Zdrowie w nazwie, ideologia w treści

Lewicowi liberałowie tym razem zamiast ostentacji wybrali metodę ukrywania wywrotowych treści pod pozorem troski o prawidłowy rozwój uczniów. Ale kamuflaż nie zadziałał: w mediach od miesięcy słychać ostrzegawczy alarm na temat tzw. edukacji zdrowotnej w szkołach i jego rzeczywistej zawartości.
Barbara Nowacka
Barbara Nowacka / PAP/Piotr Matusewicz

Co musisz wiedzieć:

  • Proponowany przez MEN przedmiot edukacji zdrowotnej zawiera treści dotyczące edukacji seksualnej według modelu liberalnego
  • Nowy przedmiot wzbudza wiele wątpliwości i opór wśród środowisk konserwatywnych. Kościół katolicki wzywa do wypisywania dzieci z tych zajęć
  • Obszar edukacji seksualnej dotyczy m.in., zagadnień LGBTQ+, antykoncepcji i kontrowersyjne modele rodziny.

Kształt edukacji seksualnej w polskiej szkole od stu lat pozostaje polem bitwy między obozem konserwatywnym a postępowym. Już w dwudziestoleciu międzywojennym endecja krytykowała postępowe pomysły oświatowe Tadeusza Boya-Żeleńskiego i Ireny Krzywickiej. Argumenty od tego czasu właściwie się nie zmieniły: z jednej strony – zarzut o seksualizacji dzieci i zagrożenie dla tradycyjnego modelu rodziny, z drugiej – apel o konieczność szerzenia wiedzy i zapobiegania zagrożeniom, jakie czyhają na młodzież rozpoczynającą życie płciowe. Innego typu podchody obserwowaliśmy w PRL-u. Władze, choć mówiły o nowoczesnej rodzinie socjalistycznej i tak spychały kwestie seksualności, antykoncepcji czy aborcji w głęboki cień. Kościół katolicki przeciwstawiał się państwowej wizji życia rodzinnego na rzecz tej sakralmentalnej, a przeciętny uczeń dowiadywał się o „tych sprawach” głównie z podsłuchanych rozmów starszych koleżanek i kolegów.

Po 1989 roku temat wrócił ze zdwojoną siłą. Liberalna i kulturowa lewica zaczęła głośno upominać się o swoje postulaty, a kolejne rządy – wpychane w róg przez własnych ideowych „ultrasów”, a jednocześnie bojące się reakcji rodziców – podchodziły do edukacji seksualnej jak do jeża. Efektem były rozmaite zgniłe kompromisy w rodzaju „wiedzy o życiu seksualnym człowieka” – przedmiotu mającego zadowolić progresistów, ale rozłożonego na… 24 godziny w całym cyklu edukacji, tak by nie wystraszyć zachowawczych rodziców. Uśpić konserwatystów jednak się nie dało. W 1999 roku poprzedni koncept zastąpiło „wychowanie do życia w rodzinie”, które wpisało seksualność w szerszy, tradycyjny kontekst. Wojna jednak nie ustała. Dziś w roli atakującego występuje Barbara Nowacka i to ona wyprowadza kolejny cios, forsując przedmiot pt. „edukacja zdrowotna”.

Cwaniactwa pani Basi

Plan stojący za wprowadzeniem liberalno-promiskuitywnej wizji seksualności, a także (co w Polsce jest nowością) arbitralności w określaniu własnej płci jest prosty i chytry zarazem. To realizacja starego aforyzmu: liść najlepiej ukryć w lesie, a trupa na pobojowisku. Zamiast działać z otwartą przyłbicą, jak niegdyś rządy SLD – PSL, obecna władza ukrywa kontrowersje w szerokim, „zdrowotnym” pakiecie. Teraz ktokolwiek spróbuje go skrytykować, natychmiast zostanie oskarżony o działanie na szkodę zdrowia i prawidłowego rozwoju dzieci. Owszem – w programie znajdziemy elementy słuszne, jak promocja aktywności fizycznej, wiedza na temat chorób zakaźnych czy zasady zdrowego odżywiania. Ale obok nich ukryto kwestie, o które tak naprawdę chodziło kulturowym rewolucjonistom.

Plan stojący za wprowadzeniem liberalno-promiskuitywnej wizji seksualności, a także arbitralności w określaniu własnej płci jest prosty i chytry zarazem.

 

Pierwsze zastrzeżenia budzi już punkt dotyczący modeli i funkcji rodziny. Wiadomo, jak szeroko „postępowe” środowiska rozumieją pojęcie rodziny, i trudno sobie wyobrazić, by nie uwzględniono tam paramałżeństw jednopłciowych. Kolejny przykład to inżynieria językowa: dzieci mają uczyć się, jak „z szacunkiem” formułować komunikaty o cudzych decyzjach dotyczących życia rodzinnego, partnerskiego czy rodzicielskiego, także o wyborze bezdzietności. Brzmi neutralnie, ale w praktyce taki trening prowadzi do zrównania wszystkich modeli życia – niezależnie od ich społecznej wartości. Tymczasem miękka afirmacja rodzicielstwa czy trwałych związków jest dla wspólnoty bardziej pożyteczna: zapewnia ciągłość biologiczną społeczeństwa i stabilniejsze warunki wychowania dzieci. Gaszenie prestiżu tych, którzy decydują się na poświęcenie, z jakim wiąże się rodzicielstwo – i to w momencie największego kryzysu demograficznego w historii Polski – to z punktu widzenia wspólnoty działanie samobójcze.

Jeszcze poważniejsza ingerencja dotyczy próby obejścia konstytucyjnie gwarantowanej wolności rodziców do wychowania dzieci w zgodzie z własnymi wartościami. Program przewiduje omawianie metod antykoncepcyjnych i kryteriów ich wyboru, a to de facto ich afirmacja (gdyby ktoś miał wątpliwości, niech wyobrazi sobie lekcję o właściwym doborze chemikaliów do produkcji ładunków wybuchowych – prowadzoną rzekomo „neutralnie”, bez popierania ich użycia). Podobnie niepokojące jest pojęcie „etycznych uwarunkowań przerywania ciąży” użyte w jednym z punktów. Samo jego brzmienie sugeruje, że istnieją sytuacje, w których aborcja może być etyczna. Dodajmy do tego ideologiczne określenie „przerywanie ciąży”, które całkowicie pomija fakt, że chodzi o życie dziecka w prenatalnym okresie rozwoju.

W programie nie zabrakło oczywiście „wiedzy” na temat tzw. społeczności LGBTQ+. To określenie od początku miało charakter polityczny i wywrotowy; choćby „queer” nie powstało jako neutralny opis, lecz jako broń w wojnie o destabilizację kategorii płci. Trudno wyobrazić sobie, by w szkolnych klasach nie doszło do normalizowania zjawisk, które jeszcze niedawno powszechnie uznawano za dewiacyjne, a które zostały przemianowane nie wskutek nowych odkryć naukowych, a głównie przez lobbing polityczny i presję zorganizowanych środowisk.

Chodzi o wychowanie nowego pokolenia w duchu wizji, która na świecie zdążyła już wyrządzić niemało szkód.

Na koniec – punkt niby niewinny, a jednak ideologiczny do szpiku: stereotypy płciowe i sposoby im „przeciwdziałania”. Zapis ten zakłada, że stereotyp zawsze jest czymś złym. Owszem, część dawnych ról mogła się zdezaktualizować, ale wiele z nich pozostaje prawdziwych i praktycznych. Brak rozróżnienia wrzuca wszystko do jednego worka, a sama idea przeciwdziałania brzmi, jakby została wyjęta z korporacyjnego „treningu inkluzywności”. W tle pobrzmiewa dogmatyczny egalitaryzm, który neguje oczywistość: mężczyźni i kobiety mają różne przewagi w różnych sferach, a pożytek płynie z ich właściwego wykorzystania, a nie zaprzeczania im w imię ideologicznej obsesji równości.

Opór

Wszystkie elementy nowego programu – jedne szeroko otwierające furtkę dla liberalno-lewicowej ideologii, inne wręcz wprost ją zakładające – nie pozostawiają złudzeń: chodzi o wychowanie nowego pokolenia w duchu wizji, która na świecie zdążyła już wyrządzić niemało szkód. Wystarczy spojrzeć na nagły wzrost liczby młodych osób identyfikujących się jako „LGBTQ+”. W niektórych krajach przekracza on 20 procent i trudno uwierzyć, że to tylko efekt większej „otwartości”. Przecież jeszcze niedawno nawet najbardziej optymistyczne, choć naciągane szacunki aktywistów i tzw. badań społecznie zaangażowanych zakładały odsetki znacznie niższe. To rezultat konsekwentnej normalizacji: od popkultury, poprzez politykę, aż po edukację. Coraz więcej państw wycofuje się też dziś z agendy „transpłciowej”, boleśnie ucząc się na własnych błędach. Polska zamiast obserwować i wyciągać wnioski zdaje się pędzić wprost w tę samą pułapkę. Jeśli dodać do tego relatywizowanie norm kulturowych sprzyjających rodzicielstwu oraz promocję systemu wartości, w którym decyzja jednostki waży więcej niż życie dziecka... trudno się dziwić, że rośnie opór społeczny wobec planu minister Nowackiej.

Edukacja zdrowotna” Barbary Nowackiej próbuje sprytnie obejść konstytucyjnie gwarantowaną wolność rodziców do wychowania dzieci w zgodzie z własnymi wartościami.

Organizacje obywatelskie już prowadzą akcje uświadamiające rodziców, pokazując, jakie ryzyko kryje się za zwodniczym słowem „zdrowie” w tytule nowego przedmiotu. Sprzeciw wobec szantażu emocjonalnego ze strony ministerstwa nabiera rozpędu również na poziomie samorządowym. Przykładem może być rezolucja Rady Gminy Zabierzów, która potępiła zastąpienie „wychowania do życia w rodzinie” przez „edukację zdrowotną” jako decyzję „sprzeczną z żywotnym interesem lokalnej społeczności i całego Narodu Polskiego”. Trudno odmówić radnym racji. Każdy rodzic może okazać podobny sprzeciw i zabezpieczyć przed wyliczonymi zagrożeniami własne dziecko, składając proste oświadczenie, którego wzór znajduje się pod tym artykułem.


 

POLECANE
UE przedłużyła sankcje indywidualne na Rosję Wiadomości
UE przedłużyła sankcje indywidualne na Rosję

Wszystkie 27 państw członkowskich w sobotę po południu zgodziły się przedłużyć sankcje indywidualne na Rosję o kolejne sześć miesięcy, czyli do połowy września tego roku. Przedłużenia sankcji, wbrew zapowiedziom, nie zablokowały Węgry ani Słowacja.

Szczeciński szpital w trybie awaryjnym po ataku hakerów Wiadomości
Szczeciński szpital w trybie awaryjnym po ataku hakerów

W nocy z soboty na niedzielę Szczeciński Szpital Wojewódzki padł ofiarą cyberataku. Hakerzy zaszyfrowali część danych i zażądali kilku milionów dolarów okupu.

Skoki w Oslo: Szwajcar na prowadzeniu, Polacy w środku stawki z ostatniej chwili
Skoki w Oslo: Szwajcar na prowadzeniu, Polacy w środku stawki

Kacper Tomasiak był 22., Maciej Kot - 25., Aleksander Zniszczoł - 32., a Piotr Żyła - 46. w sobotnim konkursie Pucharu Świata w skokach narciarskich w Oslo. Wygrał Szwajcar Gregor Deschwanden. Po pierwszej serii odpadł Słoweniec Domen Prevc, który zajął 42. miejsce.

Wypadek podczas pilnej interwencji. Radiowóz zderzył się z autem Wiadomości
Wypadek podczas pilnej interwencji. Radiowóz zderzył się z autem

W sobotę przed południem na drodze wojewódzkiej nr 776 w miejscowości Biórków Mały w Małopolsce doszło do poważnego wypadku z udziałem policyjnego radiowozu i samochodu osobowego. Dwaj funkcjonariusze zostali ranni i trafili do szpitala.

Nowy nanomateriał niszczy komórki raka i oszczędza zdrowe tkanki tylko u nas
Nowy nanomateriał niszczy komórki raka i oszczędza zdrowe tkanki

Naukowcy z Oregon State University opracowali nowy nanomateriał na bazie żelaza, który w testach laboratoryjnych potrafił całkowicie zniszczyć guzy nowotworowe u myszy. Technologia wykorzystuje stres oksydacyjny do atakowania komórek raka, jednocześnie oszczędzając zdrowe tkanki.

Nie żyje były reprezentant Polski i bramkarz znanych klubów Wiadomości
Nie żyje były reprezentant Polski i bramkarz znanych klubów

W wieku 90 lat zmarł Henryk Stroniarz były znakomity bramkarz m.in. Cracovii, Legii Warszawa i Wisły Kraków. Rozegrał jeden mecz w reprezentacji Polski. Po zakończeniu kariery piłkarskiej pracował jako trener.

Iran grozi Ukrainie. Padły mocne słowa z Teheranu z ostatniej chwili
Iran grozi Ukrainie. Padły mocne słowa z Teheranu

Iran uznał Ukrainę za uzasadniony cel swoich ataków, twierdząc, że wspiera ona Izraela, dostarczając mu drony przechwytujące. Groźby pod adresem Kijowa rzucił w sobotę Ebrahim Azizi, przewodniczący irańskiej Komisji Bezpieczeństwa Narodowego.

Generał Iranu o zakończeniu wojny. Wskazał dwa warunki Wiadomości
Generał Iranu o zakończeniu wojny. Wskazał dwa warunki

Generał dywizji irańskiej armii Mohsen Rezaji zabrał głos w sprawie trwającego konfliktu między Iranem a Stanami Zjednoczonymi. W rozmowie z irańską stacją SNN wskazał, jakie warunki - według władz w Teheranie - muszą zostać spełnione, aby możliwe było zakończenie wojny.

Pożar lasu i łąk pod Wyszkowem. Strażacy walczą z żywiołem Wiadomości
Pożar lasu i łąk pod Wyszkowem. Strażacy walczą z żywiołem

Strażacy od kilku godzin walczą z dużym pożarem w okolicach Wyszkowa (woj. mazowieckie). Ogień pojawił się w sobotę około godziny 10 na łąkach między miejscowościami Lucynów i Podgać, a następnie szybko przeniósł się na pobliski las.

Wyłączenia prądu. Ważny komunikat dla mieszkańców Dolnego Śląska z ostatniej chwili
Wyłączenia prądu. Ważny komunikat dla mieszkańców Dolnego Śląska

Operator sieci energetycznej Tauron opublikował harmonogram planowanych przerw w dostawie energii elektrycznej w woj. dolnośląskim na najbliższe dni. Wyłączenia obejmą zarówno duże miasta, jak i mniejsze miejscowości. Sprawdź, czy twoja okolica znajduje się na liście.

REKLAMA

Zdrowie w nazwie, ideologia w treści

Lewicowi liberałowie tym razem zamiast ostentacji wybrali metodę ukrywania wywrotowych treści pod pozorem troski o prawidłowy rozwój uczniów. Ale kamuflaż nie zadziałał: w mediach od miesięcy słychać ostrzegawczy alarm na temat tzw. edukacji zdrowotnej w szkołach i jego rzeczywistej zawartości.
Barbara Nowacka
Barbara Nowacka / PAP/Piotr Matusewicz

Co musisz wiedzieć:

  • Proponowany przez MEN przedmiot edukacji zdrowotnej zawiera treści dotyczące edukacji seksualnej według modelu liberalnego
  • Nowy przedmiot wzbudza wiele wątpliwości i opór wśród środowisk konserwatywnych. Kościół katolicki wzywa do wypisywania dzieci z tych zajęć
  • Obszar edukacji seksualnej dotyczy m.in., zagadnień LGBTQ+, antykoncepcji i kontrowersyjne modele rodziny.

Kształt edukacji seksualnej w polskiej szkole od stu lat pozostaje polem bitwy między obozem konserwatywnym a postępowym. Już w dwudziestoleciu międzywojennym endecja krytykowała postępowe pomysły oświatowe Tadeusza Boya-Żeleńskiego i Ireny Krzywickiej. Argumenty od tego czasu właściwie się nie zmieniły: z jednej strony – zarzut o seksualizacji dzieci i zagrożenie dla tradycyjnego modelu rodziny, z drugiej – apel o konieczność szerzenia wiedzy i zapobiegania zagrożeniom, jakie czyhają na młodzież rozpoczynającą życie płciowe. Innego typu podchody obserwowaliśmy w PRL-u. Władze, choć mówiły o nowoczesnej rodzinie socjalistycznej i tak spychały kwestie seksualności, antykoncepcji czy aborcji w głęboki cień. Kościół katolicki przeciwstawiał się państwowej wizji życia rodzinnego na rzecz tej sakralmentalnej, a przeciętny uczeń dowiadywał się o „tych sprawach” głównie z podsłuchanych rozmów starszych koleżanek i kolegów.

Po 1989 roku temat wrócił ze zdwojoną siłą. Liberalna i kulturowa lewica zaczęła głośno upominać się o swoje postulaty, a kolejne rządy – wpychane w róg przez własnych ideowych „ultrasów”, a jednocześnie bojące się reakcji rodziców – podchodziły do edukacji seksualnej jak do jeża. Efektem były rozmaite zgniłe kompromisy w rodzaju „wiedzy o życiu seksualnym człowieka” – przedmiotu mającego zadowolić progresistów, ale rozłożonego na… 24 godziny w całym cyklu edukacji, tak by nie wystraszyć zachowawczych rodziców. Uśpić konserwatystów jednak się nie dało. W 1999 roku poprzedni koncept zastąpiło „wychowanie do życia w rodzinie”, które wpisało seksualność w szerszy, tradycyjny kontekst. Wojna jednak nie ustała. Dziś w roli atakującego występuje Barbara Nowacka i to ona wyprowadza kolejny cios, forsując przedmiot pt. „edukacja zdrowotna”.

Cwaniactwa pani Basi

Plan stojący za wprowadzeniem liberalno-promiskuitywnej wizji seksualności, a także (co w Polsce jest nowością) arbitralności w określaniu własnej płci jest prosty i chytry zarazem. To realizacja starego aforyzmu: liść najlepiej ukryć w lesie, a trupa na pobojowisku. Zamiast działać z otwartą przyłbicą, jak niegdyś rządy SLD – PSL, obecna władza ukrywa kontrowersje w szerokim, „zdrowotnym” pakiecie. Teraz ktokolwiek spróbuje go skrytykować, natychmiast zostanie oskarżony o działanie na szkodę zdrowia i prawidłowego rozwoju dzieci. Owszem – w programie znajdziemy elementy słuszne, jak promocja aktywności fizycznej, wiedza na temat chorób zakaźnych czy zasady zdrowego odżywiania. Ale obok nich ukryto kwestie, o które tak naprawdę chodziło kulturowym rewolucjonistom.

Plan stojący za wprowadzeniem liberalno-promiskuitywnej wizji seksualności, a także arbitralności w określaniu własnej płci jest prosty i chytry zarazem.

 

Pierwsze zastrzeżenia budzi już punkt dotyczący modeli i funkcji rodziny. Wiadomo, jak szeroko „postępowe” środowiska rozumieją pojęcie rodziny, i trudno sobie wyobrazić, by nie uwzględniono tam paramałżeństw jednopłciowych. Kolejny przykład to inżynieria językowa: dzieci mają uczyć się, jak „z szacunkiem” formułować komunikaty o cudzych decyzjach dotyczących życia rodzinnego, partnerskiego czy rodzicielskiego, także o wyborze bezdzietności. Brzmi neutralnie, ale w praktyce taki trening prowadzi do zrównania wszystkich modeli życia – niezależnie od ich społecznej wartości. Tymczasem miękka afirmacja rodzicielstwa czy trwałych związków jest dla wspólnoty bardziej pożyteczna: zapewnia ciągłość biologiczną społeczeństwa i stabilniejsze warunki wychowania dzieci. Gaszenie prestiżu tych, którzy decydują się na poświęcenie, z jakim wiąże się rodzicielstwo – i to w momencie największego kryzysu demograficznego w historii Polski – to z punktu widzenia wspólnoty działanie samobójcze.

Jeszcze poważniejsza ingerencja dotyczy próby obejścia konstytucyjnie gwarantowanej wolności rodziców do wychowania dzieci w zgodzie z własnymi wartościami. Program przewiduje omawianie metod antykoncepcyjnych i kryteriów ich wyboru, a to de facto ich afirmacja (gdyby ktoś miał wątpliwości, niech wyobrazi sobie lekcję o właściwym doborze chemikaliów do produkcji ładunków wybuchowych – prowadzoną rzekomo „neutralnie”, bez popierania ich użycia). Podobnie niepokojące jest pojęcie „etycznych uwarunkowań przerywania ciąży” użyte w jednym z punktów. Samo jego brzmienie sugeruje, że istnieją sytuacje, w których aborcja może być etyczna. Dodajmy do tego ideologiczne określenie „przerywanie ciąży”, które całkowicie pomija fakt, że chodzi o życie dziecka w prenatalnym okresie rozwoju.

W programie nie zabrakło oczywiście „wiedzy” na temat tzw. społeczności LGBTQ+. To określenie od początku miało charakter polityczny i wywrotowy; choćby „queer” nie powstało jako neutralny opis, lecz jako broń w wojnie o destabilizację kategorii płci. Trudno wyobrazić sobie, by w szkolnych klasach nie doszło do normalizowania zjawisk, które jeszcze niedawno powszechnie uznawano za dewiacyjne, a które zostały przemianowane nie wskutek nowych odkryć naukowych, a głównie przez lobbing polityczny i presję zorganizowanych środowisk.

Chodzi o wychowanie nowego pokolenia w duchu wizji, która na świecie zdążyła już wyrządzić niemało szkód.

Na koniec – punkt niby niewinny, a jednak ideologiczny do szpiku: stereotypy płciowe i sposoby im „przeciwdziałania”. Zapis ten zakłada, że stereotyp zawsze jest czymś złym. Owszem, część dawnych ról mogła się zdezaktualizować, ale wiele z nich pozostaje prawdziwych i praktycznych. Brak rozróżnienia wrzuca wszystko do jednego worka, a sama idea przeciwdziałania brzmi, jakby została wyjęta z korporacyjnego „treningu inkluzywności”. W tle pobrzmiewa dogmatyczny egalitaryzm, który neguje oczywistość: mężczyźni i kobiety mają różne przewagi w różnych sferach, a pożytek płynie z ich właściwego wykorzystania, a nie zaprzeczania im w imię ideologicznej obsesji równości.

Opór

Wszystkie elementy nowego programu – jedne szeroko otwierające furtkę dla liberalno-lewicowej ideologii, inne wręcz wprost ją zakładające – nie pozostawiają złudzeń: chodzi o wychowanie nowego pokolenia w duchu wizji, która na świecie zdążyła już wyrządzić niemało szkód. Wystarczy spojrzeć na nagły wzrost liczby młodych osób identyfikujących się jako „LGBTQ+”. W niektórych krajach przekracza on 20 procent i trudno uwierzyć, że to tylko efekt większej „otwartości”. Przecież jeszcze niedawno nawet najbardziej optymistyczne, choć naciągane szacunki aktywistów i tzw. badań społecznie zaangażowanych zakładały odsetki znacznie niższe. To rezultat konsekwentnej normalizacji: od popkultury, poprzez politykę, aż po edukację. Coraz więcej państw wycofuje się też dziś z agendy „transpłciowej”, boleśnie ucząc się na własnych błędach. Polska zamiast obserwować i wyciągać wnioski zdaje się pędzić wprost w tę samą pułapkę. Jeśli dodać do tego relatywizowanie norm kulturowych sprzyjających rodzicielstwu oraz promocję systemu wartości, w którym decyzja jednostki waży więcej niż życie dziecka... trudno się dziwić, że rośnie opór społeczny wobec planu minister Nowackiej.

Edukacja zdrowotna” Barbary Nowackiej próbuje sprytnie obejść konstytucyjnie gwarantowaną wolność rodziców do wychowania dzieci w zgodzie z własnymi wartościami.

Organizacje obywatelskie już prowadzą akcje uświadamiające rodziców, pokazując, jakie ryzyko kryje się za zwodniczym słowem „zdrowie” w tytule nowego przedmiotu. Sprzeciw wobec szantażu emocjonalnego ze strony ministerstwa nabiera rozpędu również na poziomie samorządowym. Przykładem może być rezolucja Rady Gminy Zabierzów, która potępiła zastąpienie „wychowania do życia w rodzinie” przez „edukację zdrowotną” jako decyzję „sprzeczną z żywotnym interesem lokalnej społeczności i całego Narodu Polskiego”. Trudno odmówić radnym racji. Każdy rodzic może okazać podobny sprzeciw i zabezpieczyć przed wyliczonymi zagrożeniami własne dziecko, składając proste oświadczenie, którego wzór znajduje się pod tym artykułem.



 

Polecane