Umarzanie afer, nagradzanie lojalnych – tak działa państwo Tuska

Wyborcom Platformy Obywatelskiej nadużycia wybranej przez nich władzy zbytnio nie przeszkadzają. Korzyści płynące ze sprawowania rządów to dla nich oczywistość, niejako premia za wygrane wybory. Rzecz jasna dotyczy to wyłącznie swoich.
Donald Tusk
Donald Tusk / Fotoserwis PAP / fot. Jarek Praszkiewicz

Co musisz wiedzieć:

  • Prokuratura umorzyła sprawy Romana Giertycha i Sławomira Nowaka, co można interpretować jako przejaw bezkarności osób związanych z Platformą Obywatelską.
  • Dziennikarskie śledztwo Leszka Kraskowskiego ujawniło szczegóły mechanizmu wyprowadzania milionów złotych ze spółki Polnord, w który miał być zaangażowany Giertych, mimo czego nie poniósł on konsekwencji prawnych. 
  • Wśród polityków koalicji rządzącej uwikłanych w afery finansowe lub majątkowe wymieniani są Włodzimierz Karpiński, Tomasz Grodzki, Waldemar Żurek, Arkadiusz Myrcha i Kinga Gajewska.
  • Obecny system władzy ma działać według logiki „dla swoich”, rozdzielając granty, dotacje i środki z KPO wśród lojalnych środowisk, co tworzy sieć polityczno-ekonomiczną opartą na wzajemnych korzyściach.
  • Ochrona sojuszników przed wymiarem sprawiedliwości – jak w przypadku Stanisława Gawłowskiego – oraz podwójne standardy wobec przeciwników mają stanowić fundament nowego porządku opartego na lojalności zamiast prawa.

 

Korupcja jest zła. No chyba, że w Platformie

W umorzeniu spraw Romana Giertycha i Sławomira Nowaka najbardziej uderzająca jest ostentacja. Prokuratura nawet nie udaje, że chciałaby dochodzić sprawiedliwości. Nowak na razie siedzi cicho. Z kolei poseł PO i adwokat rodziny Tusków z bezwstydną pewnością siebie, absolutnym lekceważeniem dla odbiorców, no i rzecz jasna dla faktów, w studiach telewizyjnych i radiowych rozsiewa opowieść o tym, że sprawa o wyłudzenie ze spółki Polnord kilkudziesięciu milionów złotych była wymysłem PiS-owskiej prokuratury.

Mówi tak mimo tego, że dziennikarz Leszek Kraskowski przez wiele tygodni krok po kroku z najdrobniejszymi szczegółami opisywał mechanizm wyprowadzania pieniędzy z Polnordu. Podawał kwoty, osoby (np. kierowcę Romana Giertycha), fundacje (np. żony Giertycha), przez które przepływały miliony złotych, a następnie gdzieś znikały.

Sam Giertych procesu mu nigdy o to nie wytoczył, choć znany jest z łatwości w wysyłaniu pozwów pod byle pretekstem.

Nonsensu sytuacji dodawało groteskowe zachowanie Giertycha, który groził sądem wszystkim, którzy powielili wpis Leszka Kraskowskiego na platformie X. Oczywiście zamiast strachu wzbudził entuzjazm internautów, którzy z lubością rozpowszechniali fakty podane przez dziennikarza śledczego.

Na ratunek Giertychowi

Ponieważ jednak Roman Giertych jest całkowicie niewiarygodny, a cynizm i kłamstwo wylewają się z niemal każdego jego zdania, potrzebował uwiarygodnienia swojej niewinności. W sukurs przyszedł mu więc Dariusz Korneluk, który bezprawnie pełni funkcję prokuratora krajowego. Stwierdził, że prokuratura nie miała dowodów na przestępstwa adwokata.

Sam Korneluk także musi stale zaprzeczać rzeczywistości, gdyż funkcję swoją przejął po nielegalnej decyzji premiera Donalda Tuska. W istocie więc razem z Giertychem jadą na tym samym wózku.

 

Taplanie się w szambie

Stwierdzić, że przykłady Giertycha i Nowaka, ale też Włodzimierza Karpińskiego, Tomasza Grodzkiego, Waldemara Żurka (który nie jest w stanie wytłumaczyć, jak zgromadził tak ogromny majątek), wiceministra sprawiedliwości Arkadiusza Myrchy i Kingi Gajewskiej (którzy najpierw kłamali w oświadczeniu majątkowym, a następnie okazało się, że przyjęli w darowiźnie dom od ojca Gajewskiej – człowieka o mrocznej, przestępczej przeszłości) oraz wielu innych – to jawne drwienie z prawa, to jakby nie powiedzieć nic.

Chodzi o coś więcej niż zapewnienie bezkarności swoim – raczej to próba permanentnego ześwinienia życia społecznego. Utaplania wszystkiego w szambie, by nikt później nie był w stanie wyjść z tej sytuacji czysty.

I nie dotyczy to wyłącznie członków Platformy Obywatelskiej i jej sojuszników. Ten proces w głównej mierze ma dotyczyć wyborców. To oni mają stać się wspólnikami w wielkim przekręcie. George Orwell pisał przed laty: „Ludzie głosujący na złodziei nie są ofiarami, ale wspólnikami”. To oczywiście prawda, ale Donald Tusk i jego medialni macherzy poszli dalej. Nie udają, że są uczciwi, ale mówią wprost: umarzamy śledztwa, w których dowody są oczywiste, ponieważ możemy to zrobić. A wy – publiczność i wyborcy – albo wejdziecie w układ z nami, których znacie i lubicie mimo naszych wad, albo pozwolicie na powrót barbarzyńców.

Gazeta Wyborcza dyscyplinuje

Czyż dokładnie taki nie był sens artykułu w „Gazecie Wyborczej” napominający dziennikarzy z liberalnych i lewicowych mediów, by nie rozpisywali się na temat afery z rozdawaniem pieniędzy z KPO, bo może to zaszkodzić Tuskowi? Dokładnie o to chodziło.

Nie wolno mówić prawdy, bo nasi przegrają wybory.

Nawet jeśli to nieudacznicy i złodzieje, nawet jeśli rozdawali pieniądze bez sensu i z pominięciem procedur. Może to skurw…, znaczy łobuzy, ale jednak nasze. Ponadto miliony przyznawali swoim, więc właściwi ludzie na tym skorzystali.

 

Współwinni zła

Podobną metodę przed laty stosowali komuniści. Tworzyli system permanentnego łamania zasad, partycypacji w oszustwach. Najczęściej drobnych – można było ukraść trochę paliwa z bazy, sprzedać mięso spod lady czy za partyjną legitymację dostać talon na wczasy, czasem na samochód, a może nawet przydział mieszkania. PRL unurzał wszystkich w brudzie i wiele czasu zajęło polskiemu społeczeństwu otrząśnięcie się z tego stanu świadomości.

Platforma Obywatelska, PSL, Lewica i Polska 2050 działają według podobnego scenariusza. Oferują apanaże, granty, dotacje, bezzwrotne pożyczki tym, którzy znajdują się w ich kręgu. W ten sposób tworzą rodzaj oligarchii, ale także system podwójnych standardów.

Równi i równiejsi

Jego podstawą jest przekonanie o podziale na Polskę lepszą i gorszą. Pierwsza mieszka w dużych miastach i głosuje na PO i jej przystawki, druga pochodzi z prowincji i sympatyzuje z prawicą. Władza, pieniądze i zaszczyty z oczywistych przyczyn należą się tym lepszym, więc podział dóbr powinien odbywać się właśnie według tego klucza. Stworzenie systemu, który to zapewnia, nie jest więc w istocie – w ich rozumieniu – mechanizmem szkodliwym czy wręcz korupcyjnym, ale zapewniającym realną sprawiedliwość.

Wykluczenie dużych grup społecznych z możliwości uzyskania korzyści – na przykład pieniędzy z KPO – musi ciągnąć za sobą uprzywilejowanie innych. I właśnie do nich swój przekaz kierują Tusk i jego ekipa. Oferując im korzyści, czyni z nich wspólników. Nie tylko korupcji, ale także wyrzucania poza nawias grup, z którymi obecna władza nie wiąże żadnych nadziei.

Z biegiem czasu to beneficjenci stają na straży porządku zapewniającego im pierwszeństwo, a często nawet wyłączność, w korzystaniu z dóbr wynikających z łaski władzy. Stają się więc częścią patologii, elementem systemu rządów z zasady opartych na niesprawiedliwości.

 

Bez złudzeń

To umoczenie wiąże się oczywiście z wiernością. Im głębiej jakaś grupa społeczna – choćby artyści czy dziennikarze – brodzi w tym bagnie, tym bardziej lojalnie i zacieklej walczyć będzie o zachowanie status quo. Władza doskonale to rozumie, dlatego jednocześnie nimi gardzi i ich hołubi.

Jednak jedni i drudzy wiedzą, że w tym układzie nie ma miejsca na fanaberie w postaci uczciwości, transparentności i równości. Uleganie tego rodzaju naiwnym sentymentom może przecież doprowadzić do utraty władzy, a wtedy dla wszystkich przyjdą trudne dni.

Z tej perspektywy umorzenie spraw Nowaka czy Giertycha dla zwolenników obecnej władzy nie jest odbierane jako patologia, ale dowód sprawczości. Wszyscy, którzy tkwią w tym układzie, mogą czuć się bezpiecznie.

Ekipa Tuska właśnie dowiodła, że jest w stanie ochronić każdego. Nawet w tak beznadziejnym przypadku jak Sławomira Nowaka dała sobie radę z opozycją, mediami, opinią publiczną. Ma siłę, więc budzi zaufanie.

 

Sprawa Gawłowskiego

Bardzo ciekawie w całej tej konstrukcji rysuje się sprawa wyroku za korupcję dla Stanisława Gawłowskiego. Sąd, skądinąd zaprzyjaźniony, skazał prominentnego polityka PO na pięć i pół roku odsiadki. Bez zawieszenia.

Wiele osób mogło poczuć się zawiedzionych, a nawet przestraszonych. Gawłowski za kratkami to przecież same niebezpieczeństwa. Po pierwsze – może zacząć sypać, po drugie – podważa zaufanie do systemu. Skoro sprawiedliwość dopadła tak wysokiego urzędnika państwa, to może dosięgnąć każdego.

I tu znów pojawia się ta zaskakująca ostentacja.

Minister sprawiedliwości Waldemar Żurek likwiduje system losowego wyboru sędziów do poszczególnych spraw, a ustalenie składu oddaje w ręce zaufanych mu osób. Dzięki temu w procesie apelacyjnym były sekretarz generalny PO może liczyć na właściwych sędziów, a więc uniknięcie więzienia.

Bezczelność, z jaką minister Żurek kłamie w tej sprawie, jest jasnym komunikatem do elektoratu zamienionego we wspólników. W istocie szef resortu sprawiedliwości mówi im: nie bójcie się, zadbamy i o Staszka. Nie zostawiamy swoich na polu walki. W razie potrzeby o was też się zatroszczymy.

Jak o Piotra Najsztuba, który jadąc bez prawa jazdy i ważnych dokumentów samochodu, potrącił kobietę na pasach. Czy o Piotra Kraśkę, który latami nie płacił podatków. Albo o Kubę Wojewódzkiego, który uczestniczył w przestępczym procederze Janusza Palikota. Włos im z głowy nie spadł. Tylko Palikot przesiedział kilka miesięcy w areszcie, ale przekręt był gruby, a na dodatek miał na pieńku z Tuskiem.

 

Moralność przestępców

W istocie więc Tusk tworzy system, który nawet nie udaje państwa praworządnego, choć oczywiście tak premier przedstawia to zagranicy i naiwnym. Jego podstawą nie jest prawo, ale przynależność do klanu. Inne normy są przeznaczone dla tych, którzy są wśród zwolenników Platformy i koalicjantów, inne dla reszty.

Rzecz jasna uprzywilejowanym wolno więcej, są w znacznej mierze ponad prawem. Nie obowiązują ich zwykłe normy. Wyborcy obecnej władzy zdają się to akceptować i nie oburzają się na jawne drwiny z prawa. Właściwie to nawet są zadowoleni, bo prawica może się tylko bezsilnie wściekać.

Zwłaszcza że wobec niej obowiązują zasady zupełnie odwrotne. Można, a nawet należy przekraczać prawo, by dopaść jak największą liczbę polityków PiS. Nie chodzi tu o żadne rozliczenia czy sprawiedliwość, ale zniszczenie. Oczywiście w imię obrony praworządności – jak rozumie ją Tusk.

[Sekcje "Co musisz wiedzieć", FAQ, oraz lead i niektóre śródtytuły od Redakcji]


 

POLECANE
Adam Borowski w Kancelarii Prezydenta. Nie złamała go komuna i nie pozwolimy, by złamali go teraz z ostatniej chwili
Adam Borowski w Kancelarii Prezydenta. "Nie złamała go komuna i nie pozwolimy, by złamali go teraz"

Prezydencki minister Zbigniew Bogucki spotkał się w poniedziałek z legendarnym działaczem Solidarności Adamem Borowskim. "Nie złamała go komuna i nie pozwolimy by złamali go teraz" – oświadczył.

Komunikat dla mieszkańców woj. małopolskiego i podkarpackiego z ostatniej chwili
Komunikat dla mieszkańców woj. małopolskiego i podkarpackiego

Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej wydał ostrzeżenia hydrologiczne I, II i III stopnia w związku z roztopami w woj. małopolskim i podkarpackim. Dla zlewni Sękówka w Małopolsce wydał ostrzeżenie III stopnia – wezbranie z przekroczeniem stanów alarmowych.

Media: Rosną koszty w ośrodkach dla cudzoziemców. Za to stawki żywieniowe w szpitalach w dół z ostatniej chwili
Media: Rosną koszty w ośrodkach dla cudzoziemców. Za to stawki żywieniowe w szpitalach w dół

Serwis niezalezna.pl zestawił dane o kosztach utrzymania w ośrodkach dla cudzoziemców ze stawkami żywieniowymi w szpitalach po zakończeniu programu "Dobry posiłek".

Tylu cudzoziemców opuściło Polskę. Służby podały dane z ostatniej chwili
Tylu cudzoziemców opuściło Polskę. Służby podały dane

Około 140 cudzoziemców opuściło Polskę w ostatnim tygodniu – poinformowała w nowym komunikacie Straż Graniczna.

Atak nożownika w Ustce. Nie żyje 4-letnie dziecko, są ranni z ostatniej chwili
Atak nożownika w Ustce. Nie żyje 4-letnie dziecko, są ranni

Nie żyje 4-letnia dziewczynka, która została zaatakowana przez nożownika. Do zdarzenia doszło przy ul. Bałtyckiej w Ustce – poinformowało we wtorek rano Radio Gdańsk.

Politico o wojnie w Brukseli. Kallas miała nazwać von der Leyen „dyktatorem” z ostatniej chwili
Politico o wojnie w Brukseli. Kallas miała nazwać von der Leyen „dyktatorem”

Nieoficjalne doniesienia z Brukseli ujawniają narastające napięcia na samym szczycie Unii Europejskiej. Według ustaleń serwisu Politico relacje między szefową unijnej dyplomacji Kają Kallas a przewodniczącą Komisji Europejskiej Ursulą von der Leyen są wyjątkowo złe. 

Paweł Jędrzejewski: Wielki Kalifat Europy? z ostatniej chwili
Paweł Jędrzejewski: Wielki Kalifat Europy?

Czy Europa stworzy nowe groźne fanatyzmy i mordercze idee? Nie "gabinetowe", jak klimatyzm, czy multikulturalizm, niszczące Europę dzień po dniu, ale prawdziwie "uliczne" - takie, jakimi były komunizm, faszyzm, nazizm - porywające masy i mordujące otwarcie wrogów (klasowych, rasowych, etnicznych). Pamiętamy z kronik tłumy wiwatujące na cześć Hitlera na niemieckich, nazistowskich parteitagach. Tysiące Włochów pod balkonem Mussoliniego. Falujące morze ludzi na bolszewickich wiecach, gdy przemawiał Lenin, Trocki lub Stalin. Do takiego zjednoczenia i wspólnoty zawsze potrzebny jest wspólny wróg i jednocząca nienawiść. Czy pojawią się ich nowe, współczesne odpowiedniki?

Trump stawia Iran pod presją. „Wysłałem do regionu dużą armadę” z ostatniej chwili
Trump stawia Iran pod presją. „Wysłałem do regionu dużą armadę”

Prezydent USA Donald Trump powiedział w poniedziałek portalowi Axios, że sytuacja wokół Iranu „jest zmienna”, bo wysłał na Bliski Wschód „dużą armadę”. Ocenił jednocześnie, że Teheran chciałby zawrzeć porozumienie.

„Wbrew rządowej propagandzie...”. Mariusz Błaszczak studzi emocje ws. pieniędzy z programu SAFE z ostatniej chwili
„Wbrew rządowej propagandzie...”. Mariusz Błaszczak studzi emocje ws. pieniędzy z programu SAFE

W poniedziałek MON poinformował, że Komisja Europejska pozytywnie zaopiniowała dokumenty złożone przez Polskę, które dotyczą pozyskania funduszy w wysokości blisko 44 mld euro z programu SAFE. Narrację rządu krytycznie skomentował były szef MON, Mariusz Błaszczak.

IMGW wydał pilny komunikat. Oto co nas czeka w najbliższych dniach z ostatniej chwili
IMGW wydał pilny komunikat. Oto co nas czeka w najbliższych dniach

Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej przedłużył ostrzeżenia pogodowe dla dużej części kraju. W najbliższych godzinach i dniach Polacy muszą liczyć się z marznącymi opadami, gęstą mgłą, oblodzeniem oraz roztopami. Przed niebezpieczną sytuacją na drogach ostrzega także Rządowe Centrum Bezpieczeństwa.

REKLAMA

Umarzanie afer, nagradzanie lojalnych – tak działa państwo Tuska

Wyborcom Platformy Obywatelskiej nadużycia wybranej przez nich władzy zbytnio nie przeszkadzają. Korzyści płynące ze sprawowania rządów to dla nich oczywistość, niejako premia za wygrane wybory. Rzecz jasna dotyczy to wyłącznie swoich.
Donald Tusk
Donald Tusk / Fotoserwis PAP / fot. Jarek Praszkiewicz

Co musisz wiedzieć:

  • Prokuratura umorzyła sprawy Romana Giertycha i Sławomira Nowaka, co można interpretować jako przejaw bezkarności osób związanych z Platformą Obywatelską.
  • Dziennikarskie śledztwo Leszka Kraskowskiego ujawniło szczegóły mechanizmu wyprowadzania milionów złotych ze spółki Polnord, w który miał być zaangażowany Giertych, mimo czego nie poniósł on konsekwencji prawnych. 
  • Wśród polityków koalicji rządzącej uwikłanych w afery finansowe lub majątkowe wymieniani są Włodzimierz Karpiński, Tomasz Grodzki, Waldemar Żurek, Arkadiusz Myrcha i Kinga Gajewska.
  • Obecny system władzy ma działać według logiki „dla swoich”, rozdzielając granty, dotacje i środki z KPO wśród lojalnych środowisk, co tworzy sieć polityczno-ekonomiczną opartą na wzajemnych korzyściach.
  • Ochrona sojuszników przed wymiarem sprawiedliwości – jak w przypadku Stanisława Gawłowskiego – oraz podwójne standardy wobec przeciwników mają stanowić fundament nowego porządku opartego na lojalności zamiast prawa.

 

Korupcja jest zła. No chyba, że w Platformie

W umorzeniu spraw Romana Giertycha i Sławomira Nowaka najbardziej uderzająca jest ostentacja. Prokuratura nawet nie udaje, że chciałaby dochodzić sprawiedliwości. Nowak na razie siedzi cicho. Z kolei poseł PO i adwokat rodziny Tusków z bezwstydną pewnością siebie, absolutnym lekceważeniem dla odbiorców, no i rzecz jasna dla faktów, w studiach telewizyjnych i radiowych rozsiewa opowieść o tym, że sprawa o wyłudzenie ze spółki Polnord kilkudziesięciu milionów złotych była wymysłem PiS-owskiej prokuratury.

Mówi tak mimo tego, że dziennikarz Leszek Kraskowski przez wiele tygodni krok po kroku z najdrobniejszymi szczegółami opisywał mechanizm wyprowadzania pieniędzy z Polnordu. Podawał kwoty, osoby (np. kierowcę Romana Giertycha), fundacje (np. żony Giertycha), przez które przepływały miliony złotych, a następnie gdzieś znikały.

Sam Giertych procesu mu nigdy o to nie wytoczył, choć znany jest z łatwości w wysyłaniu pozwów pod byle pretekstem.

Nonsensu sytuacji dodawało groteskowe zachowanie Giertycha, który groził sądem wszystkim, którzy powielili wpis Leszka Kraskowskiego na platformie X. Oczywiście zamiast strachu wzbudził entuzjazm internautów, którzy z lubością rozpowszechniali fakty podane przez dziennikarza śledczego.

Na ratunek Giertychowi

Ponieważ jednak Roman Giertych jest całkowicie niewiarygodny, a cynizm i kłamstwo wylewają się z niemal każdego jego zdania, potrzebował uwiarygodnienia swojej niewinności. W sukurs przyszedł mu więc Dariusz Korneluk, który bezprawnie pełni funkcję prokuratora krajowego. Stwierdził, że prokuratura nie miała dowodów na przestępstwa adwokata.

Sam Korneluk także musi stale zaprzeczać rzeczywistości, gdyż funkcję swoją przejął po nielegalnej decyzji premiera Donalda Tuska. W istocie więc razem z Giertychem jadą na tym samym wózku.

 

Taplanie się w szambie

Stwierdzić, że przykłady Giertycha i Nowaka, ale też Włodzimierza Karpińskiego, Tomasza Grodzkiego, Waldemara Żurka (który nie jest w stanie wytłumaczyć, jak zgromadził tak ogromny majątek), wiceministra sprawiedliwości Arkadiusza Myrchy i Kingi Gajewskiej (którzy najpierw kłamali w oświadczeniu majątkowym, a następnie okazało się, że przyjęli w darowiźnie dom od ojca Gajewskiej – człowieka o mrocznej, przestępczej przeszłości) oraz wielu innych – to jawne drwienie z prawa, to jakby nie powiedzieć nic.

Chodzi o coś więcej niż zapewnienie bezkarności swoim – raczej to próba permanentnego ześwinienia życia społecznego. Utaplania wszystkiego w szambie, by nikt później nie był w stanie wyjść z tej sytuacji czysty.

I nie dotyczy to wyłącznie członków Platformy Obywatelskiej i jej sojuszników. Ten proces w głównej mierze ma dotyczyć wyborców. To oni mają stać się wspólnikami w wielkim przekręcie. George Orwell pisał przed laty: „Ludzie głosujący na złodziei nie są ofiarami, ale wspólnikami”. To oczywiście prawda, ale Donald Tusk i jego medialni macherzy poszli dalej. Nie udają, że są uczciwi, ale mówią wprost: umarzamy śledztwa, w których dowody są oczywiste, ponieważ możemy to zrobić. A wy – publiczność i wyborcy – albo wejdziecie w układ z nami, których znacie i lubicie mimo naszych wad, albo pozwolicie na powrót barbarzyńców.

Gazeta Wyborcza dyscyplinuje

Czyż dokładnie taki nie był sens artykułu w „Gazecie Wyborczej” napominający dziennikarzy z liberalnych i lewicowych mediów, by nie rozpisywali się na temat afery z rozdawaniem pieniędzy z KPO, bo może to zaszkodzić Tuskowi? Dokładnie o to chodziło.

Nie wolno mówić prawdy, bo nasi przegrają wybory.

Nawet jeśli to nieudacznicy i złodzieje, nawet jeśli rozdawali pieniądze bez sensu i z pominięciem procedur. Może to skurw…, znaczy łobuzy, ale jednak nasze. Ponadto miliony przyznawali swoim, więc właściwi ludzie na tym skorzystali.

 

Współwinni zła

Podobną metodę przed laty stosowali komuniści. Tworzyli system permanentnego łamania zasad, partycypacji w oszustwach. Najczęściej drobnych – można było ukraść trochę paliwa z bazy, sprzedać mięso spod lady czy za partyjną legitymację dostać talon na wczasy, czasem na samochód, a może nawet przydział mieszkania. PRL unurzał wszystkich w brudzie i wiele czasu zajęło polskiemu społeczeństwu otrząśnięcie się z tego stanu świadomości.

Platforma Obywatelska, PSL, Lewica i Polska 2050 działają według podobnego scenariusza. Oferują apanaże, granty, dotacje, bezzwrotne pożyczki tym, którzy znajdują się w ich kręgu. W ten sposób tworzą rodzaj oligarchii, ale także system podwójnych standardów.

Równi i równiejsi

Jego podstawą jest przekonanie o podziale na Polskę lepszą i gorszą. Pierwsza mieszka w dużych miastach i głosuje na PO i jej przystawki, druga pochodzi z prowincji i sympatyzuje z prawicą. Władza, pieniądze i zaszczyty z oczywistych przyczyn należą się tym lepszym, więc podział dóbr powinien odbywać się właśnie według tego klucza. Stworzenie systemu, który to zapewnia, nie jest więc w istocie – w ich rozumieniu – mechanizmem szkodliwym czy wręcz korupcyjnym, ale zapewniającym realną sprawiedliwość.

Wykluczenie dużych grup społecznych z możliwości uzyskania korzyści – na przykład pieniędzy z KPO – musi ciągnąć za sobą uprzywilejowanie innych. I właśnie do nich swój przekaz kierują Tusk i jego ekipa. Oferując im korzyści, czyni z nich wspólników. Nie tylko korupcji, ale także wyrzucania poza nawias grup, z którymi obecna władza nie wiąże żadnych nadziei.

Z biegiem czasu to beneficjenci stają na straży porządku zapewniającego im pierwszeństwo, a często nawet wyłączność, w korzystaniu z dóbr wynikających z łaski władzy. Stają się więc częścią patologii, elementem systemu rządów z zasady opartych na niesprawiedliwości.

 

Bez złudzeń

To umoczenie wiąże się oczywiście z wiernością. Im głębiej jakaś grupa społeczna – choćby artyści czy dziennikarze – brodzi w tym bagnie, tym bardziej lojalnie i zacieklej walczyć będzie o zachowanie status quo. Władza doskonale to rozumie, dlatego jednocześnie nimi gardzi i ich hołubi.

Jednak jedni i drudzy wiedzą, że w tym układzie nie ma miejsca na fanaberie w postaci uczciwości, transparentności i równości. Uleganie tego rodzaju naiwnym sentymentom może przecież doprowadzić do utraty władzy, a wtedy dla wszystkich przyjdą trudne dni.

Z tej perspektywy umorzenie spraw Nowaka czy Giertycha dla zwolenników obecnej władzy nie jest odbierane jako patologia, ale dowód sprawczości. Wszyscy, którzy tkwią w tym układzie, mogą czuć się bezpiecznie.

Ekipa Tuska właśnie dowiodła, że jest w stanie ochronić każdego. Nawet w tak beznadziejnym przypadku jak Sławomira Nowaka dała sobie radę z opozycją, mediami, opinią publiczną. Ma siłę, więc budzi zaufanie.

 

Sprawa Gawłowskiego

Bardzo ciekawie w całej tej konstrukcji rysuje się sprawa wyroku za korupcję dla Stanisława Gawłowskiego. Sąd, skądinąd zaprzyjaźniony, skazał prominentnego polityka PO na pięć i pół roku odsiadki. Bez zawieszenia.

Wiele osób mogło poczuć się zawiedzionych, a nawet przestraszonych. Gawłowski za kratkami to przecież same niebezpieczeństwa. Po pierwsze – może zacząć sypać, po drugie – podważa zaufanie do systemu. Skoro sprawiedliwość dopadła tak wysokiego urzędnika państwa, to może dosięgnąć każdego.

I tu znów pojawia się ta zaskakująca ostentacja.

Minister sprawiedliwości Waldemar Żurek likwiduje system losowego wyboru sędziów do poszczególnych spraw, a ustalenie składu oddaje w ręce zaufanych mu osób. Dzięki temu w procesie apelacyjnym były sekretarz generalny PO może liczyć na właściwych sędziów, a więc uniknięcie więzienia.

Bezczelność, z jaką minister Żurek kłamie w tej sprawie, jest jasnym komunikatem do elektoratu zamienionego we wspólników. W istocie szef resortu sprawiedliwości mówi im: nie bójcie się, zadbamy i o Staszka. Nie zostawiamy swoich na polu walki. W razie potrzeby o was też się zatroszczymy.

Jak o Piotra Najsztuba, który jadąc bez prawa jazdy i ważnych dokumentów samochodu, potrącił kobietę na pasach. Czy o Piotra Kraśkę, który latami nie płacił podatków. Albo o Kubę Wojewódzkiego, który uczestniczył w przestępczym procederze Janusza Palikota. Włos im z głowy nie spadł. Tylko Palikot przesiedział kilka miesięcy w areszcie, ale przekręt był gruby, a na dodatek miał na pieńku z Tuskiem.

 

Moralność przestępców

W istocie więc Tusk tworzy system, który nawet nie udaje państwa praworządnego, choć oczywiście tak premier przedstawia to zagranicy i naiwnym. Jego podstawą nie jest prawo, ale przynależność do klanu. Inne normy są przeznaczone dla tych, którzy są wśród zwolenników Platformy i koalicjantów, inne dla reszty.

Rzecz jasna uprzywilejowanym wolno więcej, są w znacznej mierze ponad prawem. Nie obowiązują ich zwykłe normy. Wyborcy obecnej władzy zdają się to akceptować i nie oburzają się na jawne drwiny z prawa. Właściwie to nawet są zadowoleni, bo prawica może się tylko bezsilnie wściekać.

Zwłaszcza że wobec niej obowiązują zasady zupełnie odwrotne. Można, a nawet należy przekraczać prawo, by dopaść jak największą liczbę polityków PiS. Nie chodzi tu o żadne rozliczenia czy sprawiedliwość, ale zniszczenie. Oczywiście w imię obrony praworządności – jak rozumie ją Tusk.

[Sekcje "Co musisz wiedzieć", FAQ, oraz lead i niektóre śródtytuły od Redakcji]



 

Polecane