Maryja kontra współczesna wizja kobiety

Co ma koncert Taylor Swift do uroczystości Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny? Na pozór niewiele, w rzeczywistości sporo.
Jasna Góra
Jasna Góra / PAP/Waldemar Deska

Chodzi tu o zagospodarowanie przestrzeni duchowości, emocjonalności, wyobraźni zbiorowej, a także podświadomości.

Profanacja sacrum i sakralizacja profanum

„Czy Państwo wiecie, że The Beatles mogli koncertować w Polsce? Tak, była wstępna zgoda KC i fundusze. I tylko jeden warunek: wielki koncert na stadionie w Warszawie ma się odbyć 15 sierpnia 1966, w dniu uroczystości milenijnych na Jasnej Górze. Tego akurat terminu zespół nie miał wolnego – żadnym innym komuniści nie byli zainteresowani” – napisał na portalu X Rafał Ziemkiewicz.

„Ta tradycja jakoś dziwnie kojarzy się z faktem, że ilekroć rządzi Tusk, wielkie zachodnie gwiazdy zapraszane są na koncerty w Warszawie właśnie 1 sierpnia. Poprzednio – Madonna [był to 15 sierpnia – uroczystość Wniebowzięcia NMP – przyp. red.] Teraz Taylor Swift. Przypadeczkiem, absolutnie...” – dodał.

Koncert Taylor Swift w Polsce zbiegł się nie tylko z uroczystościami wybuchu 80. rocznicy Powstania Warszawskiego, ale także z szeroką dyskusją na temat ceremonii otwarcia igrzysk olimpijskich w Paryżu. W naturalny sposób wydarzenie to wpisało się w dyskusję na temat symboli, religii oraz imprez parareligijnych, do których można zaliczyć widowiska z udziałem sterujących masową wyobraźnią celebrytów.

Są to zazwyczaj wydarzenia także polityczne – Taylor Swift zadeklarowała np. że wyjedzie z USA, jeśli Donald Trump zostanie prezydentem kraju. Popiera także walkę z „patriarchatem” oraz „globalnym ociepleniem” (co nie przeszkadza jej latać prywatnym odrzutowcem). Fanki wokalistki – określane jako „swifties” nie tylko znają na pamięć teksty jej piosenek („Twoja żona podlewa ogród, chcę ją zabić” – głosi np. jeden z nich), ubierają się w określony sposób i kupują związane z Taylor gadżety, ale także „modlą się” przed bramami hoteli, w których zatrzymuje się celebrytka, a na jej widok część fanek wpada w prawdziwą histerię tudzież trans.

Kwestia Powstania 

„A może to ma sens? Dziesiątki tysięcy gości takiego koncertu snuje się przez dzień czy dwa po mieście, które oddaje akurat hołd powstańcom. Widzi, słyszy, dowiaduje się więcej, niż miałoby możliwość w każdy inny dzień” – napisał pod tweetem Rafała Ziemkiewicza Sebastian. To prawda, z pewnością wielu młodych ludzi, którzy przyjechali do stolicy tego dnia na koncert ulubionej wokalistki, miało możliwość zetknąć się z fenomenem obchodów rocznicy 1 sierpnia, co być może nie zdarzyłoby się w innych okolicznościach. „Pomijając oczywisty wątek historyczno-patriotyczny, tuskowcy chcą ewentualną porażkę frekwencyjną na (nie)zakazanych piosenkach zrzucić na T. Swift. Że to niby przez jej koncert jakieś garstki pojawią się na wspólnym śpiewaniu” – skomentowała tego samego tweeta Barbara Dusza.

Zapewne coś w tym jest, choć wspólne śpiewanie powstańczych piosenek, na przekór odwołaniu świetnego Tomasza Wolnego prowadzącego dotychczas tę imprezę, było także i w tym roku frekwencyjnym sukcesem. Z pewnością nie jest tak, że z powodu jednorazowej zabawy na koncercie Taylor Swift ktokolwiek przestanie być Polakiem, patriotą czy chrześcijaninem, warto jednak nie uciekać od zadawania w kontekście organizowanych współcześnie masowych imprez od głębszych pytań o niesione wraz z nimi duchowe treści, zwłaszcza że tegoroczne igrzyska olimpijskie unaoczniły z całą mocą, iż nie są to przekazy symbolicznie obojętne. 

Czytaj także: Niemcy zażądali od Polaków aresztowania podejrzanego o wysadzenie Nord Stream. Teraz się wściekli

Gotowanie żaby

Jak wiadomo, przestrzeń duchowa nie znosi próżni, toteż jeśli z przestrzeni publicznej wyrugujemy chrześcijaństwo, zastąpimy je – świadomie lub nie – inną formą religijności. Dla jednych będzie to religia klimatyczna, dla innych joga i inne praktyki New Age, dla kogoś – kult pracy, zdrowia, tężyzny fizycznej, dla innych wreszcie – kult idola popkulturowego. „Zawsze tak było i zawsze z tego wyrastaliśmy” – możemy powiedzieć.

Tak, z pewnością większość młodych „wyznawców” rozmaitych idoli rzeczywiście z czasem z tego wyrosła. Warunek jest jeden – trzeba mieć „ku czemu/komu” wyrosnąć. Jeśli wszystko w danym porządku cywilizacyjnym ma swoje właściwe miejsce, jeśli z grubsza wiadomo, co jest sferą sacrum, a co profanum, co jest sprawą poważną, a co trywialną, łatwiej powrócić do równowagi nawet po ekstremalnych szaleństwach. Problem w tym, że we współczesnej sferze publicznej te granice mocno się zatarły, a chaos pojęciowy i filozoficzny wdarł się także do Kościoła, o instytucjach państwowych i „kulturalnych” nie mówiąc.

O ile, jak podejrzewam, w czasach Prymasa Tysiąclecia koncert Beatlesów, choć z pewnością odciągnąłby wielu młodych ludzi od kościelnego i narodowego święta, nie spowodowałby poważnych szkód moralnych, o ile w okresie pontyfikatu św. Jana Pawła II także każda zagubiona owieczka wiedziała, gdzie szukać jasnego przekazu moralnego, o tyle obecnie żyjemy w czasach postmodernistycznego chaosu, który skutkuje coraz silniejszą potrzebą znalezienia jakiegokolwiek punktu oparcia i coraz mniejszym prawdopodobieństwem odnalezienia go w sferze stabilnych wartości i niezmiennych autorytetów.

Rola popkultury 

Nie bagatelizowałabym tu roli popkultury w doprowadzeniu do takiego stanu rzeczy. „Jeden koncert Taylor Swift jeszcze nikomu nie zaszkodził” – powie ktoś. I będzie miał prawdopodobnie rację. Ale jeśli tego typu koncertów na przestrzeni lat były już tysiące, jeśli styl życia proponowany przez celebrytki stał się niemal obowiązujący, a teksty ich piosenek znają na pamięć miliony nastolatek na całym świecie, trudno nie odnieść wrażenia, że kryje się za tym wszystkim coś więcej i że konsekwencje tego zjawiska mogą być poważne.

Tak jak cywilizacji zachodniej nie zbudowano od razu, ale odbywało się to kosztem trudu i poświęcenia wielu pokoleń, podobnie nie od razu doszliśmy do etapu publicznych kpin z Ostatniej Wieczerzy i przerabiania średniowiecznych katedr na parkingi. Wszystko to dzieje się metodą „gotowania żaby” tudzież „krojenia salami”. Stopniowo, ale konsekwentnie, przy milczącej aprobacie większości i przy protestach garstki ludzi dostrzegających te mechanizmy – i nazywanych zazwyczaj „oszołomami”.

Nie chodzi w tym wszystkim o warstwę muzyczną i na ogół nie z jej powodu koncerty gwiazd popkultury wywołują wręcz ekstatyczne stany wśród młodych ludzi. Chodzi o emocje tłumu zgromadzonego wokół idola, ale także o warstwę symboliczną zawartą w choreografii, tańcu, ubiorze, światłach etc., jak również o rodzaj programowania neurolingwistycznego, jakim jest transowe wielokrotne powtarzanie tych samych treści. 

Czytaj także: Nienawiść już nie wystarcza: kolejne kompromitacje rządu

Wizja kobiety 

W przededniu maryjnego i narodowego święta warto pogłębić refleksję na temat wizji kobiety związanej z kultem maryjnym i „projektu” kobiety, który niesie współczesna kultura masowa. Tak, tak, będzie o wyśmiewanych „cnotach niewieścich”, które uważam zresztą za kontrrewolucyjną awangardę i coś, co możemy praktykować – z korzyścią, już teraz, a do czego zmęczony postmodernizmem Zachód dochodzi właśnie w pocie czoła po wielu rozczarowaniach, które przyniosło mu zachłyśnięcie się postmodernizmem, a w istocie – nihilizmem. 

Po wzory fascynujących, dzielnych, niezależnych, mądrych i odważnych kobiet warto sięgać do Biblii, nie do popkultury. Jeśli przebijemy się przez powierzchowną warstwę emocji, dostrzeżemy w rozmaitych współczesnych idolkach pogubione bądź cyniczne „produkty” całego systemu cwanych inżynierów społecznych kierujących się głównie zyskiem finansowym. Jeśli z kolei przebijemy się przez własny chaos wewnętrzny i narkotyczny głód wrażeń, jeśli wytrzymamy początkową „nudę” poważniejszej refleksji, odkryjemy, że Biblia niesie treści o wiele ciekawsze i, co ważne, ponadczasowe. Jeśli zastanowimy się głębiej nad życiem Matki Bożej, odkryjemy, jak bardzo było ono dalekie od cukierkowo-pastelowych, „ugrzecznionych” wizji ziemskiej egzystencji Matki Bożej.

Patronka współczesnych kobiet

Maryja ze swoją wolnością ducha, siłą i odwagą może być patronką współczesnych kobiet. Była na tyle wolna wewnętrznie, że kiedy podczas Zwiastowania Pan Bóg postawił Ją w po ludzku „niemożliwej” sytuacji, nie poddała się presji kulturowej ani też nie postawiła na piedestale swojego męża. Zaryzykowała niezrozumienie, samotność, a nawet możliwość wygnania. Wybrała Boga i wierność własnym wartościom. Nie zrobiła tego jednak dla własnej chwały ani w wyniku buntu – przeciwnie, wolność wewnętrzna, mądrość i dojrzałość pozwoliły jej na wybranie postawy pokory – ale wobec Boga, nie wobec ludzkich osądów ani społecznych oczekiwań. „Oto Ja, Służebnica Pańska” – odpowiedziała Aniołowi w momencie Zwiastowania. Maryja współczesnemu światu przesyconemu krzykiem, hałasem, wielomówstwem i gwałtownymi emocjami może nieść ukojenie swoim milczeniem.

„Maryja zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu” – mówi o Niej Ewangelia. Była cierpliwa, nawet jeśli nie rozumiała w pełni tego, co dzieje się w Jej życiu. Maryja nie była chwiejna ani histeryczna. Była wrażliwa, czuła, delikatna, ale niezwykle silna. To Ona towarzyszyła swojemu Synowi w Jego Drodze Krzyżowej, to Ona wytrwała pod krzyżem, kiedy uciekli prawie wszyscy Apostołowie, to Ona stała się fundamentem Kościoła w chwili, kiedy wydawało się, że Chrystus przegrał i że z projektu „chrześcijaństwo” niczego już nie będzie. Maryja to także godność i tajemnica. W świecie, w którym nagość sięga już nie tylko ciała, ale i każdej niemal cząstki duszy, Maryja może uczyć nas opanowania, stawiania granic, zachowywania prywatności pozwalającej na osobisty kontakt z Bogiem i drugim człowiekiem, tworzenia przestrzeni zaufania i intymności. Nie chodzi tu jedynie o godność w sferze seksualnej – choć o nią też, bo jest to przecież przestrzeń najbardziej podatna na zranienia – ale przede wszystkim duchowej, dzięki której między ludźmi mogą tworzyć się więzi oparte na szacunku.

Maryja to także służba. Rozmaite osiągane ku własnej chwale wyczyny sportowe bledną przy wyprawie ciężarnej Matki Bożej do Ain Karim, kiedy to Maryja przeszła 153 kilometry przez góry, aby pomóc swojej starszej kuzynce. Maryję można poznawać, prosić o opiekę, inspirować się Nią i nigdy nie odkryć Jej do końca. Inaczej niż w przypadku chwilowych, sezonowych idoli, Matka Boża nie jest krzykliwa, jest „cicha i piękna jak wiosna”. Nie narzuca się, czeka. Żeby Ją spotkać, trzeba podjąć wysiłek, zejść z wyżyn pychy dającej władzę i kontrolę. Maryja jest dostępna dla tych, którzy mają czyste serce, ale też dla tych, którzy tego po prostu chcą. Maryi nie da się zmanipulować ani przekupić. Nie da się jej też zniechęcić, odwieść od wybranej przez Nią postawy bezwarunkowej miłości. Widzący, którym się objawiała, relacjonowali, że Maryja – choć jest Królową Nieba i Matką Boga – jest zarazem tak delikatna i pokorna, że wzruszało Ją to, że ludzie przychodzą na spotkanie z Nią, i dziękowała im za to. „Pokorna Służebnico Pana, łamiąca strzały nieprzyjaciela, miażdżąca głowę węża” – śpiewają o Niej „Mocni w Duchu”. 

„Czeka Dziewica z upragnieniem na poznanie niepoznawalnego i rzecze Bożemu słudze: «Czyż łono moje dziewicze może począć i porodzić Syna. Powiedz mi». A on w bojaźni i czci rzekł Jej, wołając: «Witaj, wtajemniczona w niewymowną radę, witaj, pełna wiary w sprawy milczenia godne, witaj, któraś przedsmakiem cudów Chrystusowych, witaj pełnio wszystkiego, co o Nim jest prawdą»” – głoszą słowa Akatystu na cześć Matki Bożej. Maryja godzi w sobie sprzeczności, jest zarazem Panią Świata, jak i kochającą, wyrozumiałą, czułą i wrażliwą Matką. Delikatną dziewczyną i Tą, na której widok ucieka szatan niemogący znieść, że najbardziej pokorne stworzenie pokonało stworzenie najbardziej pyszne.

„Pierwsza miłość świata”

Oddajmy na koniec głos Słudze Bożemu abp. Fultonowi J. Sheenowi, który w swojej książce „Maryja. Pierwsza miłość świata” pisze: „Maryjo! My, ubogie ziemskie stworzenia, potykamy się o naszą wolność, zmagając się z naszymi wyborami. Miliony z nas dążą do porzucenia swojej wolności – jedni przez odrzucenie jej wskutek ciężaru winy, drudzy przez poddanie się nastrojom i modom epoki, jeszcze inni przez pochłonięcie komunizmem, gdzie istnieje tylko jedna wola dyktatorów i jedyna miłość: nienawiść i rewolucja! Dzisiaj dużo mówimy o wolności, Maryjo, ponieważ ją tracimy – podobnie jak najwięcej mówimy o zdrowiu, gdy jesteśmy chorzy. Ty jesteś Panią wolności, gdyż niweczysz fałszywą wolność, która czyni ludzi niewolnikami ich namiętności, wymawiając słowo, które powiedział sam Bóg, kiedy stworzył światło, i ponownie, kiedy Twój Syn odkupił świat – fiat!: «Niech mi się stanie według Słowa Twego»”.

Czytaj także: Jest decyzja Trzeciej Drogi ws. kandydata na prezydenta


 

POLECANE
Media: Rosja dzieli się z Iranem zdjęciami satelitarnymi i technologią dronową z ostatniej chwili
Media: Rosja dzieli się z Iranem zdjęciami satelitarnymi i technologią dronową

Moskwa rozszerza zakres wymiany informacji wywiadowczych i współpracy wojskowej z Iranem, dostarczając mu zdjęcia satelitarne i udoskonaloną technologię dronową - napisał we wtorek dziennik „Wall Street Journal”. Ma to pomóc Teheranowi w atakowaniu amerykańskich sił na Bliskim Wschodzie.

USA otworzyły archiwa z pełnymi kartotekami członków NSDAP pilne
USA otworzyły archiwa z pełnymi kartotekami członków NSDAP

Jak poinformował portal dw.com, Amerykańskie Archiwum Narodowe udostępnia w sieci pełne kartoteki członków NSDAP. Tymczasem te same materiały w archiwach niemieckich nadal pozostają tajne, oficjalnie ze względu na ochronę danych.

Angela Merkel wywołała wściekłość Niemców apelując do migrantów, aby głosowali przeciwko AfD z ostatniej chwili
Angela Merkel wywołała wściekłość Niemców apelując do migrantów, aby głosowali przeciwko AfD

Jak poinformował brytyjski portal Daily Mail, Angela Merkel wywołała gniew w Niemczech po tym, jak apelowała do migrantów, aby głosowali przeciwko skrajnie prawicowej partii AfD.

„Teraz Holland może nazywać polskich żołnierzy 's...synami'. Oświadczenie Zbigniewa Ziobry po wyroku sądu z ostatniej chwili
„Teraz Holland może nazywać polskich żołnierzy 's...synami'". Oświadczenie Zbigniewa Ziobry po wyroku sądu

Były minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro wydał na platformie X oświadczenie w związku z wyrokiem nakazującym mu przeproszenie reżyser Agnieszki Holland za wypowiedzi porównujące jej film „Zielona Granica” do nazistowskiej propagandy, a także przekazanie 50 tys. zł na Stowarzyszenie „Dzieci Holocaustu”.

Blokada cieśniny Ormuz. USA poradzą sobie bez Europy, ale czy Europa poradzi sobie bez USA? tylko u nas
Blokada cieśniny Ormuz. USA poradzą sobie bez Europy, ale czy Europa poradzi sobie bez USA?

Apel prezydenta Donald Trump o wsparcie dla operacji w rejonie Cieśnina Ormuz spotkał się z chłodną reakcją Europy. W tle rośnie napięcie wokół konfliktu z Iran i pytania o przyszłość współpracy w ramach NATO oraz bezpieczeństwo energetyczne kontynentu.

Sąd: Ziobro musi przeprosić Holland za wypowiedzi o „Zielonej Granicy” z ostatniej chwili
Sąd: Ziobro musi przeprosić Holland za wypowiedzi o „Zielonej Granicy”

Polityk Suwerennej Polski i były minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro musi przeprosić reżyserkę Agnieszkę Holland za wypowiedzi porównujące jej film „Zielona Granica” do nazistowskiej propagandy, a także przekazać 50 tys. zł na Stowarzyszenie „Dzieci Holocaustu” - wynika z wyroku Sądu Okręgowego w Warszawie.

Chaos w przetargach na Rail Baltica z ostatniej chwili
Chaos w przetargach na Rail Baltica

Jak poinformował Rynek Kolejowy, Krajowa Izba Odwoławcza wydała kolejny wyrok w kilkumiliardowym przetargu na budowę trasy Rail Baltica Białystok – Ełk. KIO nakazała unieważnić wybór jako najkorzystniejszej oferty firmy Budimex. Wcześniej w tym samym przetargu KIO nakazała odrzucić ofertę Mirbudu.

Plan reformy WPR? „Demontaż podstaw stabilności europejskiego rolnictwa” z ostatniej chwili
Plan reformy WPR? „Demontaż podstaw stabilności europejskiego rolnictwa”

Europejska Rada Doradcza ds. zmiany Klimatu przy Komisji Europejskiej w swoim najnowszym raporcie proponuje reformę WPR. Ekspert Jacek Zarzecki, Wiceprzewodniczący Zarządu Polskiej Platformy Zrównoważonej Wołowiny wyjaśnił na Facebooku, na czym będzie owa „reforma” polegała.

Gen. Wroński: Unijny SAFE to parszywy i fałszywy projekt tylko u nas
Gen. Wroński: Unijny SAFE to parszywy i fałszywy projekt

„Unijny SAFE to parszywy projekt, który jest projektem fałszywym z założenia” - ocenia w rozmowie z Tysol.pl gen. Dariusz Wroński, były dowódca 1 Brygady Lotnictwa Wojsk Lądowych, absolwent studiów podyplomowych na Wydziale Ekonomii u pani prof. Doroty Simpson (Uniwersytet Gdański).

Interwencja SKW i policji wobec Rachonia i ekipy TV Republika. Chodzi o nagrania z ostatniej chwili
Interwencja SKW i policji wobec Rachonia i ekipy TV Republika. Chodzi o nagrania

Funkcjonariusze SKW oraz policjanci chcieli uzyskać dostęp do nagrań wykonanych przez dziennikarzy TV Republika. Ci odmówili, powołując się na tajemnicę dziennikarską – informuje we wtorek TV Republika.

REKLAMA

Maryja kontra współczesna wizja kobiety

Co ma koncert Taylor Swift do uroczystości Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny? Na pozór niewiele, w rzeczywistości sporo.
Jasna Góra
Jasna Góra / PAP/Waldemar Deska

Chodzi tu o zagospodarowanie przestrzeni duchowości, emocjonalności, wyobraźni zbiorowej, a także podświadomości.

Profanacja sacrum i sakralizacja profanum

„Czy Państwo wiecie, że The Beatles mogli koncertować w Polsce? Tak, była wstępna zgoda KC i fundusze. I tylko jeden warunek: wielki koncert na stadionie w Warszawie ma się odbyć 15 sierpnia 1966, w dniu uroczystości milenijnych na Jasnej Górze. Tego akurat terminu zespół nie miał wolnego – żadnym innym komuniści nie byli zainteresowani” – napisał na portalu X Rafał Ziemkiewicz.

„Ta tradycja jakoś dziwnie kojarzy się z faktem, że ilekroć rządzi Tusk, wielkie zachodnie gwiazdy zapraszane są na koncerty w Warszawie właśnie 1 sierpnia. Poprzednio – Madonna [był to 15 sierpnia – uroczystość Wniebowzięcia NMP – przyp. red.] Teraz Taylor Swift. Przypadeczkiem, absolutnie...” – dodał.

Koncert Taylor Swift w Polsce zbiegł się nie tylko z uroczystościami wybuchu 80. rocznicy Powstania Warszawskiego, ale także z szeroką dyskusją na temat ceremonii otwarcia igrzysk olimpijskich w Paryżu. W naturalny sposób wydarzenie to wpisało się w dyskusję na temat symboli, religii oraz imprez parareligijnych, do których można zaliczyć widowiska z udziałem sterujących masową wyobraźnią celebrytów.

Są to zazwyczaj wydarzenia także polityczne – Taylor Swift zadeklarowała np. że wyjedzie z USA, jeśli Donald Trump zostanie prezydentem kraju. Popiera także walkę z „patriarchatem” oraz „globalnym ociepleniem” (co nie przeszkadza jej latać prywatnym odrzutowcem). Fanki wokalistki – określane jako „swifties” nie tylko znają na pamięć teksty jej piosenek („Twoja żona podlewa ogród, chcę ją zabić” – głosi np. jeden z nich), ubierają się w określony sposób i kupują związane z Taylor gadżety, ale także „modlą się” przed bramami hoteli, w których zatrzymuje się celebrytka, a na jej widok część fanek wpada w prawdziwą histerię tudzież trans.

Kwestia Powstania 

„A może to ma sens? Dziesiątki tysięcy gości takiego koncertu snuje się przez dzień czy dwa po mieście, które oddaje akurat hołd powstańcom. Widzi, słyszy, dowiaduje się więcej, niż miałoby możliwość w każdy inny dzień” – napisał pod tweetem Rafała Ziemkiewicza Sebastian. To prawda, z pewnością wielu młodych ludzi, którzy przyjechali do stolicy tego dnia na koncert ulubionej wokalistki, miało możliwość zetknąć się z fenomenem obchodów rocznicy 1 sierpnia, co być może nie zdarzyłoby się w innych okolicznościach. „Pomijając oczywisty wątek historyczno-patriotyczny, tuskowcy chcą ewentualną porażkę frekwencyjną na (nie)zakazanych piosenkach zrzucić na T. Swift. Że to niby przez jej koncert jakieś garstki pojawią się na wspólnym śpiewaniu” – skomentowała tego samego tweeta Barbara Dusza.

Zapewne coś w tym jest, choć wspólne śpiewanie powstańczych piosenek, na przekór odwołaniu świetnego Tomasza Wolnego prowadzącego dotychczas tę imprezę, było także i w tym roku frekwencyjnym sukcesem. Z pewnością nie jest tak, że z powodu jednorazowej zabawy na koncercie Taylor Swift ktokolwiek przestanie być Polakiem, patriotą czy chrześcijaninem, warto jednak nie uciekać od zadawania w kontekście organizowanych współcześnie masowych imprez od głębszych pytań o niesione wraz z nimi duchowe treści, zwłaszcza że tegoroczne igrzyska olimpijskie unaoczniły z całą mocą, iż nie są to przekazy symbolicznie obojętne. 

Czytaj także: Niemcy zażądali od Polaków aresztowania podejrzanego o wysadzenie Nord Stream. Teraz się wściekli

Gotowanie żaby

Jak wiadomo, przestrzeń duchowa nie znosi próżni, toteż jeśli z przestrzeni publicznej wyrugujemy chrześcijaństwo, zastąpimy je – świadomie lub nie – inną formą religijności. Dla jednych będzie to religia klimatyczna, dla innych joga i inne praktyki New Age, dla kogoś – kult pracy, zdrowia, tężyzny fizycznej, dla innych wreszcie – kult idola popkulturowego. „Zawsze tak było i zawsze z tego wyrastaliśmy” – możemy powiedzieć.

Tak, z pewnością większość młodych „wyznawców” rozmaitych idoli rzeczywiście z czasem z tego wyrosła. Warunek jest jeden – trzeba mieć „ku czemu/komu” wyrosnąć. Jeśli wszystko w danym porządku cywilizacyjnym ma swoje właściwe miejsce, jeśli z grubsza wiadomo, co jest sferą sacrum, a co profanum, co jest sprawą poważną, a co trywialną, łatwiej powrócić do równowagi nawet po ekstremalnych szaleństwach. Problem w tym, że we współczesnej sferze publicznej te granice mocno się zatarły, a chaos pojęciowy i filozoficzny wdarł się także do Kościoła, o instytucjach państwowych i „kulturalnych” nie mówiąc.

O ile, jak podejrzewam, w czasach Prymasa Tysiąclecia koncert Beatlesów, choć z pewnością odciągnąłby wielu młodych ludzi od kościelnego i narodowego święta, nie spowodowałby poważnych szkód moralnych, o ile w okresie pontyfikatu św. Jana Pawła II także każda zagubiona owieczka wiedziała, gdzie szukać jasnego przekazu moralnego, o tyle obecnie żyjemy w czasach postmodernistycznego chaosu, który skutkuje coraz silniejszą potrzebą znalezienia jakiegokolwiek punktu oparcia i coraz mniejszym prawdopodobieństwem odnalezienia go w sferze stabilnych wartości i niezmiennych autorytetów.

Rola popkultury 

Nie bagatelizowałabym tu roli popkultury w doprowadzeniu do takiego stanu rzeczy. „Jeden koncert Taylor Swift jeszcze nikomu nie zaszkodził” – powie ktoś. I będzie miał prawdopodobnie rację. Ale jeśli tego typu koncertów na przestrzeni lat były już tysiące, jeśli styl życia proponowany przez celebrytki stał się niemal obowiązujący, a teksty ich piosenek znają na pamięć miliony nastolatek na całym świecie, trudno nie odnieść wrażenia, że kryje się za tym wszystkim coś więcej i że konsekwencje tego zjawiska mogą być poważne.

Tak jak cywilizacji zachodniej nie zbudowano od razu, ale odbywało się to kosztem trudu i poświęcenia wielu pokoleń, podobnie nie od razu doszliśmy do etapu publicznych kpin z Ostatniej Wieczerzy i przerabiania średniowiecznych katedr na parkingi. Wszystko to dzieje się metodą „gotowania żaby” tudzież „krojenia salami”. Stopniowo, ale konsekwentnie, przy milczącej aprobacie większości i przy protestach garstki ludzi dostrzegających te mechanizmy – i nazywanych zazwyczaj „oszołomami”.

Nie chodzi w tym wszystkim o warstwę muzyczną i na ogół nie z jej powodu koncerty gwiazd popkultury wywołują wręcz ekstatyczne stany wśród młodych ludzi. Chodzi o emocje tłumu zgromadzonego wokół idola, ale także o warstwę symboliczną zawartą w choreografii, tańcu, ubiorze, światłach etc., jak również o rodzaj programowania neurolingwistycznego, jakim jest transowe wielokrotne powtarzanie tych samych treści. 

Czytaj także: Nienawiść już nie wystarcza: kolejne kompromitacje rządu

Wizja kobiety 

W przededniu maryjnego i narodowego święta warto pogłębić refleksję na temat wizji kobiety związanej z kultem maryjnym i „projektu” kobiety, który niesie współczesna kultura masowa. Tak, tak, będzie o wyśmiewanych „cnotach niewieścich”, które uważam zresztą za kontrrewolucyjną awangardę i coś, co możemy praktykować – z korzyścią, już teraz, a do czego zmęczony postmodernizmem Zachód dochodzi właśnie w pocie czoła po wielu rozczarowaniach, które przyniosło mu zachłyśnięcie się postmodernizmem, a w istocie – nihilizmem. 

Po wzory fascynujących, dzielnych, niezależnych, mądrych i odważnych kobiet warto sięgać do Biblii, nie do popkultury. Jeśli przebijemy się przez powierzchowną warstwę emocji, dostrzeżemy w rozmaitych współczesnych idolkach pogubione bądź cyniczne „produkty” całego systemu cwanych inżynierów społecznych kierujących się głównie zyskiem finansowym. Jeśli z kolei przebijemy się przez własny chaos wewnętrzny i narkotyczny głód wrażeń, jeśli wytrzymamy początkową „nudę” poważniejszej refleksji, odkryjemy, że Biblia niesie treści o wiele ciekawsze i, co ważne, ponadczasowe. Jeśli zastanowimy się głębiej nad życiem Matki Bożej, odkryjemy, jak bardzo było ono dalekie od cukierkowo-pastelowych, „ugrzecznionych” wizji ziemskiej egzystencji Matki Bożej.

Patronka współczesnych kobiet

Maryja ze swoją wolnością ducha, siłą i odwagą może być patronką współczesnych kobiet. Była na tyle wolna wewnętrznie, że kiedy podczas Zwiastowania Pan Bóg postawił Ją w po ludzku „niemożliwej” sytuacji, nie poddała się presji kulturowej ani też nie postawiła na piedestale swojego męża. Zaryzykowała niezrozumienie, samotność, a nawet możliwość wygnania. Wybrała Boga i wierność własnym wartościom. Nie zrobiła tego jednak dla własnej chwały ani w wyniku buntu – przeciwnie, wolność wewnętrzna, mądrość i dojrzałość pozwoliły jej na wybranie postawy pokory – ale wobec Boga, nie wobec ludzkich osądów ani społecznych oczekiwań. „Oto Ja, Służebnica Pańska” – odpowiedziała Aniołowi w momencie Zwiastowania. Maryja współczesnemu światu przesyconemu krzykiem, hałasem, wielomówstwem i gwałtownymi emocjami może nieść ukojenie swoim milczeniem.

„Maryja zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu” – mówi o Niej Ewangelia. Była cierpliwa, nawet jeśli nie rozumiała w pełni tego, co dzieje się w Jej życiu. Maryja nie była chwiejna ani histeryczna. Była wrażliwa, czuła, delikatna, ale niezwykle silna. To Ona towarzyszyła swojemu Synowi w Jego Drodze Krzyżowej, to Ona wytrwała pod krzyżem, kiedy uciekli prawie wszyscy Apostołowie, to Ona stała się fundamentem Kościoła w chwili, kiedy wydawało się, że Chrystus przegrał i że z projektu „chrześcijaństwo” niczego już nie będzie. Maryja to także godność i tajemnica. W świecie, w którym nagość sięga już nie tylko ciała, ale i każdej niemal cząstki duszy, Maryja może uczyć nas opanowania, stawiania granic, zachowywania prywatności pozwalającej na osobisty kontakt z Bogiem i drugim człowiekiem, tworzenia przestrzeni zaufania i intymności. Nie chodzi tu jedynie o godność w sferze seksualnej – choć o nią też, bo jest to przecież przestrzeń najbardziej podatna na zranienia – ale przede wszystkim duchowej, dzięki której między ludźmi mogą tworzyć się więzi oparte na szacunku.

Maryja to także służba. Rozmaite osiągane ku własnej chwale wyczyny sportowe bledną przy wyprawie ciężarnej Matki Bożej do Ain Karim, kiedy to Maryja przeszła 153 kilometry przez góry, aby pomóc swojej starszej kuzynce. Maryję można poznawać, prosić o opiekę, inspirować się Nią i nigdy nie odkryć Jej do końca. Inaczej niż w przypadku chwilowych, sezonowych idoli, Matka Boża nie jest krzykliwa, jest „cicha i piękna jak wiosna”. Nie narzuca się, czeka. Żeby Ją spotkać, trzeba podjąć wysiłek, zejść z wyżyn pychy dającej władzę i kontrolę. Maryja jest dostępna dla tych, którzy mają czyste serce, ale też dla tych, którzy tego po prostu chcą. Maryi nie da się zmanipulować ani przekupić. Nie da się jej też zniechęcić, odwieść od wybranej przez Nią postawy bezwarunkowej miłości. Widzący, którym się objawiała, relacjonowali, że Maryja – choć jest Królową Nieba i Matką Boga – jest zarazem tak delikatna i pokorna, że wzruszało Ją to, że ludzie przychodzą na spotkanie z Nią, i dziękowała im za to. „Pokorna Służebnico Pana, łamiąca strzały nieprzyjaciela, miażdżąca głowę węża” – śpiewają o Niej „Mocni w Duchu”. 

„Czeka Dziewica z upragnieniem na poznanie niepoznawalnego i rzecze Bożemu słudze: «Czyż łono moje dziewicze może począć i porodzić Syna. Powiedz mi». A on w bojaźni i czci rzekł Jej, wołając: «Witaj, wtajemniczona w niewymowną radę, witaj, pełna wiary w sprawy milczenia godne, witaj, któraś przedsmakiem cudów Chrystusowych, witaj pełnio wszystkiego, co o Nim jest prawdą»” – głoszą słowa Akatystu na cześć Matki Bożej. Maryja godzi w sobie sprzeczności, jest zarazem Panią Świata, jak i kochającą, wyrozumiałą, czułą i wrażliwą Matką. Delikatną dziewczyną i Tą, na której widok ucieka szatan niemogący znieść, że najbardziej pokorne stworzenie pokonało stworzenie najbardziej pyszne.

„Pierwsza miłość świata”

Oddajmy na koniec głos Słudze Bożemu abp. Fultonowi J. Sheenowi, który w swojej książce „Maryja. Pierwsza miłość świata” pisze: „Maryjo! My, ubogie ziemskie stworzenia, potykamy się o naszą wolność, zmagając się z naszymi wyborami. Miliony z nas dążą do porzucenia swojej wolności – jedni przez odrzucenie jej wskutek ciężaru winy, drudzy przez poddanie się nastrojom i modom epoki, jeszcze inni przez pochłonięcie komunizmem, gdzie istnieje tylko jedna wola dyktatorów i jedyna miłość: nienawiść i rewolucja! Dzisiaj dużo mówimy o wolności, Maryjo, ponieważ ją tracimy – podobnie jak najwięcej mówimy o zdrowiu, gdy jesteśmy chorzy. Ty jesteś Panią wolności, gdyż niweczysz fałszywą wolność, która czyni ludzi niewolnikami ich namiętności, wymawiając słowo, które powiedział sam Bóg, kiedy stworzył światło, i ponownie, kiedy Twój Syn odkupił świat – fiat!: «Niech mi się stanie według Słowa Twego»”.

Czytaj także: Jest decyzja Trzeciej Drogi ws. kandydata na prezydenta



 

Polecane