Marcin Królik: Aborcja jak frytki w McDonaldzie, czyli „Nieplanowane”

"Nieplanowane" to ani kino wybitnie złe, ani mistrzowskie. Gdyby nie silnie wpływający na ocenę ciężki temat, powiedziałbym nawet, że to film nieco hallmarkowy.
/ screen YT

Właśnie w taki sposób szefowa pogrążającej się w coraz większych wątpliwościach Abby Johnson wytłumaczyła jej, dlaczego Planned Parenthood wykonuje coraz więcej aborcji, mimo iż w sferze deklaracji cały czas opowiada wszem i wobec, że dąży do zredukowania ich liczby. Na tym się po prostu zarabia. Tak jak w McDonaldzie, który prawdziwej kasy wcale nie zbija na hamburgerach, lecz na produktach obłożonych największą marżą - takich jak choćby frytki. Nie jest to może najbardziej wstrząsająca scena w filmie "Nieplanowane", aczkolwiek doskonale werbalizuje istotę zawartej w nim historii.

Wbrew pozorom do tych najsilniej trzepiących po łbie nie należy też moment, w którym Abby widzi na monitorze USG, jak dziecko ucieka przed ssawką, i uświadamia sobie, że to nie jest żaden zlepek komórek ani bezosobowy płód. Ta scena jest, owszem, brutalna, obrazoburcza, zrobiona prawie w stylistyce gore - kobieta siedząca w kinie po mojej prawej zasłoniła na niej oczy i głośno westchnęła, nie po raz pierwszy zresztą - jednak w zasadzie spełnia najwyżej rolę popychacza akcji. Rzeczy, które naprawdę są jak mokra ściera rzucona prosto w twarz, wydarzają się przed nią i zostają nam ukazane w długiej retrospekcji, stanowiącej trzon fabuły.

Bo warto tu od razu dodać, że wbrew temu, co można wywnioskować z licznych materiałów na temat filmu, tudzież prawdziwej Abby Johnson, ta chwila w pokoju zabiegowym bynajmniej nie była chwilą przemiany z diablo skutecznej aborcjonistki w obrończynię życia poczętego. Stanowiła raczej kropkę nad i. Wątpliwości w Abby stopniowo narastały już wcześniej, co zresztą film dość wyraźnie pokazuje. Potrafiła jednak skutecznie je zagłuszać, salwując się nowomową o prawach reprodukcyjnych, niemal chroniąc się za nią jak za tarczą.

W gruncie rzeczy o tym właśnie "Nieplanowane" traktują. Pomijając cały prolajferski aspekt, o którym zaraz, jest to przede wszystkim rozprawka o języku, o manipulowaniu pojęciami i próbach wpłynięcia poprzez nie na rzeczywistość. W końcu przecież dużo łatwiej abortować płód, rozwiązać problem, czy uratować młodą, przerażoną pacjentkę przed konsekwencjami błędu, niż… zabić dziecko. A gdy fakty zaczynają skrzeczeć - jak choćby w scenie, w której mająca awansować Abby zostaje zaproszona do pokoju, gdzie po zabiegach składa się szczątki uśmierconych dzieci, żeby sprawdzić, czy wszystko udało się usunąć - można uciec w odtwarzane jak z zaciętej płyty hasła o prawach człowieka.

Swoją drogą - że pozwolę sobie na drobną dygresję - prawdziwa Abby Johnson napisała niedawno na Twitterze, że przed wyborami chciałaby poduczyć Donalda Trumpa, jak celnie odpierać argumentację środowisk proaborcyjnych, gdyż - jak to ujęła - sama częściowo ją stworzyła, więc najlepiej wie, jak ją rozbroić. Czy Trump skorzysta z jej oferty, nie wiem, ale to uświadamia, że przed przejściem na stronę pro life rzeczywiście była prominentną figurą przemysłu aborcyjnego, co film jednak mimo wszystko słabo pokazuje. A szkoda, bo dzięki temu dramatyzm i totalność przemiany głównej bohaterki byłyby znacznie lepiej podkreślone.

Zresztą ten wątek w ogóle jest niewystarczająco wyeksponowany. Po zwolnieniu się Abby z kliniki na dobrą sprawę widzimy tylko, jak znajduje oparcie w grupie aktywistów, których wcześniej zwalczała przez płot, między innymi puszczając na nich zraszacze, a potem sama staje przy parkingu i odwodzi jakąś zagubioną dziewczynę od zabiegu, co na "dzień dobry" zapewne daje jej potężnego wiatru w skrzydła. W filmie co prawda pojawia się proces, który Planned Parenthood wytoczyło jej za rzekome ujawnienie poufnych informacji i który Abby wygrywa, ale niestety nie zostaje nam pokazane, jak na sali sądowej wynajęty przez jej nowych przyjaciół "facet z bilbordu" orze aborcjonistów, aż wióry lecą. Mogłoby być intrygująco.

Ano właśnie, prolajferzy i ich oponenci. Jeśli chodzi o tych pierwszych, to twórcom filmu należy się duży plus za ich zniuansowane portretowanie. A raczej należałby się, gdyby na "Nieplanowane" poszli zwolennicy aborcji, czego - jak wiemy - raczej nie zrobią, bo przecież oni dzięki "Wysokim Obcasom" i ich zagranicznym odpowiednikom, prowadzącym kampanię dyskredytowania filmu wszędzie, gdzie jest pokazywany, już doskonale wiedzą, że to prawicowa propaganda i aborcja wcale tak nie wygląda. Ale gdyby jednak poszli, to zobaczyliby zarówno sfanatyzowanych, dyszących nienawiścią radykałów, jakby żywcem wyjętych ze swoich fobii, jak też ludzi walczących dobrym słowem i modlitwą.

Aborterzy z kolei nie są przesadnie demonizowani. Właściwie klinika - w ogóle cały pokazany w filmie biznes - funkcjonuje trochę jak korporacja, której zasadniczy cel to maksymalizowanie zysków. Kiedy słuchałem motywacyjnych pogadanek wygłaszanych najpierw przez szefów Abby, a potem przez nią samą, miałem mimowolne skojarzenie z reportażem Mariusza Szczygła jeszcze z lat 90. o Amwayu. To mniej więcej ta poetyka. Co oczywiście nie znaczy, że przez to jest mniej strasznie. Wręcz przeciwnie - to dodatkowo uzmysławia stopień dehumanizacji tak pracowników, jak i zabijanych przez nich dzieci. Rzeczywiście można uwierzyć, że dziecko i paczka frytek właściwie znaczą tyle samo.

Kwintesencją tego uprzedmiotowienia jest scena, w której kierowca wywozi z kliniki niebieskie beczki z wiadomą zawartością, a zebranym pod płotem aktywistom udaje się go uprosić o ich podtoczenie, by mogli się nad nimi pomodlić. Ten moment naprawdę ściska serce. Podobnie zresztą jak scena, w której Abby wraca do domu po "trudnym zabiegu" z krwią na butach, a na pytanie córeczki, co się stało, kłamie jak z nut, że pomagała komuś, kto miał krwotok z nosa. Zresztą w mijaniu się z prawdą w ogóle była podczas swojej pracy w klinice nadzwyczaj biegła. Dla mnie te dwa epizody stanowiły punkty kulminacyjne.

Jak więc widzimy, przekaz jest mocny, jednoznaczny i niepozostawiający cienia wątpliwości odnośnie do intencji twórców. Przekonanych ma utwierdzić w ich przekonaniach, sceptycznych bądź labilnych przeciągnąć na stronę pro life. Tylko czy zostało to dobrze zrobione w sensie czysto warsztatowym? Spotkałem się z opiniami, że ranga tematu jest tak duża, iż forma nie ma znaczenia albo jest gdzieś na trzecim-czwartym planie. Z drugiej strony film był także atakowany właśnie za swoją rzekomą słabość pod tym względem.

Powiem tak: nie zgadzam się, że forma jest bez znaczenia. Odpowiednio skrojona sprzedaje treść, a wszak o to chodzi. Kiepska nawet najszlachetniejsze przesłanie zniszczy. "Nieplanowane" są pod tym względem dość przeciętne - ani wybitnie złe, ani mistrzowskie. To po prostu film do obejrzenia, który nie odbiega od setek podobnych, nieco łzawych, grających na uczuciach melodramatów, jakich pełno w kinach i telewizjach. Gdyby nie ciężki temat, powiedziałbym nawet, że jest nieco hallmarkowy. I to nie jest żaden zarzut. Nie każdy film musi być popisem formalnej maestrii, zwłaszcza jeśli idzie w nim o coś innego niż sama sztuka.

Tym, co niewątpliwie warto zapamiętać i zachować, bynajmniej nie są ani drastyczne momenty, ani tak naprawdę droga przebyta przez główną bohaterkę. Akurat ten motyw wydaje mi się w sumie dość bezbarwny i średnio ciekawy. Są to słowa, którymi do jeszcze nieprzemienionej Abby zwraca się lider aktywistów. Cytuję z pamięci: "Wymieniłaś niewolnictwo oraz holokaust, a więc dwie niezaprzeczalne zbrodnie przeciw podstawowym prawom człowieka. Mam nadzieję, że kiedyś do tych zbrodni dołączy też zabijanie najsłabszych, którzy w żaden sposób nie mogą się obronić." Nic dodać, nic ująć. W sam punkt.

Cóż tu rzec. Jeżeli szansę na to miałbym szacować po frekwencji na widowni w kinie, w którym byłem, to określiłbym ją na dość sporą. No ale, jak wiemy, jeden film wiosny nie czyni. Tym bardziej że ciężko mi odsunąć od siebie dojmujące wrażenie, że obejrzeli go - i obejrzą - głównie ci, którzy i tak mają już ugruntowany pogląd. A chyba raczej nie do nich był kierowany. No ale sam fakt dokonania wyłomu w jednolicie proaborcyjnej narracji forsowanej przez główny nurt kultury masowej wypadałoby uznać za pewien umiarkowany sukces.

Ja osobiście chętnie zobaczyłbym sequel, w którym by opowiedziano o zmaganiach Abby z przemysłem aborcyjnym, a także o kulisach ruchu pro life. Sądzę, że to, paradoksalnie, mogłoby o wiele mocniej przemówić do wahającego się, zabieganego i zdanego na uproszczone medialne komunikaty ogółu.

Marcin Królik

 

POLECANE
Poseł PiS przekazał smutne wieści. Nie żyje Sławomir Sadowski z ostatniej chwili
Poseł PiS przekazał smutne wieści. Nie żyje Sławomir Sadowski

W wieku 77 lat zmarł Sławomir Sadowski były wicewojewoda warmińsko-mazurski i senator dwóch kadencji. Nauczyciel i samorządowiec związany z Elblągiem zmarł po ciężkiej chorobie – poinformował PAP poseł PiS Andrzej Śliwka.

USA nie mają wyjścia, muszą kontrolować Grenlandię tylko u nas
USA nie mają wyjścia, muszą kontrolować Grenlandię

Grenlandia jest newralgicznym obszarem, na który łakomym okiem spoglądają i Rosja i Chiny. Jeżeli Stany Zjednoczone nie chcą, aby dostała się pod rosyjskie czy chińskie wpływy, to muszą zapewnić jej bezpieczeństwo.

Energetyczna sensacja w Szaflarach. Odwiert bije prognozy z ostatniej chwili
Energetyczna sensacja w Szaflarach. Odwiert bije prognozy

Najnowszy odwiert geotermalny w Szaflarach ma znacznie wyższy potencjał złoża niż zakładano. Gmina może zrobić coś, czego nikt wcześniej nie zrobił.

Łukasz Jasina: W sprawie Grenlandii głos odrębny tylko u nas
Łukasz Jasina: W sprawie Grenlandii głos odrębny

Iskrzy się w polskim internecie od szabel wirtualnych i pojedynków. Ci z nasz dla których imię Trumpa jest święte walczą z duńskim kolonializmem i imperializmem, w pełni popierając opinie że Grenlandia może znaleźć się pod kontrolą USA (tak jakby nie była militarnie pod nią od 1941 roku. Inni - ci bar-dziej euroentuzjastyczni oczywiście chcą (równie wirtualnie) bronić Grenlandii. Z realistycznego punktu widzenia obydwa takie sposoby myślenia są nie co śmieszne.

Wyłączenia prądu w Warszawie. Komunikat dla mieszkańców z ostatniej chwili
Wyłączenia prądu w Warszawie. Komunikat dla mieszkańców

Mieszkańcy Warszawy muszą przygotować się na planowane przerwy w dostawie prądu. Sprawdź, gdzie w styczniu 2026 r. nastąpią wyłączenia.

Prezydenckie weto. Polacy ocenili decyzję Karola Nawrockiego z ostatniej chwili
Prezydenckie weto. Polacy ocenili decyzję Karola Nawrockiego

Prezydent Karol Nawrocki zablokował wdrożenie unijnych przepisów DSA w Polsce. Co sądzą o tym Polacy?

Potomkowie niemieckich nazistów dogadali się z potomkami niemieckich nazistów kosztem Europy tylko u nas
Potomkowie niemieckich nazistów dogadali się z potomkami niemieckich nazistów kosztem Europy

Nie jest tajemnicą, że duża część elity politycznej Niemiec posiada nazistowską proweniencję. Nie jest również tajemnicą, że naziści uciekali do Ameryki Południowej po II wojnie światowej.

Wybory na szefa Koalicji Obywatelskiej. Minął termin zgłaszania kandydatów z ostatniej chwili
Wybory na szefa Koalicji Obywatelskiej. Minął termin zgłaszania kandydatów

W wyborach na przewodniczącego Koalicji Obywatelskiej wystartuje jeden kandydat - obecny lider partii, premier Donald Tusk. Termin zgłaszania kandydatów minął w sobotę o północy.

Trzęsienie ziemi w Pałacu Buckingham. Książę William nie przebierał w słowach z ostatniej chwili
Trzęsienie ziemi w Pałacu Buckingham. Książę William nie przebierał w słowach

Książę Harry powiedział, że czuje odpowiedzialność za Charlotte i Louisa – dzieci księcia Wiliama. Twierdzi, że William jasno mu odparł, że dzieci nie są jego sprawą.

Niemcy ogłosili nielegalność polskich, biało-czerwonych flag na moście w Słubicach gorące
Niemcy ogłosili nielegalność polskich, biało-czerwonych flag na moście w Słubicach

„Nielegalne polskie flagi na moście Odry są przyczyną sporu między Frankfurtem (nad Odrą) a Słubicami” - pisze Berliner Kurier. Flagi zawiesili wolontariusze polskiego Ruchu Obrony Granic. Zdaniem Niemców to prowokacja.

REKLAMA

Marcin Królik: Aborcja jak frytki w McDonaldzie, czyli „Nieplanowane”

"Nieplanowane" to ani kino wybitnie złe, ani mistrzowskie. Gdyby nie silnie wpływający na ocenę ciężki temat, powiedziałbym nawet, że to film nieco hallmarkowy.
/ screen YT

Właśnie w taki sposób szefowa pogrążającej się w coraz większych wątpliwościach Abby Johnson wytłumaczyła jej, dlaczego Planned Parenthood wykonuje coraz więcej aborcji, mimo iż w sferze deklaracji cały czas opowiada wszem i wobec, że dąży do zredukowania ich liczby. Na tym się po prostu zarabia. Tak jak w McDonaldzie, który prawdziwej kasy wcale nie zbija na hamburgerach, lecz na produktach obłożonych największą marżą - takich jak choćby frytki. Nie jest to może najbardziej wstrząsająca scena w filmie "Nieplanowane", aczkolwiek doskonale werbalizuje istotę zawartej w nim historii.

Wbrew pozorom do tych najsilniej trzepiących po łbie nie należy też moment, w którym Abby widzi na monitorze USG, jak dziecko ucieka przed ssawką, i uświadamia sobie, że to nie jest żaden zlepek komórek ani bezosobowy płód. Ta scena jest, owszem, brutalna, obrazoburcza, zrobiona prawie w stylistyce gore - kobieta siedząca w kinie po mojej prawej zasłoniła na niej oczy i głośno westchnęła, nie po raz pierwszy zresztą - jednak w zasadzie spełnia najwyżej rolę popychacza akcji. Rzeczy, które naprawdę są jak mokra ściera rzucona prosto w twarz, wydarzają się przed nią i zostają nam ukazane w długiej retrospekcji, stanowiącej trzon fabuły.

Bo warto tu od razu dodać, że wbrew temu, co można wywnioskować z licznych materiałów na temat filmu, tudzież prawdziwej Abby Johnson, ta chwila w pokoju zabiegowym bynajmniej nie była chwilą przemiany z diablo skutecznej aborcjonistki w obrończynię życia poczętego. Stanowiła raczej kropkę nad i. Wątpliwości w Abby stopniowo narastały już wcześniej, co zresztą film dość wyraźnie pokazuje. Potrafiła jednak skutecznie je zagłuszać, salwując się nowomową o prawach reprodukcyjnych, niemal chroniąc się za nią jak za tarczą.

W gruncie rzeczy o tym właśnie "Nieplanowane" traktują. Pomijając cały prolajferski aspekt, o którym zaraz, jest to przede wszystkim rozprawka o języku, o manipulowaniu pojęciami i próbach wpłynięcia poprzez nie na rzeczywistość. W końcu przecież dużo łatwiej abortować płód, rozwiązać problem, czy uratować młodą, przerażoną pacjentkę przed konsekwencjami błędu, niż… zabić dziecko. A gdy fakty zaczynają skrzeczeć - jak choćby w scenie, w której mająca awansować Abby zostaje zaproszona do pokoju, gdzie po zabiegach składa się szczątki uśmierconych dzieci, żeby sprawdzić, czy wszystko udało się usunąć - można uciec w odtwarzane jak z zaciętej płyty hasła o prawach człowieka.

Swoją drogą - że pozwolę sobie na drobną dygresję - prawdziwa Abby Johnson napisała niedawno na Twitterze, że przed wyborami chciałaby poduczyć Donalda Trumpa, jak celnie odpierać argumentację środowisk proaborcyjnych, gdyż - jak to ujęła - sama częściowo ją stworzyła, więc najlepiej wie, jak ją rozbroić. Czy Trump skorzysta z jej oferty, nie wiem, ale to uświadamia, że przed przejściem na stronę pro life rzeczywiście była prominentną figurą przemysłu aborcyjnego, co film jednak mimo wszystko słabo pokazuje. A szkoda, bo dzięki temu dramatyzm i totalność przemiany głównej bohaterki byłyby znacznie lepiej podkreślone.

Zresztą ten wątek w ogóle jest niewystarczająco wyeksponowany. Po zwolnieniu się Abby z kliniki na dobrą sprawę widzimy tylko, jak znajduje oparcie w grupie aktywistów, których wcześniej zwalczała przez płot, między innymi puszczając na nich zraszacze, a potem sama staje przy parkingu i odwodzi jakąś zagubioną dziewczynę od zabiegu, co na "dzień dobry" zapewne daje jej potężnego wiatru w skrzydła. W filmie co prawda pojawia się proces, który Planned Parenthood wytoczyło jej za rzekome ujawnienie poufnych informacji i który Abby wygrywa, ale niestety nie zostaje nam pokazane, jak na sali sądowej wynajęty przez jej nowych przyjaciół "facet z bilbordu" orze aborcjonistów, aż wióry lecą. Mogłoby być intrygująco.

Ano właśnie, prolajferzy i ich oponenci. Jeśli chodzi o tych pierwszych, to twórcom filmu należy się duży plus za ich zniuansowane portretowanie. A raczej należałby się, gdyby na "Nieplanowane" poszli zwolennicy aborcji, czego - jak wiemy - raczej nie zrobią, bo przecież oni dzięki "Wysokim Obcasom" i ich zagranicznym odpowiednikom, prowadzącym kampanię dyskredytowania filmu wszędzie, gdzie jest pokazywany, już doskonale wiedzą, że to prawicowa propaganda i aborcja wcale tak nie wygląda. Ale gdyby jednak poszli, to zobaczyliby zarówno sfanatyzowanych, dyszących nienawiścią radykałów, jakby żywcem wyjętych ze swoich fobii, jak też ludzi walczących dobrym słowem i modlitwą.

Aborterzy z kolei nie są przesadnie demonizowani. Właściwie klinika - w ogóle cały pokazany w filmie biznes - funkcjonuje trochę jak korporacja, której zasadniczy cel to maksymalizowanie zysków. Kiedy słuchałem motywacyjnych pogadanek wygłaszanych najpierw przez szefów Abby, a potem przez nią samą, miałem mimowolne skojarzenie z reportażem Mariusza Szczygła jeszcze z lat 90. o Amwayu. To mniej więcej ta poetyka. Co oczywiście nie znaczy, że przez to jest mniej strasznie. Wręcz przeciwnie - to dodatkowo uzmysławia stopień dehumanizacji tak pracowników, jak i zabijanych przez nich dzieci. Rzeczywiście można uwierzyć, że dziecko i paczka frytek właściwie znaczą tyle samo.

Kwintesencją tego uprzedmiotowienia jest scena, w której kierowca wywozi z kliniki niebieskie beczki z wiadomą zawartością, a zebranym pod płotem aktywistom udaje się go uprosić o ich podtoczenie, by mogli się nad nimi pomodlić. Ten moment naprawdę ściska serce. Podobnie zresztą jak scena, w której Abby wraca do domu po "trudnym zabiegu" z krwią na butach, a na pytanie córeczki, co się stało, kłamie jak z nut, że pomagała komuś, kto miał krwotok z nosa. Zresztą w mijaniu się z prawdą w ogóle była podczas swojej pracy w klinice nadzwyczaj biegła. Dla mnie te dwa epizody stanowiły punkty kulminacyjne.

Jak więc widzimy, przekaz jest mocny, jednoznaczny i niepozostawiający cienia wątpliwości odnośnie do intencji twórców. Przekonanych ma utwierdzić w ich przekonaniach, sceptycznych bądź labilnych przeciągnąć na stronę pro life. Tylko czy zostało to dobrze zrobione w sensie czysto warsztatowym? Spotkałem się z opiniami, że ranga tematu jest tak duża, iż forma nie ma znaczenia albo jest gdzieś na trzecim-czwartym planie. Z drugiej strony film był także atakowany właśnie za swoją rzekomą słabość pod tym względem.

Powiem tak: nie zgadzam się, że forma jest bez znaczenia. Odpowiednio skrojona sprzedaje treść, a wszak o to chodzi. Kiepska nawet najszlachetniejsze przesłanie zniszczy. "Nieplanowane" są pod tym względem dość przeciętne - ani wybitnie złe, ani mistrzowskie. To po prostu film do obejrzenia, który nie odbiega od setek podobnych, nieco łzawych, grających na uczuciach melodramatów, jakich pełno w kinach i telewizjach. Gdyby nie ciężki temat, powiedziałbym nawet, że jest nieco hallmarkowy. I to nie jest żaden zarzut. Nie każdy film musi być popisem formalnej maestrii, zwłaszcza jeśli idzie w nim o coś innego niż sama sztuka.

Tym, co niewątpliwie warto zapamiętać i zachować, bynajmniej nie są ani drastyczne momenty, ani tak naprawdę droga przebyta przez główną bohaterkę. Akurat ten motyw wydaje mi się w sumie dość bezbarwny i średnio ciekawy. Są to słowa, którymi do jeszcze nieprzemienionej Abby zwraca się lider aktywistów. Cytuję z pamięci: "Wymieniłaś niewolnictwo oraz holokaust, a więc dwie niezaprzeczalne zbrodnie przeciw podstawowym prawom człowieka. Mam nadzieję, że kiedyś do tych zbrodni dołączy też zabijanie najsłabszych, którzy w żaden sposób nie mogą się obronić." Nic dodać, nic ująć. W sam punkt.

Cóż tu rzec. Jeżeli szansę na to miałbym szacować po frekwencji na widowni w kinie, w którym byłem, to określiłbym ją na dość sporą. No ale, jak wiemy, jeden film wiosny nie czyni. Tym bardziej że ciężko mi odsunąć od siebie dojmujące wrażenie, że obejrzeli go - i obejrzą - głównie ci, którzy i tak mają już ugruntowany pogląd. A chyba raczej nie do nich był kierowany. No ale sam fakt dokonania wyłomu w jednolicie proaborcyjnej narracji forsowanej przez główny nurt kultury masowej wypadałoby uznać za pewien umiarkowany sukces.

Ja osobiście chętnie zobaczyłbym sequel, w którym by opowiedziano o zmaganiach Abby z przemysłem aborcyjnym, a także o kulisach ruchu pro life. Sądzę, że to, paradoksalnie, mogłoby o wiele mocniej przemówić do wahającego się, zabieganego i zdanego na uproszczone medialne komunikaty ogółu.

Marcin Królik


 

Polecane