Marek Budzisz: Jak na Wschodzie gra się kwestiami religijnymi

Dzisiaj (28.07) rano prezydent Poroszenko zamieścił tweeta, w którym napisał, iż tomos przyznający Cerkwii ukraińskiej status autokefalii dokończy budowę niezależności i suwerenności Ukrainy oraz wzmocni wolności religijne. Wpis ten jest jednak, jak można przypuszczać, robieniem dobrej miny do słabych rezultatów.
/ pexels.com

Obóz prezydencki, pierwotnie chciał, aby patriarcha Konstantynopola Bartłomiej I podjął stosowną decyzję w taki sposób, aby można ją było ogłosić wraz z rozpoczęciem obchodów 1030 rocznicy chrztu Rusi Kijowskiej. Ale zamiast decyzji Kijów otrzymał deklaracje i obietnice, wyrażone przez metropolitę Emmanuela, specjalnego wysłannika Patriarchatu, który wraz z delegacją przybył na oficjalne uroczystości. Poinformował on w trakcie spotkania prezydenta Poroszenkę, że procedura przyznania autokefalii została rozpoczętą i, że Konstantynopol wspiera swą ukraińską córkę, co można było zinterpretować, jako zapowiedź finalizacji całego procesu. Przy czym w bliżej nieokreślonej przyszłości. Z kręgów administracji prezydenta dochodzą do mediów informacje, że decyzja wydana zostanie do końca roku. Rościsław Pawlenko z administracji ukraińskiego prezydenta, który przez media jest uznawany za tego, który wymyślił ideę wunderwafe pod nazwą autokefalia mówi w wywiadzie prasowym, że wszystko idzie zgodnie z planem, nikt nie myślał o blitzkriegu, choć postawa Moskwy, w której na początku miesiąca przebywał Bartłomiej I, daje powody do niepokoju. Obserwatorzy ukraińskiej sceny politycznej są jednak innego zdania. Władze miały w trakcie obchodów ogłosić, iż uzyskały tomos przyznający autokefalię, co miało być początkiem kampanii prezydenckiej Poroszenki. Nie wyszło.

Co gorsze, sprzeciwiająca się autokefalii Cerkiew Ukraińska uznająca zwierzchność Patriarchatu Moskiewskiego zorganizowała w Kijowie wczoraj uroczystą procesję celem uczczenia rocznicy Chrztu. Prowadził ją metropolita kijowski Onufry (przeciwnik autokefalii) i zdaniem obserwatorów była ona wielkim frekwencyjnym sukcesem. Jest to tym bardziej nieprzyjemna nowina dla władz, że już od kilkunastu dni napływały informacje, że „czynniki administracyjne” najpierw delikatnie, a potem już zupełnie otwarcie wywierały na wiernych zamierzających jechać do Kijowa presję, aby tego raczej nie czynili. Dziennikarze zwracają uwagę, że w takiej sytuacji zgromadzenie ponad 100-tysięcy osób uczestniczących w uroczystościach jest nie lada wyczynem. Tym bardziej, że ich zdaniem, uczestniczyło w obchodach wiele osób młodych, po których trudno spodziewać się regularnego praktykowania obrzędów religijnych. Poroszenki nie było na tych uroczystościach, nie skierował do ich uczestników nawet żadnego posłania, co samo w sobie jest polityczną manifestacją, ale też pozwala spojrzeć na wczorajszą procesję również przez pryzmat ukraińskiej polityki. I ich zdaniem, tak liczna obecność wiernych pokazuje nie tylko siłę i jedność ukraińskiej Cerkwii sprzeciwiającej się odłączeniu od patriarchatu Moskiewskiego, bo to w praktyce oznacza przyznanie autokefalii, ale również może być odczytywane w kategoriach antyrządowej manifestacji politycznej. Ten pokaz siły i jedności spowolnić może procedury w Konstantynopolu, bo już kilkakrotnie napływały stamtąd ostrzeżenia, że przyznanie samodzielności ukraińskiej Cerkwii nie może równać się rozpoczęciu wojny religijnej, w trakcie, której zwolennicy dwóch orientacji będą walczyć o zdobycie kościołów, zgromadzeń czy kontrolę nad diecezjami. Teraz gołym okiem widać, że o zjednoczenie, (bo jednym z osiągnięć autokefalii miało być zakończenie ciągnącego się od początku lat 90-tych podziału) będzie trudniej. Tym bardziej, że w świetle badań socjologicznych ewentualną decyzję Konstantynopola o przyznaniu autokefalii wspiera, co najwyżej 65 % wiernych, a jej przeciwnicy już zapowiedzieli, że jeśli to nastąpi to mają się zamiar bronić, a punktem oporu stanie się kijowska Ławra Peczerska. Socjologowie na Ukrainie wątpią w realność takiego scenariusza wskazując, że w świetle ostatnich badań stan uczuć religijnych trudno uznać za „gorący”, co obiektywnie nie sprzyja rozwojowi postaw radykalnych. Ich zdaniem chodzić może, o co innego. To raczej Moskwa, dla której polityka kościelna jest jednym z narzędzi uprawiania polityki w krajach prawosławnego kręgu kulturowego może chcieć wykorzystać sytuację celem zaognienia napięcia i mobilizacji zwolenników „opcji rosyjskiej” na Ukrainie. Wskazują przy tym na niedawne deklaracje oligarchy Wadima Nowinskiego, deputowanego Bloku Opozycyjnego, uchodzącego za patrona uznającej zwierzchność Patriarchatu Moskiewskiego Ukraińskiej Cerkwii Prawosławnej, który powiedział, po rozmowach z Patriarchą Konstantynopola, że ten wyda, co najwyżej bardzo niejasny i podatny na różne interpretacje dokument, co wywoła falę konfliktów. Tego rodzaju narzędzie mobilizacji dość pasywnej części elektoratu może, zdaniem niektórych obserwatorów ukraińskiej sceny politycznej, sprzyjać kandydaturze lidera Bloku Opozycyjnego, Jurijowi Bojko. W ich opinii, z grupy liczących się uczestników wyścigu wyborczego (Poroszenko, Tymoszenko, Bojko), pierwsza dwójka ma bardzo liczny i przekonany elektorat negatywny, a tylko ostatni Bojko może okazać się wyborem, który pogodzi zwaśnione obozy. Oczywiście pod warunkiem, że przejdzie do drugiej tury. Ten dysponujący silnym poparciem na wschodniej Ukrainie polityk dotychczas nie mógł liczyć na głosy w innych regionach, ale teraz, w obliczu ożywienia „kwestii religijnej” oraz gospodarczych niepowodzeń władzy, sytuacja może się zmienić.

W geograficznie odległej, choć kulturowo znacznie mniej oddalonej, Armenii również kwestie religijne mają swój polityczny wymiar. Właściwie od początku tamtejszej Aksamitnej Rewolucji pojawiają się głosy, iż katolikos i patriarcha kościoła ormiańskiego Garagin II winien podać się do dymisji. Zwolennicy takiego kroku, którzy utworzyli nawet ruch społeczny pod nazwą Nowa Armenia, Nowy Patriarcha zarzucają mu korupcję oraz bliskie polityczne związki z obalonym reżimem. Wybrany dożywotnio Katolikos nie zamierza ustąpić, podobnie zresztą jak jego przeciwnicy, którzy na początku miesiąca wdarli się do jego biur i mieli zamiar tak długo protestować, póki ich żądania nie zostaną spełnione. Jednak spotkało ich rozczarowanie, bo władze zareagowały dość szybko i siłą ich usunęły, mimo, że pierwotnie premier Paszynian mówił, iż rząd nie miesza się do sporów wśród wierzących. Wydaje się jednak, że Paszynian rozgrywa właśnie znacznie poważniejszą partię i dodatkowe konflikty nie są mu potrzebne. Mamy, bowiem do czynienia z ciekawą sekwencją wydarzeń. Otóż jeszcze w czerwcu organa ścigania przeprowadziły przeszukania i postawiły w stan oskarżenia dwoje bliskich krewnych obalonego premiera – prezydenta Sargisjana. Następnie wysunięto oskarżenia, w związku z krwawym stłumieniem protestów społecznych w 2008 roku, wobec byłego prezydenta Koczarjana. Został on zatrzymany, a sąd aresztował go na 2 miesiące pod zarzutem uzurpacji władzy i zamachu konstytucyjnego. W tej samej sprawie zatrzymany został generał Arutiunian, który w 2008 roku był ministrem obrony i wydał rozkaz wejścia wojsk do Erywania i użycia siły wobec demonstrantów. A przedwczoraj zatrzymany został i postawiony w stan oskarżenia Jurij Haczaturow, też generał. Ten ostatni w 2008 roku był szefem sztabu, ale obecnie pełni funkcje sekretarza generalnego utworzonego przez Moskwę sojuszu obronnego ODKB. I to już się w Rosji bardzo nie podoba, bo jakbyście się na Zachodzie czuli, pytają retorycznie patriotycznie nastrojeni rosyjscy dziennikarze, gdybyście przeczytali pewnego ranka, że Norwegowie aresztowali szefa NATO Stoltenberga? Haczaturow ostatecznie wpłacił wysoką kaucję i znalazł się na wolności. Ale sytuacja wcale się nie normalizuje, a wręcz przeciwnie, zaostrza. Tydzień temu, Dawid Tonojan, minister spraw zagranicznych Armenii oświadczył, i jego słowa wywołały sensację, że status rosyjskich wojsk w Armenii będzie musiał zostać „przedyskutowany”. Chodzi o oddziały będące na terytorium kraju od 1992 roku i dysponujące bazą w Giurmi. Bezpośrednim powodem tego oświadczenia było zachowanie jednego z pododdziałów rosyjskich pograniczników, którzy w trakcie manewrów ostrzelali ormiańską wioskę. Całą sprawę jakoś uspokojono, ale widać, i Rosjanie to już rozumieją, że nowe władze w Erywaniu nie mają zamiaru pozwolić sobie na ich panoszenie się. W tle całej rozgrywki jest też ostatnia wizyta premiera Paszyniana na szczycie NATO oraz zapowiadana, przez amerykańskiego ambasadora, wizyta premiera Armenii w Waszyngtonie i ewentualność jego spotkania z Trumpem. W ubiegłym tygodniu pojawiły się też plotki o możliwości spotkania twarzą w twarz między Paszynianem a prezydentem Azerbejdżanu Alijewem. Chodzi oczywiście o rozpoczęcie dialogu w sprawie Górskiego Karabachu. Media w Erywaniu informują też, że projekt nowej ordynacji jest już gotów i właściwie przedterminowe wybory mogą być przeprowadzone już jesienią. Premier Paszynian zapowiadał, że najlepszym terminem jest wiosna przyszłego roku, ale zdaniem obserwatorów termin wcześniejszy też jest brany pod uwagę. Obecnie blok Paszyniana cieszy się blisko 80 % poparciem i uzyskanie takiego, a nawet zbliżonego wyniku, znacząco zmieniłoby sytuacje polityczną w Armenii. A wówczas, wszystkie opcje, jak się uważa, wchodzą w grę. Konflikty wewnętrzne, tym bardziej na tle religijnym, w takiej sytuacji nie są Paszynianowi do niczego potrzebne. 

 


 

POLECANE
Rzecznik PiS: „Pani von der Leyen, jak podpiszecie z Tuskiem umowę ws. SAFE, o spłatę proszę prosić Tuska” z ostatniej chwili
Rzecznik PiS: „Pani von der Leyen, jak podpiszecie z Tuskiem umowę ws. SAFE, o spłatę proszę prosić Tuska”

„Pani von der Leyen, jak podpiszecie sobie z Tuskiem umowę na kredyt SAFE, to za kilka lat o spłatę także proszę prosić Tuska...” - napisał na platformie X Rafał Bochenek, rzecznik prasowy Prawa i Sprawiedliwości, a zarazem prawnik.

Groźny pożar na Bielanach. Jedna osoba trafiła do szpitala Wiadomości
Groźny pożar na Bielanach. Jedna osoba trafiła do szpitala

Strażacy opanowali już pożar, choć nadal próbują zlokalizować zarzewie ognia, który z traw przedostał się na poddasze budynku mieszkalnego przy ulicy Raduńskiej 11 na Bielanach. Jedna osoba została poszkodowana - pojechała na badania do szpitala.

Szefowa KRS: Prezydent może wysłać list do KE, że rząd nie ma umocowania ws. SAFE z ostatniej chwili
Szefowa KRS: Prezydent może wysłać list do KE, że rząd nie ma umocowania ws. SAFE

„Pod względem prawnym nie ma wątpliwości, że Rząd RP bez ustawy pożyczki SAFE zaciągnąć nie może” - napisała na platformie X przewodnicząca Krajowej Rady Sądownictwa Dagmara Pawełczyk-Woicka odnosząc się do decyzji Donalda Tuska o przyjęciu unijnej pożyczki SAFE w drodze uchwały.

Kompletna porażka Romana Giertycha w procesie z Samuelem Pereirą z ostatniej chwili
Kompletna porażka Romana Giertycha w procesie z Samuelem Pereirą

„Poseł Roman Giertych prawomocnie przegrał sprawę o zniesławienie z red. Samuelem Pereirą” - poinformował na platformie X mec. Bartosz Lewandowski, pełnomocnik dziennikarza.

To nie koniec podwyżek. Zła wiadomość dla kierowców z ostatniej chwili
To nie koniec podwyżek. Zła wiadomość dla kierowców

Analitycy przewidują, że w przyszłym tygodniu ceny paliw nadal będą rosły. Zwrócono uwagę, że już teraz na niektórych stacjach za litr diesla trzeba zapłacić ponad 8 zł.

Większość rządząca uderza w Trybunał Konstytucyjny. Jest oświadczenie TK z ostatniej chwili
Większość rządząca uderza w Trybunał Konstytucyjny. Jest oświadczenie TK

„Sejm RP jako konstytucyjny organ ma prawo wyrażać swoje stanowiska i opinie w uchwałach, ale nie jest uprawniony do oceniania pozycji i statusu innego konstytucyjnego organu – Trybunału Konstytucyjnego, w tym sędziów i jego Prezesa” - oświadczył TK na platformie X komentując uchwałę Sejmu dotyczącej Trybunału Konstytucyjnego.

Uchwała Tuska ws. SAFE to wstęp do wrogiego przejęcia Polski tylko u nas
Uchwała Tuska ws. SAFE to wstęp do wrogiego przejęcia Polski

Po zawetowaniu przez prezydenta Karola Nawrockiego ustawy wdrażającej unijny program SAFE Donald Tusk zdecydował się obejść w sposób nielegalny prezydenckie weto przy pomocy uchwały. Jest to nie tylko złamanie Konstytucji, ale wstęp do wrogiego przejęcia Polski przez Niemcy.

Sejm wybrał nowych sędziów Trybunału Konstytucyjnego z ostatniej chwili
Sejm wybrał nowych sędziów Trybunału Konstytucyjnego

Sejm wybrał sześcioro nowych sędziów do Trybunału Konstytucyjnego. Jednocześnie zagłosowano przeciwko kandydaturom zgłoszonym przez PiS.

Kolejny kraj UE uwalnia rezerwy ropy naftowej z ostatniej chwili
Kolejny kraj UE uwalnia rezerwy ropy naftowej

Dania przez najbliższe trzy miesiące uwolni 124,6 tys. baryłek ropy naftowej z rezerw strategicznych, co stanowi jedną piątą krajowych zapasów – poinformował w piątek minister klimatu, energii i zasobów Lars Aagaard.

KE udzieli Polsce pożyczki mimo weta Karola Nawrockiego z ostatniej chwili
KE udzieli Polsce pożyczki mimo weta Karola Nawrockiego

Komisja Europejska finalizuje obecnie umowę pożyczkową w ramach SAFE, aby móc podpisać ją z polskimi władzami i wypłacić zaliczkę już w kwietniu - oświadczył w piątek rzecznik KE Thomas Regnier. Czas jest najważniejszy, jesteśmy zobowiązani do niezwłocznego wdrożenia planu – podkreślił.

REKLAMA

Marek Budzisz: Jak na Wschodzie gra się kwestiami religijnymi

Dzisiaj (28.07) rano prezydent Poroszenko zamieścił tweeta, w którym napisał, iż tomos przyznający Cerkwii ukraińskiej status autokefalii dokończy budowę niezależności i suwerenności Ukrainy oraz wzmocni wolności religijne. Wpis ten jest jednak, jak można przypuszczać, robieniem dobrej miny do słabych rezultatów.
/ pexels.com

Obóz prezydencki, pierwotnie chciał, aby patriarcha Konstantynopola Bartłomiej I podjął stosowną decyzję w taki sposób, aby można ją było ogłosić wraz z rozpoczęciem obchodów 1030 rocznicy chrztu Rusi Kijowskiej. Ale zamiast decyzji Kijów otrzymał deklaracje i obietnice, wyrażone przez metropolitę Emmanuela, specjalnego wysłannika Patriarchatu, który wraz z delegacją przybył na oficjalne uroczystości. Poinformował on w trakcie spotkania prezydenta Poroszenkę, że procedura przyznania autokefalii została rozpoczętą i, że Konstantynopol wspiera swą ukraińską córkę, co można było zinterpretować, jako zapowiedź finalizacji całego procesu. Przy czym w bliżej nieokreślonej przyszłości. Z kręgów administracji prezydenta dochodzą do mediów informacje, że decyzja wydana zostanie do końca roku. Rościsław Pawlenko z administracji ukraińskiego prezydenta, który przez media jest uznawany za tego, który wymyślił ideę wunderwafe pod nazwą autokefalia mówi w wywiadzie prasowym, że wszystko idzie zgodnie z planem, nikt nie myślał o blitzkriegu, choć postawa Moskwy, w której na początku miesiąca przebywał Bartłomiej I, daje powody do niepokoju. Obserwatorzy ukraińskiej sceny politycznej są jednak innego zdania. Władze miały w trakcie obchodów ogłosić, iż uzyskały tomos przyznający autokefalię, co miało być początkiem kampanii prezydenckiej Poroszenki. Nie wyszło.

Co gorsze, sprzeciwiająca się autokefalii Cerkiew Ukraińska uznająca zwierzchność Patriarchatu Moskiewskiego zorganizowała w Kijowie wczoraj uroczystą procesję celem uczczenia rocznicy Chrztu. Prowadził ją metropolita kijowski Onufry (przeciwnik autokefalii) i zdaniem obserwatorów była ona wielkim frekwencyjnym sukcesem. Jest to tym bardziej nieprzyjemna nowina dla władz, że już od kilkunastu dni napływały informacje, że „czynniki administracyjne” najpierw delikatnie, a potem już zupełnie otwarcie wywierały na wiernych zamierzających jechać do Kijowa presję, aby tego raczej nie czynili. Dziennikarze zwracają uwagę, że w takiej sytuacji zgromadzenie ponad 100-tysięcy osób uczestniczących w uroczystościach jest nie lada wyczynem. Tym bardziej, że ich zdaniem, uczestniczyło w obchodach wiele osób młodych, po których trudno spodziewać się regularnego praktykowania obrzędów religijnych. Poroszenki nie było na tych uroczystościach, nie skierował do ich uczestników nawet żadnego posłania, co samo w sobie jest polityczną manifestacją, ale też pozwala spojrzeć na wczorajszą procesję również przez pryzmat ukraińskiej polityki. I ich zdaniem, tak liczna obecność wiernych pokazuje nie tylko siłę i jedność ukraińskiej Cerkwii sprzeciwiającej się odłączeniu od patriarchatu Moskiewskiego, bo to w praktyce oznacza przyznanie autokefalii, ale również może być odczytywane w kategoriach antyrządowej manifestacji politycznej. Ten pokaz siły i jedności spowolnić może procedury w Konstantynopolu, bo już kilkakrotnie napływały stamtąd ostrzeżenia, że przyznanie samodzielności ukraińskiej Cerkwii nie może równać się rozpoczęciu wojny religijnej, w trakcie, której zwolennicy dwóch orientacji będą walczyć o zdobycie kościołów, zgromadzeń czy kontrolę nad diecezjami. Teraz gołym okiem widać, że o zjednoczenie, (bo jednym z osiągnięć autokefalii miało być zakończenie ciągnącego się od początku lat 90-tych podziału) będzie trudniej. Tym bardziej, że w świetle badań socjologicznych ewentualną decyzję Konstantynopola o przyznaniu autokefalii wspiera, co najwyżej 65 % wiernych, a jej przeciwnicy już zapowiedzieli, że jeśli to nastąpi to mają się zamiar bronić, a punktem oporu stanie się kijowska Ławra Peczerska. Socjologowie na Ukrainie wątpią w realność takiego scenariusza wskazując, że w świetle ostatnich badań stan uczuć religijnych trudno uznać za „gorący”, co obiektywnie nie sprzyja rozwojowi postaw radykalnych. Ich zdaniem chodzić może, o co innego. To raczej Moskwa, dla której polityka kościelna jest jednym z narzędzi uprawiania polityki w krajach prawosławnego kręgu kulturowego może chcieć wykorzystać sytuację celem zaognienia napięcia i mobilizacji zwolenników „opcji rosyjskiej” na Ukrainie. Wskazują przy tym na niedawne deklaracje oligarchy Wadima Nowinskiego, deputowanego Bloku Opozycyjnego, uchodzącego za patrona uznającej zwierzchność Patriarchatu Moskiewskiego Ukraińskiej Cerkwii Prawosławnej, który powiedział, po rozmowach z Patriarchą Konstantynopola, że ten wyda, co najwyżej bardzo niejasny i podatny na różne interpretacje dokument, co wywoła falę konfliktów. Tego rodzaju narzędzie mobilizacji dość pasywnej części elektoratu może, zdaniem niektórych obserwatorów ukraińskiej sceny politycznej, sprzyjać kandydaturze lidera Bloku Opozycyjnego, Jurijowi Bojko. W ich opinii, z grupy liczących się uczestników wyścigu wyborczego (Poroszenko, Tymoszenko, Bojko), pierwsza dwójka ma bardzo liczny i przekonany elektorat negatywny, a tylko ostatni Bojko może okazać się wyborem, który pogodzi zwaśnione obozy. Oczywiście pod warunkiem, że przejdzie do drugiej tury. Ten dysponujący silnym poparciem na wschodniej Ukrainie polityk dotychczas nie mógł liczyć na głosy w innych regionach, ale teraz, w obliczu ożywienia „kwestii religijnej” oraz gospodarczych niepowodzeń władzy, sytuacja może się zmienić.

W geograficznie odległej, choć kulturowo znacznie mniej oddalonej, Armenii również kwestie religijne mają swój polityczny wymiar. Właściwie od początku tamtejszej Aksamitnej Rewolucji pojawiają się głosy, iż katolikos i patriarcha kościoła ormiańskiego Garagin II winien podać się do dymisji. Zwolennicy takiego kroku, którzy utworzyli nawet ruch społeczny pod nazwą Nowa Armenia, Nowy Patriarcha zarzucają mu korupcję oraz bliskie polityczne związki z obalonym reżimem. Wybrany dożywotnio Katolikos nie zamierza ustąpić, podobnie zresztą jak jego przeciwnicy, którzy na początku miesiąca wdarli się do jego biur i mieli zamiar tak długo protestować, póki ich żądania nie zostaną spełnione. Jednak spotkało ich rozczarowanie, bo władze zareagowały dość szybko i siłą ich usunęły, mimo, że pierwotnie premier Paszynian mówił, iż rząd nie miesza się do sporów wśród wierzących. Wydaje się jednak, że Paszynian rozgrywa właśnie znacznie poważniejszą partię i dodatkowe konflikty nie są mu potrzebne. Mamy, bowiem do czynienia z ciekawą sekwencją wydarzeń. Otóż jeszcze w czerwcu organa ścigania przeprowadziły przeszukania i postawiły w stan oskarżenia dwoje bliskich krewnych obalonego premiera – prezydenta Sargisjana. Następnie wysunięto oskarżenia, w związku z krwawym stłumieniem protestów społecznych w 2008 roku, wobec byłego prezydenta Koczarjana. Został on zatrzymany, a sąd aresztował go na 2 miesiące pod zarzutem uzurpacji władzy i zamachu konstytucyjnego. W tej samej sprawie zatrzymany został generał Arutiunian, który w 2008 roku był ministrem obrony i wydał rozkaz wejścia wojsk do Erywania i użycia siły wobec demonstrantów. A przedwczoraj zatrzymany został i postawiony w stan oskarżenia Jurij Haczaturow, też generał. Ten ostatni w 2008 roku był szefem sztabu, ale obecnie pełni funkcje sekretarza generalnego utworzonego przez Moskwę sojuszu obronnego ODKB. I to już się w Rosji bardzo nie podoba, bo jakbyście się na Zachodzie czuli, pytają retorycznie patriotycznie nastrojeni rosyjscy dziennikarze, gdybyście przeczytali pewnego ranka, że Norwegowie aresztowali szefa NATO Stoltenberga? Haczaturow ostatecznie wpłacił wysoką kaucję i znalazł się na wolności. Ale sytuacja wcale się nie normalizuje, a wręcz przeciwnie, zaostrza. Tydzień temu, Dawid Tonojan, minister spraw zagranicznych Armenii oświadczył, i jego słowa wywołały sensację, że status rosyjskich wojsk w Armenii będzie musiał zostać „przedyskutowany”. Chodzi o oddziały będące na terytorium kraju od 1992 roku i dysponujące bazą w Giurmi. Bezpośrednim powodem tego oświadczenia było zachowanie jednego z pododdziałów rosyjskich pograniczników, którzy w trakcie manewrów ostrzelali ormiańską wioskę. Całą sprawę jakoś uspokojono, ale widać, i Rosjanie to już rozumieją, że nowe władze w Erywaniu nie mają zamiaru pozwolić sobie na ich panoszenie się. W tle całej rozgrywki jest też ostatnia wizyta premiera Paszyniana na szczycie NATO oraz zapowiadana, przez amerykańskiego ambasadora, wizyta premiera Armenii w Waszyngtonie i ewentualność jego spotkania z Trumpem. W ubiegłym tygodniu pojawiły się też plotki o możliwości spotkania twarzą w twarz między Paszynianem a prezydentem Azerbejdżanu Alijewem. Chodzi oczywiście o rozpoczęcie dialogu w sprawie Górskiego Karabachu. Media w Erywaniu informują też, że projekt nowej ordynacji jest już gotów i właściwie przedterminowe wybory mogą być przeprowadzone już jesienią. Premier Paszynian zapowiadał, że najlepszym terminem jest wiosna przyszłego roku, ale zdaniem obserwatorów termin wcześniejszy też jest brany pod uwagę. Obecnie blok Paszyniana cieszy się blisko 80 % poparciem i uzyskanie takiego, a nawet zbliżonego wyniku, znacząco zmieniłoby sytuacje polityczną w Armenii. A wówczas, wszystkie opcje, jak się uważa, wchodzą w grę. Konflikty wewnętrzne, tym bardziej na tle religijnym, w takiej sytuacji nie są Paszynianowi do niczego potrzebne. 

 



 

Polecane