Piotr Skwieciński: W sprawie Ukrainy postępowcy rozpętali demoniczne siły
Co musisz wiedzieć:
- Autor twierdzi, że obóz lewicowo-liberalny próbował po 2022 roku instrumentalnie wykorzystywać postać Władimira Putina jako retoryczny „wytrych” do moralnego szantażowania przeciwników progresywnej agendy.
- Strategia ta zaczęła jednak tracić skuteczność i wywołała efekt odwrotny: część konserwatystów wycofała się z jednoznacznie proukraińskiej postawy.
- W ocenie autora nachalna retoryka „argumentum ad Putinum” zaszkodziła samej sprawie powstrzymywania rosyjskiego imperializmu.
Argumentum ad Putinum
Nie przypuszczałem, że pójdzie aż tak szybko. Kilka miesięcy temu popełniłem felieton pod tytułem „Putin, czyli narzędzie” [„TS” 44/2025] poświęcony instrumentalnemu traktowaniu konfliktu z Rosją przez obóz lewicowo-liberalny. Któremu to libleftowi wydało się w 2022 roku, że dostał w ręce Wunderwaffe w postaci możliwości moralnego szantażowania przeciwników progresywistycznej agendy intelektualnym wytrychem pt. „Aha – czyli chcesz tego samego, co Putin!”. Optymistycznie uznał, że to będzie zawsze skuteczne. Że w ten sposób, dzięki wytrychowi-Putinowi, ostatecznie przebuduje świadomość społeczeństw, a tych oponentów, którzy przed szantażem nie skapitulują, już definitywnie otoczy powszechną pogardą i zepchnie do gett.
Minęło od tej pory mniej niż pół roku. I wprawdzie operowanie wytrychem trwa w najlepsze, wprawdzie argumentum ad Putinum dalej jest używane powszechnie, ale jakby z mniejszą niż jeszcze niedawno wiarą w atomową skuteczność tego wyszukanego chwytu erystycznego. Co więcej, używający go, spotykając się z ripostą polegającą na suchej konstatacji, iż szantaż ten już nie działa – z reguły milkną. Bardzo wyraźnie czują, iż ich genialny plan jednak nie wypalił, i realizują go dalej już raczej inercyjnie, bez wiary.
Okazało się bowiem znacznie szybciej, niż przewidywałem, że coraz mniejszy odsetek społeczeństwa godzi się na tę sprzedaż wiązaną. To znaczy na łączenie sprzeciwu wobec rosyjskiej agresji z wycofaniem się z oporu wobec planów wielkiej progresywistycznej przebudowy świata, na sprzeciwie wobec których Kreml buduje swoją skierowaną na Zachód narrację.
- Władimir Siemirunnij odda medal. To już pewne
- Pilne doniesienia z granicy. Jest komunikat Straży Granicznej
- Ważny komunikat dla mieszkańców Krakowa
- Niemcy niezadowoleni z decyzji Nawrockiego. Obietnica Tuska "zagrożona"
- PKO BP wydał pilny komunikat
Obrona Ukrainy jako progresywizm?
Kuszące byłoby, by w tym miejscu ucieszyć się przejawem rozsądku współobywateli oraz pognębieniem libleftu i zakończyć ten tekst, ale niestety nie da się tego zrobić. Bo świat jest tak skonstruowany, że nawet nieudane działania potrafią mimo swego fiaska wywierać nieprzewidziane przez działających skutki. A długotrwałe i intensywne (chciałoby się użyć słowa: nachalne) łączenie przez liberalno-lewicowy mainstream z jednej strony wspierania obrony Ukrainy ze zgodą na forsowanie radykalnie progresywistycznej rewolucji cywilizacyjno-społecznej, a z drugiej – oporu przed tą rewolucją ze wspieraniem Rosji spowodowało, obawiam się, takie właśnie skutki.
Po prostu część ludzi o intuicjach konserwatywnych, którzy w 2022 roku wspierali opór Ukrainy zupełnie jednoznacznie i równie jednoznacznie byli przeciw Rosji, na skutek długotrwałego i wytężonego wmawiania im dziecka w brzuchu w jakiś sposób zaakceptowali to dziecko. I uznali, że skoro obrona Ukrainy to jest, jak brzmiała narracja progresywistów, obrona zachodniej rewolucji kulturowej przed rosyjską kontrrewolucją, no to… to może ta Ukraina jest obrony niegodna? Więcej – może broniąc jej, sami zakładamy sobie na szyję stryczek, ukręcony przez libleft…?
Uczniowie czarnoksiężnika
Przy czym niektórzy z tych ludzi potrafili pod wpływem tej perswazji przesunąć się aż na pozycje flirtowania z myślą, że może ta Rosja w takim razie nie jest taka zła? Inni (większość) – zatrzymali się na linii pt. „W tej wojnie konserwatysta nie ma powodu, by którąkolwiek ze stron popierać jednoznacznie”. Ale i jedni, i drudzy opuścili, bez fanfar, obóz aktywnie proukraiński, w którym – powtórzmy – w 2022 roku byli przecież jednoznacznie. Publicyści i narratorzy lewicowo-liberalni, z entuzjazmem propagujący sprzedaż wiązaną i radośnie szantażujący mniej postępową resztę świata za pomocą wytrycha: „Aha, więc jesteś za Putinem!” wystąpili w roli ucznia czarnoksiężnika, który niebacznie rozpętał naprawdę demoniczne siły.
Czy są w stanie zrozumieć, jaką w ten sposób wyrządzili szkodę wielbionej podobno przez siebie Ukrainie i – szerzej – sprawie powstrzymywania rosyjskiego imperializmu? Nie sądzę. Fanatyzm rzadko pozwala na tak daleko idącą autorefleksję.
[Tytuł, lead, niektóre śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]




