Dlaczego PiS ciągle ma szanse na 40%

Jeżeli chcą Państwo ożywić nudną i ponurą imprezę, proponuję głośno powiedzieć, że PiS wciąż ma szansę na osiągnięcie blisko 40% w przyszłych wyborach. Wybuch śmiechu i seria dowcipnych komentarzy gwarantowane, a cała sytuacja jeszcze długo będzie wspominana jako wyśmienita anegdota. Tymczasem... stwierdzenie to jest po prostu prawdziwe.
Jarosław Kaczyński i politycy partii PiS
Jarosław Kaczyński i politycy partii PiS / Screenshot z kanału YT "Prawo i Sprawiedliwość"

Co musisz wiedzieć:

  • Zdaniem autora PiS wciąż może osiągnąć samodzielną większość w przyszłych wyborach parlamentarnych.
  • Jako główny powód przywołuje argument, że jako jedyna poważna siła polityczna reprezentuje interesy większości Polaków o słabszej pozycji ekonomicznej.
  • Przekonanie o skazaniu PiSu na koalicję wynikają z uwięzienia komentatorów w krótkoterminowej perspektywie.

 

Żart?

Z pełną świadomością, że i ten tekst może trafić do annałów najbardziej humorystycznych prognoz politycznych ostatnich lat, pozwalam sobie mimo wszystko go napisać. Zwycięża we mnie przekonanie, że polska debata publiczna ugrzęzła w krótkoterminowej perspektywie: w natłoku bieżączki i absolutyzacji własnych mocy poznawczych komentatorów. A jednak powtórzę – PiS ma realną szansę na samodzielne rządy po przyszłych wyborach parlamentarnych, choć wiele zależy od czynników, których dziś nie jesteśmy w stanie przewidzieć.

 

Złudzenie stałości

W retrospektywnym badaniu CBOS z 2011 roku pt. „Prawo i Sprawiedliwość. Dziesięcioletnia historia elektoratu” odnotowano pierwsze w dziejach partii przejście przez „ciemną dolinę”. Po przegranych wyborach w 2007 roku poparcie dla PiS systematycznie topniało, a w latach 2008–2010 wielokrotnie spadało poniżej 20%, podczas gdy Platforma Obywatelska była w sondażach absolutnym hegemonem. Recydywa tej sytuacji nastąpiła około 2011 roku. Wystarczy spojrzeć na tamte liczby, by zrozumieć, że przebyte już przez Jarosława Kaczyńskiego doliny bywały znacznie ciemniejsze od tej, w jakiej jego partia znajduje się obecnie.

Przytaczanie ówczesnych wypowiedzi polityków i publicystów, którzy z pełnym przekonaniem głosili, że PiS już nigdy nie wróci do władzy (a na pewno nie samodzielnie), byłoby dziś zadaniem aż zbyt łatwym. Najbardziej spektakularnym przykładem tamtych nastrojów był wywiad rzeka Andrzeja Morozowskiego z Michałem Kamińskim opublikowany pod znamiennym tytułem „Koniec PiS-u”. Dominujące dziś w debacie publicznej głosy przypominają też echo wypowiedzi Ludwika Dorna z programu „Kawa na ławę” Bogdana Rymanowskiego w 2013 roku:

„Nigdy nie należy ogłaszać, że ktoś nie ma szans na powrót do władzy, ale wydaje mi się, że te szanse są niewielkie przy obecnej linii politycznej [...]. PiS formułuje diagnozę, że jedyną opozycją w Polsce jest PiS – i że nie tylko samodzielnie wygra wybory, ale będzie mógł samodzielnie utworzyć rząd”.

Dziś przeważa dokładnie ten sam pogląd: PiS pozbawia się zdolności koalicyjnej, a przecież wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, iż nie jest w stanie osiągnąć samodzielnej większości. Tyle że historia ostatnich dwóch dekad pokazuje coś dokładnie odwrotnego – że to nie „pisowscy hurraoptymiści”, lecz ich przeciwnicy ulegają politycznej naiwności.

 

Polska scena zmienną jest

Świadczy o niej też ignorowanie dynamiki polskiej sceny politycznej. Wystarczy przypomnieć sondaż IBRiS z początku 2016 roku, gdy Nowoczesna Ryszarda Petru zbliżyła się do 30% poparcia, wyprzedzając rządzące wówczas PiS. Nawet TVN przestawiła się wtedy na promowanie Petru kosztem Platformy Obywatelskiej jako potencjalnego przyszłego premiera. Zaledwie rok później, w połowie 2017 roku, Nowoczesna balansowała już na granicy 5%, a niedługo potem została całkowicie skonsumowana przez Koalicję Obywatelską. Podobne historie znamy z wcześniejszych lat. Tuż przed wyborami w 2001 roku sondaże OBOP dawały SLD nawet 45–50% poparcia, a dziś partia ta walczy w każdych wyborach o samo przetrwanie. O bardziej aktualnych losach Trzeciej Drogi i zupełnie zamierzchłym odrodzeniu postkomunistów kilka lat po transformacji nie trzeba już chyba wspominać.

 

Główna oś polaryzacji

By nieco utrudnić sobie zadanie, przyznajmy – w czasach wcześniejszych kryzysów PiS nie miało na prawicy tak silnej konkurencji jak dziś: w postaci Konfederacji czy Korony Grzegorza Brauna. Rzeczywiście, wówczas można było wróżyć powrót PiS-u do władzy, bo obok niego funkcjonował jedynie prawicowy i centroprawicowy plankton, podczas gdy dziś sytuacja wygląda inaczej: wspomniane formacje cieszą się relatywnie wysokim i stabilnym (dotyczy to głównie partii Sławomira Mentzena) poparciem. A jednak, jeśli przestaniemy patrzeć na te ugrupowania przez zużyte już etykiety „prawicy” i „lewicy”, które coraz mniej znaczą, dostrzeżemy w nich inną, znacznie istotniejszą oś polaryzacji. Oś, która w pewnym sensie pozostawia PiS-owi monopol na reprezentowanie realnych, materialnych interesów większości społeczeństwa.

Wszyscy rywale PiS-u, którzy znajdują się dziś powyżej progu wyborczego, realizują (mniej lub bardziej otwarcie) interesy bogatszej, bardziej wpływowej części Polaków, która stanowi mniejszość. Koalicja Obywatelska od lat prezentuje praktykę rządzenia, którą można bez przesady określić jako antyrozwojową i antyzwiązkową. Pojęcia takie jak „prawa pracownicze” czy „sprawiedliwość społeczna” są jej zupełnie obce. Konfederacja natomiast sprzyja dużemu biznesowi, propagując socjaldarwinizm w wersji light: zgodnie z którym, jeśli ktoś jest biedny, to z własnej winy, a rynek wszystko sam ureguluje. „Solidarystyczny” kwiatek do tego liberalnego kożucha, czyli Ruch Narodowy, jest wbrew własnemu PR-owi mocno zliberalizowany gospodarczo, co zresztą często budzi frustrację wśród szeregowych działaczy. Korona Grzegorza Brauna z kolei mimo katolickiej retoryki nie ma nic wspólnego z katolickim nauczaniem społecznym. Od początku towarzyszy jej korwinowskie „ukąszenie”, co przejawia się choćby w niedawnym ogłoszeniu przez wiceszefa partii, że Korona w postulatach wolnorynkowych prześcignie samą Konfederację. Ostatnia formacja powyżej progu – Nowa Lewica – jest natomiast całkowicie zwasalizowana przez Donalda Tuska. Z liderem w postaci biznesmena Włodzimierza Czarzastego trudno jej wiarygodnie występować w roli obrońcy ludzi wykluczonych czy ekonomicznie zmarginalizowanych.

PiS a ekonomiczny przekrój społeczny

Konkluzja jest prosta: to właśnie PiS reprezentuje dziś interes bytowy i ekonomiczny warstw ludowych, osób o niższych dochodach, a także znacznej części tzw. Polski powiatowej, plebejskiej i senioralnej. Jeśli spojrzymy na scenę polityczną z tej fundamentalnej perspektywy, zobaczymy, że PiS nie ma tu poważnego rywala. Pytanie tylko, czy ta przewaga zostanie odpowiednio wyartykułowana. Bo to, co dla jednych jest siłą PiS-u, przez jego przeciwników bywa przedstawiane jako wada: jako „socjalizm” albo „lewactwo”. Określenia te nie mają jednak żadnej merytorycznej wagi. Są sloganem i pustym epitetem. Co więcej, pod tym względem to właśnie PiS ideologicznie odnosi się do polskiej katolickiej prawicy, konkurenci zaś – raczej protestanckiej, w której „wolny rynek” można uznać za część składową tamtejszego konserwatyzmu.

 

Rozpoznanie bojem

Doświadczenie uczy, że (mówiąc obrazowo) partie niestabilne klinicznie mają również niestabilne poparcie. Aktualny przypływ popularności Grzegorz Braun zawdzięcza prawdopodobnie nie tyle swoim poglądom, co raczej brakowi wiedzy wyborców o ich rzeczywistym charakterze. Poglądom, które cechuje niemal całkowity brak rozeznania w podstawowych interesach narodowych – zwłaszcza w kwestiach geopolitycznych. Hierarchia tematów poruszanych przez Brauna i jego środowisko jest znamienna: prym wiodą „żymianie”, historyczne brytyjskie spiski przeciw Polsce, „banderyzacja” i inne obsesyjne wątki, którymi żyją internetowi „przebudzeni poszukiwacze prawdy”. Antyukraiński „powab” przyciągający część wyborców sfrustrowanych napięciami między oboma narodami może jednak nie wytrzymać konfrontacji z rzeczywistością. Z czasem coraz więcej osób zda sobie sprawę, że ma do czynienia z partią kierowaną przez obsesje i paranoje, a nie przez realne myślenie państwowe.

Z drugiej strony PiS wciąż nie pojęło, że wielu wyborców Konfederacji nie kieruje się już wizją świata, w której Donald Tusk uosabia ontologiczne zło. Dla tej części elektoratu potencjalna „kolaboracja” z Tuskiem nie jest już dyskwalifikująca, a wszelki polityczny handel to wyraz sprytu i politycznych zdolności Mentzena. Wiele więc zależy od tego, czy PiS zdoła rozpoznać punkty, które w oczach wyborców Konfederacji – tych „do odzyskania” lub przynajmniej do zniechęcenia – mają realne znaczenie. A są to choćby: niski poziom profesjonalizmu tej partii (niepoważne zachowania Sławomira Mentzena to codzienność, a ugrupowanie roi się od działaczy o podobnym profilu), obciążające powiązania lobbystyczne z przeszłości (np. z przemysłem futrzarskim) czy wreszcie fakt, że Konfederacja jest w istocie efemeryczną manifestacją ducha czasu, nie zaś nośnikiem trwałych wartości konserwatywnych. PiS ma więc szansę w tej konfrontacji, pod warunkiem, że przestanie uderzać w przeciwnika na podstawie własnych, nieprawdziwych o nim wyobrażeń. Zamiast prymitywnych schematów potrzebny jest solidny research i chłodna diagnoza.

 

Strategia do zaktualizowania

Choć mogłoby się wydawać, że od 2015 roku zmieniło się wszystko, w rzeczywistości podziały w polskim społeczeństwie pozostały w dużej mierze te same. Zaniedbany podział klasowy, kulturowy i regionalny wciąż odgrywa decydującą rolę, a PiS zbyt rzadko i zbyt nieśmiało akcentuje fakt, że jego konkurencja tych grup w ogóle nie reprezentuje. Zamiast tego koncentruje się na personalnych prztyczkach, niszczeniu praworządności przez Tuska i innych kwestiach, które nie budują trwałego kapitału politycznego, a raczej wywołują ziewanie tych niezaangażowanych. Tymczasem jego potencjalnym kluczem do ponownego zdobycia samodzielnej władzy pozostaje fakt, że PiS wciąż jest jedynym autentycznym reprezentantem „tych słabszych” w Trzeciej Rzeczpospolitej.

[Tytuł, niektóre śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzi od redakcji]


 

POLECANE
Politico o wojnie w Brukseli. Kallas miała nazwać von der Leyen „dyktatorem” z ostatniej chwili
Politico o wojnie w Brukseli. Kallas miała nazwać von der Leyen „dyktatorem”

Nieoficjalne doniesienia z Brukseli ujawniają narastające napięcia na samym szczycie Unii Europejskiej. Według ustaleń serwisu „Politico” relacje między szefową unijnej dyplomacji Kają Kallas, a przewodniczącą Komisji Europejskiej Ursulą von der Leyen są wyjątkowo złe. 

Paweł Jędrzejewski: Wielki Kalifat Europy? z ostatniej chwili
Paweł Jędrzejewski: Wielki Kalifat Europy?

Czy Europa stworzy nowe groźne fanatyzmy i mordercze idee? Nie "gabinetowe", jak klimatyzm, czy multikulturalizm, niszczące Europę dzień po dniu, ale prawdziwie "uliczne" - takie, jakimi były komunizm, faszyzm, nazizm - porywające masy i mordujące otwarcie wrogów (klasowych, rasowych, etnicznych). Pamiętamy z kronik tłumy wiwatujące na cześć Hitlera na niemieckich, nazistowskich parteitagach. Tysiące Włochów pod balkonem Mussoliniego. Falujące morze ludzi na bolszewickich wiecach, gdy przemawiał Lenin, Trocki lub Stalin. Do takiego zjednoczenia i wspólnoty zawsze potrzebny jest wspólny wróg i jednocząca nienawiść. Czy pojawią się ich nowe, współczesne odpowiedniki?

Trump stawia Iran pod presją. „Wysłałem do regionu dużą armadę” z ostatniej chwili
Trump stawia Iran pod presją. „Wysłałem do regionu dużą armadę”

Prezydent USA Donald Trump powiedział w poniedziałek portalowi Axios, że sytuacja wokół Iranu „jest zmienna”, bo wysłał na Bliski Wschód „dużą armadę”. Ocenił jednocześnie, że Teheran chciałby zawrzeć porozumienie.

„Wbrew rządowej propagandzie...”. Mariusz Błaszczak studzi emocje ws. pieniędzy z programu SAFE z ostatniej chwili
„Wbrew rządowej propagandzie...”. Mariusz Błaszczak studzi emocje ws. pieniędzy z programu SAFE

W poniedziałek MON poinformował, że Komisja Europejska pozytywnie zaopiniowała dokumenty złożone przez Polskę, które dotyczą pozyskania funduszy w wysokości blisko 44 mld euro z programu SAFE. Narrację rządu krytycznie skomentował były szef MON, Mariusz Błaszczak.

IMGW wydał pilny komunikat. Oto co nas czeka w najbliższych dniach z ostatniej chwili
IMGW wydał pilny komunikat. Oto co nas czeka w najbliższych dniach

Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej przedłużył ostrzeżenia pogodowe dla dużej części kraju. W najbliższych godzinach i dniach Polacy muszą liczyć się z marznącymi opadami, gęstą mgłą, oblodzeniem oraz roztopami. Przed niebezpieczną sytuacją na drogach ostrzega także Rządowe Centrum Bezpieczeństwa.

Jest apel do Rzecznika Praw Obywatelskich ws. Adama Borowskiego z ostatniej chwili
Jest apel do Rzecznika Praw Obywatelskich ws. Adama Borowskiego

Byli działacze opozycji demokratycznej z czasów PRL zwrócili się z pilnym apelem do Rzecznika Praw Obywatelskich w sprawie prawomocnego wyroku sądu wobec Adama Borowskiego. W liście, podpisanym przez blisko sto osób, domagają się interwencji i podnoszą argumenty dotyczące wolności słowa oraz kontrowersyjnego charakteru przepisów, na podstawie których zapadł wyrok.

Karol Nawrocki: Polska nieustannie wspiera Mołdawię w jej drodze do Unii Europejskiej z ostatniej chwili
Karol Nawrocki: Polska nieustannie wspiera Mołdawię w jej drodze do Unii Europejskiej

Polska nieustannie wspiera Mołdawię w jej drodze do członkostwa w UE – powiedział prezydent Karol Nawrocki po spotkaniu z prezydentką Mołdawii. Maia Sandu, dziękując Polsce za bycie adwokatem Kiszyniowa w Europie, podkreśliła zaś, że jej kraj chce m.in. przyciągać więcej polskich inwestycji.

KE podjęła decyzję ws. środków dla Polski z instrumentu SAFE. Kosiniak-Kamysz zabiera głos z ostatniej chwili
KE podjęła decyzję ws. środków dla Polski z instrumentu SAFE. Kosiniak-Kamysz zabiera głos

Jesteśmy coraz bliżej otrzymania prawie 44 mld euro na inwestycje w bezpieczeństwo - przekazał wicepremier, szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz po decyzji KE ws. środków dla Polski z instrumentu SAFE. Jak wskazał, kolejnym krokiem będzie decyzja wykonawcza Rady Europejskiej i finalne podpisanie umów.

Michael Schumacher wreszcie wstał z łóżka! Nowe informacje po 12 latach z ostatniej chwili
Michael Schumacher wreszcie wstał z łóżka! Nowe informacje po 12 latach

Przez lata panowała cisza i ścisła tajemnica. Teraz brytyjskie media ujawniają nowe szczegóły dotyczące zdrowia Michaela Schumachera. Legenda Formuły 1 nie jest już przykuta do łóżka i porusza się na wózku inwalidzkim w swoim domu nad Jeziorem Genewskim. To pierwsze tak konkretne doniesienia od lat.

KRS odpowiada na wtargnięcie służb do siedziby. Będzie zawiadomienie do prokuratury z ostatniej chwili
KRS odpowiada na wtargnięcie służb do siedziby. Będzie zawiadomienie do prokuratury

Prezydium Krajowej Rady Sądownictwa upoważniło szefową KRS do złożenia zażalenia na niedawne przeszukanie biur w siedzibie Rady. Złożone ma zostać też w prokuraturze zawiadomienie w związku z tym, że według prezydium KRS, działania policji i prokuratury uniemożliwiły członkom Rady podjęcie pracy.

REKLAMA

Dlaczego PiS ciągle ma szanse na 40%

Jeżeli chcą Państwo ożywić nudną i ponurą imprezę, proponuję głośno powiedzieć, że PiS wciąż ma szansę na osiągnięcie blisko 40% w przyszłych wyborach. Wybuch śmiechu i seria dowcipnych komentarzy gwarantowane, a cała sytuacja jeszcze długo będzie wspominana jako wyśmienita anegdota. Tymczasem... stwierdzenie to jest po prostu prawdziwe.
Jarosław Kaczyński i politycy partii PiS
Jarosław Kaczyński i politycy partii PiS / Screenshot z kanału YT "Prawo i Sprawiedliwość"

Co musisz wiedzieć:

  • Zdaniem autora PiS wciąż może osiągnąć samodzielną większość w przyszłych wyborach parlamentarnych.
  • Jako główny powód przywołuje argument, że jako jedyna poważna siła polityczna reprezentuje interesy większości Polaków o słabszej pozycji ekonomicznej.
  • Przekonanie o skazaniu PiSu na koalicję wynikają z uwięzienia komentatorów w krótkoterminowej perspektywie.

 

Żart?

Z pełną świadomością, że i ten tekst może trafić do annałów najbardziej humorystycznych prognoz politycznych ostatnich lat, pozwalam sobie mimo wszystko go napisać. Zwycięża we mnie przekonanie, że polska debata publiczna ugrzęzła w krótkoterminowej perspektywie: w natłoku bieżączki i absolutyzacji własnych mocy poznawczych komentatorów. A jednak powtórzę – PiS ma realną szansę na samodzielne rządy po przyszłych wyborach parlamentarnych, choć wiele zależy od czynników, których dziś nie jesteśmy w stanie przewidzieć.

 

Złudzenie stałości

W retrospektywnym badaniu CBOS z 2011 roku pt. „Prawo i Sprawiedliwość. Dziesięcioletnia historia elektoratu” odnotowano pierwsze w dziejach partii przejście przez „ciemną dolinę”. Po przegranych wyborach w 2007 roku poparcie dla PiS systematycznie topniało, a w latach 2008–2010 wielokrotnie spadało poniżej 20%, podczas gdy Platforma Obywatelska była w sondażach absolutnym hegemonem. Recydywa tej sytuacji nastąpiła około 2011 roku. Wystarczy spojrzeć na tamte liczby, by zrozumieć, że przebyte już przez Jarosława Kaczyńskiego doliny bywały znacznie ciemniejsze od tej, w jakiej jego partia znajduje się obecnie.

Przytaczanie ówczesnych wypowiedzi polityków i publicystów, którzy z pełnym przekonaniem głosili, że PiS już nigdy nie wróci do władzy (a na pewno nie samodzielnie), byłoby dziś zadaniem aż zbyt łatwym. Najbardziej spektakularnym przykładem tamtych nastrojów był wywiad rzeka Andrzeja Morozowskiego z Michałem Kamińskim opublikowany pod znamiennym tytułem „Koniec PiS-u”. Dominujące dziś w debacie publicznej głosy przypominają też echo wypowiedzi Ludwika Dorna z programu „Kawa na ławę” Bogdana Rymanowskiego w 2013 roku:

„Nigdy nie należy ogłaszać, że ktoś nie ma szans na powrót do władzy, ale wydaje mi się, że te szanse są niewielkie przy obecnej linii politycznej [...]. PiS formułuje diagnozę, że jedyną opozycją w Polsce jest PiS – i że nie tylko samodzielnie wygra wybory, ale będzie mógł samodzielnie utworzyć rząd”.

Dziś przeważa dokładnie ten sam pogląd: PiS pozbawia się zdolności koalicyjnej, a przecież wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, iż nie jest w stanie osiągnąć samodzielnej większości. Tyle że historia ostatnich dwóch dekad pokazuje coś dokładnie odwrotnego – że to nie „pisowscy hurraoptymiści”, lecz ich przeciwnicy ulegają politycznej naiwności.

 

Polska scena zmienną jest

Świadczy o niej też ignorowanie dynamiki polskiej sceny politycznej. Wystarczy przypomnieć sondaż IBRiS z początku 2016 roku, gdy Nowoczesna Ryszarda Petru zbliżyła się do 30% poparcia, wyprzedzając rządzące wówczas PiS. Nawet TVN przestawiła się wtedy na promowanie Petru kosztem Platformy Obywatelskiej jako potencjalnego przyszłego premiera. Zaledwie rok później, w połowie 2017 roku, Nowoczesna balansowała już na granicy 5%, a niedługo potem została całkowicie skonsumowana przez Koalicję Obywatelską. Podobne historie znamy z wcześniejszych lat. Tuż przed wyborami w 2001 roku sondaże OBOP dawały SLD nawet 45–50% poparcia, a dziś partia ta walczy w każdych wyborach o samo przetrwanie. O bardziej aktualnych losach Trzeciej Drogi i zupełnie zamierzchłym odrodzeniu postkomunistów kilka lat po transformacji nie trzeba już chyba wspominać.

 

Główna oś polaryzacji

By nieco utrudnić sobie zadanie, przyznajmy – w czasach wcześniejszych kryzysów PiS nie miało na prawicy tak silnej konkurencji jak dziś: w postaci Konfederacji czy Korony Grzegorza Brauna. Rzeczywiście, wówczas można było wróżyć powrót PiS-u do władzy, bo obok niego funkcjonował jedynie prawicowy i centroprawicowy plankton, podczas gdy dziś sytuacja wygląda inaczej: wspomniane formacje cieszą się relatywnie wysokim i stabilnym (dotyczy to głównie partii Sławomira Mentzena) poparciem. A jednak, jeśli przestaniemy patrzeć na te ugrupowania przez zużyte już etykiety „prawicy” i „lewicy”, które coraz mniej znaczą, dostrzeżemy w nich inną, znacznie istotniejszą oś polaryzacji. Oś, która w pewnym sensie pozostawia PiS-owi monopol na reprezentowanie realnych, materialnych interesów większości społeczeństwa.

Wszyscy rywale PiS-u, którzy znajdują się dziś powyżej progu wyborczego, realizują (mniej lub bardziej otwarcie) interesy bogatszej, bardziej wpływowej części Polaków, która stanowi mniejszość. Koalicja Obywatelska od lat prezentuje praktykę rządzenia, którą można bez przesady określić jako antyrozwojową i antyzwiązkową. Pojęcia takie jak „prawa pracownicze” czy „sprawiedliwość społeczna” są jej zupełnie obce. Konfederacja natomiast sprzyja dużemu biznesowi, propagując socjaldarwinizm w wersji light: zgodnie z którym, jeśli ktoś jest biedny, to z własnej winy, a rynek wszystko sam ureguluje. „Solidarystyczny” kwiatek do tego liberalnego kożucha, czyli Ruch Narodowy, jest wbrew własnemu PR-owi mocno zliberalizowany gospodarczo, co zresztą często budzi frustrację wśród szeregowych działaczy. Korona Grzegorza Brauna z kolei mimo katolickiej retoryki nie ma nic wspólnego z katolickim nauczaniem społecznym. Od początku towarzyszy jej korwinowskie „ukąszenie”, co przejawia się choćby w niedawnym ogłoszeniu przez wiceszefa partii, że Korona w postulatach wolnorynkowych prześcignie samą Konfederację. Ostatnia formacja powyżej progu – Nowa Lewica – jest natomiast całkowicie zwasalizowana przez Donalda Tuska. Z liderem w postaci biznesmena Włodzimierza Czarzastego trudno jej wiarygodnie występować w roli obrońcy ludzi wykluczonych czy ekonomicznie zmarginalizowanych.

PiS a ekonomiczny przekrój społeczny

Konkluzja jest prosta: to właśnie PiS reprezentuje dziś interes bytowy i ekonomiczny warstw ludowych, osób o niższych dochodach, a także znacznej części tzw. Polski powiatowej, plebejskiej i senioralnej. Jeśli spojrzymy na scenę polityczną z tej fundamentalnej perspektywy, zobaczymy, że PiS nie ma tu poważnego rywala. Pytanie tylko, czy ta przewaga zostanie odpowiednio wyartykułowana. Bo to, co dla jednych jest siłą PiS-u, przez jego przeciwników bywa przedstawiane jako wada: jako „socjalizm” albo „lewactwo”. Określenia te nie mają jednak żadnej merytorycznej wagi. Są sloganem i pustym epitetem. Co więcej, pod tym względem to właśnie PiS ideologicznie odnosi się do polskiej katolickiej prawicy, konkurenci zaś – raczej protestanckiej, w której „wolny rynek” można uznać za część składową tamtejszego konserwatyzmu.

 

Rozpoznanie bojem

Doświadczenie uczy, że (mówiąc obrazowo) partie niestabilne klinicznie mają również niestabilne poparcie. Aktualny przypływ popularności Grzegorz Braun zawdzięcza prawdopodobnie nie tyle swoim poglądom, co raczej brakowi wiedzy wyborców o ich rzeczywistym charakterze. Poglądom, które cechuje niemal całkowity brak rozeznania w podstawowych interesach narodowych – zwłaszcza w kwestiach geopolitycznych. Hierarchia tematów poruszanych przez Brauna i jego środowisko jest znamienna: prym wiodą „żymianie”, historyczne brytyjskie spiski przeciw Polsce, „banderyzacja” i inne obsesyjne wątki, którymi żyją internetowi „przebudzeni poszukiwacze prawdy”. Antyukraiński „powab” przyciągający część wyborców sfrustrowanych napięciami między oboma narodami może jednak nie wytrzymać konfrontacji z rzeczywistością. Z czasem coraz więcej osób zda sobie sprawę, że ma do czynienia z partią kierowaną przez obsesje i paranoje, a nie przez realne myślenie państwowe.

Z drugiej strony PiS wciąż nie pojęło, że wielu wyborców Konfederacji nie kieruje się już wizją świata, w której Donald Tusk uosabia ontologiczne zło. Dla tej części elektoratu potencjalna „kolaboracja” z Tuskiem nie jest już dyskwalifikująca, a wszelki polityczny handel to wyraz sprytu i politycznych zdolności Mentzena. Wiele więc zależy od tego, czy PiS zdoła rozpoznać punkty, które w oczach wyborców Konfederacji – tych „do odzyskania” lub przynajmniej do zniechęcenia – mają realne znaczenie. A są to choćby: niski poziom profesjonalizmu tej partii (niepoważne zachowania Sławomira Mentzena to codzienność, a ugrupowanie roi się od działaczy o podobnym profilu), obciążające powiązania lobbystyczne z przeszłości (np. z przemysłem futrzarskim) czy wreszcie fakt, że Konfederacja jest w istocie efemeryczną manifestacją ducha czasu, nie zaś nośnikiem trwałych wartości konserwatywnych. PiS ma więc szansę w tej konfrontacji, pod warunkiem, że przestanie uderzać w przeciwnika na podstawie własnych, nieprawdziwych o nim wyobrażeń. Zamiast prymitywnych schematów potrzebny jest solidny research i chłodna diagnoza.

 

Strategia do zaktualizowania

Choć mogłoby się wydawać, że od 2015 roku zmieniło się wszystko, w rzeczywistości podziały w polskim społeczeństwie pozostały w dużej mierze te same. Zaniedbany podział klasowy, kulturowy i regionalny wciąż odgrywa decydującą rolę, a PiS zbyt rzadko i zbyt nieśmiało akcentuje fakt, że jego konkurencja tych grup w ogóle nie reprezentuje. Zamiast tego koncentruje się na personalnych prztyczkach, niszczeniu praworządności przez Tuska i innych kwestiach, które nie budują trwałego kapitału politycznego, a raczej wywołują ziewanie tych niezaangażowanych. Tymczasem jego potencjalnym kluczem do ponownego zdobycia samodzielnej władzy pozostaje fakt, że PiS wciąż jest jedynym autentycznym reprezentantem „tych słabszych” w Trzeciej Rzeczpospolitej.

[Tytuł, niektóre śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzi od redakcji]



 

Polecane