Tȟašúŋke Witkó: Friedrich Merz – europejski Judasz
Co musisz wiedzieć:
- Kanclerz Niemiec Friedrich Merz na początku marca 2026 roku odwiedził Waszyngton, gdzie spotkał się z prezydentem USA Donaldem Trumpem. Jednym z tematów rozmów były amerykańskie cła na importowane towary.
- Rozmowy w Białym Domu oficjalnie dotyczyły relacji gospodarczych między Stanami Zjednoczonymi a partnerami europejskimi.
- Wizyta niemieckiego kanclerza odbyła się w szerszym kontekście napięć geopolitycznych i sporów gospodarczych, które wpływają na relacje między USA, państwami UE oraz ich politykę bezpieczeństwa i współpracę wojskową.
Dwie możliwości
Następnie, opłaty te podniesiono do 15 procent, która to podwyżka została ogłoszona przez głównego rozgrywającego z Gabinetu Owalnego 21 lutego 2026 roku. Jednak, po zakończeniu trzydniowej wizyty Teutona w Stanach Zjednoczonych, nikt z berlińskich służb prasowych nie chełpił się sukcesem Merza na niwie myt w handlu z Ameryką. Dlaczego? Osobiście podejrzewam, że mogą być dwie tego przyczyny.
- Po pierwsze, kanclerz wynegocjował specjalne prawa wyłącznie dla firm niemieckich, a porozumienie owo – z przyczyn oczywistych – zostało utajnione.
- Druga możliwość jest taka, że najważniejszy lokator Białego Domu, oczekując na wyrok Amerykańskiego Trybunału ds. Handlu Międzynarodowego w Nowym Jorku w sprawie ceł, zwyczajnie odłożył temat „na później”. Dziś trudno prorokować, jak rzecz cała potoczy się dalej, bowiem konflikt z Iranem zepchnął inne sprawy na plan dalszy, ale swoim postępowaniem Niemiec udowodnił, że fraza „wartości europejskie” jest błędna, albowiem powinno się nadać jej brzmienie: „wartości niemieckie”.
Judasz znad Sprewy
W trakcie wizyty Niemca za oceanem rząd Hiszpanii odmówił udostępnienia swoich lotnisk amerykańskim statkom powietrznym dokonującym uderzeń na Teheran. Popędliwy Trump, całkowicie w swoim stylu, zaczął jawnie i publicznie grozić Madrytowi surowymi konsekwencjami w przyszłości. A co na to Merz? Zachował się dokładnie tak, jak – cytując klasyka – „istny Niemiec”, albowiem zachęcił Amerykanina, by ten wymusił na rządzie z Półwyspu Pirenejskiego zwiększenie wydatków na zbrojenia do poziomu 5 procent. Smaczku całej sprawie dodaje fakt, że Berlin przeznacza na armię około 2,2 procenta PKB, czyli tyle, ile Hiszpania.
Podstępny Teuton doskonale zdawał sobie sprawę, że Hiszpanie eksploatują czołgi Leopard, więc – szczując Trumpa na Pedro Sáncheza – najprawdopodobniej liczył na kolejne zamówienia dla rodzimego przemysłu obronnego. Kanclerz, dla zapełnienia pustoszejącej berlińskiej szkatuły nie cofnął się przed niczym, nawet przed zdradą jednego z państw Unii Europejskiej. Generalnie, nikt nie może być zdzwiony, bowiem tak robi się politykę, a tylko Merz jest na tyle ociężały umysłowo, by czynić to jawnie, a nie – jak jego poprzednicy – w sposób skryty. Cóż, z przyjemnością w myślach nazywam człeka owego „Głupawym Judaszem znad Sprewy”.
Wiem, że nikt z Państwa nie jest zaskoczony postepowaniem Berlina, bowiem znamy historię, jak – poprzez wywołanie kryzysu finansowego we Włoszech – Niemcy przyczynili się do obalenia rządu Silvio Berlusconiego w listopadzie 2011 roku. Dziś, dla osiągniecia swoich celów publicznie sekują Hiszpanię. Jakie stąd płyną wnioski dla nas? Takie, że Unia Europejska jest chorym organizmem na którym żeruje chory, a do tego inwazyjny i agresywny pasożyt. Obecnie w Polsce niewiele możemy z tym zrobić, ale nic nie trwa wiecznie, nawet rządy Donalda Tuska. Resztę pozostawiam Państwu do analizy…
Howgh!
Tȟašúŋke Witkó, 13 marca 2026 r.
Autor jest emerytowanym oficerem wojsk powietrznodesantowych. Miłośnik kawy w dużym kubku ceramicznym – takiej czarnej, parzonej, słodzonej i ze śmietanką. Samotnik, cynik, szyderca i czytacz politycznych informacji. Dawniej nerwus, a obecnie już nie nerwus




