Kampania wyborcza niewiele zmieniła w sondażach

Kampania 2023 roku była dziwną kampanią, bardzo ostrą, żerującą na najniższych instynktach i lękach, ale w sondażach niewiele zmieniającą na naszej scenie politycznej.
Debata wyborcza TVP
Debata wyborcza TVP / fot. PAP/Radek Pietruszka

Gdy sztaby ugrupowań biorących udział w wyścigu po władzę prześcigały się w zapewnianiu, że to bój o wszystko i należy zrobić jak najwięcej, by politycznie pogrzebać przeciwnika w dniu głosowania, sondaże niezmiennie pokazywały, oczywiście przy zachowaniu pewnej mediany, stabilny system partyjny, którego prawidłowość, czyli dwa plus dwa lub dwa plus trzy, nie zmienia się od dwóch dekad. Dwie główne partie PiS i PO plus wianuszek mniejszych ugrupowań oscylujących w granicach 10 proc.

Stabilny system

W czasach wielkich zmian geopolitycznych i wojny za wschodnią granicą stabilna scena polityczna jest nie do przecenienia, ważne to tym bardziej, że Rosja nie ustaje w wysiłkach, by destabilizować życie polityczne i społeczne w naszej części Europy. Dlatego przewidywalny system partyjny znaczy teraz dla Polski o wiele więcej niż jeszcze kilka lat temu.

Paradoksem jest jednak fakt, że mimo tej stabilizacji dla dwóch głównych graczy wybory 15 października będą punktem zwrotnym i to nie tylko w krajowym wymiarze. Dla wielu bowiem elit rządy PiS to nadal chwilowy eksces, jak drzazga wbita w ciało liberalnej demokracji wzorowanej na najlepszych europejskich wzorcach, a pamiętać należy, że te wzorce kształtuje w UE pokolenie buntowników 1968 roku. Mimo że uwiera i może powodować ropienie, to w końcu tylko drzazga, po której usunięciu organizm szybko powróci do normalnego funkcjonowania. Wspólny śpiew artystów i celebrytów na Marszu Miliona Serc piosenki „Kocham wolność” był wyrazem tego właśnie myślenia.

Ale rządy Zjednoczonej Prawicy nie tylko naszym celebrytom są nie na rękę, one bardzo niepokoją elity unijne. Niepokoją tym bardziej, że w kolejnych krajach do władzy dochodzi antyimigrancka, antyunijna prawica. Polska to nie Słowacja czy Węgry, ale kraj o wiele większym potencjale w środku Europy. Perspektywa trzeciej kadencji rządów prawicy w Polsce wzbudza np. w Berlinie czy Paryżu już nie tylko niechęć, ale przeradza się w lęk. Bo Polska nie tylko nie zamawia w tych krajach uzbrojenia, ale jeszcze sprowadza do Europy Amerykę.

Niecierpliwość Manfreda Webera chcącego ingerować w nasze wybory najlepiej pokazuje, jaka nerwowość panuje w Republice Federalnej odnośnie do tych wyborów.

Ojczyzna Platformy

Dla Platformy trzecia kadencja w opozycji oznacza czas rozliczeń, szukania winnych porażki, wzajemnych pretensji i nowe rozdania w strukturach partii. Wielu komentatorów zastanawia się, co dalej z Donaldem Tuskiem, czy zostanie w polityce. Tusk zostanie, bo to on uratował partię swoim powrotem i to on prowadzi Platformę w tej kampanii. Poza tym na pewno zostanie posłem, kto wie – może z rekordowym poparciem, ponieważ startuje z pierwszego miejsca w Warszawie. Strącenie Tuska w niebyt nawet po przegranej PO jest trudne do wyobrażenia. Jednak to on i jego ludzie będą wskazywać winnych. Cechą charakterystyczną kampanii Platformy było ogromne skupienie się na demobilizacji wyborców PiS, wskazywanie na przyjmowanie przez rząd imigrantów i powrót do narracji patriotycznej. Na Marszu Miliona Serc dominowały flagi biało-czerwone, nie unijne, jak we wcześniejszych latach, a sam Donald Tusk niezmiennie powtarzał: „ojczyzna”. Było to jednak mało wiarygodne.

Analizując kampanię Prawa i Sprawiedliwości, nie można pominąć faktu, że miniona kadencja była dla PiS skrajnie trudna. Nie zdarzyło się w krótkiej historii III RP – no, może w pierwszych latach, gdy Polska wychodziła z komunizmu – by którykolwiek rząd musiał działać w tak trudnych warunkach. Pandemia, permanentny konflikt z UE, inicjowany i kierowany przez Niemcy, oraz wojna na Ukrainie nie zatopiły tego rządu, nie doprowadziły nawet do wielkich zmian osobowych. Partia rządząca bardzo dobrze odczytała nastroje społeczne i umiała połączyć tematy z zakresu metapolityki z prostymi, punktowymi propozycjami ujętymi w tzw. Konkretach PiS.

W sytuacji, kiedy opozycja wciąż mówiła o obronie demokracji, wolnych sądach i odsunięciu PiS od władzy, partia rządząca swoimi „konkretami” zbliżała się do wyborców. Zamiast abstrakcyjnych dla wyborców sporów o Trybunał Konstytucyjny PiS proponuje sprawy bliskie ludziom. Co ważne, w przedstawianych w kolejnych dniach konkretach dominuje głównie przekaz pozytywny. To ważne, ponieważ jeśli mówimy o pozytywach, jesteśmy dla odbiorcy bardziej atrakcyjni i łatwiej się nam wierzy.

Wybory te nie będą większym punktem zwrotnym dla Lewicy i Konfederacji. Dla Trzeciej Drogi już tak. Lewica i Konfederacja utwardzały w tej kampanii swój elektorat, poruszały często tematy niebędące w głównej agendzie kampanii, ale były ważne z punktu widzenia wyrazistości i tożsamości partii. I tak, Lewica sporo miejsca poświęcała podczas spotkań ze swoimi wyborcami sprawom świeckości państwa, finansowania Kościoła katolickiego ze środków publicznych, wyprowadzenia religii ze szkół, ale też budowy 300 tys. mieszkań na wynajem.

Lewica i Konfederacja

„Kler w Polsce chce dwóch rzeczy: pieniędzy i prawa do decydowania o naszym życiu. Relacja między państwem a klerem w Polsce to transakcja wiązana. PiS daje pieniądze, a kler, kiedy przyjdzie ta niedziela, zawsze mówi, na kogo głosować” – mówił na konwencji przedwyborczej „Świeckie Państwo” Włodzimierz Czarzasty.

Joanna Scheuring-Wielgus tłumaczyła: „Jest taki fundusz, który istnieje, na który my się wszyscy tutaj składamy. To jest Fundusz Kościelny. Powinien być już dawno zlikwidowany, a te pieniądze – w zeszłym roku około 200 milionów – powinny być przeznaczone na przykład na nowe żłobki i przedszkola. Nie może być tak, że [...] składamy się na ubezpieczenia zdrowotne i na działalność około 20 tys. panów w sutannach”.

Znamienne dla Konfederacji i obliczone raczej nie na poszerzanie elektoratu, ale utwardzanie własnego były propozycje zawarte w tzw. Piątce Konfederacji, m.in. dobrowolny ZUS dla przedsiębiorców czy zagwarantowanie płatności w gotówce Konstytucją RP.

Zarówno zafiksowanie Lewicy na punkcie świeckości i antyklerykalizmu, jak i Konfederacji na gotówce nie mają szerokiego oddźwięku społecznego, a na pewno nie są w agendzie sprawami dominującymi. Dla partii obsługujących nisze wyborcze nabierają jednak pierwszorzędnego znaczenia.

Co ciekawe, Konfederacja jako jedyna partia grała w tej kampanii kartą ukraińską. I tutaj też jest paradoks, w kolejnych badaniach ostatnich miesięcy większość Polaków nie życzy sobie pomagania Ukraińcom w takiej formie jak dotychczas. W znakomitej większości Polacy nie chcą też masowej imigracji ukraińskiej do Polski. Siłą rzeczy Konfederacja powinna być partią, która czerpie z tego największe profity. Tymczasem po chwilowych wzrostach nawet do 16 proc. poparcie znowu oscyluje w okolicach 11 proc. Być może Polacy ukrywają swoją sympatię dla tej formacji lub krytyka polityki wobec Ukrainy to za mało.

Konfederacja i Lewica traktują te wybory bardziej jako ważny, ale jeden z wielu etapów rozwinięcia się w przyszłości. Przecież wiedzą, że nie idą po władzę.

Trzecia Droga

Wybory te będą punktem zwrotnym dla Trzeciej Drogi, a właściwie dla Polski 2050. Jest tajemnicą poliszynela, że ten twór próg wyborczy pewnie przekroczy i rozpadnie się po wyborach. PSL i ugrupowanie Szymona Hołowni są tak różne, że sami politycy koalicji mówią o rozwodzie może już w zimie. Dla PSL niewiele się zmienia. Małą grupą posłów, ale przetrwa, nie wypadnie z Sejmu jak kiedyś lewica, bo w samorządach ludowcy nadal są potężni. Gorzej będzie z Hołownią i jego wędrującymi z partii do partii posłami. Krótko – w starciu z Tuskiem Hołownia skazany jest na wegetację.

Ciekawie w tej kampanii wyglądały sympatie wyborców dla tzw. partii drugiego wyboru. Utarło się przekonanie, że o wygranej zadecydują niezdecydowani, ponieważ ich liczba była bardzo duża. Po pierwsze – ta liczba była raczej normalna, co wybory około miliona Polaków oddaje swój głos na partię inną niż w poprzedniej kadencji. Po drugie – największe przepływy elektoratów, najwięcej wahań co do wyboru partii, owszem, było, ale wśród partii opozycyjnych, tworzących anty-PiS. Wyborcy PiS w przypadku braku głosowania na tę partię nie wskazywali innego ugrupowania, lecz absencję wyborczą lub oddanie nieważnego głosu. Pokazywały to kolejne badania.

„Opozycja idzie do wyborów maksymalnie podzielona i wielu chwiejnych wyborców to tacy, którzy będą się wahać pomiędzy partiami opozycyjnymi. W przypadku PiS mówienie o partii drugiego wyboru nie ma większego znaczenia, ponieważ tutaj alternatywą dla PiS jest absencja, a nie przejście na stronę opozycji” – mówił w poprzednim numerze „Tygodnika Solidarność” prof. Rafał Chwedoruk z UW.

To kolejne potwierdzenie tezy o stabilnym systemie partyjnym, ponieważ z punktu widzenia arytmetyki sejmowej niewiele się zmienia. Przepływów elektoratu między Zjednoczoną Prawicą a opozycją prawie nie ma. Znowu kluczowa okaże się tutaj mobilizacja.

Skąd ta siła i stabilne poparcie? Z baniek medialnych i prostej dychotomii my – oni. PiS i PO są dzisiaj absolutnymi beneficjentami syndromu oblężonej twierdzy. Z punktu widzenia antropologii kulturowej i nauk politycznych ten podział jest bezwstydnie prosty, a w naszej krajowej polityce działa wręcz jak perpetuum mobile. To raptem kilka prostych mechanizmów psychologicznych okraszonych równie prostymi emocjami. Ot, mit świętej wojny, stereotyp wroga, swoisty etos wojenny każdej ze stron, heroizacja i idealizacja własnej grupy, agresja, nienawiść i wstręt wobec grupy przeciwnej, stygmatyzacja wroga.

Szkoda tylko, że w tym sporze nie mogą się przebić tematy naprawdę ważne, kluczowe z punktu widzenia strategii na następne dekady dla Polski.

„Trzeba wiele zmienić, żeby wszystko zostało po staremu” – mówi książę Fabrizio Salina, bohater powieści „Lampart” Giuseppe Tomasiego di Lampedusy. W naszej polityce jest podobnie. Żyjemy w ciekawych czasach.

Tekst pochodzi z 41 (1811) numeru „Tygodnika Solidarność”.


 

POLECANE
Pilne doniesienia z granicy. Jest komunikat Straży Granicznej z ostatniej chwili
Pilne doniesienia z granicy. Jest komunikat Straży Granicznej

Straż Graniczna opublikowała najnowsze dane dotyczące sytuacji na granicach Polski. 19 marca 2026 r. Straż Graniczna skontrolowała łącznie ponad 8 tys. osób na granicach z Litwą i Niemcami. Poinformowano też o sytuacji na granicy z Białorusią.

Von der Leyen ostrzega przed masową migracją. Znany europoseł nie wytrzymał z ostatniej chwili
Von der Leyen ostrzega przed masową migracją. Znany europoseł nie wytrzymał

Ursula von der Leyen ostrzegła przed wzrostem migracji w związku z konfliktem na Bliskim Wschodzie. Na słowa szefowej Komisji Europejskiej zareagował europoseł PiS Patryk Jaki.

Plan na wybory mniejszości niemieckiej. Jest nowa nazwa komitetu z ostatniej chwili
Plan na wybory mniejszości niemieckiej. Jest nowa nazwa komitetu

W najbliższych wyborach parlamentarnych środowisko śląskich samorządowców i mniejszości niemieckiej będzie reprezentowane przez własny komitet pod nazwą Śląscy Samorządowcy – poinformował w czwartek przewodniczący Śląskich Samorządowców Łukasz Jastrzembski.

Saudyjczycy biją na alarm. Wraca strach o ceny ropy z ostatniej chwili
Saudyjczycy biją na alarm. Wraca strach o ceny ropy

Armia izraelska uderzyła w nocy z czwartku na piątek w infrastrukturę rządową w Teheranie, podczas gdy państwa Zatoki Perskiej przechwyciły liczne drony i rakiety wystrzelone z Iranu. Władze w Dauszy potępiły atak na swoje instalacje gazowe, z kolei Arabia Saudyjska ostrzega przed dalszymi wzrostami cen ropy.

ZUS wydał pilny komunikat z ostatniej chwili
ZUS wydał pilny komunikat

ZUS w swoich najnowszych komunikatach poinformował o utrudnieniach, które będą miały miejsce 20, 21 i 22 marca 2026 roku.

Trump podczas spotkania z japońską premier rzucił żart o Pearl Harbour polityka
Trump podczas spotkania z japońską premier rzucił żart o Pearl Harbour

Podczas spotkania z japońską premier prezydent USA tłumaczył, dlaczego nie poinformował sojuszników o planowanej operacji przeciw Iranowi. W trakcie odpowiedzi padło zaskakujące porównanie do historycznego ataku na Pearl Harbor.

Indie wycofują się z ideologii gender. Aktywiści wściekli tylko u nas
Indie wycofują się z ideologii gender. Aktywiści wściekli

Indie wycofują się ze wsparcia dla ideologii gender. Nowe prawo ograniczy tam zmianę płci na życzenie i zacznie chronić dzieci przed przymusową tranzycją. Aktywistom gender się to nie podoba – ich protesty wybuchają właśnie w całym kraju.

Koalicja przeciw ETS się rozszerza. Spór na szczycie UE z ostatniej chwili
Koalicja przeciw ETS się rozszerza. Spór na szczycie UE

Na unijnym szczycie wyraźnie zarysował się podział w sprawie systemu ETS. Coraz więcej państw domaga się jego reformy, wskazując na rosnące koszty energii.

Chuck Norris trafił do szpitala. Nagły incydent na Hawajach z ostatniej chwili
Chuck Norris trafił do szpitala. "Nagły incydent" na Hawajach

Niepokojące informacje napłynęły z Hawajów. Legendarny aktor kina akcji miał zostać hospitalizowany po nagłym "zdarzeniu medycznym", mimo że jeszcze chwilę wcześniej był w znakomitej formie.

Opinia rzecznika TSUE. Ekspert: Problem nie w systemie losowania sędziów, ale w ręcznym sterowaniu składami sądów tylko u nas
Opinia rzecznika TSUE. Ekspert: Problem nie w systemie losowania sędziów, ale w ręcznym sterowaniu składami sądów

Opinia rzecznika Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej wskazuje, że sam system losowego przydziału spraw sędziom może być zgodny z prawem UE, ale problemem jest możliwość późniejszej, arbitralnej zmiany składu orzekającego. W kontekście sprawy C-159/25 pojawiają się pytania o rolę decyzji administracyjnych i działania podejmowane m.in. przez Waldemar Żurek.

REKLAMA

Kampania wyborcza niewiele zmieniła w sondażach

Kampania 2023 roku była dziwną kampanią, bardzo ostrą, żerującą na najniższych instynktach i lękach, ale w sondażach niewiele zmieniającą na naszej scenie politycznej.
Debata wyborcza TVP
Debata wyborcza TVP / fot. PAP/Radek Pietruszka

Gdy sztaby ugrupowań biorących udział w wyścigu po władzę prześcigały się w zapewnianiu, że to bój o wszystko i należy zrobić jak najwięcej, by politycznie pogrzebać przeciwnika w dniu głosowania, sondaże niezmiennie pokazywały, oczywiście przy zachowaniu pewnej mediany, stabilny system partyjny, którego prawidłowość, czyli dwa plus dwa lub dwa plus trzy, nie zmienia się od dwóch dekad. Dwie główne partie PiS i PO plus wianuszek mniejszych ugrupowań oscylujących w granicach 10 proc.

Stabilny system

W czasach wielkich zmian geopolitycznych i wojny za wschodnią granicą stabilna scena polityczna jest nie do przecenienia, ważne to tym bardziej, że Rosja nie ustaje w wysiłkach, by destabilizować życie polityczne i społeczne w naszej części Europy. Dlatego przewidywalny system partyjny znaczy teraz dla Polski o wiele więcej niż jeszcze kilka lat temu.

Paradoksem jest jednak fakt, że mimo tej stabilizacji dla dwóch głównych graczy wybory 15 października będą punktem zwrotnym i to nie tylko w krajowym wymiarze. Dla wielu bowiem elit rządy PiS to nadal chwilowy eksces, jak drzazga wbita w ciało liberalnej demokracji wzorowanej na najlepszych europejskich wzorcach, a pamiętać należy, że te wzorce kształtuje w UE pokolenie buntowników 1968 roku. Mimo że uwiera i może powodować ropienie, to w końcu tylko drzazga, po której usunięciu organizm szybko powróci do normalnego funkcjonowania. Wspólny śpiew artystów i celebrytów na Marszu Miliona Serc piosenki „Kocham wolność” był wyrazem tego właśnie myślenia.

Ale rządy Zjednoczonej Prawicy nie tylko naszym celebrytom są nie na rękę, one bardzo niepokoją elity unijne. Niepokoją tym bardziej, że w kolejnych krajach do władzy dochodzi antyimigrancka, antyunijna prawica. Polska to nie Słowacja czy Węgry, ale kraj o wiele większym potencjale w środku Europy. Perspektywa trzeciej kadencji rządów prawicy w Polsce wzbudza np. w Berlinie czy Paryżu już nie tylko niechęć, ale przeradza się w lęk. Bo Polska nie tylko nie zamawia w tych krajach uzbrojenia, ale jeszcze sprowadza do Europy Amerykę.

Niecierpliwość Manfreda Webera chcącego ingerować w nasze wybory najlepiej pokazuje, jaka nerwowość panuje w Republice Federalnej odnośnie do tych wyborów.

Ojczyzna Platformy

Dla Platformy trzecia kadencja w opozycji oznacza czas rozliczeń, szukania winnych porażki, wzajemnych pretensji i nowe rozdania w strukturach partii. Wielu komentatorów zastanawia się, co dalej z Donaldem Tuskiem, czy zostanie w polityce. Tusk zostanie, bo to on uratował partię swoim powrotem i to on prowadzi Platformę w tej kampanii. Poza tym na pewno zostanie posłem, kto wie – może z rekordowym poparciem, ponieważ startuje z pierwszego miejsca w Warszawie. Strącenie Tuska w niebyt nawet po przegranej PO jest trudne do wyobrażenia. Jednak to on i jego ludzie będą wskazywać winnych. Cechą charakterystyczną kampanii Platformy było ogromne skupienie się na demobilizacji wyborców PiS, wskazywanie na przyjmowanie przez rząd imigrantów i powrót do narracji patriotycznej. Na Marszu Miliona Serc dominowały flagi biało-czerwone, nie unijne, jak we wcześniejszych latach, a sam Donald Tusk niezmiennie powtarzał: „ojczyzna”. Było to jednak mało wiarygodne.

Analizując kampanię Prawa i Sprawiedliwości, nie można pominąć faktu, że miniona kadencja była dla PiS skrajnie trudna. Nie zdarzyło się w krótkiej historii III RP – no, może w pierwszych latach, gdy Polska wychodziła z komunizmu – by którykolwiek rząd musiał działać w tak trudnych warunkach. Pandemia, permanentny konflikt z UE, inicjowany i kierowany przez Niemcy, oraz wojna na Ukrainie nie zatopiły tego rządu, nie doprowadziły nawet do wielkich zmian osobowych. Partia rządząca bardzo dobrze odczytała nastroje społeczne i umiała połączyć tematy z zakresu metapolityki z prostymi, punktowymi propozycjami ujętymi w tzw. Konkretach PiS.

W sytuacji, kiedy opozycja wciąż mówiła o obronie demokracji, wolnych sądach i odsunięciu PiS od władzy, partia rządząca swoimi „konkretami” zbliżała się do wyborców. Zamiast abstrakcyjnych dla wyborców sporów o Trybunał Konstytucyjny PiS proponuje sprawy bliskie ludziom. Co ważne, w przedstawianych w kolejnych dniach konkretach dominuje głównie przekaz pozytywny. To ważne, ponieważ jeśli mówimy o pozytywach, jesteśmy dla odbiorcy bardziej atrakcyjni i łatwiej się nam wierzy.

Wybory te nie będą większym punktem zwrotnym dla Lewicy i Konfederacji. Dla Trzeciej Drogi już tak. Lewica i Konfederacja utwardzały w tej kampanii swój elektorat, poruszały często tematy niebędące w głównej agendzie kampanii, ale były ważne z punktu widzenia wyrazistości i tożsamości partii. I tak, Lewica sporo miejsca poświęcała podczas spotkań ze swoimi wyborcami sprawom świeckości państwa, finansowania Kościoła katolickiego ze środków publicznych, wyprowadzenia religii ze szkół, ale też budowy 300 tys. mieszkań na wynajem.

Lewica i Konfederacja

„Kler w Polsce chce dwóch rzeczy: pieniędzy i prawa do decydowania o naszym życiu. Relacja między państwem a klerem w Polsce to transakcja wiązana. PiS daje pieniądze, a kler, kiedy przyjdzie ta niedziela, zawsze mówi, na kogo głosować” – mówił na konwencji przedwyborczej „Świeckie Państwo” Włodzimierz Czarzasty.

Joanna Scheuring-Wielgus tłumaczyła: „Jest taki fundusz, który istnieje, na który my się wszyscy tutaj składamy. To jest Fundusz Kościelny. Powinien być już dawno zlikwidowany, a te pieniądze – w zeszłym roku około 200 milionów – powinny być przeznaczone na przykład na nowe żłobki i przedszkola. Nie może być tak, że [...] składamy się na ubezpieczenia zdrowotne i na działalność około 20 tys. panów w sutannach”.

Znamienne dla Konfederacji i obliczone raczej nie na poszerzanie elektoratu, ale utwardzanie własnego były propozycje zawarte w tzw. Piątce Konfederacji, m.in. dobrowolny ZUS dla przedsiębiorców czy zagwarantowanie płatności w gotówce Konstytucją RP.

Zarówno zafiksowanie Lewicy na punkcie świeckości i antyklerykalizmu, jak i Konfederacji na gotówce nie mają szerokiego oddźwięku społecznego, a na pewno nie są w agendzie sprawami dominującymi. Dla partii obsługujących nisze wyborcze nabierają jednak pierwszorzędnego znaczenia.

Co ciekawe, Konfederacja jako jedyna partia grała w tej kampanii kartą ukraińską. I tutaj też jest paradoks, w kolejnych badaniach ostatnich miesięcy większość Polaków nie życzy sobie pomagania Ukraińcom w takiej formie jak dotychczas. W znakomitej większości Polacy nie chcą też masowej imigracji ukraińskiej do Polski. Siłą rzeczy Konfederacja powinna być partią, która czerpie z tego największe profity. Tymczasem po chwilowych wzrostach nawet do 16 proc. poparcie znowu oscyluje w okolicach 11 proc. Być może Polacy ukrywają swoją sympatię dla tej formacji lub krytyka polityki wobec Ukrainy to za mało.

Konfederacja i Lewica traktują te wybory bardziej jako ważny, ale jeden z wielu etapów rozwinięcia się w przyszłości. Przecież wiedzą, że nie idą po władzę.

Trzecia Droga

Wybory te będą punktem zwrotnym dla Trzeciej Drogi, a właściwie dla Polski 2050. Jest tajemnicą poliszynela, że ten twór próg wyborczy pewnie przekroczy i rozpadnie się po wyborach. PSL i ugrupowanie Szymona Hołowni są tak różne, że sami politycy koalicji mówią o rozwodzie może już w zimie. Dla PSL niewiele się zmienia. Małą grupą posłów, ale przetrwa, nie wypadnie z Sejmu jak kiedyś lewica, bo w samorządach ludowcy nadal są potężni. Gorzej będzie z Hołownią i jego wędrującymi z partii do partii posłami. Krótko – w starciu z Tuskiem Hołownia skazany jest na wegetację.

Ciekawie w tej kampanii wyglądały sympatie wyborców dla tzw. partii drugiego wyboru. Utarło się przekonanie, że o wygranej zadecydują niezdecydowani, ponieważ ich liczba była bardzo duża. Po pierwsze – ta liczba była raczej normalna, co wybory około miliona Polaków oddaje swój głos na partię inną niż w poprzedniej kadencji. Po drugie – największe przepływy elektoratów, najwięcej wahań co do wyboru partii, owszem, było, ale wśród partii opozycyjnych, tworzących anty-PiS. Wyborcy PiS w przypadku braku głosowania na tę partię nie wskazywali innego ugrupowania, lecz absencję wyborczą lub oddanie nieważnego głosu. Pokazywały to kolejne badania.

„Opozycja idzie do wyborów maksymalnie podzielona i wielu chwiejnych wyborców to tacy, którzy będą się wahać pomiędzy partiami opozycyjnymi. W przypadku PiS mówienie o partii drugiego wyboru nie ma większego znaczenia, ponieważ tutaj alternatywą dla PiS jest absencja, a nie przejście na stronę opozycji” – mówił w poprzednim numerze „Tygodnika Solidarność” prof. Rafał Chwedoruk z UW.

To kolejne potwierdzenie tezy o stabilnym systemie partyjnym, ponieważ z punktu widzenia arytmetyki sejmowej niewiele się zmienia. Przepływów elektoratu między Zjednoczoną Prawicą a opozycją prawie nie ma. Znowu kluczowa okaże się tutaj mobilizacja.

Skąd ta siła i stabilne poparcie? Z baniek medialnych i prostej dychotomii my – oni. PiS i PO są dzisiaj absolutnymi beneficjentami syndromu oblężonej twierdzy. Z punktu widzenia antropologii kulturowej i nauk politycznych ten podział jest bezwstydnie prosty, a w naszej krajowej polityce działa wręcz jak perpetuum mobile. To raptem kilka prostych mechanizmów psychologicznych okraszonych równie prostymi emocjami. Ot, mit świętej wojny, stereotyp wroga, swoisty etos wojenny każdej ze stron, heroizacja i idealizacja własnej grupy, agresja, nienawiść i wstręt wobec grupy przeciwnej, stygmatyzacja wroga.

Szkoda tylko, że w tym sporze nie mogą się przebić tematy naprawdę ważne, kluczowe z punktu widzenia strategii na następne dekady dla Polski.

„Trzeba wiele zmienić, żeby wszystko zostało po staremu” – mówi książę Fabrizio Salina, bohater powieści „Lampart” Giuseppe Tomasiego di Lampedusy. W naszej polityce jest podobnie. Żyjemy w ciekawych czasach.

Tekst pochodzi z 41 (1811) numeru „Tygodnika Solidarność”.



 

Polecane