„Gdy idzie się do Oblubieńca, trzeba ubrać się jak na gody”. O męczeństwie 34 mniszek benedyktynek sakramentek na Rynku Nowego Miasta w Warszawie

– Siostra Stanisława w dniu bombardowania ukazała się w najlepszym habicie i welonie. Na pytające spojrzenia współsióstr odpowiedziała spokojnie: „Gdy idzie się do Oblubieńca, trzeba ubrać się jak na gody”. W 1954 roku odbył się uroczysty pogrzeb 34 sióstr, które dobrowolnie oddały życie za ustanie II wojny światowej i za Ojczyznę. Ludzie tłumnie pchali się do trumien, dotykali ich, ocierali o nie obrazki, różańce – mówi siostra Maria Józefina OSBap, zbierająca materiały o heroicznych współsiostrach, w rozmowie z Jakubem Pacanem.
Kościół św. Kazimierza Królewicza u sakramentek w Warszawie
Kościół św. Kazimierza Królewicza u sakramentek w Warszawie / fot. M. Żegliński

– 79 lat po wybuchu Powstania Warszawskiego bombardowanie klasztoru benedyktynek powoli staje się tylko jednym z epizodów historii stolicy, a przecież tutaj siostry złożyły ofiarę z własnego życia.

– 31 sierpnia 1944 roku dokonało się męczeństwo 34 mniszek benedyktynek sakramentek na Rynku Nowego Miasta w Warszawie, gdzie znajduje się nasz klasztor. Wraz z nimi życie straciło około tysiąca mieszkańców stolicy, którzy się schronili u sióstr. Przeżyło wtedy 12 sióstr i to jest dla nas ważny znak, bo jak mówią, nie ma przypadków, są tylko znaki. 12 sióstr to akurat tyle, ile potrzeba, by podtrzymywać nieustającą adorację. Nieustanna adoracja Najświętszego Sakramentu w duchu wynagrodzenia to z kolei nasz główny charyzmat. Siostry, które wtedy zginęły, reprezentowały całe zgromadzenie, od starszych do najmłodszych, od bardzo wykształconych, aż po siostry, które skończyły kilka klas szkoły podstawowej lub wręcz były analfabetkami, jak siostra Klara, której inne siostry pisały listy do rodziny. Były siostry oddane niemal wyłącznie kontemplacji i te, które musiały być bardzo aktywne.

– Reprezentacja całego Waszego zgromadzenia w ofierze z własnego życia.

– Tak, pochodziły z różnych stron Polski, więc reprezentowały całą Polskę.

Heroizm

– Jak wyglądała sytuacja klasztoru i sióstr w czasie okupacji niemieckiej?

– To był bardzo trudny okres w historii klasztoru. Niemcy znali to z naszej historii, że Kościół w chwilach dla Polaków trudnych zawsze był wsparciem. Tak też było w naszym przypadku. Siostry niosły pomoc również AK, która zgłosiła się z prośbą o wsparcie – nie odmawiały pomocy nikomu. Siostra Maria Augustyna od Najświętszego Sakramentu Laurencja Zalewska pracowała w Wytwórni Papierów Wartościowych, była zaangażowana w ruch oporu, kolportowała tajne gazetki, poszukiwało jej Gestapo. Pewnym wsparciem zdecydowanie było prowadzenie własnego gospodarstwa, siostry miały ogródek i hodowały m.in. świnie i choć praktycznie niemal wszystko musiały oddawać Niemcom, to część udawało im się ukryć i mogły tym wspomóc ludność. Od początku okupacji klasztor pomagał wszystkim, kto tylko zapukał do furty.

– Dużo osób przychodziło?

– Tak, w 1943 roku w Wigilię prawie tysiąc osób spożyło posiłek, a kilkadziesiąt rodzin dostało paczki żywnościowe.

– Na tamten czas to był heroizm.

– Czuwał nad tym miejscem parasol Boży. Okupantom nie podobała się działalność pomocowa sióstr. Były sytuacje, że Niemcy przychodzili, ostrzegali, grozili, nakazywali zamknąć klasztor lub mówili o wyprowadzce mniszek. Za każdym razem jednak wychodziła od nich Matka Tomea, która wzbudzała ich podziw znajomością języka niemieckiego. Wręcz nie mogli uwierzyć, że jest Polką, i byli przekonani, że jest Niemką. Matka Tomea Koperska zrobiła doktorat z filozofii we Fryburgu szwajcarskim i w czasie okupacji prowadziła wykłady w ramach tajnego nauczania. Jedna z sióstr tak opisuje tamten czas: „Gdy wieść o rozpoczętym powstaniu przedostała się za mury klauzury, wzruszeniem napełniły się serca sióstr. Zgromadziłyśmy się u stóp Chrystusa ukrytego w Najświętszym Sakramencie, błagając Go o pomoc i opiekę nad walczącą stolicą. Losy naszego klasztoru od samego początku ściśle łączyły się z całym rozwojem akcji powstańczej. Matka przeorysza pozwoliła schronić się w piwnicach i podziemiach bezdomnej ludności z Rybaków i Woli, dając im całkowite klasztorne utrzymanie. Kierowana duchem głębokiego patriotyzmu, na prośby polskiego dowództwa, po raz pierwszy od 250 lat otworzyła bramy klauzury, by w naszych murach dać schronienie rannym żołnierzom, których siostry pomagały opatrywać”.

– W czym tkwi problem z beatyfikacją sióstr?

– Dostałyśmy informację od ojca pracującego w Dykasterii Spraw Kanonizacyjnych, że to sprawa polityczna, nie duchowa. Ale miłość do Ojczyzny wynika z miłości do Pana Boga i bardzo trudno te miłości na siłę oddzielać. Patriotyzm z wiarą jest bardzo mocno złączony. Jednak to może być główna przeszkoda w beatyfikacji naszych sióstr.

– Jak wyglądały deklaracje sióstr dotyczące oddania swojego życia za wiarę, Kościół, Polskę?

– Pierwsza była chyba Katarzyna, która miała wizję Pana Jezusa, który ją wezwał, by oddała swoje życie za miasto, Polskę i cały świat. Ona się tym mocno wystraszyła, bała się tego wezwania, lecz mimo wielu trudności zdecydowała się na ten krok. Poszła do matki przeoryszy Byszewskiej i poprosiła o błogosławieństwo. Trzeba sobie zdawać sprawę, że w tamtych czasach należało o takie rzeczy prosić przełożonych. Matka Byszewska się zgodziła. Za jakiś czas przyszła kolejna siostra, potem kolejna. Przed powstaniem przynajmniej trzy siostry ofiarowały się za Ojczyznę i zginęły w trakcie walk: s. Scholastyka Bzowska, s. Mechtylda Pawłowicz i s. Amadyna Szymańska. W pewnym momencie przeorysza była przerażona, bo większość sióstr chciało ofiarować swoje życie. Wiemy na pewno, że siedemnaście sióstr chciało oddać życie za Ojczyznę.

– I w czym jest problem?

– Te deklaracje były ustne, składane matce przeoryszy. Niestety nikt tego po wojnie porządnie nie badał, a szkoda, bo matka Byszewska przeżyła wojnę i mnóstwo rzeczy można się było od niej dowiedzieć. Siostry nie chciały o tym rozmawiać, ponieważ rany były zbyt świeże i musiały sobie z tą traumą poradzić. Do tego dochodziła odbudowa zrujnowanego bombardowaniem klasztoru, a czasy powojenne były trudne, wszystkiego brakowało.

Tłumy przy trumnach

– Historia Kościoła zna tysiące świętych patriotów swoich ojczyzn, których deklaracji męczeństwa nikt nie zapisywał. Ich wstawiennictwo mówi jednak, że są świętymi.

– Zaraz po wojnie świętość tych sióstr i świadomość ofiary z własnego życia za wiarę, Kościół i zakończenie wojny były wręcz oczywiste. Ludzie tutaj przyjeżdżali z całej Polski, prosili za ich wstawiennictwem w swoich potrzebach. W 1954 roku odbył się uroczysty pogrzeb sióstr, były tłumy, ludzie pchali się do trumien, dotykali ich, ocierali o nie obrazki, różańce. Mamy liczne świadectwa osób, które twierdzą, że za wstawiennictwem sióstr w ich życiu dokonał się cud lub został rozwiązany jakiś duży problem. Mamy jedną panią, która twierdzi, że wstawiennictwu sióstr przypisuje swoje uzdrowienie z choroby nowotworowej.

– Jak na to patrzyli warszawscy hierarchowie?

– Oni też byli przekonani o świętości tych sióstr. Kardynał Stefan Wyszyński poświęcił tablicę w 1974 roku, która jest w naszych podziemiach, i tam jest jasno i wyraźnie napisane, że siostry zginęły, ofiarując swoje życie Bogu za Ojczyznę. Kardynał Kazimierz Nycz też nam mówi, żebyśmy parzyły na nasze siostry jak na męczenniczki.

– Wraz z siostrami 31 sierpnia śmierć poniosło tysiąc osób, a mało kto o tym wie. To ogromny mord.

– Kiedy popatrzymy na męczenników II wojny światowej, to nie było przypadku, by 34 siostry zginęły w jednym miejscu, w jednym czasie, z jednego zgromadzenia. Nie ma drugiej takiej zbrodni. Trzeba sobie zdawać sprawę, że siostry nie zginęły przez przypadek i nie przez przypadek było tam akurat tysiąc osób. Mówiliśmy, że od początku wojny nasz klasztor był miejscem pomocy dla ludności. To bombardowanie było bardzo precyzyjnie zaplanowane i wykonane. Niemcy, wiedząc, że klasztor pomaga powstańcom, a niedaleko mamy dawną Wytwórnię Papierów Wartościowych, gdzie był silny opór powstańców, postanowili zupełnie zlikwidować to miejsce. Dali ultimatum, że siostry mogą ujść z życiem, jeśli opuszczą klasztor. One świadomie wybrały ofiarę z własnego życia i zostały, wiedząc, że za chwilę będzie bombardowanie. Co więcej, część z nich, m.in. s. Modesta, tego tragicznego dnia włożyła czysty habit, wyjaśniając przyczynę zaszokowanej siostrze Placydzie: „Bo dziś składam moją ofiarę”. Poprzednio zwierzała się jej, że pragnie zginąć za Ojczyznę i za Kościół. Z kolei s. Stanisława ukazała się oczom sióstr w najlepszym habicie i welonie. Jej elegancja była czymś tak niesłychanym w potwornym rozgardiaszu podziemi, że siostra Leonarda zastygła zdumiona. Ale siostra Stanisława wyjaśniła spokojnie: „Gdy idzie się do Oblubieńca, trzeba ubrać się jak na gody”.

– Przecież siostry mogły zgodzić się na propozycje Niemców i mieć spokój do końca wojny, jednak wybrały ryzyko i męczeństwo.

– Dokładnie tak. Dodam jeszcze, że na tych, którzy przeżyli bombardowanie, czekali Niemcy i ich dobijali. Chcę podkreślić, że siostry nie zginęły przez przypadek w czasie bombardowania Rynku Nowego Miasta. Siostry świadomie wybrały męczeństwo. Siostra Cecylia dostała nawet propozycję od powstańców, by się ewakuować, ponieważ obok klasztoru przebiegała linia powstańczego frontu, ona jednak została. Bardzo poruszające jest świadectwo jednej z sióstr, której udało się przeżyć: „Od 6 sierpnia życie zeszło do piwnic, gdzie tłumnie ściągnęła też okoliczna ludność oraz uciekinierzy z Woli. Siostry przyjmowały wszystkich otwartym sercem, oddawały przybyszom cały zapas żywności, z narażeniem życia przynosiły wodę i przygotowywały posiłki. 10 sierpnia dowództwo zwróciło się do sakramentek z prośbą o przyjęcie szpitala. I znów cały klasztor wraz z kuchnią i apteczką był do dyspozycji lekarzy, sanitariuszek, rannych. W rozmównicach klasztornych urządzono salę operacyjną, uruchomiono punkt krwiodawstwa. Rannych wciąż przybywało i mimo zdwojonej ostrożności nie udało się ukryć przed Niemcami istnienia szpitala. Ich zajadłość sięgnęła wówczas zenitu”.

– W rodzinach sióstr pamięć o ich dokonaniu jest żywa do dzisiaj?

– Zdecydowanie. Rodziny odkrywają nas na nowo. Około półtora roku temu zgłosiła się do nas wnuczka pani, której siostra, Elżbieta Naruk, była sakramentką i tutaj zginęła. Ta kobieta przyjechała do Warszawy i poczuła, że musi do nas przyjść, bo ma przeczucie, że s. Elżbieta jest święta, i opowiadała, że ilekroć prosiły o coś za wstawiennictwem s. Elżbiety, zawsze było wsparcie z góry. Mamy kontakt z krewną, która jest cioteczną prawnuczką s. Alojzy Tryc i często powtarza: „Siostro, dla mnie nie ma żadnej wątpliwości, że s. Alojza jest święta”. Dokładnie to samo mówi pani z rodziny s. Benedykty Kiliańskiej. Zbieramy wszelkie informacje dotyczące sióstr, choć po niektórych siostrach nie zostało nic oprócz oficjalnych świadectw.

– Dziwne, że miejsce tak dużej zbrodni wojennej nie jest odwiedzane przez oficjeli.

– Nigdy nie słyszałam, żeby były organizowane jakieś obchody czy uroczystości. Na pewno był u nas śp. prezydent Lech Kaczyński i ofiarował nam przepiękną monstrancję, którą mamy w klasztorze i używamy na Wielkanoc. Nie przypominam sobie, by siostry opowiadały, że 31 sierpnia, w rocznicę bombardowania, jakieś oficjalne delegacje rządowe czy samorządowe składały kwiaty lub były przemówienia.

Tekst pochodzi z 38 (1808) numeru „Tygodnika Solidarność”.


 

POLECANE
Prezydent Niemiec: Ramadan stał się częścią życia religijnego naszego kraju z ostatniej chwili
Prezydent Niemiec: Ramadan stał się częścią życia religijnego naszego kraju

Frank-Walter Steinmeier złożył życzenia muzułmanom z okazji końca ramadanu. Prezydent Niemiec stwierdził, że święto jest już zakorzenione w życiu religijnym Niemiec.

Małżeństwa jednopłciowe w Polsce. Naczelny Sąd Administracyjny zdecydował z ostatniej chwili
"Małżeństwa jednopłciowe" w Polsce. Naczelny Sąd Administracyjny zdecydował

Naczelny Sąd Administracyjny zobowiązał w piątek urząd stanu cywilnego do wpisania do polskiego rejestru aktu małżeństwa jednopłciowego zawartego za granicą.

Cenckiewicz nie odpuścił. Jest sądowy zakaz dla Gazety Wyborczej z ostatniej chwili
Cenckiewicz nie odpuścił. Jest sądowy zakaz dla "Gazety Wyborczej"

Sąd stanął po stronie szefa BBN prof. Sławomira Cenckiewicza. Po kontrowersyjnych publikacjach dotyczących jego stanu zdrowia zapadła decyzja, która może poważnie uderzyć w "Gazetę Wyborczą" i jej dziennikarzy.

Nie żyje znana polska aktorka z ostatniej chwili
Nie żyje znana polska aktorka

Smutne wieści w piątkowy poranek dla fanów kina i teatru. Nie żyje Halina Kowalska-Nowak. Miała 84 lata.

Komunikat Straży Granicznej. Pilne doniesienia z granicy z ostatniej chwili
Komunikat Straży Granicznej. Pilne doniesienia z granicy

Straż Graniczna opublikowała najnowsze dane dotyczące sytuacji na granicach Polski. 19 marca 2026 r. Straż Graniczna skontrolowała łącznie ponad 8 tys. osób na granicach z Litwą i Niemcami. Poinformowano też o sytuacji na granicy z Białorusią.

Von der Leyen ostrzega przed masową migracją. Znany europoseł nie wytrzymał z ostatniej chwili
Von der Leyen ostrzega przed masową migracją. Znany europoseł nie wytrzymał

Ursula von der Leyen ostrzegła przed wzrostem migracji w związku z konfliktem na Bliskim Wschodzie. Na słowa szefowej Komisji Europejskiej zareagował europoseł PiS Patryk Jaki.

Plan na wybory mniejszości niemieckiej. Jest nowa nazwa komitetu z ostatniej chwili
Plan na wybory mniejszości niemieckiej. Jest nowa nazwa komitetu

W najbliższych wyborach parlamentarnych środowisko śląskich samorządowców i mniejszości niemieckiej będzie reprezentowane przez własny komitet pod nazwą Śląscy Samorządowcy – poinformował w czwartek przewodniczący Śląskich Samorządowców Łukasz Jastrzembski.

Saudyjczycy biją na alarm. Wraca strach o ceny ropy z ostatniej chwili
Saudyjczycy biją na alarm. Wraca strach o ceny ropy

Armia izraelska uderzyła w nocy z czwartku na piątek w infrastrukturę rządową w Teheranie, podczas gdy państwa Zatoki Perskiej przechwyciły liczne drony i rakiety wystrzelone z Iranu. Władze w Dauszy potępiły atak na swoje instalacje gazowe, z kolei Arabia Saudyjska ostrzega przed dalszymi wzrostami cen ropy.

ZUS wydał pilny komunikat z ostatniej chwili
ZUS wydał pilny komunikat

ZUS w swoich najnowszych komunikatach poinformował o utrudnieniach, które będą miały miejsce 20, 21 i 22 marca 2026 roku.

Trump podczas spotkania z japońską premier rzucił żart o Pearl Harbour polityka
Trump podczas spotkania z japońską premier rzucił żart o Pearl Harbour

Podczas spotkania z japońską premier prezydent USA tłumaczył, dlaczego nie poinformował sojuszników o planowanej operacji przeciw Iranowi. W trakcie odpowiedzi padło zaskakujące porównanie do historycznego ataku na Pearl Harbor.

REKLAMA

„Gdy idzie się do Oblubieńca, trzeba ubrać się jak na gody”. O męczeństwie 34 mniszek benedyktynek sakramentek na Rynku Nowego Miasta w Warszawie

– Siostra Stanisława w dniu bombardowania ukazała się w najlepszym habicie i welonie. Na pytające spojrzenia współsióstr odpowiedziała spokojnie: „Gdy idzie się do Oblubieńca, trzeba ubrać się jak na gody”. W 1954 roku odbył się uroczysty pogrzeb 34 sióstr, które dobrowolnie oddały życie za ustanie II wojny światowej i za Ojczyznę. Ludzie tłumnie pchali się do trumien, dotykali ich, ocierali o nie obrazki, różańce – mówi siostra Maria Józefina OSBap, zbierająca materiały o heroicznych współsiostrach, w rozmowie z Jakubem Pacanem.
Kościół św. Kazimierza Królewicza u sakramentek w Warszawie
Kościół św. Kazimierza Królewicza u sakramentek w Warszawie / fot. M. Żegliński

– 79 lat po wybuchu Powstania Warszawskiego bombardowanie klasztoru benedyktynek powoli staje się tylko jednym z epizodów historii stolicy, a przecież tutaj siostry złożyły ofiarę z własnego życia.

– 31 sierpnia 1944 roku dokonało się męczeństwo 34 mniszek benedyktynek sakramentek na Rynku Nowego Miasta w Warszawie, gdzie znajduje się nasz klasztor. Wraz z nimi życie straciło około tysiąca mieszkańców stolicy, którzy się schronili u sióstr. Przeżyło wtedy 12 sióstr i to jest dla nas ważny znak, bo jak mówią, nie ma przypadków, są tylko znaki. 12 sióstr to akurat tyle, ile potrzeba, by podtrzymywać nieustającą adorację. Nieustanna adoracja Najświętszego Sakramentu w duchu wynagrodzenia to z kolei nasz główny charyzmat. Siostry, które wtedy zginęły, reprezentowały całe zgromadzenie, od starszych do najmłodszych, od bardzo wykształconych, aż po siostry, które skończyły kilka klas szkoły podstawowej lub wręcz były analfabetkami, jak siostra Klara, której inne siostry pisały listy do rodziny. Były siostry oddane niemal wyłącznie kontemplacji i te, które musiały być bardzo aktywne.

– Reprezentacja całego Waszego zgromadzenia w ofierze z własnego życia.

– Tak, pochodziły z różnych stron Polski, więc reprezentowały całą Polskę.

Heroizm

– Jak wyglądała sytuacja klasztoru i sióstr w czasie okupacji niemieckiej?

– To był bardzo trudny okres w historii klasztoru. Niemcy znali to z naszej historii, że Kościół w chwilach dla Polaków trudnych zawsze był wsparciem. Tak też było w naszym przypadku. Siostry niosły pomoc również AK, która zgłosiła się z prośbą o wsparcie – nie odmawiały pomocy nikomu. Siostra Maria Augustyna od Najświętszego Sakramentu Laurencja Zalewska pracowała w Wytwórni Papierów Wartościowych, była zaangażowana w ruch oporu, kolportowała tajne gazetki, poszukiwało jej Gestapo. Pewnym wsparciem zdecydowanie było prowadzenie własnego gospodarstwa, siostry miały ogródek i hodowały m.in. świnie i choć praktycznie niemal wszystko musiały oddawać Niemcom, to część udawało im się ukryć i mogły tym wspomóc ludność. Od początku okupacji klasztor pomagał wszystkim, kto tylko zapukał do furty.

– Dużo osób przychodziło?

– Tak, w 1943 roku w Wigilię prawie tysiąc osób spożyło posiłek, a kilkadziesiąt rodzin dostało paczki żywnościowe.

– Na tamten czas to był heroizm.

– Czuwał nad tym miejscem parasol Boży. Okupantom nie podobała się działalność pomocowa sióstr. Były sytuacje, że Niemcy przychodzili, ostrzegali, grozili, nakazywali zamknąć klasztor lub mówili o wyprowadzce mniszek. Za każdym razem jednak wychodziła od nich Matka Tomea, która wzbudzała ich podziw znajomością języka niemieckiego. Wręcz nie mogli uwierzyć, że jest Polką, i byli przekonani, że jest Niemką. Matka Tomea Koperska zrobiła doktorat z filozofii we Fryburgu szwajcarskim i w czasie okupacji prowadziła wykłady w ramach tajnego nauczania. Jedna z sióstr tak opisuje tamten czas: „Gdy wieść o rozpoczętym powstaniu przedostała się za mury klauzury, wzruszeniem napełniły się serca sióstr. Zgromadziłyśmy się u stóp Chrystusa ukrytego w Najświętszym Sakramencie, błagając Go o pomoc i opiekę nad walczącą stolicą. Losy naszego klasztoru od samego początku ściśle łączyły się z całym rozwojem akcji powstańczej. Matka przeorysza pozwoliła schronić się w piwnicach i podziemiach bezdomnej ludności z Rybaków i Woli, dając im całkowite klasztorne utrzymanie. Kierowana duchem głębokiego patriotyzmu, na prośby polskiego dowództwa, po raz pierwszy od 250 lat otworzyła bramy klauzury, by w naszych murach dać schronienie rannym żołnierzom, których siostry pomagały opatrywać”.

– W czym tkwi problem z beatyfikacją sióstr?

– Dostałyśmy informację od ojca pracującego w Dykasterii Spraw Kanonizacyjnych, że to sprawa polityczna, nie duchowa. Ale miłość do Ojczyzny wynika z miłości do Pana Boga i bardzo trudno te miłości na siłę oddzielać. Patriotyzm z wiarą jest bardzo mocno złączony. Jednak to może być główna przeszkoda w beatyfikacji naszych sióstr.

– Jak wyglądały deklaracje sióstr dotyczące oddania swojego życia za wiarę, Kościół, Polskę?

– Pierwsza była chyba Katarzyna, która miała wizję Pana Jezusa, który ją wezwał, by oddała swoje życie za miasto, Polskę i cały świat. Ona się tym mocno wystraszyła, bała się tego wezwania, lecz mimo wielu trudności zdecydowała się na ten krok. Poszła do matki przeoryszy Byszewskiej i poprosiła o błogosławieństwo. Trzeba sobie zdawać sprawę, że w tamtych czasach należało o takie rzeczy prosić przełożonych. Matka Byszewska się zgodziła. Za jakiś czas przyszła kolejna siostra, potem kolejna. Przed powstaniem przynajmniej trzy siostry ofiarowały się za Ojczyznę i zginęły w trakcie walk: s. Scholastyka Bzowska, s. Mechtylda Pawłowicz i s. Amadyna Szymańska. W pewnym momencie przeorysza była przerażona, bo większość sióstr chciało ofiarować swoje życie. Wiemy na pewno, że siedemnaście sióstr chciało oddać życie za Ojczyznę.

– I w czym jest problem?

– Te deklaracje były ustne, składane matce przeoryszy. Niestety nikt tego po wojnie porządnie nie badał, a szkoda, bo matka Byszewska przeżyła wojnę i mnóstwo rzeczy można się było od niej dowiedzieć. Siostry nie chciały o tym rozmawiać, ponieważ rany były zbyt świeże i musiały sobie z tą traumą poradzić. Do tego dochodziła odbudowa zrujnowanego bombardowaniem klasztoru, a czasy powojenne były trudne, wszystkiego brakowało.

Tłumy przy trumnach

– Historia Kościoła zna tysiące świętych patriotów swoich ojczyzn, których deklaracji męczeństwa nikt nie zapisywał. Ich wstawiennictwo mówi jednak, że są świętymi.

– Zaraz po wojnie świętość tych sióstr i świadomość ofiary z własnego życia za wiarę, Kościół i zakończenie wojny były wręcz oczywiste. Ludzie tutaj przyjeżdżali z całej Polski, prosili za ich wstawiennictwem w swoich potrzebach. W 1954 roku odbył się uroczysty pogrzeb sióstr, były tłumy, ludzie pchali się do trumien, dotykali ich, ocierali o nie obrazki, różańce. Mamy liczne świadectwa osób, które twierdzą, że za wstawiennictwem sióstr w ich życiu dokonał się cud lub został rozwiązany jakiś duży problem. Mamy jedną panią, która twierdzi, że wstawiennictwu sióstr przypisuje swoje uzdrowienie z choroby nowotworowej.

– Jak na to patrzyli warszawscy hierarchowie?

– Oni też byli przekonani o świętości tych sióstr. Kardynał Stefan Wyszyński poświęcił tablicę w 1974 roku, która jest w naszych podziemiach, i tam jest jasno i wyraźnie napisane, że siostry zginęły, ofiarując swoje życie Bogu za Ojczyznę. Kardynał Kazimierz Nycz też nam mówi, żebyśmy parzyły na nasze siostry jak na męczenniczki.

– Wraz z siostrami 31 sierpnia śmierć poniosło tysiąc osób, a mało kto o tym wie. To ogromny mord.

– Kiedy popatrzymy na męczenników II wojny światowej, to nie było przypadku, by 34 siostry zginęły w jednym miejscu, w jednym czasie, z jednego zgromadzenia. Nie ma drugiej takiej zbrodni. Trzeba sobie zdawać sprawę, że siostry nie zginęły przez przypadek i nie przez przypadek było tam akurat tysiąc osób. Mówiliśmy, że od początku wojny nasz klasztor był miejscem pomocy dla ludności. To bombardowanie było bardzo precyzyjnie zaplanowane i wykonane. Niemcy, wiedząc, że klasztor pomaga powstańcom, a niedaleko mamy dawną Wytwórnię Papierów Wartościowych, gdzie był silny opór powstańców, postanowili zupełnie zlikwidować to miejsce. Dali ultimatum, że siostry mogą ujść z życiem, jeśli opuszczą klasztor. One świadomie wybrały ofiarę z własnego życia i zostały, wiedząc, że za chwilę będzie bombardowanie. Co więcej, część z nich, m.in. s. Modesta, tego tragicznego dnia włożyła czysty habit, wyjaśniając przyczynę zaszokowanej siostrze Placydzie: „Bo dziś składam moją ofiarę”. Poprzednio zwierzała się jej, że pragnie zginąć za Ojczyznę i za Kościół. Z kolei s. Stanisława ukazała się oczom sióstr w najlepszym habicie i welonie. Jej elegancja była czymś tak niesłychanym w potwornym rozgardiaszu podziemi, że siostra Leonarda zastygła zdumiona. Ale siostra Stanisława wyjaśniła spokojnie: „Gdy idzie się do Oblubieńca, trzeba ubrać się jak na gody”.

– Przecież siostry mogły zgodzić się na propozycje Niemców i mieć spokój do końca wojny, jednak wybrały ryzyko i męczeństwo.

– Dokładnie tak. Dodam jeszcze, że na tych, którzy przeżyli bombardowanie, czekali Niemcy i ich dobijali. Chcę podkreślić, że siostry nie zginęły przez przypadek w czasie bombardowania Rynku Nowego Miasta. Siostry świadomie wybrały męczeństwo. Siostra Cecylia dostała nawet propozycję od powstańców, by się ewakuować, ponieważ obok klasztoru przebiegała linia powstańczego frontu, ona jednak została. Bardzo poruszające jest świadectwo jednej z sióstr, której udało się przeżyć: „Od 6 sierpnia życie zeszło do piwnic, gdzie tłumnie ściągnęła też okoliczna ludność oraz uciekinierzy z Woli. Siostry przyjmowały wszystkich otwartym sercem, oddawały przybyszom cały zapas żywności, z narażeniem życia przynosiły wodę i przygotowywały posiłki. 10 sierpnia dowództwo zwróciło się do sakramentek z prośbą o przyjęcie szpitala. I znów cały klasztor wraz z kuchnią i apteczką był do dyspozycji lekarzy, sanitariuszek, rannych. W rozmównicach klasztornych urządzono salę operacyjną, uruchomiono punkt krwiodawstwa. Rannych wciąż przybywało i mimo zdwojonej ostrożności nie udało się ukryć przed Niemcami istnienia szpitala. Ich zajadłość sięgnęła wówczas zenitu”.

– W rodzinach sióstr pamięć o ich dokonaniu jest żywa do dzisiaj?

– Zdecydowanie. Rodziny odkrywają nas na nowo. Około półtora roku temu zgłosiła się do nas wnuczka pani, której siostra, Elżbieta Naruk, była sakramentką i tutaj zginęła. Ta kobieta przyjechała do Warszawy i poczuła, że musi do nas przyjść, bo ma przeczucie, że s. Elżbieta jest święta, i opowiadała, że ilekroć prosiły o coś za wstawiennictwem s. Elżbiety, zawsze było wsparcie z góry. Mamy kontakt z krewną, która jest cioteczną prawnuczką s. Alojzy Tryc i często powtarza: „Siostro, dla mnie nie ma żadnej wątpliwości, że s. Alojza jest święta”. Dokładnie to samo mówi pani z rodziny s. Benedykty Kiliańskiej. Zbieramy wszelkie informacje dotyczące sióstr, choć po niektórych siostrach nie zostało nic oprócz oficjalnych świadectw.

– Dziwne, że miejsce tak dużej zbrodni wojennej nie jest odwiedzane przez oficjeli.

– Nigdy nie słyszałam, żeby były organizowane jakieś obchody czy uroczystości. Na pewno był u nas śp. prezydent Lech Kaczyński i ofiarował nam przepiękną monstrancję, którą mamy w klasztorze i używamy na Wielkanoc. Nie przypominam sobie, by siostry opowiadały, że 31 sierpnia, w rocznicę bombardowania, jakieś oficjalne delegacje rządowe czy samorządowe składały kwiaty lub były przemówienia.

Tekst pochodzi z 38 (1808) numeru „Tygodnika Solidarność”.



 

Polecane