Redaktor naczelny "TS" Michał Ossowski: Solidarność wygrała, hieny roku zaryczały

Wyrok sądu apelacyjnego potwierdzający prawo NSZZ „Solidarność” do historycznego znaku to nie „kontrowersja”, tylko oczywista konsekwencja faktów i prawa. Ten symbol od 1980 roku był narzędziem walki ludzi pracy o wolność i godność, a nie prywatnym gadżetem artysty ani rekwizytem dla kolejnych mód politycznych.
Flagi Solidarności
Flagi Solidarności / fot. M. Żegliński

Co musisz wiedzieć:

  • Sąd Apelacyjny w Warszawie podtrzymał wczoraj wyrok Sądu Okręgowego w Gdańsku w sprawie dotyczącej autorskich praw majątkowych do znaku graficznego „Solidarność”.
  • Sąd orzekł, że autorskie prawa majątkowe do znaku graficznego „Solidarność” należą do Związku.
  • Wyrok jest prawomocny.

 

Sąd odciął się od medialnego jazgotu

Sąd drugiej instancji zrobił dokładnie to, co powinien: uporządkował spór, odcinając się od medialnego jazgotu i pretensji tych, którzy chcieliby na cudzym dorobku zbić własny kapitał.

Warto przypomnieć, że już Sąd Okręgowy w Gdańsku w głośnym wyroku pierwszej instancji jasno stwierdził, że majątkowe prawa autorskie do znaku graficznego „Solidarność” przysługują Związkowi, a nie Jerzemu Janiszewskiemu czy instytucjom, które próbują logo dowolnie przerabiać i rozdawać. Nakaz zaniechania udzielania licencji na cały świat nie wziął się znikąd – był reakcją na wieloletnie obchodzenie umowy oraz próby komercjalizacji symbolu, który powstawał w ogniu strajków, a nie w sterylnym studiu reklamowym. Wczorajszy wyrok apelacyjny tylko ten porządek potwierdził.

Na tym tle szczególnie jaskrawo widać spór z Europejskim Centrum Solidarności, które uparcie lansuje zmodyfikowaną wersję znaku – z unijną flagą zamiast polskiej – jakby to ono było depozytariuszem sensu słowa „Solidarność”. ECS od lat powtarza jak mantrę, że „to dziedzictwo wszystkich”, ale kiedy sąd mówi wyraźnie: podmiotem praw jest Związek, a nie dowolna fundacja czy muzeum, natychmiast włącza się ton obrażonego salonu. Spór NSZZ "Solidarność" z przewodniczącym Piotrem Dudą na czele z władzami ECS to nie spór o grafikę, tylko o elementarne prawo tych, którzy ponosili realne koszty tamtej walki, do decydowania, kto i do czego używa ich symbolu.

 

Niektórzy już rozdają certyfikaty „prawdziwej” i „fałszywej” Solidarności

Pod wpisem przewodniczącego Solidarności komentującym wyrok Sądu Apelacyjnego w sieci natychmiast pojawiła się przewidywalna fala komentarzy. Jedni krzyczą o „zawłaszczaniu dziedzictwa Solidarności”, inni płaczą, że „logo należy do wszystkich”, jeszcze inni powtarzają jak zaklęcie: „artysta ma zawsze rację”. Do tego dochodzą klasyczne wyzwiska: „pisowska Solidarność”, „Duda zomowiec” – mimo że za podobne pomówienia padały już przeprosiny, także ze strony osób tak symbolicznych jak Lech Wałęsa. To pokazuje skalę bezsilności: gdy brakuje argumentów prawnych, zostaje obrzucanie błotem ludzi, którzy odważyli się upomnieć o swoje.

W tę logikę idealnie wpisuje się komentarz Wojciecha Czuchnowskiego – kolejny raz w stylu kandydata do nagrody „Hiena Roku”. Ton wyższości, pełna pogarda wobec „pisowskiej Solidarności”, zero szacunku dla związkowców, za to mnóstwo moralizowania z bezpiecznego, „hamakowego” dystansu. Czuchnowski nie analizuje wyroku, nie wchodzi w treść umów, tylko wali po twarzach etykietkami. Bo łatwiej jest zrobić z Solidarności partyjną „przybudówkę”, niż przyjąć do wiadomości, że Związek wygrał w sądzie realny spór o realne prawa.

Warto przy tym pamiętać, że to nie jest pierwszy raz, gdy styl Czuchnowskiego budzi skrajne emocje – w środowisku dziennikarskim ma już na koncie antynagrodę za brak empatii i publicystyczne zacietrzewienie. Dziś dokładnie ten sam schemat widzimy w sprawie znaku „Solidarność”: maksimum insynuacji, minimum rzetelnej analizy. A gdy doda się do tego fakt, że sam publicysta jest prywatnie mężem Magdaleny Fitas-Czuchnowskiej – tłumaczki najwyższych władz państwowych, wcześniej żony byłego szefa WSI, formacji od lat uchodzącej w debacie publicznej za wyjątkowo kontrowersyjną – to widać jasno, że nie mamy do czynienia z niewinnym komentatorem z boku, tylko aktorem jednej z politycznych stron tego sporu. To nie jest zarzut prawny, tylko prosty opis kontekstu, który warto znać, gdy ktoś rozdaje certyfikaty „prawdziwej” i „fałszywej” Solidarności.

 

Era bezkarnego żonglowania symbolem „S” dobiegła końca

Prawda jest brutalnie prosta: bez NSZZ „Solidarność” nie byłoby ani tego logo, ani legendy, którą tak chętnie dziś wszyscy się obwieszają. To struktury związkowe były rozbijane, działacze wyrzucani z pracy, ludzie siedzieli za kratami – nie facebookowi obrońcy „wolnej kultury” ani hamakowi komentatorzy z wielkomiejskich redakcji. Jeśli ktoś ma moralny i prawny tytuł do decydowania o znaku „Solidarność”, to właśnie Związek. Sąd apelacyjny tylko to przypieczętował.

Dlatego ten wyrok trzeba nie tylko przyjąć z satysfakcją, ale i potraktować jako ostrzeżenie: era bezkarnego żonglowania symbolem „S” pod dowolną agendę – czy to muzealno-grantową, czy publicystyczno-antyzwiązkową – dobiegła końca. Kto chce korzystać z tego znaku, niech usiądzie do stołu z jego prawowitym właścicielem, zamiast wylewać żale w komentarzach i rzucać zużytymi obelgami. Solidarność nie jest od tego, by firmować cudze interesy. Solidarność ma bronić ludzi pracy – i dobrze, że sąd wreszcie jasno powiedział, że prawo stoi po jej stronie, niezależnie od tego, ile jeszcze hien roku zaryczy w gazetowych felietonach.


 

POLECANE
GIS wydał nowy komunikat. Na ten produkt trzeba uważać Wiadomości
GIS wydał nowy komunikat. Na ten produkt trzeba uważać

Główny Inspektorat Sanitarny wydał pilne ostrzeżenie dla wszystkich, którzy kupili kolorowe szklanki z motywem kwiatów.

Tragedia w Szwajcarii. Nie żyje nastolatek ranny w pożarze w Crans-Montanie Wiadomości
Tragedia w Szwajcarii. Nie żyje nastolatek ranny w pożarze w Crans-Montanie

Do 41 wzrosła liczba śmiertelnych ofiar pożaru, który wybuchł w noc sylwestrową w barze w szwajcarskiej miejscowości Crans-Montana. W szpitalu zmarł w sobotę, miesiąc po tragedii, 18-letni Szwajcar - podała w niedzielę szwajcarska agencja Ats za tamtejszą prokuraturą.

Gratka dla miłośników astronomii. Tych zjawisk nie możesz przegapić Wiadomości
Gratka dla miłośników astronomii. Tych zjawisk nie możesz przegapić

Luty 2026 będzie dobrym miesiącem do obserwowania nocnego nieba. Krótkie dni i długie noce sprzyjają astronomii, a zimowe powietrze często poprawia widoczność gwiazd i planet.

Emocje w  „Tańcu z Gwiazdami. Znana tancerka wraca na parkiet Wiadomości
Emocje w „Tańcu z Gwiazdami". Znana tancerka wraca na parkiet

Wielkimi krokami zbliża się 18. edycja „Tańca z gwiazdami”, a Polsat stopniowo odsłania karty. Jedną z pierwszych potwierdzonych tancerek jest Daria Syta, która po raz piąty pojawi się na parkiecie popularnego show.

Kulig zakończył się tragedią. Nie żyje 49-latek Wiadomości
Kulig zakończył się tragedią. Nie żyje 49-latek

We wsi Bronowice (Lubuskie), w wyniku wypadku podczas kuligu zginął w sobotni wieczór 49-latek. Mężczyzna jadąc na sankach ciągniętych quadem uderzył głową w słup energetyczny – poinformowała w niedzielę rzecznik Prokuratury Okręgowej w Zielonej Górze Ewa Antonowicz.

Lewandowski znów zachwyca. Nagranie z treningu obiegło sieć Wiadomości
Lewandowski znów zachwyca. Nagranie z treningu obiegło sieć

W mediach społecznościowych FC Barcelony pojawiło się nagranie z treningu, które szybko przyciągnęło uwagę kibiców. Robert Lewandowski, mimo trudniejszego momentu w sezonie, pokazał na nim pełnię swoich technicznych możliwości.

Trójstronne rozmowy pokojowe w nowym terminie. Zełenski podał daty Wiadomości
Trójstronne rozmowy pokojowe w nowym terminie. Zełenski podał daty

Kolejna runda rozmów pokojowych z udziałem Ukrainy, USA i Rosji odbędzie się w najbliższą środę i czwartek, 4 i 5 lutego, w Abu Zabi w Zjednoczonych Emiratach Arabskich – poinformował w niedzielę ukraiński prezydent Wołodymyr Zełenski. Wcześniej oczekiwano, że rozmowy odbędą się 1 lutego.

Nie żyje była szefowa Bundestagu z ostatniej chwili
Nie żyje była szefowa Bundestagu

Była przewodnicząca Bundestagu Rita Süssmuth nie żyje. Działaczka Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej CDU zmarła w wieku 88 lat – podała w niedzielę agencja DPA, powołując się na informację Bundestagu potwierdzoną przez rzeczniczkę CDU.

O włos od tragedii. Wypadek z udziałem polskiego piosenkarza Wiadomości
O włos od tragedii. Wypadek z udziałem polskiego piosenkarza

Michał Wiśniewski opublikował w mediach społecznościowych emocjonalne nagranie, w którym opowiedział o niebezpiecznym zdarzeniu drogowym z jego udziałem. Lider zespołu Ich Troje poinformował, że został uderzony przez rozpędzony samochód, którego kierowca uciekł z miejsca kolizji.

Zgubili się w lesie podczas mrozów. Dramat w Kampinoskim Parku Narodowym Wiadomości
Zgubili się w lesie podczas mrozów. Dramat w Kampinoskim Parku Narodowym

Jedna z trzech osób, które zgubiły się podczas spaceru w Kampinoskim Parku Narodowym, nie przeżyła. Mimo szybkiej akcji ratunkowej i intensywnych poszukiwań, życia starszej kobiety nie udało się uratować. Policja ostrzega przed przebywaniem w lasach w czasie silnych mrozów.

REKLAMA

Redaktor naczelny "TS" Michał Ossowski: Solidarność wygrała, hieny roku zaryczały

Wyrok sądu apelacyjnego potwierdzający prawo NSZZ „Solidarność” do historycznego znaku to nie „kontrowersja”, tylko oczywista konsekwencja faktów i prawa. Ten symbol od 1980 roku był narzędziem walki ludzi pracy o wolność i godność, a nie prywatnym gadżetem artysty ani rekwizytem dla kolejnych mód politycznych.
Flagi Solidarności
Flagi Solidarności / fot. M. Żegliński

Co musisz wiedzieć:

  • Sąd Apelacyjny w Warszawie podtrzymał wczoraj wyrok Sądu Okręgowego w Gdańsku w sprawie dotyczącej autorskich praw majątkowych do znaku graficznego „Solidarność”.
  • Sąd orzekł, że autorskie prawa majątkowe do znaku graficznego „Solidarność” należą do Związku.
  • Wyrok jest prawomocny.

 

Sąd odciął się od medialnego jazgotu

Sąd drugiej instancji zrobił dokładnie to, co powinien: uporządkował spór, odcinając się od medialnego jazgotu i pretensji tych, którzy chcieliby na cudzym dorobku zbić własny kapitał.

Warto przypomnieć, że już Sąd Okręgowy w Gdańsku w głośnym wyroku pierwszej instancji jasno stwierdził, że majątkowe prawa autorskie do znaku graficznego „Solidarność” przysługują Związkowi, a nie Jerzemu Janiszewskiemu czy instytucjom, które próbują logo dowolnie przerabiać i rozdawać. Nakaz zaniechania udzielania licencji na cały świat nie wziął się znikąd – był reakcją na wieloletnie obchodzenie umowy oraz próby komercjalizacji symbolu, który powstawał w ogniu strajków, a nie w sterylnym studiu reklamowym. Wczorajszy wyrok apelacyjny tylko ten porządek potwierdził.

Na tym tle szczególnie jaskrawo widać spór z Europejskim Centrum Solidarności, które uparcie lansuje zmodyfikowaną wersję znaku – z unijną flagą zamiast polskiej – jakby to ono było depozytariuszem sensu słowa „Solidarność”. ECS od lat powtarza jak mantrę, że „to dziedzictwo wszystkich”, ale kiedy sąd mówi wyraźnie: podmiotem praw jest Związek, a nie dowolna fundacja czy muzeum, natychmiast włącza się ton obrażonego salonu. Spór NSZZ "Solidarność" z przewodniczącym Piotrem Dudą na czele z władzami ECS to nie spór o grafikę, tylko o elementarne prawo tych, którzy ponosili realne koszty tamtej walki, do decydowania, kto i do czego używa ich symbolu.

 

Niektórzy już rozdają certyfikaty „prawdziwej” i „fałszywej” Solidarności

Pod wpisem przewodniczącego Solidarności komentującym wyrok Sądu Apelacyjnego w sieci natychmiast pojawiła się przewidywalna fala komentarzy. Jedni krzyczą o „zawłaszczaniu dziedzictwa Solidarności”, inni płaczą, że „logo należy do wszystkich”, jeszcze inni powtarzają jak zaklęcie: „artysta ma zawsze rację”. Do tego dochodzą klasyczne wyzwiska: „pisowska Solidarność”, „Duda zomowiec” – mimo że za podobne pomówienia padały już przeprosiny, także ze strony osób tak symbolicznych jak Lech Wałęsa. To pokazuje skalę bezsilności: gdy brakuje argumentów prawnych, zostaje obrzucanie błotem ludzi, którzy odważyli się upomnieć o swoje.

W tę logikę idealnie wpisuje się komentarz Wojciecha Czuchnowskiego – kolejny raz w stylu kandydata do nagrody „Hiena Roku”. Ton wyższości, pełna pogarda wobec „pisowskiej Solidarności”, zero szacunku dla związkowców, za to mnóstwo moralizowania z bezpiecznego, „hamakowego” dystansu. Czuchnowski nie analizuje wyroku, nie wchodzi w treść umów, tylko wali po twarzach etykietkami. Bo łatwiej jest zrobić z Solidarności partyjną „przybudówkę”, niż przyjąć do wiadomości, że Związek wygrał w sądzie realny spór o realne prawa.

Warto przy tym pamiętać, że to nie jest pierwszy raz, gdy styl Czuchnowskiego budzi skrajne emocje – w środowisku dziennikarskim ma już na koncie antynagrodę za brak empatii i publicystyczne zacietrzewienie. Dziś dokładnie ten sam schemat widzimy w sprawie znaku „Solidarność”: maksimum insynuacji, minimum rzetelnej analizy. A gdy doda się do tego fakt, że sam publicysta jest prywatnie mężem Magdaleny Fitas-Czuchnowskiej – tłumaczki najwyższych władz państwowych, wcześniej żony byłego szefa WSI, formacji od lat uchodzącej w debacie publicznej za wyjątkowo kontrowersyjną – to widać jasno, że nie mamy do czynienia z niewinnym komentatorem z boku, tylko aktorem jednej z politycznych stron tego sporu. To nie jest zarzut prawny, tylko prosty opis kontekstu, który warto znać, gdy ktoś rozdaje certyfikaty „prawdziwej” i „fałszywej” Solidarności.

 

Era bezkarnego żonglowania symbolem „S” dobiegła końca

Prawda jest brutalnie prosta: bez NSZZ „Solidarność” nie byłoby ani tego logo, ani legendy, którą tak chętnie dziś wszyscy się obwieszają. To struktury związkowe były rozbijane, działacze wyrzucani z pracy, ludzie siedzieli za kratami – nie facebookowi obrońcy „wolnej kultury” ani hamakowi komentatorzy z wielkomiejskich redakcji. Jeśli ktoś ma moralny i prawny tytuł do decydowania o znaku „Solidarność”, to właśnie Związek. Sąd apelacyjny tylko to przypieczętował.

Dlatego ten wyrok trzeba nie tylko przyjąć z satysfakcją, ale i potraktować jako ostrzeżenie: era bezkarnego żonglowania symbolem „S” pod dowolną agendę – czy to muzealno-grantową, czy publicystyczno-antyzwiązkową – dobiegła końca. Kto chce korzystać z tego znaku, niech usiądzie do stołu z jego prawowitym właścicielem, zamiast wylewać żale w komentarzach i rzucać zużytymi obelgami. Solidarność nie jest od tego, by firmować cudze interesy. Solidarność ma bronić ludzi pracy – i dobrze, że sąd wreszcie jasno powiedział, że prawo stoi po jej stronie, niezależnie od tego, ile jeszcze hien roku zaryczy w gazetowych felietonach.



 

Polecane