Konserwatywni ambasadorzy Trumpa w Hollywood. Mają przywrócić czasy świetności kina

Zaszczytem jest dla mnie ogłosić Jona Voighta, Mela Gibsona i Sylvestra Stallone’a specjalnymi ambasadorami wspaniałego, ale bardzo kłopotliwego miejsca, Hollywood w Kalifornii – tak Donald Trump witał trzech oscarowych i wyjątkowo konserwatywnych aktorów na tydzień przed swoim zaprzysiężeniem.
Hollywood, zdjęcie podglądowe
Hollywood, zdjęcie podglądowe / Wikimedia Commons

Od teraz wszyscy trzej mają być „oczami i uszami” prezydenta USA w kwestii hollywoodzkich produkcji – z administracyjnymi etatami. Mają również pilnować, aby stolica kinematografii nie skręciła za mocno w stronę promocji m.in. treści LGBTQ. 

Nowe stanowiska i nowe role

Trump zadbał o to, żeby pokazać gwiazdom Hollywood, które straciły swoje domy i majątki w niedawnych pożarach niszczących przedmieścia Los Angeles i dużą część Kalifornii, że jego troska jest jak najbardziej wymierna. Ich posłuszeństwo będzie się wiązać z pomocą państwa. Z pomocą doraźną, której mogą im udzielić amerykańscy żołnierze już zmierzający na południe stanu – w związku z wprowadzeniem stanu wyjątkowego na granicy z Meksykiem, co było jedną z pierwszych decyzji nowego prezydenta – oraz wsparciem administracyjnym i systemowym dla amerykańskiej stolicy kinematografii. Oczywiście po spełnieniu prezydenckich warunków, które przekazać mają – formalnie i podczas licznych nieformalnych spotkań z kolegami z branży – nowo mianowani ambasadorowie Białego Domu w Hollywood. 

Trzech aktorów – Jona Voighta, Mela Gibsona i Sylvestra Stallone’a – łączy nie tylko to, że każdy z nich otrzymał w swoim życiu przynajmniej jednego Oscara i dzisiaj są bezspornymi ikonami kinematografii, ale przede wszystkim to, że wszyscy trzej mają silne, katolickie i konserwatywne korzenie. Nieraz alarmowali, że amerykańska branża filmowa zbyt mocno skręciła w stronę promowania treści LGBTQ – faktycznie od wielu lat w niemal każdej produkcji filmowej pojawia się wątek gejowskiej miłości lub zmiany płci. Najczęściej widzą to coraz większe rzesze abonentów telewizji strumieniowych.

O ile w przypadku miłośników seriali kryminalnych i obyczajowych w serwisach Netflix, Max czy Amazon Prime Video nie jest to aż tak rażące – jeżeli pominąć masową skalę pokazywania zachowań związanych z LGBTQ – o tyle umieszczenie niewinnej sceny dwóch lesbijek wychowujących dziecko w disnejowskim filmie rysunkowym dla dzieci „Toy Story 4” wywołało masowe protesty konserwatystów w Stanach Zjednoczonych. Mowa o niespełna dwuminutowej scenie z początku filmu, podczas której nowa właścicielka bohatera-zabawki Andy’ego pierwszy raz idzie do przedszkola, a w tle do tego samego przedszkola odprowadzają dziecko dwie kobiety, do których (do jednej i drugiej) odprowadzana dziewczynka zwraca się słowami „mama”.

Kłopotliwa propaganda

Protestowano nie dlatego, że podobna scena znalazła się w rysunkowym filmie – podobne sceny to fragment nie tylko amerykańskiej rzeczywistości – ale dlatego, że scena dla całej fabuły była bez znaczenia. 

„Występ homoseksualnych bohaterek był krótki, nie wnosił nic do fabuły, tak więc w ogóle nie musiał się wydarzyć. Seans «Toy Story 4» to ostatnie miejsce, w którym rodzice spodziewaliby się, że ich dzieci zostaną skonfrontowane z treściami dotyczącymi orientacji seksualnej. Kwestie tego rodzaju są wprowadzane zbyt wcześnie i zbyt szybko. To powszechne, ale niepotrzebne” – tak w petycji podpisanej przez ponad 13 tys. miłośników kina wyjaśniała protest organizacja One Million Moms (Milion Matek). „Nieważne, jak bardzo nieistotne dla całej opowieści były te postaci, Disney i tak uznał, że powinno się je tam umieścić”.

Scen oswajających nietypową seksualność jest w amerykańskiej produkcji filmowej coraz więcej – administracja Joe Bidena wyjaśniała, że podobne sceny są jak najbardziej dopuszczalne, szczególnie że oswajają szerszą widownię z mniejszościami, również seksualnymi. Hollywoodzcy producenci uznali, że nawet nie będą rozmawiać o ewentualnym usuwaniu podobnych scen ze swoich produkcji – taki jest świat i już. Zresztą, jak tłumaczyli, mają one znaczenie dla fabuły. Konserwatyści wyliczali jednak sceny, które pełniły jedynie rolę chwilowego tła dla głównych bohaterów, a więc stające się, jak przekonywali, subtelną, ale oczywistą promocją wartości LGBTQ.

Trzech muszkieterów z fabryki snów

W sporze o obecność ideologii uznanej przez konserwatystów za groźną wypowiadali się i politycy, i aktorzy – również trzej wybrani przez Trumpa, którzy już w pierwszej kadencji obecnego prezydenta wypowiadali się na jego temat pochlebnie, nierzadko porównując go do ojców założycieli Stanów Zjednoczonych Ameryki. Jednak to nie komplementy sprawiły, że Trump zdecydował się na powołanie ich – jak najbardziej legalnie – na stanowiska nieistniejące wcześniej w amerykańskiej administracji. Trzeba zauważyć, że propozycja została przez całą trójkę chętnie i z powagą przyjęta. Z podobną powagą Hollywood przyjęło deklarację Donalda Trumpa o przyszłości branży filmowej w USA.

„Będą pełnić funkcję specjalnych wysłanników w celu przywrócenia Hollywood, które w ciągu ostatnich czterech lat straciło wiele interesów na rzecz krajów obcych, z powrotem — większego, lepszego i silniejszego niż kiedykolwiek wcześniej! Te trzy bardzo utalentowane osoby będą moimi oczami i uszami, a ja zrobię to, co zasugerują. Tu znów będzie jak w samych Stanach Zjednoczonych Ameryki, Złoty Wiek Hollywood!”.

Hollywood liczy na wsparcie – nawet jeżeli miałoby to być wsparcie Białego Domu za cenę, jaka jeszcze kilka lat temu byłaby nie do pomyślenia. Amerykańską branżę filmową od kilku lat nękały poważne kryzysy. Przez cały kwartał 2023 roku większość produkcji filmowych w USA stała w miejscu w związku z bezprecedensowym protestem aktorów, scenarzystów i reżyserów zorganizowanym przez Związek Aktorów Ekranowych i Sojusz Producentów Filmowych i Telewizyjnych, który domagał się podwyżek wynagrodzeń, premii za ich produkcje emitowane przez firmy streamingowe oraz szczególnej ochrony branży przed skutkami wykorzystania sztucznej inteligencji. Ostatnie lata pokazały, że i autorów scenariuszy, i samych aktorów może zastąpić sztuczna inteligencja, tworząca filmy cieszące się nie mniejszą od „ludzkich” produkcji popularnością. I choć strajk został wówczas wygrany przez branżę, brak wsparcia ze strony administracji mógłby oznaczać, że branża odpowiadająca za emocje widzów stanie się pierwszą poważną ofiarą rozwoju technologicznego ludzkości. 

Voight, Gibson i Stallone mają pilnować również tego, żeby kinematografia nie została zdominowana przez maszyny, mają być pierwszym głosem doradczym Donalda Trumpa podejmującego decyzję o tym, jak dużo technologii wpuści się do sztuki, która z natury rzeczy powinna być wyłącznie ludzką domeną. 

Konserwatyści w kontrofensywie

– Otrzymałem tweeta w tym samym czasie, co wy wszyscy, i byłem równie zaskoczony. Niemniej jednak posłuchałem wezwania. Moim obowiązkiem jako obywatela jest udzielenie wszelkiej pomocy i informacji – tak reagował na nominację Trumpa Mel Gibson, jeden z najbardziej rozpoznawalnych aktorów i najpopularniejszych reżyserów, którego informacja zastała podczas końcowych prac nad drugą częścią głośnej „Pasji”. Ta część ma pokazywać zmartwychwstanie Chrystusa, jego późniejsze spotkania z pierwszymi apostołami oraz losy samych apostołów. Gibson, z pochodzenia Irlandczyk, jest gwiazdą od lat 80., kiedy zagrał w kultowym filmie „Mad Max”, a jego późniejsze role w „Zabójczej broni” zbudowały wizerunek tego artysty jako twardego i bezkompromisowego policjanta wyznającego zasady przyświecające pierwszym amerykańskim prezydentom. Podwójnego Oscara dostał za najlepszą reżyserię i najlepszy film 1995 roku za produkcję „Braveheart”. Jest tradycjonalistą katolickim, nieuznającym zarówno władzy aktualnego papieża, jak i postanowień Soboru Watykańskiego II.

Jona Voghta polscy widzowie pamiętają przede wszystkim z kultowego już filmu „Jan Paweł II”, w którym aktor brawurowo i wyjątkowo wiarygodnie zagrał papieża Polaka. Jednak jego dorobek filmowy jest znacznie bogatszy – występował w roli profesjonalnego złodzieja w „Gorączce” Michaela Manna z Robertem De Niro i Alem Pacino, a w „Mission: Impossible” Briana De Palmy należał do grupy agentów Toma Cruise’a. W thrillerze „Anakonda” był fanatycznym łowcą gigantycznych węży w dżunglach Amazonii. W opartym na powieści Johna Grishama „Zaklinaczu koni” Francisa Forda Coppoli zagrał amoralnego adwokata bezwzględnej firmy ubezpieczeniowej, natomiast w sławnej produkcji „Tomb Raider” zagrał ojca Lary Croft, granej przez Angelinę Jolie. Voight także często wspomina o swoich katolickich korzeniach. Jest w końcu absolwentem Katolickiego Uniwersytetu Ameryki w Waszyngtonie, jedynej instytucji edukacji wyższej ufundowanej przez amerykańskich biskupów Kościoła rzymskokatolickiego. Istniejący od 1887 roku uniwersytet miał być kuźnią kadr dla administracji publicznej, ale również dla samego Kościoła – przez lata kształcił młodzież z czasem wybierającą stan kapłański i służbę Kościołowi. 

Za zasłoną mięśni

Sylvester Stallone, syn włoskich imigrantów, jest do dzisiaj kojarzony z legendą boksu Rockym Balboa i żołnierzem Johnem Rambo
Dzięki wypielęgnowanym i wypracowanym mięśniom Stallone jeszcze na początku lat 90. XX wieku był siódmym najlepiej zarabiającym artystą świata z majątkiem wycenianym na 63 mln dolarów i najlepiej zarabiającym aktorem, którego roczne gaże wynosiły nawet 30 mln dolarów. W połowie lat 80. otrzymał własną gwiazdę w Alei Gwiazd w Los Angeles. 

Wielkie mięśnie Rambo czy Rocky’ego przysłoniły jednak znaczenie aktora w świecie sztuki – jest znanym kolekcjonerem dzieł sztuki i sam maluje obrazy olejne, jeżeli wierzyć opisom nie zawsze mu sprzyjających krytyków – dość udane. 

Stallone także nieraz występował w obronie wartości konserwatywnych, szczególnie rodziny – z tego znany jest przede wszystkim w USA. Poglądy aktora dominujące w Europie, szczególnie w Polsce, lewicujące media starały się przemilczać. Rodzina i walka z nałogami zawsze były dla niego ważne – przez dysfunkcyjną rodzinę lwią część dzieciństwa spędził w rodzinach zastępczych, co odcisnęło na nim piętno, które do dzisiaj daje o sobie znać w wywiadach udzielanych magazynom filmowym. 

Analitycy przyznają, że decyzja Donalda Trumpa – zaskakująca, bo powołująca nowe funkcje przedstawicieli Białego Domu w Hollywood – oraz dobór aktorów są korzystne. Nie tylko ze względu na pozycję, poglądy i popularność aktorów. To także kwestia ich lojalności – przymiotu w Hollywood nieczęstego – oraz cenionej przez amerykańskich widzów... skromności. 


 

POLECANE
Dwie trzecie imigrantów wjeżdżających do Niemiec nie ma dokumentów z ostatniej chwili
Dwie trzecie imigrantów wjeżdżających do Niemiec nie ma dokumentów

Jak poinformował portal European Conservative, dwie trzecie osób ubiegających się o azyl, które w zeszłym roku wjechały do Niemiec, nie miało dowodu tożsamości. Według danych dotyczących azylu opublikowanych przez Federalne Ministerstwo Spraw Wewnętrznych prawie wszyscy migranci z krajów afrykańskich nie byli w stanie przedstawić żadnych dokumentów tożsamości.

Rekordowy deficyt budżetu państwa z ostatniej chwili
Rekordowy deficyt budżetu państwa

Deficyt budżetu państwa w okresie styczeń – luty 2026 r. wyniósł 48,5 mld zł, dochody 78,3 mld zł, a wydatki 126,8 mld zł - poinformowało w poniedziałek Ministerstwo Finansów.

Jest propozycja noty dyplomatycznej do KE ws. SAFE z ostatniej chwili
Jest propozycja noty dyplomatycznej do KE ws. SAFE

Doradca prezydenta ds. europejskich dr Jacek Saryusz-Wolski zaproponował na platformie X treść noty dyplomatycznej, jaką prezydent Karol Nawrocki mógłby wysłać do KE w celu poinformowania o braku umocowania prawnego rządu w sprawie unijnej pożyczki SAFE.

Rzońca: Gdyby Ursula von der Leyen chciała, mogłaby przekazać Polsce 43 mld euro bez kredytu i warunków tylko u nas
Rzońca: Gdyby Ursula von der Leyen chciała, mogłaby przekazać Polsce 43 mld euro bez kredytu i warunków

„Gdyby Ursula von der Leyen chciała, mogłaby umorzyć Polsce kredyt SAFE” - mówi portalowi Tysol.pl eurodeputowany Bogdan Rzońca (PiS). W jego ocenie ze względu na strategiczne położenie Polski, KE powinna rozważyć przekazanie tych pieniędzy na obronność za darmo, bez żadnych dodatkowych warunków.

Ekspert: Musimy przygotować krajowy plan bezpieczeństwa nawozowego gorące
Ekspert: Musimy przygotować krajowy plan bezpieczeństwa nawozowego

„Musimy przygotować krajowy plan bezpieczeństwa nawozowego” - stwierdził na Facebooku Jacek Zarzecki, Wiceprzewodniczący Zarządu Polskiej Platformy Zrównoważonej Wołowiny, w kontekście blokady Cieśniny Ormuz i wojny z Iranem.

Komunikat dla mieszkańców woj. podkarpackiego z ostatniej chwili
Komunikat dla mieszkańców woj. podkarpackiego

Zarząd Województwa Podkarpackiego ogłosił wsparcie dla zdrowia psychicznego, modernizacji szpitala i promocji sportu – wynika z najnowszego komunikatu. Decyzje zapadły podczas 198. posiedzenia 16 marca 2026 r.

Szijjarto: Gdy Tusk prowadzi kampanię na rzecz węgierskiej opozycji, wygrywamy wybory wideo
Szijjarto: Gdy Tusk prowadzi kampanię na rzecz węgierskiej opozycji, wygrywamy wybory

„Za każdym razem, gdy Donald Tusk prowadzi kampanię na rzecz węgierskiej opozycji, wygrywamy wybory” - powiedział w rozmowie z dziennikarzami szef węgierskiej dyplomacji Peter Szijjarto pytany o poparcie, jakiego Donald Tusk udzielił węgierskiej opozycji.

Polskie rezerwy złota. NBP ujawnia dane z ostatniej chwili
Polskie rezerwy złota. NBP ujawnia dane

Na koniec stycznia 2026 r. rezerwy NBP w złocie wyniosły 550,2 tony i osiągnęły wartość 313,7 mld zł, a ich udział w oficjalnych aktywach rezerwowych wyniósł 30,2 proc. – podał Narodowy Bank Polski w danych o bilansie płatniczym za styczeń.

Weto prezydenta wywołało poruszenie w Niemczech. Media cytują słowa Tuska z ostatniej chwili
Weto prezydenta wywołało poruszenie w Niemczech. Media cytują słowa Tuska

"Podczas gdy obóz Nawrockiego z nieufnością podchodzi do zbliżenia z UE i obawia się o suwerenność Polski, Tusk chce współpracować z UE jeszcze ściślej niż dotychczas" – pisze w poniedziałek Die Welt.

Doradca prezydenta: Prawdziwy Polexit dzieje się dziś za sprawą Tuska z ostatniej chwili
Doradca prezydenta: Prawdziwy Polexit dzieje się dziś za sprawą Tuska

„PRAWDZIWY POLEXIT dzieje się dziś za sprawą Tuska” - napisał na platformie X dr Jacek Saryusz-Wolski, doradca prezydenta ds. europejskich komentując jeden z postów Donalda Tuska ws. SAFE.

REKLAMA

Konserwatywni ambasadorzy Trumpa w Hollywood. Mają przywrócić czasy świetności kina

Zaszczytem jest dla mnie ogłosić Jona Voighta, Mela Gibsona i Sylvestra Stallone’a specjalnymi ambasadorami wspaniałego, ale bardzo kłopotliwego miejsca, Hollywood w Kalifornii – tak Donald Trump witał trzech oscarowych i wyjątkowo konserwatywnych aktorów na tydzień przed swoim zaprzysiężeniem.
Hollywood, zdjęcie podglądowe
Hollywood, zdjęcie podglądowe / Wikimedia Commons

Od teraz wszyscy trzej mają być „oczami i uszami” prezydenta USA w kwestii hollywoodzkich produkcji – z administracyjnymi etatami. Mają również pilnować, aby stolica kinematografii nie skręciła za mocno w stronę promocji m.in. treści LGBTQ. 

Nowe stanowiska i nowe role

Trump zadbał o to, żeby pokazać gwiazdom Hollywood, które straciły swoje domy i majątki w niedawnych pożarach niszczących przedmieścia Los Angeles i dużą część Kalifornii, że jego troska jest jak najbardziej wymierna. Ich posłuszeństwo będzie się wiązać z pomocą państwa. Z pomocą doraźną, której mogą im udzielić amerykańscy żołnierze już zmierzający na południe stanu – w związku z wprowadzeniem stanu wyjątkowego na granicy z Meksykiem, co było jedną z pierwszych decyzji nowego prezydenta – oraz wsparciem administracyjnym i systemowym dla amerykańskiej stolicy kinematografii. Oczywiście po spełnieniu prezydenckich warunków, które przekazać mają – formalnie i podczas licznych nieformalnych spotkań z kolegami z branży – nowo mianowani ambasadorowie Białego Domu w Hollywood. 

Trzech aktorów – Jona Voighta, Mela Gibsona i Sylvestra Stallone’a – łączy nie tylko to, że każdy z nich otrzymał w swoim życiu przynajmniej jednego Oscara i dzisiaj są bezspornymi ikonami kinematografii, ale przede wszystkim to, że wszyscy trzej mają silne, katolickie i konserwatywne korzenie. Nieraz alarmowali, że amerykańska branża filmowa zbyt mocno skręciła w stronę promowania treści LGBTQ – faktycznie od wielu lat w niemal każdej produkcji filmowej pojawia się wątek gejowskiej miłości lub zmiany płci. Najczęściej widzą to coraz większe rzesze abonentów telewizji strumieniowych.

O ile w przypadku miłośników seriali kryminalnych i obyczajowych w serwisach Netflix, Max czy Amazon Prime Video nie jest to aż tak rażące – jeżeli pominąć masową skalę pokazywania zachowań związanych z LGBTQ – o tyle umieszczenie niewinnej sceny dwóch lesbijek wychowujących dziecko w disnejowskim filmie rysunkowym dla dzieci „Toy Story 4” wywołało masowe protesty konserwatystów w Stanach Zjednoczonych. Mowa o niespełna dwuminutowej scenie z początku filmu, podczas której nowa właścicielka bohatera-zabawki Andy’ego pierwszy raz idzie do przedszkola, a w tle do tego samego przedszkola odprowadzają dziecko dwie kobiety, do których (do jednej i drugiej) odprowadzana dziewczynka zwraca się słowami „mama”.

Kłopotliwa propaganda

Protestowano nie dlatego, że podobna scena znalazła się w rysunkowym filmie – podobne sceny to fragment nie tylko amerykańskiej rzeczywistości – ale dlatego, że scena dla całej fabuły była bez znaczenia. 

„Występ homoseksualnych bohaterek był krótki, nie wnosił nic do fabuły, tak więc w ogóle nie musiał się wydarzyć. Seans «Toy Story 4» to ostatnie miejsce, w którym rodzice spodziewaliby się, że ich dzieci zostaną skonfrontowane z treściami dotyczącymi orientacji seksualnej. Kwestie tego rodzaju są wprowadzane zbyt wcześnie i zbyt szybko. To powszechne, ale niepotrzebne” – tak w petycji podpisanej przez ponad 13 tys. miłośników kina wyjaśniała protest organizacja One Million Moms (Milion Matek). „Nieważne, jak bardzo nieistotne dla całej opowieści były te postaci, Disney i tak uznał, że powinno się je tam umieścić”.

Scen oswajających nietypową seksualność jest w amerykańskiej produkcji filmowej coraz więcej – administracja Joe Bidena wyjaśniała, że podobne sceny są jak najbardziej dopuszczalne, szczególnie że oswajają szerszą widownię z mniejszościami, również seksualnymi. Hollywoodzcy producenci uznali, że nawet nie będą rozmawiać o ewentualnym usuwaniu podobnych scen ze swoich produkcji – taki jest świat i już. Zresztą, jak tłumaczyli, mają one znaczenie dla fabuły. Konserwatyści wyliczali jednak sceny, które pełniły jedynie rolę chwilowego tła dla głównych bohaterów, a więc stające się, jak przekonywali, subtelną, ale oczywistą promocją wartości LGBTQ.

Trzech muszkieterów z fabryki snów

W sporze o obecność ideologii uznanej przez konserwatystów za groźną wypowiadali się i politycy, i aktorzy – również trzej wybrani przez Trumpa, którzy już w pierwszej kadencji obecnego prezydenta wypowiadali się na jego temat pochlebnie, nierzadko porównując go do ojców założycieli Stanów Zjednoczonych Ameryki. Jednak to nie komplementy sprawiły, że Trump zdecydował się na powołanie ich – jak najbardziej legalnie – na stanowiska nieistniejące wcześniej w amerykańskiej administracji. Trzeba zauważyć, że propozycja została przez całą trójkę chętnie i z powagą przyjęta. Z podobną powagą Hollywood przyjęło deklarację Donalda Trumpa o przyszłości branży filmowej w USA.

„Będą pełnić funkcję specjalnych wysłanników w celu przywrócenia Hollywood, które w ciągu ostatnich czterech lat straciło wiele interesów na rzecz krajów obcych, z powrotem — większego, lepszego i silniejszego niż kiedykolwiek wcześniej! Te trzy bardzo utalentowane osoby będą moimi oczami i uszami, a ja zrobię to, co zasugerują. Tu znów będzie jak w samych Stanach Zjednoczonych Ameryki, Złoty Wiek Hollywood!”.

Hollywood liczy na wsparcie – nawet jeżeli miałoby to być wsparcie Białego Domu za cenę, jaka jeszcze kilka lat temu byłaby nie do pomyślenia. Amerykańską branżę filmową od kilku lat nękały poważne kryzysy. Przez cały kwartał 2023 roku większość produkcji filmowych w USA stała w miejscu w związku z bezprecedensowym protestem aktorów, scenarzystów i reżyserów zorganizowanym przez Związek Aktorów Ekranowych i Sojusz Producentów Filmowych i Telewizyjnych, który domagał się podwyżek wynagrodzeń, premii za ich produkcje emitowane przez firmy streamingowe oraz szczególnej ochrony branży przed skutkami wykorzystania sztucznej inteligencji. Ostatnie lata pokazały, że i autorów scenariuszy, i samych aktorów może zastąpić sztuczna inteligencja, tworząca filmy cieszące się nie mniejszą od „ludzkich” produkcji popularnością. I choć strajk został wówczas wygrany przez branżę, brak wsparcia ze strony administracji mógłby oznaczać, że branża odpowiadająca za emocje widzów stanie się pierwszą poważną ofiarą rozwoju technologicznego ludzkości. 

Voight, Gibson i Stallone mają pilnować również tego, żeby kinematografia nie została zdominowana przez maszyny, mają być pierwszym głosem doradczym Donalda Trumpa podejmującego decyzję o tym, jak dużo technologii wpuści się do sztuki, która z natury rzeczy powinna być wyłącznie ludzką domeną. 

Konserwatyści w kontrofensywie

– Otrzymałem tweeta w tym samym czasie, co wy wszyscy, i byłem równie zaskoczony. Niemniej jednak posłuchałem wezwania. Moim obowiązkiem jako obywatela jest udzielenie wszelkiej pomocy i informacji – tak reagował na nominację Trumpa Mel Gibson, jeden z najbardziej rozpoznawalnych aktorów i najpopularniejszych reżyserów, którego informacja zastała podczas końcowych prac nad drugą częścią głośnej „Pasji”. Ta część ma pokazywać zmartwychwstanie Chrystusa, jego późniejsze spotkania z pierwszymi apostołami oraz losy samych apostołów. Gibson, z pochodzenia Irlandczyk, jest gwiazdą od lat 80., kiedy zagrał w kultowym filmie „Mad Max”, a jego późniejsze role w „Zabójczej broni” zbudowały wizerunek tego artysty jako twardego i bezkompromisowego policjanta wyznającego zasady przyświecające pierwszym amerykańskim prezydentom. Podwójnego Oscara dostał za najlepszą reżyserię i najlepszy film 1995 roku za produkcję „Braveheart”. Jest tradycjonalistą katolickim, nieuznającym zarówno władzy aktualnego papieża, jak i postanowień Soboru Watykańskiego II.

Jona Voghta polscy widzowie pamiętają przede wszystkim z kultowego już filmu „Jan Paweł II”, w którym aktor brawurowo i wyjątkowo wiarygodnie zagrał papieża Polaka. Jednak jego dorobek filmowy jest znacznie bogatszy – występował w roli profesjonalnego złodzieja w „Gorączce” Michaela Manna z Robertem De Niro i Alem Pacino, a w „Mission: Impossible” Briana De Palmy należał do grupy agentów Toma Cruise’a. W thrillerze „Anakonda” był fanatycznym łowcą gigantycznych węży w dżunglach Amazonii. W opartym na powieści Johna Grishama „Zaklinaczu koni” Francisa Forda Coppoli zagrał amoralnego adwokata bezwzględnej firmy ubezpieczeniowej, natomiast w sławnej produkcji „Tomb Raider” zagrał ojca Lary Croft, granej przez Angelinę Jolie. Voight także często wspomina o swoich katolickich korzeniach. Jest w końcu absolwentem Katolickiego Uniwersytetu Ameryki w Waszyngtonie, jedynej instytucji edukacji wyższej ufundowanej przez amerykańskich biskupów Kościoła rzymskokatolickiego. Istniejący od 1887 roku uniwersytet miał być kuźnią kadr dla administracji publicznej, ale również dla samego Kościoła – przez lata kształcił młodzież z czasem wybierającą stan kapłański i służbę Kościołowi. 

Za zasłoną mięśni

Sylvester Stallone, syn włoskich imigrantów, jest do dzisiaj kojarzony z legendą boksu Rockym Balboa i żołnierzem Johnem Rambo
Dzięki wypielęgnowanym i wypracowanym mięśniom Stallone jeszcze na początku lat 90. XX wieku był siódmym najlepiej zarabiającym artystą świata z majątkiem wycenianym na 63 mln dolarów i najlepiej zarabiającym aktorem, którego roczne gaże wynosiły nawet 30 mln dolarów. W połowie lat 80. otrzymał własną gwiazdę w Alei Gwiazd w Los Angeles. 

Wielkie mięśnie Rambo czy Rocky’ego przysłoniły jednak znaczenie aktora w świecie sztuki – jest znanym kolekcjonerem dzieł sztuki i sam maluje obrazy olejne, jeżeli wierzyć opisom nie zawsze mu sprzyjających krytyków – dość udane. 

Stallone także nieraz występował w obronie wartości konserwatywnych, szczególnie rodziny – z tego znany jest przede wszystkim w USA. Poglądy aktora dominujące w Europie, szczególnie w Polsce, lewicujące media starały się przemilczać. Rodzina i walka z nałogami zawsze były dla niego ważne – przez dysfunkcyjną rodzinę lwią część dzieciństwa spędził w rodzinach zastępczych, co odcisnęło na nim piętno, które do dzisiaj daje o sobie znać w wywiadach udzielanych magazynom filmowym. 

Analitycy przyznają, że decyzja Donalda Trumpa – zaskakująca, bo powołująca nowe funkcje przedstawicieli Białego Domu w Hollywood – oraz dobór aktorów są korzystne. Nie tylko ze względu na pozycję, poglądy i popularność aktorów. To także kwestia ich lojalności – przymiotu w Hollywood nieczęstego – oraz cenionej przez amerykańskich widzów... skromności. 



 

Polecane