Lepper powtarzał: "Balcerowicz musi odejść". Dziś Tusk mówi: "Wszyscy będziecie siedzieć"

Ugrupowanie Donalda Tuska przeszło niespotykaną we współczesnym świecie transformację – z pozycji umiarkowanie liberalnych do skrajnie antydemokratycznych. Pozbawione jakiegokolwiek rysu ideologicznego zmieniło się w partię protestu przeciw PiS i Karolowi Nawrockiemu – twierdzi Mariusz Staniszewski.
/ fot. PAP/ Mikołaj Kuras

Co musisz wiedzieć:

  • Andrzej Lepper jak mantrę powtarzał: „Balcerowicz musi odejść”, Donald Tusk w kółko plecie: „Wszyscy będziecie siedzieć”.

  • Z klęski Platformy został wyciągnięty jeden wniosek: za mało było rozliczeń.

  • Po półtora roku naparzanki główna partia rządzącej koalicji straciła zdolność do pracy. Zbyt wiele barier zostało przekroczonych.

 

W świecie zachodnim ewolucja zwykle przebiega w odwrotnym kierunku. Partie protestu – przeciw establishmentowi, polityce socjalnej, korupcji, nierówności szans, polityce rolnej itp. – dochodzą do władzy z radykalnymi hasłami, by później, po zderzeniu z realiami rządzenia, tonować własne żądania. Na polskiej scenie politycznej najlepszym przykładem takiej formacji była Samoobrona. Chciała rozgonić na cztery wiatry cały układ polityczny i ustanowić sprawiedliwszy porządek. Gdy jednak Andrzej Lepper i jego współpracownicy rozsiedli się w wygodnych fotelach, przejechali się luksusowymi limuzynami, zjedli wystawne koalicje w drogich restauracjach, ich wrażliwość społeczna się stępiła.

Zasmakowali we władzy oraz poczuciu siły. Rozumieli, że system podejmowania decyzji jest skomplikowany i obwarowany wieloma ograniczeniami – prawnymi, budżetowymi, międzynarodowymi. Rozkosz władzy jest jednak ogromna i upajająca. Dla wielu zniewalająca jak narkotyk. Politycy Samoobrony się w niej nieco zatracili, a gdy polityczne trzęsienie ziemi wybudziło ich z błogiego snu, okazali się bezradni jak dzieci, którym zabrano zabawki. Nie umieli już się pozbierać. Nawet gdyby chcieli stanąć na czele zrewoltowanych tłumów, byliby niewiarygodni.

 

Niebezpieczna transformacja

Politycy Platformy Obywatelskiej smak władzy znają doskonale. Są crème de la crème polskiego establishmentu. Uważają się za partię inteligencką i rzeczywiście znaczny procent osób z wyższym wykształceniem w każdych wyborach oddaje na nich głos. Rozumieją mechanikę rządzenia. Wiedzą, na czym polega trójpodział władz oraz jak wygląda proces legislacyjny. Umieją rozmawiać z różnymi grupami interesów, równoważyć ich wpływy oraz zawierać kompromisy.

Powinni więc rozumieć, że wola przywódcy nie jest wystarczająca, by rządzić państwem prawa. Jednak przechodzą transformację z partii przewidywalnej w fundamentalnie antysystemową. Stają się establishmentową Samoobroną, której celem nie jest rządzenie państwem w tradycyjnym znaczeniu tego słowa. Władza ma im służyć jedynie do jednego – zniszczenia Jarosława Kaczyńskiego i jego formacji.

Andrzej Lepper jak mantrę powtarzał: „Balcerowicz musi odejść”, Donald Tusk w kółko plecie: „Wszyscy będziecie siedzieć”. Przed laty słowa lidera Samoobrony były uznane za objaw chamstwa, dziś Tusk i jego uśmiechnięta drużyna tak daleko przesunęli granice dobrego smaku, że nie wstydzą się krzyczeć: „Wypier****j!” albo „Jeb*ć PiS!”.

Nawet przegrane wybory prezydenckie nie spowodowały otrzeźwienia. Z klęski został wyciągnięty jeden wniosek: za mało było rozliczeń. Innymi słowy, gdyby za kratki, choćby na chwilę, trafiło większe grono polityków Prawa i Sprawiedliwości, to Rafał Trzaskowski zostałby prezydentem. Albo jeszcze inaczej – Nawrocki wygrał, ponieważ Adam Bodnar, Tomasz Siemoniak i reszta miękiszonów okazali politykom PiS zbyt wiele litości.

Zaślepienie zawsze odbiera rozum. Gdyby ekipa Tuska chciała go na powrót uruchomić, zorientowałaby się, że tego rodzaju działania przynoszą efekt odwrotny. W państwie nawet na poły demokratycznym punktem brzegowym jest używanie przemocy. Jeśli władza nie może go stosować według własnego uznania, bez prawnych ograniczeń, represje odnoszą odwrotny skutek. Powodują bunt. To on właśnie zmiótł ze sceny politycznej ekipę Demokratów w Stanach Zjednoczonych oraz wywołuje narastającą falę sprzeciwu w krajach Unii Europejskiej.

Jedynym wyjściem z tego klinczu byłby pozytywny program rządzenia, a więc żmudne zajmowanie się ustawami, budżetem, inwestycjami, ochroną zdrowia. PO nie może jednak pójść w tym kierunku z dwóch powodów. Po pierwsze, Tusk bardzo tego nie lubi, ponieważ tę część sprawowania władzy uważa za nudną. Po drugie, po półtora roku naparzanki główna partia rządzącej koalicji straciła zdolność do pracy. Zbyt wiele barier zostało przekroczonych.

Pozostaje więc dalsze przeobrażanie się w partię antysystemową.

 

Zagrożenie wewnętrzne

Aby utrzymać napięcie i mobilizację we własnych szeregach – o co zresztą coraz trudniej – premier uznał, że głównym zagrożeniem dla Polski jest dziś wróg wewnętrzny. Nie imperialna, dokonująca aktów sabotażu Rosja, dryfująca w odmętach klimatycznego szaleństwa Unia Europejska, rosnące w siłę Chiny, destabilizujący państwo i odbierający Polakom bezpieczeństwo imigranci czy pogrążające się w kryzysie politycznym oraz gospodarczym Niemcy, ale Jarosław Kaczyński, Karol Nawrocki, Mateusz Morawiecki, Mariusz Błaszczak, Przemysław Czarnek czy Sławomir Cenckiewicz. To nimi mają zajmować się służby specjalne i skarbowe oraz zastępy prokuratorów.

Już na pierwszy rzut oka widać w tym objawy politycznej paranoi. Walka z wrogiem wewnętrznym jest charakterystyczna dla systemów totalitarnych. Specjalne formacje do zwalczania takich sił powstały w sowieckiej Rosji i nazistowskich Niemczech. W obu tych systemach władza wymagała od tych służb szczególnego okrucieństwa wobec nieprzyjaciela, który ukrywał się wśród swoich. Uważały go za bardziej niebezpiecznego, ponieważ trudniejszego do zidentyfikowania.

Pokonanie wewnętrznego wroga było zresztą głównym motywem i motorem napędowym rekonstrukcji rządu. Skoro Adam Bodnar i Tomasz Siemoniak nie dali rady, to trzeba znaleźć bardziej zdeterminowanych i pozbawionych skrupułów następców, by ręka nie zadrżała.

Tyle tylko że tego rodzaju marzenia to raczej mokry sen kieszonkowego dyktatora. Mimo wszystko nie żyjemy w latach trzydziestych zeszłego wieku i choć ekipa Donalda Tuska podeptała konstytucję i ład prawny, ciągle nie może ona rozgonić sądów, zamykać bez wyroków, wyrywać paznokci czy sadzać przesłuchiwanych na odwróconych stołkach. Nawet jeśli w pierwszych miesiącach rządzenia podległe jej służby dopuściły się tortur wobec ks. Michała Olszewskiego, urzędniczek z Ministerstwa Sprawiedliwości, byłej szefowej biura premiera Mateusza Morawieckiego Anny Wójcik czy wymusiły zeznania na Jacku Szopie, to nie wywołały efektu mrożącego.

Nawet przyjaźni im sędziowie uznali, że Polska to nie Białoruś i należy przestrzegać choćby minimalnych standardów. Wypuścili więc aresztowanych na wolność i wyrzucili do kosza napisane pod dyktando prokuratora zeznania. Waldemar Żurek w pierwszych dniach rządzenia zawiesił czterdziestu sześciu prezesów i wiceprezesów sądów, czym zyskał uznanie Donalda Tuska i jego nadwornego hejtera Romana Giertycha. Zamiast nastraszyć danych kolegów po fachu, wywołał bunt. W Gdańsku na kolegium sędziów minister Waldemar Żurek przegrał głosowanie 1:10. W kolejnych miastach będzie podobnie. Aby pokazać moc sprawczą, Waldemar Żurek z Marcinem Kierwińskim musieliby sędziów wygonić siłą, ale jeszcze nie mają swoich bojówek, które mogłyby to wykonać.

Wychodzi więc na to, że z wrogiem wewnętrznym nie da się wygrać. Szczególnie że czai się wszędzie. Nawet w przyjaznych sądach.

 

Zakładnicy sekty

Gdy rzeczywistość okazuje się nie do okiełznania dostępnymi metodami, pozostają dwa wyjścia: zmienić metody lub rzeczywistość. Opór w pozornie opanowanych instytucjach – jak choćby w prokuraturze – oraz ograniczenia prawne i międzynarodowe powodują, że obecna władza nie ma dość siły sprawczej, by przejąć pełną kontrolę nad procesami politycznymi w kraju.

Niepokorni sędziowie, wolne media – tradycyjne i społecznościowe – organizacje społeczne czy wreszcie opozycja okazali się zbyt silni. Polski gen wolności znów dał o sobie znać i wziął górę nad totalitarnymi ciągotkami PO.

Dlatego trzeba było zmienić rzeczywistość. Okazuje się to znacznie łatwiejsze od pokonania realnego przeciwnika. Tuskowi i jego ekipie udało się przekonać znaczną część społeczeństwa – od dwudziestu pięciu do trzydziestu procent – że wybory zostały sfałszowane, a PiS z Nawrockim ukradli Platformie zwycięstwo. Ogromny wkład mieli w tym poseł Dariusz Matecki z podstępną aplikacją, ojciec Tadeusz Rydzyk i osławieni patostreamerzy „Bracia Kamraci”. Co więcej, miało to być elementem większego światowego spisku, co udowadniał kapłan paranoi Roman Giertych. Według niego w zmowie z prawicą był TikTok, ponieważ stworzył algorytmy promujące treści konserwatywne.

W tej rzeczywistości Tusk broni praworządności, rozpoczął uszczelnianie wschodniej granicy, wprowadził w Polsce 800 plus, zainicjował proces modernizacji armii, rusza z budową elektrowni atomowych i zawsze był przeciwny napływowi imigrantów.

Tworzenie alternatywnego świata ma jednak zasadniczą wadę. Wymaga stałego dostarczania szaleńczych treści. Wytworzona i ukształtowana w dużej mierze przez Giertycha sekta musi być karmiona codziennie odpowiednią dawką nienawiści oraz spiskowych teorii. Na razie Tuskowi jeszcze wystarcza wyobraźni. Tuż przed zaprzysiężeniem Karola Nawrockiego nagrał oświadczenie, w którym biadolił o tym, jak wielkim niebezpieczeństwem jest nowy prezydent, i zagrzewał do zwarcia szeregów. Kilkadziesiąt minut później przekonywał, że najsmutniejszym człowiekiem w Polsce był Jarosław Kaczyński, ponieważ nie udało mu się utrzymać wpływu na nową głowę państwa.

To jednak wystarczy tylko na chwilę. Prawdziwa eksplozja szaleństwa nastąpi pewnie w najbliższych dniach.

 

 


 

POLECANE
Biały Dom: Trump nie weźmie udziału w tegorocznej konferencji CPAC z ostatniej chwili
Biały Dom: Trump nie weźmie udziału w tegorocznej konferencji CPAC

Prezydent USA Donald Trump nie weźmie udziału w tegorocznej konferencji środowisk konserwatywnych CPAC w Teksasie – przekazał w środę Biały Dom. Oznacza to, że Trump nie spotka się w Dallas z prezydentem RP Karolem Nawrockim, który w sobotę wystąpi na konferencji.

Samuel Pereira: Ten proces, to Wasz proces, Koalicjo Obywatelska tylko u nas
Samuel Pereira: Ten proces, to Wasz proces, Koalicjo Obywatelska

Mężczyzna spotykał się z dziewczynkami pod pretekstem badań nad wadami postawy. Miał im kazać się rozbierać, dotykać je oraz fotografować. Twierdził, że zdjęcia są po prostu elementem dokumentacji medycznej. Śledczy zajęli się sprawą po tym, jak matka jednej z ofiar złożyła zawiadomienie. Szefa złotowskiej Platformy Obywatelskiej i działacza sportowego Piotra P. zatrzymano pod zarzutem pedofilii 1 grudnia 2023 roku.

Copa-Cogeca: Ustępstwa poczynione przez KE wobec Australii są nie do przyjęcia z ostatniej chwili
Copa-Cogeca: Ustępstwa poczynione przez KE wobec Australii są nie do przyjęcia

„Ogłoszenie zawarcia umowy o wolnym handlu między UE a Australią w Canberze przez przewodniczącą Komisji Europejskiej von der Leyen i premiera Australii Albanese budzi liczne i poważne obawy dotyczące europejskiego rolnictwa, które jest wyraźnie i po raz kolejny kartą przetargową strategii UE mającej na celu zabezpieczenie szerszych celów handlowych i politycznych” – stwierdzają Copa-Cogeca.

Uzależniła się od mediów internetowych. Meta i YouTube mają jej wypłacić 3 mln dol. z ostatniej chwili
Uzależniła się od mediów internetowych. Meta i YouTube mają jej wypłacić 3 mln dol.

Ława przysięgłych w sądzie w Los Angeles uznała, że Meta i YouTube są odpowiedzialne za szkody dla zdrowia psychicznego 20-letniej kobiety, która oskarżyła je o przyczynienie się do uzależnienia, kiedy była dzieckiem. Firmy mają wypłacić kobiecie 3 mln dol. odszkodowania.

Biały Dom: Trump rozpęta piekło, jeśli Iran nie zawrze porozumienia z ostatniej chwili
Biały Dom: Trump "rozpęta piekło", jeśli Iran nie zawrze porozumienia

– Jeśli Iran nie zawrze porozumienia i nie zrozumie, że został pokonany, prezydent Donald Trump gotowy jest rozpętać piekło – zapowiedziała rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt. Potwierdziła, że doniesienia o 15-punktowej propozycji USA są tylko częściowo prawdziwe.

Warszawa przegrała konkurs na siedzibę Urzędu Celnego UE z ostatniej chwili
Warszawa przegrała konkurs na siedzibę Urzędu Celnego UE

W środę Parlament Europejski i Rada UE podjęły decyzję o utworzeniu przyszłego Urzędu Celnego UE w Lille we Francji. O lokalizację unijnej instytucji ubiegała się Warszawa.

Nawrocki odpowiedział Tuskowi zdjęciem. W sieci zawrzało z ostatniej chwili
Nawrocki odpowiedział Tuskowi zdjęciem. W sieci zawrzało

Węgry zapowiadają zakręcanie kurka z gazem dla Ukrainy. Donald Tusk postanowił powiązać tę decyzję z niedawną wizytą Karola Nawrockiego na Węgrzech. Polski prezydent odpowiedział mu zdjęciem.

Sławomir Nowak złożył zawiadomienie na prokuratora, który wcześniej stawiał mu zarzuty z ostatniej chwili
Sławomir Nowak złożył zawiadomienie na prokuratora, który wcześniej stawiał mu zarzuty

Jak poinformował TVN24, Sławomir Nowak złożył zawiadomienie o możliwości popełnienia serii przestępstw przez prokuratora Jana Drelewskiego, który prowadził śledztwa przeciwko niemu.

ZUS wydał pilny komunikat z ostatniej chwili
ZUS wydał pilny komunikat

ZUS zapowiada poradnik dla kobiet w ciąży i uruchamia specjalny adres mailowy dla przyszłych mam. Instytucja podkreśla też, że nadal prowadzi kontrole zgodnie z obowiązującymi przepisami.

ONZ: Konflikt USA i Izraela z Iranem wymyka się spod kontroli z ostatniej chwili
ONZ: Konflikt USA i Izraela z Iranem wymyka się spod kontroli

Sekretarz generalny ONZ Antonio Guterres oświadczył w środę, że konflikt na Bliskim Wschodzie wymyka się spod kontroli i może się rozwinąć w jeszcze większą wojnę. Wezwał też USA i Izrael do zakończenia tego konfliktu zbrojnego, a Iran - do zaprzestania ataków na inne kraje.

REKLAMA

Lepper powtarzał: "Balcerowicz musi odejść". Dziś Tusk mówi: "Wszyscy będziecie siedzieć"

Ugrupowanie Donalda Tuska przeszło niespotykaną we współczesnym świecie transformację – z pozycji umiarkowanie liberalnych do skrajnie antydemokratycznych. Pozbawione jakiegokolwiek rysu ideologicznego zmieniło się w partię protestu przeciw PiS i Karolowi Nawrockiemu – twierdzi Mariusz Staniszewski.
/ fot. PAP/ Mikołaj Kuras

Co musisz wiedzieć:

  • Andrzej Lepper jak mantrę powtarzał: „Balcerowicz musi odejść”, Donald Tusk w kółko plecie: „Wszyscy będziecie siedzieć”.

  • Z klęski Platformy został wyciągnięty jeden wniosek: za mało było rozliczeń.

  • Po półtora roku naparzanki główna partia rządzącej koalicji straciła zdolność do pracy. Zbyt wiele barier zostało przekroczonych.

 

W świecie zachodnim ewolucja zwykle przebiega w odwrotnym kierunku. Partie protestu – przeciw establishmentowi, polityce socjalnej, korupcji, nierówności szans, polityce rolnej itp. – dochodzą do władzy z radykalnymi hasłami, by później, po zderzeniu z realiami rządzenia, tonować własne żądania. Na polskiej scenie politycznej najlepszym przykładem takiej formacji była Samoobrona. Chciała rozgonić na cztery wiatry cały układ polityczny i ustanowić sprawiedliwszy porządek. Gdy jednak Andrzej Lepper i jego współpracownicy rozsiedli się w wygodnych fotelach, przejechali się luksusowymi limuzynami, zjedli wystawne koalicje w drogich restauracjach, ich wrażliwość społeczna się stępiła.

Zasmakowali we władzy oraz poczuciu siły. Rozumieli, że system podejmowania decyzji jest skomplikowany i obwarowany wieloma ograniczeniami – prawnymi, budżetowymi, międzynarodowymi. Rozkosz władzy jest jednak ogromna i upajająca. Dla wielu zniewalająca jak narkotyk. Politycy Samoobrony się w niej nieco zatracili, a gdy polityczne trzęsienie ziemi wybudziło ich z błogiego snu, okazali się bezradni jak dzieci, którym zabrano zabawki. Nie umieli już się pozbierać. Nawet gdyby chcieli stanąć na czele zrewoltowanych tłumów, byliby niewiarygodni.

 

Niebezpieczna transformacja

Politycy Platformy Obywatelskiej smak władzy znają doskonale. Są crème de la crème polskiego establishmentu. Uważają się za partię inteligencką i rzeczywiście znaczny procent osób z wyższym wykształceniem w każdych wyborach oddaje na nich głos. Rozumieją mechanikę rządzenia. Wiedzą, na czym polega trójpodział władz oraz jak wygląda proces legislacyjny. Umieją rozmawiać z różnymi grupami interesów, równoważyć ich wpływy oraz zawierać kompromisy.

Powinni więc rozumieć, że wola przywódcy nie jest wystarczająca, by rządzić państwem prawa. Jednak przechodzą transformację z partii przewidywalnej w fundamentalnie antysystemową. Stają się establishmentową Samoobroną, której celem nie jest rządzenie państwem w tradycyjnym znaczeniu tego słowa. Władza ma im służyć jedynie do jednego – zniszczenia Jarosława Kaczyńskiego i jego formacji.

Andrzej Lepper jak mantrę powtarzał: „Balcerowicz musi odejść”, Donald Tusk w kółko plecie: „Wszyscy będziecie siedzieć”. Przed laty słowa lidera Samoobrony były uznane za objaw chamstwa, dziś Tusk i jego uśmiechnięta drużyna tak daleko przesunęli granice dobrego smaku, że nie wstydzą się krzyczeć: „Wypier****j!” albo „Jeb*ć PiS!”.

Nawet przegrane wybory prezydenckie nie spowodowały otrzeźwienia. Z klęski został wyciągnięty jeden wniosek: za mało było rozliczeń. Innymi słowy, gdyby za kratki, choćby na chwilę, trafiło większe grono polityków Prawa i Sprawiedliwości, to Rafał Trzaskowski zostałby prezydentem. Albo jeszcze inaczej – Nawrocki wygrał, ponieważ Adam Bodnar, Tomasz Siemoniak i reszta miękiszonów okazali politykom PiS zbyt wiele litości.

Zaślepienie zawsze odbiera rozum. Gdyby ekipa Tuska chciała go na powrót uruchomić, zorientowałaby się, że tego rodzaju działania przynoszą efekt odwrotny. W państwie nawet na poły demokratycznym punktem brzegowym jest używanie przemocy. Jeśli władza nie może go stosować według własnego uznania, bez prawnych ograniczeń, represje odnoszą odwrotny skutek. Powodują bunt. To on właśnie zmiótł ze sceny politycznej ekipę Demokratów w Stanach Zjednoczonych oraz wywołuje narastającą falę sprzeciwu w krajach Unii Europejskiej.

Jedynym wyjściem z tego klinczu byłby pozytywny program rządzenia, a więc żmudne zajmowanie się ustawami, budżetem, inwestycjami, ochroną zdrowia. PO nie może jednak pójść w tym kierunku z dwóch powodów. Po pierwsze, Tusk bardzo tego nie lubi, ponieważ tę część sprawowania władzy uważa za nudną. Po drugie, po półtora roku naparzanki główna partia rządzącej koalicji straciła zdolność do pracy. Zbyt wiele barier zostało przekroczonych.

Pozostaje więc dalsze przeobrażanie się w partię antysystemową.

 

Zagrożenie wewnętrzne

Aby utrzymać napięcie i mobilizację we własnych szeregach – o co zresztą coraz trudniej – premier uznał, że głównym zagrożeniem dla Polski jest dziś wróg wewnętrzny. Nie imperialna, dokonująca aktów sabotażu Rosja, dryfująca w odmętach klimatycznego szaleństwa Unia Europejska, rosnące w siłę Chiny, destabilizujący państwo i odbierający Polakom bezpieczeństwo imigranci czy pogrążające się w kryzysie politycznym oraz gospodarczym Niemcy, ale Jarosław Kaczyński, Karol Nawrocki, Mateusz Morawiecki, Mariusz Błaszczak, Przemysław Czarnek czy Sławomir Cenckiewicz. To nimi mają zajmować się służby specjalne i skarbowe oraz zastępy prokuratorów.

Już na pierwszy rzut oka widać w tym objawy politycznej paranoi. Walka z wrogiem wewnętrznym jest charakterystyczna dla systemów totalitarnych. Specjalne formacje do zwalczania takich sił powstały w sowieckiej Rosji i nazistowskich Niemczech. W obu tych systemach władza wymagała od tych służb szczególnego okrucieństwa wobec nieprzyjaciela, który ukrywał się wśród swoich. Uważały go za bardziej niebezpiecznego, ponieważ trudniejszego do zidentyfikowania.

Pokonanie wewnętrznego wroga było zresztą głównym motywem i motorem napędowym rekonstrukcji rządu. Skoro Adam Bodnar i Tomasz Siemoniak nie dali rady, to trzeba znaleźć bardziej zdeterminowanych i pozbawionych skrupułów następców, by ręka nie zadrżała.

Tyle tylko że tego rodzaju marzenia to raczej mokry sen kieszonkowego dyktatora. Mimo wszystko nie żyjemy w latach trzydziestych zeszłego wieku i choć ekipa Donalda Tuska podeptała konstytucję i ład prawny, ciągle nie może ona rozgonić sądów, zamykać bez wyroków, wyrywać paznokci czy sadzać przesłuchiwanych na odwróconych stołkach. Nawet jeśli w pierwszych miesiącach rządzenia podległe jej służby dopuściły się tortur wobec ks. Michała Olszewskiego, urzędniczek z Ministerstwa Sprawiedliwości, byłej szefowej biura premiera Mateusza Morawieckiego Anny Wójcik czy wymusiły zeznania na Jacku Szopie, to nie wywołały efektu mrożącego.

Nawet przyjaźni im sędziowie uznali, że Polska to nie Białoruś i należy przestrzegać choćby minimalnych standardów. Wypuścili więc aresztowanych na wolność i wyrzucili do kosza napisane pod dyktando prokuratora zeznania. Waldemar Żurek w pierwszych dniach rządzenia zawiesił czterdziestu sześciu prezesów i wiceprezesów sądów, czym zyskał uznanie Donalda Tuska i jego nadwornego hejtera Romana Giertycha. Zamiast nastraszyć danych kolegów po fachu, wywołał bunt. W Gdańsku na kolegium sędziów minister Waldemar Żurek przegrał głosowanie 1:10. W kolejnych miastach będzie podobnie. Aby pokazać moc sprawczą, Waldemar Żurek z Marcinem Kierwińskim musieliby sędziów wygonić siłą, ale jeszcze nie mają swoich bojówek, które mogłyby to wykonać.

Wychodzi więc na to, że z wrogiem wewnętrznym nie da się wygrać. Szczególnie że czai się wszędzie. Nawet w przyjaznych sądach.

 

Zakładnicy sekty

Gdy rzeczywistość okazuje się nie do okiełznania dostępnymi metodami, pozostają dwa wyjścia: zmienić metody lub rzeczywistość. Opór w pozornie opanowanych instytucjach – jak choćby w prokuraturze – oraz ograniczenia prawne i międzynarodowe powodują, że obecna władza nie ma dość siły sprawczej, by przejąć pełną kontrolę nad procesami politycznymi w kraju.

Niepokorni sędziowie, wolne media – tradycyjne i społecznościowe – organizacje społeczne czy wreszcie opozycja okazali się zbyt silni. Polski gen wolności znów dał o sobie znać i wziął górę nad totalitarnymi ciągotkami PO.

Dlatego trzeba było zmienić rzeczywistość. Okazuje się to znacznie łatwiejsze od pokonania realnego przeciwnika. Tuskowi i jego ekipie udało się przekonać znaczną część społeczeństwa – od dwudziestu pięciu do trzydziestu procent – że wybory zostały sfałszowane, a PiS z Nawrockim ukradli Platformie zwycięstwo. Ogromny wkład mieli w tym poseł Dariusz Matecki z podstępną aplikacją, ojciec Tadeusz Rydzyk i osławieni patostreamerzy „Bracia Kamraci”. Co więcej, miało to być elementem większego światowego spisku, co udowadniał kapłan paranoi Roman Giertych. Według niego w zmowie z prawicą był TikTok, ponieważ stworzył algorytmy promujące treści konserwatywne.

W tej rzeczywistości Tusk broni praworządności, rozpoczął uszczelnianie wschodniej granicy, wprowadził w Polsce 800 plus, zainicjował proces modernizacji armii, rusza z budową elektrowni atomowych i zawsze był przeciwny napływowi imigrantów.

Tworzenie alternatywnego świata ma jednak zasadniczą wadę. Wymaga stałego dostarczania szaleńczych treści. Wytworzona i ukształtowana w dużej mierze przez Giertycha sekta musi być karmiona codziennie odpowiednią dawką nienawiści oraz spiskowych teorii. Na razie Tuskowi jeszcze wystarcza wyobraźni. Tuż przed zaprzysiężeniem Karola Nawrockiego nagrał oświadczenie, w którym biadolił o tym, jak wielkim niebezpieczeństwem jest nowy prezydent, i zagrzewał do zwarcia szeregów. Kilkadziesiąt minut później przekonywał, że najsmutniejszym człowiekiem w Polsce był Jarosław Kaczyński, ponieważ nie udało mu się utrzymać wpływu na nową głowę państwa.

To jednak wystarczy tylko na chwilę. Prawdziwa eksplozja szaleństwa nastąpi pewnie w najbliższych dniach.

 

 



 

Polecane