Atak na Iran. Kto zyskał, kto stracił. Na razie
Co musisz wiedzieć:
- USA i Izrael przeprowadziły atak na Iran.
- Reakcja Rosji i Chin była ograniczona.
- Konflikt może wpłynąć na ceny ropy i sytuację na Bliskim Wschodzie.
Kurz wojenny wprawdzie nie opada ale mija już powoli szok jakim był szybki atak USA i Izraela na Iran. W przeciwieństwie do amerykańskiej interwencji w Wenezueli - ten konflikt będzie jeszcze trwać. I tak jak pisałem już w styczniu - po pierwszej fali demonstracji w Iranie przeciwko władzy ajatollahów - ciągle nie jesteśmy w stanie przewidzieć jak się zakończy.
Amerykanie zyskali, BRICS stracił
Zwycięzcami byli, są i raczej pozostaną Amerykanie. Po raz kolejny Trump pokazał że jeśli chce to może i nikt na świecie nie jest mu w stanie niczego zabronić. Reakcja Rosji i Chin, która mogła mieć tutaj znaczenie, była ponownie (znowu jak w wypadku Wenezueli) znikoma i ograniczyła się do rytualnych zapewnień o oburzeniu. Plotki i przecieki z Białego Domu dowodzą zresztą ze podobnie było z działaniami zakulisowymi. Wielka antyamerykańska kolacja BRICSu okazała się fikcją.
Nie nastąpiło jednak to czego oczekiwało wielu ekspertów i pseudoekspertów od Iranu - zwłaszcza tych wierzących w szczęśliwą gwiazdę księcia Rezy Pahlawiego - syna ostatniego jak dotąd szachinszacha Iranu (iran. "król królów - przyp. red.). Demonstranci nie wyszli jak w styczniu, nie wyszli na ulice a rolki i filmiki pokazujące galopujący upadek Islamskiej Republiki Iranu są nieco dęte. Jak to rolki zresztą.
Niewiadomymi pozostają na razie efekty wzrostu cen ropy naftowej i gazu.
Prezydent Nawrocki sobie radzi
Jak w tej sprawie zachowuje się Polska?. To odpowiedz może nie do końca oczywista - zwłaszcza w kontekście podchwyconej przez opozycje nieudolności MSZ w ewakuacji polskich obywateli z obszarów zagrożonych. Nie mniej odpowiedz ta jest następująca - państwo polskie radzi sobie (nie licząc kwestii wzmiankowanej powyżej) dobrze a przecież ryzyk jest co niemiara.
Przede wszystkim Prezydent Nawrocki i jego ekipa znowu dobrze z tego wybrnęli, ściągając kilka skalpów z tych którzy mieli prezydentowi za złe że Iranu o ataku Amerykanów nie uprzedził. A niby czemu miałby ryzykować relacje z najważniejszym (ale i trudnym i nieelastycznym) dla Polski partnerem jest Trump dla wprawdzie momentami poprawnych ale i niezbyt dobrych relacji z Iranem. Wielu z Polaków żyjących mitem pomocy dla polskich uchodźców w Iranie osiemdziesiąt lat temu nie zdaje sobie sprawy z tego że po pierwsze nie ma on wiele wspólnego z rzeczywistością a po drugie to było dawno. W tę pamięć inwestujemy, bo jest to jedyny dobry element naszej wspólnej historii. Innego na razie nie mamy. Sam uczestniczyłem w polskiej delegacji która pojechała tam z okazji osiemdziesięciolecia przybycia uchodźstwa i dla samych Irańczyków nie był to temat ważny.
Rząd Tuska również sobie radzi
Po drugie z problemu wybrnął nie najgorzej rząd. To znaczy prawie wybrnął, bo niechęć ministra-wice-premiera Sikorskiego do ewakuacji Polaków skądkolwiek która teraz chmary trolli i urzędników mu-sza uzasadniać odbije się się na notowaniach tej władzy nie rozumiejącej że do Dubaju elektorat PiS raczej nie jeździ. Niemniej rządowi udało się wystrzec antyamerykanizmu wybuchniętego świeżo za sprawą SAFE. Pomogła w tym wizyta wicepremiera-ministra Kosiniaka-Kamysza w Waszyngtonie pod pięknym zresztą pretekstem upamiętnienia bohaterskiego kapitana Ollisa.
I tylko Braun z Korwinem coraz słabiej ukrywają swój antyamerykanizm. Owszem jest za co bronić Iran ale nie jest to ani raj dla chrześcijan ani dla kogokolwiek.




