Paweł Jędrzejewski: Nie widziałem najnowszego filmu Holland, ale się wypowiem

Nie widziałem filmu „Zielona granica” Agnieszki Holland. Czyli nie powinienem się wypowiadać na jego temat. Mam jednak poważne wątpliwości, czy obejrzenie filmu cokolwiek zmienia, bo jest on już od kilkunastu dni obiektem zawziętej krytyki i bezrefleksyjnych zachwytów, choć nikt go jeszcze, poza widzami na festiwalu w Wenecji, nie widział.
Agnieszka Holland
Agnieszka Holland / Screen YT Fred Film Radio

Film na pewno jest dobrze zrobiony, bo Agnieszka Holland potrafi robić filmy. Zarazem jest to z pewnością film odzwierciedlający jej poglądy polityczne, a one są powszechnie znane. 

 

Nie chodzi o film Holland, tylko o Tuska i Kaczyńskiego

Holland powinna żałować, że nie tonuje swoich wypowiedzi na tematy polityczne, bo przez nie jej film mocno straci na sile oddziaływania. Nie ma szans na uchronienie się przed szufladkowaniem. Już jest z góry odrzucany przez jednych i bezkrytycznie akceptowany przez drugich. Niewielu oceni go bezstronnie. Twórca filmowy, gdy decyduje się wypowiadać swoją sztuką, powinien zrezygnować z bycia politykiem. Holland nie ustrzegła się przed tym błędem. Dlatego film – z powodu tematu, ale także „pozafilmowej” postawy jego autorki – otrzymuje na portalach filmowych setki jedynek (najniższa ocena) od ludzi, którzy z góry traktują go jako film rzekomo obrażający Polaków. Jednocześnie druga strona, również bez oglądania filmu, staje murem za Agnieszką. Kogo, tak naprawdę, obchodzi film? Bo w rzeczywistości nie chodzi ani o film, ani nawet o Holland, tylko, jak to zazwyczaj w Polsce, o PO i PiS, czyli o Tuska i Kaczyńskiego. Tędy przebiegają główne podziały pomiędzy przeciwnikami i entuzjastami filmu.

 

Obraz filmowy trafia prosto do serc

Temat „Zielonej granicy” jest bardzo mocno polityczny. Ludzie sprawujący władzę, a także zdecydowana część polskiego społeczeństwa, postrzegają inwazję migrantów przekraczających granicę ze strony Białorusi przede wszystkim jako narzędzie destabilizacji, zagrożenie oraz jako element „wojny hybrydowej” białoruskiego dyktatora, za którym stoi Putin. Z kolei przeciwnicy obecnej władzy widzą to całkiem inaczej. Ludziom na granicy powinno się pomagać, bo tak nakazuje etyka. Polskie władze i polskie służby oskarżane są więc o bezduszność, brutalność, nawet o okrucieństwo. Jednak granicy nie da się chronić w jedwabnych rękawiczkach, a szturmujący granicę – z formalnego punktu widzenia – przebywają przecież legalnie na Białorusi i nie są tam prześladowani. Migranci to w większości zwyczajni ludzie, jak ty czy ja, motywowani ekonomicznie, którym siłą uniemożliwia się w imię prawa realizację ich życiowych planów. Tu nieuchronnie musi pojawić się konflikt i przemoc. A tam, gdzie jest przemoc, obecne są dylematy moralne. Nie ma przed nimi ucieczki. Agnieszka Holland jest zagorzałą przeciwniczką obecnej władzy. Stąd wniosek, że w swoim filmie nie podkreśli racji polskich władz, ale stanie po stronie ludzi usiłujących przedostać się do Polski, by przemieścić się dalej – do Europy Zachodniej, w poszukiwaniu lepszego życia. Lepszego zarówno w sensie bezpieczeństwa, jak i – przede wszystkim – poziomu ekonomicznego. I na pewno Holland zrobi to przy pomocy argumentów etycznych. Z nich wyprowadzi oskarżenia. Bo formułować zarzuty natury etycznej jest bardzo łatwo. Wystarczy wsiąść na wysokiego konia etycznych ideałów i pretensje o „nieludzkie” traktowanie migrantów zabrzmią bardzo przekonująco. Zwłaszcza że obraz filmowy ze swej natury trafia prosto do serc, a nie do rozumu. Gdy ludzie próbują przedostać się z biedy w obszar dostatku, a ci, którzy żyją wygodnie w tym dostatku, budują płoty, serce zawsze staje automatycznie po stronie biedaków. „Zielona granica” z pewnością opiera się na tej uniwersalnej prawidłowości. Agnieszka Holland mogła zrobić film o bezprecedensowej pomocy udzielanej przez Polskę Ukrainie i uciekającym przed wojną Ukraińcom, albo o niewpuszczaniu do Polski migrantów, w większości ekonomicznych, przekraczających granicę polsko-białoruską. Te wydarzenia dzieją się przecież w Polsce równolegle. Wybierając ten drugi temat, dokonała nie tyle artystycznego, co politycznego wyboru. Czy usprawiedliwia ją to, że pomoc uchodźcom jest z punktu widzenia etyki prosta i klarowna, podczas gdy strzeżenie granicy przed migrantami jest nabrzmiałe od moralnych dylematów?

 

Europa nie szuka rozwiązań problemu migracji

Nagroda Specjalna Jury na festiwalu w Wenecji sugeruje, że film został doceniony za poruszany temat, ale nie został uznany za znakomite dzieło filmowe. Film pożyje na ekranach i zniknie, a wielki, monstrualnie poważny problem migracji pozostanie z nami na czas tak długi, jak daleko sięgać może nasza wyobraźnia. Dlatego pytaniem najważniejszym jest, „co w realnym, pozaekranowym życiu powinno się zrobić w tej sprawie?”. Jak Europa ma zareagować na falę migracji, która nie będzie maleć, ale narastać? Od strony Białorusi może się ona zakończyć z dnia na dzień. Wystarczy, żeby Białoruś zmieniła swoje przepisy wizowe, a strumień migrantów się zatrzyma. Jednak nie da się przerwać napływu migrantów drogą morską ze strony eksplodującej demograficznie Afryki. Pamiętajmy, że w temacie migracji czynnikiem kluczowym są różnice w poziomie życia. Europa uprawiała kolonializm przez stulecia. Przodowały w tym Wielka Brytania, Hiszpania, Holandia, Francja, Portugalia, Belgia, Niemcy i Włochy. Swoje bogactwa uzyskiwały z podboju i wyzysku. Nie potrafiły i nie miały zamiaru inwestować w te kraje – chciały je wyssać i zostawić sobie samym. Teraz nadchodzi czas konsekwencji tej polityki. Niestety, w rezultacie tego historycznego „odwetu” cierpią polscy funkcjonariusze graniczni, których przodkowie nie mieli nic wspólnego z zachodnim kolonializmem. Bo zachodni Europejczycy, potomkowie kolonizatorów, zachowali bogactwo, a wyzyskane ludy nadal żyją w ubóstwie. I tylko świat się zmienił, ponieważ przedostanie się z odległych rejonów Afryki do Europy nie stanowi już problemu. Co więc ma zrobić Europa? Przecież Europejczycy nie będą w stanie przyjąć setek milionów, a tylu ludzi z dawnych kolonii i dominiów będzie starało się dotrzeć do Europy. Europa nie może ich zaabsorbować, bo jeśliby próbowała, sama stanie się wkrótce tak spustoszona, jak kraje, z których ci ludzie przyjdą. Problem jest gigantyczny i znalezienie rozwiązań jest potwornie trudne. Unia Europejska nie ma żadnego logicznego pomysłu na politykę migracyjną, nie ma wyobraźni, wizji ani nie stara się patrzeć daleko w przyszłość. Nie szuka odważnych rozwiązań. Króluje zasada „jakoś to będzie”. A przecież nie będzie.

 

Problem trzeba atakować tam, gdzie się rodzi

Żeby zmniejszyć (bo zlikwidować się nie da) imigrację, trzeba na początek uruchomić wielką kampanię informacyjną, podważającą kłamstwo propagandy białoruskiej i rosyjskiej, że granica polsko-białoruska stoi otworem. Natomiast w rejonie Morza Śródziemnego trzeba zwalczać gangi i mafie przemytników ludzi, bo to one skłaniają  ludzi do ryzyka, oszukują ich, wykorzystują.

Niestety, te doraźne metody to tylko plaster na rany. Nie zmienią sytuacji trwale. Problem trzeba atakować tam, gdzie się rodzi, czyli daleko od Europy. I nie pomoże tu przekupywanie Turcji czy Tunezji, żeby to one zahamowały falę migrantów. Jedyną metodą jest inwestowanie w ojczyznach migrantów, pomaganie w ich rozwoju gospodarczym i podnoszenie w ten sposób poziomu życia. Tego się nie robi szybko, bez wielkiego ryzyka, ogromnego wysiłku oraz gigantycznych kosztów. To bardzo trudne. Jednak nie Europa, ale Chiny inwestują w Afrykę. Inwestują jak nikt i nigdy w historii. Chiny wręcz „przejmują” Afrykę, podczas gdy Europa jest bierna i w swojej pasywności przeżuwa własne historyczne winy. Czyżby to Chiny miały uratować Europę przed wielką i groźną wędrówką ludów?

 

Nieuprawnione analogie

PS Podobno w filmie Agnieszki Holland są sceny, sytuacje, obrazy, które pobrzmiewają atmosferą holokaustową. Mam pewność, że to powierzchowne porównanie, w rzeczywistości błędne. Żydzi byli w Polsce odwiecznymi mieszkańcami i obywatelami. Przyszli tu Niemcy-wrogowie z jednoznacznym zamiarem ich całkowitego wymordowania. Migranci przychodzą tu sami, bo podejmują ryzyko, by poprawić poziom życia. I, co przecież najważniejsze, nikt nie ma zamiaru ich mordować. Trzeba o tym pamiętać, bo są to różnice kolosalne i wykluczające jakąkolwiek racjonalność takich analogii. Niestety, sama Holland sięga po nie, mówiąc w wywiadzie: „Za 20 lat aktywiści z granicy zostaną Sprawiedliwymi. I nagle się okaże, że wszyscy pomagali”. To jaskrawe, nieusprawiedliwione nadużycie.


 

POLECANE
Polacy czują się nabici w butelki. Sondaż nie pozostawia złudzeń z ostatniej chwili
Polacy czują się nabici w butelki. Sondaż nie pozostawia złudzeń

Ponad połowa obywateli źle ocenia funkcjonowanie mechanizmu zwrotu opakowań, a prawie połowa w ogóle w nim nie uczestniczy – wynika z badania IBRiS dla "Rzeczpospolitej" opublikowanego w tym dzienniku w środę.

Za pieniądze z SAFE sprzedamy naszą niepodległość tylko u nas
Za pieniądze z SAFE sprzedamy naszą niepodległość

W kwestii SAFE nie chodzi jedynie o horrendalną pożyczkę, którą spłacać będą przez ponad 40 lat kolejne pokolenia, ale o istnienie państwa polskiego jako samodzielnego, suwerennego podmiotu.

Iran uderzył w arabskie monarchie. Region może stworzyć nową koalicję przeciw Teheranowi tylko u nas
Iran uderzył w arabskie monarchie. Region może stworzyć nową koalicję przeciw Teheranowi

Relacje szyickiego Iranu z sunnickimi monarchiami arabskimi leżącymi po drugiej stronie Zatoki Perskiej nigdy do najlepszych nie należały. Jednak w ostatnich latach – przy mediacji Chin- doszło do pewnego resetu tych stosunków. Obecna wojna wszystko zaprzepaściła. Reżim ajatollahów walczy o życie i na ołtarzu tej walki o przetrwanie złożył relacje z Rijadem, Abu Zabi i innymi. Dlaczego podjął takie ryzyko?

Węgierski parlament odrzucił członkostwo Ukrainy w UE z ostatniej chwili
Węgierski parlament odrzucił członkostwo Ukrainy w UE

Węgierskie Zgromadzenie Narodowe przyjęło uchwałę odrzucającą członkostwo Ukrainy w UE, dalsze finansowanie wojny i wysiłki na rzecz przekształcenia Unii Europejskiej w sojusz wojskowy. Ustawa została przyjęta 142 głosami za, przy 28 głosach przeciw i 4 wstrzymujących się – poinformował na platformie X Zoltan Kovacs, rzecznik prasowy premiera Viktora Orbana.

Ekonomiści w szoku - potężny spadek w niemieckim przemyśle tylko u nas
Ekonomiści w szoku - potężny spadek w niemieckim przemyśle

W styczniu 2026 roku niemiecki przemysł doświadczył dramatycznego spadku zamówień, co zaskoczyło ekspertów i wzbudziło obawy o kondycję gospodarki. Według danych Federalnego Urzędu Statystycznego (Destatis), nowe zamówienia w sektorze przetwórczym spadły o 11,1% w porównaniu do grudnia 2025 roku.

Bogucki: Tusk chce spłacić 365 mld zł, czyli aż 180 mld zł kosztów unijnego SAFE z ostatniej chwili
Bogucki: Tusk chce spłacić 365 mld zł, czyli aż 180 mld zł kosztów unijnego SAFE

Tusk chce spłacić 365 miliardów zł, czyli aż 180 miliardów zł kosztów unijnego SAFE – napisał na platformie X szef Kancelarii Prezydenta Zbigniew Bogucki odnosząc się do planów Donalda Tuska zapożyczenia Polski w ramach SAFE.

Tusk chce przyjąć unijny SAFE w drodze uchwały gorące
Tusk chce przyjąć unijny SAFE w drodze uchwały

„Jeżeli pojawi się weto prezydenta, będziemy gotowi z projektem uchwały ws. SAFE” - zapowiedział premier Donald Tusk.

Kancelaria Prezydenta ujawnia ramy programu „Polski SAFE 0%” gorące
Kancelaria Prezydenta ujawnia ramy programu „Polski SAFE 0%”

Kancelaria Prezydenta przedstawiła we wtorek ramy programu „Polski SAFE 0%”.

Jeden z najwyższych urzędników Iranu grozi Trumpowi „wyeliminowaniem” z ostatniej chwili
Jeden z najwyższych urzędników Iranu grozi Trumpowi „wyeliminowaniem”

Jeden z najwyższych urzędników Iranu ostrzegł prezydenta Donalda Trumpa, aby “uważał, aby nie zostać wyeliminowanym” podczas operacji Epic Fury, amerykańskiego zaangażowania wojskowego mającego na celu zneutralizowanie najbardziej płodnego państwa terrorystycznego na świecie – poinformował portal Breitbart.

Komunikat dla mieszkańców woj. świętokrzyskiego z ostatniej chwili
Komunikat dla mieszkańców woj. świętokrzyskiego

Ostrzeżenie w województwie świętokrzyskim. Oszuści znów polują na osoby starsze metodami "na wnuczka", "na policjanta" lub "na pracownika banku".

REKLAMA

Paweł Jędrzejewski: Nie widziałem najnowszego filmu Holland, ale się wypowiem

Nie widziałem filmu „Zielona granica” Agnieszki Holland. Czyli nie powinienem się wypowiadać na jego temat. Mam jednak poważne wątpliwości, czy obejrzenie filmu cokolwiek zmienia, bo jest on już od kilkunastu dni obiektem zawziętej krytyki i bezrefleksyjnych zachwytów, choć nikt go jeszcze, poza widzami na festiwalu w Wenecji, nie widział.
Agnieszka Holland
Agnieszka Holland / Screen YT Fred Film Radio

Film na pewno jest dobrze zrobiony, bo Agnieszka Holland potrafi robić filmy. Zarazem jest to z pewnością film odzwierciedlający jej poglądy polityczne, a one są powszechnie znane. 

 

Nie chodzi o film Holland, tylko o Tuska i Kaczyńskiego

Holland powinna żałować, że nie tonuje swoich wypowiedzi na tematy polityczne, bo przez nie jej film mocno straci na sile oddziaływania. Nie ma szans na uchronienie się przed szufladkowaniem. Już jest z góry odrzucany przez jednych i bezkrytycznie akceptowany przez drugich. Niewielu oceni go bezstronnie. Twórca filmowy, gdy decyduje się wypowiadać swoją sztuką, powinien zrezygnować z bycia politykiem. Holland nie ustrzegła się przed tym błędem. Dlatego film – z powodu tematu, ale także „pozafilmowej” postawy jego autorki – otrzymuje na portalach filmowych setki jedynek (najniższa ocena) od ludzi, którzy z góry traktują go jako film rzekomo obrażający Polaków. Jednocześnie druga strona, również bez oglądania filmu, staje murem za Agnieszką. Kogo, tak naprawdę, obchodzi film? Bo w rzeczywistości nie chodzi ani o film, ani nawet o Holland, tylko, jak to zazwyczaj w Polsce, o PO i PiS, czyli o Tuska i Kaczyńskiego. Tędy przebiegają główne podziały pomiędzy przeciwnikami i entuzjastami filmu.

 

Obraz filmowy trafia prosto do serc

Temat „Zielonej granicy” jest bardzo mocno polityczny. Ludzie sprawujący władzę, a także zdecydowana część polskiego społeczeństwa, postrzegają inwazję migrantów przekraczających granicę ze strony Białorusi przede wszystkim jako narzędzie destabilizacji, zagrożenie oraz jako element „wojny hybrydowej” białoruskiego dyktatora, za którym stoi Putin. Z kolei przeciwnicy obecnej władzy widzą to całkiem inaczej. Ludziom na granicy powinno się pomagać, bo tak nakazuje etyka. Polskie władze i polskie służby oskarżane są więc o bezduszność, brutalność, nawet o okrucieństwo. Jednak granicy nie da się chronić w jedwabnych rękawiczkach, a szturmujący granicę – z formalnego punktu widzenia – przebywają przecież legalnie na Białorusi i nie są tam prześladowani. Migranci to w większości zwyczajni ludzie, jak ty czy ja, motywowani ekonomicznie, którym siłą uniemożliwia się w imię prawa realizację ich życiowych planów. Tu nieuchronnie musi pojawić się konflikt i przemoc. A tam, gdzie jest przemoc, obecne są dylematy moralne. Nie ma przed nimi ucieczki. Agnieszka Holland jest zagorzałą przeciwniczką obecnej władzy. Stąd wniosek, że w swoim filmie nie podkreśli racji polskich władz, ale stanie po stronie ludzi usiłujących przedostać się do Polski, by przemieścić się dalej – do Europy Zachodniej, w poszukiwaniu lepszego życia. Lepszego zarówno w sensie bezpieczeństwa, jak i – przede wszystkim – poziomu ekonomicznego. I na pewno Holland zrobi to przy pomocy argumentów etycznych. Z nich wyprowadzi oskarżenia. Bo formułować zarzuty natury etycznej jest bardzo łatwo. Wystarczy wsiąść na wysokiego konia etycznych ideałów i pretensje o „nieludzkie” traktowanie migrantów zabrzmią bardzo przekonująco. Zwłaszcza że obraz filmowy ze swej natury trafia prosto do serc, a nie do rozumu. Gdy ludzie próbują przedostać się z biedy w obszar dostatku, a ci, którzy żyją wygodnie w tym dostatku, budują płoty, serce zawsze staje automatycznie po stronie biedaków. „Zielona granica” z pewnością opiera się na tej uniwersalnej prawidłowości. Agnieszka Holland mogła zrobić film o bezprecedensowej pomocy udzielanej przez Polskę Ukrainie i uciekającym przed wojną Ukraińcom, albo o niewpuszczaniu do Polski migrantów, w większości ekonomicznych, przekraczających granicę polsko-białoruską. Te wydarzenia dzieją się przecież w Polsce równolegle. Wybierając ten drugi temat, dokonała nie tyle artystycznego, co politycznego wyboru. Czy usprawiedliwia ją to, że pomoc uchodźcom jest z punktu widzenia etyki prosta i klarowna, podczas gdy strzeżenie granicy przed migrantami jest nabrzmiałe od moralnych dylematów?

 

Europa nie szuka rozwiązań problemu migracji

Nagroda Specjalna Jury na festiwalu w Wenecji sugeruje, że film został doceniony za poruszany temat, ale nie został uznany za znakomite dzieło filmowe. Film pożyje na ekranach i zniknie, a wielki, monstrualnie poważny problem migracji pozostanie z nami na czas tak długi, jak daleko sięgać może nasza wyobraźnia. Dlatego pytaniem najważniejszym jest, „co w realnym, pozaekranowym życiu powinno się zrobić w tej sprawie?”. Jak Europa ma zareagować na falę migracji, która nie będzie maleć, ale narastać? Od strony Białorusi może się ona zakończyć z dnia na dzień. Wystarczy, żeby Białoruś zmieniła swoje przepisy wizowe, a strumień migrantów się zatrzyma. Jednak nie da się przerwać napływu migrantów drogą morską ze strony eksplodującej demograficznie Afryki. Pamiętajmy, że w temacie migracji czynnikiem kluczowym są różnice w poziomie życia. Europa uprawiała kolonializm przez stulecia. Przodowały w tym Wielka Brytania, Hiszpania, Holandia, Francja, Portugalia, Belgia, Niemcy i Włochy. Swoje bogactwa uzyskiwały z podboju i wyzysku. Nie potrafiły i nie miały zamiaru inwestować w te kraje – chciały je wyssać i zostawić sobie samym. Teraz nadchodzi czas konsekwencji tej polityki. Niestety, w rezultacie tego historycznego „odwetu” cierpią polscy funkcjonariusze graniczni, których przodkowie nie mieli nic wspólnego z zachodnim kolonializmem. Bo zachodni Europejczycy, potomkowie kolonizatorów, zachowali bogactwo, a wyzyskane ludy nadal żyją w ubóstwie. I tylko świat się zmienił, ponieważ przedostanie się z odległych rejonów Afryki do Europy nie stanowi już problemu. Co więc ma zrobić Europa? Przecież Europejczycy nie będą w stanie przyjąć setek milionów, a tylu ludzi z dawnych kolonii i dominiów będzie starało się dotrzeć do Europy. Europa nie może ich zaabsorbować, bo jeśliby próbowała, sama stanie się wkrótce tak spustoszona, jak kraje, z których ci ludzie przyjdą. Problem jest gigantyczny i znalezienie rozwiązań jest potwornie trudne. Unia Europejska nie ma żadnego logicznego pomysłu na politykę migracyjną, nie ma wyobraźni, wizji ani nie stara się patrzeć daleko w przyszłość. Nie szuka odważnych rozwiązań. Króluje zasada „jakoś to będzie”. A przecież nie będzie.

 

Problem trzeba atakować tam, gdzie się rodzi

Żeby zmniejszyć (bo zlikwidować się nie da) imigrację, trzeba na początek uruchomić wielką kampanię informacyjną, podważającą kłamstwo propagandy białoruskiej i rosyjskiej, że granica polsko-białoruska stoi otworem. Natomiast w rejonie Morza Śródziemnego trzeba zwalczać gangi i mafie przemytników ludzi, bo to one skłaniają  ludzi do ryzyka, oszukują ich, wykorzystują.

Niestety, te doraźne metody to tylko plaster na rany. Nie zmienią sytuacji trwale. Problem trzeba atakować tam, gdzie się rodzi, czyli daleko od Europy. I nie pomoże tu przekupywanie Turcji czy Tunezji, żeby to one zahamowały falę migrantów. Jedyną metodą jest inwestowanie w ojczyznach migrantów, pomaganie w ich rozwoju gospodarczym i podnoszenie w ten sposób poziomu życia. Tego się nie robi szybko, bez wielkiego ryzyka, ogromnego wysiłku oraz gigantycznych kosztów. To bardzo trudne. Jednak nie Europa, ale Chiny inwestują w Afrykę. Inwestują jak nikt i nigdy w historii. Chiny wręcz „przejmują” Afrykę, podczas gdy Europa jest bierna i w swojej pasywności przeżuwa własne historyczne winy. Czyżby to Chiny miały uratować Europę przed wielką i groźną wędrówką ludów?

 

Nieuprawnione analogie

PS Podobno w filmie Agnieszki Holland są sceny, sytuacje, obrazy, które pobrzmiewają atmosferą holokaustową. Mam pewność, że to powierzchowne porównanie, w rzeczywistości błędne. Żydzi byli w Polsce odwiecznymi mieszkańcami i obywatelami. Przyszli tu Niemcy-wrogowie z jednoznacznym zamiarem ich całkowitego wymordowania. Migranci przychodzą tu sami, bo podejmują ryzyko, by poprawić poziom życia. I, co przecież najważniejsze, nikt nie ma zamiaru ich mordować. Trzeba o tym pamiętać, bo są to różnice kolosalne i wykluczające jakąkolwiek racjonalność takich analogii. Niestety, sama Holland sięga po nie, mówiąc w wywiadzie: „Za 20 lat aktywiści z granicy zostaną Sprawiedliwymi. I nagle się okaże, że wszyscy pomagali”. To jaskrawe, nieusprawiedliwione nadużycie.



 

Polecane