Obowiązek wojskowy nie powinien obejmować kobiet

Odkąd premier Donald Tusk zapowiedział powszechną mobilizację w zakresie szkolenia wojskowego dla mężczyzn, pojawiły się też opinie, według których należy się wycofać z tego pomysłu całkowicie albo uwzględnić w nim kobiety. Tak, aby albo obie płcie obowiązkowo przechodziły przez pierwszy, najbardziej podstawowy szczebel wojskowy – albo żadna. Tymczasem istnieją dwa poważne powody, przez które nie należy nakładać na kobiety obowiązku wojskowego. I nie dotyczą one mężczyzn.
Kobieta w wojskowym mundurze
Kobieta w wojskowym mundurze / AdobeStock

Co musisz wiedzieć:

  • Autor uważa, że obowiązek wojskowy nie powinien obejmować kobiet z powodów biologicznych (mniejsza siła fizyczna, cykl menstruacyjny) oraz demograficznych (potrzeba zwiększenia dzietności).
  • Wprowadzenie powszechnej służby wojskowej dla kobiet mogłoby dodatkowo opóźnić zakładanie rodzin i pogłębić kryzys demograficzny w Polsce.
  • Zamiast nakładać obowiązek wojskowy na kobiety, państwo powinno raczej zachęcać mężczyzn do szkolenia wojskowego oraz promować politykę prorodzinną.

 

Istnieją dwa zasadnicze argumenty przeciwko powoływaniu kobiet do wojska. I nie chodzi bynajmniej o wykluczanie ich z armii, lecz o nie wprowadzanie programu obowiązkowego lub konkurencyjnie zachęcającego do wojskowej ścieżki kariery. Pierwszy dotyczy biologii, a drugi demografii.

 

Demograficzny argument na rzecz kobiet

Faktem jest, że Polska, podobnie zresztą jak reszta krajów europejskich, mierzy się z dużym kryzysem demograficznym. Dzieci rodzi się dramatycznie mało. W Polsce jest to średnio ledwo jedno dziecko na kobietę, a w skali Unii Europejskiej wskaźnik ten wynosi niespełna 1,4 dziecka na kobietę. Jeśli trend ten się nie zatrzyma, to być może w ciągu trzech-czterech lat polska dzietność spadnie poniżej wartości 1. Podczas gdy minimalny bezpieczny i zdrowy wskaźnik dzietności to przeciętnie 2,15 dziecka na kobietę.

Nie jest to tekst o skutkach zapaści demograficznej, więc jedynie dla zarysowania stawki warto dodać, że niska dzietność przekłada się na osłabienie rozwoju gospodarczego, zaburzenia strukturalne w społeczeństwie, niedobór pracowników na rynku oraz braki w kadrach administracji publicznej i w wojsku, cywilizacyjne cofanie się najbardziej wyludniających się regionów, obniżenie innowacyjności społeczeństwa, nieproporcjonalnie wysokie wydatki w zakresie służby zdrowia i emerytur, upowszechnianie zachowań antyspołecznych i konflikty pokoleniowe czy pogorszenie pozycji wyludniającego się państwa na arenie międzynarodowej.

Natomiast pomysł, że duże ubytki demograficzne powstające z pokolenia na pokolenie przy niskiej dzietności można uzupełnić imigrantami, rzeczywistość zweryfikowała negatywnie. Zdrowa demografia, gospodarka i społeczeństwo mogą być w niewielkim stopniu zasilane obcokrajowcami, ale nie powinny na nich bazować, bo rodzi to wiele problemów związanych z integracją przybyszów i jej kosztami, dezintegracją społeczeństwa przyjmującego czy drenażem mózgów w państwach, z których imigranci przybywają – a w efekcie także osłabianiem ich rozwoju i napędzaniem w nich biedy, korupcji czy wojen domowych.

 

Polityka prodemograficzna

Państwo polskie powinno zatem wprowadzić cały system sprzyjający dzietności. Od łatwo dostępnych mieszkań dla młodych par, przez stabilność zatrudnienia, promowanie prorodzinnych i antyindywidualistycznych wzorców kulturowych, po zwalczanie izolacji społecznej i smartfonozy u młodzieży, przez które wchodzący w dorosłość mężczyźni i kobiety niejednokrotnie nie potrafią się zachować, w tym zagadywać, flirtować, randkować, dogadywać się. Nie wspominając o tworzeniu związków i rodzin.

Już samo wydłużenie edukacji wyższej opóźnia mocno zachodzenie przez wiele kobiet w pierwszą ciążę. A pamiętajmy, że u kobiet płodność z wiekiem drastycznie się pogarsza. Liczne badania z zakresu biologii gamet, zarodków i płodów dowiodły, że po 35. roku życia kobiety z każdym rokiem ryzyko wystąpienia zespołu wad wrodzonych u jej dziecka znacząco wzrasta – jak podają podręczniki do genetyki medycznej czy embriologii, towarzystwa ginekologiczne (m.in. American College of Obstetricians and Gynecologists), a także rozliczne publikacje naukowe, wydane m.in. w takich czasopismach, jak „Fertility and Sterility”, „JBRA Assisted Reproduction” czy „Journal of Obstetrics and Gynaecology Canada”. Jest tak z kilku powodów. Przede wszystkim dlatego, że żeńskie komórki rozrodcze powstają jeszcze w czasie prenatalnym (gdy kobieta jest w brzuchu matki, jako płód). W przeciwieństwie do plemników, powstających wciąż od nowa co około 73 dni. Komórka jajowa jest więc w takim wieku, jak jej posiadaczka. Natomiast u mężczyzn plemniki co około 2,5 miesiąca są nowe.

 

Przeszkody dla dzietności

Każdy czynnik opóźniający zachodzenie w pierwszą ciążę logicznie zmniejsza prawdopodobieństwo pojawienia się drugiego bądź trzeciego dziecka. Wniosek ten podtrzymują również dane demograficzne zbierane przez Eurostat: im później kobieta urodzi pierwsze dziecko, tym mniejsze prawdopodobieństwo pojawienia się kolejnych. Tymczasem trwająca zapaść demograficzna jest już tak głęboka, że nie da się jej zażegnać jedynakami. Systemowe polityki powinny promować tworzenie rodzin co najmniej 2+2 lub 2+3, a bezdzietnych zachęcać do urodzenia chociaż jednego dziecka.

Czynnikiem opóźniającym urodzenie pierwszego dziecka mogą być nie tylko późno nabyte, własne cztery kąty, brak stałego związku przez kryzys relacji międzyludzkich, zwlekanie przez pracodawcę z umową o pracę na czas nieokreślony, ale i gorączka edukacyjna czy służba wojskowa. Oczywiście na tle problemu mieszkaniowego miesiąc lub rok szkolenia wojskowego może mieć nieduże znaczenie, tym niemniej dokładanie kobiecie obowiązków w jej okresie rozrodczym raczej nie sprawi, że urodzi więcej dzieci.

 

Biologia również przemawia przeciwko

O ile dla mężczyzn szkolenie wojskowe może okazać się znakomitym antidotum na nadmierny indywidualizm, izolację społeczną i braki w umiejętnościach interpersonalnych* – składowe przyczyn kryzysu demograficznego – tak w przypadku kobiet niekoniecznie efekt taki wystąpi. Z wielu przyczyn. M.in. kobiety mają inne wzorce zachowań grupowych. Ich sylwetki są zaś dużo bardziej różnorodne niż męskie, przez co nawet uniformizacja strojów może stanowić problem.

Do tego dochodzi okres miesiączkowy – warunkowany hormonalnie, nieodzowny element, jeszcze bardziej problematyzujący obowiązkowe szkolenie wojskowe dla kobiet. Kobiety mają okres nierównocześnie, znosząc wtedy bóle brzucha, migreny, a zwłaszcza krwawienie. Powoływanie kobiet do wojska musiałoby to jakoś uwzględniać, co wydaje się organizacyjnym chaosem. Ponadto część kobiet dotyka zespół napięcia przedmiesiączkowego, który poprzez hormony i neuroprzekaźniki powoduje wahania nastroju. To na pewno nie sprzyja utrzymaniu werwy, mobilizacji i morale.

 

Warunki fizyczne

Drugi istotny argument biologiczny odnosi się do siły fizycznej. Kobiety bez wątpienia są znacznie słabsze fizycznie od mężczyzn. Mają mniej mięśni, a więcej tkanki tłuszczowej, ich kości nie są tak gęste, jak męskie, a stawy i więzadła są mniej wytrzymałe. Pojemność płuc czy wydolność serca również są mniejsze u kobiet niż u mężczyzn. Fakty te, znane od dawna, są „odkrywane” na nowo z powodu trwającego sporu o „liczbę płci” czy o pojęcie „kobiety” i opisywane w różnych publikacjach naukowych, w tym m.in. w periodykach „Physiology & Behavior”, „Physiology” czy „Journal of Functional Morphology and Kinesiology”.

Kobiety mają też statystycznie niższy wzrost – a dodajmy, że wysokość poniżej 155 cm kwalifikuje do wojskowej kategorii D, czyli niezdolności do służby wojskowej w czasie pokoju. Kobiet o takim wzroście wcale nie jest tak niewiele. Oczywiście istnieją wybitnie wysportowane i uzdolnione fizycznie kobiety, ale ogółem płeć żeńska w mniejszym stopniu nadaje się do ciężkiego treningu fizycznego.

 

Przypis

*Przy założeniu, że służba wojskowa, mimo swego rygoru, jest ogółem przyjaznym i formującym doświadczeniem. Powszechnie znane i wcale niezmyślone historie o nadmiernym wykorzystywaniu wyższych pozycji w hierarchii, zachowania graniczące z mobbingiem, czasem zbyt wymagające i niepotrzebnie surowe zasady – wszystko to skutecznie zniechęca młodych mężczyzn do wojska, przez co zamiast patrzeć na nie jak na nowe, wartościowe doświadczenie i możliwość zdobycia kolejnych umiejętności, obawiają się oni potencjalnie panującej na szkoleniu surowości. Sytuacji nie poprawia fakt, że niektóre badania psychologiczne wykazały, iż wojskowi to jedna z najbardziej narcystycznych grup zawodowych, wraz z celebrytami, naukowcami, influencerami i chirurgami. Zapewne niejedna osoba, która miała do czynienia z wyżej postawionymi przedstawicielami armii, doświadczyła antyspołecznego traktowania z ich strony. Takie historie siłą rzeczy roznoszą się wśród ludzi i zdecydowanie nie zachęcają do odbycia co do zasady korzystnego i ciekawego szkolenia.

 

Argumenty „za” są mizerne

Istnieje całkiem sensowny postulat, by podstawowe szkolenie wojskowe było nieco lżejsze. Dzięki temu mężczyźni chętniej by na nie szli, a spróbowawszy, potencjalnie częściej decydowaliby się na dalszą karierę w armii, obejmującą cięższe szkolenia. Pozornie argument ten wydaje się logiczny również w odniesieniu do kobiet, z jednoczesnym nałożeniem na nie obowiązku wojskowego. Jednakże w kontekście demografii skłanianie kobiet do służby w wojsku dalej jest problematyczne, niezależnie od rodzaju czy trudności szkolenia. Tylko kobiety mogą rodzić dzieci i tego, chcąc nie chcąc, nie przeskoczymy.

Drugi kontrargument zwolenników powoływania kobiet do armii jest paradoksalny. Twierdzą oni, że skoro kobiety rodzą dziś tak mało dzieci, to nie ma przeciwwskazań, by szły do wojska. „W końcu raczej i tak nie urodzą”. Jednak takie osoby mylą – i to na zasadniczym poziomie – sekwencję rozumowania. Bo chodzi o to, by dzieci było więcej, a nie jeszcze mniej. Zaś ewentualne rozgraniczanie, by do wojska szły tylko kobiety bezdzietne, może doprowadzić do polaryzacji społecznej lub zachodzenia w ciążę nie z naturalnego pragnienia założenia rodziny, lecz wymuszonych starań celem uniknięcia służby wojskowej.

 

Szkodliwe kalkulacje

Mam przy tym wszystkim silne wrażenie, że ci, którzy postulują, by albo obie płcie były powoływane do wojska, albo żadna (nie jest to bardzo powszechna narracja, ale rzuca się ona w oczy w różnych grupach tożsamościowych, lewicowych i libertariańskich, i wychodzi praktycznie wyłącznie od mężczyzn), liczą raczej cynicznie na to, że z obawy władz przed wdrażaniem służby kobiet nie zostanie wprowadzony żaden obowiązek. Dla nikogo. Na zasadzie:

„Sprawmy, by myślano, że szkolenie wojskowe wyłącznie dla mężczyzn to dyskryminacja. A ponieważ nikt nie wdroży obowiązkowego szkolenia dla kobiet w imię «równości», to bojąc się oskarżeń o dyskryminację mężczyzn, rząd całkowicie zrezygnuje z powszechnych szkoleń”.

Ta tożsamościowa narracja, przypominająca trochę męski wokeizm, jest nie tylko nielogiczna i niespójna. Stanowi też podarek dla Kremla.

Na marginesie, obowiązek ewidencji wojskowej dla kobiet już teraz de facto funkcjonuje, lecz nie jest powszechny. Dotyczy kobiet, które ukończyły studia z określonych dziedzin okołomedycznych i zdrowotnych, w tym na przykład z pielęgniarstwa, ratownictwa medycznego, farmacji, psychologii, weterynarii czy fizjoterapii. Co więcej, także kobiety po szkoleniu na techniczki weterynarii bądź farmacji muszą stawić się w komisji wojskowej. Nie jest to równoznaczne z nakazem przejścia podstawowego szkolenia wojskowego, ale stanowi pewien krok w kierunku armii.

 

Propozycje

Zamiast kierować do wojska kobiety, zdecydowanie lepszym rozwiązaniem będzie zachęcenie do niego mężczyzn. Nie tylko zarobkiem 6 tysięcy złotych za początkowe, miesięczne szkolenie, ale i promowaniem wizerunku takiego szkolenia jako ciekawego, wartościowego i przydatnego, bez stereotypowo przypisanych mu skarg na złe traktowanie bądź kiepskie warunki. W przypadku kobiet sens mogłoby mieć kilkudniowe, obowiązkowe cywilne szkolenie wojskowe z niesienia pomocy medycznej, dostarczania przesyłek podczas działań wojennych, podstawowego korzystania z broni. To samo dotyczyć by mogło mężczyzn, którzy od komisji wojskowej otrzymali kategorię D i E.

[Niektóre śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]


 

POLECANE
Politico o wojnie w Brukseli. Kallas miała nazwać von der Leyen „dyktatorem” z ostatniej chwili
Politico o wojnie w Brukseli. Kallas miała nazwać von der Leyen „dyktatorem”

Nieoficjalne doniesienia z Brukseli ujawniają narastające napięcia na samym szczycie Unii Europejskiej. Według ustaleń serwisu „Politico” relacje między szefową unijnej dyplomacji Kają Kallas, a przewodniczącą Komisji Europejskiej Ursulą von der Leyen są wyjątkowo złe. 

Paweł Jędrzejewski: Wielki Kalifat Europy? z ostatniej chwili
Paweł Jędrzejewski: Wielki Kalifat Europy?

Czy Europa stworzy nowe groźne fanatyzmy i mordercze idee? Nie "gabinetowe", jak klimatyzm, czy multikulturalizm, niszczące Europę dzień po dniu, ale prawdziwie "uliczne" - takie, jakimi były komunizm, faszyzm, nazizm - porywające masy i mordujące otwarcie wrogów (klasowych, rasowych, etnicznych). Pamiętamy z kronik tłumy wiwatujące na cześć Hitlera na niemieckich, nazistowskich parteitagach. Tysiące Włochów pod balkonem Mussoliniego. Falujące morze ludzi na bolszewickich wiecach, gdy przemawiał Lenin, Trocki lub Stalin. Do takiego zjednoczenia i wspólnoty zawsze potrzebny jest wspólny wróg i jednocząca nienawiść. Czy pojawią się ich nowe, współczesne odpowiedniki?

Trump stawia Iran pod presją. „Wysłałem do regionu dużą armadę” z ostatniej chwili
Trump stawia Iran pod presją. „Wysłałem do regionu dużą armadę”

Prezydent USA Donald Trump powiedział w poniedziałek portalowi Axios, że sytuacja wokół Iranu „jest zmienna”, bo wysłał na Bliski Wschód „dużą armadę”. Ocenił jednocześnie, że Teheran chciałby zawrzeć porozumienie.

„Wbrew rządowej propagandzie...”. Mariusz Błaszczak studzi emocje ws. pieniędzy z programu SAFE z ostatniej chwili
„Wbrew rządowej propagandzie...”. Mariusz Błaszczak studzi emocje ws. pieniędzy z programu SAFE

W poniedziałek MON poinformował, że Komisja Europejska pozytywnie zaopiniowała dokumenty złożone przez Polskę, które dotyczą pozyskania funduszy w wysokości blisko 44 mld euro z programu SAFE. Narrację rządu krytycznie skomentował były szef MON, Mariusz Błaszczak.

IMGW wydał pilny komunikat. Oto co nas czeka w najbliższych dniach z ostatniej chwili
IMGW wydał pilny komunikat. Oto co nas czeka w najbliższych dniach

Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej przedłużył ostrzeżenia pogodowe dla dużej części kraju. W najbliższych godzinach i dniach Polacy muszą liczyć się z marznącymi opadami, gęstą mgłą, oblodzeniem oraz roztopami. Przed niebezpieczną sytuacją na drogach ostrzega także Rządowe Centrum Bezpieczeństwa.

Jest apel do Rzecznika Praw Obywatelskich ws. Adama Borowskiego z ostatniej chwili
Jest apel do Rzecznika Praw Obywatelskich ws. Adama Borowskiego

Byli działacze opozycji demokratycznej z czasów PRL zwrócili się z pilnym apelem do Rzecznika Praw Obywatelskich w sprawie prawomocnego wyroku sądu wobec Adama Borowskiego. W liście, podpisanym przez blisko sto osób, domagają się interwencji i podnoszą argumenty dotyczące wolności słowa oraz kontrowersyjnego charakteru przepisów, na podstawie których zapadł wyrok.

Karol Nawrocki: Polska nieustannie wspiera Mołdawię w jej drodze do Unii Europejskiej z ostatniej chwili
Karol Nawrocki: Polska nieustannie wspiera Mołdawię w jej drodze do Unii Europejskiej

Polska nieustannie wspiera Mołdawię w jej drodze do członkostwa w UE – powiedział prezydent Karol Nawrocki po spotkaniu z prezydentką Mołdawii. Maia Sandu, dziękując Polsce za bycie adwokatem Kiszyniowa w Europie, podkreśliła zaś, że jej kraj chce m.in. przyciągać więcej polskich inwestycji.

KE podjęła decyzję ws. środków dla Polski z instrumentu SAFE. Kosiniak-Kamysz zabiera głos z ostatniej chwili
KE podjęła decyzję ws. środków dla Polski z instrumentu SAFE. Kosiniak-Kamysz zabiera głos

Jesteśmy coraz bliżej otrzymania prawie 44 mld euro na inwestycje w bezpieczeństwo - przekazał wicepremier, szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz po decyzji KE ws. środków dla Polski z instrumentu SAFE. Jak wskazał, kolejnym krokiem będzie decyzja wykonawcza Rady Europejskiej i finalne podpisanie umów.

Michael Schumacher wreszcie wstał z łóżka! Nowe informacje po 12 latach z ostatniej chwili
Michael Schumacher wreszcie wstał z łóżka! Nowe informacje po 12 latach

Przez lata panowała cisza i ścisła tajemnica. Teraz brytyjskie media ujawniają nowe szczegóły dotyczące zdrowia Michaela Schumachera. Legenda Formuły 1 nie jest już przykuta do łóżka i porusza się na wózku inwalidzkim w swoim domu nad Jeziorem Genewskim. To pierwsze tak konkretne doniesienia od lat.

KRS odpowiada na wtargnięcie służb do siedziby. Będzie zawiadomienie do prokuratury z ostatniej chwili
KRS odpowiada na wtargnięcie służb do siedziby. Będzie zawiadomienie do prokuratury

Prezydium Krajowej Rady Sądownictwa upoważniło szefową KRS do złożenia zażalenia na niedawne przeszukanie biur w siedzibie Rady. Złożone ma zostać też w prokuraturze zawiadomienie w związku z tym, że według prezydium KRS, działania policji i prokuratury uniemożliwiły członkom Rady podjęcie pracy.

REKLAMA

Obowiązek wojskowy nie powinien obejmować kobiet

Odkąd premier Donald Tusk zapowiedział powszechną mobilizację w zakresie szkolenia wojskowego dla mężczyzn, pojawiły się też opinie, według których należy się wycofać z tego pomysłu całkowicie albo uwzględnić w nim kobiety. Tak, aby albo obie płcie obowiązkowo przechodziły przez pierwszy, najbardziej podstawowy szczebel wojskowy – albo żadna. Tymczasem istnieją dwa poważne powody, przez które nie należy nakładać na kobiety obowiązku wojskowego. I nie dotyczą one mężczyzn.
Kobieta w wojskowym mundurze
Kobieta w wojskowym mundurze / AdobeStock

Co musisz wiedzieć:

  • Autor uważa, że obowiązek wojskowy nie powinien obejmować kobiet z powodów biologicznych (mniejsza siła fizyczna, cykl menstruacyjny) oraz demograficznych (potrzeba zwiększenia dzietności).
  • Wprowadzenie powszechnej służby wojskowej dla kobiet mogłoby dodatkowo opóźnić zakładanie rodzin i pogłębić kryzys demograficzny w Polsce.
  • Zamiast nakładać obowiązek wojskowy na kobiety, państwo powinno raczej zachęcać mężczyzn do szkolenia wojskowego oraz promować politykę prorodzinną.

 

Istnieją dwa zasadnicze argumenty przeciwko powoływaniu kobiet do wojska. I nie chodzi bynajmniej o wykluczanie ich z armii, lecz o nie wprowadzanie programu obowiązkowego lub konkurencyjnie zachęcającego do wojskowej ścieżki kariery. Pierwszy dotyczy biologii, a drugi demografii.

 

Demograficzny argument na rzecz kobiet

Faktem jest, że Polska, podobnie zresztą jak reszta krajów europejskich, mierzy się z dużym kryzysem demograficznym. Dzieci rodzi się dramatycznie mało. W Polsce jest to średnio ledwo jedno dziecko na kobietę, a w skali Unii Europejskiej wskaźnik ten wynosi niespełna 1,4 dziecka na kobietę. Jeśli trend ten się nie zatrzyma, to być może w ciągu trzech-czterech lat polska dzietność spadnie poniżej wartości 1. Podczas gdy minimalny bezpieczny i zdrowy wskaźnik dzietności to przeciętnie 2,15 dziecka na kobietę.

Nie jest to tekst o skutkach zapaści demograficznej, więc jedynie dla zarysowania stawki warto dodać, że niska dzietność przekłada się na osłabienie rozwoju gospodarczego, zaburzenia strukturalne w społeczeństwie, niedobór pracowników na rynku oraz braki w kadrach administracji publicznej i w wojsku, cywilizacyjne cofanie się najbardziej wyludniających się regionów, obniżenie innowacyjności społeczeństwa, nieproporcjonalnie wysokie wydatki w zakresie służby zdrowia i emerytur, upowszechnianie zachowań antyspołecznych i konflikty pokoleniowe czy pogorszenie pozycji wyludniającego się państwa na arenie międzynarodowej.

Natomiast pomysł, że duże ubytki demograficzne powstające z pokolenia na pokolenie przy niskiej dzietności można uzupełnić imigrantami, rzeczywistość zweryfikowała negatywnie. Zdrowa demografia, gospodarka i społeczeństwo mogą być w niewielkim stopniu zasilane obcokrajowcami, ale nie powinny na nich bazować, bo rodzi to wiele problemów związanych z integracją przybyszów i jej kosztami, dezintegracją społeczeństwa przyjmującego czy drenażem mózgów w państwach, z których imigranci przybywają – a w efekcie także osłabianiem ich rozwoju i napędzaniem w nich biedy, korupcji czy wojen domowych.

 

Polityka prodemograficzna

Państwo polskie powinno zatem wprowadzić cały system sprzyjający dzietności. Od łatwo dostępnych mieszkań dla młodych par, przez stabilność zatrudnienia, promowanie prorodzinnych i antyindywidualistycznych wzorców kulturowych, po zwalczanie izolacji społecznej i smartfonozy u młodzieży, przez które wchodzący w dorosłość mężczyźni i kobiety niejednokrotnie nie potrafią się zachować, w tym zagadywać, flirtować, randkować, dogadywać się. Nie wspominając o tworzeniu związków i rodzin.

Już samo wydłużenie edukacji wyższej opóźnia mocno zachodzenie przez wiele kobiet w pierwszą ciążę. A pamiętajmy, że u kobiet płodność z wiekiem drastycznie się pogarsza. Liczne badania z zakresu biologii gamet, zarodków i płodów dowiodły, że po 35. roku życia kobiety z każdym rokiem ryzyko wystąpienia zespołu wad wrodzonych u jej dziecka znacząco wzrasta – jak podają podręczniki do genetyki medycznej czy embriologii, towarzystwa ginekologiczne (m.in. American College of Obstetricians and Gynecologists), a także rozliczne publikacje naukowe, wydane m.in. w takich czasopismach, jak „Fertility and Sterility”, „JBRA Assisted Reproduction” czy „Journal of Obstetrics and Gynaecology Canada”. Jest tak z kilku powodów. Przede wszystkim dlatego, że żeńskie komórki rozrodcze powstają jeszcze w czasie prenatalnym (gdy kobieta jest w brzuchu matki, jako płód). W przeciwieństwie do plemników, powstających wciąż od nowa co około 73 dni. Komórka jajowa jest więc w takim wieku, jak jej posiadaczka. Natomiast u mężczyzn plemniki co około 2,5 miesiąca są nowe.

 

Przeszkody dla dzietności

Każdy czynnik opóźniający zachodzenie w pierwszą ciążę logicznie zmniejsza prawdopodobieństwo pojawienia się drugiego bądź trzeciego dziecka. Wniosek ten podtrzymują również dane demograficzne zbierane przez Eurostat: im później kobieta urodzi pierwsze dziecko, tym mniejsze prawdopodobieństwo pojawienia się kolejnych. Tymczasem trwająca zapaść demograficzna jest już tak głęboka, że nie da się jej zażegnać jedynakami. Systemowe polityki powinny promować tworzenie rodzin co najmniej 2+2 lub 2+3, a bezdzietnych zachęcać do urodzenia chociaż jednego dziecka.

Czynnikiem opóźniającym urodzenie pierwszego dziecka mogą być nie tylko późno nabyte, własne cztery kąty, brak stałego związku przez kryzys relacji międzyludzkich, zwlekanie przez pracodawcę z umową o pracę na czas nieokreślony, ale i gorączka edukacyjna czy służba wojskowa. Oczywiście na tle problemu mieszkaniowego miesiąc lub rok szkolenia wojskowego może mieć nieduże znaczenie, tym niemniej dokładanie kobiecie obowiązków w jej okresie rozrodczym raczej nie sprawi, że urodzi więcej dzieci.

 

Biologia również przemawia przeciwko

O ile dla mężczyzn szkolenie wojskowe może okazać się znakomitym antidotum na nadmierny indywidualizm, izolację społeczną i braki w umiejętnościach interpersonalnych* – składowe przyczyn kryzysu demograficznego – tak w przypadku kobiet niekoniecznie efekt taki wystąpi. Z wielu przyczyn. M.in. kobiety mają inne wzorce zachowań grupowych. Ich sylwetki są zaś dużo bardziej różnorodne niż męskie, przez co nawet uniformizacja strojów może stanowić problem.

Do tego dochodzi okres miesiączkowy – warunkowany hormonalnie, nieodzowny element, jeszcze bardziej problematyzujący obowiązkowe szkolenie wojskowe dla kobiet. Kobiety mają okres nierównocześnie, znosząc wtedy bóle brzucha, migreny, a zwłaszcza krwawienie. Powoływanie kobiet do wojska musiałoby to jakoś uwzględniać, co wydaje się organizacyjnym chaosem. Ponadto część kobiet dotyka zespół napięcia przedmiesiączkowego, który poprzez hormony i neuroprzekaźniki powoduje wahania nastroju. To na pewno nie sprzyja utrzymaniu werwy, mobilizacji i morale.

 

Warunki fizyczne

Drugi istotny argument biologiczny odnosi się do siły fizycznej. Kobiety bez wątpienia są znacznie słabsze fizycznie od mężczyzn. Mają mniej mięśni, a więcej tkanki tłuszczowej, ich kości nie są tak gęste, jak męskie, a stawy i więzadła są mniej wytrzymałe. Pojemność płuc czy wydolność serca również są mniejsze u kobiet niż u mężczyzn. Fakty te, znane od dawna, są „odkrywane” na nowo z powodu trwającego sporu o „liczbę płci” czy o pojęcie „kobiety” i opisywane w różnych publikacjach naukowych, w tym m.in. w periodykach „Physiology & Behavior”, „Physiology” czy „Journal of Functional Morphology and Kinesiology”.

Kobiety mają też statystycznie niższy wzrost – a dodajmy, że wysokość poniżej 155 cm kwalifikuje do wojskowej kategorii D, czyli niezdolności do służby wojskowej w czasie pokoju. Kobiet o takim wzroście wcale nie jest tak niewiele. Oczywiście istnieją wybitnie wysportowane i uzdolnione fizycznie kobiety, ale ogółem płeć żeńska w mniejszym stopniu nadaje się do ciężkiego treningu fizycznego.

 

Przypis

*Przy założeniu, że służba wojskowa, mimo swego rygoru, jest ogółem przyjaznym i formującym doświadczeniem. Powszechnie znane i wcale niezmyślone historie o nadmiernym wykorzystywaniu wyższych pozycji w hierarchii, zachowania graniczące z mobbingiem, czasem zbyt wymagające i niepotrzebnie surowe zasady – wszystko to skutecznie zniechęca młodych mężczyzn do wojska, przez co zamiast patrzeć na nie jak na nowe, wartościowe doświadczenie i możliwość zdobycia kolejnych umiejętności, obawiają się oni potencjalnie panującej na szkoleniu surowości. Sytuacji nie poprawia fakt, że niektóre badania psychologiczne wykazały, iż wojskowi to jedna z najbardziej narcystycznych grup zawodowych, wraz z celebrytami, naukowcami, influencerami i chirurgami. Zapewne niejedna osoba, która miała do czynienia z wyżej postawionymi przedstawicielami armii, doświadczyła antyspołecznego traktowania z ich strony. Takie historie siłą rzeczy roznoszą się wśród ludzi i zdecydowanie nie zachęcają do odbycia co do zasady korzystnego i ciekawego szkolenia.

 

Argumenty „za” są mizerne

Istnieje całkiem sensowny postulat, by podstawowe szkolenie wojskowe było nieco lżejsze. Dzięki temu mężczyźni chętniej by na nie szli, a spróbowawszy, potencjalnie częściej decydowaliby się na dalszą karierę w armii, obejmującą cięższe szkolenia. Pozornie argument ten wydaje się logiczny również w odniesieniu do kobiet, z jednoczesnym nałożeniem na nie obowiązku wojskowego. Jednakże w kontekście demografii skłanianie kobiet do służby w wojsku dalej jest problematyczne, niezależnie od rodzaju czy trudności szkolenia. Tylko kobiety mogą rodzić dzieci i tego, chcąc nie chcąc, nie przeskoczymy.

Drugi kontrargument zwolenników powoływania kobiet do armii jest paradoksalny. Twierdzą oni, że skoro kobiety rodzą dziś tak mało dzieci, to nie ma przeciwwskazań, by szły do wojska. „W końcu raczej i tak nie urodzą”. Jednak takie osoby mylą – i to na zasadniczym poziomie – sekwencję rozumowania. Bo chodzi o to, by dzieci było więcej, a nie jeszcze mniej. Zaś ewentualne rozgraniczanie, by do wojska szły tylko kobiety bezdzietne, może doprowadzić do polaryzacji społecznej lub zachodzenia w ciążę nie z naturalnego pragnienia założenia rodziny, lecz wymuszonych starań celem uniknięcia służby wojskowej.

 

Szkodliwe kalkulacje

Mam przy tym wszystkim silne wrażenie, że ci, którzy postulują, by albo obie płcie były powoływane do wojska, albo żadna (nie jest to bardzo powszechna narracja, ale rzuca się ona w oczy w różnych grupach tożsamościowych, lewicowych i libertariańskich, i wychodzi praktycznie wyłącznie od mężczyzn), liczą raczej cynicznie na to, że z obawy władz przed wdrażaniem służby kobiet nie zostanie wprowadzony żaden obowiązek. Dla nikogo. Na zasadzie:

„Sprawmy, by myślano, że szkolenie wojskowe wyłącznie dla mężczyzn to dyskryminacja. A ponieważ nikt nie wdroży obowiązkowego szkolenia dla kobiet w imię «równości», to bojąc się oskarżeń o dyskryminację mężczyzn, rząd całkowicie zrezygnuje z powszechnych szkoleń”.

Ta tożsamościowa narracja, przypominająca trochę męski wokeizm, jest nie tylko nielogiczna i niespójna. Stanowi też podarek dla Kremla.

Na marginesie, obowiązek ewidencji wojskowej dla kobiet już teraz de facto funkcjonuje, lecz nie jest powszechny. Dotyczy kobiet, które ukończyły studia z określonych dziedzin okołomedycznych i zdrowotnych, w tym na przykład z pielęgniarstwa, ratownictwa medycznego, farmacji, psychologii, weterynarii czy fizjoterapii. Co więcej, także kobiety po szkoleniu na techniczki weterynarii bądź farmacji muszą stawić się w komisji wojskowej. Nie jest to równoznaczne z nakazem przejścia podstawowego szkolenia wojskowego, ale stanowi pewien krok w kierunku armii.

 

Propozycje

Zamiast kierować do wojska kobiety, zdecydowanie lepszym rozwiązaniem będzie zachęcenie do niego mężczyzn. Nie tylko zarobkiem 6 tysięcy złotych za początkowe, miesięczne szkolenie, ale i promowaniem wizerunku takiego szkolenia jako ciekawego, wartościowego i przydatnego, bez stereotypowo przypisanych mu skarg na złe traktowanie bądź kiepskie warunki. W przypadku kobiet sens mogłoby mieć kilkudniowe, obowiązkowe cywilne szkolenie wojskowe z niesienia pomocy medycznej, dostarczania przesyłek podczas działań wojennych, podstawowego korzystania z broni. To samo dotyczyć by mogło mężczyzn, którzy od komisji wojskowej otrzymali kategorię D i E.

[Niektóre śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]



 

Polecane