Prof. Zdzisław Krasnodębski: Obrońcy liberalnej demokracji są gotowi unieważniać wybory

6 sierpnia 2025 r. był pięknym dniem. To było prawdziwe święto demokracji. Ceremonia zaprzysiężenia przebiegła spokojnie, godnie i uroczyście. Prezydent wygłosił w Sejmie świetne orędzie – programowe, merytoryczne, ale także twarde i zdecydowane. Jego uszczypliwości pod adresem rządzących, choć dotkliwe, były w granicach dobrego smaku i przyzwoitości – coś wyjątkowego na tle polskiej codzienności politycznej, gdzie te granice dawno już przestały istnieć. Przyznaję, że zebranym w Sali Kolumnowej kwaśne miny polityków w ławach rządowych sprawiły radość, ale głównie cieszył nas talent retoryczny i postawa nowego prezydenta.
/ Zdzisław Krasnodębski / Tygodnik Solidarność

Co musisz wiedzieć:

  • Liczne rozpaczliwe głosy o zatrzymanie zaprzysiężenia Karola Nawrockiego nie pomogły. A przecież prezydentem miał zostać ktoś inny. Miał zostać nim tak koniecznie, tak oczywiście, że jego zwolennikom – szczególnie tym z tzw. elity – puściły wszelkie hamulce.
  • Nie, nie zalewa nas brunatna fala, to mózgi elit zalała fala brunatnego strachu o utratę władzy i wpływów.
  • Sprowadzenie całego rządzenia do „rozliczania PiS” to nic innego niż polityka wyznaczania egzystencjalnego wroga i zarządzania nienawiścią.

 

Zaprzysiężenie Prezydenta

Ludzie na ulicach świętowali w doskonałych nastrojach, wznosząc patriotyczne okrzyki. W czasie Mszy Świętej w archikatedrze warszawskiej majestatyczna „Bogurodzica” odśpiewana przez Reprezentacyjny Chór Wojska Polskiego poruszyła serca. Potem na Zamku Królewskim odbyła się uroczystość inwestytury prezydenta Nawrockiego na Wielkiego Mistrza Orderu Orła Białego i Orderu Polonia Restituta; na koniec zaś przejęcie na placu Piłsudskiego zwierzchnictwa na Siłami Zbrojnymi. To była Polska w najlepszym wydaniu – nowoczesna, wierząca, patriotyczna, dumna ze swoich tradycji, dostatnia.

A przecież miało być tak strasznie. Przecież naród, wbrew ostrzeżeniom rozemocjonowanego premiera, wbrew ostrzeżeniom mediów prorządowych i jadowitym komentarzom intelektualistów lewicowych i liberalnych, wybrał na prezydenta rzekomo osobę niegodną człowieka, niepochodzącego ani z elit krakowskich, ani warszawskich, o biografii zgoła niesalonowej. Co za wstyd. Liczne rozpaczliwe głosy o zatrzymanie zaprzysiężenia nie pomogły. A przecież prezydentem miał zostać ktoś inny. Miał zostać nim tak koniecznie, tak oczywiście, że jego zwolennikom – szczególnie tym z tzw. elity – puściły wszelkie hamulce. Czy jednak potrafimy sobie wyobrazić Rafała Trzaskowskiego w czasie tych uroczystości – w katedrze, w czasie Mszy Świętej, podczas śpiewu „Bogurodzicy”? Czy nie zamieniłby siłą rzeczy – siłą swoich dotychczasowych działań i przekonań – tych podniosłych chwil w obłudną farsę?

 

Wszechobecny faszyzm

W ostatnich miesiącach słyszeliśmy, że zalewa nas brunatna fala podobno już ogarniająca całą Europę, cały świat zachodni. Faszyzm jest teraz wszędzie. Czai się, gdzie nie spojrzeć. Opanował USA. Wprawdzie nie spełniły się zapowiedzi, że zaraz po ponownym przejęciu prezydentury przez Donalda Trumpa powstaną tam obozy koncentracyjne, ale zwolennikom tezy o faszyzacji wystarczy to, że teraz z USA wydala się nielegalnych imigrantów, dąży do ograniczenia lub zakazania aborcji – uchodzącej za szczególne osiągnięcie moralne i cywilizacyjne liberalnej demokracji – zmniejsza się pomoc rozwojową i wspieranie sił postępu.

Ta nowa kariera pojęcia „faszyzmu” jest znamienna. Na samym początku faszyzm rozumiany był jedynie jako bardzo specyficzne lokalne, włoskie zjawisko. Jeśli oczekiwano, że Mussolini znajdzie naśladowców, to miało to nastąpić – oczywiście – w Europie Wschodniej. Po zwycięstwie narodowego socjalizmu w kulturalnych Niemczech faszyzm stał się pojęciem ogólnym, choć narodowy socjalizm różnił się pod wieloma względami od włoskiego faszyzmu. Dla komunizującej i komunistycznej lewicy faszystą stali się wszyscy przeciwnicy komunizmu, nawet socjaldemokraci, którzy dopiero w czasach Frontu Ludowego przestali być „socjalfaszystami”. Faszystowskie były prawicowe reżimy Europy Południowej i Wschodniej. Faszystowska była II RP, faszystowski był rząd na uchodźstwie, faszystowska była AK i rotmistrz Witold Pilecki. Dla lewicy powojennej w Europie Zachodniej faszystą był generał Charles de Gaulle, faszystowski był Kościół katolicki oraz kapitalizm w swej rozwiniętej postaci.

Po 1989 r. faszyści jakoś zanikli, by teraz pojawić się w wielkiej liczbie. Już nie wystarczy nazwać kogoś populistą – słowo to straciło swoją dynamikę, piętnującą i odstraszającą siłę. Natomiast pojęcie totalitaryzmu, nigdy nielubiane przez lewicę, zostało teraz niemal zupełnie zarzucone przez obrońców liberalnej demokracji. Stało się nieporęczne, gdyż trudno jest utrzymywać, że Donald Trump, Viktor Orbán itd. są totalitarystami.

Im więcej jest faszystów, tym więcej jest także antyfaszystów. Również Putin dzielnie walczy z faszyzmem. Ukraińcy broniący swojego kraju przed rosyjskimi najeźdźcami są w jego ocenie „faszystami”, faszystą jest prezydent Wołodymyr Zełenski.

 

Rzekomy kryzys demokracji

„Faszyści” zagrażają teraz demokracji we Włoszech, we Francji, w Niemczech itd. Jest jednak uderzające, że dzisiaj owe rzekomo skrajne faszystowskie siły nie odrzucają demokracji, lecz się na nią powołują. Chcą wygrać wybory, a nie je znieść, chcą innej polityki w ramach demokracji parlamentarnej, a nie zastąpienia jej inną formą rządów. Wielu obywateli w demokracjach zachodnich czuje, że ich tożsamość, ich żywotne interesy są zagrożone i uważa, że nie są właściwie reprezentowani przez dominujące dotąd partie polityczne. Ci ludzie organizują się, wybierają swoich liderów, wygrywają wybory i oczekują, że ich liderzy będą realizowali składane im obietnice wyborcze.

Rzekomy kryzys demokracji jest więc początkiem jej rekonwalescencji. Zagrożeniem dla demokracji były i są rządy biurokratyczne – globalne i lokalne zarządzanie – odbierające ludziom możliwość wyboru i aktywności politycznej, pozbawiające ich w gruncie rzeczy praw obywatelskich, przekonujące, że innej polityki niż ta odrzucana przez narody być nie może. Nie, nie zalewa nas brunatna fala, to mózgi elit zalała fala brunatnego strachu o utratę władzy i wpływów. I dlatego przywołują – ni w pięć, ni w dziewięć – analogie z pierwszej połowy XX wieku.

Znany historyk Timothy Snyder pisał w poprzednim roku w „The New Yorkerze” w kuriozalnym artykule zatytułowanym „What Does It Mean That Donald Trump Is a Fascist?”: „W rzeczywistości zarówno Putin, jak i Trump są faszystami. A użycie przez nich tego słowa, choć ma na celu wprowadzenie zamieszania, przypomina nam o jednej z podstawowych cech faszyzmu. Faszysta nie przejmuje się związkiem między słowami a znaczeniami. Nie służy językowi – to język służy jemu”. Otóż to stwierdzenie doskonale pasuje także do zachowań ikonicznych postaci wśród „antyfaszystów”, do polityków „walczącej demokracji”, takich jak premier Donald Tusk i jego koledzy, sojusznicy i zwolennicy. Nie przejmują się oni związkiem między słowami a ich rzeczywistymi znaczeniami.

„Antyfaszyści” zaczynają być bardzo podobni do „faszystów”, o których tyle mówią. Obsesja nie pozostaje bez śladu. Synder pisze: „Lider („Duce” i „Führer” oznaczają właśnie to) inicjuje politykę, wybierając wroga. Jak twierdził nazistowski myśliciel prawny Carl Schmitt, wybór ten jest arbitralny. Nie ma on żadnego lub prawie żadnego uzasadnienia w rzeczywistości. Czerpie swoją siłę ze zdecydowanej woli przywódcy”. Marsze „uśmiechniętych” na Warszawę niewątpliwie płynęły z woli ich przywódcy.

Wprawdzie wybór „pisowców” jako wrogów nie był zupełnie arbitralny, w końcu chodziło od odsunięcie ich od władzy, to jednak sprowadzenie całego rządzenia do „rozliczania PiS”, to nic innego niż polityka wyznaczania egzystencjalnego wroga i zarządzania nienawiścią. Obrońcy „liberalnej demokracji” tak bardzo chcą jej bronić, że gotowi są unieważniać wybory, jeśli potoczyły się nie po ich myśli. To nie „faszyści” przygotowywali się do zamachu stanu w Polsce – jeśli wierzyć „drugiej osobie w państwie”. Ale – z drugiej strony – czy jest zupełnym przypadkiem, że główny animator akcji podważania wyników wyborów prezydenckich był kiedyś okrzyknięty w mediach europejskich faszystą?


 

POLECANE
Biały Dom: Trump nie weźmie udziału w tegorocznej konferencji CPAC z ostatniej chwili
Biały Dom: Trump nie weźmie udziału w tegorocznej konferencji CPAC

Prezydent USA Donald Trump nie weźmie udziału w tegorocznej konferencji środowisk konserwatywnych CPAC w Teksasie – przekazał w środę Biały Dom. Oznacza to, że Trump nie spotka się w Dallas z prezydentem RP Karolem Nawrockim, który w sobotę wystąpi na konferencji.

Samuel Pereira: Ten proces, to Wasz proces, Koalicjo Obywatelska tylko u nas
Samuel Pereira: Ten proces, to Wasz proces, Koalicjo Obywatelska

Mężczyzna spotykał się z dziewczynkami pod pretekstem badań nad wadami postawy. Miał im kazać się rozbierać, dotykać je oraz fotografować. Twierdził, że zdjęcia są po prostu elementem dokumentacji medycznej. Śledczy zajęli się sprawą po tym, jak matka jednej z ofiar złożyła zawiadomienie. Szefa złotowskiej Platformy Obywatelskiej i działacza sportowego Piotra P. zatrzymano pod zarzutem pedofilii 1 grudnia 2023 roku.

Copa-Cogeca: Ustępstwa poczynione przez KE wobec Australii są nie do przyjęcia z ostatniej chwili
Copa-Cogeca: Ustępstwa poczynione przez KE wobec Australii są nie do przyjęcia

„Ogłoszenie zawarcia umowy o wolnym handlu między UE a Australią w Canberze przez przewodniczącą Komisji Europejskiej von der Leyen i premiera Australii Albanese budzi liczne i poważne obawy dotyczące europejskiego rolnictwa, które jest wyraźnie i po raz kolejny kartą przetargową strategii UE mającej na celu zabezpieczenie szerszych celów handlowych i politycznych” – stwierdzają Copa-Cogeca.

Uzależniła się od mediów internetowych. Meta i YouTube mają jej wypłacić 3 mln dol. z ostatniej chwili
Uzależniła się od mediów internetowych. Meta i YouTube mają jej wypłacić 3 mln dol.

Ława przysięgłych w sądzie w Los Angeles uznała, że Meta i YouTube są odpowiedzialne za szkody dla zdrowia psychicznego 20-letniej kobiety, która oskarżyła je o przyczynienie się do uzależnienia, kiedy była dzieckiem. Firmy mają wypłacić kobiecie 3 mln dol. odszkodowania.

Biały Dom: Trump rozpęta piekło, jeśli Iran nie zawrze porozumienia z ostatniej chwili
Biały Dom: Trump "rozpęta piekło", jeśli Iran nie zawrze porozumienia

– Jeśli Iran nie zawrze porozumienia i nie zrozumie, że został pokonany, prezydent Donald Trump gotowy jest rozpętać piekło – zapowiedziała rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt. Potwierdziła, że doniesienia o 15-punktowej propozycji USA są tylko częściowo prawdziwe.

Warszawa przegrała konkurs na siedzibę Urzędu Celnego UE z ostatniej chwili
Warszawa przegrała konkurs na siedzibę Urzędu Celnego UE

W środę Parlament Europejski i Rada UE podjęły decyzję o utworzeniu przyszłego Urzędu Celnego UE w Lille we Francji. O lokalizację unijnej instytucji ubiegała się Warszawa.

Nawrocki odpowiedział Tuskowi zdjęciem. W sieci zawrzało z ostatniej chwili
Nawrocki odpowiedział Tuskowi zdjęciem. W sieci zawrzało

Węgry zapowiadają zakręcanie kurka z gazem dla Ukrainy. Donald Tusk postanowił powiązać tę decyzję z niedawną wizytą Karola Nawrockiego na Węgrzech. Polski prezydent odpowiedział mu zdjęciem.

Sławomir Nowak złożył zawiadomienie na prokuratora, który wcześniej stawiał mu zarzuty z ostatniej chwili
Sławomir Nowak złożył zawiadomienie na prokuratora, który wcześniej stawiał mu zarzuty

Jak poinformował TVN24, Sławomir Nowak złożył zawiadomienie o możliwości popełnienia serii przestępstw przez prokuratora Jana Drelewskiego, który prowadził śledztwa przeciwko niemu.

ZUS wydał pilny komunikat z ostatniej chwili
ZUS wydał pilny komunikat

ZUS zapowiada poradnik dla kobiet w ciąży i uruchamia specjalny adres mailowy dla przyszłych mam. Instytucja podkreśla też, że nadal prowadzi kontrole zgodnie z obowiązującymi przepisami.

ONZ: Konflikt USA i Izraela z Iranem wymyka się spod kontroli z ostatniej chwili
ONZ: Konflikt USA i Izraela z Iranem wymyka się spod kontroli

Sekretarz generalny ONZ Antonio Guterres oświadczył w środę, że konflikt na Bliskim Wschodzie wymyka się spod kontroli i może się rozwinąć w jeszcze większą wojnę. Wezwał też USA i Izrael do zakończenia tego konfliktu zbrojnego, a Iran - do zaprzestania ataków na inne kraje.

REKLAMA

Prof. Zdzisław Krasnodębski: Obrońcy liberalnej demokracji są gotowi unieważniać wybory

6 sierpnia 2025 r. był pięknym dniem. To było prawdziwe święto demokracji. Ceremonia zaprzysiężenia przebiegła spokojnie, godnie i uroczyście. Prezydent wygłosił w Sejmie świetne orędzie – programowe, merytoryczne, ale także twarde i zdecydowane. Jego uszczypliwości pod adresem rządzących, choć dotkliwe, były w granicach dobrego smaku i przyzwoitości – coś wyjątkowego na tle polskiej codzienności politycznej, gdzie te granice dawno już przestały istnieć. Przyznaję, że zebranym w Sali Kolumnowej kwaśne miny polityków w ławach rządowych sprawiły radość, ale głównie cieszył nas talent retoryczny i postawa nowego prezydenta.
/ Zdzisław Krasnodębski / Tygodnik Solidarność

Co musisz wiedzieć:

  • Liczne rozpaczliwe głosy o zatrzymanie zaprzysiężenia Karola Nawrockiego nie pomogły. A przecież prezydentem miał zostać ktoś inny. Miał zostać nim tak koniecznie, tak oczywiście, że jego zwolennikom – szczególnie tym z tzw. elity – puściły wszelkie hamulce.
  • Nie, nie zalewa nas brunatna fala, to mózgi elit zalała fala brunatnego strachu o utratę władzy i wpływów.
  • Sprowadzenie całego rządzenia do „rozliczania PiS” to nic innego niż polityka wyznaczania egzystencjalnego wroga i zarządzania nienawiścią.

 

Zaprzysiężenie Prezydenta

Ludzie na ulicach świętowali w doskonałych nastrojach, wznosząc patriotyczne okrzyki. W czasie Mszy Świętej w archikatedrze warszawskiej majestatyczna „Bogurodzica” odśpiewana przez Reprezentacyjny Chór Wojska Polskiego poruszyła serca. Potem na Zamku Królewskim odbyła się uroczystość inwestytury prezydenta Nawrockiego na Wielkiego Mistrza Orderu Orła Białego i Orderu Polonia Restituta; na koniec zaś przejęcie na placu Piłsudskiego zwierzchnictwa na Siłami Zbrojnymi. To była Polska w najlepszym wydaniu – nowoczesna, wierząca, patriotyczna, dumna ze swoich tradycji, dostatnia.

A przecież miało być tak strasznie. Przecież naród, wbrew ostrzeżeniom rozemocjonowanego premiera, wbrew ostrzeżeniom mediów prorządowych i jadowitym komentarzom intelektualistów lewicowych i liberalnych, wybrał na prezydenta rzekomo osobę niegodną człowieka, niepochodzącego ani z elit krakowskich, ani warszawskich, o biografii zgoła niesalonowej. Co za wstyd. Liczne rozpaczliwe głosy o zatrzymanie zaprzysiężenia nie pomogły. A przecież prezydentem miał zostać ktoś inny. Miał zostać nim tak koniecznie, tak oczywiście, że jego zwolennikom – szczególnie tym z tzw. elity – puściły wszelkie hamulce. Czy jednak potrafimy sobie wyobrazić Rafała Trzaskowskiego w czasie tych uroczystości – w katedrze, w czasie Mszy Świętej, podczas śpiewu „Bogurodzicy”? Czy nie zamieniłby siłą rzeczy – siłą swoich dotychczasowych działań i przekonań – tych podniosłych chwil w obłudną farsę?

 

Wszechobecny faszyzm

W ostatnich miesiącach słyszeliśmy, że zalewa nas brunatna fala podobno już ogarniająca całą Europę, cały świat zachodni. Faszyzm jest teraz wszędzie. Czai się, gdzie nie spojrzeć. Opanował USA. Wprawdzie nie spełniły się zapowiedzi, że zaraz po ponownym przejęciu prezydentury przez Donalda Trumpa powstaną tam obozy koncentracyjne, ale zwolennikom tezy o faszyzacji wystarczy to, że teraz z USA wydala się nielegalnych imigrantów, dąży do ograniczenia lub zakazania aborcji – uchodzącej za szczególne osiągnięcie moralne i cywilizacyjne liberalnej demokracji – zmniejsza się pomoc rozwojową i wspieranie sił postępu.

Ta nowa kariera pojęcia „faszyzmu” jest znamienna. Na samym początku faszyzm rozumiany był jedynie jako bardzo specyficzne lokalne, włoskie zjawisko. Jeśli oczekiwano, że Mussolini znajdzie naśladowców, to miało to nastąpić – oczywiście – w Europie Wschodniej. Po zwycięstwie narodowego socjalizmu w kulturalnych Niemczech faszyzm stał się pojęciem ogólnym, choć narodowy socjalizm różnił się pod wieloma względami od włoskiego faszyzmu. Dla komunizującej i komunistycznej lewicy faszystą stali się wszyscy przeciwnicy komunizmu, nawet socjaldemokraci, którzy dopiero w czasach Frontu Ludowego przestali być „socjalfaszystami”. Faszystowskie były prawicowe reżimy Europy Południowej i Wschodniej. Faszystowska była II RP, faszystowski był rząd na uchodźstwie, faszystowska była AK i rotmistrz Witold Pilecki. Dla lewicy powojennej w Europie Zachodniej faszystą był generał Charles de Gaulle, faszystowski był Kościół katolicki oraz kapitalizm w swej rozwiniętej postaci.

Po 1989 r. faszyści jakoś zanikli, by teraz pojawić się w wielkiej liczbie. Już nie wystarczy nazwać kogoś populistą – słowo to straciło swoją dynamikę, piętnującą i odstraszającą siłę. Natomiast pojęcie totalitaryzmu, nigdy nielubiane przez lewicę, zostało teraz niemal zupełnie zarzucone przez obrońców liberalnej demokracji. Stało się nieporęczne, gdyż trudno jest utrzymywać, że Donald Trump, Viktor Orbán itd. są totalitarystami.

Im więcej jest faszystów, tym więcej jest także antyfaszystów. Również Putin dzielnie walczy z faszyzmem. Ukraińcy broniący swojego kraju przed rosyjskimi najeźdźcami są w jego ocenie „faszystami”, faszystą jest prezydent Wołodymyr Zełenski.

 

Rzekomy kryzys demokracji

„Faszyści” zagrażają teraz demokracji we Włoszech, we Francji, w Niemczech itd. Jest jednak uderzające, że dzisiaj owe rzekomo skrajne faszystowskie siły nie odrzucają demokracji, lecz się na nią powołują. Chcą wygrać wybory, a nie je znieść, chcą innej polityki w ramach demokracji parlamentarnej, a nie zastąpienia jej inną formą rządów. Wielu obywateli w demokracjach zachodnich czuje, że ich tożsamość, ich żywotne interesy są zagrożone i uważa, że nie są właściwie reprezentowani przez dominujące dotąd partie polityczne. Ci ludzie organizują się, wybierają swoich liderów, wygrywają wybory i oczekują, że ich liderzy będą realizowali składane im obietnice wyborcze.

Rzekomy kryzys demokracji jest więc początkiem jej rekonwalescencji. Zagrożeniem dla demokracji były i są rządy biurokratyczne – globalne i lokalne zarządzanie – odbierające ludziom możliwość wyboru i aktywności politycznej, pozbawiające ich w gruncie rzeczy praw obywatelskich, przekonujące, że innej polityki niż ta odrzucana przez narody być nie może. Nie, nie zalewa nas brunatna fala, to mózgi elit zalała fala brunatnego strachu o utratę władzy i wpływów. I dlatego przywołują – ni w pięć, ni w dziewięć – analogie z pierwszej połowy XX wieku.

Znany historyk Timothy Snyder pisał w poprzednim roku w „The New Yorkerze” w kuriozalnym artykule zatytułowanym „What Does It Mean That Donald Trump Is a Fascist?”: „W rzeczywistości zarówno Putin, jak i Trump są faszystami. A użycie przez nich tego słowa, choć ma na celu wprowadzenie zamieszania, przypomina nam o jednej z podstawowych cech faszyzmu. Faszysta nie przejmuje się związkiem między słowami a znaczeniami. Nie służy językowi – to język służy jemu”. Otóż to stwierdzenie doskonale pasuje także do zachowań ikonicznych postaci wśród „antyfaszystów”, do polityków „walczącej demokracji”, takich jak premier Donald Tusk i jego koledzy, sojusznicy i zwolennicy. Nie przejmują się oni związkiem między słowami a ich rzeczywistymi znaczeniami.

„Antyfaszyści” zaczynają być bardzo podobni do „faszystów”, o których tyle mówią. Obsesja nie pozostaje bez śladu. Synder pisze: „Lider („Duce” i „Führer” oznaczają właśnie to) inicjuje politykę, wybierając wroga. Jak twierdził nazistowski myśliciel prawny Carl Schmitt, wybór ten jest arbitralny. Nie ma on żadnego lub prawie żadnego uzasadnienia w rzeczywistości. Czerpie swoją siłę ze zdecydowanej woli przywódcy”. Marsze „uśmiechniętych” na Warszawę niewątpliwie płynęły z woli ich przywódcy.

Wprawdzie wybór „pisowców” jako wrogów nie był zupełnie arbitralny, w końcu chodziło od odsunięcie ich od władzy, to jednak sprowadzenie całego rządzenia do „rozliczania PiS”, to nic innego niż polityka wyznaczania egzystencjalnego wroga i zarządzania nienawiścią. Obrońcy „liberalnej demokracji” tak bardzo chcą jej bronić, że gotowi są unieważniać wybory, jeśli potoczyły się nie po ich myśli. To nie „faszyści” przygotowywali się do zamachu stanu w Polsce – jeśli wierzyć „drugiej osobie w państwie”. Ale – z drugiej strony – czy jest zupełnym przypadkiem, że główny animator akcji podważania wyników wyborów prezydenckich był kiedyś okrzyknięty w mediach europejskich faszystą?



 

Polecane