Krzysztof Karnkowski: Droga do prezydentury Karola Nawrockiego rozpoczęła się w Senacie

Za chwilę planowane zaprzysiężenie na prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej doktora Karola Nawrockiego. Jego droga do Pałacu Prezydenckiego oficjalnie trwała od listopada zeszłego roku, choć tak naprawdę zaczęła się dużo wcześniej. W polityce, jak w życiu, każdy sukces ma wielu ojców. Nie wszyscy z nich o sukcesie tym zresztą marzyli, przyczyniając się do niego absolutnie wbrew sobie. Spróbujmy z Karolem Nawrockim przejść tę drogę jeszcze raz, poświęcając trochę uwagi tym, którzy dołożyli swoją, czasem mniejszą, a czasem większą cegiełkę.
/ fot. Karol Nawrocki / X

Co musisz wiedzieć:

  • Dzisiaj Karol Nawrocki zostanie zaprzysiężony na Prezydenta RP
  • Krzysztof Karnkowski opisuje jak wyglądała droga do prezydentury
  • Jego zdaniem, najważniejsza część tej historii zaczyna się w miejscu, w którym mało kto widzi jej początek, w Senacie 13 października 2019 roku

Życiorys nowego prezydenta został już opowiedziany w wielu miejscach, na pewno też w najbliższym czasie będzie szeroko omawiany zarówno przez życzliwe, jak i nieżyczliwe mu media. Na pewno w historii Karola Nawrockiego znajdziemy bardzo wiele elementów, które doprowadziły go do miejsca, w którym dziś się znalazł. Aktywność społeczna, sportowa pasja, fascynacja historią, kibicowanie, nauka, praca w placówkach muzealnych, ale też sytuacja rodzinna – to wszystko elementy, które ukształtowały człowieka potrafiącego wygrać w nadzwyczaj niesprzyjających warunkach. I jego wizerunek, który miał mu w wygranej tej zaszkodzić, a jednak pomógł, co w trakcie kampanii i po wyborach doskonale opisało wielu konserwatywnych publicystów. Karol Nawrocki jest więc niewątpliwie głównym autorem swojego sukcesu. Bardzo ważna w jego osiągnięciu była też rodzina. Marta mająca własną, ciekawą historię żona, stojąca przez całą kampanię u jego boku i niedająca się sprowokować wszystkim „życzliwym”, próbującym wbijać klin między nią a męża za pomocą plotek, oskarżeń i insynuacji. Ale również Daniel, uznany i wychowany przez Karola Nawrockiego syn Marty, od początku mocno zaangażowany w kampanię, a jeszcze dłużej – w lokalną politykę. Pozostałe dzieci są młodsze, więc w kampanii nie mogły odegrać tak dużej roli, choć córka stała się już obiektem obrzydliwego ataku fanatycznych oponentów.

Giełda nazwisk

Dyskusja o tym, kto będzie reprezentantem Prawa i Sprawiedliwości w wyborach prezydenckich po zakończeniu drugiej kadencji Andrzeja Dudy, rozpoczęła się niemal natychmiast po wyborach parlamentarnych, w których partia ta straciła władzę. Trudno doliczyć się dziś, ile osób przewinęło się przez przeciągniętą podobno do ostatniej chwili giełdę nazwisk. Zaludnioną tak, że będąc osobą żywo interesującą się polityką, o kilku dowiedziałem się dopiero teraz, pisząc ten artykuł. Dość szybko z puli odpadła Beata Szydło, ponieważ prezes Jarosław Kaczyński uznał za wiarygodne badania wskazujące, że Polacy w czasie zagrożenia wojną nie będą skłonni przekazać władzy, w tym zwierzchnictwa nad Siłami Zbrojnymi, kobiecie. Trudno ustalić, kiedy odpadali kolejni kandydaci na kandydatów. Na ogół media podawały informację, że „na placu boju pozostało już tylko dwóch”, przy czym dwójki te były różne. Dość wspomnieć, że jeszcze w październiku na łamach „Gazety Wyborczej” Dominika Wielowieyska wśród tych, którzy stracili już swoją szansę, wymieniała Karola Nawrockiego. Najczęściej jednak to on znajdował się w finałowej dwójce, czasem razem ze Zbigniewem Boguckim, czasem – z Przemysławem Czarnkiem.

Senacka przygrywka

Jednak od pewnego momentu znana była już „specyfikacja”, wymieniająca wiele wymarzonych cech potencjalnego kandydata. Miał to być mężczyzna, młody, z doświadczeniem politycznym, lecz trudny do obarczenia winami przypisywanymi ekipie Mateusza Morawieckiego, mający szansę wygrać z Rafałem Trzaskowskim. Do tego celu potrzebna miała być zdolność zdobywania głosów poza stałym elektoratem PiS.

I właśnie dlatego w moim odczuciu najważniejsza część tej historii zaczyna się w miejscu, w którym mało kto widzi jej początek, 13 października 2019 roku. To wtedy w wyborach parlamentarnych PiS utrzymało większość w Sejmie, lecz straciło ją w Senacie. Bez większości w wyższej izbie parlamentu można rządzić, potrzeba jej jednak do wyboru szefów kilku ważnych państwowych instytucji. Dotyczy to między innymi rzecznika praw obywatelskich i szefa Instytutu Pamięci Narodowej. Aby więc móc pokierować pracami IPN, Karol Nawrocki musiał dokonać rzeczy niemożliwej (zdobyć większość w Senacie) i… dokonał tego. Poza senatorami PiS uzyskał głosy niezrzeszonej Lidii Staroń, Ryszarda Bobera i Jana Filipa Libickiego z PSL oraz Antoniego Mężydły z Platformy Obywatelskiej.

Wcześniej w Sejmie Nawrocki przekonał do siebie nie tylko posłów partii Jarosława Kaczyńskiego, lecz również Konfederacji, Kukiz’15 i części PSL. Zdobył więc poparcie tam, gdzie później szukać musiał go jako kandydat na prezydenta RP. Później, gdy trwało poszukiwanie najlepszego prezydenckiego kandydata prawicy, był to bardzo mocny argument za Karolem Nawrockim: jeśli przedstawiciel PiS miałby wygrać, musi powtórzyć to, co Nawrockiemu już raz się udało. Uwagę na to (a także na wymienione przeze mnie wcześniej wątki) wcześnie, bo już latem 2024 roku, zwracali w swoich komentarzach na portalu YouTube piszący między innymi na naszych łamach Karol Gac oraz znany wcześniej jako Matka Kurka komentator Piotr Wielgucki.

Gac w czerwcu zeszłego roku mówił na swoim kanale, że na liście kandydatów Nawrocki to „jedno nazwisko z wielu, ale nazwisko niezwykle ciekawe, bo nieoczywiste, bo idące w poprzek, bo nie jest to polityk, nie jest to człowiek, który da się łatwo zaszufladkować. Nie jest to polityk, który ma jakąkolwiek łatkę i dlatego być może przyniesie sukces Zjednoczonej Prawicy, jeżeli oczywiście zostanie wskazany przez Jarosława Kaczyńskiego i jeżeli oczywiście sam doktor Nawrocki będzie chciał”. Gdy wiele wskazywało na to, że PiS ostatecznego wyboru dokona między Zbigniewem Boguckim a Karolem Nawrockim, Piotr Wielgucki opublikował film, w którym stawia na tego drugiego, stwierdzając, że „Nawrocki, wydaje mi się, że ma wszystko, co powinien mieć taki kandydat, który zaskoczy, który będzie odpowiadać elektoratowi PiS, ale nie będzie zrażał elektoratu, który jest konieczny, który jest niezbędny do tego, żeby realnie powalczyć z Trzaskowskim. A tutaj przy świeżości, przy erudycji, przy elokwencji tego kandydata, przy prezencji również to nie jest misja niemożliwa. To jest misja, która ma realne szanse”. Czas potwierdził tezy stawiane przez obu autorów.

Mocne wsparcie

Losy nominacji ważyły się do ostatniej chwili. Ostatecznie zwyciężyła koncepcja, w myśl której Karol Nawrocki najpierw zostanie przedstawiony jako kandydat obywatelski, a następnie poparty przez Prawo i Sprawiedliwość. Tak się też stało. Pojawienie się kandydata anonsował profesor Andrzej Nowak, występujący jako przedstawiciel bardzo licznego komitetu poparcia. I choć Nowak zostanie zapamiętany jako żarliwie wprowadzający Nawrockiego na tę najważniejszą scenę w życiu, warto wspomnieć o tle, dość dla naszej polityki nietypowym. Andrzej Nowak niedługo wcześniej opublikował szereg bardzo krytycznych wobec PiS i Jarosława Kaczyńskiego publikacji, również później był wobec tego środowiska surowym recenzentem, a jednak kandydatura Karola Nawrockiego połączyła profesora ze stojącą za kandydatem partią. Nowak bardzo krytyczny był również wobec działań Konfederacji, jednak jedynej szansy dla Polski upatrywał we współpracy tych dwóch partii politycznych. Wreszcie jako kolejny z przywoływanych tu mówców upatrywał w Nawrockim szansy na wyborcze połączenie sił w obliczu wspólnego zagrożenia.

W tym miejscu trzeba też napisać jeszcze jedną rzecz. Bardzo wielu komentatorów i polityków krytycznych wobec Jarosława Kaczyńskiego zdaje się nie zauważać, że bez niego wybór Karola Nawrockiego byłby niemożliwy. To on przeprowadził z szefem IPN wiele rozmów, uwierzył w niego i postanowił na niego postawić. I stawiać aż do końca, pomimo medialnej nagonki, która najpierw lansowała tezę o braku rozpoznawalności kandydata wśród wyborców PiS, której skutkiem miałaby być rzekoma „podmianka”, a później atakując Nawrockiego materiałami o rzekomych aferach. Kampania Nawrockiego wyglądałaby też inaczej bez wspierających go mocno polityków PiS, którzy współtworzą dziś zaplecze nowej głowy państwa. Z kolei w lutym prezes IPN zyskał wsparcie Piotra Dudy i NSZZ „Solidarność”, z którym zawarł porozumienie programowe. To miało spore znaczenie nie tylko w sferze symboliki i wsparcia organizacyjnego, lecz również narracyjne – wsparcie „S” nie pozwalało w pełni uwiarygodnić narracji, że Nawrocki i stojące za nim PiS, walcząc o elektorat z Konfederacją, całkowicie porzuciło swoje prospołeczne oblicze. Nie zapominajmy wreszcie o wsparciu spontanicznym, oddolnym, ze strony wyborców off- i on-line. Pierwsi tłumnie stawiali się na wiecach kandydata, którego według mediów nie znali. Drudzy okłamywali kolejne wrzutki, które poprzez służby trafiały do dziennikarzy. Wreszcie – jedni i drudzy nie zwątpili i wytrwali przy Nawrockim, choć pracowali nad nimi najwięksi, już trochę nienadążający za dzisiejszym światem specjaliści.

Debaty, wywiady…

Gdy kampania ruszyła na dobre, bardzo dużą rolę odegrały w niej wydarzenia medialne, takie jak wywiady i debaty. W marcu na konwencji Nawrockiego towarzysząca mu jako rzeczniczka dziennikarka TV Republika Emilia Wierzbicki niespodziewanie wystąpiła na scenie wspólnie z Rafałem Ziemkiewiczem, z którym wcześniej prowadziła program. Poparcie Ziemkiewicza, publicysty sympatyzującego raczej z ideą narodową niż z Prawem i

Sprawiedliwością, było kolejnym krokiem w stronę upragnionego poszerzenia elektoratu. Również w marcu Nawrocki wystąpił na kanale pozwalającego się wygadać swoim gościom youtubera Żurnalisty, co na pewno pomogło odczarować w pewnym stopniu kreowany przez media jego obraz jako kandydata drewnianego, pozbawionego emocji i cech charakterystycznych. Jeszcze więcej zdziałała tu rozmowa z Krzysztofem Stanowskim, który później kilkukrotnie opowiadał o Nawrockim jako po prostu fajnym facecie i choć akurat szef Kanału Zero został trochę wybity z rytmu przez medialne doniesienia, można było odczuć, że z kandydatem popieranym przez PiS zwyczajnie się zakumplował. Stanowski, jako osoba z pogranicza mało przenikających się wcześniej światów polityki i influencerów z YouTube’a przybliżył politykę wielu młodym, wcześniej mało zainteresowanym nią odbiorcom, co z kolei mogło mieć spory wpływ na to, co zdarzyło się na finiszu kampanii. To wtedy przeciwko Platformie i Tuskowi, więc siłą rzeczy również przeciw Rafałowi Trzaskowskiemu, opowiedziało się bardzo wielu popularnych wśród najmłodszych youtuberów, takich jak Gimper, Nitro czy Wardęga.

Z obozu wroga

I tu pora wspomnieć wreszcie o tych, którzy również mają swój udział w sukcesie, choć nie to było ich intencją. Z różnych powodów Nawrockiemu pomogli przedstawiciele elit naukowych. Profesor Radosław Markowski swoimi pełnymi klasowej pogardy uwagami pomógł zidentyfikować się z kandydatem tym, którzy przez lata czuli się wykluczonymi III RP, ludziom bez początkowego kapitału społecznego, dla których lata 90. i dwutysięczne były czasem ciężkich życiowych zmagań, źle opłacanych prac, braku perspektyw i emigracji.

Z kolei Antoni Dudek na każdym kroku ostrzegający przed szefem IPN jako „buldożerem”, jednym „z bardziej niebezpiecznych ludzi, jacy się pojawili w polskiej przestrzeni publicznej, który do tego „będzie zdolny do działań w roli prezydenta, do których żaden z jego poprzedników, łącznie z Dudą, nie był zdolny: nie tyle zniechęcił potencjalnych wyborców, co wlał w ich serca nadzieje na oczekiwany wstrząs, radykalną zmianę w polskiej polityce. To, czego obawia się Dudek, do Nawrockiego przyciąga Ziemkiewicza, a zapewne też wyborców innych prawicowych kandydatów z drugiej tury. Jednak chyba najbardziej Nawrockiemu pomogli najwięksi wrogowie. Rafała Trzaskowskiego z jego słabą kampanią zostawmy na boku, kluczowe było wejście do gry Donalda Tuska. Szarża z Jackiem Murańskim okazała się gwoździem do trumny, której ściany tworzyły kolejne przestrzelone kampanie medialne. Atakowany przez niewiarygodnych ludzi Nawrocki stał się obiektem większej niż wcześniej sympatii. Kampania, najbrutalniejsza w historii współczesnej Polski, była też kampanią najciekawszą. I z dobrym zakończeniem.


 

POLECANE
Organizacje pro-life alarmują po decyzji PE. Chodzi o finansowanie aborcji z budżetu UE z ostatniej chwili
Organizacje pro-life alarmują po decyzji PE. Chodzi o finansowanie aborcji z budżetu UE

„Zmierza ona do narzucenia krajom członkowskim prawa legalizującego zabójstwo dziecka w okresie prenatalnym poprzez utworzenie dobrowolnego, solidarnościowego mechanizmu finansowego (pokrywanego z budżetu Unii Europejskiej). Ma on umożliwiać państwom członkowskim, które wyrażą na to zgodę, zapewnienie dostępu do aborcji dla tych osób, które taki dostęp mają ograniczony lub niemożliwy (bez harmonizacji prawa krajowego)” – jednoznaczną dezaprobatę wobec rezolucji Parlamentu Europejskiego z 17 grudnia 2025 r. „My Voice, My Choice: For Safe and Accessible Abortion” („Mój głos, mój wybór: za bezpieczną i dostępną aborcją”) wyrazili przedstawiciele Europejskiej Federacji dla Życia i Godności ONE OF US i Polskiej Federacji Ruchów Obrony Życia.

Była oficer ABW alarmuje: Białoruś masowo wysyła agentów do Polski z ostatniej chwili
Była oficer ABW alarmuje: Białoruś masowo wysyła agentów do Polski

Władze Białorusi masowo werbują agentów i wysyłają ich do Polski, ale nie jest to dla naszego kraju poważne zagrożenie – oceniła w wywiadzie dla Biełsatu była funkcjonariuszka kontrwywiadu ABW, wykładowczyni Wydziału Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu w Białymstoku mjr dr Anna Grabowska-Siwiec.

Ważny komunikat dla mieszkańców Łodzi z ostatniej chwili
Ważny komunikat dla mieszkańców Łodzi

Ważny komunikat dla mieszkańców Łodzi. Miasto wchodzi w kluczową fazę przygotowań do budowy tunelu Kolei Dużych Prędkości. To inwestycja, która ma całkowicie zmienić sposób podróżowania z Łodzi, ale wcześniej przyniesie poważne utrudnienia w ruchu i codziennym funkcjonowaniu miasta. Urząd apeluje o cierpliwość i zapowiada spotkania z mieszkańcami.

Sąd podjął decyzję ws. Jarosława Kaczyńskiego z oskarżenia Krzysztofa Brejzy z ostatniej chwili
Sąd podjął decyzję ws. Jarosława Kaczyńskiego z oskarżenia Krzysztofa Brejzy

Stołeczny sąd rejonowy umorzył we wtorek sprawę prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego z oskarżenia europosła KO Krzysztofa Brejzy ze względu na znikomą społeczną szkodliwość czynu. „Dla mnie ten wyrok jest wewnętrznie sprzeczny i niezrozumiały” - ocenił Brejza i zapowiedział złożenie apelacji.

Wylał gnojowicę przed posesją Krajewskiego. Sąd podtrzymał postanowienie o areszcie z ostatniej chwili
Wylał gnojowicę przed posesją Krajewskiego. Sąd podtrzymał postanowienie o areszcie

„Sąd Okręgowy w Łomży utrzymał postanowienie o zastosowaniu tymczasowego aresztu dla rolnika, który wylał gnojowicę przed domem Ministra Rolnictwa” - poinformowała na platformie X mec. Magdalena Majkowska, pełnomocnik oskarżonego.

Szokujące doniesienia z Iranu. W protestach mogło zginąć 36,5 tys. osób z ostatniej chwili
Szokujące doniesienia z Iranu. W protestach mogło zginąć 36,5 tys. osób

W irańskich protestach mogło zginąć 36,5 tys. ludzi; to najkrwawszy od lat konflikt w regionie - napisał we wtorek portal Iran International, jeden z ośrodków starających się ustalić liczbę ofiar. Iran jest objęty blokadą informacyjną, co utrudnia zdobycie pełnych informacji.

W Międzynarodowym Dniu Pamięci o Ofiarach Holokaustu pamiętajmy o Polakach ratujących Żydów tylko u nas
W Międzynarodowym Dniu Pamięci o Ofiarach Holokaustu pamiętajmy o Polakach ratujących Żydów

27 stycznia to dzień, w którym świat obchodzi Międzynarodowy Dzień Pamięci o Ofiarach Holokaustu. W tym dniu należy pamiętać nie tylko o mordowanych Żydach, ale i Polakach – ofiarach Auschwitz-Birkenau a także tych, którzy z narażeniem życia swojego i swoich rodzin ratowali swoich żydowskich sąsiadów.

Wpadka drogowa ministra Żurka. Policja wydała oświadczenie z ostatniej chwili
Wpadka drogowa ministra Żurka. Policja wydała oświadczenie

Z uwagi na możliwość zaistnienia wykroczenia, policjanci wydziału ruchu drogowego Komendy Miejskiej Policji w Krakowie podjęli z urzędu czynności wyjaśniające w tej sprawie – brzmi komunikat policji wydany ws. nagrania wideo z ministrem Waldemarem Żurkiem, które w poniedziałek trafiło do sieci. Polityk podczas jazdy samochodem miał nie ustąpić pierwszeństwa pieszej na pasach.

Kto i dlaczego zdjął polskie flagi na moście w Słubicach tylko u nas
Kto i dlaczego zdjął polskie flagi na moście w Słubicach

Na początku stycznia z mostu granicznego w Słubicach zniknęły polskie flagi wywieszone kilka miesięcy wcześniej przez inicjatywę obywatelską. Decyzja o ich usunięciu, uzasadniana przepisami administracyjnymi, wywołała pytania o kompetencje władz po obu stronach granicy oraz o szerszy kontekst napięć w relacjach polsko-niemieckich.

81. rocznica wyzwolenia więźniów Auschwitz–Birkenau. Karol Nawrocki: Za każdą zbrodnię trzeba zapłacić i przeprosić z ostatniej chwili
81. rocznica wyzwolenia więźniów Auschwitz–Birkenau. Karol Nawrocki: Za każdą zbrodnię trzeba zapłacić i przeprosić

Dziś obchodzona jest 81. rocznica wyzwolenia więźniów niemieckiego obozu koncentracyjnego i zagłady Auschwitz–Birkenau. W uroczystościach upamiętniających udział bierze Prezydent RP Karol Nawrocki.

REKLAMA

Krzysztof Karnkowski: Droga do prezydentury Karola Nawrockiego rozpoczęła się w Senacie

Za chwilę planowane zaprzysiężenie na prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej doktora Karola Nawrockiego. Jego droga do Pałacu Prezydenckiego oficjalnie trwała od listopada zeszłego roku, choć tak naprawdę zaczęła się dużo wcześniej. W polityce, jak w życiu, każdy sukces ma wielu ojców. Nie wszyscy z nich o sukcesie tym zresztą marzyli, przyczyniając się do niego absolutnie wbrew sobie. Spróbujmy z Karolem Nawrockim przejść tę drogę jeszcze raz, poświęcając trochę uwagi tym, którzy dołożyli swoją, czasem mniejszą, a czasem większą cegiełkę.
/ fot. Karol Nawrocki / X

Co musisz wiedzieć:

  • Dzisiaj Karol Nawrocki zostanie zaprzysiężony na Prezydenta RP
  • Krzysztof Karnkowski opisuje jak wyglądała droga do prezydentury
  • Jego zdaniem, najważniejsza część tej historii zaczyna się w miejscu, w którym mało kto widzi jej początek, w Senacie 13 października 2019 roku

Życiorys nowego prezydenta został już opowiedziany w wielu miejscach, na pewno też w najbliższym czasie będzie szeroko omawiany zarówno przez życzliwe, jak i nieżyczliwe mu media. Na pewno w historii Karola Nawrockiego znajdziemy bardzo wiele elementów, które doprowadziły go do miejsca, w którym dziś się znalazł. Aktywność społeczna, sportowa pasja, fascynacja historią, kibicowanie, nauka, praca w placówkach muzealnych, ale też sytuacja rodzinna – to wszystko elementy, które ukształtowały człowieka potrafiącego wygrać w nadzwyczaj niesprzyjających warunkach. I jego wizerunek, który miał mu w wygranej tej zaszkodzić, a jednak pomógł, co w trakcie kampanii i po wyborach doskonale opisało wielu konserwatywnych publicystów. Karol Nawrocki jest więc niewątpliwie głównym autorem swojego sukcesu. Bardzo ważna w jego osiągnięciu była też rodzina. Marta mająca własną, ciekawą historię żona, stojąca przez całą kampanię u jego boku i niedająca się sprowokować wszystkim „życzliwym”, próbującym wbijać klin między nią a męża za pomocą plotek, oskarżeń i insynuacji. Ale również Daniel, uznany i wychowany przez Karola Nawrockiego syn Marty, od początku mocno zaangażowany w kampanię, a jeszcze dłużej – w lokalną politykę. Pozostałe dzieci są młodsze, więc w kampanii nie mogły odegrać tak dużej roli, choć córka stała się już obiektem obrzydliwego ataku fanatycznych oponentów.

Giełda nazwisk

Dyskusja o tym, kto będzie reprezentantem Prawa i Sprawiedliwości w wyborach prezydenckich po zakończeniu drugiej kadencji Andrzeja Dudy, rozpoczęła się niemal natychmiast po wyborach parlamentarnych, w których partia ta straciła władzę. Trudno doliczyć się dziś, ile osób przewinęło się przez przeciągniętą podobno do ostatniej chwili giełdę nazwisk. Zaludnioną tak, że będąc osobą żywo interesującą się polityką, o kilku dowiedziałem się dopiero teraz, pisząc ten artykuł. Dość szybko z puli odpadła Beata Szydło, ponieważ prezes Jarosław Kaczyński uznał za wiarygodne badania wskazujące, że Polacy w czasie zagrożenia wojną nie będą skłonni przekazać władzy, w tym zwierzchnictwa nad Siłami Zbrojnymi, kobiecie. Trudno ustalić, kiedy odpadali kolejni kandydaci na kandydatów. Na ogół media podawały informację, że „na placu boju pozostało już tylko dwóch”, przy czym dwójki te były różne. Dość wspomnieć, że jeszcze w październiku na łamach „Gazety Wyborczej” Dominika Wielowieyska wśród tych, którzy stracili już swoją szansę, wymieniała Karola Nawrockiego. Najczęściej jednak to on znajdował się w finałowej dwójce, czasem razem ze Zbigniewem Boguckim, czasem – z Przemysławem Czarnkiem.

Senacka przygrywka

Jednak od pewnego momentu znana była już „specyfikacja”, wymieniająca wiele wymarzonych cech potencjalnego kandydata. Miał to być mężczyzna, młody, z doświadczeniem politycznym, lecz trudny do obarczenia winami przypisywanymi ekipie Mateusza Morawieckiego, mający szansę wygrać z Rafałem Trzaskowskim. Do tego celu potrzebna miała być zdolność zdobywania głosów poza stałym elektoratem PiS.

I właśnie dlatego w moim odczuciu najważniejsza część tej historii zaczyna się w miejscu, w którym mało kto widzi jej początek, 13 października 2019 roku. To wtedy w wyborach parlamentarnych PiS utrzymało większość w Sejmie, lecz straciło ją w Senacie. Bez większości w wyższej izbie parlamentu można rządzić, potrzeba jej jednak do wyboru szefów kilku ważnych państwowych instytucji. Dotyczy to między innymi rzecznika praw obywatelskich i szefa Instytutu Pamięci Narodowej. Aby więc móc pokierować pracami IPN, Karol Nawrocki musiał dokonać rzeczy niemożliwej (zdobyć większość w Senacie) i… dokonał tego. Poza senatorami PiS uzyskał głosy niezrzeszonej Lidii Staroń, Ryszarda Bobera i Jana Filipa Libickiego z PSL oraz Antoniego Mężydły z Platformy Obywatelskiej.

Wcześniej w Sejmie Nawrocki przekonał do siebie nie tylko posłów partii Jarosława Kaczyńskiego, lecz również Konfederacji, Kukiz’15 i części PSL. Zdobył więc poparcie tam, gdzie później szukać musiał go jako kandydat na prezydenta RP. Później, gdy trwało poszukiwanie najlepszego prezydenckiego kandydata prawicy, był to bardzo mocny argument za Karolem Nawrockim: jeśli przedstawiciel PiS miałby wygrać, musi powtórzyć to, co Nawrockiemu już raz się udało. Uwagę na to (a także na wymienione przeze mnie wcześniej wątki) wcześnie, bo już latem 2024 roku, zwracali w swoich komentarzach na portalu YouTube piszący między innymi na naszych łamach Karol Gac oraz znany wcześniej jako Matka Kurka komentator Piotr Wielgucki.

Gac w czerwcu zeszłego roku mówił na swoim kanale, że na liście kandydatów Nawrocki to „jedno nazwisko z wielu, ale nazwisko niezwykle ciekawe, bo nieoczywiste, bo idące w poprzek, bo nie jest to polityk, nie jest to człowiek, który da się łatwo zaszufladkować. Nie jest to polityk, który ma jakąkolwiek łatkę i dlatego być może przyniesie sukces Zjednoczonej Prawicy, jeżeli oczywiście zostanie wskazany przez Jarosława Kaczyńskiego i jeżeli oczywiście sam doktor Nawrocki będzie chciał”. Gdy wiele wskazywało na to, że PiS ostatecznego wyboru dokona między Zbigniewem Boguckim a Karolem Nawrockim, Piotr Wielgucki opublikował film, w którym stawia na tego drugiego, stwierdzając, że „Nawrocki, wydaje mi się, że ma wszystko, co powinien mieć taki kandydat, który zaskoczy, który będzie odpowiadać elektoratowi PiS, ale nie będzie zrażał elektoratu, który jest konieczny, który jest niezbędny do tego, żeby realnie powalczyć z Trzaskowskim. A tutaj przy świeżości, przy erudycji, przy elokwencji tego kandydata, przy prezencji również to nie jest misja niemożliwa. To jest misja, która ma realne szanse”. Czas potwierdził tezy stawiane przez obu autorów.

Mocne wsparcie

Losy nominacji ważyły się do ostatniej chwili. Ostatecznie zwyciężyła koncepcja, w myśl której Karol Nawrocki najpierw zostanie przedstawiony jako kandydat obywatelski, a następnie poparty przez Prawo i Sprawiedliwość. Tak się też stało. Pojawienie się kandydata anonsował profesor Andrzej Nowak, występujący jako przedstawiciel bardzo licznego komitetu poparcia. I choć Nowak zostanie zapamiętany jako żarliwie wprowadzający Nawrockiego na tę najważniejszą scenę w życiu, warto wspomnieć o tle, dość dla naszej polityki nietypowym. Andrzej Nowak niedługo wcześniej opublikował szereg bardzo krytycznych wobec PiS i Jarosława Kaczyńskiego publikacji, również później był wobec tego środowiska surowym recenzentem, a jednak kandydatura Karola Nawrockiego połączyła profesora ze stojącą za kandydatem partią. Nowak bardzo krytyczny był również wobec działań Konfederacji, jednak jedynej szansy dla Polski upatrywał we współpracy tych dwóch partii politycznych. Wreszcie jako kolejny z przywoływanych tu mówców upatrywał w Nawrockim szansy na wyborcze połączenie sił w obliczu wspólnego zagrożenia.

W tym miejscu trzeba też napisać jeszcze jedną rzecz. Bardzo wielu komentatorów i polityków krytycznych wobec Jarosława Kaczyńskiego zdaje się nie zauważać, że bez niego wybór Karola Nawrockiego byłby niemożliwy. To on przeprowadził z szefem IPN wiele rozmów, uwierzył w niego i postanowił na niego postawić. I stawiać aż do końca, pomimo medialnej nagonki, która najpierw lansowała tezę o braku rozpoznawalności kandydata wśród wyborców PiS, której skutkiem miałaby być rzekoma „podmianka”, a później atakując Nawrockiego materiałami o rzekomych aferach. Kampania Nawrockiego wyglądałaby też inaczej bez wspierających go mocno polityków PiS, którzy współtworzą dziś zaplecze nowej głowy państwa. Z kolei w lutym prezes IPN zyskał wsparcie Piotra Dudy i NSZZ „Solidarność”, z którym zawarł porozumienie programowe. To miało spore znaczenie nie tylko w sferze symboliki i wsparcia organizacyjnego, lecz również narracyjne – wsparcie „S” nie pozwalało w pełni uwiarygodnić narracji, że Nawrocki i stojące za nim PiS, walcząc o elektorat z Konfederacją, całkowicie porzuciło swoje prospołeczne oblicze. Nie zapominajmy wreszcie o wsparciu spontanicznym, oddolnym, ze strony wyborców off- i on-line. Pierwsi tłumnie stawiali się na wiecach kandydata, którego według mediów nie znali. Drudzy okłamywali kolejne wrzutki, które poprzez służby trafiały do dziennikarzy. Wreszcie – jedni i drudzy nie zwątpili i wytrwali przy Nawrockim, choć pracowali nad nimi najwięksi, już trochę nienadążający za dzisiejszym światem specjaliści.

Debaty, wywiady…

Gdy kampania ruszyła na dobre, bardzo dużą rolę odegrały w niej wydarzenia medialne, takie jak wywiady i debaty. W marcu na konwencji Nawrockiego towarzysząca mu jako rzeczniczka dziennikarka TV Republika Emilia Wierzbicki niespodziewanie wystąpiła na scenie wspólnie z Rafałem Ziemkiewiczem, z którym wcześniej prowadziła program. Poparcie Ziemkiewicza, publicysty sympatyzującego raczej z ideą narodową niż z Prawem i

Sprawiedliwością, było kolejnym krokiem w stronę upragnionego poszerzenia elektoratu. Również w marcu Nawrocki wystąpił na kanale pozwalającego się wygadać swoim gościom youtubera Żurnalisty, co na pewno pomogło odczarować w pewnym stopniu kreowany przez media jego obraz jako kandydata drewnianego, pozbawionego emocji i cech charakterystycznych. Jeszcze więcej zdziałała tu rozmowa z Krzysztofem Stanowskim, który później kilkukrotnie opowiadał o Nawrockim jako po prostu fajnym facecie i choć akurat szef Kanału Zero został trochę wybity z rytmu przez medialne doniesienia, można było odczuć, że z kandydatem popieranym przez PiS zwyczajnie się zakumplował. Stanowski, jako osoba z pogranicza mało przenikających się wcześniej światów polityki i influencerów z YouTube’a przybliżył politykę wielu młodym, wcześniej mało zainteresowanym nią odbiorcom, co z kolei mogło mieć spory wpływ na to, co zdarzyło się na finiszu kampanii. To wtedy przeciwko Platformie i Tuskowi, więc siłą rzeczy również przeciw Rafałowi Trzaskowskiemu, opowiedziało się bardzo wielu popularnych wśród najmłodszych youtuberów, takich jak Gimper, Nitro czy Wardęga.

Z obozu wroga

I tu pora wspomnieć wreszcie o tych, którzy również mają swój udział w sukcesie, choć nie to było ich intencją. Z różnych powodów Nawrockiemu pomogli przedstawiciele elit naukowych. Profesor Radosław Markowski swoimi pełnymi klasowej pogardy uwagami pomógł zidentyfikować się z kandydatem tym, którzy przez lata czuli się wykluczonymi III RP, ludziom bez początkowego kapitału społecznego, dla których lata 90. i dwutysięczne były czasem ciężkich życiowych zmagań, źle opłacanych prac, braku perspektyw i emigracji.

Z kolei Antoni Dudek na każdym kroku ostrzegający przed szefem IPN jako „buldożerem”, jednym „z bardziej niebezpiecznych ludzi, jacy się pojawili w polskiej przestrzeni publicznej, który do tego „będzie zdolny do działań w roli prezydenta, do których żaden z jego poprzedników, łącznie z Dudą, nie był zdolny: nie tyle zniechęcił potencjalnych wyborców, co wlał w ich serca nadzieje na oczekiwany wstrząs, radykalną zmianę w polskiej polityce. To, czego obawia się Dudek, do Nawrockiego przyciąga Ziemkiewicza, a zapewne też wyborców innych prawicowych kandydatów z drugiej tury. Jednak chyba najbardziej Nawrockiemu pomogli najwięksi wrogowie. Rafała Trzaskowskiego z jego słabą kampanią zostawmy na boku, kluczowe było wejście do gry Donalda Tuska. Szarża z Jackiem Murańskim okazała się gwoździem do trumny, której ściany tworzyły kolejne przestrzelone kampanie medialne. Atakowany przez niewiarygodnych ludzi Nawrocki stał się obiektem większej niż wcześniej sympatii. Kampania, najbrutalniejsza w historii współczesnej Polski, była też kampanią najciekawszą. I z dobrym zakończeniem.



 

Polecane