Sprawa Gizeli Jagielskiej: Skuteczna presja normalsów

Dla radykalnej lewicy jest bohaterką, ale w prawdziwym życiu zdecydowanie przegrywa. Nikt nie potrzebuje już ginekolog Gizeli Jagielskiej, która zasłynęła uśmierceniem dziecka w łonie matki będącej w 9. miesiącu ciąży. Presja społeczna sprawia, że szpitale omijają ją szerokim łukiem.
Dziecko w łonie matki
Dziecko w łonie matki / AdobeStock

Co musisz wiedzieć:

  • Przykład Gizeli Jagielskiej pokazuje, jaką siłę ma świadome, dobrze zorganizowane społeczeństwo, które posiada ugruntowany system wartości.
  • Postaci pokroju Gizeli Jagielskiej czy nauczycielki języka angielskiego z Kielna, która wyrzuciła do kubła powieszony przez uczniów krzyż, czeka infamia.
  • Politycy rządzącej koalicji dwoją się i troją, by tylnymi drzwiami, oknem, a nawet lufcikiem zalegalizować w Polsce aborcję.

 

Im bardziej walczące feministki biorą ją na sztandary, tym większa presja wywierana jest na dyrektorów szpitali, by jej nie zatrudniać. Ostatecznie los szefów takich placówek zależy od politycznego układu w samorządzie. Lokalni politycy doskonale wiedzą, że zatrudnienie tak kontrowersyjnego lekarza jak Gizela Jagielska to same kłopoty: zainteresowanie mediów, protesty środowisk pro-life, konflikt z Kościołem katolickim (nawet jeśli nie wprost, to z pewnością kuluarowo), a przede wszystkim wściekłość wyborców, którzy nie tolerują osób szczycących się usuwaniem nienarodzonych dzieci. Innymi słowy – Jagielska to możliwe problemy społeczne, towarzyskie i wyborcze nawet w miejscach, w których rządzi Koalicja Obywatelska. Żaden z polityków nie będzie ryzykował kariery dla lekarki porównywanej w mediach społecznościowych do perfidnych, nazistowskich zbrodniarzy.

Gdy więc tygodnik „Wysokie Obcasy” wyróżnił Gizelę Jagielską, umieszczając ją w gronie „50 śmiałych 2025”, to w rzeczywistości wbijał kolejny gwóźdź do jej zawodowej trumny. Przypomniał, że zasługi lekarki polegają na omijaniu ustawy o planowaniu rodziny, czyli innymi słowy – zabijaniu nienarodzonych dzieci w ten sposób, by prokuratura nie wszczynała śledztwa.

Jakkolwiek dla wąskiego kręgu aktywistek zgromadzonych wokół „Gazety Wyborczej” to niewątpliwa zasługa, ludzie posiadający sumienie i niezwichrowany system wartości odbierają to „wyróżnienie” jako objaw moralnego upadku. Przeciętny człowiek ciągle wierzy, że lekarz powinien zajmować się ratowaniem życia, a nie upajaniem się zabijaniem.

 

Zło, choć tolerowane

Politycy rządzącej koalicji dwoją się i troją, by tylnymi drzwiami, oknem, a nawet lufcikiem zalegalizować w Polsce aborcję. Gdy umożliwili aptekom pilotażową sprzedaż tabletek „dzień po”, okazało się, że większość placówek odmówiła. Przyczyn było wiele: światopogląd aptekarzy, fachowa wiedza o wyjątkowo szkodliwym działaniu tabletki, niejasne przepisy prawne, ale też niechęć do narażania się lokalnym społecznościom, w których aborcja – także w tej formie – nie jest akceptowana.

Na rynku farmaceutycznym panuje duża konkurencja i obawa przed bojkotem jest bardzo realna. Wprowadzając do sprzedaży ten medykament, bardzo dużo można stracić, a zyskać niewiele. Po co więc się narażać? Dlatego rządowy projekt okazał się klapą.

 

Kolejnym pomysłem było umożliwienie dokonania zabiegu usunięcia ciąży z powodów złego stanu zdrowia psychicznego. Czołowi politycy rządzącej koalicji nawet nie ukrywali, że to furtka do zalegalizowania aborcji. I rzeczywiście szybko powstała sieć: wiadomo, do którego psychiatry kobieta powinna iść, by uzyskać odpowiednie zaświadczenie, oraz gdzie z takim dokumentem można już legalnie wykonać zabieg.

Wszystko to jednak odbywa się po cichu, by nie przykuwać uwagi opinii publicznej. Przecież nawet większość tych, którzy akceptują usuwanie ciąży, traktują to jako zło. Godzą się na to, ale nie uznają za powód do chluby. Wiele kobiet, które mają za sobą takie doświadczenie, przyznaje, że z tą traumą zmaga się przez następne lata życia.

Jedynie najbardziej radykalne i walczące z tradycyjnym systemem wartości aktywistki wychodzą na ulice z transparentami „Aborcja jest OK” albo organizują wystawy „Twarze aborcji”, na których kobiety chwalą się zabiciem własnych, nienarodzonych dzieci.

 

Radość zabijania

Gizela Jagielska przesunęła jednak tę granicę dużo dalej. Z usuwania ciąży zrobiła rodzaj przedstawienia. Na swoim blogu prezentowała narzędzia, jakich używa do aborcji w różnych stadiach rozwoju dzieci. Opowiadała o tym tak, jakby uwalniała kobiety od pasożytów lub śmiertelnej choroby.

W głośnym przypadku uśmiercenia za pomocą zastrzyku z chlorku potasu chłopca o imieniu Felek, który mógłby już żyć samodzielnie, mieliśmy do czynienia z akcją propagandową, którą opisała – zresztą z dumą – „Gazeta Wyborcza”, z pewnością wierząc, że przysłuży się Gizeli Jagielskiej i legalizacji aborcji. Stało się jednak odwrotnie. Okazało się, że lekarz ze szpitala w Łodzi, gdzie prowadzona była ciąża, odmówił zabicia Felka, który cierpiał na wrodzoną łamliwość kości. Ginekolog miał stwierdzić, że nie dokona zabiegu, „gdyż nie jest mordercą”.

Zdaniem łódzkich specjalistów współczesna medycyna mogłaby zapewnić Felkowi w miarę normalne życie, gdyż chłopiec nie był upośledzony umysłowo. Matka namówiona jednak przez proaborcyjnych prawników pojechała do Oleśnicy, gdzie Gizela Jagielska wstrzyknęła chlorek potasu w serce dziecka. Co więcej, nie chciała zachować tego w tajemnicy, ale pragnęła pochwalić się dokonaniem i własną odwagą. Tyle tylko że świat lewicowych radykałów to margines życia społecznego. Najpierw pojawiły się media, które zainteresowały się zabiciem chłopca. Następnie zaczęły się protesty środowisk chroniących życie, później zjawił się Grzegorz Braun, który dokonał obywatelskiego zatrzymania lekarki. Gizela Jagielska stała się sławna. Chyba nie zdawała sobie sprawy, jakie będą konsekwencje tego rodzaju popularności.

Protesty nie ustawały, presja społeczna się nasilała, a jej kończył się kontrakt. Straciła pracę, bo nikt jej już nie chciał, a zwłaszcza nie chciał problemów. Miała dostać posadę w Ostrzeszowie (Wielkopolska), ale gdy sprawa się wydała, natychmiast i tam wybuchły protesty. W efekcie dyrektor szpitala wycofał się z propozycji. Gdy gruchnęła wieść o tym, że ma ją przyjąć do pracy placówka w Opolu, zjawili się tam ludzie z różańcami, rozdzwoniły się telefony, pojawiły się głosy sprzeciwu. Dyrektor szpitala ostatecznie zdementowała informację i przyznała, że nigdy nie zamierzała jej zatrudniać i nie prowadziła w tej sprawie rozmów.

Sama Jagielska po wyróżnieniu przez „Wysokie Obcasy” przyznała: – Mam tylko jedno noworoczne życzenie – móc kontynuować to, w co głęboko wierzę. Mimo że kosztowało mnie to już wiele. No i właśnie w tym jest problem. Zwykli Polacy pragną, by tego nie kontynuowała.

 

Klęska radykalnej lewicy

Przykład Gizeli Jagielskiej pokazuje, jaką siłę ma świadome, dobrze zorganizowane społeczeństwo, które posiada ugruntowany system wartości. Lokalni i centralni politycy doskonale zdają sobie sprawę z tego, że żadne radyklane rozwiązania nie są w Polsce akceptowane. Ani z jednej, ani z drugiej strony. Tak jak PiS zapłaciło wysoką cenę polityczną za zaostrzanie ustawy o planowaniu rodziny, tak nieakceptowane społecznie jest traktowanie aborcji jak zwykłego środka antykoncepcyjnego. Polacy nigdy nie lubili ekstremalnych poglądów oraz głoszących ich polityków. Dlatego nigdy na dobre nie zadomowił się tu żaden totalitaryzm, a komunizm upadł, gdy przestały go wspierać sowieckie tanki.

Postaci pokroju Gizeli Jagielskiej czy nauczycielki języka angielskiego z Kielna, która wyrzuciła do kubła powieszony przez uczniów krzyż, czeka infamia. Mogą jedynie dołączyć do skrajnie lewicowych organizacji, które walczą z wiarą chrześcijańską, Dekalogiem, tradycyjnym systemem wartości oraz próbują za pomocą terroru medialnego zmieniać społeczne normy. Jednak i tu pole do działania stało się bardzo ograniczone, bo feministki nie chcą się dzielić kasą z grantów.

Charakterystyczne jest przecież, że ostatecznie kontrowersyjna ginekolog z Oleśnicy nie uzyskała żadnej pomocy od awangardy warszawskich feministek. Krzyczące aktywistki wzięły ją na sztandary, wykorzystały do politycznej naparzanki, a na koniec wypluły i zostawiły samą sobie. Gizela Jagielska stała się niepotrzebna. Jest obciążeniem i nikt – poza „Gazetą Wyborczą” i garstką ekstremistek – nie chce się do niej przyznać. Znajomość z nią może tylko zaszkodzić. To dowód, jak politycy na wszystkich szczeblach boją się zwykłych ludzi.

 

Papka z mózgu

Jednak nie oszukujmy się. Lewica doskonale rozumie przyczyny przegranej bitwy. Wie, że dopóki Polacy są przywiązani do tradycyjnych wartości, projekt polegający na zmianie zbiorowej świadomości jest skazany na klęskę. Dlatego uderzają w najmłodszych.

Zmiany w szkolnictwie, które programuje minister edukacji Barbara Nowacka, mają na celu właśnie przerwanie międzypokoleniowej ciągłości systemu wartości. Przeformatowanie kodu kulturowego i zrobienie z mózgów uczniów lewicowej papki. W końcu to przecież państwo w dużej mierze wyznacza normy. Jeśli tworzone przez nie prawo mówi, że aborcja jest złem, to większość społeczeństwa prędzej czy później uznaje tę zasadę. Widać to dokładnie po ewolucji nastawienia Polaków do usuwania ciąży. Jeżeli jednak otwarcie walczy z religią i wbrew umowom międzynarodowym ogranicza nauczanie tego przedmiotu w szkole, to wyznacza kolejną normę, zgodnie z którą przedmiot ten staje się nieważny. Wręcz obciachowy. Skandaliczny incydent w Kielnie zdarzył się właśnie teraz, gdy projekt „opiłowywania katolików” został wprowadzony w życie. Krzyż przestaje być symbolem kulturowym, a ma być sprowadzony wyłącznie do religii. Neomarksiści mówią, że to krok w kierunku państwa laickiego, ale w rzeczywistości chodzi o eliminację chrześcijaństwa z życia publicznego. Historia uczy nas, że zawsze była to droga do totalitaryzmów, w których można było zabijać zastrzykiem w serce z chlorku potasu.


 

POLECANE
Biały Dom: Trump nie weźmie udziału w tegorocznej konferencji CPAC z ostatniej chwili
Biały Dom: Trump nie weźmie udziału w tegorocznej konferencji CPAC

Prezydent USA Donald Trump nie weźmie udziału w tegorocznej konferencji środowisk konserwatywnych CPAC w Teksasie – przekazał w środę Biały Dom. Oznacza to, że Trump nie spotka się w Dallas z prezydentem RP Karolem Nawrockim, który w sobotę wystąpi na konferencji.

Samuel Pereira: Ten proces, to Wasz proces, Koalicjo Obywatelska tylko u nas
Samuel Pereira: Ten proces, to Wasz proces, Koalicjo Obywatelska

Mężczyzna spotykał się z dziewczynkami pod pretekstem badań nad wadami postawy. Miał im kazać się rozbierać, dotykać je oraz fotografować. Twierdził, że zdjęcia są po prostu elementem dokumentacji medycznej. Śledczy zajęli się sprawą po tym, jak matka jednej z ofiar złożyła zawiadomienie. Szefa złotowskiej Platformy Obywatelskiej i działacza sportowego Piotra P. zatrzymano pod zarzutem pedofilii 1 grudnia 2023 roku.

Copa-Cogeca: Ustępstwa poczynione przez KE wobec Australii są nie do przyjęcia z ostatniej chwili
Copa-Cogeca: Ustępstwa poczynione przez KE wobec Australii są nie do przyjęcia

„Ogłoszenie zawarcia umowy o wolnym handlu między UE a Australią w Canberze przez przewodniczącą Komisji Europejskiej von der Leyen i premiera Australii Albanese budzi liczne i poważne obawy dotyczące europejskiego rolnictwa, które jest wyraźnie i po raz kolejny kartą przetargową strategii UE mającej na celu zabezpieczenie szerszych celów handlowych i politycznych” – stwierdzają Copa-Cogeca.

Uzależniła się od mediów internetowych. Meta i YouTube mają jej wypłacić 3 mln dol. z ostatniej chwili
Uzależniła się od mediów internetowych. Meta i YouTube mają jej wypłacić 3 mln dol.

Ława przysięgłych w sądzie w Los Angeles uznała, że Meta i YouTube są odpowiedzialne za szkody dla zdrowia psychicznego 20-letniej kobiety, która oskarżyła je o przyczynienie się do uzależnienia, kiedy była dzieckiem. Firmy mają wypłacić kobiecie 3 mln dol. odszkodowania.

Biały Dom: Trump rozpęta piekło, jeśli Iran nie zawrze porozumienia z ostatniej chwili
Biały Dom: Trump "rozpęta piekło", jeśli Iran nie zawrze porozumienia

– Jeśli Iran nie zawrze porozumienia i nie zrozumie, że został pokonany, prezydent Donald Trump gotowy jest rozpętać piekło – zapowiedziała rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt. Potwierdziła, że doniesienia o 15-punktowej propozycji USA są tylko częściowo prawdziwe.

Warszawa przegrała konkurs na siedzibę Urzędu Celnego UE z ostatniej chwili
Warszawa przegrała konkurs na siedzibę Urzędu Celnego UE

W środę Parlament Europejski i Rada UE podjęły decyzję o utworzeniu przyszłego Urzędu Celnego UE w Lille we Francji. O lokalizację unijnej instytucji ubiegała się Warszawa.

Nawrocki odpowiedział Tuskowi zdjęciem. W sieci zawrzało z ostatniej chwili
Nawrocki odpowiedział Tuskowi zdjęciem. W sieci zawrzało

Węgry zapowiadają zakręcanie kurka z gazem dla Ukrainy. Donald Tusk postanowił powiązać tę decyzję z niedawną wizytą Karola Nawrockiego na Węgrzech. Polski prezydent odpowiedział mu zdjęciem.

Sławomir Nowak złożył zawiadomienie na prokuratora, który wcześniej stawiał mu zarzuty z ostatniej chwili
Sławomir Nowak złożył zawiadomienie na prokuratora, który wcześniej stawiał mu zarzuty

Jak poinformował TVN24, Sławomir Nowak złożył zawiadomienie o możliwości popełnienia serii przestępstw przez prokuratora Jana Drelewskiego, który prowadził śledztwa przeciwko niemu.

ZUS wydał pilny komunikat z ostatniej chwili
ZUS wydał pilny komunikat

ZUS zapowiada poradnik dla kobiet w ciąży i uruchamia specjalny adres mailowy dla przyszłych mam. Instytucja podkreśla też, że nadal prowadzi kontrole zgodnie z obowiązującymi przepisami.

ONZ: Konflikt USA i Izraela z Iranem wymyka się spod kontroli z ostatniej chwili
ONZ: Konflikt USA i Izraela z Iranem wymyka się spod kontroli

Sekretarz generalny ONZ Antonio Guterres oświadczył w środę, że konflikt na Bliskim Wschodzie wymyka się spod kontroli i może się rozwinąć w jeszcze większą wojnę. Wezwał też USA i Izrael do zakończenia tego konfliktu zbrojnego, a Iran - do zaprzestania ataków na inne kraje.

REKLAMA

Sprawa Gizeli Jagielskiej: Skuteczna presja normalsów

Dla radykalnej lewicy jest bohaterką, ale w prawdziwym życiu zdecydowanie przegrywa. Nikt nie potrzebuje już ginekolog Gizeli Jagielskiej, która zasłynęła uśmierceniem dziecka w łonie matki będącej w 9. miesiącu ciąży. Presja społeczna sprawia, że szpitale omijają ją szerokim łukiem.
Dziecko w łonie matki
Dziecko w łonie matki / AdobeStock

Co musisz wiedzieć:

  • Przykład Gizeli Jagielskiej pokazuje, jaką siłę ma świadome, dobrze zorganizowane społeczeństwo, które posiada ugruntowany system wartości.
  • Postaci pokroju Gizeli Jagielskiej czy nauczycielki języka angielskiego z Kielna, która wyrzuciła do kubła powieszony przez uczniów krzyż, czeka infamia.
  • Politycy rządzącej koalicji dwoją się i troją, by tylnymi drzwiami, oknem, a nawet lufcikiem zalegalizować w Polsce aborcję.

 

Im bardziej walczące feministki biorą ją na sztandary, tym większa presja wywierana jest na dyrektorów szpitali, by jej nie zatrudniać. Ostatecznie los szefów takich placówek zależy od politycznego układu w samorządzie. Lokalni politycy doskonale wiedzą, że zatrudnienie tak kontrowersyjnego lekarza jak Gizela Jagielska to same kłopoty: zainteresowanie mediów, protesty środowisk pro-life, konflikt z Kościołem katolickim (nawet jeśli nie wprost, to z pewnością kuluarowo), a przede wszystkim wściekłość wyborców, którzy nie tolerują osób szczycących się usuwaniem nienarodzonych dzieci. Innymi słowy – Jagielska to możliwe problemy społeczne, towarzyskie i wyborcze nawet w miejscach, w których rządzi Koalicja Obywatelska. Żaden z polityków nie będzie ryzykował kariery dla lekarki porównywanej w mediach społecznościowych do perfidnych, nazistowskich zbrodniarzy.

Gdy więc tygodnik „Wysokie Obcasy” wyróżnił Gizelę Jagielską, umieszczając ją w gronie „50 śmiałych 2025”, to w rzeczywistości wbijał kolejny gwóźdź do jej zawodowej trumny. Przypomniał, że zasługi lekarki polegają na omijaniu ustawy o planowaniu rodziny, czyli innymi słowy – zabijaniu nienarodzonych dzieci w ten sposób, by prokuratura nie wszczynała śledztwa.

Jakkolwiek dla wąskiego kręgu aktywistek zgromadzonych wokół „Gazety Wyborczej” to niewątpliwa zasługa, ludzie posiadający sumienie i niezwichrowany system wartości odbierają to „wyróżnienie” jako objaw moralnego upadku. Przeciętny człowiek ciągle wierzy, że lekarz powinien zajmować się ratowaniem życia, a nie upajaniem się zabijaniem.

 

Zło, choć tolerowane

Politycy rządzącej koalicji dwoją się i troją, by tylnymi drzwiami, oknem, a nawet lufcikiem zalegalizować w Polsce aborcję. Gdy umożliwili aptekom pilotażową sprzedaż tabletek „dzień po”, okazało się, że większość placówek odmówiła. Przyczyn było wiele: światopogląd aptekarzy, fachowa wiedza o wyjątkowo szkodliwym działaniu tabletki, niejasne przepisy prawne, ale też niechęć do narażania się lokalnym społecznościom, w których aborcja – także w tej formie – nie jest akceptowana.

Na rynku farmaceutycznym panuje duża konkurencja i obawa przed bojkotem jest bardzo realna. Wprowadzając do sprzedaży ten medykament, bardzo dużo można stracić, a zyskać niewiele. Po co więc się narażać? Dlatego rządowy projekt okazał się klapą.

 

Kolejnym pomysłem było umożliwienie dokonania zabiegu usunięcia ciąży z powodów złego stanu zdrowia psychicznego. Czołowi politycy rządzącej koalicji nawet nie ukrywali, że to furtka do zalegalizowania aborcji. I rzeczywiście szybko powstała sieć: wiadomo, do którego psychiatry kobieta powinna iść, by uzyskać odpowiednie zaświadczenie, oraz gdzie z takim dokumentem można już legalnie wykonać zabieg.

Wszystko to jednak odbywa się po cichu, by nie przykuwać uwagi opinii publicznej. Przecież nawet większość tych, którzy akceptują usuwanie ciąży, traktują to jako zło. Godzą się na to, ale nie uznają za powód do chluby. Wiele kobiet, które mają za sobą takie doświadczenie, przyznaje, że z tą traumą zmaga się przez następne lata życia.

Jedynie najbardziej radykalne i walczące z tradycyjnym systemem wartości aktywistki wychodzą na ulice z transparentami „Aborcja jest OK” albo organizują wystawy „Twarze aborcji”, na których kobiety chwalą się zabiciem własnych, nienarodzonych dzieci.

 

Radość zabijania

Gizela Jagielska przesunęła jednak tę granicę dużo dalej. Z usuwania ciąży zrobiła rodzaj przedstawienia. Na swoim blogu prezentowała narzędzia, jakich używa do aborcji w różnych stadiach rozwoju dzieci. Opowiadała o tym tak, jakby uwalniała kobiety od pasożytów lub śmiertelnej choroby.

W głośnym przypadku uśmiercenia za pomocą zastrzyku z chlorku potasu chłopca o imieniu Felek, który mógłby już żyć samodzielnie, mieliśmy do czynienia z akcją propagandową, którą opisała – zresztą z dumą – „Gazeta Wyborcza”, z pewnością wierząc, że przysłuży się Gizeli Jagielskiej i legalizacji aborcji. Stało się jednak odwrotnie. Okazało się, że lekarz ze szpitala w Łodzi, gdzie prowadzona była ciąża, odmówił zabicia Felka, który cierpiał na wrodzoną łamliwość kości. Ginekolog miał stwierdzić, że nie dokona zabiegu, „gdyż nie jest mordercą”.

Zdaniem łódzkich specjalistów współczesna medycyna mogłaby zapewnić Felkowi w miarę normalne życie, gdyż chłopiec nie był upośledzony umysłowo. Matka namówiona jednak przez proaborcyjnych prawników pojechała do Oleśnicy, gdzie Gizela Jagielska wstrzyknęła chlorek potasu w serce dziecka. Co więcej, nie chciała zachować tego w tajemnicy, ale pragnęła pochwalić się dokonaniem i własną odwagą. Tyle tylko że świat lewicowych radykałów to margines życia społecznego. Najpierw pojawiły się media, które zainteresowały się zabiciem chłopca. Następnie zaczęły się protesty środowisk chroniących życie, później zjawił się Grzegorz Braun, który dokonał obywatelskiego zatrzymania lekarki. Gizela Jagielska stała się sławna. Chyba nie zdawała sobie sprawy, jakie będą konsekwencje tego rodzaju popularności.

Protesty nie ustawały, presja społeczna się nasilała, a jej kończył się kontrakt. Straciła pracę, bo nikt jej już nie chciał, a zwłaszcza nie chciał problemów. Miała dostać posadę w Ostrzeszowie (Wielkopolska), ale gdy sprawa się wydała, natychmiast i tam wybuchły protesty. W efekcie dyrektor szpitala wycofał się z propozycji. Gdy gruchnęła wieść o tym, że ma ją przyjąć do pracy placówka w Opolu, zjawili się tam ludzie z różańcami, rozdzwoniły się telefony, pojawiły się głosy sprzeciwu. Dyrektor szpitala ostatecznie zdementowała informację i przyznała, że nigdy nie zamierzała jej zatrudniać i nie prowadziła w tej sprawie rozmów.

Sama Jagielska po wyróżnieniu przez „Wysokie Obcasy” przyznała: – Mam tylko jedno noworoczne życzenie – móc kontynuować to, w co głęboko wierzę. Mimo że kosztowało mnie to już wiele. No i właśnie w tym jest problem. Zwykli Polacy pragną, by tego nie kontynuowała.

 

Klęska radykalnej lewicy

Przykład Gizeli Jagielskiej pokazuje, jaką siłę ma świadome, dobrze zorganizowane społeczeństwo, które posiada ugruntowany system wartości. Lokalni i centralni politycy doskonale zdają sobie sprawę z tego, że żadne radyklane rozwiązania nie są w Polsce akceptowane. Ani z jednej, ani z drugiej strony. Tak jak PiS zapłaciło wysoką cenę polityczną za zaostrzanie ustawy o planowaniu rodziny, tak nieakceptowane społecznie jest traktowanie aborcji jak zwykłego środka antykoncepcyjnego. Polacy nigdy nie lubili ekstremalnych poglądów oraz głoszących ich polityków. Dlatego nigdy na dobre nie zadomowił się tu żaden totalitaryzm, a komunizm upadł, gdy przestały go wspierać sowieckie tanki.

Postaci pokroju Gizeli Jagielskiej czy nauczycielki języka angielskiego z Kielna, która wyrzuciła do kubła powieszony przez uczniów krzyż, czeka infamia. Mogą jedynie dołączyć do skrajnie lewicowych organizacji, które walczą z wiarą chrześcijańską, Dekalogiem, tradycyjnym systemem wartości oraz próbują za pomocą terroru medialnego zmieniać społeczne normy. Jednak i tu pole do działania stało się bardzo ograniczone, bo feministki nie chcą się dzielić kasą z grantów.

Charakterystyczne jest przecież, że ostatecznie kontrowersyjna ginekolog z Oleśnicy nie uzyskała żadnej pomocy od awangardy warszawskich feministek. Krzyczące aktywistki wzięły ją na sztandary, wykorzystały do politycznej naparzanki, a na koniec wypluły i zostawiły samą sobie. Gizela Jagielska stała się niepotrzebna. Jest obciążeniem i nikt – poza „Gazetą Wyborczą” i garstką ekstremistek – nie chce się do niej przyznać. Znajomość z nią może tylko zaszkodzić. To dowód, jak politycy na wszystkich szczeblach boją się zwykłych ludzi.

 

Papka z mózgu

Jednak nie oszukujmy się. Lewica doskonale rozumie przyczyny przegranej bitwy. Wie, że dopóki Polacy są przywiązani do tradycyjnych wartości, projekt polegający na zmianie zbiorowej świadomości jest skazany na klęskę. Dlatego uderzają w najmłodszych.

Zmiany w szkolnictwie, które programuje minister edukacji Barbara Nowacka, mają na celu właśnie przerwanie międzypokoleniowej ciągłości systemu wartości. Przeformatowanie kodu kulturowego i zrobienie z mózgów uczniów lewicowej papki. W końcu to przecież państwo w dużej mierze wyznacza normy. Jeśli tworzone przez nie prawo mówi, że aborcja jest złem, to większość społeczeństwa prędzej czy później uznaje tę zasadę. Widać to dokładnie po ewolucji nastawienia Polaków do usuwania ciąży. Jeżeli jednak otwarcie walczy z religią i wbrew umowom międzynarodowym ogranicza nauczanie tego przedmiotu w szkole, to wyznacza kolejną normę, zgodnie z którą przedmiot ten staje się nieważny. Wręcz obciachowy. Skandaliczny incydent w Kielnie zdarzył się właśnie teraz, gdy projekt „opiłowywania katolików” został wprowadzony w życie. Krzyż przestaje być symbolem kulturowym, a ma być sprowadzony wyłącznie do religii. Neomarksiści mówią, że to krok w kierunku państwa laickiego, ale w rzeczywistości chodzi o eliminację chrześcijaństwa z życia publicznego. Historia uczy nas, że zawsze była to droga do totalitaryzmów, w których można było zabijać zastrzykiem w serce z chlorku potasu.



 

Polecane