Już milion osób bez pracy, a rząd udaje, że nic się nie dzieje
Co musisz wiedzieć:
- Bezrobocie w Polsce rośnie nieprzerwanie od połowy 2025 roku, osiągając w lutym 2026 6% i blisko milion zarejestrowanych bezrobotnych, przy rekordowej liczbie zwolnień grupowych.
- Autor zarzuca rządowi, że zamiast realnych działań ogranicza środki na aktywizację zawodową (cięcia Funduszu Pracy o ok. 40%) i stosuje medialne „przykrywki”, kontynuując logikę „przemysłu przykrywkowego”.
- Według tekstu cała koalicja rządząca ignoruje narastający problem społeczny, przedkładając kalkulacje polityczne i antypisowską mobilizację nad politykę społeczną.
Polityka bierności
„Czym by tu przykryć? Zróbmy coś… Musimy mieć jakieś czołówki, bo jak nie będziemy mieć własnych czołówek, to będziemy czytać i oglądać cudze. I ludzie będą czytać cudze czołówki. Będą czytać, że szpitale zamknięte, a kobiety mają rodzić od 8 do 18 na SOR-ach. Chcemy, by o tym czytali? To coś zróbmy! Co? Zespół ds. Epsteina? Żeby to z Rosją jeszcze połączyć? To jest coś, to mi się podoba”
– w tak prześmiewczy sposób dziennikarz Krzysztof Stanowski parodiował potencjalną naradę, w wyniku której rządzący zdecydowali się na powołanie zespołu do zbadania potencjalnych polskich wątków w aferze Epsteina. Pomysł, by sam premier z wielką pompą, w świetle medialnych reflektorów ogłaszał powstanie takiego zespołu, faktycznie przypomina to, co jeszcze w czasach pierwszego rządu Donalda Tuska nazywano „przemysłem przykrywkowym”. To określenie, którego autorem jest publicysta Łukasz Warzecha, oznaczało podejmowanie przez rząd działań o charakterze PR-owym, których zadaniem było szybkie zajmowanie publicznej uwagi sprawami budzącymi emocje, aby przykryć to, co mogłoby być niewygodne dla ówczesnej władzy. Specjalistą w kreowaniu kolejnych tematów zastępczych miał być doradca premiera Igor Ostachowicz.
W obecnych działaniach rządu, jego modelu komunikacji, czy też ogólnej skłonności do uprawiania polityki prymatu pustego PR-u nad realnym rządzeniem, wyraźnie widać ducha tamtych czasów. Jednak nie jesteśmy już tym samym społeczeństwem, co w latach 2007–2015 i tak jak nie udało się rządzącym w pełni przykryć tematu zamykanych szpitali i likwidowanych porodówek, tak mało prawdopodobne, by ta sztuka udała się z innym niewygodnym dla władzy tematem – z rosnącym bezrobociem.
- Komunikat dla mieszkańców Poznania
- Pilny komunikat dla klientów PKO BP
- To dlatego KO naciska na przyjęcie SAFE? Airbus: program A400M ponownie wstrzymany
- 200 tys. zł zamiast 800 plus. Zaskakująca propozycja ekspertów
- Prof. Ryszard Piotrowski: SAFE jest niezgodny z Konstytucją i TUE
- Natsu zapytana o zarobki. Kwota zwala z nóg
Cięcia zamiast polityki społecznej
Najnowsze dane dotyczące stopy bezrobocia ogłoszone przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej są więcej niż niepokojące. W lutym 2026 roku stopa bezrobocia rejestrowanego w Polsce osiągnęła 6,0%, co oznacza wzrost o 0,3 pkt proc. w stosunku do grudnia 2025 i o 0,6 pkt proc. rok do roku. To najwyższy wskaźnik od czasów apogeum pandemii. Liczba zarejestrowanych bezrobotnych przekroczyła już 934 tys. osób – to o blisko 47 tys. więcej niż miesiąc wcześniej i o ponad 100 tys. więcej niż na początku rządów obecnej koalicji. To, że liczba bezrobotnych zbliża się powoli do miliona, a największe krajowe media nie biją na alarm, mówi dużo o medialnej osłonie, na którą może liczyć obecny rząd. Złośliwi komentatorzy mogliby zażartować, że Donald Tusk w czasach opozycji wzywał swoich zwolenników na tzw. Marsz Miliona Serc, a po dwóch latach jego rządów to mógłby już być Marsz Miliona Bezrobotnych, jednak każdy śmiech w tym wypadku byłby jedynie śmiechem przez łzy.
Między bajki należy włożyć wszelkie opowieści o „typowo sezonowym” wzroście bezrobocia – trend wzrostowy trwa nieprzerwanie od lata 2025 roku. Od maja 2025 do stycznia 2026 roku bezrobocie rejestrowane wzrosło o pełny punkt procentowy. Jednocześnie w 2025 roku zgłoszono rekordową liczbę zwolnień grupowych – 97,6 tys. etatów. To najwięcej od 18 lat. Rządzący nie tylko udają, że nie widzą problemu, ale też swoimi działaniami zdają się dążyć do pogłębienia aktualnego kryzysu. W końcu jak inaczej nazwać cięcia środków na aktywizację bezrobotnych? Budżet Funduszu Pracy na programy promocji zatrudnienia i szkolenia w 2026 roku został zredukowany o około 40% w porównaniu z 2025 rokiem – mimo rekordowo wysokich wpływów do funduszu. Pytanie o cel takiej polityki nasuwa się samo.
Czemu nie reagują?
W przypadku liberalnej PO odpowiedź wydaje się najbardziej oczywista. Dla przedstawicieli tego środowiska politycznego rosnące bezrobocie nigdy nie było realnym problemem społecznym, a dla jego zaplecza biznesowego często bywało bardzo poręcznym narzędziem dyscyplinującym „roszczeniowych pracowników” czy też „roszczeniowe związki zawodowe”. Można więc stwierdzić, że jakkolwiek ponuro to zabrzmi, to brak zainteresowania tym tematem ze strony KO nie powinien nikogo przesadnie dziwić.
Współtworząca rządzącą koalicję Polska 2050 wraz z jej nową przewodniczącą Katarzyną Pełczyńską-Nałęcz jest co prawda w silnym konflikcie, po części politycznym, choć przede wszystkim personalnym, z większym koalicjantem, lecz akurat w kwestiach gospodarczych i społecznych trudno znaleźć jakąkolwiek istotną różnicę w politycznej optyce obu formacji. PSL pod kierownictwem Władysława Kosiniaka-Kamysza przeszło długą polityczną i ideową drogę. Od formacji stabilizującej instytucje bez podbijania stawek, wiedzącej zawsze, czyich i jakich interesów chce bronić, po zanikające ugrupowanie niestabilizujące już instytucji, niewiedzące samo, co chce reprezentować. Naprawdę nie potrafię znaleźć jednej rzeczy, którą PSL osiągnęło lub chce osiągnąć dla swoich wyborców – co im tak naprawdę chce dać. Jedyne, co bardzo dokładnie widać, to komu i co chce zabrać. Tu również odpowiedź na pytanie o brak reakcji na rosnące bezrobocie wydaje się, niestety, dość oczywista. Z całej rządzącej koalicji najbardziej skomplikowana, przynajmniej pozornie, wydaje się sytuacja Nowej Lewicy.
Partia Silnych Razem zamiast lewicy
Politycy Nowej Lewicy, gdy byli jeszcze w opozycji, krytykowali często rządzącą prawicę, także z pozycji prospołecznych i solidarystycznych. Agnieszka Dziemianowicz-Bąk mówiła o „fałszywej opiekuńczej twarzy PiS-u” i podważała wiarygodność Prawa i Sprawiedliwości w kwestiach społecznych. Pytanie, czy w związku z bardzo licznymi ustępstwami programowymi i ideowymi, na które poszła firmując obecny rząd, dziś uważa samą siebie za wiarygodną w tych kwestiach? Choć i tak trzeba przyznać, że na tle reszty ministrów reprezentujących Nową Lewicę w rządzie Dziemianowicz-Bąk zdaje się być osobą najbardziej zaangażowaną w pracę swojego resortu. Nie jest to bynajmniej wielka pochwała dla jej pracy (jej efekty oceniam na gorzej niż przeciętne), lecz raczej smutny obraz obecnej kondycji tego ugrupowania.
Wielu starszych działaczy lewicy o postkomunistycznym rodowodzie od dawna traktowało lewicowy społecznie charakter swojej partii jako sztafaż, zło konieczne, pewną pozę, którą bardzo niechętnie trzeba czasem przyjąć. Czuło się natomiast zarówno na poziomie politycznym, jak i psychologicznym częścią liberalnej elity. To z pewnością jest przypadek lidera Nowej Lewicy Włodzimierza Czarzastego. Co warto przypomnieć, polityk ten, gdy objął funkcję marszałka Sejmu, nie zapowiedział żadnej lewicowej rewolucji programowej czy nawet konkretnych, pojedynczych projektów legislacyjnych ważnych dla lewicowego elektoratu. Całą treść swojego politycznego przesłania zredukował do wysłania wiernopoddańczego adresu w kierunku KO i jej lidera oraz mało wyszukanego ataku na prezydenta Karola Nawrockiego. Dużo bardziej od funkcji lidera lewicy Czarzastego interesuje funkcja „vice Tuska” w antypisowskim obozie.
Czarzasty - strażnik linii antypisowskiej
Internetowa sekta polityczna skupiająca najbardziej radykalnych zwolenników obecnej ekipy, Silni Razem, od kilku miesięcy głosi potrzebę powołania nowej partii, której głównym, a może nawet jedynym, zadaniem byłoby pilnowanie, by głównym czynnikiem kreującym politykę obozu liberalnego pozostał twardy antypisizm. Włodzimierz Czarzasty zdaje się jasno komunikować, że jest to rola, którą on bardzo chętnie wziąłby na siebie. Związana ze środowiskiem Silnych Razem dziennikarka Eliza Michalik powiedziała niedawno na swoim kanale na YouTubie:
„Jak już Sąd Najwyższy każe ponownie przeliczyć głosy i się okaże, że Nawrocki nie jest prezydentem, to Włodzimierz Czarzasty zostanie prezydentem, czego mu bardzo życzę”.
Można więc odnotować, że polityczne zaloty marszałka Czarzastego zostały dostrzeżone.
Kto zapłaci największą cenę?
Brak reakcji ze strony rządzących na rosnące bezrobocie, podobnie jak kwestia zamykanych szpitali czy likwidowanych porodówek (w dobie kryzysu demograficznego!) wyraźnie pokazują, że dla obecnej ekipy kwestie społeczne są kompletnie nieistotne. To, że taką politykę firmują dziś odwołujący się w swoich dokumentach programowych do chadeckiej koncepcji spójności społecznej PSL czy też deklaratywnie wrażliwa społecznie Nowa Lewica, pokazuje wyraźnie, w jak fatalnym miejscu znajdują się dziś obie te formacje. Dla liberalnego mainstreamu niezwracanie uwagi nie piętrzące się problemy społeczne to, niestety, nic nowego.
Jednak ignorowanie wyraźnie niepokojących wskaźników, cięcia realnych narzędzi aktywizacji i generowanie kolejnych PR-owych „przykrywek” zamiast realnych działań, to polityka, która za kilka kwartałów może przynieść bardzo poważnie konsekwencje społeczne i polityczne. Niestety, zanim do rządzących przyjdzie polityczny rachunek za bezczynność, jej społeczną cenę będzie musiała płacić coraz większa część społeczeństwa. Jednak jej losem zdają się kompletnie nie przejmować ani prezentująca duże samozadowolenie władza, ani zapatrzone w nią media.
[Tytuł, niektóre śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]




