tego kierujemy się iluzjami, powstającymi w wyniku politycznego marketingu partii. Czarowanie wyborców nie kończy się więc wraz z ogłoszeniem wyniku wyborów lecz trwa cały czas. Czaruje rząd, by utrzymywać odpowiednio wysokie poparcie, czaruje opozycja by wyrobić sobie dobry start w najbliższych wyborach. Wybory parlamentarne, najważniejsze w skali kraju, poprzedzane są najczęściej wyborami samorządowymi, prezydenckimi i europarlamentarnymi, tak jak to miało miejsce w naszym kraju w ostatnich trzech latach. Czarowanie wyborców trwa nieprzerwanie, rząd nie może sobie pozwolić na słabszy wynik w wyborach samorządowych wypadających na przykład w połowie kadencji parlamentu.

Bądźmy szczerzy – większość z nas nie posiada odpowiednich kwalifikacji do rządzenia państwem. Okazując sympatię lub antypatię jakiejś partii nie kierujemy się rzetelną analizą stanu państwa ale tym, co dany polityk powiedział a nawet – jak powiedział. Słowa wypowiadane w restauracji „Sowa i Przyjaciele” okazały się kluczowe dla wygranej PiS w 2015 roku choć nie były jakoś specjalnie istotne merytorycznie. Dla odmiany, przywoływane przez obecną opozycję, wypowiedziane przez prezesa Kaczyńskiego słowa o „zdradzieckich mordach” chociaż są bez znaczenia z punktu widzenia realnej polityki, wzbudzają silne emocje i używane bywają jako argument natury politycznej.

Rządy w państwach z systemem demokracji parlamentarnej mają trudne zadanie. Podejmując jakąkolwiek decyzję znajdują się od razu pod czujnym okiem opinii wyborców, kształtowanej dodatkowo przez media. Liczy się tylko natychmiastowy efekt wzrostu lub spadku poparcia. Dlatego mało która partia zdecyduje się na podjęcie decyzji, która wprawdzie przynieść mogłaby wymierne korzyści za 10 lat ale w chwili jej podejmowania oznacza pogorszenie realnej sytuacji wyborców czy nawet tylko groźbę jej pogorszenia. 

Widać to dość dobrze teraz, w czasie trwania epidemii koronawirusa. Wyborcy poddawani są od wiosny tego roku niesamowitej presji strachu ze strony mediów. W powszechnym przekonaniu epidemia stanowi największy problem na całym świecie. Rządy większości państw, nie tylko Polski, poddane są z kolei presji wyborców, opozycji i mediów, żeby „wreszcie zrobili coś z tą epidemią”.  No i rządy muszą robić „coś”, bo media i opozycja czekają na okazję, by wskazać oskarżycielskim palcem – „widzicie, to przez nich umierają tysiące Polaków (Włochów, Francuzów, Belgów, Żydów…)”. To „coś” bywa czasem kompletnie absurdalne – jak zamykanie wstępu do lasów. Bywa też zupełnie nieskuteczne o czym przyznają w rozmowach poza kamerą sami przedstawiciele rządu. Niemniej jakieś działania musza być podjęte, bo w przeciwnym wypadku odbije się to natychmiast na poparciu społecznym.  Takie powiązanie władzy ze słupkami poparcia powoduje swoisty paraliż decyzji. Nawet jeśli w rządzie są osoby rozsądne, które mają dobry plan na działanie w sytuacji kryzysowej, ich głos nie będzie miał siły przebicia, gdyż specjaliści od wizerunku natychmiast pokażą wykresy i symulacje, pokazujące jak dana decyzja może wpłynąć ujemnie na sondaże.   

Od wielu dni dostępna jest tak zwana Deklaracja z Great Barrington. Autorzy tego dokumentu, będący autorytetami z dziedziny medycznej, nie należą o czym warto wspomnieć, do stronnictwa zaprzeczającego istnieniu epidemii koronawirusa. Dostrzegają problem, lecz twierdzą, że rządy większości państw na świecie podjęły całkiem błędną strategię walki z wirusem. Wedle autorów Deklaracji lockdown to ślepa uliczka, przesuwanie problemu w czasie, bo od zamykania szkół i restauracji wirus nie znika. Należy natomiast zabezpieczyć, możliwie jak najlepiej, osoby najbardziej narażone na ciężki przebieg choroby czyli seniorów i przewlekle chorych a pozostała część społeczeństwa, szczególnie młodzież, winna jak najszybciej przejść przez zarażenie.  Koszty takiego działania, zarówno ludzkie jak i gospodarcze, będą zdaniem autorów Deklaracji mniejsze niż obecnie stosowana taktyka. Propozycja ta nie jest jednak, o ile mi wiadomo, rozważana na poważnie przez żaden rząd, gdyż wymagało by to radykalnego zerwania z dotychczasową narracją i przyznania, że większość podjętych dotąd działań nie miała na celu kompleksowego rozwiązania problemu. Było to tylko robienie przez rządy „czegoś”, by przekonać wyborców, że rząd przecież robi „coś” .



 

Polecane