Marek Budzisz: Odwrócony Kissinger

Zdaniem komentatorów amerykańskiej prasy spotkanie Pompeo – Putin zakończyło się niczym. Trwało półtorej godziny, ale nawet nie wiadomo o czym obydwaj Panowie rozmawiali. Gdyby odwołać się do tego co mówił szef Departamentu Stanu, rosyjski Minister Spraw Zagranicznych czy uczestniczący w rozmowach doradca Putina ds. polityki zagranicznej Jurij Uszakow lista poruszonych tematów była długa. I tak, ten ostatni mówił, że dyskutowano o Syrii, Afganistanie, Libii. Pompeo w swych wypowiedziach publicznych wspominał, że rozmowy dotyczyły aneksji Krymu, sankcji, które Ameryka nałożyła na Rosję oraz mieszania się tej ostatniej w wybory w Stanach Zjednoczonych. New York Times, powołując się na swoje źródła dodawał do tej listy Iran, Wenezuelę, porozumienie o redukcji broni nuklearnej oraz Koreę Północną. Łatwo policzyć, że poruszono co najmniej 10 tematów, co statystycznie rzecz ujmując daje 9 minut na każdy z nich, czyli o żadnym „omówieniu” nie może być mowy, jedynie być może dokonano dość pospiesznego ich przeglądu. Może wcześniej, w trakcie rozmów Pompeo z Ławrowem i Uszakowem było więcej czasu na omówienie stanu spraw, ale z pewnością nie analizowano wszystkiego w rozmowie z rosyjskim prezydentem. Tym bardziej, że pozostaje jeszcze kwestia ewentualnego spotkanie Trumpa i Putina przy okazji szczytu najbogatszych państw świata, jaki odbędzie się w czerwcu w japońskiej Osace. Na wspólnej konferencji prasowej Ławrow powiedział, że jakkolwiek Rosjanie są uprzejmymi z natury ludźmi, to sama uprzejmość nie wystarczy, aby Rosja zrezygnowała z obrony swoich interesów i oddała pole Stanom Zjednoczonym.
/ pexels.com/AaronSchwartz
Tę uprzejmość mógł poczuć amerykański Sekretarz Stanu, który w Soczi musiał 3 godziny czekać na spóźniającego się Putina, który poleciał tego dnia dokonywać przeglądu sił lotniczych stacjonujących na południu Rosji w Achtiubińsku. Prezydencki samolot eskortowany był przez Su-57. Ten pokaz siły przeznaczony był nie tylko dla Pompeo, ale również, jak można przypuszczać miał na celu zarówno uzasadnić, jak i, być może, przekonać rosyjskiego prezydenta, do podjęcia decyzji, która została ogłoszona dwa dni później (w Soczi odbywała się też w tym czasie okresowa, przeprowadzana co pół roku narada Putina, wojskowych i przedstawicieli rosyjskiego sektora zbrojeniowego) o zakupie przez rosyjską armię dodatkowych 76 myśliwców Su-57. Decyzja ta zbiegła się z kilkoma istotnymi informacjami, które dowodzą, że w rosyjskim przemyśle obronnym, kosmicznym i lotniczym, a wszystkie one są ze sobą powiązane i w sporej części pracują na potrzeby wojskowe, zaczyna coś się dziać. Ale przytoczmy fakty. 14 – 15 maja w Petersburgu odbywał się Międzynarodowe Młodzieżowe Forum Prawnicze. Na jednym z posiedzeń wystąpił Aleksandr Bystrykin, który kieruje rosyjskim Komitetem Śledczym i ku zaskoczeniu wszystkich zaczął mówić o dochodzeniach, które podlegli mu śledczy prowadzą w Roskosmosie, realizującym w Rosji wszystkie prace związane nie tylko z podbojem kosmosu, ale również rakietami, nowymi rodzajami broni etc. I co powiedział? „Kradną tam miliardy”, mówił Bystrykin, „prowadzimy już 5 lat dochodzenia, a końca nie widać.” Miesiąc wcześniej, w trakcie Dnia Kosmonauty wicepremier Jurij Borisow, odpowiedzialny w rosyjskim rządzie za sektor zbrojeniowy, miał stwierdzić, że głównym celem jaki sobie stawia w najbliższym czasie są nie jakieś techniczne nowinki, ale „odbudowa sektora kosmicznego, tak aby był zdolny pracować na rzecz obronności kraju”. A w tym samym czasie, dokładnie rzecz biorąc 15 maja, w rosyjskich gazetach pojawiła się inna ciekawa informacja. Otóż, Jurij Jaskin, który był dyrektorem generalnym jednego z instytutów badawczych wchodzących w skład Roskosmosu wyjechał w delegację na Zachód. Przy czym już z niej nie wrócił, bo do firmy przysłał lakoniczną notatkę, że rezygnuje z pracy i prosi o zwolnienie na własną prośbę. Zmiana jego planów życiowych zbiegła się w czasie z rozpoczęciem, przez audytorów przysłanych przez centralę, badania stanu finansów podlegającej mu placówki.
Jeszcze jesienią ubiegłego roku rosyjski odpowiednik NIK w jednym ze swych raportów informował, że w Roskosmosie naruszenia obowiązujących w Rosji regulacji dotyczących postępowania z funduszami publicznymi dotyczy kwoty 760 mld rubli (niewiele ponad 10 mld euro). Na początku roku rosyjski prokurator generalny Jurij Czajka, powiedział, że w Roskosmosie i Rostechu (produkcja broni i uzbrojenia) ukradziono 1,5 mld rubli.
Jak na warunki rosyjskie ta ostatnia kwota może nie robić wrażenia, bo właśnie media informują, że u pułkownika FSB Kiryła Czerkalina, który kierował w swej służbie komórką nadzorującą banki, w trakcie rewizji znaleziono 12 mld rubli w gotówce i kosztownościach (to jakieś 165 mln dolarów), a sprawa jest rozwojowa bo przeprowadzono dopiero rewizje w trzech mieszkaniach. Media przypominają też, że w trakcie pierwszych rewizji u innego aresztowanego łapówkarza w mundurze – pułkownika policji Aleksandra Zacharczenki (ten z kolei w strukturach MSW kierował komórką zajmującą się walką z korupcją) w czasie pierwszych rewizji znaleziono raptem 8,5 mld rubli, a potem ta kwota urosła do 9 mld rubli, choć prawdopodobnie było to więcej, bo w „księdze buchalteryjnej” Zacharczenki, którą przejęły służby przy kwocie 600 tys. euro, można było przeczytać jego odręczną adnotację „drobiazg”.
Ale wróćmy do rosyjskiego przemysłu obronnego. Jednym z motywów ostatnich posunięć mogła być niedawna katastrofa Sukhoi Superjet 100 (SSJ 100) na moskiewskim lotnisku Szeremietiewo. Niezależnie od przyczyn tragicznego wydarzenia, tu Rosjanie zgodnie z długoletnią swą tradycja próbują zrzucić winę na pilotów, w mediach pojawiły się niezwykle krytyczne głosy na temat samej konstrukcji. A przypomnijmy, że samolot ten miał być sztandarowy rosyjskim produktem lotniczym, dowodzącym, że Rosja jest w stanie budować nowoczesne samoloty, takie, które rzucą wyzwanie konkurencji na międzynarodowych rynkach. Opinie, które można było przeczytać, delikatnie całą sprawę ujmując kwestionują te nadzieje. Sergiej Krutousow, którego wypowiedź cytują rosyjskie media, w latach 2004 – 2009 będący doradcą w ministerstwie transportu, powiedział, że konstrukcja była od samego początku nieudana. Trochę jak dziecko z większą liczba chromosomów. Kochamy je bardzo, ale nie jesteśmy w stanie tej wady wyleczyć.
Najprawdopodobniej jednym z efektów katastrofy na lotnisku Szeremietiewo jest nominacja dla Jurija Serdiukowa, który teraz nadzorował będzie rosyjski przemysł lotniczy, bo stanął właśnie na czele rosyjskiej Zjednoczonej Korporacji Lotniczej. Serdiukow, przypomnijmy, był wcześnie, przed Szojgu, ministrem obrony. Ale nie zwykłym tylko tym, który rozpoczął po 2008 roku reformę rosyjskiej armii. Przy okazji był on człowiekiem znienawidzonym prze ludzi w mundurach. Nie tylko z tego powodu, że przyszedł z sektora cywilnego, ale przede wszystkim dlatego, że uchodził za osobę przeprowadzająca bardzo głębokie a przy tym niezwykle skrupulatne cięcia w budżetach podległych rosyjskiemu MON instytucji. Teraz zaczął od ostrej krytyki przemysłu lotniczego. Jego zdaniem utracił on swe zdolności do konkurowania na światowych rynkach. Wydaje olbrzymie pieniądze na „szaleńcze” pomysły polegające na próbach modernizowaniu technologii, które mają czasem więcej niż 50 lat. Obłożenie linii technologicznych w firmach sektora w jego opinii nie przekracza dziś 50 %, a w wielu przypadkach nawet tego pułapu nie udało się osiągnąć. I jak w takiej sytuacji można być konkurencyjnym, bo w wyniku choćby tego, że Rosja produkuje mało już na starcie koszty jednostkowe są znacznie wyższe niźli u zagranicznych konkurentów. Sierdiukow przytoczył, dla ilustracji swego sądu, dane o produkcji modelu Airbus A-350, którego produkowane jest 16 sztuk co miesiąc, a my, jak dodał, nawet 10 % procent tego nie wypuszczamy. I taka sama sytuacja, jego zdaniem, ma miejsce w produkcji samolotów wojskowych.
Ma to oczywiście bezpośredni związek z decyzją o zakupie 76 myśliwców Su-57. Jak powiedział Putin, uzasadniając postanowienie, przemysł o 20 % obniżył cenę jednostkową, co umożliwiło zwiększenie zamówienia z pierwotnie planowanych 16 do 76. Przy czym, jak poinformowano, kontrakt realizowany będzie do 2028 roku, co jak dziennikarze skrupulatnie obliczyli oznacza produkcję 9 – 10 sztuk rocznie. Przy okazji informując, że Lockheed Martin produkuje już 15 lat myśliwce piątego pokolenia, rocznie wypuszczając ich nie mniej niźli 40 sztuk. Do tej pory Amerykanie wypuścili 400 myśliwców bombardujących F 35 oraz ponad 180 wielozadaniowych myśliwców F 22 Raptor. A w Rosji pierwszy wielozadaniowy myśliwiec piątego pokolenia  ma być przyjęty na wyposażenie sił zbrojnych w tym roku.
Rosyjskie media informują, że koszt zapowiedzianego kontraktu to 170 mld rubli, co przeliczając na dolary daje 34 mln dolarów za jeden Su 57, czyli mniej więcej 3 razy taniej, niźli amerykanie, biorą za swoje F 35. Poinformowano jednocześnie, że Rosja ma zamiar eksportować na rynki trzecie swoje Su. Zbiegło się to z informacja, że Moskwa zamierza zrezygnować z tradycyjnej formuły, którą do tej pory wpisywała do kontraktów na sprzedaż broni i uzbrojenia. Otóż rezerwowała sobie prawo do wyrażenia zgody, jeśliby jej nabywca miał zamiar sprzedać rosyjskie uzbrojenie komuś innemu. Teraz tego rodzaju klauzul ma nie być, co można interpretować na dwa sposoby. Po pierwsze może dotyczyć to przyszłości rosyjskiego systemu S 400, który ma kupić Turcja. Pojawiły się mianowicie w tamtejszej prasie pogłoski, że Ankara może chcieć,  w związku z trudną sytuacją wewnętrzną oraz napięciami w związku z rozpoczętym atakiem sił Asada na enklawę Idlib, normalizować stosunki z Waszyngtonem. I ostatecznie rosyjski system nie trafi do Turcji, ale do Azerbejdżanu.
Druga linia interpretacji jest znacznie prostsza. Otóż, jak uważają niektórzy eksperci, jest to krok, który ma w efekcie zwiększyć sprzedaż rosyjskiej broni i uzbrojenia. W tym wypadku decydującym motywem nie są kwestie natury geopolitycznej, w rosyjskim eksporcie broni zawsze odgrywające ważną rolę, ale motywy gospodarcze. Ma to być jeden z podejmowanych przez Moskę kroków po to aby pobudzić rodzimą gospodarkę. Tym bardziej, że właśnie ogłoszone dane na temat wzrostu rosyjskiego PKB w I kwartale bieżącego roku są gorsze niźli się spodziewano. Wyniósł on tylko 0,5 % licząc rok do roku i zdaniem specjalistów cytowanych przez rosyjską prasę ekonomiczną oznaczać to może w dłuższej perspektywie nawet scenariusz recesyjny, zwłaszcza, że wojna handlowa, jaką Stany Zjednoczone prowadzą z Chinami może zmniejszyć popyt na rosyjskie surowce. Władze są zdania, że w drugiej połowie roku gospodarkę rozpędzą „projekty narodowe” zapowiedziane przez Putina zaraz po ubiegłorocznym zwycięstwie wyborczym, ale przeprowadzony niedawno przegląd stopnia ich zaawansowania wskazuje, że realizacja idzie słabo, a nawet bardzo słabo.
I tu pojawia się jeszcze jeden ślad, a może cień śladu. Ale, jako, że jest on ciekawy warto o tym napisać. Otóż na łamach amerykańskiego opiniotwórczego periodyku Foreign Affairs trwa właśnie dyskusja na temat tego czy istnieje sojusz rosyjsko – chiński, czy jest to tylko myślenie życzeniowe lub wytwór wyobraźni analityków. Andrea Kendall-Taylor z Uniwersytetu Georgtown and David Shullman z International Republican Institute, napisali w swym artykule, że nałożenie przez Stany Zjednoczone sankcji na państwa które chcą kupić rosyjskie uzbrojenie jest sprzeczne z interesami Stanów Zjednoczonych a na rękę Chinom. Dlaczego? Z tego prostego powodu, państwa, które są strategicznymi przeciwnikami Pekinu, a potencjalnymi sojusznikami Waszyngtonu, takie jak Indie, Indonezja, czy Wietnam nie mogą mając ograniczenia budżetowe odpowiednio się uzbroić. Mogą na tym, ich zdaniem, skorzystać tylko i wyłącznie Chiny.
I może to kolejny z tematów, o którym rozmawiano w Soczi, nie informując o tym dziennikarzy, zwłaszcza, że od jakiegoś czasu w światowych i rosyjskich mediach uporczywie pojawia pogłoska, że Waszyngton może chcieć realizować strategię „odwróconego Kissingera”, która teraz sprowadzałaby się do pozyskania Rosji.
 
 

 

POLECANE
Sułtan Erdogan i tureckie mocarstwo z ostatniej chwili
Sułtan Erdogan i tureckie mocarstwo

Ostatnie wydarzenia w Syrii, gdzie Kurdowie ponoszą z rąk armii rządowej porażkę za porażką to kolejny powód do triumfu Turcji. Od początku wojny domowej u południowego sąsiada głównym celem Ankary było zniszczenie autonomii kurdyjskiej, którą Turcy uważają za przedłużenie zwalczanej jako terrorystyczna organizacji PKK na własnym podwórku. Jeśli obecny konflikt zakończy się ostateczną klęską syryjskich Kurdów, Recep Tayyip Erdogan będzie mógł odtrąbić kolejny sukces w tej części świata. Co więcej, Turcja wiedzie się nie tylko w bezpośrednim sąsiedztwie, ale też z powodzeniem realizuje ona swe mocarstwowe plany w bardziej odległych regionach, choćby w Afryce.

Trump: Rada Pokoju może zastąpić ONZ z ostatniej chwili
Trump: Rada Pokoju może zastąpić ONZ

Prezydent USA Donald Trump powiedział we wtorek, że tworzona przez niego Rada Pokoju może zastąpić Organizację Narodów Zjednoczonych. Stwierdził jednak, że chce, by ONZ kontynuowała działalność i zrealizowała swój potencjał.

Poważna awaria. PKP wydało pilny komunikat z ostatniej chwili
Poważna awaria. PKP wydało pilny komunikat

Z powodu awarii sieci trakcyjnej na stacji w Zbąszynku w powiecie świebodzińskim, do której doszło we wtorkowe popołudnie, wstrzymano ruch na linii kolejowej nr 3 łączącej Poznań z Berlinem.

Prezydent spotkał się z prezesem Banku Światowego z ostatniej chwili
Prezydent spotkał się z prezesem Banku Światowego

Prezydent Karol Nawrocki spotkał się we wtorek na marginesie 56. Światowego Forum Ekonomicznego (WEF) w Davos z prezesem Banku Światowego Ajayem Bangą.

Adam Borowski z wyrokiem bezwzględnego więzienia z ostatniej chwili
Adam Borowski z wyrokiem bezwzględnego więzienia

Adam Borowski, legendarny działacz Solidarności, usłyszał wyrok pół roku bezwzględnego więzienia – informuje Telewizja Republika. Borowski ma 70 lat, jest po udarze i choruje na nowotwór.

„Szatańska rewolucja” - wiwisekcja destrukcji cywilizacji łacińskiej tylko u nas
„Szatańska rewolucja” - wiwisekcja destrukcji cywilizacji łacińskiej

Ideologie gender i woke nie wzięły się znikąd, podobnie zresztą jak i ataki na rodzinę i dzieci – wszystko to są narzędzia rewolucji, która niczym potężny walec miażdży świat, który znamy, wartości, którymi się kierujemy i wyznawaną przez nas wiarę. Książka „Szatańska rewolucja” to klucz do zrozumienia procesów zachodzących we współczesnym świecie, które wcale nie są przypadkowe.

Kate Middleton wrzuciła zdjęcie. Lawina komentarzy z ostatniej chwili
Kate Middleton wrzuciła zdjęcie. Lawina komentarzy

Książę William i księżna Kate rozpoczęli wizytę w Szkocji. Opublikowali zdjęcie, które podbiło serca fanów.

PE wstrzymał ratyfikację umowy handlowej zawartej między UE a USA pilne
PE wstrzymał ratyfikację umowy handlowej zawartej między UE a USA

Parlament Europejski wstrzymał ratyfikację umowy handlowej zawartej w ubiegłym roku między Unią Europejską a USA. Przewodnicząca grupy S&D, europosłanka Iratxe Garcia Perez poinformowała dziennikarzy, że istnieje „większościowe porozumienie” między grupami w tej sprawie.

Szefowa rządu Danii: Nie porzucimy Grenlandii. Tworzymy misję na wzór „Baltic Sentry” z ostatniej chwili
Szefowa rządu Danii: Nie porzucimy Grenlandii. Tworzymy misję na wzór „Baltic Sentry”

Premier Danii Mette Frederiksen powiedziała we wtorek, że jej rząd „nie zamierza porzucić Grenlandii”. Na forum duńskiego parlamentu podkreśliła, że Kopenhaga zaproponuje trwałą obecność wojskową w Arktyce na wzór misji „Baltic Sentry” (Bałtycka Straż).

Awaria sieci Plus. Tysiące zgłoszeń z ostatniej chwili
Awaria sieci Plus. Tysiące zgłoszeń

Coraz więcej klientów sieci Plus zgłasza problemy z wykonywaniem połączeń głosowych. Na stronie Downdetector pojawiło się już blisko 2 tys. zgłoszeń.

REKLAMA

Marek Budzisz: Odwrócony Kissinger

Zdaniem komentatorów amerykańskiej prasy spotkanie Pompeo – Putin zakończyło się niczym. Trwało półtorej godziny, ale nawet nie wiadomo o czym obydwaj Panowie rozmawiali. Gdyby odwołać się do tego co mówił szef Departamentu Stanu, rosyjski Minister Spraw Zagranicznych czy uczestniczący w rozmowach doradca Putina ds. polityki zagranicznej Jurij Uszakow lista poruszonych tematów była długa. I tak, ten ostatni mówił, że dyskutowano o Syrii, Afganistanie, Libii. Pompeo w swych wypowiedziach publicznych wspominał, że rozmowy dotyczyły aneksji Krymu, sankcji, które Ameryka nałożyła na Rosję oraz mieszania się tej ostatniej w wybory w Stanach Zjednoczonych. New York Times, powołując się na swoje źródła dodawał do tej listy Iran, Wenezuelę, porozumienie o redukcji broni nuklearnej oraz Koreę Północną. Łatwo policzyć, że poruszono co najmniej 10 tematów, co statystycznie rzecz ujmując daje 9 minut na każdy z nich, czyli o żadnym „omówieniu” nie może być mowy, jedynie być może dokonano dość pospiesznego ich przeglądu. Może wcześniej, w trakcie rozmów Pompeo z Ławrowem i Uszakowem było więcej czasu na omówienie stanu spraw, ale z pewnością nie analizowano wszystkiego w rozmowie z rosyjskim prezydentem. Tym bardziej, że pozostaje jeszcze kwestia ewentualnego spotkanie Trumpa i Putina przy okazji szczytu najbogatszych państw świata, jaki odbędzie się w czerwcu w japońskiej Osace. Na wspólnej konferencji prasowej Ławrow powiedział, że jakkolwiek Rosjanie są uprzejmymi z natury ludźmi, to sama uprzejmość nie wystarczy, aby Rosja zrezygnowała z obrony swoich interesów i oddała pole Stanom Zjednoczonym.
/ pexels.com/AaronSchwartz
Tę uprzejmość mógł poczuć amerykański Sekretarz Stanu, który w Soczi musiał 3 godziny czekać na spóźniającego się Putina, który poleciał tego dnia dokonywać przeglądu sił lotniczych stacjonujących na południu Rosji w Achtiubińsku. Prezydencki samolot eskortowany był przez Su-57. Ten pokaz siły przeznaczony był nie tylko dla Pompeo, ale również, jak można przypuszczać miał na celu zarówno uzasadnić, jak i, być może, przekonać rosyjskiego prezydenta, do podjęcia decyzji, która została ogłoszona dwa dni później (w Soczi odbywała się też w tym czasie okresowa, przeprowadzana co pół roku narada Putina, wojskowych i przedstawicieli rosyjskiego sektora zbrojeniowego) o zakupie przez rosyjską armię dodatkowych 76 myśliwców Su-57. Decyzja ta zbiegła się z kilkoma istotnymi informacjami, które dowodzą, że w rosyjskim przemyśle obronnym, kosmicznym i lotniczym, a wszystkie one są ze sobą powiązane i w sporej części pracują na potrzeby wojskowe, zaczyna coś się dziać. Ale przytoczmy fakty. 14 – 15 maja w Petersburgu odbywał się Międzynarodowe Młodzieżowe Forum Prawnicze. Na jednym z posiedzeń wystąpił Aleksandr Bystrykin, który kieruje rosyjskim Komitetem Śledczym i ku zaskoczeniu wszystkich zaczął mówić o dochodzeniach, które podlegli mu śledczy prowadzą w Roskosmosie, realizującym w Rosji wszystkie prace związane nie tylko z podbojem kosmosu, ale również rakietami, nowymi rodzajami broni etc. I co powiedział? „Kradną tam miliardy”, mówił Bystrykin, „prowadzimy już 5 lat dochodzenia, a końca nie widać.” Miesiąc wcześniej, w trakcie Dnia Kosmonauty wicepremier Jurij Borisow, odpowiedzialny w rosyjskim rządzie za sektor zbrojeniowy, miał stwierdzić, że głównym celem jaki sobie stawia w najbliższym czasie są nie jakieś techniczne nowinki, ale „odbudowa sektora kosmicznego, tak aby był zdolny pracować na rzecz obronności kraju”. A w tym samym czasie, dokładnie rzecz biorąc 15 maja, w rosyjskich gazetach pojawiła się inna ciekawa informacja. Otóż, Jurij Jaskin, który był dyrektorem generalnym jednego z instytutów badawczych wchodzących w skład Roskosmosu wyjechał w delegację na Zachód. Przy czym już z niej nie wrócił, bo do firmy przysłał lakoniczną notatkę, że rezygnuje z pracy i prosi o zwolnienie na własną prośbę. Zmiana jego planów życiowych zbiegła się w czasie z rozpoczęciem, przez audytorów przysłanych przez centralę, badania stanu finansów podlegającej mu placówki.
Jeszcze jesienią ubiegłego roku rosyjski odpowiednik NIK w jednym ze swych raportów informował, że w Roskosmosie naruszenia obowiązujących w Rosji regulacji dotyczących postępowania z funduszami publicznymi dotyczy kwoty 760 mld rubli (niewiele ponad 10 mld euro). Na początku roku rosyjski prokurator generalny Jurij Czajka, powiedział, że w Roskosmosie i Rostechu (produkcja broni i uzbrojenia) ukradziono 1,5 mld rubli.
Jak na warunki rosyjskie ta ostatnia kwota może nie robić wrażenia, bo właśnie media informują, że u pułkownika FSB Kiryła Czerkalina, który kierował w swej służbie komórką nadzorującą banki, w trakcie rewizji znaleziono 12 mld rubli w gotówce i kosztownościach (to jakieś 165 mln dolarów), a sprawa jest rozwojowa bo przeprowadzono dopiero rewizje w trzech mieszkaniach. Media przypominają też, że w trakcie pierwszych rewizji u innego aresztowanego łapówkarza w mundurze – pułkownika policji Aleksandra Zacharczenki (ten z kolei w strukturach MSW kierował komórką zajmującą się walką z korupcją) w czasie pierwszych rewizji znaleziono raptem 8,5 mld rubli, a potem ta kwota urosła do 9 mld rubli, choć prawdopodobnie było to więcej, bo w „księdze buchalteryjnej” Zacharczenki, którą przejęły służby przy kwocie 600 tys. euro, można było przeczytać jego odręczną adnotację „drobiazg”.
Ale wróćmy do rosyjskiego przemysłu obronnego. Jednym z motywów ostatnich posunięć mogła być niedawna katastrofa Sukhoi Superjet 100 (SSJ 100) na moskiewskim lotnisku Szeremietiewo. Niezależnie od przyczyn tragicznego wydarzenia, tu Rosjanie zgodnie z długoletnią swą tradycja próbują zrzucić winę na pilotów, w mediach pojawiły się niezwykle krytyczne głosy na temat samej konstrukcji. A przypomnijmy, że samolot ten miał być sztandarowy rosyjskim produktem lotniczym, dowodzącym, że Rosja jest w stanie budować nowoczesne samoloty, takie, które rzucą wyzwanie konkurencji na międzynarodowych rynkach. Opinie, które można było przeczytać, delikatnie całą sprawę ujmując kwestionują te nadzieje. Sergiej Krutousow, którego wypowiedź cytują rosyjskie media, w latach 2004 – 2009 będący doradcą w ministerstwie transportu, powiedział, że konstrukcja była od samego początku nieudana. Trochę jak dziecko z większą liczba chromosomów. Kochamy je bardzo, ale nie jesteśmy w stanie tej wady wyleczyć.
Najprawdopodobniej jednym z efektów katastrofy na lotnisku Szeremietiewo jest nominacja dla Jurija Serdiukowa, który teraz nadzorował będzie rosyjski przemysł lotniczy, bo stanął właśnie na czele rosyjskiej Zjednoczonej Korporacji Lotniczej. Serdiukow, przypomnijmy, był wcześnie, przed Szojgu, ministrem obrony. Ale nie zwykłym tylko tym, który rozpoczął po 2008 roku reformę rosyjskiej armii. Przy okazji był on człowiekiem znienawidzonym prze ludzi w mundurach. Nie tylko z tego powodu, że przyszedł z sektora cywilnego, ale przede wszystkim dlatego, że uchodził za osobę przeprowadzająca bardzo głębokie a przy tym niezwykle skrupulatne cięcia w budżetach podległych rosyjskiemu MON instytucji. Teraz zaczął od ostrej krytyki przemysłu lotniczego. Jego zdaniem utracił on swe zdolności do konkurowania na światowych rynkach. Wydaje olbrzymie pieniądze na „szaleńcze” pomysły polegające na próbach modernizowaniu technologii, które mają czasem więcej niż 50 lat. Obłożenie linii technologicznych w firmach sektora w jego opinii nie przekracza dziś 50 %, a w wielu przypadkach nawet tego pułapu nie udało się osiągnąć. I jak w takiej sytuacji można być konkurencyjnym, bo w wyniku choćby tego, że Rosja produkuje mało już na starcie koszty jednostkowe są znacznie wyższe niźli u zagranicznych konkurentów. Sierdiukow przytoczył, dla ilustracji swego sądu, dane o produkcji modelu Airbus A-350, którego produkowane jest 16 sztuk co miesiąc, a my, jak dodał, nawet 10 % procent tego nie wypuszczamy. I taka sama sytuacja, jego zdaniem, ma miejsce w produkcji samolotów wojskowych.
Ma to oczywiście bezpośredni związek z decyzją o zakupie 76 myśliwców Su-57. Jak powiedział Putin, uzasadniając postanowienie, przemysł o 20 % obniżył cenę jednostkową, co umożliwiło zwiększenie zamówienia z pierwotnie planowanych 16 do 76. Przy czym, jak poinformowano, kontrakt realizowany będzie do 2028 roku, co jak dziennikarze skrupulatnie obliczyli oznacza produkcję 9 – 10 sztuk rocznie. Przy okazji informując, że Lockheed Martin produkuje już 15 lat myśliwce piątego pokolenia, rocznie wypuszczając ich nie mniej niźli 40 sztuk. Do tej pory Amerykanie wypuścili 400 myśliwców bombardujących F 35 oraz ponad 180 wielozadaniowych myśliwców F 22 Raptor. A w Rosji pierwszy wielozadaniowy myśliwiec piątego pokolenia  ma być przyjęty na wyposażenie sił zbrojnych w tym roku.
Rosyjskie media informują, że koszt zapowiedzianego kontraktu to 170 mld rubli, co przeliczając na dolary daje 34 mln dolarów za jeden Su 57, czyli mniej więcej 3 razy taniej, niźli amerykanie, biorą za swoje F 35. Poinformowano jednocześnie, że Rosja ma zamiar eksportować na rynki trzecie swoje Su. Zbiegło się to z informacja, że Moskwa zamierza zrezygnować z tradycyjnej formuły, którą do tej pory wpisywała do kontraktów na sprzedaż broni i uzbrojenia. Otóż rezerwowała sobie prawo do wyrażenia zgody, jeśliby jej nabywca miał zamiar sprzedać rosyjskie uzbrojenie komuś innemu. Teraz tego rodzaju klauzul ma nie być, co można interpretować na dwa sposoby. Po pierwsze może dotyczyć to przyszłości rosyjskiego systemu S 400, który ma kupić Turcja. Pojawiły się mianowicie w tamtejszej prasie pogłoski, że Ankara może chcieć,  w związku z trudną sytuacją wewnętrzną oraz napięciami w związku z rozpoczętym atakiem sił Asada na enklawę Idlib, normalizować stosunki z Waszyngtonem. I ostatecznie rosyjski system nie trafi do Turcji, ale do Azerbejdżanu.
Druga linia interpretacji jest znacznie prostsza. Otóż, jak uważają niektórzy eksperci, jest to krok, który ma w efekcie zwiększyć sprzedaż rosyjskiej broni i uzbrojenia. W tym wypadku decydującym motywem nie są kwestie natury geopolitycznej, w rosyjskim eksporcie broni zawsze odgrywające ważną rolę, ale motywy gospodarcze. Ma to być jeden z podejmowanych przez Moskę kroków po to aby pobudzić rodzimą gospodarkę. Tym bardziej, że właśnie ogłoszone dane na temat wzrostu rosyjskiego PKB w I kwartale bieżącego roku są gorsze niźli się spodziewano. Wyniósł on tylko 0,5 % licząc rok do roku i zdaniem specjalistów cytowanych przez rosyjską prasę ekonomiczną oznaczać to może w dłuższej perspektywie nawet scenariusz recesyjny, zwłaszcza, że wojna handlowa, jaką Stany Zjednoczone prowadzą z Chinami może zmniejszyć popyt na rosyjskie surowce. Władze są zdania, że w drugiej połowie roku gospodarkę rozpędzą „projekty narodowe” zapowiedziane przez Putina zaraz po ubiegłorocznym zwycięstwie wyborczym, ale przeprowadzony niedawno przegląd stopnia ich zaawansowania wskazuje, że realizacja idzie słabo, a nawet bardzo słabo.
I tu pojawia się jeszcze jeden ślad, a może cień śladu. Ale, jako, że jest on ciekawy warto o tym napisać. Otóż na łamach amerykańskiego opiniotwórczego periodyku Foreign Affairs trwa właśnie dyskusja na temat tego czy istnieje sojusz rosyjsko – chiński, czy jest to tylko myślenie życzeniowe lub wytwór wyobraźni analityków. Andrea Kendall-Taylor z Uniwersytetu Georgtown and David Shullman z International Republican Institute, napisali w swym artykule, że nałożenie przez Stany Zjednoczone sankcji na państwa które chcą kupić rosyjskie uzbrojenie jest sprzeczne z interesami Stanów Zjednoczonych a na rękę Chinom. Dlaczego? Z tego prostego powodu, państwa, które są strategicznymi przeciwnikami Pekinu, a potencjalnymi sojusznikami Waszyngtonu, takie jak Indie, Indonezja, czy Wietnam nie mogą mając ograniczenia budżetowe odpowiednio się uzbroić. Mogą na tym, ich zdaniem, skorzystać tylko i wyłącznie Chiny.
I może to kolejny z tematów, o którym rozmawiano w Soczi, nie informując o tym dziennikarzy, zwłaszcza, że od jakiegoś czasu w światowych i rosyjskich mediach uporczywie pojawia pogłoska, że Waszyngton może chcieć realizować strategię „odwróconego Kissingera”, która teraz sprowadzałaby się do pozyskania Rosji.
 
 


 

Polecane