Wyścig to piękna marka Solidarności

– Wyścig Solidarności i Olimpijczyków to piękna marka Solidarności. Nie ma na świecie żadnego związku zawodowego, który miałby tak potężną imprezę sportową. Jesteśmy dumni z tego, że nasz Wyścig jest traktowany jako poważna szkoła światowego kolarstwa, gdzie mogą rodzić się przyszłe legendy – mówi Waldemar Krenc, przewodniczący Zarządu Regionu Ziemia Łódzka NSZZ „Solidarność”, w rozmowie z Marcinem Krzeszowcem.
Wyścig Solidarności i Olimpijczyków - zdjęcie poglądowe
Wyścig Solidarności i Olimpijczyków - zdjęcie poglądowe / Tygodnik Solidarność

– Tegoroczny Wyścig składać się będzie z czterech, a nie jak rok temu pięciu etapów. Kolarze nie pojadą ze Starachowic do Ożarowa. Nie będzie również etapów górskich. Jakie problemy organizacyjne napotkali Państwo w tym roku?

– W tym roku nie napotkaliśmy na problem, tylko na katastrofę! Złożyło się na to kilka rzeczy, w tym polityka, która w swojej nienawiści plemiennej uderza także w sport – co jest głupotą, bo sport, tak samo jak sztuka i kultura, powinien być z polityki wyłączony. Niestety nie wszyscy jeszcze do tego dorośli.
Największy problem jest taki, że co kilka lat są wybory samorządowe i te ustalenia, które były wcześniej zawierane, nie zawsze są potem respektowane. Jeśli chodzi o Ożarów, to przejeżdżaliśmy tamtędy wiele razy i nigdy nie napotkaliśmy trudności, jeśli chodzi o zabezpieczenie drogi Wyścigu. Teraz usłyszeliśmy od władz samorządowych, że oni mogą mieć problem z organizacją. W takiej sytuacji musiałbym być samobójcą, żeby na taki układ się zgodzić. Zmiana organizacji ruchu pochłania przecież ogromne środki finansowe – przerabialiśmy to dwa lata temu na Śląsku. To był powód, dla którego ten etap wypadł, natomiast nie zagroziło to całemu Wyścigowi.

Mieliśmy też problem z głównymi sponsorami, ale mam nadzieję, że nie podetnie nam to skrzydeł. Jeśli chodzi o etap górski, to mogę zapewnić, że w przyszłym roku wróci formuła gór i trasa na Podkarpaciu. W kwestiach organizacyjnych wszystko mamy ostatecznie podopinane, uzyskaliśmy już niezbędne zgody.
 
– Który etap Wyścigu będzie najbardziej wymagający i gdzie Pana zdaniem kolarze mogą urwać się na trasie rywalom? 

– Wyścig jest nieprzewidywalny. Kto by przypuszczał, że rok temu najcięższa walka i najwięcej kraks będzie na trasie z Łodzi do Skierniewic. Krew się lała, a niektórzy kolarze wylądowali wtedy w szpitalu. Zawsze wydaje się, że najtrudniej jest wtedy, gdy pojawią się góry albo gdy zawodnicy muszą przejechać najdłuższy etap. To jednak może być złudne. Wystarczy bowiem, że zerwie się wiatr, wystąpią silne porywy, będzie padać mocny deszcz i zaczyna się szaleństwo. Z teoretycznego punktu widzenia w tym roku najdłuższy jest etap z Koluszek do Kielc – jest to etap stosunkowo płaski i liczy ponad 200 kilometrów. Jednak ubiegłoroczne doświadczenia pokazują, że wcale nie musi to być najtrudniejszy odcinek.

Czytaj także: Patryk Stosz zwycięzcą pierwszego etapu 35. Międzynarodowego Wyścigu Kolarskiego Solidarności i Olimpijczyków

Polskie szanse 

– W tym roku w szranki stanie aż 11 polskich ekip. Które drużyny z naszego kraju mają największe szanse na sukces?

Wyścig Solidarności i Olimpijczyków ma w tym roku cztery etapy, trwa 3 dni, ma 28 ekip i 168 kolarzy, w tym po raz pierwszy w historii aż 11 polskich ekip. Dopuściliśmy wszystkie z nich – takich wyścigów nie ma w Polsce i to jest nasza siła.

Mamy dwie bardzo mocne ekipy: Voster ATS Team i HRE Mazowsze Serce Polski Darka Banaszka, które zaczyna odgrywać znaczącą rolę w kolarstwie światowym. Obie te drużyny są tak naprawdę utrzymywane przez pasjonatów kolarstwa. Jeszcze niedawno takim człowiekiem był także Dariusz Miłek, właściciel firmy CCC, ale przez pandemię musiał skupić się na restrukturyzacji swojego przedsiębiorstwa. Dzięki takim osobom są utrzymywane drużyny i organizowane wyścigi, bo żeby trenować sport, trzeba mieć sponsora. Stypendia są niewielkie, a sportowcy muszą trenować, żeby zostać gwiazdami, dlatego często wyjeżdżają. Włochy są takim miejscem, gdzie polscy kolarze dobrze się czują.

W tym roku w Wyścigu Solidarności wezmą udział również kolarze z polskiej kadry narodowej, a trzeba pamiętać, że w tym roku jest Olimpiada w Paryżu. Należy się zatem spodziewać, że będą oni w dobrej formie.

– W ubiegłym roku niespełna 20-letni łodzianin Michał Pomorski zajął trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej. Drugi był Holender, a złoto zgarnął Estończyk Siim Kiskonen. Kto Pana zdaniem wygra tegoroczną 35. edycję Wyścigu Solidarności i Olimpijczyków?

– Jestem przekonany, że Wyścig przy tak silnych ekipach jest absolutnie nieprzewidywalny i naprawdę trzeba byłoby być wróżką, żeby prognozować, kto wygra. Trudno jest mi wyrokować, ale chciałbym, żeby nasz rodak ponownie stanął na podium. Organizator jest wtedy szczęśliwy, bo zrobił coś, co zostało w Polsce. Nie uznaję czegoś takiego, że robimy wyścig za polskie pieniądze, a startują tam głównie zagraniczni kolarze i jedynie kilku Polaków.

Zawsze kibicuję polskim ekipom, ale trzeba pamiętać, że wyścig wygrywa się zawsze drużynowo. Jeżeli dojdzie do kraksy, to czasem trzeba oddać rower liderowi drużyny, który jest od nas lepszy.
Trzeba również zaznaczyć, że Wyścig Solidarności i Olimpijczyków jest traktowany poważnie przez zawodowe ekipy kolarskie. Proszę zwrócić uwagę, że wiele tych zagranicznych ekip przysyła do nas największych walczaków, którzy tutaj zdobywają szlify. Oni jeszcze się nie mieszczą w tych pierwszych zespołach, ale muszą gdzieś pracować, żeby się tam dostać. Jesteśmy dumni z tego, że nasz Wyścig jest traktowany jako poważna szkoła światowego kolarstwa, gdzie mogą rodzić się przyszłe legendy.

– Imprezie towarzyszyć będzie Miniwyścig Solidarności, czyli sześć zawodów kolarskich dla dzieci. Jak rozwija się ta inicjatywa?

– To jest rzecz, która mnie najbardziej boli, bo Ministerstwo Sportu zawsze przyznawało nam grant na Miniwyścig. W tym roku, jak do tej pory, nie otrzymaliśmy takiego wsparcia. Jeżeli komuś dzieci przeszkadzają, to ja nie będę tego komentował. Bez względu na to, Miniwyścig Solidarności odbędzie się w Łodzi, Zduńskiej Woli, Koluszkach, Kielcach i Jaworznie. Postaramy się utrzymać z klasą to, co mamy, w odróżnieniu od tych, dla których nawet sport dzieci to polityka. 
 
– Czy dopuszcza Pan możliwość, że w przyszłości Wyścig pojedzie z Łodzi w innym kierunku? Może dla odmiany na północ Polski?

– Kiedyś już tak było, kiedy jechaliśmy na przykład z Łodzi do Gdańska. Natomiast, żeby to powtórzyć, musimy mieć przede wszystkim władze miasta, które chcą ten wyścig zabezpieczyć i pokryć częściowo koszty, bo to jest promocja miasta. Jeżeli pani prezydent Gdańska chciałaby przyjąć na siebie coś takiego, to byłbym naprawdę zdziwiony. Każdy etap to koszt rzędu 200 tysięcy złotych, ale niektórzy wolą wydawać pieniądze na ławeczki czy jakieś tęcze.

Natomiast wracając do nowych tras Wyścigu, to już nie raz dyskutowaliśmy na ten temat. Podejmowałem takie próby na Podlasiu, żeby kolarze pojechali do Białegostoku, albo kiedyś koledzy ze Związku zaproponowali, żebyśmy zrobili wyścig trzech Porozumień Sierpniowych. Oczywiście możemy go zorganizować, ale ktoś musi wyłożyć półtora miliona złotych. Dzisiaj budżet Wyścigu Solidarności i Olimpijczyków to koszt około miliona złotych, na który muszą złożyć się władze miast i sponsorzy. Warto dodać, że my, łódzka Solidarność, robimy to jako pasjonaci i nie bierzemy za to ani złotówki.

– Czy Wyścig Solidarności i Olimpijczyków to największe związkowe wydarzenie sportowe?

– Wyścig to piękna marka Solidarności. Nie ma na świecie żadnego związku zawodowego, który miałby tak potężną imprezę sportową. Żaden związek nie posiada swojego klubu piłkarskiego czy takiego wyścigu, jak nasz. Zawsze to podkreślam, że Wyścig Solidarności i Olimpijczyków jest organizowany przez łódzką „S”, bo tutaj się narodził. To jest moja ostatnia kadencja związkowa i niezależnie od problemów, jakie się pojawią, będę walczył o to, żeby ten Wyścig co roku się odbywał.


Waldemar Krenc

to przewodniczący Zarządu Regionu Ziemia Łódzka NSZZ „Solidarność” od jesieni 1997 roku. Nadzoruje pracę Polsko-Amerykańskiego Ośrodka Kształcenia Zawodowego oraz Biura Organizacyjnego Międzynarodowego Wyścigu Kolarskiego Solidarności i Olimpijczyków. W przeszłości radny sejmiku województwa łódzkiego i radny miejski.

Czytaj także: Premier Tusk zdecydował ws. CPK


 

POLECANE
Premier Belgii wezwał przywódców UE do “rozprawienia się” z Komisją Europejską z ostatniej chwili
Premier Belgii wezwał przywódców UE do “rozprawienia się” z Komisją Europejską

Jak poinformował portal brusselsreport.eu. przemawiając na noworocznym wydarzeniu „Przyszłość Europy” belgijskiego dziennika De Tijd, premier Belgii Bart De Wever oświadczył, że europejscy przywódcy muszą podjąć „represje” wobec Komisji Europejskiej.

Tragedia w Hamburgu. Imigrant z Sudanu wciągnął pod pociąg metra przypadkową dziewczynę z ostatniej chwili
Tragedia w Hamburgu. Imigrant z Sudanu wciągnął pod pociąg metra przypadkową dziewczynę

W czwartek wieczorem na stacji metra Wandsbek Markt w Hamburgu imigrant z Sudanu wciągnął pod nadjeżdżający pociąg przypadkową dziewczynę. Zginęli oboje. Wydział zabójstw (LKA 41) przejął śledztwo w sprawie podejrzenia zabójstwa.

Tȟašúŋke Witkó: O Europie bez Europy tylko u nas
Tȟašúŋke Witkó: O Europie bez Europy

Czy ja kiedykolwiek pisałem Państwu, że Europa jest rządzona przez osobników, których charakteryzuje skrajny infantylizm? Pewnie pisałem i to wielokrotnie, ale dopiero wtedy, kiedy człowiek uświadomi sobie, że taka Francja – kraj zamieszkiwany przez niemalże 70 mln ludzi – kierowana jest batutą Emmanuela Macrona, człeka o intelekcie pośledniejszym, niż rozum Ewy Kopacz, może ogarnąć autentyczne przerażenie.

Zmarła znana hollywoodzka aktorka z ostatniej chwili
Zmarła znana hollywoodzka aktorka

Aktorka Catherine O'Hara zmarła w piątek w swoim domu w Los Angeles - poinformowała agencja reprezentująca artystkę. Urodzona w Kanadzie O'Hara miała 71 lat. Była znana m.in. z roli w filmie „Kevin sam w domu”, gdzie wcieliła się w matkę tytułowego chłopca czy kreacji w „Soku z żuka”.

Zdrowe państwo strzela do najeźdźców. Upadające – atakuje obrońców granic tylko u nas
Zdrowe państwo strzela do najeźdźców. Upadające – atakuje obrońców granic

Prokuratura postawiła żołnierzowi broniącemu granic zarzuty, a nielegalny imigrant domaga się odszkodowania. Agresor jest chroniony, a obrońca granic atakowany z urzędu. Ten scenariusz znamy z krajów Zachodu, a jest on elementem głębokiej inżynierii społecznej mającej na celu uczynienie wojska i obywateli niezdolnymi do obrony granic.

Rada Europy nie uderza w terapie konwersyjne tylko w wolność tylko u nas
Rada Europy nie uderza w "terapie konwersyjne" tylko w wolność

Rada Europy przyjęła właśnie rezolucję, która zakazuje „terapii konwersyjnych”. Nawet na Zachodzie Europy, gdzie było to częstą praktyką nie stosuje się od dawna niebezpiecznych praktyk "konwersyjnych", za to Rada Europy wrzuca nieszkodliwe praktyki religijne do jednego worka z torturami. Nowa rezolucja wspiera też ideologię gender, zaprzeczając ludzkiej biologii.

Sąd Najwyższy: legitymowanie nie jest dowolną władzą Policji tylko u nas
Sąd Najwyższy: legitymowanie nie jest dowolną władzą Policji

Czy obywatel ma obowiązek podać swoje dane osobowe zawsze, gdy funkcjonariusz tego zażąda? Sąd Najwyższy w wyroku z 17 grudnia 2025 r. (II KK 473/25) odpowiada jednoznacznie: nie.

Byłem na obchodach wyzwolenia Auschwitz. Karol Nawrocki stanął na wysokości zadania tylko u nas
Byłem na obchodach "wyzwolenia" Auschwitz. Karol Nawrocki stanął na wysokości zadania

Jak co roku 27 stycznia, pragniemy uczcić pamięć naszych Przodków w Muzeum Auschwitz-Birkenau. Jak co roku, towarzyszą nam te same procedury. Nikt bez zgody muzeum nie zostaje wpuszczony, by oddać hołd wszystkim ofiarom niemieckich zbrodni, w tym także Polakom. Świadczy temu szereg procedur, które działają tam od dłuższego już czasu. Procedur, które w żadnym innym byłym obozie czy to w Polsce czy na zachodzie, nie są praktykowane.

Mjr Rocco Spencer o zarzutach dla żołnierza: Wojsko musi stanąć i dać tym kretynom znać, że to oni dowodzą tylko u nas
Mjr Rocco Spencer o zarzutach dla żołnierza: Wojsko musi stanąć i dać tym kretynom znać, że to oni dowodzą

„Jeśli podążał za ROE (zasady użycia siły), to potknięcie się nie ma z tym nic wspólnego. Jeśli takie ściganie zostanie dopuszczone, podważy to morale żołnierzy i poczucie obowiązku” - skomentował mjr Rocco Spencer, były oficer US Army, zarzuty wobec broniącego granicy żołnierza, który od prokuratury Waldemara Żurka usłyszał zarzuty.

Opóźnienie startu telewizji Kanału Zero na ostatniej prostej. Jest komunikat Krzysztofa Stanowskiego Wiadomości
Opóźnienie startu telewizji Kanału Zero na ostatniej prostej. Jest komunikat Krzysztofa Stanowskiego

Zaplanowany na 1 lutego start telewizji Kanału Zero nie dojdzie do skutku. O opóźnieniu projektu poinformował Krzysztof Stanowski, zaznaczając, że decyzja wynika z powodów niezależnych od zespołu redakcyjnego.

REKLAMA

Wyścig to piękna marka Solidarności

– Wyścig Solidarności i Olimpijczyków to piękna marka Solidarności. Nie ma na świecie żadnego związku zawodowego, który miałby tak potężną imprezę sportową. Jesteśmy dumni z tego, że nasz Wyścig jest traktowany jako poważna szkoła światowego kolarstwa, gdzie mogą rodzić się przyszłe legendy – mówi Waldemar Krenc, przewodniczący Zarządu Regionu Ziemia Łódzka NSZZ „Solidarność”, w rozmowie z Marcinem Krzeszowcem.
Wyścig Solidarności i Olimpijczyków - zdjęcie poglądowe
Wyścig Solidarności i Olimpijczyków - zdjęcie poglądowe / Tygodnik Solidarność

– Tegoroczny Wyścig składać się będzie z czterech, a nie jak rok temu pięciu etapów. Kolarze nie pojadą ze Starachowic do Ożarowa. Nie będzie również etapów górskich. Jakie problemy organizacyjne napotkali Państwo w tym roku?

– W tym roku nie napotkaliśmy na problem, tylko na katastrofę! Złożyło się na to kilka rzeczy, w tym polityka, która w swojej nienawiści plemiennej uderza także w sport – co jest głupotą, bo sport, tak samo jak sztuka i kultura, powinien być z polityki wyłączony. Niestety nie wszyscy jeszcze do tego dorośli.
Największy problem jest taki, że co kilka lat są wybory samorządowe i te ustalenia, które były wcześniej zawierane, nie zawsze są potem respektowane. Jeśli chodzi o Ożarów, to przejeżdżaliśmy tamtędy wiele razy i nigdy nie napotkaliśmy trudności, jeśli chodzi o zabezpieczenie drogi Wyścigu. Teraz usłyszeliśmy od władz samorządowych, że oni mogą mieć problem z organizacją. W takiej sytuacji musiałbym być samobójcą, żeby na taki układ się zgodzić. Zmiana organizacji ruchu pochłania przecież ogromne środki finansowe – przerabialiśmy to dwa lata temu na Śląsku. To był powód, dla którego ten etap wypadł, natomiast nie zagroziło to całemu Wyścigowi.

Mieliśmy też problem z głównymi sponsorami, ale mam nadzieję, że nie podetnie nam to skrzydeł. Jeśli chodzi o etap górski, to mogę zapewnić, że w przyszłym roku wróci formuła gór i trasa na Podkarpaciu. W kwestiach organizacyjnych wszystko mamy ostatecznie podopinane, uzyskaliśmy już niezbędne zgody.
 
– Który etap Wyścigu będzie najbardziej wymagający i gdzie Pana zdaniem kolarze mogą urwać się na trasie rywalom? 

– Wyścig jest nieprzewidywalny. Kto by przypuszczał, że rok temu najcięższa walka i najwięcej kraks będzie na trasie z Łodzi do Skierniewic. Krew się lała, a niektórzy kolarze wylądowali wtedy w szpitalu. Zawsze wydaje się, że najtrudniej jest wtedy, gdy pojawią się góry albo gdy zawodnicy muszą przejechać najdłuższy etap. To jednak może być złudne. Wystarczy bowiem, że zerwie się wiatr, wystąpią silne porywy, będzie padać mocny deszcz i zaczyna się szaleństwo. Z teoretycznego punktu widzenia w tym roku najdłuższy jest etap z Koluszek do Kielc – jest to etap stosunkowo płaski i liczy ponad 200 kilometrów. Jednak ubiegłoroczne doświadczenia pokazują, że wcale nie musi to być najtrudniejszy odcinek.

Czytaj także: Patryk Stosz zwycięzcą pierwszego etapu 35. Międzynarodowego Wyścigu Kolarskiego Solidarności i Olimpijczyków

Polskie szanse 

– W tym roku w szranki stanie aż 11 polskich ekip. Które drużyny z naszego kraju mają największe szanse na sukces?

Wyścig Solidarności i Olimpijczyków ma w tym roku cztery etapy, trwa 3 dni, ma 28 ekip i 168 kolarzy, w tym po raz pierwszy w historii aż 11 polskich ekip. Dopuściliśmy wszystkie z nich – takich wyścigów nie ma w Polsce i to jest nasza siła.

Mamy dwie bardzo mocne ekipy: Voster ATS Team i HRE Mazowsze Serce Polski Darka Banaszka, które zaczyna odgrywać znaczącą rolę w kolarstwie światowym. Obie te drużyny są tak naprawdę utrzymywane przez pasjonatów kolarstwa. Jeszcze niedawno takim człowiekiem był także Dariusz Miłek, właściciel firmy CCC, ale przez pandemię musiał skupić się na restrukturyzacji swojego przedsiębiorstwa. Dzięki takim osobom są utrzymywane drużyny i organizowane wyścigi, bo żeby trenować sport, trzeba mieć sponsora. Stypendia są niewielkie, a sportowcy muszą trenować, żeby zostać gwiazdami, dlatego często wyjeżdżają. Włochy są takim miejscem, gdzie polscy kolarze dobrze się czują.

W tym roku w Wyścigu Solidarności wezmą udział również kolarze z polskiej kadry narodowej, a trzeba pamiętać, że w tym roku jest Olimpiada w Paryżu. Należy się zatem spodziewać, że będą oni w dobrej formie.

– W ubiegłym roku niespełna 20-letni łodzianin Michał Pomorski zajął trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej. Drugi był Holender, a złoto zgarnął Estończyk Siim Kiskonen. Kto Pana zdaniem wygra tegoroczną 35. edycję Wyścigu Solidarności i Olimpijczyków?

– Jestem przekonany, że Wyścig przy tak silnych ekipach jest absolutnie nieprzewidywalny i naprawdę trzeba byłoby być wróżką, żeby prognozować, kto wygra. Trudno jest mi wyrokować, ale chciałbym, żeby nasz rodak ponownie stanął na podium. Organizator jest wtedy szczęśliwy, bo zrobił coś, co zostało w Polsce. Nie uznaję czegoś takiego, że robimy wyścig za polskie pieniądze, a startują tam głównie zagraniczni kolarze i jedynie kilku Polaków.

Zawsze kibicuję polskim ekipom, ale trzeba pamiętać, że wyścig wygrywa się zawsze drużynowo. Jeżeli dojdzie do kraksy, to czasem trzeba oddać rower liderowi drużyny, który jest od nas lepszy.
Trzeba również zaznaczyć, że Wyścig Solidarności i Olimpijczyków jest traktowany poważnie przez zawodowe ekipy kolarskie. Proszę zwrócić uwagę, że wiele tych zagranicznych ekip przysyła do nas największych walczaków, którzy tutaj zdobywają szlify. Oni jeszcze się nie mieszczą w tych pierwszych zespołach, ale muszą gdzieś pracować, żeby się tam dostać. Jesteśmy dumni z tego, że nasz Wyścig jest traktowany jako poważna szkoła światowego kolarstwa, gdzie mogą rodzić się przyszłe legendy.

– Imprezie towarzyszyć będzie Miniwyścig Solidarności, czyli sześć zawodów kolarskich dla dzieci. Jak rozwija się ta inicjatywa?

– To jest rzecz, która mnie najbardziej boli, bo Ministerstwo Sportu zawsze przyznawało nam grant na Miniwyścig. W tym roku, jak do tej pory, nie otrzymaliśmy takiego wsparcia. Jeżeli komuś dzieci przeszkadzają, to ja nie będę tego komentował. Bez względu na to, Miniwyścig Solidarności odbędzie się w Łodzi, Zduńskiej Woli, Koluszkach, Kielcach i Jaworznie. Postaramy się utrzymać z klasą to, co mamy, w odróżnieniu od tych, dla których nawet sport dzieci to polityka. 
 
– Czy dopuszcza Pan możliwość, że w przyszłości Wyścig pojedzie z Łodzi w innym kierunku? Może dla odmiany na północ Polski?

– Kiedyś już tak było, kiedy jechaliśmy na przykład z Łodzi do Gdańska. Natomiast, żeby to powtórzyć, musimy mieć przede wszystkim władze miasta, które chcą ten wyścig zabezpieczyć i pokryć częściowo koszty, bo to jest promocja miasta. Jeżeli pani prezydent Gdańska chciałaby przyjąć na siebie coś takiego, to byłbym naprawdę zdziwiony. Każdy etap to koszt rzędu 200 tysięcy złotych, ale niektórzy wolą wydawać pieniądze na ławeczki czy jakieś tęcze.

Natomiast wracając do nowych tras Wyścigu, to już nie raz dyskutowaliśmy na ten temat. Podejmowałem takie próby na Podlasiu, żeby kolarze pojechali do Białegostoku, albo kiedyś koledzy ze Związku zaproponowali, żebyśmy zrobili wyścig trzech Porozumień Sierpniowych. Oczywiście możemy go zorganizować, ale ktoś musi wyłożyć półtora miliona złotych. Dzisiaj budżet Wyścigu Solidarności i Olimpijczyków to koszt około miliona złotych, na który muszą złożyć się władze miast i sponsorzy. Warto dodać, że my, łódzka Solidarność, robimy to jako pasjonaci i nie bierzemy za to ani złotówki.

– Czy Wyścig Solidarności i Olimpijczyków to największe związkowe wydarzenie sportowe?

– Wyścig to piękna marka Solidarności. Nie ma na świecie żadnego związku zawodowego, który miałby tak potężną imprezę sportową. Żaden związek nie posiada swojego klubu piłkarskiego czy takiego wyścigu, jak nasz. Zawsze to podkreślam, że Wyścig Solidarności i Olimpijczyków jest organizowany przez łódzką „S”, bo tutaj się narodził. To jest moja ostatnia kadencja związkowa i niezależnie od problemów, jakie się pojawią, będę walczył o to, żeby ten Wyścig co roku się odbywał.


Waldemar Krenc

to przewodniczący Zarządu Regionu Ziemia Łódzka NSZZ „Solidarność” od jesieni 1997 roku. Nadzoruje pracę Polsko-Amerykańskiego Ośrodka Kształcenia Zawodowego oraz Biura Organizacyjnego Międzynarodowego Wyścigu Kolarskiego Solidarności i Olimpijczyków. W przeszłości radny sejmiku województwa łódzkiego i radny miejski.

Czytaj także: Premier Tusk zdecydował ws. CPK



 

Polecane